„Życie Robotnicze”: Dziesięciolecie [1928]

IMG

Projekty zmiany konstytucji w duchu antydemokratycznym, lekceważenie parlamentu, ograniczenie wolności prasy, oddawanie władzy w ręce oficerów, rozbijanie klasy robotniczej zorganizowanej – to wszystko napawa klasę robotniczą obawą nie tylko o swój klasowy interes, lecz i o przyszłość Polski, o to, co będzie później, do czego to wszystko doprowadzi Polskę. I oto ta troska o przyszłość Polski i klasy robotniczej oraz to, że w Polsce przyszli do głosu magnaci i rekiny kapitalistyczne, którzy zgięli kark klasie robotniczej i przez rozbijanie ich organizacji podstawiają nogę klasie robotniczej, to wszystko sprawiło, że klasa robotnicza nie weźmie udziału wespół ze sferami dziś rządzącymi w oficjalnym obchodzie święta 10-lecia powstania Niepodległości Polski. Klasa robotnicza także raduje się w tym dniu, ale radość tę przygasiła nam obecna rzeczywistość, na którą patrzymy. Klasa robotnicza obchodziła 10-lecie w dniu 7 listopada w rocznicę powstania Pierwszego Rządu w Niepodległej Polsce, Rządu Ludowego, Chłopsko-Robotniczego. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Polska wyswobodzona spod panowania Rosjan [1915]

24b3e8bbea98938269bf1facb3df4fe97d5c280f

Królestwo Polskie, niesłusznie zwane „Polska rosyjska” (Russisch Polen), było największym obozem wojennym na świecie. Dwieście pięćdziesiąt tysięcy najlepszych żołnierzy Rosji, w 10 wielkich twierdzach i umocnionych obozach wojennych skoncentrowanych, tworzyło bardzo poważną groźbę dla Austrii i Niemiec. Zawsze gotowi do maszerowania na północ, południe i zachód na rozkaz z Petersburga stojącego w związku z Francją i Anglią. Tak gęsta była ta przygniatająca masa żołnierska, iż w niektórych powiatach na straży 5 nieuzbrojonych Polaków stał jeden uzbrojony żołnierz rosyjski. Przeciw tej militarnej przygniatającej przemocy buntowali się Polacy w XIX wieku cztery razy. Walczyli cztery razy, nie znalazłszy ani razu pomocy w Europie. Młody kapitalizm europejski miał co innego do roboty, niż pomagać polskim powstaniom… Krwawe ziarno wolności musieli Polacy sami zasiewać. A po każdym powstaniu wędrowało buntownicze pokolenie w długim pochodzie na Syberię; w ten sposób wytępiano planowo najlepszych ludzi przez całe stulecie! Czytaj dalej

Halina Krahelska: Chłop i robotnik [1937]

Glos Kobiet (11)

Oczywiście, nie zaniedbywano przy tym wypróbowanej metody osłabiania i pokonywania ludowych mas poprzez dzielenie ich, poprzez kłócenie ze sobą, poprzez kopanie pomiędzy chłopem a robotnikiem z miasta jak najgłębszej przepaści. Robiło się to bardzo chytrze. Przedstawiało się (w prasie) miejskich robotników jako warstwę uprzywilejowaną; krzyczało się o wysokich, bajecznych jakoby zarobkach robotniczych; o dobrach kultury, z jakich korzystają w miastach, o fantazjach, fanaberiach, na jakie stać jakoby robotnika. Przeciwstawiało się więc położenie robotnika miejskiego – chłopu; wylewało krokodyle łzy rozczulenia nad upośledzeniem chłopskim, niedojadaniem na przednówku, lichym przyodziewkiem, który się zgrabnie przeciwstawiało osławionym „jedwabnym pończoszkom” i „kapelusikom” robotnic fabrycznych. Trzeba przyznać, że był czas, kiedy tu i ówdzie na wsi udawało się taką metodą oszukać chłopów i wzbudzić nawet w nich nieufny stosunek do proletariatu miast, niekiedy nawet stosunek wrogi. Czytaj dalej

„Proletaryusz”: Bezpłodność Sejmu [1919]

directaction

Chcemy, musimy budować Niepodległą Ojczyznę – ale budować ją musimy sami… usunąć wszystkie zapory, wszystkie stare rupiecie, które tamują ludowi polskiemu rozmach i wolę… Nic to, że może powstać chaos, nic to, że posypią się gruzy i uczynią się wyrwy, wszystko to lepsze od tego obchodzenia gnojowiska i cackania się z tą zmurszałą, zgniłą, do szpiku kości zdeprawowaną konserwą polską – z tymi tak zdeklarowanymi wrogami rządów ludowych… Oni są w tym momencie szczersi od nas. Oni jawnie, otwarcie wypowiadają nam walkę. Oni mobilizują swe siły przeciw nam. A my ciągle, jak struś, chowamy głowę i ciągle i się łudzimy, że „wspólnie”, „razem”, bez pięści ordynarnej, bez represji, Chrystusową miłością, idealnie pojmując absolutną wolność (niestety, tylko dla nich) Polskę do gruntu odnowimy i pchniemy na nowe tory gospodarki socjalistycznej. Czytaj dalej

Polska Partia Socjalistyczna: Od bezrobocia, głodu, wojny… brońmy się sami [1932]

Dzień Kobiet

O czym myślisz wynędzniała, przedwcześnie postarzała kobieto? Poczułaś nowe życie w swym łonie. Załamujesz ręce w strasznej rozpaczy, zwątpieniu. I znowu czekają cię miesiące męczeństwa. Ciało i serce twoje wycieńczyły i sponiewierały ciągłe ciąże. Wyczerpująca praca w fabryce, w biurze, w domu czy na roli nie pozwala ci na odpoczynek. W nędznej izbie bezrobotny mąż i sześcioro dzieci, wiecznie głodnych, dla których nie masz ani bielizny, ani odzienia, ani pościeli, ani chleba naszego powszedniego. SZUKAJ WINOWAJCÓW! Czy to twoja wina, nieszczęśliwa kobieto? Gdyby ciebie jedną los tak okrutnie dotknął, można by ci dopomóc, ale OBEJRZYJ SIĘ WOKOŁO… W miastach i po wsiach wszędzie widzisz miliony matek, które prowadzą taki sam nędzny żywot. Rodzą dzieci nieszczęśliwe, skazane na nędzę. Nie ma dla nich miejsca, są niepotrzebne. Uciekasz przed nieszczęściem, przerywasz ciążę. U wezgłowia staje groźba śmiercią albo długa, częstokroć nieuleczalna choroba kobieca, albo nawet więzienie za niedozwolony zabieg. Nie wolno ci bowiem, matko wynędzniała, proletariuszko, mieć tyle dzieci, ile byś chciała. To przywilej kobiet bogatych! Socjaliści walczą O PRAWO ŚWIADOMEGO MACIERZYŃSTWA. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Tajny komunikat KPP. Przygważdżamy komunistyczne oszczerstwa [1934]

sdds

Mamy przed sobą ten komunikat Komitetu Centralnego kompartii, zatytułowany „W sprawie zdemaskowania prowokatora Tadeusza Żarskiego”. Gdy nie mają odwagi ogłaszać go autorzy, my podamy jego treść do wiadomości publicznej. Niechaj ta intrygancka gra z tajnością się skończy! Tym bardziej, że komunikat kończy się wezwaniem do mas pracujących. Niech masy poznają się. Publikujemy treść „komunikatu” przede wszystkim dlatego, że oto w naszych oczach mordują politycznie, a może i fizycznie człowieka, będącego naszym przeciwnikiem politycznym, ale dla wszystkich, którzy go znali, niewątpliwie człowieka czystego i ideowego. Rzuca się nań najstraszniejsze oskarżenie o prowokatorstwo, nurza się w błocie jego nazwisko i honor działacza robotniczego, a wszystko to popiera się argumentami tak dziwnej natury, że bledną osławione dokumenty „Ochrany”, gdzie głupstwo goniło za głupstwem. Czytaj dalej

Herman Diamand: Pańszczyzna polityczna [1930]

download-2

W chwili, gdy ustrój społeczny zmienia swoją formę, gdy kapitalizm indywidualny stracił swoje znaczenie i ustępuje miejsca zorganizowanemu kapitalizmowi, którego dalszym etapem musi być objęcie produkcji i wymiany przez zorganizowane społeczeństwo, ohydna mafia staje rozwojowi społecznemu, politycznemu i gospodarczemu na drodze, usiłując nadać społeczeństwu organizację polityczną, która jest groźną dla kultury narodu, dla jego dążności do dobrobytu, do podniesienia poziomu etycznego, do zrealizowania wszystkich tych dążeń, które lud pracujący łączył z powstaniem własnego, wolnego ustroju państwowego. Pańszczyzna polityczna nie da się pogodzić z ideałami przyświecającymi bojownikom o niepodległość. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Wojna światowa a przesilenie w Międzynarodówce [1920]

la-internacional

Rozpatrywanie tego pytania daje niemal w każdym wypadku odpowiedź na tle ogromnej ilości faktów, że głównym powodem udziału socjalistów w wojnie była obrona narodu przed wrogiem zewnętrznym. Narodu nie jako jakiejś kategorii etnograficznej, lecz przede wszystkim jako państwa niepodległego, jako organizacji konkretnej ze wszystkimi brakami, krytykowanymi tak świetnie i z takim zapałem przez te same partie socjalistyczne! Dla socjalisty belgijskiego niepodległa Belgia mieściła w sobie i panowanie kapitalizmu, i przewagę reakcji klerykalnej, i rządy policyjne, i to wszystko, co stanowiło przedmiot walki i krytyki socjalistycznej. Ale gdy Niemcy zgwałciły dnia 4 sierpnia 1914 r. granice niepodległego państwa belgijskiego, wszyscy socjaliści belgijscy poszli do swojej armii – z królem na [jej] czele – aby bić się z Niemcami i bili się z nimi aż do listopada 1918 r., tj. aż do ich pokonania. I na próżno by tłumaczono towarzyszom belgijskim, że czteromilionowa partia socjalistów niemieckich zapewni im prędsze zwycięstwo socjalizmu, że powiększone niemieckie terytorium umożliwi większą potęgę ekonomiczną dla klasy robotniczej, na próżno wyklinano by ich jako „socjalpatriotów”, szowinistów, kontrrewolucjonistów za to, że bronią króla, kardynała, kleru, policji belgijskiej i że gotowi są umrzeć za Belgię… Państwo narodowe okazało się dla socjalistów belgijskich warunkiem nieodzownym życia i rozwoju socjalizmu i dlatego jako socjaliści prowadzili wojnę o utrzymanie państwa belgijskiego. Czytaj dalej

Emanuel Szerer: „Mniejsze zło” – Hitler [1939]

Zrzut ekranu 2018-04-10 00.59.31

Nie – nie wszelkiego rodzaju! W świetle cytowanego wyżej artykułu „ABC” okazuje się, że dla naszych „narodowców” sprawy ustroju wewnętrznego Niemiec nie są wcale obojętne. Że dla nich, pardon „dla Polski”, NIE WSZYSTKO JEDNO, czy Niemcy będą narodowo-socjalistyczne, czy demokratyczne lub socjalistyczne, że to nieprawda, co często sami o sobie głoszą, iż „jednakowo” nienawidzą hitlerowskich i demokratycznych Niemiec. „Z dwojga złego” (mówiąc „narodowym” językiem) – Niemcy hitlerowskie lub demokratyczne – panowie z „ABC” wybierają jako mniejsze, ich zdaniem, zło… Hitlerię! „Upadek narodowego socjalizmu nie leży w interesie Polski!”. Upadek demokracji – tak. Upadek socjalizmu (bez dodatków) – tak. Upadek hitleryzmu – nie! To byłoby „dla Polski”… najgorsze. Zaprawdę, trudno sobie wyobrazić bardziej dosadny, bardziej odrażający objaw pokrewieństwa ideowego wszelakich nacjonalizmów jak ta, rzekomym interesem Polski się pokrywająca, troska ABC o przyszłość hitleryzmu niemieckiego! Czytaj dalej

Herman Lieberman: Droga do socjalizmu to droga nieustannej walki i nieraz droga cierpienia [1933]

dsdd

A dlaczego nam kradną naszą nazwę, nasze symbole i nasze święto majowe? Bo wiedzą, że tęsknota do socjalizmu tkwi głęboko w sercu ludzi biednych. Przezwali się więc faszyści niemieccy narodowymi „socjalistami”, a potężny ruch socjalistyczny przemianowali na „marksizm” – nazwa, której nasza idea nigdy nie nosiła mimo wielkiego uwielbienia dla Karola Marksa, bo ruch nasz nigdy swojego źródła nie upatrywał w bałwochwalstwie jednostki. Zrozumieć też można skargę faszystowskiego ministra korporacji we Włoszech, pana Bottai, który w jednej ze swoich wielkich mów oświadczył: „Co przeszkadza rozwojowi faszystowskiego syndykalizmu (organizacji zawodowej robotników), to zawsze jeszcze zagadnienie i twory duchowe socjalizmu. Spaliliśmy ich symbole, ich chorągwie, ich kasy, ale nie udało się nam wyrwać im socjalizmu z serc”. I nie wyrwą go nam z serc, mimo ciężkiej niedoli, jaką przeżywamy my i nasi braci w innych krajach. Płyniemy przez wzburzone morze i okręt przechylił się na prawą stronę – ku faszyzmowi, dzięki zawikłaniom, które w swych następstwach sprowadziła wojna światowa. Ale i zdarzenia płyną, niosą je coraz to nowe potężne fale życia i wstrząsów powojennych. Przyjdzie dzień zwycięstwa socjalizmu, które będzie tym trwalsze, im okrutniejszymi były prześladowania i męczeństwo bohaterów naszej idei. Czytaj dalej

„Górnik”: Ofiary kopalni [1907]

dsfwwewew

Mnożą się groby, w których giną dziesiątki, setki ludu górniczego. Nie ma wprost kraju (z kopalniami), żeby śmierć nie zebrała swego plonu. Jeśli od razu nie pozbawi życia całych setek, to chociaż dziesiątki, a nawet pojedyncza jednostki porywa ten nienasycony, wiecznie głodny potwór, jakiemu na imię kopalnia. W ciemne czeluście ziejące wiecznie trującym gazem zjeżdżają na szalach górnicy, zostawiają w głębi swe zdrowie, siły i życie, a potwór wyciąga ustawicznie żelazne łapy po nowe ludzkie mięso. I tak codziennie i tak bez końca odbywa się ta wędrówka górników po śmierć, kalectwa, choroby. Giną jedne pokolenia, a na ich miejsca przychodzą drugie, młode, silne i zdrowe, by po latach kilku, kilkunastu paść masową ofiarą wśród wyziewów kopalnianych lub wrócić kalekami. Baronowie węglowi, Larysche i Guttmani, Potoccy i Rotszyldzi, potrzebują pieniędzy na zabawy i życie wygodne. Że zginie z Was sto, trzysta, tysiąc, Larysch z pewnością łzy jednej nie uroni, tak jak nie uronił, gdy w Karwinej legli śmiercią w kopalni wasi bracia i ojcowie. Po was przyjdą inni, nie dziś, nie jutro, to później, ale przyjdą. Mięso ludzkie jest tanie, a kopalnia wiecznie głodna… Czytaj dalej

Antoni Szczerkowski: Święto robotnicze 1 maja [1928]

sdsfsdf

Obchód tegoroczny majowy dla włókniarzy ma specjalne znaczenie, bo znajdujemy się w okresie nieustannej walki w obronie zdobyczy socjalnych, które są łamane przez kapitalistów w sposób haniebny i nowej walki cennikowej o podwyższenie głodowych płac włókniarzy. Dzień 1 Maja musi być wielkim protestem przeciwko wyzyskowi, uciskowi kapitału i bodźcem do nowej walki o wyższe płace i lepsze warunki pracy. Robotnicze święto jest zarazem wielką międzynarodową manifestacją „Braterstwa Ludów” i międzynarodowej solidarności proletariatu. W dniu tym musimy protestować przeciwko uciskowi mniejszości narodowych i domagać się, aby wszyscy obywatele Rzeczypospolitej Polskiej byli równo traktowani i mieli zagwarantowane prawa językowe i kulturalne. Musimy zwalczać nacjonalizm i szowinizm. Związek nasz włókienniczy w imię zasad międzynarodowej solidarności proletariatu położył pierwszą podwalinę wspólnej walki robotników bez różnicy narodowości. Związek ten w swoich szeregach mieści robotników niemieckich i żydowskich, uwzględniający potrzeby językowe i kulturalne tychże robotników, jako związek centralny, czyniący zadość potrzebom wszystkich robotników. W myśl powyższych haseł wzywamy wszystkich włókniarzy do obchodu święta 1 Maja. Niech dzień ten będzie wielką manifestacją na rzecz wyzwolenia klasy robotniczej Pokażcie całej reakcji i rekinom kapitalistycznym, że ucisk, głód i nędza hartują wasze dusze do nowych walk i zwycięstw klasy robotniczej! Czytaj dalej

„Głos Żołnierza”: 1919-1920

image description

Pierwsi nas szczują, drudzy demoralizują. Pierwszym i drugim Niepodległa Rzeczpospolita Ludowa nie jest potrzebną. Ale my, których zrodziła rewolucja o Niepodległość Narodu, ale my, wychowani przez rewolucyjny militaryzm, nie pozwolimy użyć się za narzędzie jednym i drugim. I wielki okrzyk wznosi się ponad naszymi zbroczonymi krwią szeregami: „Walczymy dla Ludu!”. Okrzyk ten, potężnym echem lecąc poprzez wsi, miasteczka i miasta, poprzez pola i lasy nasze, zabłądzi pod strzechy rodzime, do chaty włościanina, do izby robotników: tam nas zrozumieją. 1920 rok zastał nas w okopach – w polu. Czuwamy – bo najazd ciągle krajowi zagraża. Sąsiedzi radzi by okroić terytorium, na którym tworzy się niepodległe państwo polskie. Wewnątrz nie pomna na nic reakcja z anarchią, podawszy sobie dłonie, próbują raz wraz przeprowadzać swoje, pozornie różne, do jednego zmierzające celu zamiary. Ale myśmy gotowi przeciwstawić się jak jednej, tak drugiej stronie, albowiem ludowi polskiemu musimy dać Ojczyznę – albowiem przez bojowników o wolność narodu jest przepowiedziane, że Polska powstanie z martwych tylko Polską ludową! Więc czuwać i walczyć będziemy dotąd, aż w roku 1920 na czele Rzeczypospolitej Polskiej stanie rząd z przedstawicieli ludu pracującego złożony. Aż najeźdźcy stłumią swoje chęci ujarzmienia nas na nowo, aż wewnątrz kraju lud pracujący, zdobywszy prawo – gospodarzem zostanie. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Odprawa Lidze Narodowej [1905]

yyyy

O powstaniu nie myślimy, ale to wiemy dobrze, że nastąpić musi i nastąpi niezłomnie taka godzina rewolucyjna, kiedy nie dość będzie bibuły, odezw i demonstracji i oporu łagodnego, kiedy przyjść musi i przyjdzie do gwałtownych starć rewolucyjnych między ludem polskim a rządem carskim i jego siłą. My takich starć gwałtownych bynajmniej się nie zarzekamy. I to już taki rwetes i gwałt uczyniło między panami z Ligi! Okazali oni w swej odezwie taki małoduszny strach przed rewolucją, takie niedołęstwo polityczne w ważnej chwili dziejowej – że nic dziwnego, że od tej chwili ich znaczenie w Polsce zmalało bardzo, choć nigdy nie było zbyt wielkie. Przecie to nie żadna tajemnica, że bardzo wielu ludzi się od nich po tej odezwie odsunęło po wsiach. Boć dla każdego rewolucjonisty jest wysoce wstrętnym takie tchórzostwo i odżegnywanie się od wszelkiej ostrzejszej walki wtedy właśnie, kiedy od takiej walki zależy wszystko, kiedy do niej sama historia pcha ludy państwa rosyjskiego i kędy wszystkie ludy tego państwa przygotowują się do niej! A więc nie o wojnę z Rosją, nie o „powstanie ze zrabowanymi dubeltówkami” idzie, jak to w swój oszczerczy sposób głosi Liga. My socjaliści mamy swoją wyraźną politykę: ta odsuwa myśl o powstaniu, ale nakazuje jak najostrzejszą walkę z rządem. A w tej walce krew nasza i wroga nieraz się będzie lała. I z nami do tej walki pójdzie cały lud pracy, pójdzie cały lud polski i z nami zwycięży wroga!
A Liga Narodowa zostanie sobie w bezpieczności, udając trzeźwość polityczną i biadać będzie nad przelewaną krwią polską… A nazajutrz po zwycięstwie, kiedy ziemie polskie dostaną od wroga ustępstwa zdobyte krwią i ofiarą ludu pracującego, panowie i panicze z Ligi Narodowej powypełzają z ukrycia i rzucą się do posad rządowych „polskich”, rzucą się do korzyści i owoców nie swojego zwycięstwa. Czytaj dalej

„Wyzwolenie Społeczne”: O pierwiastku socjalistycznym w chrześcijaństwie [1921]

St Mary Star Mural 100 tiff

Ewangelia Chrystusa była ewangelią ubogich: bogacze mogą dostąpić zbawienia tylko pod tym warunkiem, że wyrzekną się majętności swoich i zrównają się w ten sposób z innymi („Żaden nie może dwóm panom służyć. Nie może służyć Bogu i mamonie”, Mat. VI. 24). Potępienie samolubnych bogaczy stanowi jeden z najczęściej powtarzających się motywów ewangelicznych. W przypowieści o Łazarzu potępienie to wyrażone jest w najsurowszy i najbezwzględniejszy sposób. Bogacz jest tu skazany na męki piekielne, tylko dlatego, że jest bogaczem, że używał zbytków i rozkoszy wtedy, gdy obok niego cierpieli Łazarze. Wyrazem socjalistycznego sposobu życia pierwszych chrześcijan były też codziennie wspólne uczty, na których wierni „Łamiąc chleb po domach, pożywali pokarmy z radością i w prostocie serdecznej” (Dzieje apostoł. II. 46; Ananiasz i Safira VI). Z tego widzimy, że ów socjalizm pierwotnego chrześcijaństwa był socjalizmem nie wytwarzania, lecz używania dóbr. Każdy chrześcijanin na mocy związku bratniego miał prawo do dóbr wszystkich członków całej gminy, a w razie potrzeby mógł żądać, aby zamożniejsi członkowie udzielili mu ze swego majątku tyle, ile potrzebował. Jednakże tego rodzaju gospodarka nie mogła być trwała. Gdyby wszyscy wtedy „sprzedali swoje mienie i rozdali ubogim”, to wszelka gospodarka ustać by musiała. Ludzie przecież musieli wytwarzać, aby mieć co do „rozdawania ubogim”. Ów komunizm spożycia był możliwym tylko w początkach, kiedy chrystianizm miał mało wyznawców, a wszyscy wyznawcy nowej wiary odznaczali się zapałem i poświęceniem bez granic. Daremnie niektórzy ojcowie kościoła, przejęci duchem nauki Chrystusowej, napadali na bogactwo i domagali się wspólnoty dóbr; kazania ich nie mogły przezwyciężyć twardych stosunków ekonomicznych, które wywołały nierówność i egoizm (Św. Bazyli, IV stulecie). Czytaj dalej

„Robotnik Śląski”: Henryk Sienkiewicz w roli Zagłoby [1906]

Henryk-Sienkiewicz_news

Pan na Oblęgorku, liwerant wody mocno przeczyszczającej „Ursus” i równie przeczyszczających romansów, zabawił się na stare lata w polityka w stylu Zagłoby. Pan Sienkiewicz wezwał w dziennikach warszawskich „rodaków”, aby składali datki na robotników „narodowych”, chcących podczas strajków pracować, a terroryzowanych przez socjalistów. Pan Sienkiewicz złożył pierwszy na ten cel sto rubli – w imię „wolności pracy”. Szlachecki pisarz, sypiący w swoich powieściach tuzinami morałów, okazał swoim najnowszym występem, jak obcą mu jest etyka robotnicza i jak nieskończenie mało ma zrozumienia dla bohaterskich walk proletariatu w zaborze rosyjskim. Robotnicy strajkujący giną od kul żołdackich i robotnicy zmuszają strajkiem rząd carski do ustępstw politycznych i narodowych, a szlachcic Sienkiewicz patrzy bezmyślnie na tę tytaniczną walkę i w walczącej armii robotniczej widzi tylko czerń, po której karkach chciałby się przejechać, jak niegdyś Skrzetuski, a którą lży i opluwa, jak Zagłoba. Czytaj dalej

Władysława Weychert-Szymanowska: Kobiety, brońcie się przed wyzyskiem [1932]

xyv

Lecz dlaczego kobiety chcą tak tanio pracować? Dlaczego wszędzie jest to uznane, że im się mniej płaci? Dlaczego towarzysze uświadomieni także mówią o tym, jak o sprawie najnaturalniejszej w świecie? Kobiety są pokorne, cierpliwe, rzadko się buntują, a przede wszystkim słabo się organizują. Potęgą robotników są związki zawodowe. One to łącznie z partiami politycznymi wywalczyły wszystkie ustępstwa dla klasy robotniczej. Gdyby nie związki, praca trwałaby po 16, 18 godzin w najgorszych warunkach, jak przed stu laty. W książce Krahelskiej znajdujemy cyfry mówiące, jak mało kobiet zapisuje się do związków zawodowych. W roku 1929 na 100 ubezpieczonych wypadało 10 kobiet w klasowych związkach zawodowych. W tym czasie wśród ubezpieczonych w Kasie Chorych na 100 osób było 30 kobiet. Stąd wynika, że zaledwie jedna na 3 robotnice zapisuje się do związku. A wiemy przecież, że tylko solidarnością robotnicy dojść do czegoś mogą. Krahelska podaje ciekawe szczegóły o tym, jak w różnych krajach robotnicy zgodnie ze starorzemieślniczą tradycją nie chcieli przyjmować kobiet do związków. W Stanach Zjednoczonych jeszcze w 1927 r. odlewnicy, fryzjerzy i cieśle nie zapisywali kobiet. Oczywiście niechętne stanowisko mężczyzn do kobiet w związkach niemało wpływa na ich słaby udział. A traci na tym cała klasa robotnicza, zyskuje zaś najwięcej kapitał, zarabiając na każdej robotnicy znacznie więcej, niż na robotniku. Kiedyż zacznie się prawdziwa walka, podjęta przez wszystkich robotników i przez wszystkie robotnice o urzeczywistnienie hasła, które Wydział Kobiecy PPS ciągle przypomina: Za równą pracę równa płaca. Czytaj dalej

„Życie WSM”: Za dużo mieszkań [1937]

ssa

Rynek prywatny, szczególnie w nowych dzielnicach miast, gdzie się przenosi każdy, kto tylko może, stał się rentowny. Popłynęły ku niemu kapitały, zwabione wysoką zyskownością lokaty, tym bardziej, że przebudowane korzystały jeszcze z wielkiej premii podatkowej. Koleją normalnej oscylacji podaż przewyższyła nawet popyt. Teraz musi się odbyć równoważący proces przystosowawczy: muszą spaść nieco ceny, na rynek wejdzie część tych, którzy po dotychczasowych cenach nie mogli wynająć sobie trzy- i czteropokojowego mieszkania w luksusowym domu, rynek mieszkaniowy stanie się mniej rentowny (zwłaszcza w związku z przewidzianą likwidacją ulg podatkowych dla przebudowanych kapitałów prywatnych) – i nastąpi zrównoważenie, na nowym poziomie. Mieszkań nie będzie już za dużo. Ale jest jeszcze inny rynek mieszkaniowy. Na rynku tym stoją nędzarze z przedmieść, za nimi wloką się beznadziejnie mieszkańcy baraków i bezdomni. Ludzie ci mogą zaofiarować za mieszkanie bardzo mało – jeśli w ogóle mogą dać cokolwiek – bo w procesie podziału dochodu społecznego przypadł im bardzo mały kąsek. Ten rynek nie jest rentowny. Na tym rynku nie lokuje prywatny kapitalista. Potrzeby tego rynku zaspokajają stare rudery i na wpół rozwalone domki, nieprawdopodobnie przeludnione. Potrzeby tego rynku zaspakaja też aż nazbyt często barak lub miejsce pod filarem mostu. Szaleje na tym rynku gruźlica, śmiertelność dzieci wyraża się w zawrotnych cyfrach. Na tym rynku potrzeby są wprawdzie olbrzymie, ale popyt bardzo niewielki, bo za potrzebami tymi nie stoi odpowiednia siła nabywcza, odpowiednia ilość pieniędzy. A jeśli popyt jest mały, to jakiż sens ma dla prywatnego kapitalisty formowanie podaży, budowanie tanich mieszkań robotniczych? Czytaj dalej

Bronisław Siwik: Kto jest wrogiem rewolucji [1918]

quigley

Lecz klasy posiadające, pasożytnicze, garstką są jeno, drobnym odłamem społeczeństwa. I pomimo swego majątku nie byłyby one groźne dla rewolucji, gdyby nie potężny sprzymierzeniec, jakiego znajdują w drugim wrogu rewolucji – ciemnocie ludzkiej. Oto wróg rewolucji – najgroźniejszy i najliczniejszy. Masy ludowe czują, że jest źle, że układ społeczny i podział dóbr są niesprawiedliwe. Masy włościańskie na wsi nie mają ani trochę zaufania do swych „duchowych” przewodników, a masy robotnicze w mieście bynajmniej nie pragną bronić interesów bankierów, kupców, kamieniczników, nawet wtedy, gdy zapisują się do szeregów ks. Godlewskiego. Lecz masy te w większości swojej są ciemne, a więc podejrzliwe i nieufne przede wszystkim względem tego, czego nie znają, co jest im obce. Czytaj dalej

Maksymilian Statter: Jeszcze czas! Odwołać udział Polski w hitlerowskiej Olimpiadzie [1936]

150723-1936-olympics-08

W Gdańsku dokonano zamachu stanu. Z Austrią dokonano faktycznego „anschlussu” bez formalnego „anschlussu”. Tylko czekać, aż apetyty Trzeciej Rzeszy zwrócą się ku „odwiecznemu wrogowi”. Jeżeli tłumne protesty, urządzane we wszystkich miastach, mają mieć szczere ujście i zadośćuczynienie, to takim zadośćuczynieniem, odpowiadającym pragnieniom i poglądom szerokich mas Polski, występujących w obronie praw naszych do Gdańska, byłoby wykonanie naszego żądania: odwołać wyjazd polskiej ekipy do Berlina! Byłoby obłudą i zaprzeczeniem racji stanu, gdyby ktoś naiwny usiłował nam tłumaczyć, że wyjazd na Olimpiadę ma znaczenie tylko sportowe. Od pierwszej chwili zwalczamy udział Polski w hitlerowskiej Olimpiadzie. Postulat nasz uzasadnialiśmy względami ludzkimi, etycznymi i politycznymi. Wcale nie ukrywaliśmy tego, iż z hitlerowcami nie należy spotykać się na zielonej murawie, także ze względów politycznych. Dzisiaj, gdy na Górnym Śląsku wykryto spisek przeciw granicom Polski, organizowany przez zaciekłych hitlerowców, gdy w Gdańsku przygotowuje się teren do dalszych rozgrywek przeciw naszej niepodległości, nie powinniśmy mieć żadnych złudzeń, co do faktycznych i historycznych zamiarów naszego zachodniego sąsiada. Toteż trzeba hitlerowcom dać godną i zdecydowaną odpowiedź: na znak protestu, w imię obrony polskiego honoru, w imię zademonstrowania naszych pokojowych tendencji, w imię najszlachetniejszych praw ludzkich, bezlitośnie łamanych przez hitlerowców w Niemczech, Polska odwołuje swój udział w berlińskiej Olimpiadzie. Jeszcze jest czas, by to uczynić. Właśnie na pięć minut przed dwunastą. Zanim odezwie się olimpijski gong i zanim chorągiew biało-czerwona wywieszona zostanie na maszcie berlińskiego stadionu, niech świat cały się dowie, że Polska alarmuje opinię pokojową świata w ten sposób, że w Olimpiadzie berlińskiej udziału nie bierze! Czytaj dalej