Kazimierz Czapiński: Nowy zamach endecki na prawa robotnicze [1921]

306309

Teraz przechodzimy do orzeczeń karnych tej miłosiernej księżo-endeckiej ustawy. Art. 36 powiada, że „kto wbrew przepisom ustawy usiłuje wywołać strajk (a więc i w zakładach nie należących do użyteczności publicznej) ulegnie grzywnie do 200 mk, a jeżeli chodzi o zakład użyteczności publicznej – ulegnie karze więzienia na 3 tygodnie, którą można połączyć z grzywną do 5000 mk. Zaś w zakładach użyteczności publicznej – karze więzienia do 3 miesięcy łącznie z ewentualną grzywną do 15000 marek. Ale i to jeszcze drobnostka: Jeśli kto zastosuje „pogróżkę” przy namawianiu do strajku to, o ile nie podpada pod surowsze przepisy ustaw karnych, ulegnie karze więzienia do jednego roku i grzywnie do 25000 marek, przy czym w razie rzeczywistego przeszkodzenia w pracy – kary powyższe mogą być podwojone, a w razie narażenia armii w polu w czasie wojny (pojęcie bardzo rozciągłe) potrojone. Ale klerykalnej sprawiedliwości i tego mało. W razie istnienia zamiaru wywołania zaburzeń i niepokoju, jak również namawiania do strajku powszechnego, organizowania go, przygotowywania i propagowania słowem i pismem, o ile nie podpada pod surowsze przepisy ustaw karnych – winny będzie karany karą ciężkiego więzienia do lat pięciu, którą można połączyć z grzywną do 100000 mk. Art. 41 jeszcze przewiduje przedłużenie kary więzienia w razie nieściągalności grzywny, zaś art. 44 upoważnia Radę Ministrów do „zarekwirowania lokalów, urządzeń i personelu kierującego i pracowników zakładów użyteczności bądź też do przymusowego zastosowania wszelkich środków koniecznych do spełniania usług publicznych, przez te zakłady zabezpieczonych”. Na jaką właściwie drogę chcą pchnąć robotnika obłudnicy księżo-endeccy, skoro mu odbierają drogę legalnej walki o polepszenie bytu? Na próżno „motywa” opowiadają, że chodzi o falę strajków politycznych, zaś strajki obecne „nie mają bynajmniej na celu poprawienia bytu rzesz robotniczych, ale jedynie pokłócenie wewnętrzne narodu”. Dziś każdy wie, że główną przyczyną strajków jest obniżenie wartości marki i drożyzna powszechna. Zamykać na to oczy jest obłudnym maskowaniem interesu klasowego. Czytaj dalej

„Metalowiec”: Zadania państwa wobec związków zawodowych [1919]

mitchell-siporin-siporin_workersfamily_1937-p19daoqa89uoutni16b71khgpim

Na tych jednak żądaniach zorganizowany proletariat długo poprzestać nie mógł. Musiał on żądać, by państwo nie tylko nie przeszkadzało robotnikom w pracy organizacyjnej, ale też by pracę tę popierało. Skoro państwo popiera związki przemysłowców, kupców, ziemian i dostarcza im środków do urzeczywistnienia ich celów, to tym bardziej jest ono obowiązane opiekować się organizacjami robotników, zwłaszcza ich związkami zawodowymi. Robotnicy bowiem utrzymujący podatkiem krwi i mienia państwo, a nie mający tej siły ekonomicznej, co kapitaliści, tym bardziej tej opieki potrzebują. Na czym opieka ta polegać winna? Możemy żądać od państwa i jest ono obowiązane ułatwiać wykonanie zadań związków i użyczyć im swej władzy wykonawczej. Uczynić to może, uznając związki jako reprezentację zawodu, mającą prawo imieniem tych robotników zawierać układy z pracodawcami, względnie ze związkami pracodawców i to w ten sposób, by te umowy zbiorowe miały moc obowiązującą. Dalej mają organa egzekucyjne rządu wykonywać umowy te i wprowadzać je w życie. Państwo powinno uznać swobodę strajkowania i zakazać pod surową karą wszelkich prześladowań robotników za strajk. Wreszcie może ono popierać związki w ściąganiu składek członkowskich, w uzyskaniu lokalu itd. Zrozumiały to państwa zachodnie, bo też państwa te w ogóle inaczej zapatrują się na stosunek klasy robotniczej do państwa niż obecne czynniki rządzące polską. Państwa te nie z miłości do robotników to czynią. Wszak są to państwa kapitalistyczne i dlatego w pierwszym rzędzie interes klasy kapitalistów mają na oku. Jeżeli mimo to uprawiają politykę społeczną, to widocznym jest, że uważają to za konieczne. Czytaj dalej

„Metalowiec”: Kwestia narodowościowa w organizacji zawodowej [1909]

Scan10001

Narodowców nie boli, że większa część narodu chodzi głodna, że zarobki ich nie wystarczają na zaspokojenie najprymitywniejszych potrzeb, że setki i tysiące opuszcza kraj swój, by szukać szczęścia na obczyźnie. Dla nich to nic. Ich boli tylko to, że robotnicy łączą się we wspólne związki ze swymi niemieckimi towarzyszami klasowymi, aby przy ich pomocy zdobyć sobie wyższe zarobki i zapewnić sobie możność egzystencji, aby móc wziąć udział w całej narodowej pracy kulturalnej. Frazesy narodowościowe, przy pomocy których nasze sfery mieszczańskie starają się przyciągnąć robotników do związków narodowych, dyktowane są tylko jedynie starą zasadą: „Divide et impera”, rozdzielaj i rządź zwaśnionymi. Dla rozwoju narodu jednak daleko więcej znaczy każde skrócenie dnia roboczego, każda korona podwyżki zarobku, co wszystko można zdobyć tylko za pomocą zgodnego współdziałania wszystkich robotników, niż najpiękniej brzmiące frazesy. Robotnicy łącząc się w międzynarodowe wspólne związki zawodowe więcej robią dla swego narodu, niż ci, którzy siedząc zazdrośnie na swojej zagrodzie, krzyczą: „Naród” – a równocześnie wyzyskują słabszych swych braci. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Strajk powszechny [1905]

revolutionary_solidarity

Jakże się zachowali wobec tego strajku panowie fabrykanci oraz wszyscy ci, którzy żyją z pracy robotników? A na początku, jak im się wydawało, że strajk to będzie tylko jako demonstracja polityczna, wymierzona przeciwko rządowi carskiemu, nie opierali się bardzo. Niektórzy owszem cieszyli się, że robotnicy tak jednogłośnie występują przeciwko rządowi, który wszystkim jednakowo obrzydł. Ale jak się okazało, że robotnicy wszędzie stawiają żądania zwiększenia płacy i skrócenia dnia roboczego, to fabrykanci oraz ich sojusznicy, którzy się przy nich karmią, podnieśli wielki gwałt, że robotnicy gubią Polskę i polski przemysł, że zamiast walczyć z rządem walczą z własnymi „braćmi”. Ładny mi brat, który nas robotników gnębi i krwawo wyzyskuje, ładny mi brat, który posługuje się nieraz policją i wojskiem rosyjskim przeciwko polskim robotnikom! Otóż już w drugim tygodniu strajku powszechnego zaczęła się walka z panami fabrykantami: trzeba było zajadłe, o głodzie i pod atakami wojska walczyć o każdy grosz zwiększenia płacy, o każdą minutę skrócenia dnia roboczego. Nic nam nie chciano ustąpić. Polskę to by nasi kapitaliści chcieli mieć, ale byleby im nie kazano nic z lichwiarskich zysków ustąpić. Wolność polityczną też by radzi widzieli, ale zdobytą krwią i pracą ludu bez własnej swojej fatygi. A my według naszej socjalistycznej nauki walczyliśmy podczas strajku zarówno przeciwko rządowi obcemu o wolność polityczną, jak i przeciwko polskim kapitalistom o polepszenie naszego nędznego robotniczego bytu. Czytaj dalej

„Metalowiec”: Biali murzyni w hutach trzynieckich [1913]

Wyzwolenie Społeczne 1925.pdf7

Na coraz szerszą skalę uprawiany w hutach trzynieckich bezgraniczny wyzysk, ciemięstwo, w przerażającym tempie czasu – raz w raz po sobie następujące straszne wypadki podczas wytężonej pracy, gwałtownym głosem krzywdy i bólu wołają o pomoc do sumienia publicznego. O ile organizacja robotnicza jest jeszcze za słabą, żeby sama zdołała zmienić okrutne stosunki, w jakich pracują robotnicy trzynieccy, to opinia publiczna musi domagać się od władz, żeby zrobiły nareszcie użytek ze środków, jakie mają do rozporządzenia, żeby zmusiły możnowładców do szanowania praw, ustaw ochronnych o zdrowiu i życiu robotnika. Koniec temu mordowaniu robotników musi być położony. Wszak ten robotnik, jego siła i zdolność wytwórcza jest dźwignią całego społeczeństwa, która je żywi i utrzymuje. Domagamy się wkroczenia władz w stosunki panujące w hutach trzynieckich! Wszak dziś wcale wyraźnie można usłyszeć, że u wrót paszów trzynieckich – kończy się prawo… Niech władze niedwuznacznie okażą, że tak nie jest! Nie piszę o lżejszych wypadkach, jako to o potłuczeniu palców u rąk i nóg, o lżejszych poparzeniach, które by jeszcze bardziej powiększały tę zastraszającą kronikę nieszczęśliwych wypadków w hutach trzynieckich za niespełna 1 i pół miesiąca. Trzy wypadki śmierci – kilka ciężkich wypadków uszkodzeń ciała, po których następuje amputacja rąk i nóg, kilkanaście lżejszych uszkodzeń cielesnych – to naprawdę potwornie bujny plon krwawych stosunków, w jakich pracuje masa robocza w Trzyńcu. Czytaj dalej

Robotnice na szańcach walki proletariackiej. Osiem tygodni w okupowanej fabryce [1934]

1

Nadchodzi noc. W halach fabrycznych coraz ciemniej. Blade światła lampek elektrycznych rzucają słaby żółty odblask. W halach przekształconych na „sypialnie” zwiększa się ruch. Mężczyźni i kobiety szykują się do snu. Ubożuchne posłania, przykryte często dziurawymi kocami lub chustką, za chwilę zalegną strudzone robotnicze ciała. Poduszkę zastępuje kułak ściśnięty i wciśnięty pod głowę. W halach rozstawione są posterunki. W nocy czuwają dyżurne na oddziałach kobiecych; w halach, gdzie śpią mężczyźni, pełnią warty posterunki męskie. U wejścia do fabryki, gdzie stoją dzień i noc posterunki – ustawione zostały czujki robotnicze. Tak na wszelki wypadek, aby śpiących w okupowanej przez robotników fabryce nikt nie zaskoczył. Robotnicy peltzerowscy pamiętają bowiem, że podczas okupowania fabryki „Częstochowianki” w nocy, kiedy robotnicy spali, do fabryki wtargnęła policja. Zaskoczeni w czasie snu robotnicy zmuszeni zostali do opuszczenia fabryki. Aby nie znaleźć się w podobnym położeniu, robotnicy czuwają bez przerwy. Czytaj dalej

„Włókniarz”: Ostatnie wypadki i lokaut w fabryce I. K. Poznańskiego [1928]

9

Zahukani robotnicy w swej codziennej walce o byt i wyczerpani materialnie ostatnim strajkiem, nawet na chwilę nie przypuszczali, że znajdą się tacy filozofowie, którzy nawet i tak niskie i głodowe płace będą uważali za wygórowane. Jak grom z jasnego nieba spada na robotników wiadomość, iż zarobki ich będą obniżone, bodajże o jedną czwartą. Zrozpaczony i głodny robotnik nie rozumuje, a widząc że mu się dzieje krzywda, że fabrykant łamie ustawę, obniżając zarobki bez wymówienia, odruchowo zaprzestaje pracy, wyrażając tą drogą swój protest. Po czym robotnicy gremialnie udają się do lokalu dyrekcji dowiedzieć się przyczyn swego pokrzywdzenia i tu, miast rzeczowej odpowiedzi, spotykają się z drwinami i prowokacją ze strony dyrektorów. Któryś z robotników, sprowokowany przez dyrektora, znieważa go czynnie. Zawezwana przez dyrekcję policja piesza i konna interweniuje tak czynnie i dzielnie, że aż dwie karetki pogotowia udzielały pomocy rannym. Czytaj dalej

Zygmunt Klemensiewicz: Tayloryzm wróg intelektu [1928]

1

Człowiek zatraca zupełnie swoją indywidualność ludzką – Taylor powiada nawet, iż w niedalekiej już przyszłości odpowiednio wytresowany goryl doskonale będzie mógł zastąpić robotnika przy warsztacie …Niestety, doświadczenie już teraz wykazuje, że osobnik absolutnie pozbawiony inteligencji, stanowi – pod względem wydajności pracy – o wiele cenniejszą dla fabryki siłę, aniżeli inteligent, z niesłychaną trudnością wdrażający się w rolę automatu. Fakt ten jest tak powszechnie znany, że w licznych bardzo zakładach Stanów Zjednoczonych robotnicy, przy angażowaniu ich, poddawani są specjalnemu egzaminowi uprzedniemu, mającemu na celu bezlitosne wykluczenie jednostek stojących na pewnym stopniu rozwoju umysłowego! W niektórych fabrykach nawet przyjmowane są notoryczne kretynki, które po należytej nauce, mającej wszelkie pozory tresury, świetnie obsługują nowożytne maszyny – pierwszy krok ku urzeczywistnieniu się przepowiedni Taylora. Czytaj dalej

„Życie Robotnicze”: Tam, gdzie nie dymią kominy… [1927]

Scan10003

Obecny strajk jest aż nadto jaskrawym dowodem, że nie można bezkarnie i bez końca grasować na nędzy robotniczej, rozprawiając jednocześnie szeroko o ciężkich warunkach, w jakich się znajduje przemysł. Podziwiać zaiste należy z jednej strony anielską cierpliwość łódzkich robotników, a z drugiej – graniczący z ohydą bezwstyd przemysłowców, którzy, posiadając najtańszego nie tylko już w Europie, ale nawet w Polsce (bo płace w przemyśle tkackim były najniższe) robotnika, śmieli utyskiwać na ciężkie rzekomo warunki przemysłu. Dzięki taniej robociźnie pracowali z dużymi zyskami, przez głowę im jednak nie przeszło, by zyski te przeznaczyć na ulepszenia techniczne, które pozwoliłyby na potanienie produkcji i podwyżkę płac bez żadnej straty dla dochodów, jakie fabryki dawały. W swej walce o prawo do życia imponująca zarówno liczbą, jak i spokojem, z tej liczby płynącym, wielka armia proletariuszy łódzkich cieszyć się będzie żywą sympatią i poparciem wszystkich ludzi pracy w Polsce, którzy słać będą tam, gdzie kominy nie dymią, ku Łodzi, słowa otuchy i zachęty wytrwania w rozpoczętym boju. Czytaj dalej

Henryk Jędrusik: W obronie oświaty powszechnej przed jej ruiną w Polsce [1936]

image00

Stwierdzić więc można, że jeśli mówić o szkolnictwie i nauczaniu dziś – to jest to raczej fikcja, że tak jedno, jak i drugie nie istnieje. I ten fakt jest ogromną krzywdą dzieci, które chodzą jeszcze do szkoły, to jest zaprzepaszczenie tego dorobku, jaki nauczyciel polski przez lat kilkanaście składał. Ale w tej dziedzinie i o takich dzieciach mówić mimo wszystko można, że się uczą, że „korzystają z dobrodziejstwa oświaty”. Jest jednak inna rzecz, która jest krzywdą tak straszną, że ona właśnie milczeć nam nie pozwala, że dzięki niej tu w tej chwili stajemy. Ona to daje nam prawo, nam nauczycielom, do wezwania wszystkich w obronie oświaty powszechnej – dla wszystkich dzieci. Prawo to – to krzywda miliona dzieci, które z oświaty nie korzystają. Dziś one mówić nie mogą i nie umieją. Upomną się kiedyś o to pozbawienie ich prawa bycia pełnowartościowymi obywatelami. Dziś są kandydatami na analfabetów i… podpory przyszłego państwa. Cóż się dla nich, dla tego miliona ofiar, czyni? W tej chwili – nic. Czeka się, aż dorosną, aż będą mieć lat więcej niż 14, iżby ich wtedy „dokształcić”. Uczyni to wieczorami na polecenie „pana instruktora” ten sam nauczyciel, który powinien był dać im dostęp do źródła oświaty wtedy, gdy było ich prawo. A może uczynią to jacyś dobrzy panowie lub dobrotliwe paniusie, które „z litości i z sumienia” interesować się będą „biednymi, pozbawionymi nauki” dziećmi. Czytaj dalej

„Robotnik Śląski”: Jak przemysłowcy w Ameryce szpiegują robotników [1938]

fsdwe

Przemysłowcy amerykańscy, celem skuteczniejszej walki z ruchem robotniczym, wynajmują płatnych szpiegów w biurach detektywistycznych, w agencjach Pinkertona. W jednym tylko roku 1936 – stwierdza raport – 2500 trustów amerykańskich utrzymało 3817 szpiegów i wydało na nich 9 milionów dolarów. Te cyfry stwierdziła sekcja, co nie wyłącza, że nie obejmują całości akcji szpiegowskiej. By poznać dokładnie działalność związków robotniczych, szpiedzy starają się przeniknąć do nich, co im się dotąd doskonale udawało. Szpieg zapisuje się do związku i stopniowo ze zwyczajnego szeregowca awansuje na stanowisko kierownicze, które, oczywiście, niezmiernie ułatwia robotę szpiegowską. Szpiegom udało się zająć stanowisko kierownicze zarówno w Federacji Pracy, której przewodzi Green, jak też w Komitecie Organizacji Przemysłowej, na którego czele stoi Lewis. Do obowiązków szpiega należy przede wszystkim dostarczanie list zorganizowanych robotników, dalej: wiadomości o sile obronnej związków, o ich stanie finansowym. Szpieg ma za zadanie prowokować zatargi z policją, starcia uliczne, strajki powszechne (!). Czytaj dalej

Gustaw Zieliński: Przemówienie prezesa Generalnej Federacji Pracy na kongresie połączeniowym Związku Związków Zawodowych [1931]

1 (4)

Wobec nieudolności, słabości i ciasnych horyzontów myślowych polskiego kapitalizmu, który pragnąłby żyć na koszt Państwa i ogółu społeczeństwa, który zdołał już wykazać się całkowitym brakiem inicjatywy, zupełnym marazmem w działaniu i brakiem energii twór­czej – Państwo Polskie, by żyć, rozwijać się, potężnieć – a to w Ge­neralnej Federacji Pracy uważaliśmy zawsze za cel najwyższy – Pań­stwo Polskie musi oprzeć się o jedyny w Polsce czynnik twórczy, jakim jest klasa pracująca miast i wsi. Dlatego też Państwo polskie, za które winny wziąć odpowiedzialność masy, musi możliwie szyb­ko odbyć ewolucję ku demokracji społeczno-gospodarczej, w której organizacje zawodowe klasy pracującej znalazłyby miejsce w ustroju Państwa, stałyby się integralną częścią składową struktury państwowej. Ale klasa pracująca musi mieć w stosunku do roli i odpowie­dzialności, w stosunku do swego obowiązku wobec Państwa odpowied­nie wpływy, znaczenie i uprawnienia. A że zadania te i obowiązki klasy pracującej są wielkie i ciężkie, przeto odpowiednio wielkie mu­szą być jej uprawnienia. Czytaj dalej

Iza Zielińska: Prawo odpoczynku niedzielnego we Francji [1906]

1

Na kongresie w Bourges zapadła uchwała, że walka o zdobycie 8-godzinnego dnia roboczego powinna być prowadzoną jednocześnie i współrzędnie z walką o uzyskanie prawa odpoczynku, że w imię solidarności cały proletariat w walce tej przyjąć udział winien, pomimo iż w wielu fachach świętowanie niedzieli weszło już w zwyczaj. Odtąd przeto występuje na pierwszy plan do boju centralna organizacja robotnicza Confédération Générale du Travail, która bierze w swoje ręce, zgodnie ze statutami i rzeczywistym swym zadaniem, koordynację ruchu robotniczego (a nie dyrekcję). Nie krępując woli i nie narzucając żadnej kategorii pracowników swych zapatrywań co do taktyki walki, stara się ona jednak pośredniczyć pomiędzy rozmaitymi federacjami związków zawodowych celem obopólnego porozumienia i zespolenia usiłowań. I tak np. federacja pracowników branży żywnościowej prowadziła nieustanną niemal i niezmordowaną agitację za pomocą mityngów i afiszów. Pamiętnym jest dzień 9 grudnia 1904 r., kiedy staraniem federacji owej odbyły się w Paryżu trzy ogromne zebrania przy udziale około 10000 robotników, a tegoż samego dnia w różnych miejscowościach Francji miało miejsce 60 mityngów z porządkiem dziennym: zdobycie wypoczynku niedzielnego. Czytaj dalej

„Tydzień Robotnika”: Tom Mooney – niewinnie skazany socjalista po 22 latach odzyskał wolność [1939]

1

Zwolnienie miało przebieg niezwykły. Przed gmachem sprawiedliwości w Sacramento, dokąd przywieziono niedawnego więźnia Toma Mooneya, zebrał się tłum liczący 250 tys. osób. Przybył też i gubernator Olson, który pierwszy uwierzył w niewinność Mooneya. Tłum czekał na chwilę, gdy z głośników popłyną słowa gubernatora. Cisza zaległa plac. Nagle zabrzmiał głos Olsona: – Tomie Mooney, ogłaszam uroczyście, że padł pan ofiarą omyłki sądowej i niesprawiedliwie przesiedział pan w więzieniu 22 lata. Jest pan wolny! Trudno opisać, jaki entuzjazm rozpętał się w tłumie, który przez głośniki słyszał słowa gubernatora. Chciał on wygłosić przemówienie przez mikrofon, ale ze wzruszenia nagle stracił przytomność i upadł. Gubernator Olson został natychmiast przewieziony do szpitala, gdzie stan jego został uznany za bardzo poważny. Lekarze obawiają się o jego życie. Czytaj dalej

Zofia Daszyńska-Golińska: Przed jutrem. Współczesny ruch kobiecy wobec kwestii robotnic (odczyt) [1897]

Glos Kobiet 22 (9)

Uważając kwestię robotnic i w ogóle sprawę kobiet klas niższych za najważniejsze ze swoich zadań, dzisiejszy ruch kobiecy nie może jej oddzielić od kwestii robotniczej w ogóle, bo jak się wykazało wyżej, jest ona z nią organicznie związaną, ruch kobiecy zaś może tylko na tym zyskać, gdyż wszelkie dążenia jego znajdowały zawsze wśród parlamentarnych reprezentantów stronnictw robotniczych najgorętsze poparcie. To szerokie tło nie pozwoli na separatyzm kobiecy: w sprawach oświaty, stowarzyszeń, samopomocy robotniczej iść muszą ręka w rękę robotnicy płci obojga. Drugim nie mniej ważnym warunkiem jest, aby kobiety klas wyższych nie wyobrażały sobie, że należy im zająć stanowisko opiekunek i kierowniczek. Jak się wykazało wyżej, robotnica współczesna opieki takiej nie znosi, a o ile ma coś osiągnąć, w walce musi pozostać wierną własnemu kierunkowi. Czytaj dalej

„Równość”: Kapitaliści przeciwko robotnikom [1901]

Życie_Rob.1[1]

Jak widzimy zatem przemysłowcy pracują wszędzie pilnie w tym kierunku, aby uniemożliwić robotnikom zapewnienie sobie znośnych warunków pracy. Przemysłowcy oświadczyli wprawdzie w przyjętej rezolucji, że im się nie rozchodzi o nic innego jak tylko o obronę przemysłu przeciwko „nieuprawnionym żądaniom robotników”! Kto jednak zna nienasyconą zachłanność kapitalistów, ten wie, że tu się rozchodzi o proste spętanie robotników. I to nie tylko w tym celu, aby nie mogli swych zarobków podwyższyć, lecz – i to jest stanowczo głównym celem tego zamiaru – aby się nie mogli obronić przeciwko samowolnemu obniżaniu płacy przez przedsiębiorców. Czytaj dalej

„Tydzień Robotnika”: Zwycięstwo szewców-chałupników: wielka wygrana całego proletariatu [1937]

Scan10047[1]

Przed wszystkim to jest ważne, że chałupnik, ten najwięcej wyzyskiwany spośród wyzyskiwanych, ten parias pomiędzy pariasami – podobny w tym do robotnika rolnego (fornala) w dawnych czasach – nie miał dla siebie żadnych ustaw ochronnych: ani o godzinach pracy, ani o wymówieniu i wypłacie zarobków, ani żadnych innych. On stał poza prawem robotniczym, dla niego ochrony w ustawach nie było. Dziś, dzięki energicznemu i wytrwałemu strajkowi okupacyjnemu, ma on swą własną ochronę – umowę zbiorową, zawartą przez jego związek zawodowy i regulującą wszystko, co dotyczy jego zarobkowania. Umowa zbiorowa jest dziś prawem dla chałupników. Jak już stała się prawem dla zwycięskich chałupników szewskich, tak jutro musi się stać prawem dla wszystkich innych chałupników, zorganizowanych także w swoich czysto robotniczych, klasowych związkach zawodowych. Czytaj dalej

„Przedświt”: Najnowsza zdobycz proletariatu i jej znaczenie [1912]

1[1]

Uchwalenie prawa minimum płacy w górnictwie jest nową i tym razem bardzo poważną szczerbą w murach fortecy kapitalistycznej, chroniącej przedsiębiorców od interwencji demokratycznego państwa w dziedzinie umowy pracodawców z pracownikami. Prawo to zadaje nowy cios teorii kapitalistycznej, domagającej się najzupełniejszej neutralności państwa w stosunkach między pracą a kapitałem, teorii co prawda bardzo już poszczerbionej dzięki rozwojowi prawodawstwa fabrycznego. To ostatnie, zapoczątkowane w Anglii w r. 1802 przez ustanowienie maksymalnego 12-godzinnego dnia roboczego dla dzieci i przez zakaz pracy nocnej, stopniowo podmywało najsilniejsze forty i bastiony wyzysku kapitalistycznego. Ustawodawstwo fabryczne w swym rozwoju międzynarodowym pod nieustającym parciem walk strajkowych zorganizowanego proletariatu osiągnęło cały szereg zdobyczy poważnych. Czytaj dalej

„Włókniarz”: Brońmy zdobytych praw robotniczych [1928]

1[1]

Terror przemysłowców stosowany ostatnimi czasy jest wprost niesłychany, szykanuje się każdy poważniejszy objaw organizacji robotniczej. Wydala się bez żadnych podstaw bardziej świadomych robotników i delegatów robotniczych po fabrykach, starając się tym sposobem zastąpić robotnicze organizacje demokratyczne – własną dyktaturą kapitalistyczną. Czynniki rządowe jak Inspekcja Pracy, zniechęcone brakiem egzekutywy wykonawczej, czują się bezsilne wobec masowego gwałcenia 8-godzinnego dnia pracy, inspektorzy zmuszeni są ograniczyć się do spisywania protokołów i kierowania sprawy na drogę sadową. W sądzie sprawa leży po kilka, a niekiedy i kilkanaście tygodni, a tymczasem firma „robi sobie na całego”, wiedząc, iż w sądzie zostanie skazaną na 50 zł, a w najlepszym razie na 300 złotych grzywny. Otóż taki stan rzeczy łącznie z dewizą przemysłowców dodaje im bodźca do łamania 8-godzinnego dnia pracy. Czytaj dalej

„Siła”: Młodzież robotnicza a związki zawodowe [1937]

1[1]

Przed klasą robotniczą, a w pierwszym rzędzie przed młodzieżą, jest jeszcze wiele rzeczy do spełniania, i to właśnie w organizacjach zawodowych. Przede wszystkim musimy dążyć do zniesienia klęski bezrobocia i zatrudnienia wszystkiej młodzieży, lecz nie kosztem wyrzucania rodziców z pracy, a przyjmowania na ich miejsce młodzieży jako wydajniejszej i niżej płatnej siły roboczej. Aby dać wszystkim zatrudnienie, musimy walczyć o skrócenie czasu pracy do 6 godzin dziennie przy równoczesnym podwyższeniu zarobków do granic możliwości. Musimy przeprowadzić prawdziwą ochronę pracy młodzieży i dorosłych. Musimy zabezpieczyć młodzieży warunki higieniczne i zdrowotne. Bo chcemy wychować zdrowych moralnie i fizycznie przyszłych pionierów Wolności i Socjalizmu. Czytaj dalej