Hirsh Glick: Zog nit kejn mol (tłumaczenie) [1943]

13010711_10206304685151556_7095451420639302189_n

Nie, to nie ołów w pieśni dźwięczy – tętni krew,
bojowy sygnał, nie beztroski ptaków śpiew.
Zew przeszył miasto, armat zagłuszając huk,
gdy na wezwanie z bronią w ręku stanął lud.

Więc nie mów, że już czas w ostatnią drogę iść,
choć ołów nieba skrywa błękit naszych dni.
Blisko już najdroższa z upragnionych chwil,
po bruku krzykiem naszym dudni kroków rytm. Czytaj dalej

Gustaw Daniłowski: Na stokach Cytadeli [1916]

Józef Mirecki - ilustracja z broszury

W ten sposób od chwili śmierci Traugutta na stokach Cytadeli poczyna się stwarzać jak gdyby drugi Wawel rewolucyjnej Polski, stos kości bohaterów mordowanych w noc głuchą, grzebanych tajemnie. A w dobie między 1905 i 1907 rokiem nowy męczeński Panteon narodowy chłonie życie walecznych tak gwałtownie, jak nigdy. Lista nazwisk powieszonych w tych latach zajęłaby kilka stronic tej książki. Jednym z ostatnich, co szli po szczeblach szafotu, jakby stąpali po stopniach tronu, jest Józef Mirecki, prawdziwy Książę Niezłomny Rewolucyjnej Polski. Niepodobna przedstawić w całej okazałości tej posągowej postaci… Wiele z chwały musi być przemilczane, powierzane tylko z ust do ust pamięci szeptem tajemnym. Sądzimy jednak, że z tej cząstki działalności Mireckiego, która da się ujawnić, naród odczuje, kogo mu wydarł nikczemny mord, jak drogocenny skarb ukradł, by zniszczyć, dziki najazd, co od wieku tępił i wytracał najszlachetniejszych w każdym pokoleniu. Dojrzewała w nim od początku rewolucyjnej działalności kiełkująca myśl, że cały ruch winien konsekwentnie zmierzać ku temu, by mógł się zmierzyć orężnie ze zbrojnym panowaniem przemocy i gwałtu. W kraju, gdzie tradycja bojowa przez filozofię niewoli została zabita, trup jej wyśmiany, widmo odepchnięte, trzeba było żywej i ofiarnej krwi, by wystygłą sprawę rozniecić, potężnego ramienia, by ją z grobu wydźwignąć, nieustraszonego męstwa, by wyklęty sztandar rozwinąć, i heroizmu, by kazać się w nim rozkochać współczesnym i dorastającym pokoleniom. Jednym z takich wskrzesicieli zadeptanego ognia, Prometeuszem buntu w zduszonym narodzie, postanowił się stać Mirecki. Czytaj dalej

Józef Kaźmierczak: 1918 rok w Częstochowie (w dwudziestolecie wyzwolenia Polski) [1939]

renato-guttuso-12-stw2

Nie zapomnę nigdy tych radosnych chwil, gdy z bronią na plecach wkraczaliśmy do Rakowa, jako żołnierze rewolucji, niosąc wolność i niepodległość ojczyzny. Gdy wkraczaliśmy do Rakowa, do tej twierdzy rewolucyjnej, w której każdy dom był większą czy mniejszą pamiątką historyczną, gdzie czerwony sztandar promieniował na całą okolicę z kominów fabrycznych na każdego pierwszego maja, gdzie w biały dzień odbywały się nielegalne zebrania, liczące nieraz do 300 osób (konferencje partyjne), gdzie Polska Partia Socjalistyczna miała zawsze silne oparcie i zasięg bojowników, z bronią w ręku piątkami wykonujących niejeden śmiały i bohaterski czyn terrorystyczny, to zdawało mi się, że nie idę, lecz płynę, że wszystko, co jest na ziemi, jest takie piękne i wszystko się razem ze mną cieszy, śmieje i wiwatuje na cześć wielkiej zdobyczy, jaką jest niepodległość narodu. Lecz wszystkie te uczucia nie były snem i przeistoczyły się w prawdziwą rzeczywistość, gdyż w chwili, gdy wkroczyliśmy na teren kolonii domów fabrycznych, zamieszkałych przez robotników (a była to godzina 4 rano), otwierały się okna i kobiety, wyrywając kwiaty z doniczek, obrzucały maszerujący zbrojny oddział rewolucyjny. A myśmy dziarsko i nie odczuwając zmęczenia na całe gardło śpiewali pieśni rewolucyjne i żołnierskie. Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Wobec mordu w Dąbrowie [1897]

martinot_police-power

W ostatnich jednak czasach rozwój ruchu robotniczego, coraz bardziej w swych dążeniach wrogiego caratowi, coraz większa niechęć ludu wiejskiego do swych nieproszonych opiekunów, przekonały rosyjskie sfery rządowe, że lud to opora niepewna. Natomiast zupełny zanik rewolucyjnego usposobienia wśród klas uprzywilejowanych w Polsce, wzrastający coraz bardziej strach posiadaczy przed groźnym dla nich widmem rewolucji robotniczej, zbliżyły do siebie strony zawierające obecnie ugodę polsko-rosyjską. Zachowała się jednak jeszcze wzajemna nieufność – skutek długoletniej walki poprzedniej. Przyjazd cara do Warszawy – to była próba rozproszenia tej ostatniej chmurki na niebie ugodowym. Bezmiar służalczości okazanej carowi, kadzidła pochlebstw, skwapliwie przed władzą roztaczane, słowem, cała ohyda warszawskich „uroczystości”, w dostatecznej mierze dowiodła zupełnego oddania się klas uprzywilejowanych caratowi. Teraz kolej była na cara – on musiał pokazać, że równie szczerze będzie bronić interesów swych nowych sojuszników. Gdyśmy w proklamacji na przyjazd cara pisali: raz jeszcze kosztem ludu pracującego klasy posiadające zawierają sojusz z najeźdźcą, nie przypuszczaliśmy, że tak prędko koszta namacalnie przez lud zostaną zapłacone. Krew bowiem robotników dąbrowskich to są właśnie owe judaszowe srebrniki, zsypane przez rząd do zdradliwej i pożądliwej łapy naszych wyzyskiwaczy, oto zapłata za przyjęcie cara. I jak gdyby dla jaskrawszego oświetlenia wypadku, Imeretyński, urzędowy pośrednik ugody, posłał swe zezwolenie na mordy w Dąbrowie, w chwili, gdy bawił na weselu u Zamojskich, przedstawicieli nowej Targowicy. Wspólnikami więc rządu w zbrodni nie jest jeden Harting, podczaszy katów dąbrowskich, lecz cała klika panów i fabrykantów, cala zgraja panoszących się bardów ugody, cała zgangrenowana burżuazja polska. Czytaj dalej

„Głos żołnierza”: Wojsko a strajk rolny [1919]

spanish-civil-war-durutti-column-soldiers-propaganda-militaria-old-flyer-a41cec8150ba338e479240a154ea7236

Strajk wybuchł wskutek tego, że dziedzice podpisawszy umowy o wynagrodzeniu robotników swoich, nie chcieli w większości tych zobowiązań spełniać. Pomimo ustaw sejmowych, wedle których i obszarnika można by do odpowiedzialności pociągnąć, rząd nie śmie i nie chce karać tych ostatnich, mszcząc się na robotnikach, którzy raz są poszkodowani przez niedotrzymanie umowy obszarników zaś drugi raz przez to, że za winę dziedzica ich pakują do więzienia, i po trzecie, że, aresztując, biją w najokrutniejszy sposób. A teraz, Towarzysze broni, zastanówmy się dobrze. Robotnik rolny raz jest poszkodowany, że obszarnik nie daje mu wynagrodzenia do jakiego się zobowiązał, drugi za porzucenie pracy, do której go zmusza obszarnik, biorąc go do kozy – trzeci podlega biciu, katowaniu i poranieniu. Więc robotnik zamiast obszarnika trzy razy jest ukarany, kiedy samemu głównemu winowajcy dziedzicowi nie tylko że nic nie jest, ale władze rządowe pomagają mu w jego bezprawiu, przeciw robotnikowi. I oto na dobitkę w to bezprawie wciąga się żołnierza polskiego, tego żołnierza, którego zadaniem jest bronić Rzeczpospolitej Polskiej, nie zaś stawać w obronie bezprawia obszarników. W wielu miejscowościach oddziały złożone z żołnierzy polskich, ma się rozumieć na rozkaz oficerów, aresztowały i biły robotników. Reakcja polska – obszarnicy wyzyskiwacze – starali się z żołnierza polskiego uczynić narzędzie dla gwałtów czynionych w ich interesie – dla obszarniczej kieszeni. Kiedy trzeba kupić pożyczkę państwową, kiedy trzeba pieniędzy na ubranie i żywność dla armii, to obszarnicy zamykają swoje kabzy, ale kiedy idzie o napełnianie ich kieszeni, kiedy trzeba wykonać represje nad wyzyskiwanym przez nich robotnikiem, używa się do tego żołnierzy polskich. A oto dalszy ciąg tragedii. Żołnierz robotnik lub włościanin katuje takiego samego jak i on robotnika i włościanina dla przyjemności obszarnika, który będzie wyzyskiwał dzisiejszego żołnierza, gdy ten mundur zdejmie i zmuszony zostanie u takiego czy innego wyzyskiwacza pracować. Czytaj dalej

Robotniczy Komitet Obrony Warszawy: Odezwa do robotników z dnia 6 sierpnia 1920

k,NjkxNDEzNDEsNDcxNDUwODU=,f,polskie_plakat_wojenne_5

Rząd Rosji sowieckiej w bezczelny sposób zerwał rokowania rozejmowe. Bolszewicy nie chcą pokoju! Chcą wojny, wojny aż do zupełnego stratowania, zniszczenia Polski Niepodległej. Z dnia na dzień coraz głębiej wżerają się w ziemie polskie wojska dowodzone przez czarnosecinnych carskich oficerów. Maskują się oni dzisiaj czerwonym sztandarem, głosząc, że niosą rewolucję. Ale rewolucji nikt jeszcze nikomu nie przyniósł na ostrzach bagnetów. Rewolucja to własna wola i własny wysiłek ludu pracującego. Bolszewicy zaś niosą nam niewolę i zniszczenie, wygłodzenie kraju, nędzę i poniżenie robotnika polskiego. Rewolucja, aby przyniosła proletariatowi polskiemu polepszenie bytu i oddała w jego ręce władzę musi być rewolucją polską, przez Polski proletariat dokonaną, a nie przez najeźdźców rozdających władzę swym poplecznikom i sługom. Toteż najazd bolszewicki spotka się z murem zbrojnych piersi robotniczych i prysnąć musi. Na najazd, na tyranię, na gwałt, jedna tylko odpowiedź – siłą zbrojna. Robotnik polski musi stworzyć tę siłę i położyć tamę najazdowi. Czytaj dalej

„Łodzianin”: Zdobycie niepodległości a Legiony [1915]

1fdx_cdd_uc5ex

Gorzej jest, że zdarza się spotkać prawdziwego niepodległościowca nie mogącego się pogodzić z myślą, że trzeba popierać Legiony. Jeden więc mówi: „Jakże ja, socjalista-robotnik, popierać będę armię polską, kiedy socjalizm nie godzi się z militaryzmem?”. Na to pytanie dawno dało odpowiedź życie. Na całym świecie socjaliści, bez względu na to, czy życzyli sobie wojny, czy nie, wstąpili do wojska dobrowolnie i głosowali za kredytami wojennymi, skoro już nastąpił wybuch wojny, a więc wypadło bronić swego kraju i swych siedzib przed zniszczeniem i pożogą, jaką niesie wojna. Czyż u nas miałoby być inaczej, u nas, którzy nie walczymy ani za kolonie, ani w interesach polskiego kapitalizmu, bo ten właśnie pragnie pokoju, tylko o własną wolność. Toż zawsze u nas mówiono i słusznie, że tylko wojna europejska może nas wybawić. A teraz, kiedy wojna wybuchła, czy możemy jej nie wykorzystać, zwłaszcza dziś, kiedy nam wolno walczyć pod własnymi sztandarami, własną komendą, kiedy marzenie o wojsku polskim stało się czynem? W tym wojsku demokratycznym, gdzie każdy, począwszy od generała, a kończąc na szeregowcu, zwie się, jak za czasów rewolucji francuskiej, obywatelem, dobrze każdy czuć się będzie. Znajdzie tam wielu towarzyszów partyjnych, bo każdy, u kogo w żyłach płynie krew, bez względu na przekonania polityczne, poszedł walczyć z caratem. Długo, bardzo długo byliśmy tropieni jak dzikie zwierzęta przez psy gończe carskiego rządu. Wszędzie nas wróg ścigał i dościgał, często bezbronnych. Gnębił nas i tropił szpicel, żandarm, żołnierz, czynownik, wreszcie ex- towarzysz-prokurator. Obchodziliśmy wzdłuż i wszerz polską ziemię, unikając pościgu, omijając dworce kolei i miasteczka, kryjąc się nie raz, w zbożu nocując pod stogiem siana, dobrze jeszcze, jeśli z bronią w ręku, bo wtedy drogo sprzedawano swe życie. Więzienie, etap, osiedlenie czy administracyjne zesłanie to był los świadomego robotnika. Jeśli kto uszedł Sybiru czy stryczka, musiał się stawać nielegalnikiem na całe życie, i albo jadł na tułaczce gorzki chleb emigranta, albo znów wracając do nielegalnej roboty w kraju narażał się na gorsze jeszcze represje. Dziś czas pomścić się za to wszystko na wrogu, i pomścić się dokumentnie. Należy wyrwać zęby caratowi, aby nie mógł gryźć i szarpać. Czytaj dalej

„Robotnik”: Moskwa wobec powstania [1944]

krzyz_powstanca

Przypomnijmy, że od czasów ofensywy sowieckiej Rząd Polski wielokrotnie usiłował nawiązać z rządem rosyjskim porozumienie, obejmujące chociażby problemy współdziałania wojskowego. Wszelkie propozycje polskie rozbijały się zawsze o tendencję polityki Sowietów, zmierzającą do wymuszenia na Rządzie Polskim akceptacji czwartego rozbioru i narzucenia nam na kierowników Państwa ludzi miłych Sowietom. Nawet po rozbiciu tych wszystkich prób porozumienia, Rząd nasz i dowództwo armii polskiej zdecydowało się na współdziałanie wojskowe, co miało miejsce na szerszą skalę na Wołyniu i w Wilnie. Nie może więc nas obciążać zarzut nieczynienia żadnej próby skoordynowania naszych wysiłków zbrojnych z Sowietami. Wychodziliśmy i wychodzimy z założenia, że bić Niemców będziemy do spółki z każdym, kto Niemców bije, nawet w takich ciężkich i nieokreślonych warunkach, jakie wytworzyły się między Polską i Rosją. Rosja wyznaje inne zasady. Dlatego też Rosja obojętnie patrzy, jak lud Warszawy broczy w krwi serdecznej, gołymi rękami zdobywając niemieckie czołgi i armaty, a na dodatek jeszcze w obliczu tych właśnie bohaterskich zmagań usiłuje podważyć zaufanie narodu polskiego do jego prawowitego rządu. Czytaj dalej

Tomasz Arciszewski: Moralno-polityczne znaczenie powstania warszawskiego [1949]

Powstanie_Warszawskie_Patrol_Agatona

Wojska sowieckie były pod Warszawą. Na południe od niej przeprawiły się na lewy brzeg Wisły. Miastu groziło zniszczenie na skutek przeistaczania przez Niemcy Stolicy w fortecę. Hitlerowcy zdecydowali, że z początkiem sierpnia ludność Warszawy zostanie zapędzona do robót fortyfikacyjnych. Centrum polskiego ruchu podziemnego groziła ze strony Niemców niemal całkowita likwidacja. Powstanie Warszawskie nie było dziełem 40 tysięcy żołnierzy AK. To poprzez całą społeczność Stolicy objawił się w pełni, na oczach całego świata, potężny pęd narodu do wolności i samodzielności. Powstanie upadło. Ale duch oporu, który dawał ludności stolicy siły i determinację, nie osłabł. Objął on w posiadanie całe społeczeństwo polskie, cierpiące pod butem nowego okupanta. Wielka i bohaterska legenda Warszawy daje moc i wiarę przetrwania. I dlatego też wróg pragnie ją zohydzić, zniszczyć, wyplenić z serc i umysłów Polaków. Ale są to próżne zabiegi. Jest jeszcze inny aspekt Powstania, ważny i aktualny w dzisiejszej sytuacji. Rada Jedności Narodowej i Krajowa Rada Ministrów, które pracowały przez cały okres w niezmiernie ciężkich warunkach, dzieląc los żołnierza i całego ludu Warszawy, w wydanej odezwie tak określiły znaczenie Powstania: „…Powstanie Warszawskie pozostawiło ponownie w końcowej fazie wojny problem Polski nie jako problem przetargów dyplomatycznych gabinetów, ale jako zagadnienie wielkiego narodu walczącego krwawo i bezkompromisowo o wolność, całość i sprawiedliwość społeczną w życiu ludzi i narodów, o szlachetne zasady Karty Atlantyckiej, o wszystko to, o co walczy dziś lepsza część świata…”. Cóż do tych słów więcej można dodać? Czytaj dalej

Bronisław Żukowski: Pamiętniki bojowca, części I-II [1933]

dynamite

W styczniu 1905 r. w „Robotniku” ukazała się wiadomość, że słynny prowokator, Funk, znajduje się w Piotrkowie i pełni obowiązki strażnika przy komorze. Tego ja spokojnie już znieść nie mogłem. Na zebraniach robiłem wprost awantury, mówiąc, że zdemaskowanie Funka w „Robotniku” nie miało sensu. Co to – mówiłem – pomoże demaskowanie takiego człowieka, który oddał świadomie w ręce żandarmów 90 towarzyszy?! Funk już dawno powinien być z tego świata usunięty, gdyż takie demaskowanie tylko odstrasza ludzi od partii, że obowiązkiem jest mianujących się „bojówką” PPS usuwanie takich szkodliwych jednostek jak Funk i że „bojówka” PPS jest tylko w słowie, ale nie w czynie. Wówczas zwrócili na mnie uwagę „Kuroki” i inni, którzy stali na czele owej „bojówki”. W pierwszych dniach lutego r. 1905 przyszedł do mnie do mieszkania „Kuroki” i mówi mi: „Wyście na zebraniach nalegali, aby szkodliwe jednostki terroryzować. Dzisiaj będzie wykonany zamach na jedną z takich szkodliwych jednostek, czy chcecie wziąć udział w takim zamachu?”. Ja na razie nie byłem przygotowany do wykonania jakiegokolwiek zamachu, więc pytam się, czy tylko ja jeden mam wykonać ów zamach? – „Nie, dwóch was będzie go wykonywać; więc zgadzacie się?”. – „Zgadzam się, ale kto drugi ze mną?”. – „Teraz Wam nie powiem, kto. Wy się obaj znacie, gdy pójdziecie na miejsce, gdzie ma być wykonany zamach, to się zobaczycie i będziecie wiedzieli z kim”. Jak się pokazało, miał to być zamach na warszawskiego generał gubernatora, Czertkowa. Miano go wykonać na dworcu kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, o godzinie 4.30 po obiedzie, kiedy Czertkow miał przyjechać z Belwederu. Czytaj dalej

„Życie Robotnicze”: Pasterka w 1904 roku [1934]

maxresdefault

Wśród całego szeregu czynnych wystąpień nastąpiła pierwsza manifestacja uliczna proletariatu radomskiego, która miała miejsce po pasterce w nocy z 24 na 25 grudnia 1904 roku. Manifestacja ta była zarazem jedną z pierwszych w Polsce w zaraniu dojrzewającej Rewolucji. Zorganizowani towarzysze zebrali się na cmentarzu kościelnym przy kościele pobernardyńskim. Gdy ludzie zaczęli wychodzić po pasterce z kościoła, zaintonowano „Czerwony Sztandar” i zaczął się formować pochód. Na czele pochodu, który ruszył obecną ul. Żeromskiego w kierunku dzisiejszego placu 3 Maja, powiewał sztandar Polskiej Partii Socjalistycznej, niesiony przez młodziutkiego, bo zaledwie 17-letniego towarzysza, Wiktora Cymerysa-Kwiatkowskiego. Gdy pochód ruszył, oddziałek bojowy, stanowiący czoło i obronę manifestacji, oddał salwę z 9 rewolwerów velodogów, stanowiących obok kilku sztyletów całe uzbrojenie robotniczej armii Radomia. Stale powiększając się, pochód w ilości już około tysiąca osób dotarł do obecnego placu 3 Maja. Tu dostrzeżono, że z przeciwnej strony (od strony obecnego starostwa) jadą dwie dorożki, a za nimi biegnie oddziałek wojska, liczący pół kompanii. Tłum zwarł się mocno i z okrzykami: „Precz z caratem”, „Precz z mobilizacją” ruszył na spotkanie wojska. Rozległa się komenda: „Towarzysze z bronią naprzód! Brać na oko oficerów!”. Czytaj dalej

„Robotnik Śląski”: Powstanie w Polsce [1905]

rs

W niedzielę była Warszawa świadkiem olbrzymiej demonstracji robotniczej. W wielu miejscach przyszło do krwawych walk z wojskiem, podczas których robotnicy budowali barykady. Ofiarą tych walk padło do 160 zabitych i rannych ze strony robotników, ale też wojsko, policja i kozacy mają liczne straty. Walki te powtarzają się odtąd codziennie. Szczegółów niepodobna opisywać, zaznaczamy tylko, że strajk powszechny nie tylko nie ustaje, lecz szerzy się coraz bardziej. Wszelka praca ustała, połączenia kolejowe i telefoniczne przerwane, druty telegraficzne pozrywane, tory kolejowe uszkodzone, pociągi nie kursują. W mieście zapanował wskutek tego dokuczliwy brak żywności: drożyzna straszna. Komitet PPS wydał szereg odezw, w których bądź to omawiane są żądania strajkujących, bądź też znajdują się wezwania do utrzymania karności i porządku i zachęta do wytrwania. Rząd ściąga do Warszawy coraz większe masy wojska, lecz wobec karności strajkujących stoi bezwładny i bezsilny. W Łodzi, w Częstochowie, w Piotrkowie, w Radomiu. w Kaliszu, w Zgierzu, we Włocławku, w Zawierciu, w Żyrardowie, w Pabianicach itd., a zwłaszcza w zagłębiu węglowym sosnowiecko-dąbrowskim wszędzie dzieje się to samo, co w Warszawie: wszędzie strajk generalny od tygodnia, wszędzie bohaterskie walki z carskim żołdactwem, wszędzie masowe demonstracje z czerwonymi sztandarami! I wszędzie też robotnicy na salwy karabinowe lub razy kozackich nahajek albo szabel odpowiadają salwami rewolwerowymi i bombami dynamitowymi. Zdarzyło się już także, że całe oddziały wojska lub policji rozbrajano, a broń, odebraną żołdakom, obracano na służbę rewolucji. Władze rosyjskie wystraszone kryją się i nie maja odwagi zabrać się do tłumienia buntu. Zwłaszcza w Zagłębiu Dąbrowskim i w Częstochowie socjaliści są panami nieograniczonymi. W zagłębiu podobno cała 50000 masa strajkujących jest dobrze uzbrojona w strzelby myśliwskie i w rewolwery. Nawet ludność czysto wiejska zaczyna się już ruszać i zbroić do powstania. Znakomita organizacja, energia i wytrwałość, z jaką olbrzymi ten ruch jest prowadzony, dają chlubne świadectwo pracy naszych towarzyszów z Polskiej Partii Socjalistycznej. Czytaj dalej

„Robotnik Polski w Wielkiej Brytanii”: Za grobem zwycięstwo [1944]

7687407310_41d34c8a81_b

Miała Warszawa prawo do powzięcia decyzji o powstaniu także polityczno-moralne. Po pierwsze dlatego, że prawo do uwolnienia stolicy własnymi rękami Polaków było logicznym uwieńczeniem tej nieubłaganej walki, jaką naród polski od pięciu lat toczy przeciw niemieckiemu najeźdźcy, nie wydając ani jednego Hachy czy Quislinga, nie cofając się nigdy przed żadną ofiarą, nie wątpiąc nigdy, nawet w najcięższych i najwątpliwszych momentach – nawet w momencie ujawnienia zbrodni katyńskiej – gdzie jest wróg, z którym się toczy walka na śmierć i życie. Prawa takiego wojska brytyjskie i amerykańskie nie odmówiły kombatantom francuskim i ludowi Paryża. Chętnie i świadomie przyznały im prawo pierwszeństwa w wyzwoleniu stolicy Francji. Po wtóre dlatego, że decydujący współudział Armii Krajowej w oswobodzeniu szeregu ośrodków polskich, np. Wilno, Lwów, ani razu nie został oficjalnie pokwitowany przez Armię Czerwoną, jeśli pokwitowaniem nie nazwać aresztów i deportacji oficerów i szeregowych Armii Krajowej przez władze sowieckie. Po trzecie dlatego, że – powiedzmy to otwarcie – gdy się kwestionuje pod obłudną, ale przejrzystą maską samo prawo narodu polskiego do swobodnego decydowania o swoim losie – stało się rzeczą niezbędną wskazać, kto jest gdzie gospodarzem. Czytaj dalej

Eugeniusz Ajnenkiel: Z walk rewolucyjnych w Łodzi [1936]

comm4

Bohaterska walka „Blondynka” wywarła olbrzymie wrażenie na mieszkańcach tej dzielnicy. Nie mniejsze jednak na sferach rządowych. Śmierć bojowca stworzyła legendę, która żyła wśród robotników. Ta legenda, którą, będąc chłopcem, słyszałem, spowodowała mnie do poszukiwań, a wynik ich tu opisałem. Legenda przedstawia stosunek władz do trupa bojowca: generał Kaznakow, gdy przybył na miejsce walki, przyjął raport dowódcy, a dowiedziawszy się o ilości ofiar rządowych i obronie bojowców, podszedł do trupa leżącego pod murem. Chwilę postał, a potem, odwróciwszy się frontem do stojących żołnierzy, polecił sprezentować broń i wygłosił do nich krótkie przemówienie, w czasie którego miał powiedzieć mniej więcej w ten sposób: „Gdyby Car miał tak odważnych żołnierzy, jak ten tu zabity bojowiec, nie byłoby ani tych bojowców, ani takiej, jak tutaj, walki”. Czytaj dalej

Kazimierz Lipczyński: Z lat rewolucyjnych w Kaliszu [1933]

a

W tym czasie zaszły słynne wypadki w Petersburgu – pochód robotników z popem Gaponem na czele pod pałac carski, zakończony krwawą rzezią. Znowu więc zwaliła się na mnie świeża robota: zebrania, wydawanie odezw, kolportaż itp. Otrzymaliśmy nakaz z CKR, aby urządzić w Kaliszu ogólny strajk polityczny i pochody ze sztandarami, nie cofając się nawet przed przelewem krwi. Było nas w Kaliszu zorganizowanych około 20 ludzi, rozrzuconych po rozmaitych warsztatach pracy. W Komitecie PPS postanowiliśmy wywołać ruch w poniedziałek, ale dopiero w środę udało nam się zatrzymać od godziny 1. fabrykę haftów Danzigera. Około dziesięciu ludzi wtargnęło do tej fabryki, ogłaszając strajk powszechny. Wszyscy robotnicy chętnie porzucili pracę, bo tylko czekali hasła. Z fabryki Danzigera wszyscy robotnicy w zwartych szeregach ze śpiewem „Czerwonego Sztandaru” poszli pod fabrykę Frenkla, następnie do Meissnera itd. Fabryka stawała za fabryką. Czytaj dalej

„Równość”: Komuna Paryska [1880]

kom

Wśród wielkich wypadków drugiej połowy bieżącego stulecia, wśród krwawych wojen zaborczych i powstań całych ludów, dopominających się z bronią w ręku o swą niepodległość, zarysowuje się odmiennego charakteru walka – Komuna Paryska. Ponad Sadową i Gravelotte wznosi się ona wysoko nowością swej idei, szlachetnością i wielkością swych bohaterów. Na sztandarze jej wypisane nowe hasło, a krwawy dramat rozgrywający się na polu tej walki wystawia nowe, historyczne role na scenę. Nie o zaokrąglenie granic państwowych tu chodzi, nie czcza zmiana formy rządu lub jednej panującej dynastii na drugą, lecz pragnienie istotnej swobody, lecz chęć wydobycia się spod szponów drapieżnego ptaka, burżuazyjnego państwa – na swobodę, rzuca dwieście tysięcy ludu paryskiego do fatalnej walki z Thiersem i robi proletariat paryski panem pozycji w przeciągu siedemdziesięciu dwóch dni z rzędu. Czytaj dalej

Eugeniusz Ajnenkiel: Kronika bojowa PPS (Frakcji Rewolucyjnej) w roku 1907 [1937]

grob4

Członkowie naszej O. B. zgładzili w Łodzi jednego z najnikczemniejszych siepaczy rządowych u nas. Był nim podpułkownik żandarmerii, naczelnik żandarmerii powiatu łódzkiego i łaskiego Mikołaj Żadko-Andrejew. Podczas dni wolnościowych – podobnie, jak Konstantinow – Żadko-Andrejew na kolanach zaklinał się, że już porzuci swe niecne rzemiosło i wyjedzie z Łodzi. Ale kiedy przyszła reakcja, znowu zabrał się do znęcania się nad robotnikami, za co go też w końcu spotkała zasłużona kara. Czytaj dalej

W. Kielecki (Jan Libkind): W dwudziestą piątą rocznicę początku zbrojnej walki PPS z caratem (rzecz o demonstracji zbrojnej PPS na Placu Grzybowskim w dniu 13 listopada 1904 r.) [1929]

1

Jak lawina ruszyła garstka rewolucjonistów Bagnem i Świętokrzyską. Nad ich głowami powiewały już trzy czerwone sztandary z napisami: „Nie będziemy żołnierzami cara! Precz z mobilizacją! Precz z caratem!”. Zaskoczeni tym zuchwalstwem żandarmi nie wkroczyli, chociaż skoncentrowani byli w dużej liczbie w bazarze na tyłach kościoła Wszystkich Świętych. Wobec tego i bomba, którą niósł Szczerbaty, nie została użyta. Na rogu Marszałkowskiej kilku rannych towarzyszy wsiadło do dorożki i odjechało. Pozostali, wzmocnieni po drodze przez opóźnionych towarzyszy, pociągnęli dalej wśród śpiewu pieśni rewolucyjnych, przeszli prawie całe miasto, aż do Alei. Światoburcze słowa pieśni:

„We krwi zatopmy nadgniłe trony,

Spurpurowione we krwi ludowej…”

rozbrzmiewały na głównych ulicach Warszawy, a wybladłe z przerażenia twarze mieszczuchów stanowiły najlepszy dowód olbrzymiego wrażenia demonstracji. Ledwie zdążył zamilknąć huk salw, ledwie zastygła krew przelana, a już zaskowyczała z wściekłości cała prasa burżuazyjna. Bryzgały jadem i żółcią zarówno „Czas”, organ galicyjskich obszarników, służalców Franciszka Józefa, zawsze gotowych do wszelkiego serwilizmu wobec tronu i monarchy, przy którym stali i stać chcieli, jak sami mawiali, jak i „Słowo”, pismo takich samych lokai szlacheckich spod zaboru rosyjskiego. Dzielnie im wtórowały dzienniki endeckie, biorące w monopol polskość i miłość ojczyzny. Do tego zgodnego chóru przyłączyły się: urzędowy „Warszawskij Wiestnik” i w specjalnie wydanej odezwie Socjal-Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy. Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Zadania praktyczne rewolucji w zaborze rosyjskim [1910]

Pilsudski - zadania praktyczne rewolucji w zaborze rosyjskim

Wszystkie wojny ludowe można podzielić na dwa rodzaje, podciągnąć pod dwie kategorie, między którymi zresztą niepodobna przeprowadzić zupełnie ścisłej granicy. Są to albo manifestacje zbrojne, albo zbrojne rewolucje. Zbrojna manifestacja może przy pewnym zbiegu okoliczności przekształcić się na zbrojną rewolucję; ta ostatnia często staje się tylko zbrojną manifestacją. Różnica między tymi dwoma rodzajami walki ludowej polega na celu, jaki sobie każdy z nich stawia. Najbardziej znamienną cechą wyróżniającą manifestacje zbrojne jest to, że nie chodzi tu przeważnie o zwycięstwo, lecz o wywołanie pewnego wrażenia, o zwrócenie uwagi na nieznośne położenie danego kraju czy ludu. My dążymy do zwycięstwa, do ostatecznego rozprawienia się z najazdem i caratem i do położenia trwałych podwalin pod rozwój normalny naszego kraju w interesie masy pracującej. Toteż manifestacje zbrojne nie są naszym celem. Czytaj dalej

Wiktor Woroszylski: Dziennik węgierski [1956]

1 (5)

Opowiadają o hasłach, z którymi wyszli – rewolucyjnych, socjalistycznych – i o masakrze bezbronnych, którą na te hasła odpowiedziano. Dzień za dniem relacjonują mi przebieg rewolucji i stalinowskiej kontrrewolucji – i jeszcze raz przekonuję się, że nie popełniliśmy błędu w Warszawie, dostrzegając w ruchu węgierskim szlachetną i bliską nam treść. Wreszcie opowiadanie dociera do dnia dzisiejszego. Moi rozmówcy są dobrej myśli: twierdzą, że z chaosu i rozproszenia wyłaniają się już zarysy nowych form ruchu społecznego i współżycia rewolucjonistów. Opowiadają, że dzisiaj – w dniu, w którym na powierzchnię życia wyszły tradycyjne partie demokracji liberalnej – kształtuje się również partia, jakiej jeszcze nie było: Rewolucyjna Partia Młodzieży. Będzie to duża, prężna partia, wyrosła z ruchu demokratycznego ostatnich miesięcy i z powstania – partia zdecydowana walczyć o ludzkie oblicze socjalizmu. – Przecież w naszym kraju nigdy nie było socjalizmu – mówi ktoś. – Była kartoteka półtora miliona informatorów w AVH, ale czy na tym polega socjalizm? Zastanawia fakt, że podstawowe hasła powtarzają się właściwie we wszystkich gazetach, w oświadczeniach wszystkich ugrupowań politycznych. Są to nie tylko hasła niepodległościowe, ale również socjalne – te, które mówią o zachowaniu głównych zdobyczy ekonomicznych demokracji ludowej. Nawet Bela Kovacs przywódca Partii Drobnych Posiadaczy, oświadczył: „Niech nikt nie marzy o dawnym świecie. Świat hrabiów, bankierów, kapitalistów znikł na zawsze”. Czytaj dalej