Wincenty Banaś: Demokracja i reakcja w Powstaniu Styczniowym [1938]

219c22244732403512968c946a111873

Jest rzeczą niezmiernie charakterystyczną, że w ustosunkowaniu się różnych grup społecznych do Powstania znika skomplikowany podział stanowy, coraz jaskrawiej natomiast zarysowuje się nowoczesny już podział klasowy, na bogatych i ubogich, na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Bogaci reprezentowali w tym czasie kierunek reakcyjny, konserwatywny, hamujący; biedni byli przedstawicielami kierunku postępowego i demokratycznego; bogaci bez względu na swą przynależność stanową łączyli się przeciw biednym, zespolonym wspólną demokratyczną ideologią. Zwycięstwo kierunku konserwatywnego, reprezentowanego przez bogatych, kierunku wrogiego wszelkim reformom społecznym, stało się pośrednią przyczyną klęski Powstania. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Rewolucja w caracie a rząd austriacki [1905]

dasyznski

Nie jest też prawdą, że masa ofiar cierpiała daremnie; nie jest prawdą, jakoby oni mieli raczej tamować sprawę wolności, zamiast ją posunąć naprzód. Gdyż lud i historia mają inną logikę, aniżeli panowie z klas posiadających, szczególnie szlachcice ją sobie przystosowali. Im jest przecież obojętne, oni nie są zawiśli od ludu, oni są zawiśli od wiedeńskiej, petersburskiej i berlińskiej kamaryli. Ich nie znajdziesz na zgromadzeniach ludowych, nie na ulicach, kiedy lud umiera; ich można znaleźć w przedpokojach, w ministerstwach, szczególnie na tylnych schodach. Ich nie znajdziesz tam, gdzie pada deszcz kul, lecz tam, gdzie pada deszcz orderów. Nic też dziwnego, że oni twierdzą, jakoby „naród nie miał z tymi setkami tysięcy nic wspólnego”. 400 000 strajkujących opiera się przez cały tydzień całej armii, a oni powiadają, że to nie jest ruch narodowy, ponieważ nie ma przy tym wielkich fabrykantów, hrabiów i książąt. Formą ruchu był strajk! Jakżeż mogą książęta i hrabiowie strajkować? Przecież oni strajkują przez całe swoje życie: najwyżej, że raz w dniu rewolucji pracują. Czytaj dalej

dr hab. Jarosław Tomasiewicz, Piotr Grudka: Trzy strzały. Paramilitarne struktury PPS w latach 1934-1939

anti-fascist-d0012748602

Kierownictwo PPS postanowiło powołać paramilitarną straż porządkowo-ochronną pod szyldem Antyoenerowskiego Komitetu Akcji Socjalistycznej (który pojawił się już wiosną). Gdy przeciw „militaryzacji” partii protestowali niektórzy członkowie, Kazimierz Pużak – inicjator AS – stwierdził: „Jesteśmy przeciwnikami gwałtu, ale jeśli ktoś ma być bity, to my będziemy tymi, którzy biją, a nie odwrotnie”. O ile dotąd milicję partyjną tworzono doraźnie na czas wiecu czy pochodu, to jesienią 1934 r. przystąpiono do organizowania stałej jednolitej umundurowanej formacji na bazie nie tylko dotychczasowej milicji, ale także kadr OM TUR, Czerwonego Harcerstwa i robotniczych organizacji sportowych. Cel powołania Akcji określiła instrukcja Józefa Dzięgielewskiego: „Zadaniem […] AS musi być to, by na ulicy robotniczej czynnikiem decydującym byli socjaliści”. W praktyce oznaczało to ochronę lokali i wszelkich form działalności PPS. Obronę siedzib partii realizowano poprzez dyżury w tychże, ale też doraźną mobilizację w celu odparcia ataku (jak w przypadku najścia ONR na redakcję „Robotnika” w 1937 r.). AS pełniła funkcję służby porządkowo-ochronnej podczas wszelkich imprez partyjnych (pochodów, wieców, konferencji, a nawet zabaw tanecznych), dbając zarówno o utrzymanie porządku, jak i odparcie ewentualnej napaści. Ochraniała uliczny kolportaż prasy partyjnej i sama uczestniczyła w akcjach propagandowych. Działania defensywne splatały się z ofensywnymi. Członkowie Akcji atakowali kolporterów i plakaciarzy przeciwnika, starali się też zakłócać wiece wrogich stronnictw. Najgłośniejszym przykładem była nieudana próba zerwania wiecu Falangi w Cyrku Staniewskich w listopadzie 1937 r. „Nie było tygodnia, żeby nie było walki w Śródmieściu” – wspominał AS-owiec Władysław Jagiełło. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Bohaterom Samoobrony Robotniczej [1918]

2 (2)

W 1917 i 1918 roku akcja bojówki znów przejawia się z siłą i zwraca na siebie powszechną uwagę. Działa ona teraz pod firmą „Samoobrony robotniczej”. Usunięcie całego szeregu szpiegów i prowokatorów, których rząd niemiecki wypuścił dla śledzenia i wykrywania ośrodków rewolucyjnego socjalistycznego ruchu robotniczego, zabicie kierownika akcji szpiegowskiej Schultzego – oto jej znane wszystkim czyny. Walka ta, jak każda walka, pociągnęła za sobą nowe ofiary. Giną w takiej walce najlepsi, giną, bo nie mogli znieść dłużej najazdu i gwałtu. Dziś, gdy z ich ofiary powstaje Polska wolna, Polska ludu pracującego, gdy spełniają się te ideały, o których marzyli przed samą śmiercią jeszcze, niech pozna klasa robotnicza ich imiona. Niech okryje ich ciepłem, kochającym wspomnieniem, niech przyłączy do szeregu wcześniej poległych za sprawę robotniczą – do szeregu Okrzejów, Baronów, Mireckich. Czytaj dalej

„Łodzianin”: Proletariat w Europie i w Polsce a obecna wojna [1915]

dffd

Warstwy społeczne, które życiem naszym narodowym obecnie władają, szlachta i mieszczaństwo, nie były w stanie same zadania tego uskutecznić. Robotnik i chłop polski biorąc walkę o państwowy byt Polski na swe barki, za jednym zamachem zdobywają sobie w życiu narodowym odpowiedni udział i pełne prawa obywatelskie. Ich energia, ich siła, zdolności, ich zapas rewolucyjności muszą się złączyć z tym, co w reszcie narodu żywe i rewolucyjne, by stworzyć przyszłą Polskę. Obecna wojna światowa, wojna narodów, w której każdy naród walczy o to, co mu najdroższe, jest chwilą odpowiednią do wywieszenia sztandaru walki o niepodległość Polski. I nie jest to przypadek, że kadry bojowników o niepodległą Polskę utworzyły PPS i PPSD, nie stało się to przypadkiem, że wodzem narodowym w tej walce uznało wszystko to, co w narodzie żywe i rewolucyjne socjalistę Józefa Piłsudskiego. Piłsudski siłę swą czerpie z proletariatu polskiego, z jego energii, z jego stopnia uświadomienia. Nie walczy jako reprezentant partii, ale jako reprezentant ludu polskiego. To, co w społeczeństwie syte, zadowolone, tuczone, co trzęsie się na słowo rewolucja, co jest filistrem bojącym się ryzyka, co zaśniedziałym mamutem, to potępia naszą walkę i plwa na nasz sztandar, to pyta się o pewność, o gwarancję, o to kto zwycięży. Czytaj dalej

dr hab. Jarosław Tomasiewicz, Piotr Grudka: Na dwa fronty. Paramilitarne struktury PPS 1919–1928

images

Poparcie ze strony socjalistów nie miało wymiaru wyłącznie politycznego, ale też militarny. Opinie historyków co do udziału batalionów robotniczych w zamachu są rozbieżne. Garlicki stwierdza, że „batalion robotniczy dzielnicy Wola” formowany w Domu Związków Zawodowych na ul. Leszno liczył zaledwie 150 nieuzbrojonych ludzi i nie uczestniczył w walkach, ograniczając się do usuwania komunistów ze swego rejonu. Z kolei Rawicz przytacza relacje świadczące o rozdawaniu przez Siemiątkowskiego i Piłackiego milicjantom broni ukrytej w mieszkaniach posłanki Zofii Praussowej i adwokata Polaka, jak również o likwidowaniu gniazd dywersji przez patrole milicji i o jej walkach na Polu Mokotowskim. Te relacje nie muszą być sprzeczne: być może „stała” bojówka walczyła, a ochotnicy stali w odwodzie. Herman Lieberman, socjalista skądinąd krytyczny wobec Piłsudskiego, przyznawał, że „istotnie proletariat warszawski z entuzjazmem przyłączył się do walk żołnierzy Piłsudskiego. Coraz to inne oddziały widywałem na ulicach uzbrojone w karabiny: sami proletariusze”. Czytaj dalej

W sprawie Organizacji Bojowej PPS [1906]

5a6f7a23ceb45_p

W partii naszej zaszedł na IX (skróconym) Zjeździe wypadek, który wstrząśnie prawdopodobnie uczuciami bardzo wielu towarzyszów. Mianowicie Organizacja Bojowa naszej partii została uznana przez Zjazd za winną tylu wykroczeń, że dalszy jej pobyt w partii został uniemożliwiony, i za jej ofiary i poświęcenie brutalnie wskazano jej drzwi. Sprawa ta będzie roztrząsaną na konferencjach i zebraniach partyjnych. A że i dotąd najczęściej tak bywało, że gdy o Organizacji Bojowej na tych zebraniach mówiono, gdy na nią napadano, nie zapraszano na nie nikogo z bojowców, by sprawy swej bronił, więc tym bardziej będzie tak i teraz. Wobec tego musimy sprawę przedstawić w druku, by towarzysze, którzy o nas sądzić będą, słyszeli nie tylko oskarżyciela, ale i oskarżonych. Czytaj dalej

dr hab. Jarosław Tomasiewicz: O wolność. Polskie socjalistyczne formacje zbrojne 1917–1920

435060e26b2a1de591b3a691f2e86985

Najdobitniej jednak zaznaczyli socjaliści swój udział w walkach o Górny Śląsk. Był to obszar szczególny, na którym ukształtowało się zjawisko tzw. etnoklas, czyli pokrywania się podziałów narodowościowych ze społecznymi. W postfeudalnej strukturze społecznej Górnego Śląska ziemiaństwo i mieszczaństwo było niemieckie, co sprawiało, że awans społeczny automatycznie wiązał się z germanizacją. Tę klarowną regułę zaburzył dynamicznie rozwijający się proletariat – wywodzący się ze wsi górnicy i hutnicy nie tylko nie wyrzekali się swego języka, ale bardziej niż chłopi byli skłonni identyfikować się z polskością. Działacz plebiscytowy Teodor Tyc pisał: „Na żadnym obwodzie przemysłowym świata nie ciąży tak wyraźne piętno dwoistości sił, które do jednej pracy są tu sprzężone – dwoistości świata panów i niewolników. Nie ma tu świadomej pracy jednego narodu. Akcjonariuszem, dyrektorem, inżynierem, dozorcą – słowem frakowcem, śmietanką, jaśnie panem jest Niemiec. Polak może być robotnikiem, szleperem, proletariuszem, pariasem, chacharem”. Nic dziwnego, że Górny Śląsk odgrywał pierwszoplanową rolę w programie polityki zagranicznej PPS – o ile socjaliści dystansowali się od ekspansji na wschodzie, postrzeganej jako obrona majątków polskich obszarników, to w pełni solidaryzowali się z postulatem przyłączenia do Polski proletariackiego Śląska. Czytaj dalej

„Głos Żołnierza”: 1919-1920

image description

Pierwsi nas szczują, drudzy demoralizują. Pierwszym i drugim Niepodległa Rzeczpospolita Ludowa nie jest potrzebną. Ale my, których zrodziła rewolucja o Niepodległość Narodu, ale my, wychowani przez rewolucyjny militaryzm, nie pozwolimy użyć się za narzędzie jednym i drugim. I wielki okrzyk wznosi się ponad naszymi zbroczonymi krwią szeregami: „Walczymy dla Ludu!”. Okrzyk ten, potężnym echem lecąc poprzez wsi, miasteczka i miasta, poprzez pola i lasy nasze, zabłądzi pod strzechy rodzime, do chaty włościanina, do izby robotników: tam nas zrozumieją. 1920 rok zastał nas w okopach – w polu. Czuwamy – bo najazd ciągle krajowi zagraża. Sąsiedzi radzi by okroić terytorium, na którym tworzy się niepodległe państwo polskie. Wewnątrz nie pomna na nic reakcja z anarchią, podawszy sobie dłonie, próbują raz wraz przeprowadzać swoje, pozornie różne, do jednego zmierzające celu zamiary. Ale myśmy gotowi przeciwstawić się jak jednej, tak drugiej stronie, albowiem ludowi polskiemu musimy dać Ojczyznę – albowiem przez bojowników o wolność narodu jest przepowiedziane, że Polska powstanie z martwych tylko Polską ludową! Więc czuwać i walczyć będziemy dotąd, aż w roku 1920 na czele Rzeczypospolitej Polskiej stanie rząd z przedstawicieli ludu pracującego złożony. Aż najeźdźcy stłumią swoje chęci ujarzmienia nas na nowo, aż wewnątrz kraju lud pracujący, zdobywszy prawo – gospodarzem zostanie. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Tragedia polskiego lasu [1946]

z363

Tragedia dzisiejsza polskich lasów jest tym większa, że ludziom szukającym tam schronienia nie może przyświecać żadna głębsza idea. Jeśli stworzono takie ułudy, to tym gorzej, bo każdy dzień poza cierpieniami fizycznymi, związanymi z życiem leśnym, przynosi jeszcze cierpienia płynące z rozczarowania i poczucia beznadziejności położenia. W czerwcu 1945 roku kierownictwo Polski Podziemnej i Armii Krajowej zarządziło likwidację walki zbrojnej. Wezwało ludzi do wyjścia z lasów na normalne tory pracy dla kraju i dla siebie. Z tą chwilą ustał polityczny sens oddziałów leśnych. Ale postarano się, żeby nie poszło za tym całkowite rozładowanie lasów. Tym staraniom zawdzięczamy, że tragedia lasów rozwija się nadal. Działanie było dwustronne. Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, wbrew swemu mianu i przyjętym zobowiązaniom, z amnestii ogłoszonej zrobił narzędzie wybierania spośród ujawniających się żołnierzy AK miłych i niemiłych. Areszty całych oddziałów i poszczególnych ludzi zniszczyły zaufanie do tego aktu, który powinien posłużyć do całkowitego wyjścia ludzi z lasów. Przeciwnie, wielokrotne nadużycie zaufania do amnestii zaczęło z powrotem pchać ludzi do lasu. Terror nieustający dostarczył nowe kontyngenty dla zielonej armii. Z drugiej strony nieodpowiedzialna agitacja niektórych elementów, najczęściej społecznie i politycznie reakcyjnych, stworzyła legendę fałszywą o wojnie, która ma nadejść lada chwila i przez to dała ułudę politycznego znaczenia zachowania sił zbrojnych w lasach. Obustronne działania tych wysiłków dało to, na co patrzeć musi z największym bólem i obawą każdy rozsądny człowiek w Polsce. Czytaj dalej

Jan Cynarski: Socjaliści w Legionach [1928]

cxc

Czasem powstawały konflikty, a wtedy każdy rozumiał, że sposób ich rozstrzygnięcia będzie pośrednią odpowiedzią na jego pytanie. Raz na przykład, już podczas wojny, plutonowy wywodzący się z obozu „narodowo-niepodległościowego”, zabronił szeregowcom-socjalistom śpiewania podczas marszu „Czerwonego Sztandaru”. Powstała burza. Na razie zakazu usłuchano, ale złożono o tym meldunek i sprawa musiała się oprzeć o najwyższe władze. Nikt nie wiedział jak Piłsudski sprawę rozstrzygnie. Niektórzy sądzili, że zabroni, jak zabronił niedawno śpiewania pieśni rewolucyjnych rosyjskich (zresztą zupełnie słusznie, bo śpiewanie tych pieśni mogło zdezorientować ludność). Ale Piłsudski pozwolił, mówiąc, że w śpiewaniu „Czerwonego Sztandaru” nic złego nie widzi. Wielka była z tego powodu radość. „Dziadek” – mówiono – „nic się nie zmienił”. Toteż, wkraczając na przedmieścia Kielc, używano sobie, śpiewając gremialnie w tych oddziałach, w których socjaliści stanowili przewagę. Wrażenie było dobre. Ludność rozumiała, że to przychodzą jacyś swoi, ci sami, których po roku 1906 nagle w kraju zabrakło, a nie jakieś obce „Sokoły”, o których kozacy tyle opowiadali, jako o dzikusach i krwiopijcach. Czytaj dalej

Roman Adler: Śląsk zbuntowany. Bunty chłopskie od XVII do połowy XIX wieku a pruska kolonizacja Śląska

peasants-revolt-678x381

Od 1792 roku na śląską wieś zaczęły docierać informacje o rewolucji we Francji i o uchwaleniu Konstytucji 3 Maja w Polsce. W atmosferze podminowanej przez handel ziemią i ludźmi doszło w 1793 roku do krwawych rozruchów niemal we wszystkich powiatach górnośląskich. Dworom odmawiano pracy i płacenia podatku gruntowego, odbijano i uwalniano aresztantów, znęcano się nad urzędnikami dworskimi nieludzko postępującymi z chłopami, żądano wydalenia ich. Podobnie zachowano się w stosunku do wójtów uległych panom, odgrażano się szlachcie, obijano chętnych do pracy. Zaczęto nieprawnie korzystać z pastwisk dworskich i niszczyć dworskie zagajniki. Wybuchały protesty przeciw zbyt częstemu zamykaniu ludzi w areszcie, nędznemu odżywianiu i opłacaniu czeladzi dworskiej. Chłopom marzyła się równość stanów, podział gruntów pańskich i to, żeby wojsko nie występowało przeciwko nim. Czytaj dalej

Herman Lieberman: Paradoksy życia polskiego [1939]

The_Popular_Front_of_Madrid_is_the_Popular_Front_of_the_World_bio

Zapytać muszę: co za zbrodnie popełnili ci liczni robotnicy i inteligenci, którzy już to z emigracji, już to wprost z kraju, pospieszyli na pomoc narodowi hiszpańskiemu, zdradzonemu przez wiarołomnych i ambitnych generałów? Utarło się w prasie polskiej pogardliwe miano „czerwonych” na określenie ludu hiszpańskiego i cudzoziemców przybyłych mu na pomoc z obcych krajów w walce o wolność i niepodległość. Ale kto zetknął się z polskimi milicjantami, wie, że jest wśród nich liczny zastęp ludzi, którzy się wcale nie uważają za „czerwonych”. Są między nimi komuniści i socjaliści, ale są także ludowcy, członkowie stronnictw katolickich, ludzie bezpartyjni itd. Wszystkich zawiodło nad brzegi rzek hiszpańskich wielkie umiłowanie ideałów, które wchłonęli w kraju i na obczyźnie, wczytując się w historię walk wolnościowych własnego Narodu. Po co więc to okrutne ustawodawstwo, które jak topór spada na karki prawdziwych, szlachetnych i miłości godnych synów Polski? W szeregach republikańskich walczyli ochotnicy 53 narodów. Żaden inny naród, jeżeli oczywiście pominiemy państwa totalitarne, nie karze tak okrutnie swoich obywateli za udział w walkach armii republikańskiej. Wiem, że głos mój jest za słaby, ale do wszystkich Polaków, którzy wraz ze mną żyją na obcych ziemiach i do tych, co są w kraju, na jakimkolwiek znajdują się stanowisku, jakąkolwiek mają władzę i jakiekolwiek są ich przekonania polityczne, wołam z głębi mojej strapionej duszy: nie dajcie zmarnieć prawdziwym bohaterom, synom Polski nieodrodnym, na obcej ziemi, gdzie dzisiaj żyć jest tak trudno. Nie dajcie się im tułać bez pomocy, otwórzcie dla nich granice Rzeczypospolitej, usuńcie bariery z nieludzkich i nie z ducha polskiego się wywodzących praw. Dajcie im trochę swojego uczucia, przygarnijcie ich jak braci. Oni się krwawo namozolili i zasłużyli na chwilę ludzkiego wytchnienia wśród swoich i na ojczystej ziemi. Czytaj dalej

„Robotnik w Walce”: ONR pod pręgierzem [1943]

21765796_2056169807938595_4444262113754636349_o

„Narodowe Siły Zbrojne”, wbrew rozkazom Naczelnego Dowództwa i Krajowej Komendy Sił Zbrojnych, nie chciały się podporządkować ogólnemu kierownictwu. Trwało tak dwa lata. Perswadowano i namawiano do zmiany tego stanowiska. Na próżno. Wreszcie Dowództwo Sił Zbrojnych w kraju wyznaczyło dzień 15 października jako ostatni termin zameldowania się oddziałów NSZ pod rozkazy Komendanta Sił Zbrojnych w kraju. Termin minął, a sprawy zostały po staremu. Faszystowskie NSZ i komunistyczna tzw. Armia Ludowa pozostały prywatnymi bojówkami, służącymi wyłącznie planom zagarnięcia władzy. Wobec tego Komendant Sił Zbrojnych w kraju wydał w dniu 9 listopada rozkaz nr 122, w którym, przytaczając historię NSZ, stwierdza, że ta organizacja nie podporządkowała się rozkazom Naczelnego Wodza i ministra spraw wojskowych i oświadcza iż: należenie do NSZ nie jest równoznaczne ze służbą czynną w szeregach wojska i obowiązkiem członków NSZ jest natychmiastowe opuszczenie przez nich formacji NSZ i zameldowanie się do czynnej służby w Armii Krajowej. Komendant przytacza jednocześnie wyciąg z rozkazu Naczelnego Dowództwa, w którym jest następujący paragraf: „Żołnierze, którzy mimo zakazu będą nadal należeli do nieuznanych przez Dowódcę Armii Krajowej organizacji wojskowych, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności sądowo-karnej”. Tak więc wreszcie przemówiono do ONR właściwym językiem. Faszystowskie spiski należą do dziedziny sądowo-karnej, a nie politycznej. Czytaj dalej

S. Wierzański: Rozwiązanie kwestii hiszpańskiej [1939]

e4e869449e902043d6bc5f7a4443bbcb_w318_h450

W szeregach armii ludowej walczyli ochotnicy z Ameryki (biali, Murzyni, Indianie), z Anglii, Francji, Austrii, Niemiec, Czechosłowacji i innych krajów, nie wyłączając ochotników z Polski i z emigracji. Ochotnicy polscy stworzyli własne oddziały, legiony polskie, z których jeden był imienia Mickiewicza, drugi imienia Dąbrowskiego. Obydwa, jak wynika z relacji bezpośrednich, walczyły bohatersko w obronie praw ludu hiszpańskiego, potwierdzając raz jeszcze wspaniałą tradycję Polaków miłujących wolność i oddających krew za nią. Pod tą samą Somossierą, którą na rozkaz Napoleona zdobywali ongiś ułani polscy, zakochani w czczych obietnicach francuskiego „boga wojny”, znaleźli się teraz robotnicy polscy, dobrowolni żołnierze innego zaciągu, i potwierdzili wierność hasłu „za naszą wolność i waszą”. Ale cóż z tego? Wysiłki, ofiary i krew – poszły już teraz na marne. Nie utraciły i nie utracą one moralnego znaczenia, które krzepić będzie serce każdego proletariusza, wierzącego w solidarność międzynarodową w walce z kapitalizmem, faszyzmem i hitleryzmem, wrogami demokracji. Ale walka z faszyzmem w Hiszpanii, walka orężna, została dziś niestety przez rząd demokratyczny przegrana. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Społeczne oblicze powstania [3 września 1944]

warsaw_uprising_bata

Znajdujemy tu zarys programu rzetelnej demokracji, zmierzającej ku gruntownej przebudowie ustroju społeczno-gospodarczego państwa. Dumny może być polski ruch socjalistyczny, jego to bowiem zasady programowe znalazły tu powszechną aprobatę! Rada Jedności Narodowej pod przewodnictwem Kazimierza Pużaka, sekretarza generalnego PPS, nie tylko przyjęła ten program społecznej demokracji, ale korzystając z możności zgromadzania się, przystąpiła natychmiast do obleczenia tych zasad w konkretne formy ustaw i rozporządzeń. Praca przygotowawcza do tego celu była wykonana w dużej mierze już dawniej, w komórkach fachowych delegatury rządu, gdzie wszystkie ważniejsze zagadnienia były dokładnie przepracowane w toku długich lat okupacji. Idea uspołecznienia produkcji wyraziła się w ustawie o radach zakładowych, mających realizować zasady demokracji w wewnętrznym życiu fabryk i kopalń. Ustalała ona zasady praktycznego wprowadzania robotników do kierownictwa przedsiębiorstw i do organów kontrolujących produkcję. Była ona pierwszym aktem opracowanego w konspiracji systemu reprezentacji robotniczej w nowym ustroju gospodarki rządzącej się planowością społeczną. Tendencje te zostały po tym brutalnie przekreślone lub niedołężnie przejęte przez politykę PKWN triumfującego przy pomocy obcych bagnetów nad społeczeństwem polskim. Mimo to jednak dorobek ideologiczny powstania, dający wyraz przemianom społecznym i nowym poglądom, jakie utrwaliły się w łonie społeczeństwa polskiego w toku walki z okupantem niemieckim, nic nie traci na swym znaczeniu. Stanowi ono nadal podstawę, na której społeczeństwo chce się rozwijać i do której wbrew swej woli musi się naginać nawet system rządów narzuconych. Stanowi on również wyraźny probierz do oceny każdego posunięcia mającego kształtować nasze życie społeczne i polityczne. Dzięki temu dorobkowi zmiany ustrojowe, przeprowadzane obecnie przez rząd tymczasowy, mogą znaleźć i znajdują słuszną ocenę z punktu widzenia postępu społecznego i ideologii demokratycznej, dojrzałej w naszym społeczeństwie. Przez to jedni nie mogą się przystrajać w piórka realizatorów wielkich idei wypracowanych przez masy ludowe, z drugiej zaś strony dorobek Powstania Warszawskiego kładzie potężną zaporę tendencji żywiołów reakcyjnych, które pragną powrotu czasów przedwrześniowych. Jednym i drugim Powstanie Sierpniowe, krystalizując ostatecznie oblicze nowej Polski, przeciwstawia jasny obraz organizacji i życia odrodzonego państwa polskiego bazującego na zasadach demokracji społecznej. Czytaj dalej

Edward Zawadzki: Stefan Okrzeja [1929]

Scan10016

Rzucił bomby do cyrkułu policyjnego, lecz rażony odłamkiem, dostaje się po dłuższej walce w ręce siepaczy. Od tej chwili, aż do stracenia, Stefan Okrzeja wykazuje niezłomną siłę swego charakteru, charakteru Wielkiego Bojownika, wspartego o hasła i idee Socjalizmu. Na całym przewodzie sądowym przejawia wobec prześladowców wielką dumę z wykonanego przezeń czynu. Stwierdza wyraźnie, iż jest żołnierzem PPS i przyszłej Polski Socjalistycznej. Walki się nie wyrzeknie. Jeśli nawet zginie, to na miejsce Jego staną miliony nowych bojowników, którzy, jak On, w walce nie ustąpią, aż do zwycięstwa. Ponoć swym bohaterskim zachowaniem zadziwił swych oprawców. Sąd skazał Go na śmierć przez powieszenie. Gdy mu proponowano, aby prosił o łaskę cara, odrzekł: „Rewolucjoniści rosyjscy cara nie proszą o łaskę, tym bardziej polski rewolucjonista prosić nie będzie, byłoby to poniżej godności robotnika”. Zawisł na szubienicy z uśmiechem, wierząc, iż spełnił swój obowiązek robotnika polskiego do końca. Czytaj dalej

Adam Ciołkosz: Zgon Teodora (o Adamie Rysiewiczu) [1964]

a9d0189e2eed61546046a250acb64ca0

W pracę organizacyjną wkładał całe swe serce. On był pierwszym komendantem Gwardii Ludowej WRN, których strzały w oprawców hitlerowskich budziły otuchę wśród mieszkańców Krakowa. Ukochanym jego dzieckiem były Socjalistyczne Bataliony Śmierci. Z jego inicjatywy powstały, z zadaniami dywersji i sabotażu. On je organizował i był ich komendantem do chwili śmierci. Drugi odcinek, którego był jednym z współtwórców i dużo mu poświęcił pracy, to akcja pomocy więźniom obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Sam dowodził poszczególnymi akcjami, związanymi z tą pomocą. Pracował nad planem, aby w odpowiednio ku temu wybranym momencie przez równoczesne uderzenie od zewnątrz i powstanie wewnątrz obozu uratować od zagłady więźniów Oświęcimia. Jego głównie wysiłkiem i pracą zorganizowano i prowadzano akcję pomocy dla więźniów obozów hitlerowskich. Już z końcem 1941 powstała sieć systematycznej, zorganizowanej łączności pomiędzy więźniami pepesowcami w Oświęcimiu a kierownictwem okręgowym WRN w Krakowie. Grypsy miały początkowo charakter informacyjny. Na jesieni 1942 do Brzeszcz, starej i twardej twierdzy PPS, przybył Teodor, by omówić z tamtejszymi górnikami sprawę utworzenia organizacji przerzutowej i pomocowej dla obozu w Oświęcimiu. Omówił również sprawę ucieczek z obozu.W chwili śmierci Teodor liczył lat 26. Jego zgon okrył ciężką żałobą podziemny ruch całej organizacji WRN, która zresztą w tym właśnie czasie powróciła do dawnej nazwy PPS. Płakał też nad tym grobem młodego bojowca cały Kraków. Czytaj dalej

„Robotnik”: Pamięci bohatera [1906]

Szulman

Jako Żyd, jako robotnik, Szulman należał do tych, co od młodości przechodzą wielką szkołę niewoli i nędzy. Wokół siebie widział poczerniałe twarze, ginące od głodu i wilgoci suteren dzieci, widział jak powoli umierali od nadmiaru pracy wszyscy wokół niego. A gdy dorósł, gdy począł tęsknić i szukać odpowiedzi na dręczące go pytania, ujrzał jak każdy policyjny stupajka bezkarnie lży i znieważa ludzi… Nieraz widział, jak katowano ludzi za głębsze westchnienie do upragnionej wolności, słyszał ich jęki, słyszał smutną opowieść o ich mękach i torturach. I słysząc i widząc to, uczył się żyć, uczył się nienawidzić. Znienawidził okrutnych dręczycieli, znienawidził krzywdzący ustrój, znienawidził wszystkich, co biernie patrzyli na podłość i okrucieństwa. Lecz nienawiść młodego, szlachetnego serca to tylko wypływ miłości. Patrząc na tysiączne ofiary przemocy i wyzysku, pokochał te zastępy poniewieranych, wyzyskiwanych i ciemiężonych, i dla nich począł szukać prawdy i sprawiedliwości. A skoro poznał dobrą nowinę socjalistyczną, całą duszą, całym swym miłującym i nienawidzącym jestestwem przystąpił do pracy. Uwierzył, że ucisk i poniewierka muszą się skończyć, że proletariat łącznym natarciem zerwie okowy i przyśpieszy zwycięstwo prawdy i sprawiedliwości. Jako Żyd i jako robotnik wierzył on, że wszyscy ci, których łączy wspólna krzywda i wspólna praca muszą iść razem. Wstąpił do PPS i w jej szeregach w ciągu dwóch lat pracował. Czytaj dalej

Hirsh Glick: Zog nit kejn mol (tłumaczenie) [1943]

13010711_10206304685151556_7095451420639302189_n

Nie, to nie ołów w pieśni dźwięczy – tętni krew,
bojowy sygnał, nie beztroski ptaków śpiew.
Zew przeszył miasto, armat zagłuszając huk,
gdy na wezwanie z bronią w ręku stanął lud.

Więc nie mów, że już czas w ostatnią drogę iść,
choć ołów nieba skrywa błękit naszych dni.
Blisko już najdroższa z upragnionych chwil,
po bruku krzykiem naszym dudni kroków rytm. Czytaj dalej