„Równość”

Kapitaliści przeciwko robotnikom

[1901]

Jak donosi organ duńskich pracodawców „Arbejdsgiveren”, utworzył się na wzór organizacji pracodawców [autor tekstu używa tu słowa „pracodawca” w rozumieniu dzisiejszego terminu „pracownik”, czyli dający/wykonujący pracę – przyp. redakcji Lewicowo.pl] w Danii, noszącej nazwę „Dansk Arbejdsgiver-og Mesterforening”, dnia 19 listopada 1900 w Christianii związek norweskich przedsiębiorców. Nosi on nazwę „Norsk Arbejds-giverforening” i składa się z 3 organizacji: miejscowych stowarzyszeń zawodowych, okręgowych związków i związku centralnego w Christianii. Zarząd związku spoczywa w ręku centralnego komitetu wykonawczego i dziesięciu okręgowych wydziałów. Każdy okręgowy wydział składa się z 6 członków, komitet centralny zaś z przewodniczących wydziałów okręgowych, pięciu członków wybieranych przez walne zgromadzenie i trzech członków wybieranych przez Stowarzyszenie rzemieślników i przemysłowców. Walne zgromadzenie upełnomocniło jednogłośnie centralny komitet, aby kiedykolwiek zajdzie tego potrzeba, porozumiewał się w celu wspólnej akcji ze stowarzyszeniami pracodawców w Danii i Szwecji. Członkowie zorganizowani w tym nowym związku przedsiębiorców zatrudniają ogółem 41 150 robotników. Kapitały, jakimi ten związek rozporządza, są ogromne. Głównym celem jego jest ochrona kapitalistów przeciwko strajkom robotniczym!

W Austrii również organizacja przemysłowców – wielkich przemysłowców – czyni w ostatnich czasach znaczne postępy. Myśl ta wyszła z Wiednia i szybko się wszędzie przyjmuje. Przy tej sposobności okazuje się, jak prawdziwym jest twierdzenie socjalnej demokracji, że kapitał nie zna granic wyznaniowych, rasowych ani narodowościowych, że jest on niejako pierwowzorem międzynarodowości. Najlepiej pokazało się to w Pradze, gdzie dostarczono dowodu, że nawet na pobojowisku gorących walk politycznych możliwym jest, ponad wszelkie przeciwieństwa polityczne, zbliżenie się w sprawach i w interesach gospodarczych. Tak przynajmniej oświadczył czternaście dni temu zastępca Związku austriackich przemysłowców w praskiej sekcji zbożowej giełdy.

Ogromną potęgę Związku austriackich przemysłowców – liczy on już 1200 firm 300 rozmaitych zawodów, które zatrudniają około miliona robotników – zobrazowuje najlepiej fakt bardzo znamienny, że na niedawny ich zjazd przyszedł się im pokłonić sam prezydent ministrów. To dodało przemysłowcom austriackim niemało siły. Oznacza to bowiem niejako uznanie ich powagi i wpływu na rząd. Każdemu wyrażonemu ich życzeniu stanie się z ochotą zadość. A co to znaczy dla podrzędniejszych biurokratów, o tym mogliby najlepiej opowiedzieć robotnicy, zwłaszcza na prowincji.

Austriaccy przemysłowcy są skromni, nie życzą oni sobie niczego więcej jak tylko, aby był wstrzymany rozwój ustawodawstwa ochronnego. Według ich życzenia należy o ile możności ograniczyć ubezpieczenie na wypadek choroby i od wypadków, o ile nie zostanie ono zupełnie zniesionym, normalny dzień roboczy należy znieść, toż samo czternastodniowy termin wypowiedzenia z pracy, należy znieść przepisy o zdrowotności lokali i warsztatów i o urządzeniach ochronnych przy maszynach, robotnikom zaś należy na zawsze uniemożliwić zdobycie sobie lepszych warunków bytu; w tym celu trzeba przede wszystkim ograniczyć wolność koalicji, to znaczy wolność strajkowania i wolność stowarzyszania się i zgromadzania. Austriaccy przemysłowcy są pod względem gospodarczym zupełnie liberalni i trzymają się silnie pięknego hasła o „wolnym, niczym nieograniczonym rozwoju sił przyrody”. Hasło to tłumaczą sobie oni tak, że nikt, ani nawet państwo, nie ma prawa mieszać się do „wolnej umowy roboczej”, którą zawarli między sobą robotnik i przedsiębiorca. Zapominają jednak ci liberalni zwolennicy tej manczesterskiej zasady, że z jednej strony robotnik wskutek swego gospodarczego upośledzenia, które go do tego gwałtem przymusza, musi nieraz przyjąć pracę pod wszelkimi, choćby najgorszymi warunkami wówczas, gdy fabrykant może czekać, i że przedsiębiorca, dzięki swej społecznej i ekonomicznej przewadze, może zmusić wprost robotnika do przyjęcia pracy, bez względu na warunki. Dość jest u nas takich biurokratów, jak nie mniej i autonomicznych urzędników, którzy prześladują robotników, wydalają ich z gminy itp., jeżeli ci odmawiają fabrykantowi swej pracy za zapłatę, którą on sobie sam ustanowił wbrew woli robotników. Z Galicji codziennie donoszą gazety o nadużyciach ze strony starostów, którzy nie chcą wydawać chłopom i robotnikom paszportów na wyjazd za granicę w celu szukania sobie pracy – lepiej płatnej. Dzieje się to w interesie „obszarników”, tj. wielkich właścicieli ziemskich, którzy przyzwyczaili się płacić robotnikom rolnym podczas żniw 60 halerzy lub najwyżej koronę dziennie! Emigracja, tłumna wycieczka dziesiątek tysięcy tanich sił roboczych, musi z konieczności rzeczy podnieść cenę pracy. Stąd strach między „obszarnikami”, stąd prześladowania chłopów i trudności paszportowe! U nas tedy nie można mówić o „wolnej” umowie roboczej.

Robotnicy, którzy poznali to swoje upośledzenie przy zawieraniu umowy roboczej, połączyli się w organizacje, aby wspólnymi siłami mogli się lepiej oprzeć gospodarczej i społecznej przewadze przedsiębiorców. Odtąd nie stoją oni już wobec swych „pracobiorców” jako pojedyncze jednostki, lecz jako masa. Społecznym swym występowaniem udało się im zatem wymóc korzystniejszą dla siebie umowę roboczą aniżeli przedtem, kiedy każdy stał odosobniony. W ten sposób stali się też robotnicy pewną potęgą społeczną.

Przemysłowcom dokuczało to ciężko, ponieważ mimo wszelkiej pomocy biurokratów i autonomistów musieli przecież przy układaniu umowy mieć wzgląd także na potrzeby robotników. Skupili się zatem również w silną organizację na wzór robotniczej, aby przewadze swej nadać więcej nacisku i aby też nadal sami mogli ustanawiać warunki „wolnej” umowy roboczej. Lecz to wcale nie pomogło. Robotnicy pomimo to domagali się lepszych warunków pracy. Lata 1899 i 1900 były szczególnie ciężkie dla austriackich przemysłowców. Dziesiątki tysięcy tkaczów i robotników metalurgicznych, po dłuższych lub krótszych strajkach, wymusiło na swoich fabrykantach skrócenie czasu pracy i podwyższenie płacy; wiele tysięcy górników po jedenastotygodniowym strajku również zmusiło baronów węglowych do rozmaitych ustępstw; robotnicy drukarscy, bez strajku, tylko siłą swej organizacji, uzyskali dość znaczne podwyższenie płacy. Innych, bardzo licznych i ważnych zwycięstw zorganizowanych robotników nie wyliczamy już dla braku miejsca.

W celu skuteczniejszej zatem obrony swej potęgi wpadli przemysłowcy na myśl założenia „związku dla zabezpieczenia przemysłowców przeciwko szkodom wynikającym ze strajków”. Zamierzone zabezpieczenie przeciwko strajkom spoczywa na zasadzie wzajemności. Za podstawę do wymierzania premii za ubezpieczenie, którą mają opłacać ubezpieczeni przedsiębiorcy, ma służyć oszacowana suma zarobków, jak się oblicza przy ubezpieczeniu robotników od wypadków. Według obliczenia znawców wystarczyć ma kwota 4 od tysiąca ogólnej sumy zarobków. Stowarzyszenie wypłaca za to swoim członkom wynagrodzenie za każdy dzień roboczy, przez który w ich fabrykach trwa strajk. Za podstawę do obliczenia tego wynagrodzenia służą ostatnie cztery tygodnie poprzedzające strajk. Wynagrodzenie wynosi 50 procent obliczonej na tej podstawie sumy dziennych zarobków strajkujących i przymusowo próżnujących robotników. Wynagrodzenie wymierzono na 50 procent ogólnej sumy zarobków, ponieważ z reguły procent ten wystarcza na pokrycie stałej pensji (np. majstrom, inżynierom itp.), procentów od inwestowanego (włożonego w przedsiębiorstwo) kapitału, wydatków na roboty potrzebne dla utrzymania maszyn, podatków, różnych premii itd., czyli rzeczywistych szkód, jakie przedsiębiorca wskutek strajku ucierpi.

Rząd podobno nie zajmuje wobec tego przedsięwzięcia stanowiska nieprzychylnego. Radca sekcyjny Wolf miał tylko oświadczyć, że jeżeli taka instytucja ma wejść w życie, musi być tak zabezpieczoną, aby fiasko (to znaczy nieudanie się) było wykluczonym. Statuty jednak wędrowały z jednego ministerstwa do drugiego, co rzekomo nie ma świadczyć o zbytku dobrej woli rządu. Rząd jest zdania, że fundusz gwarancyjny 200 000 koron jest zanadto niski, w statutach powinna być taksa premiowa zawarta, dalej wynagrodzenie powinno być zniżone na 40 procent dziennych zarobków, przeciwnie zaś ma być przedłużonym czas wyczekiwania z trzech na sześć miesięcy, a w końcu należy się zastanowić nad oznaczeniem maksymalnej, tj. najwyższej granicy płacenia wynagrodzeń. Gdyby rząd uparł się przy swych żądaniach, Związek bodaj czy byłby w stanie sprawę tę do skutku doprowadzić.

Jak widzimy zatem przemysłowcy pracują wszędzie pilnie w tym kierunku, aby uniemożliwić robotnikom zapewnienie sobie znośnych warunków pracy. Przemysłowcy oświadczyli wprawdzie w przyjętej rezolucji, że im się nie rozchodzi o nic innego jak tylko o obronę przemysłu przeciwko „nieuprawnionym żądaniom robotników”! Kto jednak zna nienasyconą zachłanność kapitalistów, ten wie, że tu się rozchodzi o proste spętanie robotników. I to nie tylko w tym celu, aby nie mogli swych zarobków podwyższyć, lecz – i to jest stanowczo głównym celem tego zamiaru – aby się nie mogli obronić przeciwko samowolnemu obniżaniu płacy przez przedsiębiorców.

Dla robotników w Austrii nastaje więc zupełnie nowa doba. Przyszłe nasze walki o utrzymanie i polepszenie swej egzystencji będą o wiele cięższe, aniżeli dotychczasowe. Albowiem nie ma się co łudzić, że rząd ustąpi od swych żądań i pozwoli przemysłowcom na utworzenie „Związku dla ubezpieczenia przemysłowców przeciwko szkodom wynikającym ze strajków”. Pewnym jest również, że to „zabezpieczenie” wnet zamieni się na organizację zaczepną, która będzie wytężała swe siły, aby masy proletariatu roboczego rzucić, jak spętane jagnięta, pod nogi kapitalistom.

Na wszystkie te nieludzkie usiłowania kapitalistów nie ma i nie może mieć uświadomiony proletariat innej odpowiedzi, jak wzmocnienie swych zawodowych organizacji. To jest jedyna męska, jedyna uczciwa odpowiedź kapitalistom, którą pokażą robotnicy, że zrozumieli swe własne uprawnione interesy, że pojmują wysokie kulturne zadanie, jakie ich czeka w dwudziestym stuleciu, i że potrafią oni nie tylko z całych sił bronić swych pozycji, lecz że pójdą przebojem naprzód do zwycięstwa. Hasłem wszystkich uświadomionych robotników musi zatem dzisiaj być: „Wszyscy do zawodowej organizacji!”.

____________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Równość – organ Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej” nr 5/1901, 9 lutego 1901 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. „Równość” była jednym z kilku organów prasowych PPS-D, obejmując zasięgiem Śląsk Cieszyński i okolice. Rysunek wykorzystany w tekście pochodzi z PPS-owskiego pisma „Życie Robotnicze” z lat 30.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *