„Tydzień Robotnika”: Katolicyzm a faszystowska rebelia [1937]

GCE_1616_BallesterA_264

Z cytowanych przezeń wypowiedzi wybitnych osobistości zwraca uwagę deklaracja przywódcy katolików baskijskich, Don José Antonio Aguirre, skierowana do rządu Republiki i Frontu Ludowego. „Uważam za słuszne wykazać, że nasz Kraj Basków, że my wszyscy, jesteśmy z wami przeciw imperializmowi i faszyzmowi, a to z przyczyny naszych zasad ściśle chrześcijańskich i katolickich. I bądźcie pewni, że jesteśmy i pozostaniemy lojalni, z całego serca, przy waszym boku. Chrystus nie wybrał bagnetu ani armaty dla zdobycia świata. Zdajemy sobie sprawę ze wszystkiego, co zawiera wasz ruch proletariacki prawdziwego i sprawiedliwego. Czy naprawdę masy, które ciągną za wami, stanęły po stronie utopii? Nie. Walczycie, podtrzymywani przez zapał i wsparcie mas robotniczych, które domagają się odnowienia zgniłego społeczeństwa. Ruch chrześcijański, jak nasz, usprawiedliwia postęp socjalny…”. Martin-Chauffier cytuje również zdanie słynnej Pasionarii, która wyraziła się, że „odwaga, z jaką niższy kler Kraju Basków podtrzymuje ludność przy naszym boku, jest czymś godnym podziwu”. Czytaj dalej

„Wieś i Miasto” PPS WRN: Demokratyczna polska w wolnej Europie [1943]

Stalin_Hitler

Nowa Europa zarysowuje się zatem jeszcze nie dość wyraźnie, zwłaszcza jeżeli chodzi o granice. Pewną jest rzeczą za to, że nie będzie miejsca w tej nowej Europie dla ustrojów dyktatorskich. Wbrew woli ludności żadne kliki nie będę mogły rządzić. W ramach demokracji zaś decydujące znaczenie muszą mieć masy pracujące, które jedyne są zdolne rozwiązać zawiłe problemy odbudowy. Ileż znaczenia ma fakt, że na przykład całą sprawę przesiedleń, repatriacji itd. rząd angielski powierzył do opracowania międzynarodowemu związkowi robotników transportowych. Demokracja nowej Europy musi być społeczną demokracją. Czytaj dalej

„Robotnik w Walce”: ONR pod pręgierzem [1943]

21765796_2056169807938595_4444262113754636349_o

„Narodowe Siły Zbrojne”, wbrew rozkazom Naczelnego Dowództwa i Krajowej Komendy Sił Zbrojnych, nie chciały się podporządkować ogólnemu kierownictwu. Trwało tak dwa lata. Perswadowano i namawiano do zmiany tego stanowiska. Na próżno. Wreszcie Dowództwo Sił Zbrojnych w kraju wyznaczyło dzień 15 października jako ostatni termin zameldowania się oddziałów NSZ pod rozkazy Komendanta Sił Zbrojnych w kraju. Termin minął, a sprawy zostały po staremu. Faszystowskie NSZ i komunistyczna tzw. Armia Ludowa pozostały prywatnymi bojówkami, służącymi wyłącznie planom zagarnięcia władzy. Wobec tego Komendant Sił Zbrojnych w kraju wydał w dniu 9 listopada rozkaz nr 122, w którym, przytaczając historię NSZ, stwierdza, że ta organizacja nie podporządkowała się rozkazom Naczelnego Wodza i ministra spraw wojskowych i oświadcza iż: należenie do NSZ nie jest równoznaczne ze służbą czynną w szeregach wojska i obowiązkiem członków NSZ jest natychmiastowe opuszczenie przez nich formacji NSZ i zameldowanie się do czynnej służby w Armii Krajowej. Komendant przytacza jednocześnie wyciąg z rozkazu Naczelnego Dowództwa, w którym jest następujący paragraf: „Żołnierze, którzy mimo zakazu będą nadal należeli do nieuznanych przez Dowódcę Armii Krajowej organizacji wojskowych, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności sądowo-karnej”. Tak więc wreszcie przemówiono do ONR właściwym językiem. Faszystowskie spiski należą do dziedziny sądowo-karnej, a nie politycznej. Czytaj dalej

Adam Próchnik: Nacjonalizm współczesny [1936]

fasism

Jedną z charakterystycznych cech odrodzonego, w postaci faszyzmu, nacjonalizmu jest to, że nie występuje on już w formie czystej, wyłącznie nacjonalistycznej, że przybiera postać mieszaną ruchu narodowo-społecznego. Dawny nacjonalizm przeciwstawiał się otwarcie wszelkim prądom reformy społecznej, domagał się, aby hasła społeczne umilkły wobec haseł narodowych, dzisiejszy jest ruchem narodowo-radykalnym, czasem nawet narodowo-socjalistycznym. Jest to po prostu porzucenie beznadziejnej placówki. W okresie bankructwa kapitalistycznych form ustrojowych, w okresie przeżywanego przez ludzkość wielkiego przełomu gospodarczego, niepodobna znaleźć w masach posłuchu idąc z programem lekceważenia problemów społecznych. Nie przeciwstawienie się nacjonalizmu idei przemian społecznych, ale połączenie tych idei jest platformą współczesnego nacjonalizmu. Nie mamy, rzecz jasna, żadnych złudzeń co do szczerości tej platformy, ani co do skuteczności tej akcji z punktu widzenia nieodzownego przewrotu społecznego. Wiadomo bowiem, że są dwie drogi zwalczania pewnego kierunku ideowego: jedna przez otwarte przeciwstawienie mu się, i druga – przez pozorne przyjęcie jego zasad. Radykalizm społeczny nacjonalizmu odgrywa właśnie rolę tego drugiego sposobu przeciwdziałania nadchodzącej rewolucji społecznej. Ale sam fakt chwycenia się tej drogi nie jest pozbawiony wymowy. Jest to, może podświadome, uznanie nieuchronności przewrotu. Fałszuje się tylko wartościowe pieniądze. Czytaj dalej

„Równość”: Samo płacenie składek niewiele znaczy! [1897]

e0f0bcf09d5da6a9d083c9a0ab102cd5--international-workers-day-power-pop

Ażeby jednak każdy był zdolnym do tego, ażeby z każdym dniem stawał się coraz to zdolniejszym, trzeba koniecznie regularnie uczęszczać na zgromadzenia, o ile ważne powody nie stają temu na przeszkodzie. Gdzieś w cyrku, przy muzyce, w propinacji lub najobskurniejszym szynku albo przed budą pierwszego lepszego wykpigrosza, który się pojawił z jakimś muzeum amerykańskim – tam zawsze można spotkać tłumy ciekawych. Na zgromadzenie żadnemu z nich nie spieszno, chociaż tam usłyszeliby z pewnością coś mądrzejszego i ważniejszego. Zwłaszcza zaś na prowincji można by bardzo wielu naliczyć takich robotników, którzy nawet należą do organizacji, opłacają składki, ale na zgromadzenie zjawiają się wtedy tylko, jeżeli przyjedzie jakaś „primadonna”, jakiś sławny obcy referent, którego się jeszcze nigdy nie słyszało, albo jeżeli ich zwabi jakiś nowy szczególnie ciekawy porządek dzienny. Ale z tego właśnie powodu bardzo wielu towarzyszy nie mają najmniejszego pojęcia o najważniejszych sprawach partyjnych lub zawodowych, a jeżeli potem nagle wydarzy się potrzeba, aby i oni coś zrobili, to wówczas albo wcale do niczego ich użyć nie można, albo też co zrobią, to zrobią źle, bo im brak wprawy i wyszkolenia. Szkody z takiego zaniedbywania zgromadzeń są większe, aniżeli jakby sobie ktoś myślał. Dlaczego niejeden strajk albo bojkot upadł marnie? Dlaczego teraz, kiedy się nasza partia zaczęła nagle tak potężnie rozrastać, to nam braknie odpowiednich sił agitacyjnych, mówców, a nawet zwykłych funkcjonariuszy na zgromadzenia? Dlaczego klerykałowie i narodowcy mogą swoje bezczelne kłamstwa tak bezkarnie rozszerzać i nikt się często nie znajdzie, który im bodaj jednym słowem odpowiedział? Dlaczego tak wielu towarzyszy nie jest w stanie najgłupszego nawet przeciwnego paplacza należycie, za pomocą przekonywujących argumentów odprawić? Dlaczego niejeden nawet własnej żony nie jest wstanie uświadomić? Dlaczego pisma nasze i broszury nie są tak rozszerzane, jakby to być powinno? Temu wszystkiemu są winni ci, którym się wydaje, że jeżeli zapłacą od czasu do czasu składkę do stowarzyszenia, to już wypełnili wszystkie swoje obowiązki i powinności. Czytaj dalej

S. Wierzański: Rozwiązanie kwestii hiszpańskiej [1939]

e4e869449e902043d6bc5f7a4443bbcb_w318_h450

W szeregach armii ludowej walczyli ochotnicy z Ameryki (biali, Murzyni, Indianie), z Anglii, Francji, Austrii, Niemiec, Czechosłowacji i innych krajów, nie wyłączając ochotników z Polski i z emigracji. Ochotnicy polscy stworzyli własne oddziały, legiony polskie, z których jeden był imienia Mickiewicza, drugi imienia Dąbrowskiego. Obydwa, jak wynika z relacji bezpośrednich, walczyły bohatersko w obronie praw ludu hiszpańskiego, potwierdzając raz jeszcze wspaniałą tradycję Polaków miłujących wolność i oddających krew za nią. Pod tą samą Somossierą, którą na rozkaz Napoleona zdobywali ongiś ułani polscy, zakochani w czczych obietnicach francuskiego „boga wojny”, znaleźli się teraz robotnicy polscy, dobrowolni żołnierze innego zaciągu, i potwierdzili wierność hasłu „za naszą wolność i waszą”. Ale cóż z tego? Wysiłki, ofiary i krew – poszły już teraz na marne. Nie utraciły i nie utracą one moralnego znaczenia, które krzepić będzie serce każdego proletariusza, wierzącego w solidarność międzynarodową w walce z kapitalizmem, faszyzmem i hitleryzmem, wrogami demokracji. Ale walka z faszyzmem w Hiszpanii, walka orężna, została dziś niestety przez rząd demokratyczny przegrana. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Społeczne oblicze powstania [3 września 1944]

warsaw_uprising_bata

Znajdujemy tu zarys programu rzetelnej demokracji, zmierzającej ku gruntownej przebudowie ustroju społeczno-gospodarczego państwa. Dumny może być polski ruch socjalistyczny, jego to bowiem zasady programowe znalazły tu powszechną aprobatę! Rada Jedności Narodowej pod przewodnictwem Kazimierza Pużaka, sekretarza generalnego PPS, nie tylko przyjęła ten program społecznej demokracji, ale korzystając z możności zgromadzania się, przystąpiła natychmiast do obleczenia tych zasad w konkretne formy ustaw i rozporządzeń. Praca przygotowawcza do tego celu była wykonana w dużej mierze już dawniej, w komórkach fachowych delegatury rządu, gdzie wszystkie ważniejsze zagadnienia były dokładnie przepracowane w toku długich lat okupacji. Idea uspołecznienia produkcji wyraziła się w ustawie o radach zakładowych, mających realizować zasady demokracji w wewnętrznym życiu fabryk i kopalń. Ustalała ona zasady praktycznego wprowadzania robotników do kierownictwa przedsiębiorstw i do organów kontrolujących produkcję. Była ona pierwszym aktem opracowanego w konspiracji systemu reprezentacji robotniczej w nowym ustroju gospodarki rządzącej się planowością społeczną. Tendencje te zostały po tym brutalnie przekreślone lub niedołężnie przejęte przez politykę PKWN triumfującego przy pomocy obcych bagnetów nad społeczeństwem polskim. Mimo to jednak dorobek ideologiczny powstania, dający wyraz przemianom społecznym i nowym poglądom, jakie utrwaliły się w łonie społeczeństwa polskiego w toku walki z okupantem niemieckim, nic nie traci na swym znaczeniu. Stanowi ono nadal podstawę, na której społeczeństwo chce się rozwijać i do której wbrew swej woli musi się naginać nawet system rządów narzuconych. Stanowi on również wyraźny probierz do oceny każdego posunięcia mającego kształtować nasze życie społeczne i polityczne. Dzięki temu dorobkowi zmiany ustrojowe, przeprowadzane obecnie przez rząd tymczasowy, mogą znaleźć i znajdują słuszną ocenę z punktu widzenia postępu społecznego i ideologii demokratycznej, dojrzałej w naszym społeczeństwie. Przez to jedni nie mogą się przystrajać w piórka realizatorów wielkich idei wypracowanych przez masy ludowe, z drugiej zaś strony dorobek Powstania Warszawskiego kładzie potężną zaporę tendencji żywiołów reakcyjnych, które pragną powrotu czasów przedwrześniowych. Jednym i drugim Powstanie Sierpniowe, krystalizując ostatecznie oblicze nowej Polski, przeciwstawia jasny obraz organizacji i życia odrodzonego państwa polskiego bazującego na zasadach demokracji społecznej. Czytaj dalej

Mieczysław Niedziałkowski: Uwagi o komunizmie [1919]

preview_lenine-le-communisme-et-la-fondation-de-l-urss-a-l-appel-du-grand-lenine-youtube

Toteż Marks podkreślił, że dyktatura proletariatu nie może być dyktaturą drobnej mniejszości nad większością, jak rządy burżuazji, i sławił Komunę Paryską za powszechne prawo wyborcze, które legło u jej podstawy. Rozumni, wykształceni teoretycy komunizmu rosyjskiego nie umieli dotychczas wybrnąć z nastręczających się trudności, nie stwierdzili wyraźnie swego stanowiska wobec bijących w oczy sprzeczności. Różne natomiast „drobne ryby” nie czyniły ceremonii i bez zająknienia burzyły stare ołtarze. Duchowi prowodyrzy „czerezwyczajek”, konsekwentni apologeci egoizmu klasowego, a nade wszystko komuniści polscy, przyzwyczajeni ze swej „socjaldemokratycznej” doby do rozpaczliwie uproszczonego i zwulgaryzowanego sposobu myślenia, wcielali doktrynę w życie, popełniali setki artykułów i broszur, zajadle dyskutowali, krzyczeli, aż wymietli „na czysto” serca i mózgi z pozostałości socjalistycznych myśli i odczuć. Praktycy bolszewizmu zrozumieli następująco okres przejściowy pomiędzy kapitalizmem imperialistycznym a socjalizmem: władza polityczna spoczywa w rękach biurokracji partyjnej, masy robotnicze sankcjonują milcząco politykę komisarzy, włościaństwo pozostaje na uboczu, jako grupa chwilowo tolerowana, klasy posiadające, a zarazem wszystkie niekomunistyczne partie zostają wyjęte spod prawa. I nastąpiła epoka dyktatury komisarskiej, jak powiada „Wsiegda wpieriod”, organ lewicowych socjalistów-rewolucjonistów. Lenin walczył z tym wypaczeniem, niemniej istnieje ono po dzień dzisiejszy, potwierdzając – pozornie przynajmniej – teorię pesymistyczną Pareto, wedle której rozwój społeczny prowadzi do zastąpienia jednych władców przez innych, do wieczystej „cyrkulacji elit” przy ustawicznej zależności mas proletariatu. Czytaj dalej

Rudolf Gągola: Prasa robotnicza na Śląsku [1933]

sadr (13)

W programie, jaki ogłosiła „Równość”, między innymi zaznaczyła, iż obowiązkiem jej będzie zajmować się nie tylko sprawami zawodowymi robotników i chłopów, ale również „dołożyć wszelkich starań, aby nowo zaciężne szeregi bojowników za sprawę ludową należycie zorganizować, uświadomić i wykształcić”. „Pismo nasze będzie organizowało i prowadziło lud do ogólnej walki klasowej z wyzyskiem kapitalistycznym, a nadto, za pomocą ciągłej kontroli, za pomocą nieubłaganego karcenia każdej krzywdy i każdego nadużycia, będzie ono jedynym często środkiem do usunięcia codziennych krzywd, jakie proletariat musi znosić od swych chlebozdzierców”. To był program wytyczony przez pierwsze polskie pismo socjalistyczne na Śląsku. Spełniało ono doniosłą rolę w organizowaniu się polskiego ruchu robotniczego, a nie mniejszą rolę w czasach walk o powszechne, równe, tajne i bezpośrednie prawo głosowania do gminy i do sejmu, w czasach walk wyborczych i górniczych, kiedy wszelcy przeciwnicy ruchu robotniczego usiłowali nie dopuścić do organizowania się robotników, do walki klasowej z kapitałem. W walkach tych prasa okazała się niezbędną. Nic też dziwnego, że pismo, które początkowo wychodziło jako dwutygodnik, z czasem przekształciło się na dziennik. Czytaj dalej

Mieczysław Niedziałkowski: Znak naszego pozdrowienia [1937]

Znak naszego pozdrowienia - ilustracja do artykułu

I oto tysiące i tysiące zaciśniętych pięści podniosły się ku niebu. Skandował, jak starożytny chór grecki, olbrzymi tłum: „Za każdą kroplę Twojej krwi, czerwonej Twojej krwi, odpłacimy, gdy przyjdzie godzina!”. Pędziły w ciemną noc ku Wiecznemu Miastu niezliczone pociągi z armatami i czołgami, z wiernymi oddziałami z południa. Zaroiło się ponownie dookoła Mussoliniego. Odszedł na przedmieścia lud rzymski. Wtedy jeszcze nie odpłacili…Ale pozostał od tamtego dnia ów gest pozdrowienia – pięść podniesiona ku górze. Witamy nim się wszyscy, gdziekolwiek zagna nas los. Witamy nim siebie na radosnych bulwarach Paryża i w podziemiach niemieckiej konspiracji, i na zgromadzeniach masowych Polski. Skąd żeście to wzięli, panowie dziennikarze faszyzmu polskiego, że to jest pozdrowienie „komunistyczne”? Wszak słowo, które mu odpowiada, jest słowem najdumniejszym ludzkiej mowy: Wolność, wolność, która kiedyś wyrośnie z trzech drobnych kropelek zakrzepłej krwi na rzymskim bruku… Czytaj dalej

Adam Próchnik: Walka na ratuszu [1939]

New-Site-Local-Resources

Klasy posiadające, gdy mają przewagę w samorządzie, czy to dzięki pomyślnym dla nich wyborom, czy to dzięki rządom komisarycznym, przeprowadzają tam swoją, ściśle określoną, klasową politykę. Miasto, które jest rezultatem takiej polityki, jest w całej pełni miastem przywilejów. Posiada dzielnice luksusowe i rozległe, gęsto zaludnione i zamieszkane. Ma inne bruki dla ludności zamożnej i inne dla ubogiej, ma więcej powietrza i zieleni dla wielkich tego świata niż dla nadwyrężonych ciężką pracą piersi robotniczych, ma wspaniałe mieszkania dla bogatych i nie ma mieszkań dla ludzi pracy. Jeżeli to nie jest polityką klasową, polityką, która skamieniała w brukach, ulicach i gmachach miast naszych, to nie ma w ogóle polityki. Tej polityce masa pracująca musi przeciwstawić swoją politykę, politykę sprawiedliwości społecznej, pod hasłem: miasto, kultura, piękno są dla wszystkich! Czytaj dalej

Tadeusz Szturm de Sztrem: Rewolucja polska [1918]

rev-09

Zaledwie rok nas dzieli od tej chwili, gdy usłyszeliśmy pierwsze gromy zwiastujące, że pod pokrywą przemocy kapitału dojrzewają już przeobrażenia dziejowe, wzbierają potężne masy ludowe w wielkim gniewie za przepełnioną miarę zbrodni kapitalizmu. Zaledwie rok minął od chwili, gdyśmy usłyszeli ze strony dokonywujących się już zmian historycznych pierwszy apel, którego treścią – wytężyć całą swą moc twórczą, na jaką stać nas, całe swoje męstwo dojrzałej myśli współczesnej, którą byśmy potrafili potęgę gniewu ludowego przemienić w świadomość dziejową, władną uczynić z ludzkości systemat spójnych organizmów pracy, dość silną, aby przerwać już niegodną dorobków współczesnej kultury europejskiej fatalność wypadków historycznych. Chodzi tu o męstwo niebywałe: o dyktaturę myśli dojrzałej nad życiem. Wyboru dziś nie ma. Albo powolne dogasanie ognisk kultury współczesnej pod gruzami walącego się kapitalizmu – albo jej szczyt, którego znakiem wyzwolenie ludzkości i człowieka. Wszak w zaraniu współczesnej myśli socjalistycznej tkwiło już przewidywanie tego momentu, gdzie człowiek dojdzie szczytów swej dojrzałości właśnie w chwili powszechnego kataklizmu. Przeciwpolską i przeciwspołeczną stała się świadomość klas posiadających, gdyż tak ją wychował rozwój wypadków historycznych w okresie porozbiorowym, gdyż zaborców przemoc była kręgosłupem, wokół którego rozkwitało życie naszych klas posiadających. Tylko ruch polskich klas pracujących jest dziś jedynym właściwym terenem, na którym odbywać się może walka o naszą samoistność. Tylko jego warunki mogły stworzyć podstawę do wychowania największego męstwa, jakim jest dla nas polski socjalizm. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: 1 Maj 1939 roku

Zaremba

Zgodnie z wezwaniem PPS klasa robotnicza Polski chce nadać swemu świętu w tym roku szczególnie uroczysty charakter. Dlaczego? Przecież właśnie w tym roku z różnych stron usiłowano podsunąć klasie robotniczej myśl, by wyrzekła się swojego święta. Przecież dla umotywowania tych podszeptów użyto najwznioślejszych haseł patriotyzmu i wypowiedziano całą masę zaklęć na dobro Ojczyzny. Przecież powołano się przy tym na przykład Francji, gdzie związki […]

Józef Piłsudski: Nasze hasło [1895]

Scan10056

Doświadczenie historyczne uczy nas, że konstytucje demokratyczne, odpowiadające interesom klasy robotniczej, możliwymi są tylko tam, gdzie proletariat, dzięki potędze liczebnej i świadomości, poważną stanowi siłę i, korzystając z niej, na urządzenia politycznych piętno demokratyzmu wycisnąć potrafi. Tam zaś, gdzie proletariat do takiej powagi nie dorósł, klasy posiadające w ręce swe zagarniają władzę, i konstytucje, bladym, liberalnym atramentem pisane, masom pracującym niekiedy cień tylko swobody zostawiają. I w Rosji konstytucja odpowiadać musi układowi sił społecznych tego kraju. Najliczniejszą tam jest klasa włościańska. Ogromna ta szara masa, stale ogłupiana, a do pokory przez szkołę tatarsko-carską dobrze ułożona, nie rozumie wcale korzyści, jakie dla niej ze swobody politycznej płyną, i na sprawy polityczne jest najzupełniej obojętną. Proletariat miejski, od którego głównie większa lub mniejsza demokratyczność konstytucji zależy, rozsypany w bezbrzeżnym oceanie chłopstwa, ściśle jeszcze w większości wypadków duchowo z nim związany, dotychczas poważnej nie może przedstawiać siły. Jedynie wśród klas posiadających istnieją tam silniejsze i bardziej określone dążenia polityczne. Nie występują one jednak do otwartej z caratem walki, lecz czekają chwili, gdy przez niedołężną i rabunkową gospodarkę zbankrutowany carat sam w ich ręce odda likwidację swych interesów. Wobec takiego układu sił społecznych zawczasu określić możemy, czym będzie Rosja po usunięciu samowładnego rządu. Wyżej łba uszy nie rosną – mówi przysłowie rosyjskie i stosownie do tego demokratyczność przyszłej konstytucji nie przerośnie samego społeczeństwa. Miarodajną wtedy klasą będą posiadacze, ideałem których jest co najwyżej konstytucja liberalna. Z kolei więc rzeczy przejść musimy do rozpatrzenia skutków, jakie za sobą
dla proletariatu polskiego pociągnie ta zmiana. Czytaj dalej

Marian Malinowski: Co nam czynić należy? [1918]

ggg

Nic samo się nie stanie, wszystkiego człowiek musi sam dokonać! Cofanie się Niemców na wszystkich frontach, prośba o zawieszenie broni i godzenie się nowego rządu niemieckiego na czternaście punktów pokojowej propozycji Wilsona, wypowiedzenie się stronnictw socjalistycznych oraz postawienie kwestii polskiej i w ogóle narodowościowej przez tow. Daszyńskiego w Austrii, stawia nas oko w oko z faktem, że Polska Zjednoczona i Niepodległa zaczyna się realizować. Rozumiemy, że wiele z tych koniecznych reform może być rozstrzygnięte tylko przez Sejm Ustawodawczy, czyli Konstytuantę. Rozumiemy i na pewno wszyscy się zgodzimy, że dobrze by było, gdyby wyżej wyłuszczonych reform społecznych można było dokonać bez ostrych starć i mordu wzajemnego, jak to ma miejsce w Rosji, ale powiadamy: dziś polska klasa robotnicza i masy ludu chłopskiego, dziś a nie kiedy indziej na wszystko muszą być gotowe – nawet na najostrzejszą walkę wewnętrzną, jeśli polska burżuazja wypowie wojnę proletariatowi polskiemu, żądającemu praw i zupełnego zdemokratyzowania urządzeń politycznych i gospodarczych. Robotnicy i chłopi muszą być dziś natychmiast gotowi na wszystko, dziś bowiem nie czas na dyskusje, dziś trzeba robić robotę, przystąpić do stworzenia republikańskiego i zupełnie demokratycznego państwa polskiego! Czytaj dalej

„Robotnik Śląski”: Zasady proletariuszowskie i kapitalistyczne [1904]

fdgdfg

Jedni tworzą i pracują, a drudzy ciągną z tego zyski. Jedni głodują i marnieją, drudzy opływają w zbytkach. I dlatego nasza walka przeciwko temu „porządkowi” społecznemu jest tylko wynikiem istniejącego bezprawia, bowiem nikt nie ma prawa do zbytku, dokąd każdy nie zabezpieczył swych potrzeb życiowych. Każdy człowiek ma równe prawo do życia i jego rozkoszy, a zatem także i robotnik, ten właściwy wytwórca bogactw. Tego naucza socjalizm, tak prawi moralność proletariusza. Jak mogą – pytamy – kapitalistyczne zasady być zgodne z prawdą i sprawiedliwością, jeżeli dla miłości garstki „uprzywilejowanych” ludzi – których nam przedstawiają jako „czoło” społeczeństwa i w obłudzie swej uważać każą jako „autorytety” – źródło nędzy i niedostatku nigdy nie ma wysychać? Przeważającą część ludzi ma pożerać wieczna troska o nędzny byt, podczas gdy ci, którzy te fakty spowodowali, nie znają granic rozkoszy. I czy lud roboczy ma ze spokojnym sumieniem służyć tym „zasadom”? Znać przyczynę nędzy i mimo to nie przyłożyć ręki do jej usunięcia, byłoby słabością, której się dopuścić nie śmiemy. My robotnicy będziemy walkę przeciwko takim zasadom prowadzili do końca, ponieważ wiemy, że walka nasza jest przykazaniem czystej ludzkości. Prawda musi zwyciężyć, a z nią i zasady i moralność proletariusza, która stoi ponad kontrastami społecznymi, jest jedynie ludzką i jest moralnością przyszłości – a ta do nas należy! Czytaj dalej

Tytus Filipowicz: Własne szlaki polskiej myśli socjalistycznej [1939]

KPD on scientific management_0

Okazuje się tedy, że nie przeszliśmy z kapitalizmu do socjalizmu, lecz do jakiegoś okresu przejściowego, najwyraźniej reakcyjnego, notabene, jak pisze Czernow, „nieprzewidzianego ani przez marksizm, ani przez naukę burżuazyjno-liberalną”. Taki bieg wypadków jest niespodzianką dla Czernowa i, łącznie z nim, dla szeregu teoretyków socjalizmu. Czy ten bieg wypadków był niespodzianką dla socjalizmu polskiego? Prowadzona swego czasu przez PPS w Krakowie spółka wydawnicza „Książka” wydała w roku 1910 większą pracę pod tytułem „Zagadnienia postępu”. Zrobiwszy przegląd tendencji gospodarki kapitalistycznej, książka ta powiada, że pogląd, iż po erze kapitalizmu nastąpi era socjalizmu, nie jest żadnym pewnikiem. Pogląd taki jest przypuszczeniem, hipotezą, notabene jedną z kilku hipotez, jakie można postawić o wyglądzie przyszłego społeczeństwa. Jeśli nawet uznać za pewnik, że społeczeństwo pokapitalistyczne będzie władać środkami produkcji kolektywnie, nie znaczy to wcale, aby ono miało być społeczeństwem socjalistycznym, albowiem wyzysk pracy indywidualnej może pozostać, mimo kolektywnej formy własności. To jedna tendencja. Innej tendencji można dopatrzeć się w strukturze społeczeństwa, jaką wytwarza rozwój wielkich towarzystw akcyjnych i koncentracja kapitału bankowego. Rozpowszechnia się typ ogromnych, międzynarodowych grup przemysłowych, których szczyt stanowią współwłaściciele – dyrektorzy, środek – technicy, a podstawę – robotnicy i rzesze drobnych urzędników. Oparte na takiej organizacji przyszłe społeczeństwo będzie podobne nie do tego, jakie opisuje Bellamy w słynnej powieści „Rok 2000”, lecz będzie oligarchią rządzoną przez drobną grupę, trzymającą w ręku olbrzymią szarą armię pracowniczą jednakowo żyjącą, jednakowo ubraną, jednakowo szarą, już przekonaną i nadal przekonywaną o dokonanym zawarciu pokoju społecznego pomiędzy pracą a kapitałem. To znaczy, że przyszłość niosłaby nie ustrój socjalistyczny, lecz urzeczywistnienie konserwatywnego ideału o nowej formie feudalizmu. Co się tyczy filozofii takiego ustroju – jej nauczyciel już się pojawił – jest nim Nietzsche. Jeśli obecnie, po upływie lat blisko trzydziestu od chwili postawienia prognozy powyższej, spojrzymy na rzeczywistą rzeczywistość Rosji, Niemiec, Italii – czy nie będziemy musieli przyznać, że w swych spodziewaniach co do przeszłości, socjaliści niemieccy mylili się, a polscy mieli słuszność? Czytaj dalej

Stanisław Miłkowski: Najbliższe zadania [1932]

POWER-4-

Stwierdzamy, że ruch ludowy ma szanse zaciążenia na szalach państwa i nie tylko ma szanse, ale przede wszystkim to jest jego podstawowym obowiązkiem. Ale jakżeż ruch ludowy może przeciwstawić się innym kierunkom, które przychodzą do walki uzbrojone w program głęboko i wszechstronnie opracowany w osobnych dziełach naukowych. Cóż my możemy przeciwstawić pod tym względem komunizmowi czy nacjonalizmowi? Tamte kierunki wychowują swoich ludzi na bogatej literaturze, a my zawsze w koło powtarzamy, że chłop powinien rządzić państwem, bo stanowi większość, chłop potęgą jest i basta, siła leży w ludzie… i na tym koniec. A gdy chodzi o odpowiedź na jakieś zasadnicze pytanie, wykręcamy się ogólnymi formułkami, dostosowywanymi do danej sytuacji, które następnie mają usprawiedliwić naszą działalność. Ruch ludowy bez naukowego opracowania swych podstaw nie osiągnie tego, do czego dąży. Czas więc najwyższy podjąć pracę w tym kierunku. Obowiązek ten spoczywa przede wszystkim na nas młodych. Trud ten nie może spocząć na barkach jednostki, lecz musi to być wysiłek zbiorowy. Agraryzm czeka na swojego Marksa, chociażby w postaci zbiorowej. Byłoby dobrze, aby dla tych celów stworzyć jakąś odrębną instytucję, która by koordynowała wysiłki w tym kierunku. Czytaj dalej

Jan Maurycy Borski: Róża Luxemburg [1919]

rosa_luxembourg_0

Niemieccy socjaliści w większości ciężkie popełnili grzechy, wielu z nich nie zasługuje na miano socjalisty, lecz tym nie mniej potępić należy taktykę spartakusowców [ruch kierowany przez Różę Luksemburg – przyp. red.]. Po rewolucji partia socjalistyczna stanęła na czele rządu. Partie burżuazyjne, skompromitowane wojną, nie mogły przeciwstawić żadnej siły klasie robotniczej. Nie czas więc było na zamachy stanu, na terror większości przez mniejszość, na rzucenie kraju w objęcia anarchii, głodu i kontrrewolucji. I w imię czego uprawiano tę politykę rozprzężenia i gwałtu? Dyktatury proletariatu, który faktycznie był i jest u władzy, domagającej się jedynie utrwalenia? Nie, chodziło o uratowanie bolszewików w Rosji, o ocalenie czystego i prawdziwego socjalizmu. Robiło się eksperymenty na ciele ludzkim dla rehabilitowania doktryny. Chciano podejść historię, rozwój dziejowy, wykonać salto-mortale do państwa socjalistycznego. Róża Luksemburg przed wojną przez szereg lat wcielała Polskę (a raczej Królestwo, bo o inne zabory wcale się nie troszczyła) do Rosji, „naukowo oczyszczała” socjalizm polski od „naleciałości niepodległościowych”. Gdy w toku wojny Królestwo haniebnie zdradziło swój organizm-matuszkę, że aż oderwało się od tegoż, zwolennicy Róży Luksemburg, którzy zawsze mają rację i wszystko z góry wywróżyć potrafią z talmudu komunistycznego, tym razem wpadli w konsternację. Bo czymże zastąpić autonomię? I wpadli na genialny pomysł, diabelnie maksymalistyczny: precz z granicami! Tak zbankrutowała teoria Róży Luksemburg. Lecz musimy uznać niezłomną siłę woli, nieugiętą energię i żar rewolucyjny tej kobiety. Wytrwała w swoich przekonaniach i broniła ich do ostatniej chwili, mimo prześladowania i więzienia. Okrutna jej śmierć szczere wzbudziła współczucie. Czytaj dalej

Adam Próchnik: Socjalizm a bolszewizm [1920]

53ca725bdec8cf6ac7d49c561212169c

Tego, co jednak dziś bolszewizm czyni, nie można uważać za co innego, jak za utratę wiary w taktykę rewolucyjną, utratę wiary w możność wybuchu rewolucji światowej. Utraciwszy tę wiarę, bolszewizm nie nawrócił jednak do drugiej taktyki, do ewolucji, ani nie skombinował w jakikolwiek sposób jednej metody z drugą, ale zastosował właśnie trzecią metodę – tę, którą urzeczywistnia dziś w Polsce, którą urzeczywistniał od dłuższego już czasu na ziemiach leżących między Polską a Rosją. Jest to metoda narzucenia idei siłą i przemocą orężną. Nie jest to ewolucja, naturalnie, ale nie jest to i rewolucja w żadnym wypadku – jest to próba wprowadzenia idei w życie przez wojnę. Nie jest to ostatecznie metoda nowa. Stosowali ją wodzowie rewolucji francuskiej i ich ideowym dziedzictwem obciążony cesarz Napoleon. Jednakowoż, choć w rezultacie udało się ustalić społeczne zasady rewolucji we Francji, propaganda w sąsiednich krajach przy pomocy wojsk wygłodniałych, rabujących i pustoszących, nie dała bezpośredniego rezultatu. Stworzone różne republiki i republiczki nie istniały długo, a gwałty wojsk rewolucyjnych wywołały raczej reakcję antyrewolucyjną w poprzednio nadzwyczaj przychylnie dla rewolucji nastrojonych ludach. Metoda szerzenia idei walką zbrojną zawiodła i zawieść musiała, zniszczyła nawet te pierwiastki, na których idea mogła się oprzeć. I trzeba było potem jeszcze kilkunastu, a gdzieniegdzie kilkudziesięciu lat, aby idea rewolucji francuskiej zdołała ogarnąć cały świat i zwyciężyć ostatecznie rzeczywistość feudalno-szlachecką. Ale wtedy nastąpiło to drogą samodzielnych rewolucji, wybuchających żywiołowo w każdym kraju, na gruncie ich własnej dojrzałości społecznej i siły. Belgia, Niemcy i Włochy zdobyły się samodzielnie na obalenie starego porządku, a ich triumf był już trwałym i decydującym. Idea rozwinęła się i zwyciężyła na jedynej drodze, na której mogła dojść do zwycięstwa, na drodze, która czy to posługuje się ewolucją, czy rewolucją, jest w każdym wypadku wyrazem własnej siły, potęgi i świadomości walczących klas. W ogniu doświadczeń i przeżyć historycznych nie utrzymała się metoda interwencji ideowej. Zatriumfowała metoda samodzielnej walki opartej na zdrowej, rozumnej i szeroko pojmowanej solidarności. Nie chcą z tych dziejowych lekcji i przykładów brać nauki bolszewicy, którzy są niezrównani w naśladowaniu rewolucji francuskiej w jej błędach. Jest to wynikiem tego, że nie ufając nigdy ewolucji, stracili łatwo, jak bardzo łatwo, pod wpływem kilku niepowodzeń (Węgry!) nadzieję i wiarę w rewolucję. Znaleźli się nagle bez gruntu pod nogami i grzęzną w bagnisku, z którego nie umieją się wydobyć. Oby nie pociągnęli za sobą socjalizmu, który nadal wierzy w rewolucję, ale który ją buduje na ruchu robotniczym, a nie na zewnętrznej przemocy. Czytaj dalej