Justyna Budzińska-Tylicka

Robotnicom częstochowskim cześć!

[1935]

W ciągu niespełna roku robotnice częstochowskie zwracają na siebie uwagę drugi raz przez swe śmiałe, zdecydowane, solidarne wystąpienia: pierwszy raz w obronie swych praw do pracy i do zarobku; drugi raz w obranie swej godności kobiecej. Choć pierwsze wystąpienie było wielkiego znaczenia dla walki klasowej – ten „strajk polski” we wrześniu 1934 – a drugie wystąpienie, na pozór małego znaczenia, to proces z francuskim dyrektorem fabryki, jednak pragnę te dwa fakty tu zestawić i bliżej rozpatrzyć, bo są one jaskrawym, charakterystycznym, znamiennym dowodem dojrzałości obywatelskiej naszych robotnic częstochowskich.

Okupowanie belgijskiej przędzalni we wrześniu zeszłego roku, które trwało koło ośmiu tygodni, zbyt słabym echem odbiło się w naszej prasie, pomimo że ten „polski strajk” [„polskim strajkiem” zwano strajk okupacyjny w fabryce – przyp. redakcji Lewicowo.pl] był nie tylko zakrojony na wielką skalę, nie tylko że był to jeden z pierwszych tego rodzaju, ale głównie podkreślić tu trzeba, że go prowadziły przeważnie same robotnice – bo na 1500 pracujących w przędzalni było 1100 kobiet. Nawet w naszej socjalistycznej prasie zaznaczono, że „dzięki bojowej postawie robotnic – strajk przetrwał i zwyciężył”. Czyż nie napawa nas dumą to uświadomienie, ta zdecydowania postawa i siła wytrwania!? Prawie 2 miesiące; półtora tysiąca ludzi w zamknięciu wielkich murów fabrycznych pilnowało swych warsztatów pracy, przy których cudzoziemiec już tak długo wyzyskiwał siłę, zdrowie, nerwy, życie, młodość przemęczonych białych niewolnic; ale gdy ten wyzysk jeszcze miał być większy – kobiety się oburzyły i zapowiedziały walkę aż do zwycięstwa. Od razu z wybuchem „polskiego strajku” cały zespół robotnic i robotników zorganizował się: ułożono regulaminy zajęć, nauki, odpoczynku, rozrywek i snu. Tak, i nauka tam była; prawdziwa szkoła: nauka czytania i pisania dla analfabetek; przez te 8 tygodni wiele nauczyło się czytać i pisać, nawet starsze kobiety. Porządek był wzorowy: ani jednej kłótni, and jednego nieporozumienia – przeszło tysiąca niewiast, przez dwa miesiące! Co za zdumiewająca dojrzałość umysłów i charakterów; one rozumiały, że od ich solidarnej, rozumnej postawy – zależy wielkie zwycięstwo walki, którą wypowiedziały cudzoziemskiemu kapitaliście.

I częstochowskie robotnice zadały kłam – nie tylko wrogim nam ludziom, ale i opinii powszechnej, nawet naszych towarzyszy, że kobiety plotkują, że są niewytrwałe, trudne do organizowania. Ten wielki czyn włókniarek częstochowskich zasługuje na utrwalenie go w socjalistycznym ruchu robotniczym.

Mniejszej jest wagi, ze względu na program i zadania socjalistyczne, drugie publiczne wystąpienie robotnic częstochowskich, które może za mało zwróciło na siebie uwagi i słabo było przez prasę komentowane. Oto znów cudzoziemiec, tym razem dyrektor francuskiej fabryki, od dłuższego czasu atakował młode, ładne robotnice; wzywał je podstępnie do swego gabinetu i dokonywał czynów niemoralnych; groził opornym wyrzuceniem z fabryki. Ileż takich ofiar było, pewnie nie dowiemy się nigdy. Ale dowiedzieliśmy się, że były, że są – że robotnice miały odwagę publicznego wystąpienia – aż do złożenia skargi do prokuratora.

Obowiązujący w Polsce Kodeks Karny w art. 205 mówi: „Kto przez nadużycia stosunku zależności lub wyzyskanie krytycznego położenia doprowadzi inną osobę do poddania się czynowi nierządnemu lub do wykonywania takiego czynu, podlega karze więzienia do lat 5. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego”.

Pokrzywdzone robotnice niegodnym, nieprzyzwoitym zachowaniem się dyrektora francuskiej fabryki kapeluszy w Częstochowie, zaskarżyły rozpustnika i w sądzie okręgowym w Częstochowie został on skazany na kilka miesięcy więzienia. Ale od czegóż są adwokaci, od czegóż sumy pieniężne, którymi Francuz może grubo rozporządzać; dość, że ze zdumieniem dowiedzieliśmy się w dniu 16 czerwca, że sąd apelacyjny pana dyrektora uniewinnił, bo „zarzuty stawiane przez robotnice tejże fabryki o niemoralnych czynach dyrektora względem młodych kobiet, nie zostały należycie… udowodnione”.

Dopóki nasze pracowniczki nie będą zasiadać na ławach sędziów, by móc głęboko wnikać i odczuwać prześladowania i nacierania zmysłowe panów dyrektorów, majstrów i wszelkiej władzy mężczyzn na pracujące kobiety, to art. 205 naszego kodeksu będzie tylko martwą literą. Ale i od samych robotnic, urzędniczek, ekspedientek i biednych ofiar służby domowej, gdzie sam pan domu lub jego synalek „panicz” czyhają na sposobność usidlania służącej przy lada sposobności; od tych wszystkich ofiar rozpustników bardzo dużo zależy, by nie znosiły w milczeniu upokarzających godność kobiecą czynów swych pryncypałów – lecz śmiało i zdecydowanie wykorzystywały art. 205 kodeksu karnego, zwracając się do adwokatek, których mamy dużo w Polsce. Oprócz tego ważnym jest podnosić te sprawy w prasie.

Dlaczego do „Głosu Kobiet” nasze towarzyszki i sympatyczki nie zwracają się, nie piszą o tych wszystkich wypadkach zabytków niewolnictwa kobiet i traktowania przez mężczyzn młodej, przystojnej dziewczyny jako cel zabaw lub wyzyskiwania jej naiwności lub przewagi, którą ma mężczyzna jako dyrektor, kierownik czy majster. Trzeba o tym głośno mówić, trzeba o tym pisać! Za to, że częstochowskie robotnice śmiało upomniały się o swą krzywdę i podprowadziły „pana dyrektora” pod kratki sądowe – to należy się im uznanie i cześć! Róbcie tak wszystkie!

dr Justyna Budzińska-Tylicka
______________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w PPSowskim piśmie „Głos Kobiet”, lipiec – sierpień 1935. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *