Herman Diamand: Pańszczyzna polityczna [1930]

download-2

W chwili, gdy ustrój społeczny zmienia swoją formę, gdy kapitalizm indywidualny stracił swoje znaczenie i ustępuje miejsca zorganizowanemu kapitalizmowi, którego dalszym etapem musi być objęcie produkcji i wymiany przez zorganizowane społeczeństwo, ohydna mafia staje rozwojowi społecznemu, politycznemu i gospodarczemu na drodze, usiłując nadać społeczeństwu organizację polityczną, która jest groźną dla kultury narodu, dla jego dążności do dobrobytu, do podniesienia poziomu etycznego, do zrealizowania wszystkich tych dążeń, które lud pracujący łączył z powstaniem własnego, wolnego ustroju państwowego. Pańszczyzna polityczna nie da się pogodzić z ideałami przyświecającymi bojownikom o niepodległość. Czytaj dalej

Oskar Lange: Socjologia i idee społeczne Edwarda Abramowskiego [1928]

Abramowski

Polityka socjalistyczna jest na błędnej drodze, jeżeli sądzi, że współczesna, na wskroś intelektualistyczna propaganda socjalizmu, doprowadzi do pozytywnych rezultatów, albowiem bez rewolucji moralnej żaden nowy ustrój pojawić się nic może. Według Abramowskiego każde przejście od jednego ustroju społecznego do innego rozpada się na trzy etapy: pierwszy to przeobrażenie ekonomiczne, drugi to przeobrażenie się sumienia (rewolucja moralna), trzecie wreszcie, będące tylko dopełnieniem natury formalnej, to przeobrażenie prawodawczo-polityczne. Teoria jakobinizmu przeskakuje niejako etap środkowy, tj. przeobrażenie moralne. Etapu tego nie można jednak ominąć, gdyż żadna instytucja społeczna nie może istnieć bez swego równoważnika psychicznego w sumieniu ludzkim. Dla ilustracji tego Abramowski przedstawia następujący obraz: „Przypuśćmy na chwilę, że zjawia się jakaś opatrzność rewolucyjna, grupa spiskowców, wyznających ideały socjalizmu, której udaje się szczęśliwie zawładnąć mechanizmem państwowym i za pomocą policji, przebranej w nowe barwy, wprowadzić urządzenia komunistyczne. Przypuśćmy, że świadomość ludu nie bierze w tej sprawie żadnego udziału i że wszystko odbywa się siłą samego biurokratyzmu. Cóż się wtedy dzieje… Nowe instytucje usunęły fakt prawnej własności, lecz pozostała własność, jako potrzeba moralna ludzi; usunęły wyzysk oficjalny z dziedziny produkcji, lecz zachowały się wszystkie czynniki zewnętrzne, z których powstaje krzywda ludzka, a dla przejawienia się których pozostałoby zawsze dostatecznie szerokie pole, jeżeli nie w dziedzinie ekonomicznej, to we wszystkich innych sferach stosunków ludzkich. Dla stłumienia interesów własnościowych organizacja komunistyczna musiałaby używać szerokiej władzy państwowej; policja musiałaby zastępować miejsce tych naturalnych potrzeb, dzięki którym żyją i rozwijają się swobodnie instytucje społeczne; przy tym obrona nowych instytucji mogłaby tylko należeć do państwa ugruntowanego na zasadach absolutyzmu biurokratycznego, gdyż wszelka demokratyzacja władzy w społeczeństwie wepchniętym przemocą w nowy ustrój groziłaby natychmiastowym rozpadnięciem się tego ustroju i wznowieniem tych wszystkich praw społecznych, które by żyły w duszach ludzkich nietkniętych przez rewolucję. Tym sposobem komunizm byłby nie tylko czymś ogromnie powierzchownym i słabym, lecz co więcej, przeistoczyłby się w państwowość gnębiącą swobodę jednostki, a zamiast dawnych klas wytworzyłby dwie nowe: obywateli i urzędników, których antagonizm wzajemny przejawić by się musiał we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Jeżeliby więc komunizm w tej sztucznej postaci, bez przeobrażenia się moralnego ludzi, mógł się nawet utrzymać, to w każdym razie zaprzeczałby samemu sobie i byłby takim potworem społecznym, o jakim nie marzyła nigdy żadna klasa uciskana, a tym bardziej proletariat, broniący praw człowieka i przez samą historię przeznaczony do jego wyzwolenia”. Do takich rezultatów musiałaby doprowadzić rewolucja socjalistyczna, która byłaby wyłącznie rewolucją prawodawczo-polityczną, a nie byłaby poprzedzona przez rewolucję moralną. Czytaj dalej

„Naprzód”: Na Pierwszy Maj 1892 r.

sfcx

W końcu, co jest najważniejszym, przez skrócenie czasu pracy robotnik uzyska czas do organizowania się, do walki tak o płacę, jak i o polityczne prawa. Dzisiejszych swoich klasowych interesów i interesów przyszłości nie będzie on w stanie bronić tak długo, jak długo śmiertelnie znużony pada na swoje posłanie, wróciwszy wprost z warsztatu. Dopiero więcej ludzki byt, więcej swobodnego czasu umożliwi mu zdobyć wiedzę, naukę i zorganizować się. Nadmierna praca skazuje klasę robotniczą na zwyrodnienie fizyczne i umysłowe nie tylko na dzisiaj, ale pozbawia go także zdolności, aby mógł się podnieść z niedoli w przyszłości. A ponieważ chcemy, aby robotnicza klasa wyzwoliła się z więzów ekonomicznej zależności, z ciemnoty umysłowej, ze stanu pozbawionego praw politycznych – dlatego, w imię wyzwolenia proletariatu, żądamy ośmiogodzinnego dnia roboczego. I dojdziemy do celu! Międzynarodowa socjalna demokracja, w imieniu międzynarodowego proletariatu, postawiła na porządku dziennym całego cywilizowanego świata sprawę ośmiogodzinnego dnia pracy i nie spocznie ona, dopóki go nie wywalczy. Miliony proletariatu na obu półkulach ziemi podnoszą Pierwszego Maja swe dłonie w górę i przysięgają uroczyście: nieustraszenie i bez spoczynku walczyć, dopóki najważniejszy cel postępu nie będzie uzyskany, dopóki ośmiogodzinny dzień pracy nie stanie się prawem! Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Odpowiedź mordercom [1948]

indeks

W ciągu ostatnich tygodni potworne wiadomości doszły nas z Polski: o męczeńskiej śmierci Antoniego Zdanowskiego i Janiny Pajdak. To ostatnie nazwisko mało jest znane. Żona starego działacza PPS, który, aresztowany wraz z piętnastoma przywódcami Polski Podziemnej, cierpi męki więzienia sowieckiego, weszła do szeregów walczących dopiero podczas konspiracji i uwięziona została w czasie aresztowania starej gwardii PPS. Za to Antoniego Zdanowskiego znała cała klasa robotnicza w Polsce przed wojną i po wojnie jako niezmordowanego pracownika dla sprawy robotniczej. Dziś stoimy wobec wstrząsającej tragedii śmierci tych dwojga ludzi z rąk oprawców Bezpieki. Bezpieka warszawska mówi o samobójstwie Zdanowskiego. Bezpieka krakowska tak samo opowiada, że Pajdakowa wyskoczyła z okna w czasie badania. Wobec tych twierdzeń pozostaje tylko: albo tortury zastosowane przez katów Radkiewicza były tak straszne, że ofiary ich nie przeżyły, albo też udręka badań w kazamatach urzędów bezpieczeństwa jest tak potworna, że doprowadza ludzi do samobójstwa. A nie byli to ludzie słabi. Przeszli całe piekło okupacji niemieckiej, nie opuszczając na chwilę szeregów walczących, nie dając się złamać ani grozie codziennych rozstrzeliwań, ani też nastrojom beznadziejności, jakie ogarniały nieraz nasz kraj w czasie triumfów Hitlera. Byli to ludzie silni i wierzący w ostateczne zwycięstwo. Czytaj dalej

Konrad Świerczyński: Walka o duszę dziecka [1946]

swier

Był rok 1922. Upłynęło 5 lat od wybuchu rewolucji rosyjskiej i obalenia caratu. Byłem sterany czteroletnim więzieniem, w tym walką na frontach Rewolucji Październikowej w okresie od 1917 do 1919 r., po powrocie do kraju ciężko walczyłem o egzystencję, pracując jako szewc-chałupnik, wyzyskiwany przez rodzimych wyzyskiwaczy, gnębiony i prześladowany przez rodzimy rząd w nędznym bycie proletariusza. Choć jeszcze młody, bo zaledwie 34-letni, czułem się już starcem na schyłku życia. I oto w tym roku 1922 i w tych warunkach bytu, życie rzuciło mi na barki wielki obowiązek. 22 sierpnia narodził mi się syn. Obowiązek wychowania go na pożytecznego członka społeczeństwa i kontynuatora mej walki, był bardzo ciężkim zadaniem. Jakże go kształcić? Jak rozwijać jego myśli, jego światopogląd? W szkole, której atmosfera przeładowana była nacjonalizmem, religią i nienawiścią rasową. Postanowiłem walczyć o duszę dziecka. Nie dopuścić do tego, by faszyzm wychował go na swojego janczara. W przekonaniu, że niewiele zostało mi czasu, bardzo wcześnie zająłem się jego nauką. I tak już w siódmym roku życia, oprócz znajomości czytania i pisania syn mój był już nieźle zaawansowany w językach rosyjskim i niemieckim. Nadszedł okres obowiązkowego nauczania. Co robić? Nie mogłem go rzucić na żer ówczesnej pedagogiki, postanowiłem ocalić go od niej. W ustawie o obowiązkowym nauczaniu wyczytałem, że dziecko może być zwolnione od uczęszczania do szkoły, o ile rodzice udowodnią, że kształcą je poza szkołą. Był to punkt ustawy przystosowany specjalnie dla tych, którzy pogardzali szkołą powszechną, nie ze względów jej nauczania, lecz jej klasowego charakteru „szkoły pariasów”. I choć nauka tej szkoły nie była im wstrętną, patrycjusze burżuazyjni unikali stykania swych dzieci z dziećmi plebejuszy proletariatu. Zgłosiłem wniosek o zwolnienie mego dziecka od obowiązku uczęszczania do szkoły powszechnej, ale zażądano ode mnie świadectwa urodzenia dziecka, względnie wyciągu z ksiąg ludności. Zagnało mnie to w ślepy zaułek. Czytaj dalej

Herman Lieberman: Paradoksy życia polskiego [1939]

The_Popular_Front_of_Madrid_is_the_Popular_Front_of_the_World_bio

Zapytać muszę: co za zbrodnie popełnili ci liczni robotnicy i inteligenci, którzy już to z emigracji, już to wprost z kraju, pospieszyli na pomoc narodowi hiszpańskiemu, zdradzonemu przez wiarołomnych i ambitnych generałów? Utarło się w prasie polskiej pogardliwe miano „czerwonych” na określenie ludu hiszpańskiego i cudzoziemców przybyłych mu na pomoc z obcych krajów w walce o wolność i niepodległość. Ale kto zetknął się z polskimi milicjantami, wie, że jest wśród nich liczny zastęp ludzi, którzy się wcale nie uważają za „czerwonych”. Są między nimi komuniści i socjaliści, ale są także ludowcy, członkowie stronnictw katolickich, ludzie bezpartyjni itd. Wszystkich zawiodło nad brzegi rzek hiszpańskich wielkie umiłowanie ideałów, które wchłonęli w kraju i na obczyźnie, wczytując się w historię walk wolnościowych własnego Narodu. Po co więc to okrutne ustawodawstwo, które jak topór spada na karki prawdziwych, szlachetnych i miłości godnych synów Polski? W szeregach republikańskich walczyli ochotnicy 53 narodów. Żaden inny naród, jeżeli oczywiście pominiemy państwa totalitarne, nie karze tak okrutnie swoich obywateli za udział w walkach armii republikańskiej. Wiem, że głos mój jest za słaby, ale do wszystkich Polaków, którzy wraz ze mną żyją na obcych ziemiach i do tych, co są w kraju, na jakimkolwiek znajdują się stanowisku, jakąkolwiek mają władzę i jakiekolwiek są ich przekonania polityczne, wołam z głębi mojej strapionej duszy: nie dajcie zmarnieć prawdziwym bohaterom, synom Polski nieodrodnym, na obcej ziemi, gdzie dzisiaj żyć jest tak trudno. Nie dajcie się im tułać bez pomocy, otwórzcie dla nich granice Rzeczypospolitej, usuńcie bariery z nieludzkich i nie z ducha polskiego się wywodzących praw. Dajcie im trochę swojego uczucia, przygarnijcie ich jak braci. Oni się krwawo namozolili i zasłużyli na chwilę ludzkiego wytchnienia wśród swoich i na ojczystej ziemi. Czytaj dalej

Halina Krahelska: Tu Polska milczeć nie może… [1938]

Political Prisoner Thumbnail

Z prawa azylu korzystała, przez długie dziesiątki lat, najistotniejsza elita narodu polskiego. To znaczy oczywiście ci, którzy z niewolą narodu pogodzić się nie mogli, nie umieli, nie chcieli, którzy czynny udział brali w powstaniach, we wszelkiej formie irredenty przeciw zaborcom, w ostatnich również walkach o państwową niepodległość Polski. Korzystali z prawa azylu w państwach demokratycznych i niedemokratycznych, a liczni wśród nich umieli jeszcze nadto w okresie tego swego wygnania prowadzić walkę, tradycyjną, najpiękniejszą polską walkę „o wolność naszą i waszą”, jeszcze raz – na wygnaniu – angażować całość własnej głowy. Trudno wśród najwybitniejszych i wybitnych uczestników ostatniej walki o państwową niepodległość odnaleźć człowieka, który by w różnych okresach swego życia i walki ideowej z prawa azylu, jako emigrant, uchodźca polityczny, nie korzystał. Chyba że chwycono go przed ucieczką zagranicę i na trwale przymknięto na rosyjskiej katordze, z której wyjść mu dała już tylko rewolucja rosyjska. W każdym razie Józef Piłsudski korzystał z tego prawa, korzystał Ignacy Mościcki, prócz nich cały zastęp najwybitniejszych działaczy niepodległościowych. Nie dbam o to, czy kobiece czy naiwne jest to odwołanie! O to mi tylko idzie, że jest ludzkie i powinno połączyć w proteście, przeciw metodom jak opisane, wszystkich ludzi o żywym ludzkim sumieniu, niezależnie nawet od różnic w ich poglądach politycznych, w stanowiskach, w postawie społecznej. Podobnie jak bestialstwo takiego wydania, jak groza tego rodzaju zdrady najszczytniejszych tradycji ludzkości, łączy w tych tragicznych wagonach, za drutami obozów, za kratami więzień, prześladowanych Żydów i walczących z hitleryzmem katolików, chrześcijańskich demokratów i marksistów-socjalistów. A my, Polacy, mamy więcej od innych powodów, żeby tu nie milczeć. Czytaj dalej

Adam Próchnik: Fałszywa ocena [1929]

Glos Kobiet (19)

Niewątpliwie ustrój demokratyczno-parlamentarny ma swoje niedomagania. Diagnoza jednak owych „lekarzy” politycznych jest fałszywa. Niedomagania te nie mają nic wspólnego z bankructwem. Wprost przeciwnie. Są to nieuniknione choroby dziecięce demokracji. Z chorób tych wyjdzie organizm jej wzmocniony do walki o nowe życie. Źródła najpoważniejszej z tych chorób „znachorzy” nie dostrzegają. Wynika ona z nieubłaganej sprzeczności, jaka powstać musi między równością polityczną, którą się tu i ówdzie wprowadza, a nierównością społeczną, którą się wszędzie pielęgnuje. Demokracja polityczna musi chorzeć w zetknięciu z krzywdą społeczną. Jasne jest dla każdego, że nie zniesienie demokracji politycznej, ale zniesienie krzywdy społecznej, jest jedynym skutecznym lekarstwem w tej chorobie. Tymczasem jednak na tym tle ludzkość przeżywa zaostrzony kryzys walk społecznych. Tu leży przyczyna trudności w rozwiązywaniu zagadnień współczesnego życia, tu tkwi głębszy powód trudności przy osiąganiu kompromisu, czego zewnętrznym wyrazem bywa brak większości parlamentarnej lub rozbicie parlamentu na liczne partie. Niewątpliwie demokracja, jako rzeczywisty obraz społeczeństwa, obnaża te rany. Każdy inny ustrój, dyktatura czy półdyktatura, rany te zakrywa. Ale ich nie leczy. Przeciwnie, zaognia je, sprowadza możliwie najostrzejszy przebieg choroby. Aby leczyć, trzeba właśnie rany obnażyć. Tu leży wyższość demokracji. Czytaj dalej

Tomasz Arciszewski: Konstytucja, reforma rolna, gospodarka planowa – przemówienie po zaprzysiężeniu rządu [29 listopada 1944]

PIC_18-5-3

Zbliżający się koniec wojny stawia Rządowi, jako pilne zadanie, prace nad zagadnieniem ustroju wewnętrznego. Wszystkie te prace będą zmierzały do odbudowy w Polsce demokracji politycznej i społecznej w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. W najbliższym czasie będzie przedstawiony przez rząd Panu Prezydentowi dekret o ordynacji wyborczej do ciał ustawodawczych. zapewniający powszechne, równe, tajne i bezpośrednie prawo głosowania, z zachowaniem zasady proporcjonalności. Zadaniem pierwszego Sejmu, zwołanego na tej podstawie w Polsce uwolnionej od okupacji, będzie danie Krajowi nowej demokratycznej konstytucji. Za równie pilne uważamy wydanie ustaw poręczających podstawowe prawa i swobody obywatelskie dla wszystkich obywateli bez różnicy pochodzenia, narodowości i wyznania. W najbliższym czasie zostaną ukończone prace prawodawcze nad ostatecznym wykonaniem reformy rolnej, rozpoczęte już przed kilku miesiącami i uzgodnione z Radą Jedności Narodowej w Kraju. Zamierzeniem rządu jest również stworzenie w łączności z Krajem podstaw ustawowych dla gospodarki planowej w głównych gałęziach przemysłu i rolnictwa. Czytaj dalej

„Wieś i Miasto” PPS WRN: Demokratyczna polska w wolnej Europie [1943]

Stalin_Hitler

Nowa Europa zarysowuje się zatem jeszcze nie dość wyraźnie, zwłaszcza jeżeli chodzi o granice. Pewną jest rzeczą za to, że nie będzie miejsca w tej nowej Europie dla ustrojów dyktatorskich. Wbrew woli ludności żadne kliki nie będę mogły rządzić. W ramach demokracji zaś decydujące znaczenie muszą mieć masy pracujące, które jedyne są zdolne rozwiązać zawiłe problemy odbudowy. Ileż znaczenia ma fakt, że na przykład całą sprawę przesiedleń, repatriacji itd. rząd angielski powierzył do opracowania międzynarodowemu związkowi robotników transportowych. Demokracja nowej Europy musi być społeczną demokracją. Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Nasze hasło [1895]

Scan10056

Doświadczenie historyczne uczy nas, że konstytucje demokratyczne, odpowiadające interesom klasy robotniczej, możliwymi są tylko tam, gdzie proletariat, dzięki potędze liczebnej i świadomości, poważną stanowi siłę i, korzystając z niej, na urządzenia politycznych piętno demokratyzmu wycisnąć potrafi. Tam zaś, gdzie proletariat do takiej powagi nie dorósł, klasy posiadające w ręce swe zagarniają władzę, i konstytucje, bladym, liberalnym atramentem pisane, masom pracującym niekiedy cień tylko swobody zostawiają. I w Rosji konstytucja odpowiadać musi układowi sił społecznych tego kraju. Najliczniejszą tam jest klasa włościańska. Ogromna ta szara masa, stale ogłupiana, a do pokory przez szkołę tatarsko-carską dobrze ułożona, nie rozumie wcale korzyści, jakie dla niej ze swobody politycznej płyną, i na sprawy polityczne jest najzupełniej obojętną. Proletariat miejski, od którego głównie większa lub mniejsza demokratyczność konstytucji zależy, rozsypany w bezbrzeżnym oceanie chłopstwa, ściśle jeszcze w większości wypadków duchowo z nim związany, dotychczas poważnej nie może przedstawiać siły. Jedynie wśród klas posiadających istnieją tam silniejsze i bardziej określone dążenia polityczne. Nie występują one jednak do otwartej z caratem walki, lecz czekają chwili, gdy przez niedołężną i rabunkową gospodarkę zbankrutowany carat sam w ich ręce odda likwidację swych interesów. Wobec takiego układu sił społecznych zawczasu określić możemy, czym będzie Rosja po usunięciu samowładnego rządu. Wyżej łba uszy nie rosną – mówi przysłowie rosyjskie i stosownie do tego demokratyczność przyszłej konstytucji nie przerośnie samego społeczeństwa. Miarodajną wtedy klasą będą posiadacze, ideałem których jest co najwyżej konstytucja liberalna. Z kolei więc rzeczy przejść musimy do rozpatrzenia skutków, jakie za sobą
dla proletariatu polskiego pociągnie ta zmiana. Czytaj dalej

Kazimierz Kelles-Krauz: Sądownictwo a socjalizm [1903]

weighing-money

I Polska Partia Socjalistyczna, gdy przyjdzie chwila walki z caratem, gdy w każdej okolicy, skąd wypędzone zostaną wojska i urzędy carskie, wprowadzać będzie objęte jej programem reformy – powoła również lud cały do obioru sędziów. W idealnym społeczeństwie socjalistycznym wreszcie zupełnie nie możemy sobie przedstawić innej organizacji sądów – tak samo zresztą i wszystkich w ogóle władz i urzędów – jak na podstawie wyborów. Wtedy też upadną wszelkie możliwe jeszcze zarzuty przeciwko obieralności sędziów: bo wtedy nie będzie klas i walki klasowej, wtedy wszyscy obywatele będą usposobieni jedni dla drugich jednakowo bezstronnie i posiadać będą wysoki poziom wykształcenia. Społeczeństwo przyszłości nie powróci zapewne do systemu rządzenia przez wszystkich zgromadzonych obywateli, jak to było w demokratycznych społeczeństwach pierwotnych, bo społeczeństwa przyszłe będą na to zbyt ludne; ale faktycznie przez usta sędziów wybieranych, sądzić będzie wówczas znowu cały ogół – oświecona, dojrzała, sprawiedliwa opinia publiczna. Czytaj dalej

Kazimierz Czapiński: Nowy zamach endecki na prawa robotnicze [1921]

306309

Teraz przechodzimy do orzeczeń karnych tej miłosiernej księżo-endeckiej ustawy. Art. 36 powiada, że „kto wbrew przepisom ustawy usiłuje wywołać strajk (a więc i w zakładach nie należących do użyteczności publicznej) ulegnie grzywnie do 200 mk, a jeżeli chodzi o zakład użyteczności publicznej – ulegnie karze więzienia na 3 tygodnie, którą można połączyć z grzywną do 5000 mk. Zaś w zakładach użyteczności publicznej – karze więzienia do 3 miesięcy łącznie z ewentualną grzywną do 15000 marek. Ale i to jeszcze drobnostka: Jeśli kto zastosuje „pogróżkę” przy namawianiu do strajku to, o ile nie podpada pod surowsze przepisy ustaw karnych, ulegnie karze więzienia do jednego roku i grzywnie do 25000 marek, przy czym w razie rzeczywistego przeszkodzenia w pracy – kary powyższe mogą być podwojone, a w razie narażenia armii w polu w czasie wojny (pojęcie bardzo rozciągłe) potrojone. Ale klerykalnej sprawiedliwości i tego mało. W razie istnienia zamiaru wywołania zaburzeń i niepokoju, jak również namawiania do strajku powszechnego, organizowania go, przygotowywania i propagowania słowem i pismem, o ile nie podpada pod surowsze przepisy ustaw karnych – winny będzie karany karą ciężkiego więzienia do lat pięciu, którą można połączyć z grzywną do 100000 mk. Art. 41 jeszcze przewiduje przedłużenie kary więzienia w razie nieściągalności grzywny, zaś art. 44 upoważnia Radę Ministrów do „zarekwirowania lokalów, urządzeń i personelu kierującego i pracowników zakładów użyteczności bądź też do przymusowego zastosowania wszelkich środków koniecznych do spełniania usług publicznych, przez te zakłady zabezpieczonych”. Na jaką właściwie drogę chcą pchnąć robotnika obłudnicy księżo-endeccy, skoro mu odbierają drogę legalnej walki o polepszenie bytu? Na próżno „motywa” opowiadają, że chodzi o falę strajków politycznych, zaś strajki obecne „nie mają bynajmniej na celu poprawienia bytu rzesz robotniczych, ale jedynie pokłócenie wewnętrzne narodu”. Dziś każdy wie, że główną przyczyną strajków jest obniżenie wartości marki i drożyzna powszechna. Zamykać na to oczy jest obłudnym maskowaniem interesu klasowego. Czytaj dalej

Mieczysław Niedziałkowski, Herman Lieberman: O wolność i władzę dla ludu. Mowy posłów socjalistycznych tow. Niedziałkowskiego i Liebermana przeciw reakcyjnemu projektowi konstytucji bloku bezpartyjnego, czyli „Jedynki” [1929]

renato-2

Polska może być tylko demokracją. Między projektem Panów a naszym stanowiskiem leży przepaść nieprzebyta, nad którą nie ma żadnego mostu wiodącego do kompromisu. Weszliście na drogę prowadzącą Państwo z nieubłaganą konsekwencją do bonapartyzmu i samowładztwa Prezydenta. Straciliście wiarę w to, że lud wybrać może takich przedstawicieli, którzy wyrażać będą istotne jego dążenia zgodne z interesem Polski. Myśmy tej wiary nie tylko nie stracili, lecz utrwalili ją w sobie. Polska – zdaniem naszym – nie może istnieć, jeśli masy ludowe nie będą z nią związane, a nie widzimy innego sposobu tego związania jak ten, aby te masy wzięły na siebie pełną odpowiedzialność za losy kraju. Nie widzimy innej drogi poza demokracją parlamentarną. Nie bronimy naszych przywilejów poselskich, lecz tego przekonania, że Polska się nie utrzyma w obecnych swych granicach, jeśli zejdzie z drogi demokracji parlamentarnej. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Polityka szaleństwa [1923]

daszynski-jerzy-szwajcer

W biednej, wycieńczonej Polsce rozum stanu kazałby, żeby browning i karabin zamienić po wojnie co rychlej na młot i kielnię czy pług i bronę, a sprzeczność interesów i poglądów wyrównywać kartką wyborczą lub pracą ducha. Tymczasem doprowadzono do tego, że profesor-endek chwyta za browning a robotnik hamuje odruch gniewu i pogłębia swoją organizację społeczną przy pomocy wysiłku duchowego. Czy tych faktów nikt spośród bogatych warstw społecznych nie widzi? Czyżby rzeczywiście prawdą historyczną miał być z XVIII wieku pochodzący paradoks, że każda klasa rządząca musi sobie sama wykopać grób, w którym ma się dać pogrzebać? Czy spośród tylu polityków prawicowych żaden nie rozumie, że wojna domowa, może być w dzisiejszym układzie Europy śmiercią państwa polskiego? A jeżeli to choćby znikoma mniejszość spośród nich rozumie – dlaczego milczą? Dlaczego nie protestują przeciw polityce szaleństw, zostawiając protesty przerażonym organizacjom społecznym, które poza wyrazem zgrozy, niczego więcej powiedzieć nie umieją i nie mogą? Nie wystarcza oficjalna obłuda półgębkiem wyjąkanych protestów; tu trzeba jawnym, obywatelskim słowem rozbroić fanatyków mordu i gwałtu. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Przemówienie sejmowe w dniu 14 grudnia 1922 roku + wniosek parlamentarny PPS i PSL „Wyzwolenie” w sprawie zorganizowanych przez obóz prawicowy gwałtów i zaburzeń ulicznych w Warszawie w dniu zaprzysiężenia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej

6549

Ale nie tylko bezbronność naszej Ojczyzny, ale klęska klęsk w naszych warunkach, wojna domowa, grozi straszliwą łuną zabłysnąć nad Polską. Bo, Panowie, każdy z was, który obala demokrację, który plwa na wolę większości tego ciała, który znieważa i hańbi wolno obranego Prezydenta Republiki Polskiej , ten daje hasło do wojny domowej, ten podpala gmach Rzeczypospolitej, bo nie myślcie Panowie, że lud miejski i wiejski, że robotnicy i chłopi ustąpią przed dyktaturą mniejszości. Panowie, dziś uspokajacie się tym, że po waszej stronie są urzędy i sądu, że skorumpowana administracja nie ściga was i że wam włos z głowy nie spadnie, kiedy znieważacie Prezydenta Republiki i hańbicie Zgromadzenie Narodowe. Tak jest, Panowie, możecie dziś uznawać się za zwycięzców, ale Panowie, kto sieje wiatr – zbiera burzę! Czytaj dalej

Walentyna Najdus: List do Władysława Kontryma [1981]

prisoner

Część współoskarżonych torturowano, ja przez tortury nie przeszłam. Było tylko wielogodzinne bicie, kopanie buciorami, wleczenie po podłodze, przerzucanie sobie nawzajem jak piłkę, próby osobistej „rewizji” itp. „zabawy”. Tak było w defensywie, a w białostockim więzieniu na przemian: ciemny karcer, post o chlebie i wodzie, twarde łoże, zamknięcie okienka w celi na kilka dni, aż do omdlenia, znów karcer itp. w kółko. Nie wszędzie w Polsce tak było. W Warszawie kobiet nie bito, w Wilnie kobiet nie torturowano, zdaje się nie bito również. W Białymstoku porządki były odmienne. Minęły lata i dziesięciolecia. Poznaliśmy systemy represyjne, wobec których zbladła przedwojenna polska defensywa i jej chałupnicze metody znęcania się nad ludźmi i deptanie ich godności własnej. Cóż znaczą ciemne karcery więzienne wobec komór gazowych czy obóz w Berezie Kartuskiej wobec obozów zagłady. Zdaję sobie z tego sprawę, toteż do tego okresu nie wracam, a swoje badania naukowe zamykam wiekiem dziewiętnastym lub rokiem 1918. Wobec fałszerstw naszej podręcznikowej „historii”, powstała zrozumiana skądinąd tendencja do gloryfikowania przeszłości. Nie wątpię, że Pan ją podziela, zresztą podzielają ją również moi synowie. Usprawiedliwiona to reakcja na okupacyjną poniewierkę i powojenne nie najłatwiejsze doświadczenia i rozczarowania. Ale ja, proszę Pana, nie mogę zapomnieć ani salwy oddanej w zwarty tłum 1 maja na Placu Teatralnym w Warszawie, ani brutalnej pacyfikacji wsi kresowych, ani „obróbki” w defensywie warszawskiej. Nie wyczytałam tego ze sfałszowanych podręczników i nigdy o tym nie pisałam, ale byłam właśnie na placu w kolumnie studenckiej, gdy strzelano (1928 r.) i w defensywie, gdy bito. Ma Pan prawo oczywiście zapytać czy nie strzelano również w Poznaniu, Gdańsku itd., czy również nie bito w Radomiu. Niestety tak, i tego również zapomnieć nie mogę. Czytaj dalej

Stefania Sempołowska: List otwarty w sprawie więźniów politycznych [1926]

234

Trzydzieści jeden lat pracuję wśród więźniów politycznych. Długoletnia ta praca daje mi nie tylko prawo mówienia o tej sprawie, ale wkłada na mnie obowiązek mówienia o niej publicznie, mówienia do tych, którzy w tej sprawie są władni. Obowiązek to ciężki i smutny, bo mówiąc dziś o więźniu politycznym w Polsce, trzeba powiedzieć rzeczy przebolesne. Liczba więźniów politycznych na terytorium Rzeczypospolitej jest tak wielką (przeszło 6000) – jaką nie była od dni rewolucji 1905-1906 roku; a że w tej chwili w Rzeczypospolitej nie ma, nie było rewolucji, nawet wrzenia politycznego, które by mogło usprawiedliwić nadzwyczajne miary poczynania władz bezpieczeństwa – trzeba stwierdzić fakt, iż w demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej represje polityczne przerastają normalne represje stosowane przez despotyczne rządy zaborcze. Trzeba powiedzieć, że położenie więźnia politycznego w dzisiejszych więzieniach polskich jest gorsze, bardziej dokuczliwe, niż było w więzieniach carskich w Warszawie po 1905 roku. Słowa te brzmią strasznie, ale jeśli się gorąco, niekłamanie chce, aby było lepiej – trzeba mieć odwagę spojrzeć prawdzie w oczy, poznać ją, stwierdzić i zwalczyć. Trzeba skończyć z tym systemem, iż dla rzekomego ukrycia prawdy przed zagranicą, należy ją ukrywać przed własnym społeczeństwem. Szkodnikiem obywatelskim jest nie ten, kto podnosi głos, nawołujący do poprawy, lecz ten, kto świadomie, celowo ukrywając zło, utrwala je i pomaga jego rozpowszechnieniu. Jest źle, jest niewypowiedzianie źle i uważam za obowiązek obywatelski powiedzieć tę prawdę głośno. Czytaj dalej

Leon Wasilewski: Polityka narodowościowa Sowietów [1929]

2164658-soviet_union

Konstytucja ZSRR z lipca 1923 r. głosi: „Związek jest dobrowolnym zespoleniem równouprawnionych narodów” i „każda z republik ma zagwarantowane prawo wolnego wystąpienia ze Związku”. Faktycznie Związkiem rządzi scentralizowana partia komunistyczna, toteż ta, bardzo liberalnie brzmiąca, zasada konstytucji Związku musi być interpretowana w świetle teorii i praktyki komunistów. Komuniści rosyjscy (bolszewicy) stali zasadniczo na obowiązującym międzynarodowy obóz socjalistyczny stanowisku tzw. samookreślenia, czyli prawa każdego narodu do rozporządzania swym losem, jak to ustalała decyzja kongresu socjalistycznego w Londynie w r. 1896. Jednakże z chwilą, kiedy rozkład caratu i bankructwo Rządu Tymczasowego wysunęły przed bolszewikami rosyjskimi perspektywy faktycznej realizacji ich programu, następuje zasadnicza modyfikacja wzmiankowanego hasła. Mówi się o „samookreśleniu” mas pracujących poszczególnych narodów. Ale i to faktycznie było niedogodne, gdyż określenie powyższe obejmowało również chłopów, idących w całej swej masie nie za bolszewikami, lecz za eserami. Następuje więc nowa zmiana: rozstrzyga o losie każdego narodu „samookreślenie” proletariatu. Lecz i tu nasuwały się trudności, bo proletariat przemysłowy szedł w znacznej swej części nie za bolszewikami, tylko za ich antagonistami – mieńszewikami i innymi grupami socjalno-demokratycznymi, jak Bund itp. organizacje narodowo-socjalistyczne. Skończyło się więc faktycznie na „samookreśleniu” komunistów każdej narodowości. Ich wolę uznano za wyraz woli danego narodu, przy czym trzeba zaznaczyć, że właściwą wolę narodu wyrażają nie komuniści w ogóle, lecz tylko ci, którzy należą do urzędowej komunistycznej partii bolszewików. Inne komunistyczne partie, jak np. komunistyczny odłam Bundu, Poalej-Syon lub Ukraińska Partia Komunistyczna zostały w drodze przymusowej zlikwidowane. Istnieje poza tym tendencja związania poszczególnych terytoriów interesami ekonomicznymi, ale zadanie to jest bardzo trudne, gdyż centrum, Wielkoruś, jest krajem najuboższym, eksploatującym inne. Ani Kaukaz, ani Turkiestan, ani Ukraina nie potrzebują Wielkorusi, natomiast ona ich potrzebuje. Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Wobec mordu w Dąbrowie [1897]

martinot_police-power

W ostatnich jednak czasach rozwój ruchu robotniczego, coraz bardziej w swych dążeniach wrogiego caratowi, coraz większa niechęć ludu wiejskiego do swych nieproszonych opiekunów, przekonały rosyjskie sfery rządowe, że lud to opora niepewna. Natomiast zupełny zanik rewolucyjnego usposobienia wśród klas uprzywilejowanych w Polsce, wzrastający coraz bardziej strach posiadaczy przed groźnym dla nich widmem rewolucji robotniczej, zbliżyły do siebie strony zawierające obecnie ugodę polsko-rosyjską. Zachowała się jednak jeszcze wzajemna nieufność – skutek długoletniej walki poprzedniej. Przyjazd cara do Warszawy – to była próba rozproszenia tej ostatniej chmurki na niebie ugodowym. Bezmiar służalczości okazanej carowi, kadzidła pochlebstw, skwapliwie przed władzą roztaczane, słowem, cała ohyda warszawskich „uroczystości”, w dostatecznej mierze dowiodła zupełnego oddania się klas uprzywilejowanych caratowi. Teraz kolej była na cara – on musiał pokazać, że równie szczerze będzie bronić interesów swych nowych sojuszników. Gdyśmy w proklamacji na przyjazd cara pisali: raz jeszcze kosztem ludu pracującego klasy posiadające zawierają sojusz z najeźdźcą, nie przypuszczaliśmy, że tak prędko koszta namacalnie przez lud zostaną zapłacone. Krew bowiem robotników dąbrowskich to są właśnie owe judaszowe srebrniki, zsypane przez rząd do zdradliwej i pożądliwej łapy naszych wyzyskiwaczy, oto zapłata za przyjęcie cara. I jak gdyby dla jaskrawszego oświetlenia wypadku, Imeretyński, urzędowy pośrednik ugody, posłał swe zezwolenie na mordy w Dąbrowie, w chwili, gdy bawił na weselu u Zamojskich, przedstawicieli nowej Targowicy. Wspólnikami więc rządu w zbrodni nie jest jeden Harting, podczaszy katów dąbrowskich, lecz cała klika panów i fabrykantów, cala zgraja panoszących się bardów ugody, cała zgangrenowana burżuazja polska. Czytaj dalej