Koszulki z Bohaterem!

Pojawiły się w sprzedaży koszulki upamiętniającego bohaterskiego socjalistę niepodległościowego – Stefana Okrzeję. Część dochodu z ich sprzedaży zostanie przeznaczona na koszty modernizacji naszego portalu. Zachęcamy do zakupu! Czytaj dalej

Unikalne teksty przypomniane

Ukazała się prawie 700-stronicowa książka z wyborem unikalnych tekstów Jana Wolskiego – działacza spółdzielczego, teoretyka kooperacji pracy, najdłużej żyjącego ucznia Edwarda Abramowskiego. Lewicowo.pl jest jednym z patronów medialnych tej książki. Czytaj dalej

Przypomnijmy Socjalistę-Bohatera!

Plakaty upamiętniające 65. rocznicę śmierci Kazimierza Pużaka zawisną 30 kwietnia w Lublinie, Krasnymstawie i kilku mniejszych miejscowościach województwa lubelskiego. W planach jest też mural upamiętniający postać tow. „Bazylego”. Wszystko to w ramach akcji, nad którą patronat medialny objął portal Lewicowo.pl. Czytaj dalej

Noc Kooperatystów

18 maja w Warszawie odbędzie się ciekawa impreza przypominająca tradycje ruchu spółdzielczego. W jej ramach planowane są zwiedzanie Muzeum Historii Spółdzielczości,  wystawy okolicznościowe, prelekcje, warsztaty i inne atrakcje. Czytaj dalej

Patronujemy „Niepokornym”!

Portal Lewicowo.pl został jednym z patronów medialnych konferencji naukowej „Niepokorni – rekonstrukcje, konteksty, inspiracje. Polska radykalna filozofia społeczna przełomu XIX i XX”. Odbędzie się ona w Łodzi 24-25 maja 2013 r., a do 10 maja można zgłaszać swoje propozycje referatów. Czytaj dalej

Ruch rośnie!

Zaledwie miesiąca potrzebowaliśmy na kolejny rekordowy wynik ilości odwiedzin portalu Lewicowo.pl. Nowy wynik jest o ponad 20% wyższy od poprzedniego, a wzrost w skali roku wyniósł ponad 80%! Czytaj dalej

Mieczysław Niedziałkowski, Herman Lieberman: O wolność i władzę dla ludu. Mowy posłów socjalistycznych tow. Niedziałkowskiego i Liebermana przeciw reakcyjnemu projektowi konstytucji bloku bezpartyjnego, czyli „Jedynki” [1929]

renato-2

Polska może być tylko demokracją. Między projektem Panów a naszym stanowiskiem leży przepaść nieprzebyta, nad którą nie ma żadnego mostu wiodącego do kompromisu. Weszliście na drogę prowadzącą Państwo z nieubłaganą konsekwencją do bonapartyzmu i samowładztwa Prezydenta. Straciliście wiarę w to, że lud wybrać może takich przedstawicieli, którzy wyrażać będą istotne jego dążenia zgodne z interesem Polski. Myśmy tej wiary nie tylko nie stracili, lecz utrwalili ją w sobie. Polska – zdaniem naszym – nie może istnieć, jeśli masy ludowe nie będą z nią związane, a nie widzimy innego sposobu tego związania jak ten, aby te masy wzięły na siebie pełną odpowiedzialność za losy kraju. Nie widzimy innej drogi poza demokracją parlamentarną. Nie bronimy naszych przywilejów poselskich, lecz tego przekonania, że Polska się nie utrzyma w obecnych swych granicach, jeśli zejdzie z drogi demokracji parlamentarnej. Czytaj dalej

Franciszek Gumorski: Mały proletariusz [1923]

event_244547732

Lecz Wilhelm nie mógł tak prędko zasnąć. Po jego głowie przelatywały myśli, jak spłoszone ptaki. Jakże gniewał się w czasie tych długich tygodni strajku, jeżeli przybyła znowu nowa gromada łamistrajków! A jak cieszył się za każdym razem, gdy ojciec opowiadał, że udało się łamistrajków namówić do powrotu! Ojciec Wilhelma był członkiem komitetu strajkowego, a jako silnego i mądrego człowieka wysyłała go chętnie jego organizacja na najtrudniejsze stanowiska. Lecz dotąd nie miał jeszcze nigdy zatargu z policjantami. Spokojnie i z humorem umiał im uchodzić z drogi. Ale gdzie było potrzeba, umiał także być energicznym. Wilhelm często słyszał, że murarze dużo na jego ojca rachowali i był dumnym z tego. Czytaj dalej

Bronisław Drzewiecki: Nierówności [1935]

gallery_42953

Piekarz, który co kilka lat kupuje sobie kamienicę, jest wyzyskiwaczem. Bo majątek jego powstał z pracy czeladników i z pieniędzy tych, co drogo za chleb płacili. Krótko mówiąc, bogacenie się to jest mniej lub więcej wyraźne wyzyskiwanie społeczeństwa, wśród którego dorobkiewicz „pracuje”. Przecież chłop małorolny i bezrolny czy robotnik pracują zwykle ciężej niż piekarz, a zostają biednymi przez całe życie, zwłaszcza jeśli Pan Bóg pobłogosławił mu i obdarzył go kupą dzieci… Obszarnik „pracą” swoją powiększa swoje włości i zostawi dzieciom nie jeden, ale dwa lub trzy dwory. Tymczasem robotnicy jego przez całe życie harują, żeby tylko nie umrzeć z głodu, mieszkają niekiedy gorzej niż bydło dworskie, żyją w zależności i poniżeniu. Nierówność majątkowa w takiej formie jak obecnie nie może się utrzymać. Każdy człowiek myślący, patrzący trzeźwo wokoło siebie, widzi na każdym kroku, że właśnie ta ogromna i krzywdząca nierówność majątkowa jest źródłem wszelkiego upodlenia i poniżenia człowieczego. Nierówność majątkowa jest fundamentem innych nierówności, które przecież zostały zniesione. Zostało zniesione niewolnictwo, a istnieje wszędzie tam, gdzie jest praca najemna. Zniesiono pańszczyznę, a dzisiaj życie chłopów jest tak ciężkie, jak było za czasów pańszczyzny. A warunki pracy robotników dworskich to przecież typowa pańszczyzna. Zniesiono nierówność obywateli wobec prawa, wiemy jak to w rzeczywistości wygląda. „Równość” widać w mieście, gdy samochodem rozbija się jakiś grubas ze złotą dewizką na brzuchu, albo dwudziestoletni młokos, a obok zgarbiony starzec ciągnie naładowany wózek. Zrozumieć muszą głodni, bezdomni, bezrobotni, że porządek społeczny ułożyli ludzie, a więc i ludzie mogą go zmienić. Gdy to zrozumienie przeniknie do świadomości szerokich mas ludzkich, wtedy zmiany ustroju gospodarczego będą łatwe i możliwe do przeprowadzenia. Czytaj dalej

Maria Turzyma: Kwestia kobieca [1903]

manifestacja-kobiet

Poznawszy, że trojakie więzy na ludzką ich wolność nałożyły dotychczasowe prawa, w trzech kierunkach rozwijają działalność swoją. Pierwszym jest wyzwolenie duszy, a więc: wywalczenie dla niej możności wszechstronnego rozwoju, zarówno ze względu na dobro osobiste jak i na pożytek ogółu, zespolenie wszystkich uświadomionych sił kobiecych dla podniesienia ogółu kobiet i wreszcie zrozumienie i ukochanie ideałów ogólnoludzkich i wcielenie ich w życie przez podniesienie moralne życia rodzinnego, towarzyskiego, obyczajowego i społecznego. Ponieważ wszelka niewola ściśle jest związana z zależnością ekonomiczną jednego człowieka od drugiego, dążą współczesne kobiety do zdobycia niezależności materialnej przez pracę zarobkową, czyniąc jednocześnie starania w kierunku takiego zorganizowania tej pracy, żeby nie czyniła ona szkody obowiązkom rodzinnym, oraz takiego przystosowania gospodarstwa domowego do potrzeb bieżącej epoki, żeby według środków, stworzyć możliwie najlepszy dobrobyt przy najkorzystniejszym zużytkowaniu sił i czasu. Aby zaś zdobyć sobie prawo rozporządzania swoim życiem i swoją osobą dla życia we dwoje w miłości i przyjaźni ludzkiej, pragną kobiety współczesne podnieść ogólny poziom moralny obyczajów i ugruntować rodzinę na prawdzie, szacunku wzajemnym i zaufaniu dwojga ludzi wolnych i równych sobie, związanych na wspólne życie w tym celu, aby dać młodemu pokoleniu ochronę tak długo, jak tego potrzebuje, a sobie wzajemnie jak najwięcej dobra. Kwestia kobieca jest zatem zupełnie uświadomionym dążeniem kobiety do zerwania potrójnych więzów, jakie krępują ludzką jej wolność. To walka o duszę, która chce rozwinąć bez żadnych ograniczeń wszystkie swoje władze, to walka o pracę dającą chleb i niezależność, a więc wyzwalającą z niewoli ciała i ducha, to walka o miłość ugruntowaną na swobodzie i uczciwości, za którą nie trzeba byłoby płacić niewolą lub hańbą. Rozwiązaniem kwestii kobiecej nie będzie, jak sądzą niektórzy, większa lub mniejsza ilość panien uczęszczających na uniwersytet, rozwiązaniem kwestii nie byłoby nawet, jak sądzą inni, gdyby wszystkie panny dostały mężów, bo jest ona już dzisiaj żywiołową siłą zbudzonej świadomości przez nieskończoność wieków zgnębionej przemocą duszy kobiecej, która przypomniała sobie, że jest duszą ludzką i nie ustanie w walce wcześniej, aż uzyska wszystkie prawa człowieka. Czytaj dalej

Stanisław Kubicki: Tamtym coś niecoś [1919]

78943123

Precz z niepłodnym poszukiwaniem piękności, która ducha upaja i delektacją w kąciku zacisznym (egoizm!) do oderwania się prowadzi od świata i do zdradzania spraw człowieczeństwa! Wiemy, że karać nas będziecie za to, że nie będziecie kupować obrazów naszych, że prześladować nas będziecie krzykiem oburzenia i przezwiskami. Obojętni wypełnimy jednakowoż powołanie nasze i czyn, do którego jako ludzie zobowiązani jesteśmy. Towarzysze, współwygnańcy, nie zrażajmy się, że utrudnia nam się miłość bliźniego, że uniemożliwia się wykonanie obowiązku! Miliony czekają na słowo wyzwolenia z ust naszych, do którego brak nam było dotychczas odwagi; od którego wstrzymywała nas wygoda i wyniosłość jakaś nie pozwalająca się „popularyzować”. Obywatele! Zamożni! Posiadający! Syci! Rozpacz jedynie was zmusza do czynów. Rozpacz jedynie was zdolna wytargnąć z zadowolenia i drzemiącego spokoju. Otóż dlaczego dni upadku cywilizacji i kultury zmysłowej zawsze będą dniami naszymi i dniami wschodu słońca. I wiecznie – dopóki istnieć będą ludzie waszego pokroju – wołać będziecie, że w mętnej łowimy wodzie, że uprawiamy łapichłopstwo, deprawujemy młodych, że interes mamy w niedoli ludzkiej. I nie ustaną głosy w dziennikach, na wiecach, z ambony, w szkole ostrzegające przed ciemnymi indywiduami, wołające o policję, sąd i dom karny dla zbrodniarzy i zakłócicieli spokoju publicznego. Każdego rewolucjonistę wdeptano dotychczas w błoto – i nie było zbrodni w kraju całym, której by mu nie było można przypisać. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Polityka szaleństwa [1923]

daszynski-jerzy-szwajcer

W biednej, wycieńczonej Polsce rozum stanu kazałby, żeby browning i karabin zamienić po wojnie co rychlej na młot i kielnię czy pług i bronę, a sprzeczność interesów i poglądów wyrównywać kartką wyborczą lub pracą ducha. Tymczasem doprowadzono do tego, że profesor-endek chwyta za browning a robotnik hamuje odruch gniewu i pogłębia swoją organizację społeczną przy pomocy wysiłku duchowego. Czy tych faktów nikt spośród bogatych warstw społecznych nie widzi? Czyżby rzeczywiście prawdą historyczną miał być z XVIII wieku pochodzący paradoks, że każda klasa rządząca musi sobie sama wykopać grób, w którym ma się dać pogrzebać? Czy spośród tylu polityków prawicowych żaden nie rozumie, że wojna domowa, może być w dzisiejszym układzie Europy śmiercią państwa polskiego? A jeżeli to choćby znikoma mniejszość spośród nich rozumie – dlaczego milczą? Dlaczego nie protestują przeciw polityce szaleństw, zostawiając protesty przerażonym organizacjom społecznym, które poza wyrazem zgrozy, niczego więcej powiedzieć nie umieją i nie mogą? Nie wystarcza oficjalna obłuda półgębkiem wyjąkanych protestów; tu trzeba jawnym, obywatelskim słowem rozbroić fanatyków mordu i gwałtu. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Przemówienie sejmowe w dniu 14 grudnia 1922 roku + wniosek parlamentarny PPS i PSL „Wyzwolenie” w sprawie zorganizowanych przez obóz prawicowy gwałtów i zaburzeń ulicznych w Warszawie w dniu zaprzysiężenia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

6549

Ale nie tylko bezbronność naszej Ojczyzny, ale klęska klęsk w naszych warunkach, wojna domowa, grozi straszliwą łuną zabłysnąć nad Polską. Bo, Panowie, każdy z was, który obala demokrację, który plwa na wolę większości tego ciała, który znieważa i hańbi wolno obranego Prezydenta Republiki Polskiej , ten daje hasło do wojny domowej, ten podpala gmach Rzeczypospolitej, bo nie myślcie Panowie, że lud miejski i wiejski, że robotnicy i chłopi ustąpią przed dyktaturą mniejszości. Panowie, dziś uspokajacie się tym, że po waszej stronie są urzędy i sądu, że skorumpowana administracja nie ściga was i że wam włos z głowy nie spadnie, kiedy znieważacie Prezydenta Republiki i hańbicie Zgromadzenie Narodowe. Tak jest, Panowie, możecie dziś uznawać się za zwycięzców, ale Panowie, kto sieje wiatr – zbiera burzę! Czytaj dalej

Walentyna Najdus: List do Władysława Kontryma [1981]

prisoner

Część współoskarżonych torturowano, ja przez tortury nie przeszłam. Było tylko wielogodzinne bicie, kopanie buciorami, wleczenie po podłodze, przerzucanie sobie nawzajem jak piłkę, próby osobistej „rewizji” itp. „zabawy”. Tak było w defensywie, a w białostockim więzieniu na przemian: ciemny karcer, post o chlebie i wodzie, twarde łoże, zamknięcie okienka w celi na kilka dni, aż do omdlenia, znów karcer itp. w kółko. Nie wszędzie w Polsce tak było. W Warszawie kobiet nie bito, w Wilnie kobiet nie torturowano, zdaje się nie bito również. W Białymstoku porządki były odmienne. Minęły lata i dziesięciolecia. Poznaliśmy systemy represyjne, wobec których zbladła przedwojenna polska defensywa i jej chałupnicze metody znęcania się nad ludźmi i deptanie ich godności własnej. Cóż znaczą ciemne karcery więzienne wobec komór gazowych czy obóz w Berezie Kartuskiej wobec obozów zagłady. Zdaję sobie z tego sprawę, toteż do tego okresu nie wracam, a swoje badania naukowe zamykam wiekiem dziewiętnastym lub rokiem 1918. Wobec fałszerstw naszej podręcznikowej „historii”, powstała zrozumiana skądinąd tendencja do gloryfikowania przeszłości. Nie wątpię, że Pan ją podziela, zresztą podzielają ją również moi synowie. Usprawiedliwiona to reakcja na okupacyjną poniewierkę i powojenne nie najłatwiejsze doświadczenia i rozczarowania. Ale ja, proszę Pana, nie mogę zapomnieć ani salwy oddanej w zwarty tłum 1 maja na Placu Teatralnym w Warszawie, ani brutalnej pacyfikacji wsi kresowych, ani „obróbki” w defensywie warszawskiej. Nie wyczytałam tego ze sfałszowanych podręczników i nigdy o tym nie pisałam, ale byłam właśnie na placu w kolumnie studenckiej, gdy strzelano (1928 r.) i w defensywie, gdy bito. Ma Pan prawo oczywiście zapytać czy nie strzelano również w Poznaniu, Gdańsku itd., czy również nie bito w Radomiu. Niestety tak, i tego również zapomnieć nie mogę. Czytaj dalej

„Metalowiec”: Zadania państwa wobec związków zawodowych [1919]

mitchell-siporin-siporin_workersfamily_1937-p19daoqa89uoutni16b71khgpim

Na tych jednak żądaniach zorganizowany proletariat długo poprzestać nie mógł. Musiał on żądać, by państwo nie tylko nie przeszkadzało robotnikom w pracy organizacyjnej, ale też by pracę tę popierało. Skoro państwo popiera związki przemysłowców, kupców, ziemian i dostarcza im środków do urzeczywistnienia ich celów, to tym bardziej jest ono obowiązane opiekować się organizacjami robotników, zwłaszcza ich związkami zawodowymi. Robotnicy bowiem utrzymujący podatkiem krwi i mienia państwo, a nie mający tej siły ekonomicznej, co kapitaliści, tym bardziej tej opieki potrzebują. Na czym opieka ta polegać winna? Możemy żądać od państwa i jest ono obowiązane ułatwiać wykonanie zadań związków i użyczyć im swej władzy wykonawczej. Uczynić to może, uznając związki jako reprezentację zawodu, mającą prawo imieniem tych robotników zawierać układy z pracodawcami, względnie ze związkami pracodawców i to w ten sposób, by te umowy zbiorowe miały moc obowiązującą. Dalej mają organa egzekucyjne rządu wykonywać umowy te i wprowadzać je w życie. Państwo powinno uznać swobodę strajkowania i zakazać pod surową karą wszelkich prześladowań robotników za strajk. Wreszcie może ono popierać związki w ściąganiu składek członkowskich, w uzyskaniu lokalu itd. Zrozumiały to państwa zachodnie, bo też państwa te w ogóle inaczej zapatrują się na stosunek klasy robotniczej do państwa niż obecne czynniki rządzące polską. Państwa te nie z miłości do robotników to czynią. Wszak są to państwa kapitalistyczne i dlatego w pierwszym rzędzie interes klasy kapitalistów mają na oku. Jeżeli mimo to uprawiają politykę społeczną, to widocznym jest, że uważają to za konieczne. Czytaj dalej

Stefania Sempołowska: List otwarty w sprawie więźniów politycznych [1926]

234

Trzydzieści jeden lat pracuję wśród więźniów politycznych. Długoletnia ta praca daje mi nie tylko prawo mówienia o tej sprawie, ale wkłada na mnie obowiązek mówienia o niej publicznie, mówienia do tych, którzy w tej sprawie są władni. Obowiązek to ciężki i smutny, bo mówiąc dziś o więźniu politycznym w Polsce, trzeba powiedzieć rzeczy przebolesne. Liczba więźniów politycznych na terytorium Rzeczypospolitej jest tak wielką (przeszło 6000) – jaką nie była od dni rewolucji 1905-1906 roku; a że w tej chwili w Rzeczypospolitej nie ma, nie było rewolucji, nawet wrzenia politycznego, które by mogło usprawiedliwić nadzwyczajne miary poczynania władz bezpieczeństwa – trzeba stwierdzić fakt, iż w demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej represje polityczne przerastają normalne represje stosowane przez despotyczne rządy zaborcze. Trzeba powiedzieć, że położenie więźnia politycznego w dzisiejszych więzieniach polskich jest gorsze, bardziej dokuczliwe, niż było w więzieniach carskich w Warszawie po 1905 roku. Słowa te brzmią strasznie, ale jeśli się gorąco, niekłamanie chce, aby było lepiej – trzeba mieć odwagę spojrzeć prawdzie w oczy, poznać ją, stwierdzić i zwalczyć. Trzeba skończyć z tym systemem, iż dla rzekomego ukrycia prawdy przed zagranicą, należy ją ukrywać przed własnym społeczeństwem. Szkodnikiem obywatelskim jest nie ten, kto podnosi głos, nawołujący do poprawy, lecz ten, kto świadomie, celowo ukrywając zło, utrwala je i pomaga jego rozpowszechnieniu. Jest źle, jest niewypowiedzianie źle i uważam za obowiązek obywatelski powiedzieć tę prawdę głośno. Czytaj dalej

Stanisław Rochowiak: Wychowanie sportowe w „Sile” [1938]

scan10037

Trzydzieści lat pracy „Siły” świadczy o ofiarnych i niestrudzonych wysiłkach założycieli. Wyszkolili oni i wychowali całe zastępy ludzi, którzy prowadzili pracę oświatową i sportową. Praca „Siły” do podziału Śląska Cieszyńskiego była jednolitą. Dopiero po podziale „Siła” na Śląsku Zaolziańskim poszła nieco odmiennymi drogami. Towarzysze w Czechosłowacji dysponowali większą kadrą wyszkolonych funkcjonariuszy w dziedzinie wychowania fizycznego. „Siła” w Czechosłowacji nastawioną została na masową gimnastykę i gry sportowe. Również i lekkoatletyka zajmuje tam niepoślednie miejsce. Czytaj dalej

Aleksander Erlich: Dlaczego zwyciężyliśmy? [1939]

bund

W strukturze społecznej ludności żydowskiej Polski uwydatniły się w ciągu ostatnich lat głębokie i daleko sięgające przemiany. Wprawdzie wiadoma polityka utrudnia nadal tworzenie się żydowskiego proletariatu wielkoprzemysłowego, hamuje dopływ żydowskich inteligentów do szeregu zawodów oraz zamyka przed nimi coraz to szczelniej drzwi instytucji państwowych i komunalnych. Lecz tendencja ku unowocześnieniu żydowskiego życia, która wystąpiła jeszcze w drugiej połowie ubiegłego stulecia, okazała się silniejsza ponad wszystkie przeszkody. Coraz liczniejsze rzesze odpływają z małych miasteczek ku wielkim miastom, coraz znaczniejszy ich odłam przenosi się z tradycyjnego handlu do rzemiosła i przemysłu: „Rośnie fala proletariatu żydowskiego” – stwierdza melancholijnie „Dziennik Narodowy”. Mizerni kramikarze przekształcają się w produkcyjnie czynnych pracowników. Wyrwani z kręgu „równych i wolnych” sprzedawców i nabywców towarów, stają oni twarzą w twarz z kapitalistycznym wyzyskiem fabrykanta, wielkiego majstra czy kupca. Wielkie miasto, z jego jaskrawymi przeciwieństwami społecznymi i bujną dynamiką wewnętrznego życia, zmienia ich psychikę znacznie szybciej i intensywniej, niż patriarchalno-tradycjonalistyczna atmosfera małomiasteczkowa. Cóż dziwnego, że ludzie ci upodobniają się stopniowo do robotników, z którymi zostali społecznie zrównani? I czyż nie jest naturalne, że takie rozszerzenie się bazy społecznej żydowskiego proletariatu musi potężnie wzmóc promieniowanie jego idei wśród warstw, które, jakkolwiek nie sproletaryzowane, nie mniej, a nieraz bardziej boleśnie niż on odczuwają na swej skórze dobrodziejstwa obecnego ustroju, których ich – pożal się Boże – własność prywatna nie osłania w najmniejszym stopniu przed tyranią wielkiego kapitału? Czytaj dalej

Leon Wasilewski: Polityka narodowościowa Sowietów [1929]

2164658-soviet_union

Konstytucja ZSRR z lipca 1923 r. głosi: „Związek jest dobrowolnym zespoleniem równouprawnionych narodów” i „każda z republik ma zagwarantowane prawo wolnego wystąpienia ze Związku”. Faktycznie Związkiem rządzi scentralizowana partia komunistyczna, toteż ta, bardzo liberalnie brzmiąca, zasada konstytucji Związku musi być interpretowana w świetle teorii i praktyki komunistów. Komuniści rosyjscy (bolszewicy) stali zasadniczo na obowiązującym międzynarodowy obóz socjalistyczny stanowisku tzw. samookreślenia, czyli prawa każdego narodu do rozporządzania swym losem, jak to ustalała decyzja kongresu socjalistycznego w Londynie w r. 1896. Jednakże z chwilą, kiedy rozkład caratu i bankructwo Rządu Tymczasowego wysunęły przed bolszewikami rosyjskimi perspektywy faktycznej realizacji ich programu, następuje zasadnicza modyfikacja wzmiankowanego hasła. Mówi się o „samookreśleniu” mas pracujących poszczególnych narodów. Ale i to faktycznie było niedogodne, gdyż określenie powyższe obejmowało również chłopów, idących w całej swej masie nie za bolszewikami, lecz za eserami. Następuje więc nowa zmiana: rozstrzyga o losie każdego narodu „samookreślenie” proletariatu. Lecz i tu nasuwały się trudności, bo proletariat przemysłowy szedł w znacznej swej części nie za bolszewikami, tylko za ich antagonistami – mieńszewikami i innymi grupami socjalno-demokratycznymi, jak Bund itp. organizacje narodowo-socjalistyczne. Skończyło się więc faktycznie na „samookreśleniu” komunistów każdej narodowości. Ich wolę uznano za wyraz woli danego narodu, przy czym trzeba zaznaczyć, że właściwą wolę narodu wyrażają nie komuniści w ogóle, lecz tylko ci, którzy należą do urzędowej komunistycznej partii bolszewików. Inne komunistyczne partie, jak np. komunistyczny odłam Bundu, Poalej-Syon lub Ukraińska Partia Komunistyczna zostały w drodze przymusowej zlikwidowane. Istnieje poza tym tendencja związania poszczególnych terytoriów interesami ekonomicznymi, ale zadanie to jest bardzo trudne, gdyż centrum, Wielkoruś, jest krajem najuboższym, eksploatującym inne. Ani Kaukaz, ani Turkiestan, ani Ukraina nie potrzebują Wielkorusi, natomiast ona ich potrzebuje. Czytaj dalej

Maria Dąbrowska: Wielka mądrość prawdziwego człowieczeństwa, czyli współdziałanie [1936]

dsdw223-3

Dotychczas mówili ci: bądź dobrem dzieckiem, kochaj rodziców, kochaj ojczyznę. Teraz pokazują ci drogę i sposób, jak do tego dojść. Musisz do każdego obcego iść jak do brata i wszędzie tak postępować, żeby innym dobrze z tobą było. Nawet najmniejszy bąk wie, kiedy innym jest z nim dobrze, a kiedy źle – więc niech tylko te słowa pamięta: choćby ten inny myślał nie tak jak ty – niech ma sobie inne przekonania. Ty na przykład uważasz, że piłka nożna jest najważniejsza, a on jej nie cierpi. Możesz go chcieć przeciągnąć na swoją stronę, ale się za to na niego nie złość. Choćby ten inny wyznawał inną religię, mówił inną mową – niech ci nie przyjdzie chęć dokuczyć mu. Przypomnij sobie, że to też twój brat; znajdzie się zawsze dosyć spraw, które was połączą. Możesz się postawić ostro i nie dać twojemu koledze albo koleżance skrzywdzić drugiego; możesz się bronić, jeśli ktoś chce tobie co złego zrobić, ale pamiętaj, że i ten, co błądzi i krzywdzi, to też twój brat, a może jeszcze oprócz tego współobywatel jednego kraju i ma mu być z tobą dobrze. A gdy tak wszyscy będziecie myśleli, przestaniecie błądzić i krzywdzić się wzajemnie. Bo ty i on, my i wy to jedno i to samo – jeden Bóg jest w naszym sercu i wszyscy mamy sobie pomagać, razem z sobą współdziałać. Rodzina to mała spółdzielnia, gdzie uczymy się żyć razem z rodzicami i z rodzeństwem. Szkoła to nieco większa spółdzielnia, gdzie uczymy się żyć razem z nauczycielami i kolegami, a kraj nasz, społeczeństwo, to wielka spółdzielnia, w której musimy już umieć żyć razem; żyć razem, pracować razem dla dobra świata ze wszystkimi współobywatelami. Czytaj dalej

Jerzy Karon (Kołakowski): O małe komórki organizacyjne. Problem wielostopniowego federalizmu [1935-1943]

flags

Dotychczasowa struktura spółdzielni jest odpowiednia tylko dla organizacji bardzo małych i nie zabezpiecza jednostki ludzkiej w dużych instytucjach przed „zagubieniem się w masie”. Toteż w wielkich spółdzielniach jednostka ludzka zatraca się w masie członkowskiej i nie znajduje ani warunków, ani bodźców do czynnej postawy w życiu organizacyjnym. W wielkich spółdzielniach działają prawa psychologii tłumu. Manifestowanie się indywidualne jest w nich łatwe tylko dla jednostek nieprzeciętnych, względnie dla osób o takich cechach, jakie bywają właściwe przywódcom ruchów masowych. Trzeba zaznaczyć, że cechy te niekoniecznie muszą przedstawiać obiektywny walor pozytywu społecznego. Natomiast przeciętny „szary człowiek” (używając modnej dziś terminologii) ginie w tym tłumie. Czuje się nic nie znaczącą cząstką bezosobowej masy. Nie widzi dla siebie możliwości skutecznego oddziaływania w takim wielkim zbiorowisku. Nie ma ani odwagi, ani umiejętności do wystąpień przed liczniejszym audytorium. I wszystko to usposabia go do bierności. Środków zaradczych przeciw takiemu stanowi rzeczy, który pozbawia spółdzielnie ich wewnętrznych sił żywotnych i walorów społecznych i czyni fikcję z ich formalnej demokracji, szukać trzeba w takim rozwiązaniu organizacyjnym, które zapewni przeciętnemu członkowi warunki do ugruntowania się w nim pełnej świadomości, że jego czynna postawa w życiu organizacyjnym spółdzielni może mieć istotny wpływ na to życie. Świadomość ta musi wynikać z takiego układu stosunków organizacyjnych między członkami, w których „szary człowiek” miałby warunki, zdolność, śmiałość oraz zachętę ze strony otoczenia do świadomych i kompetentnych wystąpień organizacyjnych. Czytaj dalej

Józef Kaźmierczak: 1918 rok w Częstochowie (w dwudziestolecie wyzwolenia Polski) [1939]

renato-guttuso-12-stw2

Nie zapomnę nigdy tych radosnych chwil, gdy z bronią na plecach wkraczaliśmy do Rakowa, jako żołnierze rewolucji, niosąc wolność i niepodległość ojczyzny. Gdy wkraczaliśmy do Rakowa, do tej twierdzy rewolucyjnej, w której każdy dom był większą czy mniejszą pamiątką historyczną, gdzie czerwony sztandar promieniował na całą okolicę z kominów fabrycznych na każdego pierwszego maja, gdzie w biały dzień odbywały się nielegalne zebrania, liczące nieraz do 300 osób (konferencje partyjne), gdzie Polska Partia Socjalistyczna miała zawsze silne oparcie i zasięg bojowników, z bronią w ręku piątkami wykonujących niejeden śmiały i bohaterski czyn terrorystyczny, to zdawało mi się, że nie idę, lecz płynę, że wszystko, co jest na ziemi, jest takie piękne i wszystko się razem ze mną cieszy, śmieje i wiwatuje na cześć wielkiej zdobyczy, jaką jest niepodległość narodu. Lecz wszystkie te uczucia nie były snem i przeistoczyły się w prawdziwą rzeczywistość, gdyż w chwili, gdy wkroczyliśmy na teren kolonii domów fabrycznych, zamieszkałych przez robotników (a była to godzina 4 rano), otwierały się okna i kobiety, wyrywając kwiaty z doniczek, obrzucały maszerujący zbrojny oddział rewolucyjny. A myśmy dziarsko i nie odczuwając zmęczenia na całe gardło śpiewali pieśni rewolucyjne i żołnierskie. Czytaj dalej

„Wyzwolenie Społeczne”: Wspaniała manifestacja jedności robotniczo-chłopskiej [1928]

wdd

Naród polski stał wówczas na rozstaju między bolszewickim Wschodem a reakcją Zachodu, opierającą się na niedołężnej reakcji polskiej, czekającej, aż Komitet Narodowy w Paryżu wkroczy do Polski z jakimś »Wysokim Komisarzem« koalicji na czele. Wschód groził nowym zaborem i ostateczną ruiną kraju i tak zniszczonego. Zachód gotów był uważać Polskę za kolonię, za jakiś »kraj mandatowy«… Instynkt samozachowawczy i rozum polityczny wskazywały Republikę Demokratyczną jako jedyną drogę Polski w przyszłości. Drogę tę wybrał Tymczasowy Rząd Ludowy w Lublinie. Jest ona drogą życia i rozwoju. Nie wolno w Polsce zbaczać z tej drogi ani ku krwawym szaleństwom dyktatury moskiewskiej, ani na bagna reakcji. Kilkudniowe trwanie Tymczasowego Rządu lubelskiego było płodne w następstwa polityczne państwowej miary. Nie znam przykładu podobnego w dziejach naszych. Wywieszenie sztandaru demokracji w Lublinie stało się hasłem politycznym dla całego narodu, że Rzeczpospolita Polska na współudziale ludu pracującego w rządach oprzeć się musi. Nie opuszczajmy tego zbawczego sztandaru. Czytaj dalej

Tomasz Arciszewski: Pierwsze dni Polski Niepodległej [1928]

zrzut-ekranu-2016-10-15-02-40-56

Centralny Komitet Robotniczy PPS delegował mnie w 1918 roku wraz z towarzyszami Ziemięckim i Malinowskim do tworzenia Rządu Ludowego w Lublinie. Było to w dniu 5 listopada. Jednocześnie został o tym powiadomiony tow. Ignacy Daszyński który miał niebawem przybyć do Lublina z Krakowa. Z Pogotowia Bojowego PPS przybyło ze mną do Lublina kilku towarzyszy. Zadaniem naszym było przygotowanie Pogotowia i Milicji Ludowej w okręgu lubelskim do rozbrojenia okupantów i zapewnienia normalnego działania tworzącemu się Rządowi. W przeddzień utworzenia Rządu Ludowego mieliśmy już batalion uzbrojonych towarzyszy, zarówno robotników jak i chłopów, z okolic Lublina, którzy przed przewrotem złożyli przysięgę, w mojej obecności, na wierność Rządowi Ludowemu i Republice Polskiej. W tym czasie przybył do Lublina batalion piechoty „Wehrmachtu”, z karabinami maszynowymi i artylerią. Przemaszerowali oni demonstracyjnie przez miasto. Oddział ten jednak nie stanął w obronie rozbrajanych przez nas wojsk okupantów i przez czas cały zachował się biernie. Po odebraniu przysięgi od lubelskiego batalionu – przystąpiliśmy natychmiast do rozbrojenia miejscowej załogi austriackiej. Załoga ta poddała się bez oporu, ponieważ oficerowie austriaccy przerażeni byli jawną mobilizacją naszych oddziałów. Wieczorem z 6 na 7 listopada został utworzony pierwszy rząd polski – Rząd Ludowy w Lublinie, w którym objąłem tekę ministra pracy. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Nowy pomysł rządu carskiego [1903]

anti-semitism

To, co się stało w Kiszyniowie, na długo zepsuło tam wszelką walkę z rządem. Nie można więc wątpić, że rząd zechce i u nas wywołać coś podobnego, ażeby osłabić wszystkich tych, którzy walczą z rządem. Już przed 1 maja, kiedy robotnicy-socjaliści gotowali się do uroczystego obchodzenia swego święta, rząd puszczał pogłoski o gotujących się rozruchach przeciwko Żydom. Tak było w Warszawie i w Wilnie, w Kownie i w Lublinie, w Łodzi i w Radomiu. Ale nie udało się rządowi carskiemu wywołać u nas tego, co zamierzał. Nasz robotnik rozumie już, że jego wrogiem, że głównym wrogiem całego narodu polskiego jest carat, rząd carski, że z nim musi walczyć przede wszystkim. Ale że się rządowi nie udało wykonać swego zamiaru na razie, z tego nie wynika, aby nie chciał on powtórzyć prób takich kiedy indziej. Miejmy się więc na baczności, tłumaczmy ciemnym i nierozumnym, dla kogo pożądane są rozruchy przeciwko Żydom, kto je wywołuje i w jakim celu. Gdyby rządowi udało się gdzie u nas wywołać rozruchy przeciwko Żydom, obowiązkiem każdego uczciwego człowieka, każdego nieprzyjaciela caratu, jest powstrzymać, chociażby przemocą i gwałtem, nierozumnych ludzi, nieświadomie pomagających naszemu najstraszniejszemu wrogowi – rządowi carskiemu – i bronić napastowanych Żydów, chociażby z narażeniem własnego życia. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Przemówienie premiera Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej na wiecu w Lublinie [10 listopada 1918]

scan10014

Na uwolnionej od najazdu wroga części ziemi polskiej utworzył się w Lublinie przed trzema dniami Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej. Utworzył się na podstawie nakazu stronnictw polskiego ludu pracującego, robotników, włościan i tej części inteligencji mieszczańskiej, która uznaje prawo ludu do władzy. Ani w Krakowie, ani w Lublinie ręce nasze nie splamiły się krwią polską. Lud władzę wziął mocą swej liczby i siły, mocą nieskończonych cierpień i ofiar, nałożonych mu przez wojnę światową. Rząd republikański powstać mógł tylko na wolnej ziemi. Nie śmiał powstać z woli Rady Regencyjnej w Warszawie, za pozwoleniem krzyżackiego najeźdźcy. Aby zaś złączyć faktycznie i istotnie całą ojczyznę, Rząd Tymczasowy zamierza przenieść się do Krakowa lub do oczyścić się mającej z najazdu obcego Warszawy. W ten sposób jedność ludu Polski urzeczywistni się w jednym, jedynym Rządzie Ludowym na całą Polskę. Nie ma dziś w Polsce innego rządu, a wszelkie próby reakcji stworzenia rządu zostaną przez lud zmiecione. Rzeczą polityki Tymczasowego Rządu Ludowego będzie dokonać rzeczywistego zjednoczenia tych dzielnic, które wkrótce będą już wolne, i czynnie wystąpić do walki o resztę ojcowizny. Tak zabór pruski, jak i polskie dziedziny na wschodzie muszą być wyzwolone i do wolnej Polski przyłączone. Rząd będzie walczył o dostęp do morza dla Polski i do własnego wybrzeża. Przeciw rządowi ludowemu podnosi się ze strony klas posiadających hasło koalicji wszystkich stronnictw. Stanowisko rządu w tej sprawie jest takie, że rząd nie odrzuca szczerej pracy i pomocy niczyjej, ale nie podda ludu pod niczyje rozkazy, jak tylko z woli ludu płynące. Polska musi być ludowa lub upadnie; kto chce Polski silnej, ten podda się ludowi polskiemu. Szlacheckie czy kapitalistyczne rządy w Polsce są niemożliwe, a próba ich utworzenia wywołać musi wojnę domową. Czytaj dalej