Kazimierz Kelles-Krauz: Sądownictwo a socjalizm [1903]

weighing-money

I Polska Partia Socjalistyczna, gdy przyjdzie chwila walki z caratem, gdy w każdej okolicy, skąd wypędzone zostaną wojska i urzędy carskie, wprowadzać będzie objęte jej programem reformy – powoła również lud cały do obioru sędziów. W idealnym społeczeństwie socjalistycznym wreszcie zupełnie nie możemy sobie przedstawić innej organizacji sądów – tak samo zresztą i wszystkich w ogóle władz i urzędów – jak na podstawie wyborów. Wtedy też upadną wszelkie możliwe jeszcze zarzuty przeciwko obieralności sędziów: bo wtedy nie będzie klas i walki klasowej, wtedy wszyscy obywatele będą usposobieni jedni dla drugich jednakowo bezstronnie i posiadać będą wysoki poziom wykształcenia. Społeczeństwo przyszłości nie powróci zapewne do systemu rządzenia przez wszystkich zgromadzonych obywateli, jak to było w demokratycznych społeczeństwach pierwotnych, bo społeczeństwa przyszłe będą na to zbyt ludne; ale faktycznie przez usta sędziów wybieranych, sądzić będzie wówczas znowu cały ogół – oświecona, dojrzała, sprawiedliwa opinia publiczna. Czytaj dalej

Zdzisław Maćkowski: Ruch ludowy w stronnictwie politycznym [1935]

gpp_etling_sustain

Główne zasady ogólnospołecznego programu ujmiemy zgodnie z zasadami agraryzmu następująco: 1. Uspołecznienie głównych ośrodków produkcji, to znaczy kopalni, hut, fabryk i zakładów przemysłowych, tym samym zlikwidowanie karteli i syndykatów, wielkich magnatów przemysłowych oraz wygórowanie opłacanego wyższego personelu urzędniczo-technicznego tych ośrodków przemysłowych. 2. Uspołecznienie kapitałów – to znaczy ograniczenie działalności banków prywatnych i takichże instytucji kredytowych, stworzenie w to miejsce publicznych organizacji kredytowych, działających na zasadach spółdzielczych, w ramach samorządów gospodarczych i terytorialnych. 3. Ochrona pracy i twórczości – celowo i należycie ujęte ubezpieczenie społeczne dla rzesz robotniczych i pracowników umysłowych; zabezpieczenie pracy rzeszom robotniczym w okresie najbliższych lat reorganizacji państwa przez podjęcie wielkich robót publicznych (regulacja rzek, osuszenie Polesia itp.). Czytaj dalej

Maria Orsetti: Referat na Zjeździe Założycielskim Ligi Kooperatystek w Polsce [1935]

msww

Po pierwsze, hasło „dobrobyt dla wszystkich” przestało być mrzonką [1] dzięki cudownym zdobyczom techniki i dalszym możliwościom rozwoju produkcji, pod warunkiem, że przestanie być kierowana egoistycznie oraz że przyrost ludności utrzymany zostanie w rozsądnych granicach. Po wtóre i w związku z tym: przymus ciężkiej fizycznej pracy dla zaspokajania potrzeb niezbędnych do życia, który to przymus nałożyła na człowieka przyroda, traci na ostrości w miarę, jak człowiek w coraz większym stopniu nauczył się wprzęgać siły przyrody w swą służbę. Wśród ogólnego chaosu i wstrząsów jednak wielkimi krokami zbliżamy się do czasów, w których przepowiednie Morusów, Godwinów, Kropotkinów o tym, że dostateczny będzie parogodzinny tylko dzień pracy, staną się rzeczywistością. Człowiek zyska dużo wolnego czasu jako konieczną przeciwwagę monotonnej, zabójczej dla umysłu przez swe zmechanizowanie dzisiejszej pracy przemysłowej. Rozumne zużytkowanie tego wolnego czasu stanie się w niedalekiej przyszłości centralnym zagadnieniem społeczno-kulturalnym o nieograniczonych możliwościach. Człowiek uwolniony w pewnym stopniu z troski o głód fizyczny, będzie miał możność pełnego rozwijania wszystkich swych sił i zdolności duchowych, otwiera się przed nim droga do prawdziwego człowieczeństwa i zapłodnienia twórczymi ideami wszystkich dziedzin życia. Skąpstwo czy żywiołowe wybuchy przyrody nie odgrywają już dawnej gnębiącej roli. Poglądowy obraz obecnego kryzysu daje następująca dykteryjka, zrodzona w Stanach Zjednoczonych. Pytanie: co by zrobiły małpy wobec niespodziewanego urodzaju orzechów kokosowych, które służą im za pożywienie? Czy pozwoliłyby swemu potomstwu degenerować się z tego powodu z wyczerpania i głodu? Powtórzmy to pytanie dla jakichkolwiek innych zwierząt. Zawsze odpowiedź wypadnie negatywna, aż nie dojdziemy do człowieka. Wówczas dopiero trzeba odpowiedzieć twierdząco: dziesiątki milionów ludzi głodnych i w łachmanach na tle masowego niszczenia pożytecznych dóbr, zmniejszania przestrzeni uprawy rolnej, sztucznego ograniczenia produkcji, są dowodem, że kryzys obecny jest właśnie paradoksalnym kryzysem z nadmiaru. Kiedy mowa o udziale kobiet w spółdzielczości, ma się zazwyczaj przede wszystkim na myśli spółdzielczość spożywców, gdzie gospodarcza potęga koszyka do zakupów szczególnie rzuca się w oczy. Ale również i w innych formach ruchu spółdzielczego kobieta ma duże pole do pracy. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Do Czytelników [1902]

gl

Moskal na ziemi ludu polskiego się rządzi jakby we własnym kraju. A my w ojczyźnie naszej jak niewolnicy cudzych rozkazów słuchać musimy. Polska Partia Socjalistyczna dąży więc do zrzucenia jarzma niewoli moskiewskiej, do odzyskania niepodległości, ażeby lud polski był niezależnym gospodarzem na swojej ziemi, ażeby lud polski sam sobie prawa stanowił, sam swych urzędników wybierał. W ojczyźnie naszej wiele biedy i niesprawiedliwości. I niesprawiedliwość ta nie tylko od Moskali przychodzi. Właśni rodacy także lud polski krzywdzą. Po folwarkach szlachta opływa w dostatki, a parobek, służący, komornik często nie ma za co dzieci wyżywić i przyodziać. To jest krzywda ludowi pracującemu. Bez pracy naszej nic by się nie urodziło. Ziemia bez pracy jest jałowa. Więc z tego, co ziemia rodzi, my, lud pracujący, powinniśmy mieć dość do wyżywienia nas i rodzin naszych. Toteż Polska Partia Socjalistyczna żąda, ażeby praca była dostatecznie wynagradzana, ażeby każdy, co pracuje, miał pełny owoc swej pracy. Dziś tak nie jest. Czytaj dalej

Adam Próchnik: Socjalizm a bolszewizm [1920]

53ca725bdec8cf6ac7d49c561212169c

Tego, co jednak dziś bolszewizm czyni, nie można uważać za co innego, jak za utratę wiary w taktykę rewolucyjną, utratę wiary w możność wybuchu rewolucji światowej. Utraciwszy tę wiarę, bolszewizm nie nawrócił jednak do drugiej taktyki, do ewolucji, ani nie skombinował w jakikolwiek sposób jednej metody z drugą, ale zastosował właśnie trzecią metodę – tę, którą urzeczywistnia dziś w Polsce, którą urzeczywistniał od dłuższego już czasu na ziemiach leżących między Polską a Rosją. Jest to metoda narzucenia idei siłą i przemocą orężną. Nie jest to ewolucja, naturalnie, ale nie jest to i rewolucja w żadnym wypadku – jest to próba wprowadzenia idei w życie przez wojnę. Nie jest to ostatecznie metoda nowa. Stosowali ją wodzowie rewolucji francuskiej i ich ideowym dziedzictwem obciążony cesarz Napoleon. Jednakowoż, choć w rezultacie udało się ustalić społeczne zasady rewolucji we Francji, propaganda w sąsiednich krajach przy pomocy wojsk wygłodniałych, rabujących i pustoszących, nie dała bezpośredniego rezultatu. Stworzone różne republiki i republiczki nie istniały długo, a gwałty wojsk rewolucyjnych wywołały raczej reakcję antyrewolucyjną w poprzednio nadzwyczaj przychylnie dla rewolucji nastrojonych ludach. Metoda szerzenia idei walką zbrojną zawiodła i zawieść musiała, zniszczyła nawet te pierwiastki, na których idea mogła się oprzeć. I trzeba było potem jeszcze kilkunastu, a gdzieniegdzie kilkudziesięciu lat, aby idea rewolucji francuskiej zdołała ogarnąć cały świat i zwyciężyć ostatecznie rzeczywistość feudalno-szlachecką. Ale wtedy nastąpiło to drogą samodzielnych rewolucji, wybuchających żywiołowo w każdym kraju, na gruncie ich własnej dojrzałości społecznej i siły. Belgia, Niemcy i Włochy zdobyły się samodzielnie na obalenie starego porządku, a ich triumf był już trwałym i decydującym. Idea rozwinęła się i zwyciężyła na jedynej drodze, na której mogła dojść do zwycięstwa, na drodze, która czy to posługuje się ewolucją, czy rewolucją, jest w każdym wypadku wyrazem własnej siły, potęgi i świadomości walczących klas. W ogniu doświadczeń i przeżyć historycznych nie utrzymała się metoda interwencji ideowej. Zatriumfowała metoda samodzielnej walki opartej na zdrowej, rozumnej i szeroko pojmowanej solidarności. Nie chcą z tych dziejowych lekcji i przykładów brać nauki bolszewicy, którzy są niezrównani w naśladowaniu rewolucji francuskiej w jej błędach. Jest to wynikiem tego, że nie ufając nigdy ewolucji, stracili łatwo, jak bardzo łatwo, pod wpływem kilku niepowodzeń (Węgry!) nadzieję i wiarę w rewolucję. Znaleźli się nagle bez gruntu pod nogami i grzęzną w bagnisku, z którego nie umieją się wydobyć. Oby nie pociągnęli za sobą socjalizmu, który nadal wierzy w rewolucję, ale który ją buduje na ruchu robotniczym, a nie na zewnętrznej przemocy. Czytaj dalej

Andrzej Stawar: O bonapartyzmie i faszyzmie [1934]

hitlermusso2_edit

Pojęcie faszyzmu stało się uniwersalną etykietą dla wszystkiego, co trąci reakcją społeczną. W znanej teorii wykoncypowanej przez ortodoksów nowego nabożeństwa, rozszerzyło się to na wszelkie grupy i ideologie polityczne stojące na gruncie ustroju burżuazyjnego, nie tylko nacjonalistyczne, ale socjalistyczne, reformistyczne, ludowcowe. To wydaje się bardzo wygodne terminologicznie; istota każdego kierunku określa się niezmiernie łatwo i prosto: socjaldemokraci zostają mianowani lewym skrzydłem faszyzmu pod mianem socjalfaszystów, ludowcy zostają ludofaszystami itd. W ten sposób faszyzacja terminologiczna poprzedza faszyzację realną społeczeństwa burżuazyjnego. Czyż trzeba dowodzić, że przy takim szerokim traktowaniu zaciera się specyfika zjawiska zwanego faszyzmem, sam termin staje się szerokim a pustym ogólnikiem, zatraca swoje właściwe znaczenie. Utrudnia wyjaśnienie tych rzeczy fakt, że termin posiada już znaczenie uczuciowe dla szerokich mas. Ludzie, którzy dowodzą, że wydobywanie różnic nie ma tu żadnego sensu operują bardzo praktycznym argumentem: czy robotnikowi nie wszystko jedno, kto wali pałką. Ta uproszczona maniera rozumowania występuje, gdy w dyskusji na temat formy politycznej danego kraju rozmówca ze zwycięską miną przytacza np. jako dowód fakt znęcania się nad robotnikiem w areszcie i powiada: „I mówić tu jeszcze, że nie ma faszyzmu”. To uczuciowe znaczenie jest może najtrudniejsze do przezwyciężenia, gdy się o tych sprawach mówi. Niechlujstwo teoretyczne łączy się z naiwną wiarą w zabijającą potęgę terminologii. Wulgarne mieszanie zewnętrznych oznak i cech, operowanie powierzchownymi uogólnieniami powoduje oczywiście nieuniknione dziury w rozumowaniu, zalepiane jakąś syntetyczną papką z oderwanych twierdzeń marksistowskich, która omawianej szkole służy na wszystkie wypadki. Ale ludzie, którzy pod jedno miano wpychają reżim Horthy’ego, Aleksandra jugosłowiańskiego i nieboszczyka Primo de Rivery z reżimem Mussoliniego i Hitlera, cierpią na nieuleczalną ślepotę teoretyczną. Czytaj dalej

Zasady działania PPS w okresie do Zjazdu Statutowego [1988]

zadyma5

Wobec pogłębiającego się kryzysu gospodarczego oraz wobec faktu, iż władze prowadzą coraz bardziej antypracowniczą i antysocjalistyczną politykę, naturalnym prawem załóg pracowniczych jest prawo do samoobrony. Siła i gwałtowność form protestu pozostają proporcjonalnie do skali zamachu na prawa i interesy ludzi pracy. PPS nie ograniczy się li tylko do moralnego poparcia społecznych protestów. Zadaniem partii jest zarówno udział w akcjach rewindykacyjnych, jak i ich inspirowanie i organizowanie. W dzisiejszej dramatycznej sytuacji społecznej miejsce członków PPS jest wśród strajkujących załóg, w Komitetach Założycielskich „Solidarności”, Samorządach Pracowniczych – po stronie uciskanych i wyzyskiwanych.
Za szczególnie ważne zadanie uważa PPS wspieranie organizacji zakładowych NSZZ „Solidarność”. „Solidarność” bowiem jest głównym orężem w walce o prawa pracownicze. Można bez przesady powiedzieć, że od siły tego związku zawodowego zależy pomyślność i dobrobyt przeważającej większości Polaków, dla których podstawą egzystencji jest ani zysk, ani udział w aparacie władzy, lecz praca. Dlatego uważamy, że byłoby fatalne w skutkach osłabienie związkowego charakteru „Solidarności” przez przekształcenie jej w ruch społeczny lub partię polityczną. Czytaj dalej

Mieczysław Niedziałkowski, Herman Lieberman: O wolność i władzę dla ludu. Mowy posłów socjalistycznych tow. Niedziałkowskiego i Liebermana przeciw reakcyjnemu projektowi konstytucji bloku bezpartyjnego, czyli „Jedynki” [1929]

renato-2

Polska może być tylko demokracją. Między projektem Panów a naszym stanowiskiem leży przepaść nieprzebyta, nad którą nie ma żadnego mostu wiodącego do kompromisu. Weszliście na drogę prowadzącą Państwo z nieubłaganą konsekwencją do bonapartyzmu i samowładztwa Prezydenta. Straciliście wiarę w to, że lud wybrać może takich przedstawicieli, którzy wyrażać będą istotne jego dążenia zgodne z interesem Polski. Myśmy tej wiary nie tylko nie stracili, lecz utrwalili ją w sobie. Polska – zdaniem naszym – nie może istnieć, jeśli masy ludowe nie będą z nią związane, a nie widzimy innego sposobu tego związania jak ten, aby te masy wzięły na siebie pełną odpowiedzialność za losy kraju. Nie widzimy innej drogi poza demokracją parlamentarną. Nie bronimy naszych przywilejów poselskich, lecz tego przekonania, że Polska się nie utrzyma w obecnych swych granicach, jeśli zejdzie z drogi demokracji parlamentarnej. Czytaj dalej

Bronisław Drzewiecki: Nierówności [1935]

gallery_42953

Piekarz, który co kilka lat kupuje sobie kamienicę, jest wyzyskiwaczem. Bo majątek jego powstał z pracy czeladników i z pieniędzy tych, co drogo za chleb płacili. Krótko mówiąc, bogacenie się to jest mniej lub więcej wyraźne wyzyskiwanie społeczeństwa, wśród którego dorobkiewicz „pracuje”. Przecież chłop małorolny i bezrolny czy robotnik pracują zwykle ciężej niż piekarz, a zostają biednymi przez całe życie, zwłaszcza jeśli Pan Bóg pobłogosławił mu i obdarzył go kupą dzieci… Obszarnik „pracą” swoją powiększa swoje włości i zostawi dzieciom nie jeden, ale dwa lub trzy dwory. Tymczasem robotnicy jego przez całe życie harują, żeby tylko nie umrzeć z głodu, mieszkają niekiedy gorzej niż bydło dworskie, żyją w zależności i poniżeniu. Nierówność majątkowa w takiej formie jak obecnie nie może się utrzymać. Każdy człowiek myślący, patrzący trzeźwo wokoło siebie, widzi na każdym kroku, że właśnie ta ogromna i krzywdząca nierówność majątkowa jest źródłem wszelkiego upodlenia i poniżenia człowieczego. Nierówność majątkowa jest fundamentem innych nierówności, które przecież zostały zniesione. Zostało zniesione niewolnictwo, a istnieje wszędzie tam, gdzie jest praca najemna. Zniesiono pańszczyznę, a dzisiaj życie chłopów jest tak ciężkie, jak było za czasów pańszczyzny. A warunki pracy robotników dworskich to przecież typowa pańszczyzna. Zniesiono nierówność obywateli wobec prawa, wiemy jak to w rzeczywistości wygląda. „Równość” widać w mieście, gdy samochodem rozbija się jakiś grubas ze złotą dewizką na brzuchu, albo dwudziestoletni młokos, a obok zgarbiony starzec ciągnie naładowany wózek. Zrozumieć muszą głodni, bezdomni, bezrobotni, że porządek społeczny ułożyli ludzie, a więc i ludzie mogą go zmienić. Gdy to zrozumienie przeniknie do świadomości szerokich mas ludzkich, wtedy zmiany ustroju gospodarczego będą łatwe i możliwe do przeprowadzenia. Czytaj dalej

Maria Turzyma: Kwestia kobieca [1903]

manifestacja-kobiet

Poznawszy, że trojakie więzy na ludzką ich wolność nałożyły dotychczasowe prawa, w trzech kierunkach rozwijają działalność swoją. Pierwszym jest wyzwolenie duszy, a więc: wywalczenie dla niej możności wszechstronnego rozwoju, zarówno ze względu na dobro osobiste jak i na pożytek ogółu, zespolenie wszystkich uświadomionych sił kobiecych dla podniesienia ogółu kobiet i wreszcie zrozumienie i ukochanie ideałów ogólnoludzkich i wcielenie ich w życie przez podniesienie moralne życia rodzinnego, towarzyskiego, obyczajowego i społecznego. Ponieważ wszelka niewola ściśle jest związana z zależnością ekonomiczną jednego człowieka od drugiego, dążą współczesne kobiety do zdobycia niezależności materialnej przez pracę zarobkową, czyniąc jednocześnie starania w kierunku takiego zorganizowania tej pracy, żeby nie czyniła ona szkody obowiązkom rodzinnym, oraz takiego przystosowania gospodarstwa domowego do potrzeb bieżącej epoki, żeby według środków, stworzyć możliwie najlepszy dobrobyt przy najkorzystniejszym zużytkowaniu sił i czasu. Aby zaś zdobyć sobie prawo rozporządzania swoim życiem i swoją osobą dla życia we dwoje w miłości i przyjaźni ludzkiej, pragną kobiety współczesne podnieść ogólny poziom moralny obyczajów i ugruntować rodzinę na prawdzie, szacunku wzajemnym i zaufaniu dwojga ludzi wolnych i równych sobie, związanych na wspólne życie w tym celu, aby dać młodemu pokoleniu ochronę tak długo, jak tego potrzebuje, a sobie wzajemnie jak najwięcej dobra. Kwestia kobieca jest zatem zupełnie uświadomionym dążeniem kobiety do zerwania potrójnych więzów, jakie krępują ludzką jej wolność. To walka o duszę, która chce rozwinąć bez żadnych ograniczeń wszystkie swoje władze, to walka o pracę dającą chleb i niezależność, a więc wyzwalającą z niewoli ciała i ducha, to walka o miłość ugruntowaną na swobodzie i uczciwości, za którą nie trzeba byłoby płacić niewolą lub hańbą. Rozwiązaniem kwestii kobiecej nie będzie, jak sądzą niektórzy, większa lub mniejsza ilość panien uczęszczających na uniwersytet, rozwiązaniem kwestii nie byłoby nawet, jak sądzą inni, gdyby wszystkie panny dostały mężów, bo jest ona już dzisiaj żywiołową siłą zbudzonej świadomości przez nieskończoność wieków zgnębionej przemocą duszy kobiecej, która przypomniała sobie, że jest duszą ludzką i nie ustanie w walce wcześniej, aż uzyska wszystkie prawa człowieka. Czytaj dalej

Stanisław Kubicki: Tamtym coś niecoś [1919]

78943123

Precz z niepłodnym poszukiwaniem piękności, która ducha upaja i delektacją w kąciku zacisznym (egoizm!) do oderwania się prowadzi od świata i do zdradzania spraw człowieczeństwa! Wiemy, że karać nas będziecie za to, że nie będziecie kupować obrazów naszych, że prześladować nas będziecie krzykiem oburzenia i przezwiskami. Obojętni wypełnimy jednakowoż powołanie nasze i czyn, do którego jako ludzie zobowiązani jesteśmy. Towarzysze, współwygnańcy, nie zrażajmy się, że utrudnia nam się miłość bliźniego, że uniemożliwia się wykonanie obowiązku! Miliony czekają na słowo wyzwolenia z ust naszych, do którego brak nam było dotychczas odwagi; od którego wstrzymywała nas wygoda i wyniosłość jakaś nie pozwalająca się „popularyzować”. Obywatele! Zamożni! Posiadający! Syci! Rozpacz jedynie was zmusza do czynów. Rozpacz jedynie was zdolna wytargnąć z zadowolenia i drzemiącego spokoju. Otóż dlaczego dni upadku cywilizacji i kultury zmysłowej zawsze będą dniami naszymi i dniami wschodu słońca. I wiecznie – dopóki istnieć będą ludzie waszego pokroju – wołać będziecie, że w mętnej łowimy wodzie, że uprawiamy łapichłopstwo, deprawujemy młodych, że interes mamy w niedoli ludzkiej. I nie ustaną głosy w dziennikach, na wiecach, z ambony, w szkole ostrzegające przed ciemnymi indywiduami, wołające o policję, sąd i dom karny dla zbrodniarzy i zakłócicieli spokoju publicznego. Każdego rewolucjonistę wdeptano dotychczas w błoto – i nie było zbrodni w kraju całym, której by mu nie było można przypisać. Czytaj dalej

Maria Dąbrowska: Wielka mądrość prawdziwego człowieczeństwa, czyli współdziałanie [1936]

dsdw223-3

Dotychczas mówili ci: bądź dobrem dzieckiem, kochaj rodziców, kochaj ojczyznę. Teraz pokazują ci drogę i sposób, jak do tego dojść. Musisz do każdego obcego iść jak do brata i wszędzie tak postępować, żeby innym dobrze z tobą było. Nawet najmniejszy bąk wie, kiedy innym jest z nim dobrze, a kiedy źle – więc niech tylko te słowa pamięta: choćby ten inny myślał nie tak jak ty – niech ma sobie inne przekonania. Ty na przykład uważasz, że piłka nożna jest najważniejsza, a on jej nie cierpi. Możesz go chcieć przeciągnąć na swoją stronę, ale się za to na niego nie złość. Choćby ten inny wyznawał inną religię, mówił inną mową – niech ci nie przyjdzie chęć dokuczyć mu. Przypomnij sobie, że to też twój brat; znajdzie się zawsze dosyć spraw, które was połączą. Możesz się postawić ostro i nie dać twojemu koledze albo koleżance skrzywdzić drugiego; możesz się bronić, jeśli ktoś chce tobie co złego zrobić, ale pamiętaj, że i ten, co błądzi i krzywdzi, to też twój brat, a może jeszcze oprócz tego współobywatel jednego kraju i ma mu być z tobą dobrze. A gdy tak wszyscy będziecie myśleli, przestaniecie błądzić i krzywdzić się wzajemnie. Bo ty i on, my i wy to jedno i to samo – jeden Bóg jest w naszym sercu i wszyscy mamy sobie pomagać, razem z sobą współdziałać. Rodzina to mała spółdzielnia, gdzie uczymy się żyć razem z rodzicami i z rodzeństwem. Szkoła to nieco większa spółdzielnia, gdzie uczymy się żyć razem z nauczycielami i kolegami, a kraj nasz, społeczeństwo, to wielka spółdzielnia, w której musimy już umieć żyć razem; żyć razem, pracować razem dla dobra świata ze wszystkimi współobywatelami. Czytaj dalej

Jerzy Karon (Kołakowski): O małe komórki organizacyjne. Problem wielostopniowego federalizmu [1935-1943]

flags

Dotychczasowa struktura spółdzielni jest odpowiednia tylko dla organizacji bardzo małych i nie zabezpiecza jednostki ludzkiej w dużych instytucjach przed „zagubieniem się w masie”. Toteż w wielkich spółdzielniach jednostka ludzka zatraca się w masie członkowskiej i nie znajduje ani warunków, ani bodźców do czynnej postawy w życiu organizacyjnym. W wielkich spółdzielniach działają prawa psychologii tłumu. Manifestowanie się indywidualne jest w nich łatwe tylko dla jednostek nieprzeciętnych, względnie dla osób o takich cechach, jakie bywają właściwe przywódcom ruchów masowych. Trzeba zaznaczyć, że cechy te niekoniecznie muszą przedstawiać obiektywny walor pozytywu społecznego. Natomiast przeciętny „szary człowiek” (używając modnej dziś terminologii) ginie w tym tłumie. Czuje się nic nie znaczącą cząstką bezosobowej masy. Nie widzi dla siebie możliwości skutecznego oddziaływania w takim wielkim zbiorowisku. Nie ma ani odwagi, ani umiejętności do wystąpień przed liczniejszym audytorium. I wszystko to usposabia go do bierności. Środków zaradczych przeciw takiemu stanowi rzeczy, który pozbawia spółdzielnie ich wewnętrznych sił żywotnych i walorów społecznych i czyni fikcję z ich formalnej demokracji, szukać trzeba w takim rozwiązaniu organizacyjnym, które zapewni przeciętnemu członkowi warunki do ugruntowania się w nim pełnej świadomości, że jego czynna postawa w życiu organizacyjnym spółdzielni może mieć istotny wpływ na to życie. Świadomość ta musi wynikać z takiego układu stosunków organizacyjnych między członkami, w których „szary człowiek” miałby warunki, zdolność, śmiałość oraz zachętę ze strony otoczenia do świadomych i kompetentnych wystąpień organizacyjnych. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Nowy pomysł rządu carskiego [1903]

anti-semitism

To, co się stało w Kiszyniowie, na długo zepsuło tam wszelką walkę z rządem. Nie można więc wątpić, że rząd zechce i u nas wywołać coś podobnego, ażeby osłabić wszystkich tych, którzy walczą z rządem. Już przed 1 maja, kiedy robotnicy-socjaliści gotowali się do uroczystego obchodzenia swego święta, rząd puszczał pogłoski o gotujących się rozruchach przeciwko Żydom. Tak było w Warszawie i w Wilnie, w Kownie i w Lublinie, w Łodzi i w Radomiu. Ale nie udało się rządowi carskiemu wywołać u nas tego, co zamierzał. Nasz robotnik rozumie już, że jego wrogiem, że głównym wrogiem całego narodu polskiego jest carat, rząd carski, że z nim musi walczyć przede wszystkim. Ale że się rządowi nie udało wykonać swego zamiaru na razie, z tego nie wynika, aby nie chciał on powtórzyć prób takich kiedy indziej. Miejmy się więc na baczności, tłumaczmy ciemnym i nierozumnym, dla kogo pożądane są rozruchy przeciwko Żydom, kto je wywołuje i w jakim celu. Gdyby rządowi udało się gdzie u nas wywołać rozruchy przeciwko Żydom, obowiązkiem każdego uczciwego człowieka, każdego nieprzyjaciela caratu, jest powstrzymać, chociażby przemocą i gwałtem, nierozumnych ludzi, nieświadomie pomagających naszemu najstraszniejszemu wrogowi – rządowi carskiemu – i bronić napastowanych Żydów, chociażby z narażeniem własnego życia. Czytaj dalej

Działalność społeczno-wychowawcza kooperatyw [1919]

1

Dziś już powszechnie uznano, że prawdziwym stowarzyszeniem spółdzielczym, nie nadużywającym tej szczytnej nazwy dla celów pobocznych, jest jedynie taka kooperatywa, której członkowie ożywieni są dążeniem do przekształcenia istniejących stosunków gospodarczych i społecznych w duchu prawdy i sprawiedliwości. Dziś też już niemal powszechnie zrozumiano, że przyczynić się do tej zmiany można jedynie drogą tworzenia nowych, opartych na odmiennych zasadach form gospodarczych, a równolegle drogą tworzenia ludzi, którzy by potrafili wejść „do nowego świata moralnego”, jak to głosił ojciec kooperacji Robert Owen, z odpowiednim zasobem wiedzy, moralności i charakteru i zająć w nim należne człowiekowi miejsce. Kooperacja właśnie tworzy jedno i drugie. Będąc „jednocześnie wielkim, mądrym, rozumnym interesem i mocną, gorącą wiarą”, kooperacja pragnie na podstawie ściśle gospodarczej zbudować gmach ładu i sprawiedliwości społecznej, kształtując odpowiednich budowniczych drogą usilnej pracy wychowawczo-społecznej. Czytaj dalej

„Pobudka”: Kościół przeciw Polsce [1889]

arton777-0a357

Dwie te potęgi występują z sobą do odwiecznej walki, która po dziś dzień pozostaje nierozstrzygniętą. Obie mają dotąd rację bytu. Zabobon tłumu jest racją bytu kościoła, państwa. Rezultatem walki – kompromis: przeświadczeni o swej sile przeciwnicy, nie mogąc się wzajem pochłonąć, usiłują się wyzyskać. Robią sobie tedy ustępstwa i zawierają sojusz. Na powalonym cielsku ciemnej i znękanej ludzkości zbój z oszustem podają sobie ręce…Kompromis kościoła z polskim szlacheckim państwem stanął bardzo wcześnie. Naród-szlachta z łaski bożej miał prawo ciemiężenia ludu, ale musiał dla utrzymania tej łaski gromić niewiernych. Aż wybiła godzina, gdy szlacheckie państwo upadać, a łaska boża ulatniać się poczęła. Już w 1770 papież Klemens XIII pisze do pobożnej Marii Teresy: „Najechać i rozebrać Polskę nakazywała nie tylko polityka, ale i interes religii; a dla duchowej korzyści Kościoła było rzeczą konieczną, aby dwór wiedeński rozciągnął w Polsce panowanie swoje jak najdalej”. Prawowierni synowie kościoła, Polacy, muszą się stać tedy, pod grozą potępienia, wiernopoddanymi niewolnikami uświęconej przezeń władzy, zdrajcami własnej Ojczyzny! Kościół bowiem uświęcił gwałt dokonany nad Polską, uświęcił nad nami władzę najazdu z całą bezczelnością kosmopolitycznego oszusta, stając się przez to otwarcie sprzymierzeńcem naszych zaborców, stając się jednocześnie zaklętym wrogiem Polski – tym niebezpieczniejszym, że przybierając maskę jezuickiego patriotyzmu lub wyzyskując uczucia religijne, łatwiej znajdzie on posłuch w narodzie od najezdniczego żandarma. Patriotycznym więc obowiązkiem inteligencji polskiej jest nie tylko walka z Kościołem, agentem wrogich nam rządów, lecz dyskredytowanie samej idei bóstw: w złodziejskich rękach czarnej międzynarodówki staje się ona wytrychem, za pomocą którego katolicyzm wkrada się do naiwnego sumienia ludu, zarażając je jadem wiernopoddaństwa na korzyść naszych ciemiężców. Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Wobec mordu w Dąbrowie [1897]

martinot_police-power

W ostatnich jednak czasach rozwój ruchu robotniczego, coraz bardziej w swych dążeniach wrogiego caratowi, coraz większa niechęć ludu wiejskiego do swych nieproszonych opiekunów, przekonały rosyjskie sfery rządowe, że lud to opora niepewna. Natomiast zupełny zanik rewolucyjnego usposobienia wśród klas uprzywilejowanych w Polsce, wzrastający coraz bardziej strach posiadaczy przed groźnym dla nich widmem rewolucji robotniczej, zbliżyły do siebie strony zawierające obecnie ugodę polsko-rosyjską. Zachowała się jednak jeszcze wzajemna nieufność – skutek długoletniej walki poprzedniej. Przyjazd cara do Warszawy – to była próba rozproszenia tej ostatniej chmurki na niebie ugodowym. Bezmiar służalczości okazanej carowi, kadzidła pochlebstw, skwapliwie przed władzą roztaczane, słowem, cała ohyda warszawskich „uroczystości”, w dostatecznej mierze dowiodła zupełnego oddania się klas uprzywilejowanych caratowi. Teraz kolej była na cara – on musiał pokazać, że równie szczerze będzie bronić interesów swych nowych sojuszników. Gdyśmy w proklamacji na przyjazd cara pisali: raz jeszcze kosztem ludu pracującego klasy posiadające zawierają sojusz z najeźdźcą, nie przypuszczaliśmy, że tak prędko koszta namacalnie przez lud zostaną zapłacone. Krew bowiem robotników dąbrowskich to są właśnie owe judaszowe srebrniki, zsypane przez rząd do zdradliwej i pożądliwej łapy naszych wyzyskiwaczy, oto zapłata za przyjęcie cara. I jak gdyby dla jaskrawszego oświetlenia wypadku, Imeretyński, urzędowy pośrednik ugody, posłał swe zezwolenie na mordy w Dąbrowie, w chwili, gdy bawił na weselu u Zamojskich, przedstawicieli nowej Targowicy. Wspólnikami więc rządu w zbrodni nie jest jeden Harting, podczaszy katów dąbrowskich, lecz cała klika panów i fabrykantów, cala zgraja panoszących się bardów ugody, cała zgangrenowana burżuazja polska. Czytaj dalej

„Głos żołnierza”: Wojsko a strajk rolny [1919]

spanish-civil-war-durutti-column-soldiers-propaganda-militaria-old-flyer-a41cec8150ba338e479240a154ea7236

Strajk wybuchł wskutek tego, że dziedzice podpisawszy umowy o wynagrodzeniu robotników swoich, nie chcieli w większości tych zobowiązań spełniać. Pomimo ustaw sejmowych, wedle których i obszarnika można by do odpowiedzialności pociągnąć, rząd nie śmie i nie chce karać tych ostatnich, mszcząc się na robotnikach, którzy raz są poszkodowani przez niedotrzymanie umowy obszarników zaś drugi raz przez to, że za winę dziedzica ich pakują do więzienia, i po trzecie, że, aresztując, biją w najokrutniejszy sposób. A teraz, Towarzysze broni, zastanówmy się dobrze. Robotnik rolny raz jest poszkodowany, że obszarnik nie daje mu wynagrodzenia do jakiego się zobowiązał, drugi za porzucenie pracy, do której go zmusza obszarnik, biorąc go do kozy – trzeci podlega biciu, katowaniu i poranieniu. Więc robotnik zamiast obszarnika trzy razy jest ukarany, kiedy samemu głównemu winowajcy dziedzicowi nie tylko że nic nie jest, ale władze rządowe pomagają mu w jego bezprawiu, przeciw robotnikowi. I oto na dobitkę w to bezprawie wciąga się żołnierza polskiego, tego żołnierza, którego zadaniem jest bronić Rzeczpospolitej Polskiej, nie zaś stawać w obronie bezprawia obszarników. W wielu miejscowościach oddziały złożone z żołnierzy polskich, ma się rozumieć na rozkaz oficerów, aresztowały i biły robotników. Reakcja polska – obszarnicy wyzyskiwacze – starali się z żołnierza polskiego uczynić narzędzie dla gwałtów czynionych w ich interesie – dla obszarniczej kieszeni. Kiedy trzeba kupić pożyczkę państwową, kiedy trzeba pieniędzy na ubranie i żywność dla armii, to obszarnicy zamykają swoje kabzy, ale kiedy idzie o napełnianie ich kieszeni, kiedy trzeba wykonać represje nad wyzyskiwanym przez nich robotnikiem, używa się do tego żołnierzy polskich. A oto dalszy ciąg tragedii. Żołnierz robotnik lub włościanin katuje takiego samego jak i on robotnika i włościanina dla przyjemności obszarnika, który będzie wyzyskiwał dzisiejszego żołnierza, gdy ten mundur zdejmie i zmuszony zostanie u takiego czy innego wyzyskiwacza pracować. Czytaj dalej

„Łodzianin”: Zdobycie niepodległości a Legiony [1915]

1fdx_cdd_uc5ex

Gorzej jest, że zdarza się spotkać prawdziwego niepodległościowca nie mogącego się pogodzić z myślą, że trzeba popierać Legiony. Jeden więc mówi: „Jakże ja, socjalista-robotnik, popierać będę armię polską, kiedy socjalizm nie godzi się z militaryzmem?”. Na to pytanie dawno dało odpowiedź życie. Na całym świecie socjaliści, bez względu na to, czy życzyli sobie wojny, czy nie, wstąpili do wojska dobrowolnie i głosowali za kredytami wojennymi, skoro już nastąpił wybuch wojny, a więc wypadło bronić swego kraju i swych siedzib przed zniszczeniem i pożogą, jaką niesie wojna. Czyż u nas miałoby być inaczej, u nas, którzy nie walczymy ani za kolonie, ani w interesach polskiego kapitalizmu, bo ten właśnie pragnie pokoju, tylko o własną wolność. Toż zawsze u nas mówiono i słusznie, że tylko wojna europejska może nas wybawić. A teraz, kiedy wojna wybuchła, czy możemy jej nie wykorzystać, zwłaszcza dziś, kiedy nam wolno walczyć pod własnymi sztandarami, własną komendą, kiedy marzenie o wojsku polskim stało się czynem? W tym wojsku demokratycznym, gdzie każdy, począwszy od generała, a kończąc na szeregowcu, zwie się, jak za czasów rewolucji francuskiej, obywatelem, dobrze każdy czuć się będzie. Znajdzie tam wielu towarzyszów partyjnych, bo każdy, u kogo w żyłach płynie krew, bez względu na przekonania polityczne, poszedł walczyć z caratem. Długo, bardzo długo byliśmy tropieni jak dzikie zwierzęta przez psy gończe carskiego rządu. Wszędzie nas wróg ścigał i dościgał, często bezbronnych. Gnębił nas i tropił szpicel, żandarm, żołnierz, czynownik, wreszcie ex- towarzysz-prokurator. Obchodziliśmy wzdłuż i wszerz polską ziemię, unikając pościgu, omijając dworce kolei i miasteczka, kryjąc się nie raz, w zbożu nocując pod stogiem siana, dobrze jeszcze, jeśli z bronią w ręku, bo wtedy drogo sprzedawano swe życie. Więzienie, etap, osiedlenie czy administracyjne zesłanie to był los świadomego robotnika. Jeśli kto uszedł Sybiru czy stryczka, musiał się stawać nielegalnikiem na całe życie, i albo jadł na tułaczce gorzki chleb emigranta, albo znów wracając do nielegalnej roboty w kraju narażał się na gorsze jeszcze represje. Dziś czas pomścić się za to wszystko na wrogu, i pomścić się dokumentnie. Należy wyrwać zęby caratowi, aby nie mógł gryźć i szarpać. Czytaj dalej

Tomasz Arciszewski: Moralno-polityczne znaczenie powstania warszawskiego [1949]

Powstanie_Warszawskie_Patrol_Agatona

Wojska sowieckie były pod Warszawą. Na południe od niej przeprawiły się na lewy brzeg Wisły. Miastu groziło zniszczenie na skutek przeistaczania przez Niemcy Stolicy w fortecę. Hitlerowcy zdecydowali, że z początkiem sierpnia ludność Warszawy zostanie zapędzona do robót fortyfikacyjnych. Centrum polskiego ruchu podziemnego groziła ze strony Niemców niemal całkowita likwidacja. Powstanie Warszawskie nie było dziełem 40 tysięcy żołnierzy AK. To poprzez całą społeczność Stolicy objawił się w pełni, na oczach całego świata, potężny pęd narodu do wolności i samodzielności. Powstanie upadło. Ale duch oporu, który dawał ludności stolicy siły i determinację, nie osłabł. Objął on w posiadanie całe społeczeństwo polskie, cierpiące pod butem nowego okupanta. Wielka i bohaterska legenda Warszawy daje moc i wiarę przetrwania. I dlatego też wróg pragnie ją zohydzić, zniszczyć, wyplenić z serc i umysłów Polaków. Ale są to próżne zabiegi. Jest jeszcze inny aspekt Powstania, ważny i aktualny w dzisiejszej sytuacji. Rada Jedności Narodowej i Krajowa Rada Ministrów, które pracowały przez cały okres w niezmiernie ciężkich warunkach, dzieląc los żołnierza i całego ludu Warszawy, w wydanej odezwie tak określiły znaczenie Powstania: „…Powstanie Warszawskie pozostawiło ponownie w końcowej fazie wojny problem Polski nie jako problem przetargów dyplomatycznych gabinetów, ale jako zagadnienie wielkiego narodu walczącego krwawo i bezkompromisowo o wolność, całość i sprawiedliwość społeczną w życiu ludzi i narodów, o szlachetne zasady Karty Atlantyckiej, o wszystko to, o co walczy dziś lepsza część świata…”. Cóż do tych słów więcej można dodać? Czytaj dalej