„Łodzianin”

Proletariat w Europie i w Polsce a obecna wojna

[1915]

Wojna światowa przyniosła tyle niespodzianek wszystkim narodom i wszystkim warstwom społecznym, że przez długie lata będą trwały studia nad zbadaniem przyczyn, dla których popełniono przed wojną szereg omyłek w ocenianiu polityki narodów, poszczególnych partii politycznych, w ocenianiu polityki klas społecznych.

Spróbujmy oświetlić jedną z tych omyłek.

Na kongresach największych partii socjalistycznych świata omawiano bardzo często politykę partii na wypadek wybuchu wojny światowej.

Że partie zajmą stanowisko wrogie wobec wojny nie ulegało najmniejszej dla nikogo wątpliwości. Spór toczył się o to, czy proklamować w chwili wybuchu wojny strajk generalny, aby wojnę uniemożliwić, czy nie.

Zwolennicy strajku generalnego twierdzili, że uświadomienie klasowe, niechęć do militaryzmu, są w proletariacie tak silne, że strajk generalny udać się musi i wojnę uniemożliwi.

Przeciwnicy wykazywali, że strajk generalny będzie technicznie niewykonalny, nie powiedzie się, wywoła represje i osłabi znaczenie proletariatu w narodzie, cofnie jego rozwój.

Na kongresie w Bazylei w 1912 uchwalono zgodnie silną rezolucję za pokojem, zapowiadając „wojnę wojnie”.

I nic dziwnego. Klasa robotnicza to dla każdego narodu jego przyszłość. Wszystkie inne warstwy społeczne są w większym lub mniejszym stopniu dopuszczone do rządu, do władzy, do życia narodowego (z wyjątkiem oczywiście Rosji) jako równouprawnione wniosły już do życia swego narodu to, co przynieść mogły, nadały narodom tę fizjonomię, jaką obecnie posiadają. Klasa robotnicza nigdzie jeszcze nie osiągnęła pełni praw, nigdzie jeszcze do życia publicznego swego narodu nie wniosła, w całej pełni swej energii, swych zdolności, swej rewolucyjności, swego ja. Walka o wyzwolenie klasy robotniczej nigdzie jeszcze, w żadnym narodzie nie skończona.

Ale klasa robotnicza walkę tę wygrać musi, w życiu swego narodu jako równouprawniona udział weźmie, zreformuje je wedle swych potrzeb; dlatego od energii, od dzielności, od ideałów, od siły, z jaką do urzeczywistnienia tych ideałów dąży, zależy w wielkiej mierze przyszłość każdego narodu.

Ale obecnie, w chwili toczenia walki, klasa robotnicza odpychana całą siłą od wpływu na swój naród, od udziału w rządach narodu, nie ponosi żadnej odpowiedzialności za rządy; nie poczuwa się do obowiązku udzielania pomocy rządowi.

Uważając przyszłą wojnę światową za wywołaną przez rządy, a nie przez narody, partie socjalistyczne, jako wyrazicielki interesów klasy robotniczej, obmyślając sposoby przeszkodzenia wojnie, wydały hasło „wojna wojnie”.

Zupełnie słusznie, bo nie mając wpływu ani na wypowiedzenie wojny, ani na zawieranie pokoju, ani na cel wojny, ani na sposób jej prowadzenia, ani na gospodarkę, urządzenia, dzielność i bitność wojska, przez takie, a nie inne postawienie sprawy dokumentowały przed swoim narodem, kto właściwie odpowiedzialność za wojnę i jej skutki ponosić będzie.

Manifestowały te uchwały dążności pokojowe proletariatu, jego niechęć do militaryzmu i ustroju kapitalistycznego, ale nie przesądzały stanowiska, jakie każdy proletariat wobec konkretnego wypadku wojny w swoim narodzie zajmie.

Bo życie płynie w nieustającej ewolucji stosunku wzajemnego klas społecznych. Proletariat związany jest tak ściśle z życiem swego narodu, tak żywo jest zainteresowany w rozwoju kultury narodowej, w rozwoju stosunków ekonomicznych w swoim narodzie, w istnieniu własnej budowy państwowej, jest przecie kością z kości, krwią z krwi swego narodu, że byt i rozwój narodu jest dla niego sprawą ważniejszą od walki klasowej, którą z klasami posiadającymi toczyć musi.

A prócz tego, mimo wszystko, część odpowiedzialności za losy swego narodu już dzisiaj musi ponosić i proletariat. Udział klasy robotniczej w ciałach ustawodawczych, parlamentach, sejmach, radach gminnych, współpraca w ustawodawstwie ochronnym, w kasach chorych, zakładach ubezpieczenia robotników w razie wypadku i na starość, w państwowych radach robotniczych, kolejowych, wybudowanie olbrzymich organizacji zawodowych, normujących stosunek robotnika do przedsiębiorcy, budowa organizacji konsumentów (w Anglii i w Niemczech dochodzi ilość członków-konsumentów do 3 milionów), udział w sądach przemysłowych, udział i praca w podniesieniu kultury narodu, olbrzymia prasa, sekretariaty robotnicze, te wszystkie instytucje i prace, za pomocą których klasa robotnicza wdziera się w życie narodu i zapewnia sobie w nim swój udział, ten dowód ewolucji stosunków społecznych i rezultat dotychczasowy olbrzymiej walki emancypacyjnej proletariatu obowiązują. Proletariat ma coś do stracenia i ma coś do bronienia. I dlatego, gdy nadeszła wojna światowa, choć stało się to wbrew woli klasy robotniczej, partie socjalistyczne nie mogły postąpić inaczej, niż postąpiły – musiały każda w swym narodzie stanąć po stronie swego rządu, walkę klasową na razie wstrzymać i zawrzeć na czas wojny ze swoją burżuazją „burgfryde”, zawieszenie broni.

Jakąż rolę odegrać musi w tej wojnie proletariat polski?

Czytelnik polski, czytający poprzednie wywody, nie będzie w stanie oprzeć się wrażeniu, że piszemy o czymś z księżyca.

Udział w prawodawstwie? Szalony rozwój organizacji zawodowych? Prasa? Instytucje ubezpieczeniowe? Sądy przemysłowe? Rady państwowe, w nich robotnicy? Socjaliści? Bredzisz, człowiecze! Ewolucja? Wdzieranie się w życie swego narodu? Gawęda! Nieprawda! Nieprawda! Nieprawda! Nie u nas, nie w Polsce. Tego u nas nie ma. Tak – prawda, nie ma tego robotnik polski. Ale dlaczego? Czyż brak mu uświadomienia, energii, czyż nie potrafi rozwinąć w sobie dostatecznej siły do zdobycia tej pozycji w narodzie polskim, jaką zdobył sobie robotnik niemiecki, francuski, angielski w narodach niemieckim, francuskim, angielskim? Nie, tysiąc razy nie. Proletariat polski ma w sobie potężną siłę, potężną dzielność, jest na tyle rewolucyjnym, by zrobić sobie odpowiednie miejsce, by wedrzeć się gwałtem w życie publiczne swego narodu, by dążyć do wlania w nie cząstki swego ja, by je odpowiednio do swych żądań zreformować.

Ale walki nie toczy wyłącznie z polską burżuazją. Ona sama nie ma prawa ani stanowienia praw, ani decydowania o ustroju społecznym. Nie wolno jej robić ustępstw, chyba tylko w skromnej mierze.

Nie ona jedna broni robotnikom dostępu do narodowego życia polskiego. W warunkach, w jakich nasz naród żyje, walka emancypacyjna polskiego proletariatu nie rozgrywa się w Warszawie. Rozgrywa się w Petersburgu, w Rosji.

Aby ją wygrać nie starczy siły polskiemu proletariatowi, tak daleko ramię jego nie sięgnie.

I tu z konieczności narzuca się nam walka o niepodległość naszego narodu, walka decydująca o szansach zwycięstwa klasy robotniczej. Bez niepodległości walka emancypacyjna klasy robotniczej jest beznadziejną, bo nie zależy od własnych sil proletariatu polskiego.

Brak niepodległości skazuje proletariat polski na bezczynność, nie dozwala mu rozwinąć wszystkich swoich sił i zdaje go na łaskę i niełaskę stopnia uświadomienia i siły proletariatu rosyjskiego.

Ale oprócz tych, jeszcze o wiele ważniejsze momenty nakazują proletariatowi polskiemu objęcie i prowadzenie walki o niepodległość.

Proletariat polski to przyszłość narodu polskiego. Wykazaliśmy to poprzednio. Losy narodu zależą od dzielności i dążeń proletariatu. Wykończenie budowy społecznej 20-milionowego narodu o wielkiej przeszłości, o wielkiej kulturze, narodu mającego wszystkie warunki, by sam decydował o swych losach, by rozwój jego nie był hamowany przez ustawodawstwo zastosowane dla narodu o niższej kulturze od naszego (Rosja) lub o wyższej kulturze od naszej (Niemcy) – wykończenie budowy społecznej przez wywalczenie własnego bytu państwowego jest zadaniem proletariatu polskiego.

Warstwy społeczne, które życiem naszym narodowym obecnie władają, szlachta i mieszczaństwo, nie były w stanie same zadania tego uskutecznić. Robotnik i chłop polski biorąc walkę o państwowy byt Polski na swe barki, za jednym zamachem zdobywają sobie w życiu narodowym odpowiedni udział i pełne prawa obywatelskie.

Ich energia, ich siła, zdolności, ich zapas rewolucyjności muszą się złączyć z tym, co w reszcie narodu żywe i rewolucyjne, by stworzyć przyszłą Polskę.

Obecna wojna światowa, wojna narodów, w której każdy naród walczy o to, co mu najdroższe, jest chwilą odpowiednią do wywieszenia sztandaru walki o niepodległość Polski. I nie jest to przypadek, że kadry bojowników o niepodległą Polskę utworzyły PPS i PPSD, nie stało się to przypadkiem, że wodzem narodowym w tej walce uznało wszystko to, co w narodzie żywe i rewolucyjne socjalistę Józefa Piłsudskiego. Piłsudski siłę swą czerpie z proletariatu polskiego, z jego energii, z jego stopnia uświadomienia. Nie walczy jako reprezentant partii, ale jako reprezentant ludu polskiego.

To, co w społeczeństwie syte, zadowolone, tuczone, co trzęsie się na słowo rewolucja, co jest filistrem bojącym się ryzyka, co zaśniedziałym mamutem, to potępia naszą walkę i plwa na nasz sztandar, to pyta się o pewność, o gwarancję, o to kto zwycięży. Głupi!

Gwarancja, własna siła, ta siła, którą lud polski wystawić zdoła, a pewność? W walce nie ma pewności. Wojna to ryzyko, tak jak ryzykiem każda rewolucja. Gdyby dziecko naprzód przepowiedzieć mogło, kto i kiedy zwycięży, to walki by nigdy nie było, bo po co ma słabszy, pewny, że ulegnie, walkę wszczynać lub się bezpotrzebnie opierać.

I dziś nie wiemy, jak się walka dla nas skończy. A mimo tego dumni jesteśmy i tą dumą silni, że my pierwsi podnieśliśmy w tej wojnie światowej, hasło walki o niepodległość.

Dumni jesteśmy, że bez chwili wahania kroczyliśmy i kroczymy po tej drodze jedynie godnej polskiego proletariatu, z hasłem „walka zbrojna o niepodległość narodu polskiego”.

Towarzysze! Lepszą przyszłość zdobędziemy tylko przez Niepodległość, tę zaś uzyskamy dzięki wojsku narodowemu i przy jednolitej organizacji Narodu całego!
_____________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Łodzianin. Organ Okręgu Łódzkiego Polskiej Partii Socjalistycznej”, lipiec 1915.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *