Tadeusz Hołówko: Nasz stosunek do Koalicji [Ententy] [1918]

saas

Oto jakiś zwyrodniały kabotyn woła w zachwycie, że będzie całować laskę gumową policjanta amerykańskiego, gdy stanie na ulicy Warszawy, aby robić porządek z bolszewizmem. Zapewne ten pan i wielu innych policjanta koalicyjnego, gdyby on się tu zjawił, pocałowałoby z zapałem nie tylko w laskę, lecz i w inne miejsce.

Ale kto by tak gorliwie manifestował swoje „sojusznicze” uczucia, kto tak nieludzko pragnie widzieć koalicyjną policję w Polsce? Obszarnik, który już czepiał się bagnetu niemieckiego, widząc w nim obrońcę przed bolszewizmem; fabrykant, który boi się dziś puścić w ruch fabrykę; kamienicznik, który nie może dziś podwyższyć komornego; spekulant, który za funt cukru drogo sprzedany może dostać 6 lat więzienia. Oto ci dziś modlą się do wojsk Koalicji, oto ci chcieliby z niej uczynić żandarma swoich kapitałów, swoich przywilejów, swojego bezwzględnego wyzysku mas pracujących. Czytaj dalej

Poranek na cześć Marksa [1893]

92b8d4b91d3ba84a57356da162b6e6d3_w1000_h967

Dnia 19 marca 1893 r. odbył się, po raz pierwszy u nas, poranek ku uczczeniu dziesięcioletniej rocznicy śmierci wielkiego myśliciela i apostoła socjalizmu Karola Marksa. W odpowiednio udekorowanej sali, na podwyższeniu znajdował się czerwono udrapowany i zielenią uwieńczony portret tego, którego okrzyk „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się” wstrząsa dziś podwalinami starego świata i hasłem jest milionowych pułków przyszłej armii wolności – ludu roboczego. Zebranie to uroczyste zagaił tow. Ignacy Daszyński obszerną mową, w której zestawił wszystkie pamiętne dla nas rocznice marcowe, uwydatniając w nich niepospolitą działalność K. Marksa. Wykazał dobitnie i jasno różnicę zasadniczą między rewolucją burżuazyjną a socjalną, bynajmniej nie ganiąc rewolucji z roku 1848, w której robotnicy szli jeszcze ręka w rękę z radykalną burżuazją. Mówca poświęcił wiele uwagi stosunkom społecznym w Polsce, tutaj (zwłaszcza w Galicji i Poznańskiem) abdykują niedołężne partie mieszczańskie ze swojego politycznego stanowiska, wskutek czego pominąwszy nic nieznaczące połowiczne stronnictwa, widzimy z wolna powstawanie dwóch tylko obozów, które mają jakiekolwiek szersze międzynarodowe plany i związki, dwóch międzynarodówek „czarnej i czerwonej”. „Dziś święci się tylko dwojakie międzynarodowe obchody – jubileusz papieski z jednej strony, rocznice Marksów i Lassalle’ów z drugiej!”. Czytaj dalej

Władysław Fischler: Amerykańska partia socjalistyczna a religia [1911]

anti-catholic-cartoon-1889-granger

Czas, aby kierownicy obu tutejszych polskich organizacji socjalistycznych zechcieli pojąć, że szerzenie propagandy czysto wolnomyślicielskiej i antykościelnej, o ile nie jest wyłącznie odpieraniem zakusów klerykalizmu i Kościoła w dziedzinie walki klasowej, jaką toczyć musi proletariat, nie jest zadaniem prasy socjalistycznej, zwłaszcza polskiej, obliczonej na zdobycie dla programu społeczno-politycznego socjalistów kilku setek tysięcy ludzi. Pamiętać należy, że ludziom tym kościół katolicki w osobie księży, polskim przemawiających językiem, zastępuje tu w Ameryce i ojczyznę, i klub towarzyski, i karczmę, w której w Galicji spotykał się z przyjaciółmi, i szkołę, w której tam w ojczyźnie w polskim go uczono języku. Wobec tego faktu nic nie pomogą utyskiwania w stronę księży tutejszych zwracane. Wobec faktu zaś, iż te kilka setek tysięcy, z wyjątkiem kilkunastu tysięcy światlejszych robotników polskich z miast w kraju ojczystym pochodzących, to albo chłopi analfabeci, albo robociarze czytający, ale fanatyczni katolicy – obranie burżuazyjno-radykalnej agitacji wolnomyślicielskiej jako drogi do naszego tak złożonego ogółu prowadzącej, jest ciężkim grzechem politycznym. I za jego już dziś widoczne skutki odpowiadać musi każdy działacz socjalistyczny. Czytaj dalej

Dziecięca republika socjalistyczna [1938]

11479-6-700x700

Ze śmierdzących podwórzy kamienic wielkiego miasta płyną zastępy dzieci ku słonecznym polom i jasnookiennym domom Miedzeszyna. 80 dzieci na 100 to dzieci proletariatu i tylko 20 to dzieci inteligencji urzędniczej i wolnymi zawodami się trudniącej. A w domach sanatorium prócz czystości, panuje ład i porządek nie tylko zewnętrzny – ale i społeczny. Oto wśród życzliwych i wyrozumiałych wychowawców, wśród pełnego zrozumienia dla spraw dzieci rośnie i rozwija się samorząd miedzeszyńskiej republiki. Samorząd z radą dziecięcą na czele, samorząd decydujący o pracy i jej jakości w poszczególnych komórkach i sekcjach życia sanatoryjnego. I tak dziecko zaułka warszawskiego przebywa w atmosferze wolności i w atmosferze braterstwa miesiąc, dwa, trzy. I jeśli nawet wrócić musi do strasznego życia izby piwnicznej, w myśli i w sercu jego zostanie na zawsze wyryty obraz życia, jakie może mieć i jakie może sobie stworzyć, życia opartego na ideale socjalistycznego współdziałania i braterstwa. Czytaj dalej

Jan Hempel: Socjalizm odrodzony [1916]

ewerw

Rewolucja społeczna przez znakomitą większość działających pojmowana była jako coś zewnętrznego, z duszą ludzką, z moralnym wnętrzem własnej jaźni działaczy zgoła niezwiązanego. Toteż do ruchu mógł być przyjęty każdy, kto godził się na program, kto rozumowo, zewnętrznie, uznawał potrzebę zwalczania pewnych instytucji. I wydawało się, jakoby zadaniem głównym, niemal jedynym, było usunięcie złych instytucji. Zabijmy tego lub owego ministra, usuńmy fabrykantów i bankierów, a świat od razu inną pójdzie koleją. Zapewne – bez obalenia złych instytucji nowego ładu zaprowadzić nie można, bo złe instytucje złych ludzi wychowują, zmuszają do stawania się szpiegami i sprzedawczykami; ale z drugiej strony niewątpliwą jest rzeczą, że do nowego ładu nowych ludzi potrzeba i póki tych ludzi nowych nie wychowamy, póty nowy ład wcielić się nie będzie mógł. Czytaj dalej

„Naprzód”: Zdrada strajku [1898]

Screen-Shot-2014-12-19-at-8.26.43-AM-640x471

Nigdy nie otacza się robotnika takim szacunkiem w burżuazyjnym społeczeństwie, jak wtedy, kiedy zdradza swych braci i łamie strajk. Podczas gdy społeczeństwo odmawia zwykle robotnikowi wszelkiej miary honoru, który niby dla wszystkich obywateli ma być równym, ustawodawstwa wszystkich państw przemysłowych tworzą osobną, formalną ustawę ochronną dla łamiących strajk. Zbezcześć pogardzanego robotnika, a kara za twój czyn będzie mała, obraź jednak łamiącego strajk, a popełniłeś zbrodnię, dla ukarania której wkracza sam prokurator. Każda obraza honoru jest przestępstwem prywatnym, o które obrażony sam musi się upomnieć, jeśli jednak dopuści się obrazy honoru na łamiącym strajk, sam prokurator występuje z oskarżeniem przeciw temu, który złamał świętą ustawę koalicyjną. Ta szczególna czułość dla honoru łamiących strajk, ma swą głęboką podstawę. Kapitalistyczne społeczeństwo widzi w każdym usiłowaniu robotników, by przez strajk polepszyć swój byt, rebelię przeciwko swemu głównemu prawu: nieograniczonego wyzysku ludzi pracujących, a łamanie strajku jest dlań zdradą interesów klasowych towarzyszy na korzyść wyzyskiwaczy. Czytaj dalej

Wincenty Banaś: Demokracja i reakcja w Powstaniu Styczniowym [1938]

219c22244732403512968c946a111873

Jest rzeczą niezmiernie charakterystyczną, że w ustosunkowaniu się różnych grup społecznych do Powstania znika skomplikowany podział stanowy, coraz jaskrawiej natomiast zarysowuje się nowoczesny już podział klasowy, na bogatych i ubogich, na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Bogaci reprezentowali w tym czasie kierunek reakcyjny, konserwatywny, hamujący; biedni byli przedstawicielami kierunku postępowego i demokratycznego; bogaci bez względu na swą przynależność stanową łączyli się przeciw biednym, zespolonym wspólną demokratyczną ideologią. Zwycięstwo kierunku konserwatywnego, reprezentowanego przez bogatych, kierunku wrogiego wszelkim reformom społecznym, stało się pośrednią przyczyną klęski Powstania. Czytaj dalej

Mieczysław Niedziałkowski: Socjalizm i Polska. Na 1 maja 1937 roku

1 maja

Jakże było inaczej wśród tych wszystkich klas i sfer, które „spały kamiennym snem niewolników”… Polska umie przebaczać, ale trzeba przypomnieć. Triumfalny wjazd cara Mikołaja II do „pojednanej” Warszawy i przedstawiciele kresowych rodów szlachecki u stóp pomnika carycy Katarzyny II w Wilnie; uroczysta i deklaracja magnatów „galicyjskich”: „przy tobie, najjaśniejszy panie, stoimy i stać chcemy” i „Bazar” poznański składający hołd Wilhelmowi II jako królowi Prus, i WOJNA. Entuzjazm z powodu odezwy wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza i „aktywizm” proponujący – JESZCZE W SIERPNIU ROKU 1918, by któryś z Hohenzollernów lub któryś z Habsburgów wdział na swe skronie koronę… Jagiellonów. A przed tym, w roku 1912, „bojkot Żydów”, jako odtrutka przeciwko ruchowi niepodległościowemu… Tak było…
Dzisiaj, w dniu 1 Maja, rzucamy „na stół” rzeczywistości polskiej LEGITYMACJĘ DZIEJOWĄ Socjalizmu polskiego. Bo czas zerwać misterną pajęczynę ZAKŁAMANIA, którym próbuje się opasać nasze życie. Nazywacie nasz ruch – „agenturą żydokomuny”; nazywaliście go w r. 1905 „agenturą” rewolucji rosyjskiej; w roku 1914 – „agenturą” Prus; mieliśmy podówczas towarzysza „oskarżonego” – I Brygadę Legionów. A w roku 1794 Targowica nazywała Powstanie Kościuszkowskie „agenturą jakobinów francuskich…”. A gdzie były agentury PRAWDZIWE, bez cudzysłowu? Czy nie w „sztabie generalnym” Targowicy? Czy nie wśród tych, którzy ofiarowywali hrabiemu Witte w roku 1905 pomoc POLAKÓW dla zduszenia Rewolucji POLSKIEJ? Czy nie snują się widma takie same po przedpokojach duchowych „Trzeciej” Rzeszy? Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Rewolucja w caracie a rząd austriacki [1905]

dasyznski

Nie jest też prawdą, że masa ofiar cierpiała daremnie; nie jest prawdą, jakoby oni mieli raczej tamować sprawę wolności, zamiast ją posunąć naprzód. Gdyż lud i historia mają inną logikę, aniżeli panowie z klas posiadających, szczególnie szlachcice ją sobie przystosowali. Im jest przecież obojętne, oni nie są zawiśli od ludu, oni są zawiśli od wiedeńskiej, petersburskiej i berlińskiej kamaryli. Ich nie znajdziesz na zgromadzeniach ludowych, nie na ulicach, kiedy lud umiera; ich można znaleźć w przedpokojach, w ministerstwach, szczególnie na tylnych schodach. Ich nie znajdziesz tam, gdzie pada deszcz kul, lecz tam, gdzie pada deszcz orderów. Nic też dziwnego, że oni twierdzą, jakoby „naród nie miał z tymi setkami tysięcy nic wspólnego”. 400 000 strajkujących opiera się przez cały tydzień całej armii, a oni powiadają, że to nie jest ruch narodowy, ponieważ nie ma przy tym wielkich fabrykantów, hrabiów i książąt. Formą ruchu był strajk! Jakżeż mogą książęta i hrabiowie strajkować? Przecież oni strajkują przez całe swoje życie: najwyżej, że raz w dniu rewolucji pracują. Czytaj dalej

Justyna Budzińska-Tylicka: Robotnicom częstochowskim cześć! [1935]

Women

Oto znów cudzoziemiec, tym razem dyrektor francuskiej fabryki, od dłuższego czasu atakował młode, ładne robotnice; wzywał je podstępnie do swego gabinetu i dokonywał czynów niemoralnych; groził opornym wyrzuceniem z fabryki. Ileż takich ofiar było, pewnie nie dowiemy się nigdy. Ale dowiedzieliśmy się, że były, że są – że robotnice miały odwagę publicznego wystąpienia – aż do złożenia skargi do prokuratora. Obowiązujący w Polsce Kodeks Karny w art. 205 mówi: „Kto przez nadużycia stosunku zależności lub wyzyskanie krytycznego położenia doprowadzi inną osobę do poddania się czynowi nierządnemu lub do wykonywania takiego czynu, podlega karze więzienia do lat 5. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego”. Pokrzywdzone robotnice niegodnym, nieprzyzwoitym zachowaniem się dyrektora francuskiej fabryki kapeluszy w Częstochowie, zaskarżyły rozpustnika i w sądzie okręgowym w Częstochowie został on skazany na kilka miesięcy więzienia. Ale od czegóż są adwokaci, od czegóż sumy pieniężne, którymi Francuz może grubo rozporządzać; dość, że ze zdumieniem dowiedzieliśmy się w dniu 16 czerwca, że sąd apelacyjny pana dyrektora uniewinnił, bo „zarzuty stawiane przez robotnice tejże fabryki o niemoralnych czynach dyrektora względem młodych kobiet, nie zostały należycie… udowodnione”. Dopóki nasze pracowniczki nie będą zasiadać na ławach sędziów, by móc głęboko wnikać i odczuwać prześladowania i nacierania zmysłowe panów dyrektorów, majstrów i wszelkiej władzy mężczyzn na pracujące kobiety, to art. 205 naszego kodeksu będzie tylko martwą literą. Ale i od samych robotnic, urzędniczek, ekspedientek i biednych ofiar służby domowej, gdzie sam pan domu lub jego synalek „panicz” czyhają na sposobność usidlania służącej przy lada sposobności; od tych wszystkich ofiar rozpustników bardzo dużo zależy, by nie znosiły w milczeniu upokarzających godność kobiecą czynów swych pryncypałów – lecz śmiało i zdecydowanie wykorzystywały art. 205 kodeksu karnego, zwracając się do adwokatek, których mamy dużo w Polsce. Oprócz tego ważnym jest podnosić te sprawy w prasie. Czytaj dalej

Tadeusz Hołówko: Episkopat agitujący [1918]

Art_0409_1_0

Bo oto niech robotnik i jego żona wiedzą, że episkopat polski nie chce, aby wielki przemysł był upaństwowiony. Niech wiedzą, że Kakowski, Łosiński, Przeździecki i inni biskupi chcą, aby nadal węgiel polski w Zagłębiu Dąbrowskim i na Śląsku, aby polska nafta w Borysławiu, należały do niemieckich, wiedeńskich, francuskich, belgijskich, żydowskich i polskich bankierów, lecz nie do polskiego ludu pracującego, nie do tych, którzy w krwawym pocie te skarby z ziemi polskiej wydobywają. Niech chłop polski wie, że biskup książę Sapieha, sam wielki obszarnik, Mańkowski, Bilczewski, Teodorowicz i wszyscy inni biskupi, którzy sami mają tyle majątków własnych, kościelnych i klasztornych, nie chcą, aby była wywłaszczona wielka i średnia własność ziemska i oddana w ręce ludu pracującego, bo to jest grzeszne „pragnienie posiadania cudzego”. Oto okazuje się, że dla biskupa księcia Sapiehy jest grzechem, aby ziemia od różnych książąt i hrabiów Lubomirskich, Branickich, Sapiehów, Radziwiłłów i innych arystokratów została odebrana i oddana ludowi polskiemu, jej prawowitemu posiadaczowi. Czytaj dalej

dr hab. Jarosław Tomasiewicz, Piotr Grudka: Trzy strzały. Paramilitarne struktury PPS w latach 1934-1939

anti-fascist-d0012748602

Kierownictwo PPS postanowiło powołać paramilitarną straż porządkowo-ochronną pod szyldem Antyoenerowskiego Komitetu Akcji Socjalistycznej (który pojawił się już wiosną). Gdy przeciw „militaryzacji” partii protestowali niektórzy członkowie, Kazimierz Pużak – inicjator AS – stwierdził: „Jesteśmy przeciwnikami gwałtu, ale jeśli ktoś ma być bity, to my będziemy tymi, którzy biją, a nie odwrotnie”. O ile dotąd milicję partyjną tworzono doraźnie na czas wiecu czy pochodu, to jesienią 1934 r. przystąpiono do organizowania stałej jednolitej umundurowanej formacji na bazie nie tylko dotychczasowej milicji, ale także kadr OM TUR, Czerwonego Harcerstwa i robotniczych organizacji sportowych. Cel powołania Akcji określiła instrukcja Józefa Dzięgielewskiego: „Zadaniem […] AS musi być to, by na ulicy robotniczej czynnikiem decydującym byli socjaliści”. W praktyce oznaczało to ochronę lokali i wszelkich form działalności PPS. Obronę siedzib partii realizowano poprzez dyżury w tychże, ale też doraźną mobilizację w celu odparcia ataku (jak w przypadku najścia ONR na redakcję „Robotnika” w 1937 r.). AS pełniła funkcję służby porządkowo-ochronnej podczas wszelkich imprez partyjnych (pochodów, wieców, konferencji, a nawet zabaw tanecznych), dbając zarówno o utrzymanie porządku, jak i odparcie ewentualnej napaści. Ochraniała uliczny kolportaż prasy partyjnej i sama uczestniczyła w akcjach propagandowych. Działania defensywne splatały się z ofensywnymi. Członkowie Akcji atakowali kolporterów i plakaciarzy przeciwnika, starali się też zakłócać wiece wrogich stronnictw. Najgłośniejszym przykładem była nieudana próba zerwania wiecu Falangi w Cyrku Staniewskich w listopadzie 1937 r. „Nie było tygodnia, żeby nie było walki w Śródmieściu” – wspominał AS-owiec Władysław Jagiełło. Czytaj dalej

Kazimierz Czapiński: Istota faszyzmu [1934]

wer2323 (6)

Faszyzm jest dzisiaj niezmiernie ważnym czynnikiem politycznym. Z punktu widzenia klasowych interesów proletariatu jest najpoważniejszym wrogiem, organizującym kontrofensywę zagrożonej przez proletariat burżuazji. W końcowych stadiach ustroju kapitalistycznego stał się ostatnią polityczną deską ratunku dla burżuazji. Czytaj dalej

Jan Czyński: Przyszłość kobiet [1841]

1 X4hDDnjYvCxSLcBj87SG-A

W ramach porządku społecznego, który chcemy ustanowić, kobieta, aby być wolną i szczęśliwą, nie będzie potrzebowała wypaczać swej natury. Kierując się swymi instynktami, swym powołaniem, odnajdzie ona swe przeznaczenie; a my, którzy chcemy zastąpić barbarzyńskie wojny uniwersalnym pokojem, a armie niszczące – armiami pracy, nie będziemy ubierać kobiet w pancerze i zbroje, by kierować je na pole bitwy. Narzędzia zbrodni zostaną zastąpione przez narzędzia produkcji, przez szlachetne dźwignie pracy. Te pokojowe armie będą należeć tak do was, jak i do nas, a laury, które zbierzemy na polu chwały zachwycającego przemysłu nie będą opłakane łzami, ani splamione krwią. Czytaj dalej

Maria Chmieleńska: Początki pracy PPS wśród kobiet [1926]

dsf

Początek był dobry. W rozmaitych dzielnicach miasta zaczęły powstawać koła kobiece. Towarzyszki – robotnice fabryczne i żony towarzyszów – chętnie garnęły się do partii i uczęszczały na wykłady. O systematycznej pracy wśród niewiast, jak zresztą w całej partii, nie można było marzyć. Konspiracyjna praca z musu rwała się. Pamiętam zebranie kobiece przy ul. Powązkowskiej, które nie mogło nawet rozpocząć się, szpicle bowiem i policja obstawili całą kamienicę. Szczęście mi jednak wówczas sprzyjało: wyszłam wolnym krokiem pod wzrokiem szpiclów, nie zwracając na siebie ich uwagi. Mieszkanie jednak uważano za zaszpiclowane i trzeba było szukać innego, co nie było rzeczą łatwą. Czytaj dalej

Jan Kwapiński: Działalność Związków Klasowych w roku 1938

35104

Po tym ogólnym wstępie należy wymienić szczegółowsze sprawy, a więc stały rozwój liczebny Związków Klasowych. Każde nowe wybory radców zakładowych, względnie delegatów fabrycznych, manifestują powyższą prawdę. Mimo że Ozon korzysta ze specjalnych przywilejów, jest małą nieznaczną grupą i będzie nią, gdyż powstanie tej organizacji było zbędne i szkodliwe dla ruchu robotniczego, a śmiem twierdzić i dla Państwa także, bo działacze ozonowi nie mają należytego przygotowania do kierowania ruchem zawodowym, a następnie klasa robotnicza instynktownie dąży do jedności i patrzy z nienawiścią na próby wyrywania poszczególnych robotników z wielkiej rodziny zrzeszonych członków w Klasowych Związkach Zawodowych. Czytaj dalej

Zygmunt Jabłoński: Jakim jest nasz socjalizm? [1908]

dia-do-trabalho-operarios-workers-tarsila-amaral

Czy nasz socjalizm – mówię o partiach – jest przystosowanym do otoczenia, czy jest on krew z krwi i kość z kości polskiego robotnika? Czy też jest on przeniesieniem na grunt polski razem z ideą, która, jak wiemy przywędrowała do nas prawie równocześnie z zachodu i wschodu, pojęć, zapatrywań, dążeń nam obcych, bo nie naszych, bo powstałych w innych, odmiennych warunkach, z których my często nie zdajemy sobie dobrze sprawy? Odpowiedź nie będzie trudną, bo wszystko co trzy, cztery, lata temu dla szerszego ogółu było terra incognita, jest dziś rzeczą powszechnie znaną: programy, dążenia, hasła. Wszystkie partie socjalistyczne Królestwa są ściśle z nim związane przez swój program. Proletariat polski w programach partii socjalistycznych odnajduje część własnego „ja”, część zawsze mu drogą i dlatego też za nimi kroczy. Mamy dowody. SDKPiL chcąca uchodzić za jedyną przedstawicielkę ortodoksyjnego marksizmu w Polsce i która zbyt często próbowała wzorować się na Socjal-Demokracji niemieckiej, za co ściągała na siebie nieraz podejrzenia o „socjalhakatyzm” – i ta wystawia hasło „szerokiej autonomii” dla Królestwa, bo życie i warunki, wśród jakich działa, wskazały jej na potrzeby. Nie mamy zamiaru krytykować ani tym bardziej bronić haseł SDKPiL. Bynajmniej. Chodziło nam tylko o pokazanie, że nasz socjalizm jest tylko naszym, bo wyrósł on u nas, bo jest on odzwierciedleniem idei, dążeń, marzeń naszej klasy robotniczej. Czytaj dalej

Rewolucja Demokratyczna. Uchwała I Krajowej Konferencji PPS [1988]

ds

W warunkach dominującego w Polsce sektora państwowego zarządzanego przez komunistyczną nomenklaturę, konieczne jest jego odpolitycznienie poprzez odsunięcie PZPR od polityki gospodarczej i kadrowej. Zakłady pracy powinny być zarządzane przez załogę i odpowiedzialną przed nią kadrę kierowniczą. Alternatywa ustrojowa, jaka powstaje w tym procesie, otwiera przed cywilizacją inny horyzont. Tworzy nowy kształt samorządności i demokracji. Pozwala emancypującemu się społeczeństwu na uzyskanie podmiotowości kulturowej i informacyjnej. Tworzy szansę na uwolnienie się spod kontroli kompleksu wojskowo-przemysłowego, na przywrócenie zakłóconej równowagi między człowiekiem a przyrodą. Obecny kryzys w ruchu socjalistycznym przezwyciężyć można poprzez zarysowanie perspektywy ustrojowej wspólnej dla społeczeństw żyjących w różnych systemach zależności i dominacji. Wymaga to wyobraźni i odwagi politycznej. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Bohaterom Samoobrony Robotniczej [1918]

2 (2)

W 1917 i 1918 roku akcja bojówki znów przejawia się z siłą i zwraca na siebie powszechną uwagę. Działa ona teraz pod firmą „Samoobrony robotniczej”. Usunięcie całego szeregu szpiegów i prowokatorów, których rząd niemiecki wypuścił dla śledzenia i wykrywania ośrodków rewolucyjnego socjalistycznego ruchu robotniczego, zabicie kierownika akcji szpiegowskiej Schultzego – oto jej znane wszystkim czyny. Walka ta, jak każda walka, pociągnęła za sobą nowe ofiary. Giną w takiej walce najlepsi, giną, bo nie mogli znieść dłużej najazdu i gwałtu. Dziś, gdy z ich ofiary powstaje Polska wolna, Polska ludu pracującego, gdy spełniają się te ideały, o których marzyli przed samą śmiercią jeszcze, niech pozna klasa robotnicza ich imiona. Niech okryje ich ciepłem, kochającym wspomnieniem, niech przyłączy do szeregu wcześniej poległych za sprawę robotniczą – do szeregu Okrzejów, Baronów, Mireckich. Czytaj dalej