Kazimierz Czapiński: Nowy zamach endecki na prawa robotnicze [1921]

306309

Teraz przechodzimy do orzeczeń karnych tej miłosiernej księżo-endeckiej ustawy. Art. 36 powiada, że „kto wbrew przepisom ustawy usiłuje wywołać strajk (a więc i w zakładach nie należących do użyteczności publicznej) ulegnie grzywnie do 200 mk, a jeżeli chodzi o zakład użyteczności publicznej – ulegnie karze więzienia na 3 tygodnie, którą można połączyć z grzywną do 5000 mk. Zaś w zakładach użyteczności publicznej – karze więzienia do 3 miesięcy łącznie z ewentualną grzywną do 15000 marek. Ale i to jeszcze drobnostka: Jeśli kto zastosuje „pogróżkę” przy namawianiu do strajku to, o ile nie podpada pod surowsze przepisy ustaw karnych, ulegnie karze więzienia do jednego roku i grzywnie do 25000 marek, przy czym w razie rzeczywistego przeszkodzenia w pracy – kary powyższe mogą być podwojone, a w razie narażenia armii w polu w czasie wojny (pojęcie bardzo rozciągłe) potrojone. Ale klerykalnej sprawiedliwości i tego mało. W razie istnienia zamiaru wywołania zaburzeń i niepokoju, jak również namawiania do strajku powszechnego, organizowania go, przygotowywania i propagowania słowem i pismem, o ile nie podpada pod surowsze przepisy ustaw karnych – winny będzie karany karą ciężkiego więzienia do lat pięciu, którą można połączyć z grzywną do 100000 mk. Art. 41 jeszcze przewiduje przedłużenie kary więzienia w razie nieściągalności grzywny, zaś art. 44 upoważnia Radę Ministrów do „zarekwirowania lokalów, urządzeń i personelu kierującego i pracowników zakładów użyteczności bądź też do przymusowego zastosowania wszelkich środków koniecznych do spełniania usług publicznych, przez te zakłady zabezpieczonych”. Na jaką właściwie drogę chcą pchnąć robotnika obłudnicy księżo-endeccy, skoro mu odbierają drogę legalnej walki o polepszenie bytu? Na próżno „motywa” opowiadają, że chodzi o falę strajków politycznych, zaś strajki obecne „nie mają bynajmniej na celu poprawienia bytu rzesz robotniczych, ale jedynie pokłócenie wewnętrzne narodu”. Dziś każdy wie, że główną przyczyną strajków jest obniżenie wartości marki i drożyzna powszechna. Zamykać na to oczy jest obłudnym maskowaniem interesu klasowego. Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Wobec mordu w Dąbrowie [1897]

martinot_police-power

W ostatnich jednak czasach rozwój ruchu robotniczego, coraz bardziej w swych dążeniach wrogiego caratowi, coraz większa niechęć ludu wiejskiego do swych nieproszonych opiekunów, przekonały rosyjskie sfery rządowe, że lud to opora niepewna. Natomiast zupełny zanik rewolucyjnego usposobienia wśród klas uprzywilejowanych w Polsce, wzrastający coraz bardziej strach posiadaczy przed groźnym dla nich widmem rewolucji robotniczej, zbliżyły do siebie strony zawierające obecnie ugodę polsko-rosyjską. Zachowała się jednak jeszcze wzajemna nieufność – skutek długoletniej walki poprzedniej. Przyjazd cara do Warszawy – to była próba rozproszenia tej ostatniej chmurki na niebie ugodowym. Bezmiar służalczości okazanej carowi, kadzidła pochlebstw, skwapliwie przed władzą roztaczane, słowem, cała ohyda warszawskich „uroczystości”, w dostatecznej mierze dowiodła zupełnego oddania się klas uprzywilejowanych caratowi. Teraz kolej była na cara – on musiał pokazać, że równie szczerze będzie bronić interesów swych nowych sojuszników. Gdyśmy w proklamacji na przyjazd cara pisali: raz jeszcze kosztem ludu pracującego klasy posiadające zawierają sojusz z najeźdźcą, nie przypuszczaliśmy, że tak prędko koszta namacalnie przez lud zostaną zapłacone. Krew bowiem robotników dąbrowskich to są właśnie owe judaszowe srebrniki, zsypane przez rząd do zdradliwej i pożądliwej łapy naszych wyzyskiwaczy, oto zapłata za przyjęcie cara. I jak gdyby dla jaskrawszego oświetlenia wypadku, Imeretyński, urzędowy pośrednik ugody, posłał swe zezwolenie na mordy w Dąbrowie, w chwili, gdy bawił na weselu u Zamojskich, przedstawicieli nowej Targowicy. Wspólnikami więc rządu w zbrodni nie jest jeden Harting, podczaszy katów dąbrowskich, lecz cała klika panów i fabrykantów, cala zgraja panoszących się bardów ugody, cała zgangrenowana burżuazja polska. Czytaj dalej

„Głos żołnierza”: Wojsko a strajk rolny [1919]

spanish-civil-war-durutti-column-soldiers-propaganda-militaria-old-flyer-a41cec8150ba338e479240a154ea7236

Strajk wybuchł wskutek tego, że dziedzice podpisawszy umowy o wynagrodzeniu robotników swoich, nie chcieli w większości tych zobowiązań spełniać. Pomimo ustaw sejmowych, wedle których i obszarnika można by do odpowiedzialności pociągnąć, rząd nie śmie i nie chce karać tych ostatnich, mszcząc się na robotnikach, którzy raz są poszkodowani przez niedotrzymanie umowy obszarników zaś drugi raz przez to, że za winę dziedzica ich pakują do więzienia, i po trzecie, że, aresztując, biją w najokrutniejszy sposób. A teraz, Towarzysze broni, zastanówmy się dobrze. Robotnik rolny raz jest poszkodowany, że obszarnik nie daje mu wynagrodzenia do jakiego się zobowiązał, drugi za porzucenie pracy, do której go zmusza obszarnik, biorąc go do kozy – trzeci podlega biciu, katowaniu i poranieniu. Więc robotnik zamiast obszarnika trzy razy jest ukarany, kiedy samemu głównemu winowajcy dziedzicowi nie tylko że nic nie jest, ale władze rządowe pomagają mu w jego bezprawiu, przeciw robotnikowi. I oto na dobitkę w to bezprawie wciąga się żołnierza polskiego, tego żołnierza, którego zadaniem jest bronić Rzeczpospolitej Polskiej, nie zaś stawać w obronie bezprawia obszarników. W wielu miejscowościach oddziały złożone z żołnierzy polskich, ma się rozumieć na rozkaz oficerów, aresztowały i biły robotników. Reakcja polska – obszarnicy wyzyskiwacze – starali się z żołnierza polskiego uczynić narzędzie dla gwałtów czynionych w ich interesie – dla obszarniczej kieszeni. Kiedy trzeba kupić pożyczkę państwową, kiedy trzeba pieniędzy na ubranie i żywność dla armii, to obszarnicy zamykają swoje kabzy, ale kiedy idzie o napełnianie ich kieszeni, kiedy trzeba wykonać represje nad wyzyskiwanym przez nich robotnikiem, używa się do tego żołnierzy polskich. A oto dalszy ciąg tragedii. Żołnierz robotnik lub włościanin katuje takiego samego jak i on robotnika i włościanina dla przyjemności obszarnika, który będzie wyzyskiwał dzisiejszego żołnierza, gdy ten mundur zdejmie i zmuszony zostanie u takiego czy innego wyzyskiwacza pracować. Czytaj dalej

„Głos Zagłębia”: Krwawa masakra dokonana na robotnikach kopalni „Czeladź” na Piaskach [1924]

CopsFist

Z chwilą, kiedy delegaci robotników zakomunikowali zebranym odpowiedź dyrektora Markiewicza, że zaliczki nie będzie, a jej wypłata odbędzie się dopiero w poniedziałek dnia 7 kwietnia b.r., wówczas zebrani przyjęli tę odpowiedź okrzykami niezadowolenia i oburzenia, w odpowiedzi na okrzyki policja konna z uliczki rozpoczęła szarżę na bezbronny tłum, robotnicy nie mogąc się cofnąć, gdyż za nimi stał szpaler policji pieszej z najeżonymi bagnetami, usiłowali krzykiem powstrzymać szarżę konnej policji, konie zestraszone krzykiem, a być może, że padło pomiędzy nie i kilka kamieni, zaczęły się odwracać, wreszcie na śliskim bruku kostkowym padać, wywołując tym zgiełk i zamieszanie, policjanci potłuczeni przez konie w zdenerwowaniu rozpoczęli strzelaninę z karabinów, w odpowiedzi, zagrzmiały salwy policjantów pieszych stojących szpalerami i kule z jednej i drugiej strony przeszyły zebrany tłum robotników. Rezultat tej dzikiej strzelaniny był tragiczny, na placu zostało: l robotnik nazwiskiem Stelmaszczyk na miejscu zabity, 7 śmiertelnie rannych, przeważnie rany postrzałowe w piersi, dotąd 3 już z nich zmarło; 6 lżej rannych, oraz wycofało się z tłumu do domu 23 lżej rannych, ogółem 37 ofiar ze strony robotników, ze strony policji l ciężko ranny od pogniecenia klatki piersiowej przez konia i kilku lżej rannych, potłuczonych przy spadaniu z koni. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Strajki rolne [1905]

Revolution-Fist

Dopiero teraz po wielkich strajkach wszystkich polskich robotników fabrycznych ruszyli się u nas robotnicy wiejscy i stanęli w strajku w obronie swoich słusznych interesów. Dlaczego tak późno się to stało? Dlaczego robotnicy na wsi nigdy dotąd nie strajkowali, kiedy ich bracia po miastach prowadzą strajki już od lat kilku, kilkudziesięciu? Dlaczego dotąd nigdy nie przyszło do głowy służbie dworskiej zmówić się między sobą i za pomocą strajku zażądać od dziedzica lepszej płacy i ordynarii? Dlaczego biadali tylko i wyrzekali na swoją dolę, a nie pomagali sobie, jak należy? Dużo przyczyn się na to złożyło, ale ta była najpierwsza, że robotnicy rolni żyli od wieków i żyją nadal w ciemnocie i przygnębieniu, że nie wiedzą, co się naokoło nich po świecie dzieje, a nawet nie wiedzą o tym, czym są oni sami wobec tych, na których pracują i którzy z ich ciężkiej pracy żyją. Robotnicy po miastach od dawien dawna już wiedzą, że fabrykanci, którzy z ich pracy żyją, są ich nieprzyjaciółmi, z którymi trzeba ostro walczyć, robotnicy po miastach od dawna dobrze wiedzą, że wszelkie bogactwo pochodzi z krzywdy robotniczej, że wszelkie bogactwo jest niesprawiedliwością i bezprawiem. I to dobrze wiedzą, że bogaci wszędzie i zawsze na wszelkie sposoby gnębią ubogich i tego tylko pilnują, żeby ubodzy na nich pracowali. Wszystko to robotnicy po miastach od dawna zrozumieli i to dobre rozumienie swojego położenia wobec ludzi bogatych dało im możność opierania się przeciwko potędze bogactwa. To dobre rozumienie położenia robotniczego, wobec ludzi bogatych, którzy z cudzej pracy i z cudzej krzywdy żyją, nazywa się socjalizmem. Takiego jasnego i prawdziwego rozumienia swoich własnych potrzeb nie mieli i niestety nie mają jeszcze robotnicy wiejscy. I dlatego właśnie nie strajkowali dotąd. Teraz za przykładem wielkiego strajku powszechnego, o którym pisaliśmy w poprzednim artykule, ruszyliście się i wy, towarzysze robotnicy rolni. Ale słuchajcie, bracia i towarzysze! I teraz podczas waszego poruszenia nie znać, żebyście wszędzie dokładnie zrozumieli, jaką drogą macie iść do zwycięstwa i powodzenia w strajku. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Strajk powszechny [1905]

revolutionary_solidarity

Jakże się zachowali wobec tego strajku panowie fabrykanci oraz wszyscy ci, którzy żyją z pracy robotników? A na początku, jak im się wydawało, że strajk to będzie tylko jako demonstracja polityczna, wymierzona przeciwko rządowi carskiemu, nie opierali się bardzo. Niektórzy owszem cieszyli się, że robotnicy tak jednogłośnie występują przeciwko rządowi, który wszystkim jednakowo obrzydł. Ale jak się okazało, że robotnicy wszędzie stawiają żądania zwiększenia płacy i skrócenia dnia roboczego, to fabrykanci oraz ich sojusznicy, którzy się przy nich karmią, podnieśli wielki gwałt, że robotnicy gubią Polskę i polski przemysł, że zamiast walczyć z rządem walczą z własnymi „braćmi”. Ładny mi brat, który nas robotników gnębi i krwawo wyzyskuje, ładny mi brat, który posługuje się nieraz policją i wojskiem rosyjskim przeciwko polskim robotnikom! Otóż już w drugim tygodniu strajku powszechnego zaczęła się walka z panami fabrykantami: trzeba było zajadłe, o głodzie i pod atakami wojska walczyć o każdy grosz zwiększenia płacy, o każdą minutę skrócenia dnia roboczego. Nic nam nie chciano ustąpić. Polskę to by nasi kapitaliści chcieli mieć, ale byleby im nie kazano nic z lichwiarskich zysków ustąpić. Wolność polityczną też by radzi widzieli, ale zdobytą krwią i pracą ludu bez własnej swojej fatygi. A my według naszej socjalistycznej nauki walczyliśmy podczas strajku zarówno przeciwko rządowi obcemu o wolność polityczną, jak i przeciwko polskim kapitalistom o polepszenie naszego nędznego robotniczego bytu. Czytaj dalej

„Metalowiec”: Biali murzyni w hutach trzynieckich [1913]

Wyzwolenie Społeczne 1925.pdf7

Na coraz szerszą skalę uprawiany w hutach trzynieckich bezgraniczny wyzysk, ciemięstwo, w przerażającym tempie czasu – raz w raz po sobie następujące straszne wypadki podczas wytężonej pracy, gwałtownym głosem krzywdy i bólu wołają o pomoc do sumienia publicznego. O ile organizacja robotnicza jest jeszcze za słabą, żeby sama zdołała zmienić okrutne stosunki, w jakich pracują robotnicy trzynieccy, to opinia publiczna musi domagać się od władz, żeby zrobiły nareszcie użytek ze środków, jakie mają do rozporządzenia, żeby zmusiły możnowładców do szanowania praw, ustaw ochronnych o zdrowiu i życiu robotnika. Koniec temu mordowaniu robotników musi być położony. Wszak ten robotnik, jego siła i zdolność wytwórcza jest dźwignią całego społeczeństwa, która je żywi i utrzymuje. Domagamy się wkroczenia władz w stosunki panujące w hutach trzynieckich! Wszak dziś wcale wyraźnie można usłyszeć, że u wrót paszów trzynieckich – kończy się prawo… Niech władze niedwuznacznie okażą, że tak nie jest! Nie piszę o lżejszych wypadkach, jako to o potłuczeniu palców u rąk i nóg, o lżejszych poparzeniach, które by jeszcze bardziej powiększały tę zastraszającą kronikę nieszczęśliwych wypadków w hutach trzynieckich za niespełna 1 i pół miesiąca. Trzy wypadki śmierci – kilka ciężkich wypadków uszkodzeń ciała, po których następuje amputacja rąk i nóg, kilkanaście lżejszych uszkodzeń cielesnych – to naprawdę potwornie bujny plon krwawych stosunków, w jakich pracuje masa robocza w Trzyńcu. Czytaj dalej

„Robotnik Śląski”: Powstanie w Polsce [1905]

rs

W niedzielę była Warszawa świadkiem olbrzymiej demonstracji robotniczej. W wielu miejscach przyszło do krwawych walk z wojskiem, podczas których robotnicy budowali barykady. Ofiarą tych walk padło do 160 zabitych i rannych ze strony robotników, ale też wojsko, policja i kozacy mają liczne straty. Walki te powtarzają się odtąd codziennie. Szczegółów niepodobna opisywać, zaznaczamy tylko, że strajk powszechny nie tylko nie ustaje, lecz szerzy się coraz bardziej. Wszelka praca ustała, połączenia kolejowe i telefoniczne przerwane, druty telegraficzne pozrywane, tory kolejowe uszkodzone, pociągi nie kursują. W mieście zapanował wskutek tego dokuczliwy brak żywności: drożyzna straszna. Komitet PPS wydał szereg odezw, w których bądź to omawiane są żądania strajkujących, bądź też znajdują się wezwania do utrzymania karności i porządku i zachęta do wytrwania. Rząd ściąga do Warszawy coraz większe masy wojska, lecz wobec karności strajkujących stoi bezwładny i bezsilny. W Łodzi, w Częstochowie, w Piotrkowie, w Radomiu. w Kaliszu, w Zgierzu, we Włocławku, w Zawierciu, w Żyrardowie, w Pabianicach itd., a zwłaszcza w zagłębiu węglowym sosnowiecko-dąbrowskim wszędzie dzieje się to samo, co w Warszawie: wszędzie strajk generalny od tygodnia, wszędzie bohaterskie walki z carskim żołdactwem, wszędzie masowe demonstracje z czerwonymi sztandarami! I wszędzie też robotnicy na salwy karabinowe lub razy kozackich nahajek albo szabel odpowiadają salwami rewolwerowymi i bombami dynamitowymi. Zdarzyło się już także, że całe oddziały wojska lub policji rozbrajano, a broń, odebraną żołdakom, obracano na służbę rewolucji. Władze rosyjskie wystraszone kryją się i nie maja odwagi zabrać się do tłumienia buntu. Zwłaszcza w Zagłębiu Dąbrowskim i w Częstochowie socjaliści są panami nieograniczonymi. W zagłębiu podobno cała 50000 masa strajkujących jest dobrze uzbrojona w strzelby myśliwskie i w rewolwery. Nawet ludność czysto wiejska zaczyna się już ruszać i zbroić do powstania. Znakomita organizacja, energia i wytrwałość, z jaką olbrzymi ten ruch jest prowadzony, dają chlubne świadectwo pracy naszych towarzyszów z Polskiej Partii Socjalistycznej. Czytaj dalej

Robotnice na szańcach walki proletariackiej. Osiem tygodni w okupowanej fabryce [1934]

1

Nadchodzi noc. W halach fabrycznych coraz ciemniej. Blade światła lampek elektrycznych rzucają słaby żółty odblask. W halach przekształconych na „sypialnie” zwiększa się ruch. Mężczyźni i kobiety szykują się do snu. Ubożuchne posłania, przykryte często dziurawymi kocami lub chustką, za chwilę zalegną strudzone robotnicze ciała. Poduszkę zastępuje kułak ściśnięty i wciśnięty pod głowę. W halach rozstawione są posterunki. W nocy czuwają dyżurne na oddziałach kobiecych; w halach, gdzie śpią mężczyźni, pełnią warty posterunki męskie. U wejścia do fabryki, gdzie stoją dzień i noc posterunki – ustawione zostały czujki robotnicze. Tak na wszelki wypadek, aby śpiących w okupowanej przez robotników fabryce nikt nie zaskoczył. Robotnicy peltzerowscy pamiętają bowiem, że podczas okupowania fabryki „Częstochowianki” w nocy, kiedy robotnicy spali, do fabryki wtargnęła policja. Zaskoczeni w czasie snu robotnicy zmuszeni zostali do opuszczenia fabryki. Aby nie znaleźć się w podobnym położeniu, robotnicy czuwają bez przerwy. Czytaj dalej

„Włókniarz”: Ostatnie wypadki i lokaut w fabryce I. K. Poznańskiego [1928]

9

Zahukani robotnicy w swej codziennej walce o byt i wyczerpani materialnie ostatnim strajkiem, nawet na chwilę nie przypuszczali, że znajdą się tacy filozofowie, którzy nawet i tak niskie i głodowe płace będą uważali za wygórowane. Jak grom z jasnego nieba spada na robotników wiadomość, iż zarobki ich będą obniżone, bodajże o jedną czwartą. Zrozpaczony i głodny robotnik nie rozumuje, a widząc że mu się dzieje krzywda, że fabrykant łamie ustawę, obniżając zarobki bez wymówienia, odruchowo zaprzestaje pracy, wyrażając tą drogą swój protest. Po czym robotnicy gremialnie udają się do lokalu dyrekcji dowiedzieć się przyczyn swego pokrzywdzenia i tu, miast rzeczowej odpowiedzi, spotykają się z drwinami i prowokacją ze strony dyrektorów. Któryś z robotników, sprowokowany przez dyrektora, znieważa go czynnie. Zawezwana przez dyrekcję policja piesza i konna interweniuje tak czynnie i dzielnie, że aż dwie karetki pogotowia udzielały pomocy rannym. Czytaj dalej

Kazimierz Lipczyński: Z lat rewolucyjnych w Kaliszu [1933]

a

W tym czasie zaszły słynne wypadki w Petersburgu – pochód robotników z popem Gaponem na czele pod pałac carski, zakończony krwawą rzezią. Znowu więc zwaliła się na mnie świeża robota: zebrania, wydawanie odezw, kolportaż itp. Otrzymaliśmy nakaz z CKR, aby urządzić w Kaliszu ogólny strajk polityczny i pochody ze sztandarami, nie cofając się nawet przed przelewem krwi. Było nas w Kaliszu zorganizowanych około 20 ludzi, rozrzuconych po rozmaitych warsztatach pracy. W Komitecie PPS postanowiliśmy wywołać ruch w poniedziałek, ale dopiero w środę udało nam się zatrzymać od godziny 1. fabrykę haftów Danzigera. Około dziesięciu ludzi wtargnęło do tej fabryki, ogłaszając strajk powszechny. Wszyscy robotnicy chętnie porzucili pracę, bo tylko czekali hasła. Z fabryki Danzigera wszyscy robotnicy w zwartych szeregach ze śpiewem „Czerwonego Sztandaru” poszli pod fabrykę Frenkla, następnie do Meissnera itd. Fabryka stawała za fabryką. Czytaj dalej

„Tydzień Robotnika”: Czarny sztandar głodu. Walka bezrobotnych Tarnowa [1937]

group11

Nie ma pieniędzy – tak brzmiała stale odpowiedź. Długo jeszcze chodziły delegacje. Jeszcze w dniu rozpoczęcia głodówki pertraktowano z p. starostą. Wszystko na nic. I wreszcie w ubiegły piątek o godzinie 3 po południu zgromadziło się 262 bezrobotnych. Podnieśli do góry zaciśnięte pięści, zaśpiewali „Czerwony Sztandar” i rozpoczęli walkę – walkę głodową! „Straszna to walka, co nas czeka” – powiada nasza pieśń. I rzeczywiście straszna walka! Ludzie wycieńczeni niedojadaniem, padają jak muchy. Już następnego dnia karetka pogotowia zabrała trzech ludzi do szpitala, w niedzielę znowu czterech odesłano do szpitala, a trzem kazał lekarz odejść do domu. Ale tym mocniej zwarły się szeregi pozostałych. Czytaj dalej

„Równość”: Komuna Paryska [1880]

kom

Wśród wielkich wypadków drugiej połowy bieżącego stulecia, wśród krwawych wojen zaborczych i powstań całych ludów, dopominających się z bronią w ręku o swą niepodległość, zarysowuje się odmiennego charakteru walka – Komuna Paryska. Ponad Sadową i Gravelotte wznosi się ona wysoko nowością swej idei, szlachetnością i wielkością swych bohaterów. Na sztandarze jej wypisane nowe hasło, a krwawy dramat rozgrywający się na polu tej walki wystawia nowe, historyczne role na scenę. Nie o zaokrąglenie granic państwowych tu chodzi, nie czcza zmiana formy rządu lub jednej panującej dynastii na drugą, lecz pragnienie istotnej swobody, lecz chęć wydobycia się spod szponów drapieżnego ptaka, burżuazyjnego państwa – na swobodę, rzuca dwieście tysięcy ludu paryskiego do fatalnej walki z Thiersem i robi proletariat paryski panem pozycji w przeciągu siedemdziesięciu dwóch dni z rzędu. Czytaj dalej

„Krytyka”: Z dni wolności w Zagłębiu [1905]

2

Wobec tego, że władze państwowe opuszczały ręce, komitety socjalistyczne chcąc nie chcąc, zaczęły obejmować pojedyncze funkcje rządowe. Zaczęto całkiem jawnie uzbrajać robotników i tworzyć spośród nich obywatelską straż bezpieczeństwa; komitet okręgowy PPS ułożył listę podatkową na rok 1905, na podstawie której zaczął ściągać od bogatych przedsiębiorców i firm przemysłowych kwoty od kilkudziesięciu do kilkuset rubli. Z łona PPS wyszła też propozycja utworzenia ogólnosocjalistycznego komitetu rewolucyjnego, w którym obok PPS i wszystkie inne grupy socjalistyczne miały być reprezentowane, projekt ten wprawdzie na razie rozbił się o sekciarstwo esdeków, ale zaczął się wytwarzać pewien modus vivendi, tak że jedna organizacja przynajmniej już nie krzyżowała akcji drugiej. Stanęła umowa, że kwit podatkowy od SD uwalnia od płacenia podatku na PPS i na odwrót. Na podstawie tegoż modus vivendi wyjęto też spod strajku powszechnego niektóre gałęzie pracy, niezbędne dla zaspakajania codziennych potrzeb ludności robotniczej: puszczono w ruch młyny i piekarnie, pootwierano restauracje i sklepy artykułów spożywczych. Zaczynały się sprawdzać słowa pieśni: „My nowe życie stworzym sami i nowy zaprowadzim ład!”. Czytaj dalej

„Życie Robotnicze”: Tam, gdzie nie dymią kominy… [1927]

Scan10003

Obecny strajk jest aż nadto jaskrawym dowodem, że nie można bezkarnie i bez końca grasować na nędzy robotniczej, rozprawiając jednocześnie szeroko o ciężkich warunkach, w jakich się znajduje przemysł. Podziwiać zaiste należy z jednej strony anielską cierpliwość łódzkich robotników, a z drugiej – graniczący z ohydą bezwstyd przemysłowców, którzy, posiadając najtańszego nie tylko już w Europie, ale nawet w Polsce (bo płace w przemyśle tkackim były najniższe) robotnika, śmieli utyskiwać na ciężkie rzekomo warunki przemysłu. Dzięki taniej robociźnie pracowali z dużymi zyskami, przez głowę im jednak nie przeszło, by zyski te przeznaczyć na ulepszenia techniczne, które pozwoliłyby na potanienie produkcji i podwyżkę płac bez żadnej straty dla dochodów, jakie fabryki dawały. W swej walce o prawo do życia imponująca zarówno liczbą, jak i spokojem, z tej liczby płynącym, wielka armia proletariuszy łódzkich cieszyć się będzie żywą sympatią i poparciem wszystkich ludzi pracy w Polsce, którzy słać będą tam, gdzie kominy nie dymią, ku Łodzi, słowa otuchy i zachęty wytrwania w rozpoczętym boju. Czytaj dalej

Iza Zielińska: Prawo odpoczynku niedzielnego we Francji [1906]

1

Na kongresie w Bourges zapadła uchwała, że walka o zdobycie 8-godzinnego dnia roboczego powinna być prowadzoną jednocześnie i współrzędnie z walką o uzyskanie prawa odpoczynku, że w imię solidarności cały proletariat w walce tej przyjąć udział winien, pomimo iż w wielu fachach świętowanie niedzieli weszło już w zwyczaj. Odtąd przeto występuje na pierwszy plan do boju centralna organizacja robotnicza Confédération Générale du Travail, która bierze w swoje ręce, zgodnie ze statutami i rzeczywistym swym zadaniem, koordynację ruchu robotniczego (a nie dyrekcję). Nie krępując woli i nie narzucając żadnej kategorii pracowników swych zapatrywań co do taktyki walki, stara się ona jednak pośredniczyć pomiędzy rozmaitymi federacjami związków zawodowych celem obopólnego porozumienia i zespolenia usiłowań. I tak np. federacja pracowników branży żywnościowej prowadziła nieustanną niemal i niezmordowaną agitację za pomocą mityngów i afiszów. Pamiętnym jest dzień 9 grudnia 1904 r., kiedy staraniem federacji owej odbyły się w Paryżu trzy ogromne zebrania przy udziale około 10000 robotników, a tegoż samego dnia w różnych miejscowościach Francji miało miejsce 60 mityngów z porządkiem dziennym: zdobycie wypoczynku niedzielnego. Czytaj dalej

„Równość”: Kapitaliści przeciwko robotnikom [1901]

Życie_Rob.1[1]

Jak widzimy zatem przemysłowcy pracują wszędzie pilnie w tym kierunku, aby uniemożliwić robotnikom zapewnienie sobie znośnych warunków pracy. Przemysłowcy oświadczyli wprawdzie w przyjętej rezolucji, że im się nie rozchodzi o nic innego jak tylko o obronę przemysłu przeciwko „nieuprawnionym żądaniom robotników”! Kto jednak zna nienasyconą zachłanność kapitalistów, ten wie, że tu się rozchodzi o proste spętanie robotników. I to nie tylko w tym celu, aby nie mogli swych zarobków podwyższyć, lecz – i to jest stanowczo głównym celem tego zamiaru – aby się nie mogli obronić przeciwko samowolnemu obniżaniu płacy przez przedsiębiorców. Czytaj dalej

„Tydzień Robotnika”: Zwycięstwo szewców-chałupników: wielka wygrana całego proletariatu [1937]

Scan10047[1]

Przed wszystkim to jest ważne, że chałupnik, ten najwięcej wyzyskiwany spośród wyzyskiwanych, ten parias pomiędzy pariasami – podobny w tym do robotnika rolnego (fornala) w dawnych czasach – nie miał dla siebie żadnych ustaw ochronnych: ani o godzinach pracy, ani o wymówieniu i wypłacie zarobków, ani żadnych innych. On stał poza prawem robotniczym, dla niego ochrony w ustawach nie było. Dziś, dzięki energicznemu i wytrwałemu strajkowi okupacyjnemu, ma on swą własną ochronę – umowę zbiorową, zawartą przez jego związek zawodowy i regulującą wszystko, co dotyczy jego zarobkowania. Umowa zbiorowa jest dziś prawem dla chałupników. Jak już stała się prawem dla zwycięskich chałupników szewskich, tak jutro musi się stać prawem dla wszystkich innych chałupników, zorganizowanych także w swoich czysto robotniczych, klasowych związkach zawodowych. Czytaj dalej

„Krytyka”: Z wycieczki do Królestwa [1907]

y

Słyszeliście o Hipolicie Kopisiu. Tak nieromantycznie nazywa się jeden z ostatnich rycerzy świata. Stolarz z Parczewa, wysłany przez organizację do Lubartowa, by śmiercią ukarać jednego ze szpiegów i katów, czterema strzałami z brauninga położył dwóch strażników, którzy go zatrzymali, ocalał i pozostał w tej miejscowości, nareszcie kazał się zameldować u urzędnika, na którym wyrok miał spełnić, i położył go trupem. Mając jeszcze rewolwer nabity i możność utorowania sobie drogi kulami, dobrowolnie oddał się w ręce żandarmów. Przed sądem wojennym powiedział: Byłem żołnierzem proletariatu polskiego, spełniłem rozkaz mej władzy przełożonej. Żałuję, żem zabił dwóch strażników – chcieli mi przeszkodzić. Innych nie zabijałem, choć miałem możność, bo sam nie mogę życiem ludzkim rozporządzać. Jedną tylko do was, sędziowie wojenni, mam prośbę: byłem żołnierzem rewolucji polskiej, ukarzcie mię śmiercią żołnierską, przez rozstrzelanie, nie powieszenie. Sąd prośbę jego uwzględnił, skazał go na rozstrzelanie i ułaskawił na bezterminową katorgę. Czytaj dalej

„Włókniarz”: Brońmy zdobytych praw robotniczych [1928]

1[1]

Terror przemysłowców stosowany ostatnimi czasy jest wprost niesłychany, szykanuje się każdy poważniejszy objaw organizacji robotniczej. Wydala się bez żadnych podstaw bardziej świadomych robotników i delegatów robotniczych po fabrykach, starając się tym sposobem zastąpić robotnicze organizacje demokratyczne – własną dyktaturą kapitalistyczną. Czynniki rządowe jak Inspekcja Pracy, zniechęcone brakiem egzekutywy wykonawczej, czują się bezsilne wobec masowego gwałcenia 8-godzinnego dnia pracy, inspektorzy zmuszeni są ograniczyć się do spisywania protokołów i kierowania sprawy na drogę sadową. W sądzie sprawa leży po kilka, a niekiedy i kilkanaście tygodni, a tymczasem firma „robi sobie na całego”, wiedząc, iż w sądzie zostanie skazaną na 50 zł, a w najlepszym razie na 300 złotych grzywny. Otóż taki stan rzeczy łącznie z dewizą przemysłowców dodaje im bodźca do łamania 8-godzinnego dnia pracy. Czytaj dalej