Ignacy Daszyński: Rewolucja w caracie a rząd austriacki

[1905]

Poseł Daszyński: Wysoka Izbo! Wahałem się z początku wnieść mój wniosek nagły, ponieważ jestem zdania, że ten parlament nie jest niestety najgodniejszym miejscem do przeprowadzenia publicznej walki parlamentarnej. Mimo tego postanowiłem użyć wolnej trybuny tej Izby, aby w chwili, kiedy największa prowincja tego państwa, jak to przyznała dzisiejsza odpowiedź ministra spraw wewnętrznych na interpelację, oraz cały naród w tej prowincji, wbrew wyraźnym postanowieniom ustaw zasadniczych, tylko na podstawie otwartej samowoli rządu, zostają skazane na milczenie, przeciw temu publicznie zaprotestować.

Wniosek mój przemawia sam za sobą. Rząd powinien ponieść odpowiedzialność za liczne zakazy zgromadzeń praktykowane od tygodnia w całej Galicji…

Poseł tow. Schurrfeier: Nowy kurs!

Poseł Daszyński: …i po przeprowadzeniu dokładnego śledztwa ukarać winnych, którzy dnia 2 lutego na rynku krakowskim tak szaleli, że po 10 minutowym ataku policyjnym czterdziestu rannych musiało zostać przez stację ratunkową z placu zabranych, z których ośmiu znajduje się dotychczas w leczeniu szpitalnym, a jeden odniósł poważna ranę na głowie. (Okrzyki: Słuchajcie! Słuchajcie!) Rząd powiada, że wewnętrzne rozruchy w sąsiednim państwie rosyjskim przybrały takie rozmiary, że zachodzi obawa o publiczny spokój i porządek, o bezpieczeństwo i dobro publiczne – jak powiada §6 ustawy o zgromadzeniach – i właśnie na podstawie tego paragrafu aroguje sobie rząd prawo zakazywania zgromadzeń. Tak jest, rozruchy wewnętrzne w Rosji, jeżeli można użyć tego niewinnego słowa wobec strasznego, nieludzkiego przelewu krwi, przybrały rzeczywiście takie rozmiary i taką siłę, że nie tylko rząd, ale w pierwszej linii lud i wszyscy kulturalni ludzie wobec tych „rozruchów” obojętnymi i milczącymi pozostać nie mogą i nie śmią i nie zostaną.

Toteż widzimy, że cały cywilizowany świat, we wszystkich granicach, we wszystkich narodach przejęty jest głęboką odrazą. Widzimy mnożące się z dnia na dzień protesty ludzi wiedzy, parlamentarzystów, ludzi uważających sobie za zaszczyt maszerować na czele cywilizacji, a nawet w narodzie z Rosją sprzymierzonym, między Francuzami, powstaje głębokie poruszenie. Zakłada się towarzystwo przyjaciół rosyjskiego narodu, a w rzędzie jego członków widzimy imiona, jak Octave Mirbeau, Anatol France i Carnot ludzi, których nie można z pewnością podejrzewać jako awanturników, czyhających na niepokoje i wyzyskujących je, aby się zrobić głośnymi, same imiona zapisane złotymi literami w księdze ludzkości. Widzimy we Włoszech księcia Borghese i innych parlamentarzystów przemawiających w interesie narodu rosyjskiego i protestujących głośno przeciw temu, co nam gazety dzień w dzień przynoszą. Widzimy, że dla jednego z uwięzionych, dla znanego w całym świecie sławnego poety Gorkiego, budzi się cała akcja protestacyjna, aby uwolnić męża ludu, sławnego męża pióra, z kazamat petropawłowskiej twierdzy. Takie rzeczy słyszymy wszędzie, gdzie cywilizacja nie tamuje głosów ludzkości, nie zrobiła ich niemymi. Jakże chcieć dokonać, abyśmy, najbliżsi sąsiedzi, my naród rozdzielony, znoszący straszne jarzmo niewoli, w takiej chwili milczeli? Nie ukrywam się z pewnością pod osłonę nietykalności poselskiej, omawiając tu zdarzenia w Rosji: właśnie dlatego, że mamy konstytucję, powinniśmy prawa innych szanować i ochraniać.

Porządek prawny mordu

Ale jakie są te prawa i ustawy, w imieniu których morduje się tysiące bezbronnych? (Oklaski u socjalistów). Czy jest to kultura? Czy jest to porządek prawny? Nie chcę o tym oddawać tu mego sądu. Historia i kultura ludzkości same to zrobią, same wypowiedzą swój wyrok. Chcę tylko wskazać na to, że ten proces nie jest przypadkowy, lecz że mamy przed sobą nowy rozdział w historii, przemawiający do nas słowami i czynami, jakich nigdy jeszcze tak jaskrawo i jasno nie mieliśmy przed naszymi oczyma. Zaczęliśmy nowy rozdział w historii, w którym wszystkie wartości przekształciły się, w którym rzucono o ziemię to, co wydawało się najpotężniejszym na ziemi, w którym powstała nowa potęga w Azji, w którym zaborczość największego europejskiego państwa wstrzymana została czynami wojennymi, których świadkami i wielbicielami jesteśmy, a mamy przed sobą i tragedię wewnętrzną, w której ludność 130 milionów ludzi jest związaną, wstrzymaną w rozwoju i paraliżowaną przez kastę obcą europejskim pojęciom. Gdyż nie jest prawdą, że w sąsiednim państwie istnieje rząd klasowy, że biurokracja rozstrzygająca o dobru i złu i prawach osób, narodów i wszystkich związkach naturalnych działa bodaj w imieniu jakiegoś większego interesu klasowego. Jest to dobrze zorganizowana banda gwałcicieli, dla których nie istnieje żadna ustawa, żadne prawo choćby najwyższe; grupa ludzi opłacanych wielkimi sumami dla dotrzymania prawa, ale otrzymująca w rzeczywistości dziesięć razy większe sumy, aby te prawa deptała i łamała. Albowiem nie po raz pierwszy dzisiaj doszła do naszych uszu najstraszniejsza ze strasznych wiadomość, że reprezentanci prawa stają poza prawem, które sami sobie siłą nadali i te prawa poniewierają.

Poseł hr. Sternberg: Tak jak u nas!

Poseł Daszyński: Jedno słowo wystarczy, jeżeli chcecie usłyszeć jasny przykład: Kiszyniów! Tam, gdzie powaga władzy stała jako ochrona poza plecami morderców, tam, gdzie mszczono się nad żydowskimi rewolucjonistami, nad biednym żydowskim proletariatem ulicznym. A jeżeli Plewe paść musiał, to padł tylko dlatego, że on, mniemany reprezentant prawa, własne prawa nogami podeptał i nie znał żadnego ograniczenia wobec jakiejkolwiek powagi, ponieważ on – jak sobie opowiadano – nawet korespondencję wielkich książąt wertował, jeżeli w walce przeciw prawu uznał to za potrzebne. Skąd powstały rozruchy w Rosji? Z krzyżowania się dwóch historycznych faktów: zaborczej polityki państwa, dążącej do wybrzeży Oceanu Spokojnego i niemożliwość utrzymania 130 milionów ludzi jak niewolników. Jakim sposobem chciano zdobyć świat, kiedy w domu miało się nie wolnych ludzi, lecz niewolników, jak można było dążyć do wyniesienia się nad innymi, kiedy się w domu miało poniżonych półludzi? (Żywe oklaski u socjalistów). Jak chciano uszczęśliwić świat, kiedy w domu panował periodyczny głód?

Masowy głód i absolutyzm

Tak jest, głód! Okrutne fatum; lud, z którego łona wyszli panowie nad wschodnią Europą i nad północną Azją, który narzucił innym swój język i swoją religię zrobi religią państwową, ten lud umiera z głodu! Co roku od lat piętnastu powtarza się ta straszna tragedia pospolitego biednego chłopa w środkowych guberniach Rosji: głód masowy. A ten głód masowy jest zjawiskiem łączącym się w historii z samodzierżawiem, on jest towarzyszem, wspólnikiem absolutyzmu. (Żywe oklaski u socjalistów). Im bujniejsze kwiaty wydaje absolutyzm, tym głodniejszą staje się jego podstawa, biedny lud. A to tak prędko nie ustanie, jeszcze o tym będziemy musieli dalej mówić, a kto w tym państwie jest mężem stanu, nie będzie śmiał postępować, jak rząd barona Gautscha, który na pierwszą wiadomość o rozruchach w Rosji natychmiast skonfiskował nasze ustawy zasadnicze. (Żywe oklaski u socjalistów). Sądzą, że „rozruchy” te zostały na ławie ministerialnej źle zrozumiane. Są one w istocie swej niczym innym, jak ruchem do wywalczenia ludzkich, konstytucyjnych i narodowych praw. Prawa człowieka nie będą przecież teraz, w sto lat po rewolucji, i p. Gautschowi zupełnie obce. O prawa konstytucyjne walczą i przelewają krew w Rosji i zdawałoby się, że my tutaj, gdzie mamy już rzekome prawa konstytucyjne…

Poseł dr. Kramarz: których nikomu innemu nie życzymy, ponieważ są takie!

Poseł tow. Daszyński: Sądzę, że i pan, panie doktorze Kramarz, życzy narodowi rosyjskiemu przynajmniej tych praw, jakie Czesi w Austrii mają. (Wesołość i żywe potakiwania na lewicy. Żywe oklaski na galerii).

Prezydent wzywa galerię do spokojnego zachowania się, gdyż w przeciwnym razie każe ją opróżnić.

Poseł Daszyński: Naród czeski także nie otrzymał swoich praw w podarunku… Używa się tych praw tylko w tej mierze, w jakiej się o nie walczy, a tam, gdzie o nie walka się toczy, zostaną one tak jak w Austrii też wywalczone. To nie śmie tak się skończyć, że w Petersburgu śle się ludowi zamiast konstytucji kule, a w Galicji zaraz nasze najważniejsze prawo konstytucyjne, prawo zgromadzania się, bezczelnie się konfiskuje.

Rewolucja narodowa

Ale walka ta toczy się i o prawa narodowe. Muszę to z naciskiem podnieść, chociaż w tej Izbie siedzi wielka grupa, która robi wszystko możliwe, aby obudzić w świecie wiarę, że tam nie walczy się o prawa narodowe. Narody są pierwszym zbiorowiskiem sił w Rosji, które zwalczają carat. Wszystko pod względem narodowym żywe, wszystko, co cierpi ucisk narodowy, jest teraz po naszej stronie, stało się zaprzysięgłymi wrogami absolutyzmu. Przypatrzcie się Finlandii! Jakże inaczej zrozumiecie ten ruch: najspokojniejsi ludzie, którzy jak jeden człowiek od najwyższego do najniższego prowadzą walkę z absolutyzmem, z biurokracją rabującą prawo i ustawy? Przypatrzcie się Polsce! Już z góry telegrafowano: to robią tylko beznarodowi socjaliści. Wy zaś, dzierżawcy myśli narodowej, urodzeni przywódcy, wy czołgacie się dalej przed carem. Będziecie krzyczeć hurra! przy odsłonięciu pomnika Katarzyny II, która Polskę podzieliła i zgwałciła; wy będziecie posyłali najuniżeńsze memoriały do Petersburga. Nawet wiedeńską prasę liberalną zmobilizowano, aby wystawiła wobec urzędowego caryzmu świadectwo moralności najwyższym 10 000 Polakom, że oni wobec krwi robotników już teraz jak Piłaci umywają swoje niewinne ręce. Nie brakło też usiłowań, aby rewolucyjny ruch robotniczy sfałszować i spotwarzyć.

Obrona konieczna przeciw rabującym

Uważam za swój pierwszy obowiązek wobec cieni pomordowanych powiedzieć, że nie jest prawdą, jakoby robotnicy plądrowali, jakoby nasza rewolucja kradła. Przeciwnie. W urzędowym organie warszawskiego generał-gubernatora z 31 stycznia konstatuje się wyraźnie następujące fakty. Przeczytam to po rosyjsku. Pan dr Kramarz z pewnością to zrozumie. (Wesołość u socjalnych demokratów). W dotyczącym miejscu napisane jest, że plądrowania dokonały głównie elementy bez zawodu, ukrywające się zazwyczaj we wszelkich możliwych schroniskach nocnych. Dalej, że z brzaskiem dnia przyszli z sąsiednich wsi złodzieje stojący pod dozorem policyjnym (Okrzyki: Słuchajcie! Słuchajcie! u socjalistów), którzy w piątym rewirze splądrowali browar i dwa sklepy. Gdyby jeszcze potrzeba było dowodu, to dostarczyła go przed czterema dniami Warszawa, gdzie na przedmieściu Wola zorganizowani garbarze, sami socjaliści, dokonali czynu dla uratowania honoru ludu, wtargnęli do pomieszkań znanych złodziei i rabusiów, a gdzie znaleźli skradzione albo zrabowane przedmioty, dokonali na miejscu sprawiedliwości ludowej, powiesiwszy pięciu z tych łotrów na latarniach. Nawet organ stańczyków, „Czas” krakowski, pisze: „Może nie podalibyśmy ręki krwawym garbarzom, ale pojmujemy ich postępek, ponieważ w państwie, które prześladuje pensjonarki czytające polityczne broszury setkami szpicli policyjnych, w państwie, które pozostawia setki nożowników bezkarnie i wychowuje ich naumyślnie na plagę dla społeczeństwa, staje się samoobrona konieczną, prawo linczu stało się niezbędne”. Nie myślcie jednak panowie, że macie przed sobą jakiś obłęd, masowe omamienie. Nawet w Rosji, gdzie propaganda socjalistyczna jest stosunkowo nową, nawet w Petersburgu, gdzie z krzyżem i portretem cara na czele z pokorną prośbą w ręku maszerowano przed pałac zimowy, nawet tam lud się nie oszukiwał.

Tylko powierzchownemu widzowi mogłoby się tak zdawać. Przeciwnie, była to historyczna konieczność, że lud raz podniósł skargę na swoją biedę, na swój ból, na nieznośne stosunki wobec najwyższej instancji w państwie. Było do przewidzenia, że raz do tego czynu przyjdzie, bez względu na to, czy przywódca robotników będzie się nazywał Gapon, czy też inaczej. Raz musiano przeprowadzić dowód, że car nie jest w stanie ulżyć naprawdę biedzie ludu, dać inną ustawę państwową, inną organizację swemu ludowi, że ostatnim argumentem rządzącej dziś w Petersburgu kliki są salwy karabinowe, bagnety, kartacze i nic więcej. Przeprowadzono dowód, a ludzie, którzy go swoją krwią przeprowadzili, naprawdę nie umarli na darmo. (Oklaski u socjalistów). Gdyż razem z nimi umarła też powaga cara (Żywe oklaski u socjalistów).

Poseł tow. Pernerstorfer: Precz z caryzmem!

Prezydent: Proszę się miarkować. Już raz oświadczyłem, panie pośle Daszyński, że cały świat z wielkim współudziałem śledzi wydarzenia w Rosji. Ale nie mogą one być w ten sposób przedmiotem rozprawy w tej izbie.

Poseł Daszyński: Ustawa zasadnicza pozwala mi na wyrażenie mego wolnego zapatrywania poza parlamentem. Nie sądzę, aby i ta trybuna…

Prezydent: Proszę nie wdawać się w polemikę z prezydentem. Proszę mówić dalej.

Poseł Daszyński: Nie jest też prawdą, że masa ofiar cierpiała daremnie; nie jest prawdą, jakoby oni mieli raczej tamować sprawę wolności, zamiast ją posunąć naprzód. Gdyż lud i historia mają inną logikę, aniżeli panowie z klas posiadających, szczególnie szlachcice ją sobie przystosowali. Im jest przecież obojętne, oni nie są zawiśli od ludu, oni są zawiśli od wiedeńskiej, petersburskiej i berlińskiej kamaryli. Ich nie znajdziesz na zgromadzeniach ludowych, nie na ulicach, kiedy lud umiera; ich można znaleźć w przedpokojach, w ministerstwach, szczególnie na tylnych schodach. Ich nie znajdziesz tam, gdzie pada deszcz kul, lecz tam, gdzie pada deszcz orderów. (Wesołość i oklaski u socjalistów). Nic też dziwnego, że oni twierdzą, jakoby „naród nie miał z tymi setkami tysięcy nic wspólnego”. 400000 strajkujących opiera się przez cały tydzień całej armii, a oni powiadają, że to nie jest ruch narodowy, ponieważ nie ma przy tym wielkich fabrykantów, hrabiów i książąt. Formą ruchu był strajk! Jakżeż mogą książęta i hrabiowie strajkować? Przecież oni strajkują przez całe swoje życie: najwyżej, że raz w dniu rewolucji pracują.

Chrystus i uczeni w piśmie

Ale i inteligencja bierze udział w strajku. Studenci obydwu wyższych zakładów naukowych w Warszawie, nawet uczniowie wszystkich gimnazjów w miastach gubernialnych objętych strajkiem, również strajkują. Charakterystyczne jest, że gdy przedwczoraj w Warszawie zgromadzili się delegaci wszystkich szkół średnich, gdy ta dorastająca piętnasto- szesnasto- i siedemnastoletnia młodzież była zebrana, wystosowała znaczna liczba poważanych i znanych mężów, nie szlachcice, lecz liberalni, do nich pismo odradzające strajk.

Strajkujący żądali mianowicie nauki języka polskiego w szkołach średnich, zniesienia przywilejów uczniów rosyjskich i zniesienia ograniczeń dla młodzieży żydowskiej, a w żądaniach tych szli studenci rosyjscy ręka w rękę z polskimi. (Okrzyki: Słuchajcie! Słuchajcie! u socjalistów). A co odpowiedziała ta młodzież? „Przez 40 lat, od niepowodzenia powstania w r. 1863/4 do dzisiejszego dnia, obdarzaliśmy was zaufaniem. Nie uczyliście nas niczego innego, jak chować jeden policzek po drugim i milczeć. W międzyczasie kradziono nam jedno prawo po drugim. Powiadacie nam, że potrzebujecie adwokatów i lekarzy. Niech wam będą potrzebni, ale my potrzebujemy obywateli, potrzebujemy robotników, dumnych ze swoich ludzkich i narodowych praw!”. Jakże łatwo będą osiwiałe głowy naszych polityków z tego się naśmiewać: polityka dzieci, argumenty piętnasto- i szesnastoletnich chłopaków! W świetle waszej logiki byliby przed 2000 lat uczeni w piśmie stokrotnie mądrzejszymi od Jezusa Chrystusa, który sam szedł na Golgotę w pocie i krwi. Jak rozsądnymi byli starzy żydowscy uczeni w piśmie w porównaniu z Chrystusem, największym rewolucjonistą, który też nie miał „broni”, a którego broń przecież była najstraszniejszą: jego śmierć. (Oklaski u socjalistów).

Powaga i nerwowość

Ale nie tryumfujcie tak łatwo nad grupami, które podniosły chorągiew buntu, nie myślcie o opanowaniu tego ruchu zakazami policyjnymi! Minister spraw wewnętrznych potwierdził, że ruch ten jest stały, że on potrwa dłużej. Będziemy wiedzieli, co mamy zrobić, gdy czasy konieczności narodowych do nas przystąpią. Ale chciałbym rząd austriacki ostrzec, żeby nie upatrywał powołania Austrii w hamowaniu, prześladowaniu i szykanowaniu. Gdyż od kilku lat zaczynamy być z tego dumni, że i w Galicji wykonuje się prawo schroniska dla wypędzonych z Rosji. Byliśmy dotąd spokojni na myśl, jakie usługi zamierza rząd austriacki wyświadczyć sąsiedniemu państwu. Ale teraz przyszedł inny rząd, rząd „powagi”, a ta powaga jest przede wszystkim nerwowością. Naprzód jest nerwową we Wiedniu, gdzie szykanuje się zgromadzenie ludowe, ponieważ poseł Schuhmeier odważył się mówić o sytuacji w Rosji; stała się nerwową i komiczną w chwili, kiedy w Galicji zakazywał jedno zgromadzenie po drugim. Uzasadnienia tych zakazów brzmią nie do wiary. Powołują się na §6, mający na celu ochronę bezpieczeństwa i dobra ludzkości w Austrii. Każdy policjant jest w myśl tego §6 prawdziwym filantropem. W Tarnowie zaś ten §6 nie był wystarczającym. I tak zakazał tam Dunajewski młodszy, który bardzo daleko padł od swego ojca – mianowicie co się tyczy rozumu — zgromadzenie takie na podstawie §9. Ten paragraf zakazuje uzbrojonym ludziom wejścia na salę zebrania; wiedział on już z góry, że tam przyjdą uzbrojeni ludzie. (Wesołość u socjalistów). W Stanisławowie nagle groziła sala teatralna, w której przedtem i potem przy wysprzedanych miejscach grywano, zawaleniem. Najlepiej stało się w Rzeszowie: tam przyszło zgromadzenie do skutku, ponieważ komisarz rządowy upadł na lodzie, wywichnął nogę i nie mógł dlatego przyjść na zgromadzenie, aby je rozwiązać. Byłoby nieludzkością cieszyć się z tego. Nie życzę sobie w ogóle, aby powaga państwa odważyła sią wejść na gołoledź bezprawia (Wesołość u socjalistów), to sobie i nogi nie wywichnie. W miasteczku granicznym Skale aresztowano młodego człowieka, ponieważ brał w obronę emigrantów rosyjskich przed wyzyskiem agentów emigracyjnych. (Okrzyki: Słuchajcie! Słuchajcie! u socjalistów). W Krakowie pozwolono nareszcie na zgromadzenie na dzień 2 lutego. Dwa dni naprzód zwróciłem w lojalny sposób uwagę dyrektora policji, że po zgromadzeniu odbędzie się na rynku krakowskim – rozumie się z utrzymaniem porządku – imponująca demonstracja. Wskutek tego mogłem przypuszczać, że dzień 2 lutego przeminie w Krakowie bez żadnego wypadku. Zgromadzenie liczyło według przyznania wrogich gazet 5000 uczestników. Odbyło się bez zamieszania, a chociaż komisarz rządowy nie dopuścił do głosowania nad rezolucją, została ona naturalnie jednogłośnie z wielkim entuzjazmem przez aklamację uchwaloną. Potem ugrupował się ogromny pochód i szedł spokojnie na rynek. W jednej ulicy postawiono naprzeciw tym 5000 mężczyzn i kobiet dwudziestu policjantów. Kordon ten musiał naturalnie zostać usunięty, co stało się bez żadnego zamieszania; policjanci nawet nie protestowali, poszli spokojnie razem. Tłum rósł co chwila, aż na rynku zebrało się 25 do 30 tysięcy ludzi. Po raz pierwszy rozwinięto w Krakowie czerwoną chorągiew, co wbrew oczekiwaniu policja przyjęła dość spokojnie i przyzwoicie.

Jedno tylko podziałało wstrząsająco na ich nerwy – portret cara pokazany ludowi. Na widok tego portretu stracili policjanci panowanie nad sobą i rzucili się z wściekłością na ślepo na robotników trzymających portret, przy czym nie jest wykluczone, że ten lub ów policjant otrzymał od kogoś z publiczności w obronie własnej szturchnięcie. Nagle, nie wiedzieć na czyją komendę, wyciągnęli policjanci szable i w jednej chwili rozhulali się jak wicher po bezbronnej publiczności, gonili za uciekającymi mężczyznami, kobietami i dziećmi 50 do 80 kroków, chociaż nikt im się nie opierał. Zranienia nastąpiły po największej części na plecach albo na rękach osłaniających się przeciw uderzeniom szabli. Były one tego rodzaju, że niektórym ludziom rozcięto palto zimowe, surdut, kamizelkę i koszulę i zadawano rany na plecach. (Okrzyki: Słuchajcie! Słuchajcie! u socjalistów). Redaktora pewnego pisma, starego poważanego człowieka, który był oddalony pełnych 30 kroków od miejsca ataku, rzucono o ziemię i potratowano butami policjantów. Ludzi przechodzących spokojnie raniono. Policja pchała tłum ku Sukiennicom tak, że nie mógł się rozstąpić i wciśnięty został w okna. Najspokojniejsi ludzie byli oburzeni, widząc to. Tylko żelaznej dyscyplinie robotników zawdzięczyć należy, że po tym ataku demonstrowano wprawdzie w dalszym ciągu, ale policjanci mogli na tym samym miejscu stać spokojnie jeszcze z jakieś trzy kwadranse.

Poseł tow. dr. Ellenbogen: Odzwyczaimy się od tej dyscypliny.

Poseł Daszyński: Wszystko było tak oburzone, że wiele żywiołów przygotowało się od odwetu na niedzielę. Socjaliści postanowili właśnie w niedzielę nie urządzać żadnej demonstracji, aby dowieść dyrektorowi policji, że tam, gdzie socjaliści urządzają masowe pochody, nic się nie dzieje, podczas gdy tam, gdzie występują inne elementy, można je nazwać jak kto chce i nie można ręczyć za porządek i spokój. Wczoraj nie było też ani jednego dorosłego robotnika na rynku głównym i małym w Krakowie Tylko niedorośli chłopcy przyszli setkami, część lumpenproletariatu do nich się przyłączyła i od 12 w południe do 7 wieczór napastowano policjantów; nie w sposób grożący niebezpieczeństwem, ale obrzucano ich kulkami ze śniegu w ten sposób, że jeden policjant aż płakał i prosił tych małych swoich prześladowców, aby na miłość boską dali mu spokój. Musiano zarekwirować patrole dragońskie, całe śródmieście zaniepokojono ze strony policji, ponieważ nie miano przed sobą robotników wiedzących, co im wolno i co im przystoi. Ponieważ przy tych wypadkach czwartkowych zraniono 40 ludzi, z których ośmiu znajduje się w leczeniu szpitalnym,  a jeden odniósł ciężką ranę w głowę, zapytuję, jaki rząd może ponieść odpowiedzialność za takie niegodne czyny i czy jest skłonnym te stosunki zbadać i ewentualnie funkcjonariuszy policyjnych ukarać.

Nietykalne żołdactwo

Deputacji robotniczej odpowiedział wczoraj dyrektor policji, że on wobec policjantów nie ma prawa przeprowadzania śledztwa, tym mniej prawa ukarania! Albowiem tylko we Lwowie i w Krakowie istnieje nienormalny stosunek, że tam policja państwowa bierze swoich policjantów z szeregów armii w ten sposób, że pojedynczy policjanci mogą swoje trzy lata służby wojskowej odsłużyć przy policji. (Okrzyki: Słuchajcie! Słuchajcie!) Są zatem korporacją wojskową i podlegają komendzie korpusowej w Krakowie.

Poseł tow. Seitz: Na ten cel uchwala się rekrutów, aby miasta galicyjskie nie musiały trzymać własnej policji.

Poseł Daszyński: Czy rząd rzeczywiście nie jest w stanie ukarać żołdactwa, które bez koniecznej potrzeby rani niewinnych ludzi? Jeżeli rząd zamierza okazać w ten sposób swoją powagę mieszkańcom Galicji, to będzie musiał się przekonać, że nawet najsilniejsze poparcie Koła Polskiego nie uchroni go przed oburzeniem wszystkich mieszkańców Galicji. Nie ścierpimy, aby przy najspokojniejszej demonstracji, przy której nie może się nikomu nic stać, przy której bez interwencji policji nic ani jednej szybie nie grozi, przy której lud spokojnie i godnie okazał swą solidarność z warszawskimi i łódzkimi robotnikami, sieczono na ślepo szablami i protestujemy przeciw temu, że minister spraw wewnętrznych tak lekko przechodzi do porządku dziennego nad zabraniem nam wszystkich praw, a przede wszystkim ustawą zagwarantowanego wolnego prawa o zgromadzeniach się ludu. Dlatego sądzę, że w chwili tej nic nie ma naglejszego, jak wskazanie na to, że tutaj skonfiskowano jedno z praw ludu i że ta izba byłaby powołaną wziąć to prawo ludu w obronę. Czy mogę mieć nadzieję, że ta izba będzie broniła ważnego prawa ludowego? (Huczne oklaski u socjalistów).

Jako mówca generalny za wnioskiem posła Daszyńskiego, przemawiał tow. poseł Pernerstorfer:

Już pierwsze dni rządów barona Gautscha przyniosły różne objawy, że prezydent ministrów zamierza rozpocząć nowy kurs, a mianowicie, że chce ograniczyć wolność prasy i słowa. Podczas pięcioletnich rządów Koerbera panowała wolność prasy i słowa, a nie stało się żadne nieszczęście w Austrii, dlatego nie wolno ruszać tej wolności prasy i słowa, gdyż inaczej chęć do pracy w tej Izbie smutno się skończy. Szczególnie wydarzenia w Rosji oddziałały w dziwny sposób na nasz rząd. Organy rządowe, kontrolujące zgromadzenia, rozwiązywały je w tej chwili, gdy padło pierwsze słowo o Rosji.

Nie jest to wprawdzie nic dziwnego w reakcyjnej Europie Środkowej. Przecież pokładano ostatnie swoje nadzieje na Rosji i myślano o interwencji jej kozaków, jaka już raz w r. 1849 miała miejsce, na wypadek ewentualnego ruchu ludowego. Dalej bano się też, żeby przedstawienia o wspaniałej rewolucji ludu rosyjskiego nie rozdrażniły naszej ludności i nie pobudzały jej do porównań, które nie w każdym wypadku wypadłyby korzystnie dla naszego państwa. W ten sposób wdano się po raz pierwszy w Wiedniu w niepewną i w niezręczną próbę rozwiązywania zgromadzenia, omawiającego wypadki rosyjskie, a praktykę tą zastosowano tym dobitniej w Galicji, gdzie starostowie są sługami szlachty. Naturalnie, że szlachta słusznie obawia się ruchu ludowego i trwożliwie chce zapobiec temu, aby opowiedziano ludowi, że w sąsiednim państwie wybuchła, połączona ze wszystkimi okropnościami, ale też ze wszystkimi wspaniałościami rewolucja.

Śmiałe słowa, którymi minister spraw wewnętrznych dzisiaj omówił tę praktykę władz, nie zadowoliły mnie. Takie traktowanie sprawy nie przyniesie rządowi szczęścia. Musi on głębiej wglądnąć w te sprawy i dać stanowcze przyrzeczenia co do swego postępowania w przyszłości. Lud i jego zastępcy są przyzwyczajeni do nadawania swoim uczuciom żywego upustu i nie dadzą się żadnemu rządowi od tego powstrzymać. Jest to wstyd dla austriackiej burżuazji, że jest ona tak tchórzliwą, albo powiedzmy tak idiotyczną, aby nie widzieć, że znajdujemy się w chwili wielkich wypadków historycznych i że wydarzenia rosyjskie mogą być miarodajne dla rozwoju Europy, ba, nawet dla kultury ogólnoludzkiej. Zastępy robotników austriackich zachowają i w tym kraju sławę ludu robotniczego, która polega na tym, że wszędzie, gdzie rusza się myśl kultury, wolności i uwolnienia, przesyła swoje pozdrowienia tym, którzy podtrzymują sztandar wolności i w walce cierpią i giną (Oklaski wśród socjalistów). W chwili, kiedy idea ludzkości po raz pierwszy zwycięsko zaczyna przyświecać w jakimś kraju, jest naszym obowiązkiem dać w austriackim parlamencie głośny wyraz naszym uczuciom i przesłać rewolucjonistom rosyjskim nasze pozdrowienie, połączone z przekleństwem dla caryzmu i wszystkich tych żywiołów, które stoją na przeszkodzie postępowi i rozwojowi tak w Rosji i, jak i w całej Europie. (Żywe oklaski wśród socjalistów).

Ignacy Daszyński
________________________
Powyższy tekst to zapis mowy Ignacego Daszyńskiego wygłoszonej w parlamencie austrowęgierskim 6 lutego 1905 r. Ukazała się ona jako broszura w serii „Latarnia” wydawanej przez Polską Partię Socjalno-Demokratyczną. Od tamtej pory nie była wznawiana, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl przygotował Robert.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *