Jan Maurycy Borski: Róża Luxemburg [1919]

rosa_luxembourg_0

Niemieccy socjaliści w większości ciężkie popełnili grzechy, wielu z nich nie zasługuje na miano socjalisty, lecz tym nie mniej potępić należy taktykę spartakusowców [ruch kierowany przez Różę Luksemburg – przyp. red.]. Po rewolucji partia socjalistyczna stanęła na czele rządu. Partie burżuazyjne, skompromitowane wojną, nie mogły przeciwstawić żadnej siły klasie robotniczej. Nie czas więc było na zamachy stanu, na terror większości przez mniejszość, na rzucenie kraju w objęcia anarchii, głodu i kontrrewolucji. I w imię czego uprawiano tę politykę rozprzężenia i gwałtu? Dyktatury proletariatu, który faktycznie był i jest u władzy, domagającej się jedynie utrwalenia? Nie, chodziło o uratowanie bolszewików w Rosji, o ocalenie czystego i prawdziwego socjalizmu. Robiło się eksperymenty na ciele ludzkim dla rehabilitowania doktryny. Chciano podejść historię, rozwój dziejowy, wykonać salto-mortale do państwa socjalistycznego. Róża Luksemburg przed wojną przez szereg lat wcielała Polskę (a raczej Królestwo, bo o inne zabory wcale się nie troszczyła) do Rosji, „naukowo oczyszczała” socjalizm polski od „naleciałości niepodległościowych”. Gdy w toku wojny Królestwo haniebnie zdradziło swój organizm-matuszkę, że aż oderwało się od tegoż, zwolennicy Róży Luksemburg, którzy zawsze mają rację i wszystko z góry wywróżyć potrafią z talmudu komunistycznego, tym razem wpadli w konsternację. Bo czymże zastąpić autonomię? I wpadli na genialny pomysł, diabelnie maksymalistyczny: precz z granicami! Tak zbankrutowała teoria Róży Luksemburg. Lecz musimy uznać niezłomną siłę woli, nieugiętą energię i żar rewolucyjny tej kobiety. Wytrwała w swoich przekonaniach i broniła ich do ostatniej chwili, mimo prześladowania i więzienia. Okrutna jej śmierć szczere wzbudziła współczucie. Czytaj dalej

Adam Próchnik: Socjalizm a bolszewizm [1920]

53ca725bdec8cf6ac7d49c561212169c

Tego, co jednak dziś bolszewizm czyni, nie można uważać za co innego, jak za utratę wiary w taktykę rewolucyjną, utratę wiary w możność wybuchu rewolucji światowej. Utraciwszy tę wiarę, bolszewizm nie nawrócił jednak do drugiej taktyki, do ewolucji, ani nie skombinował w jakikolwiek sposób jednej metody z drugą, ale zastosował właśnie trzecią metodę – tę, którą urzeczywistnia dziś w Polsce, którą urzeczywistniał od dłuższego już czasu na ziemiach leżących między Polską a Rosją. Jest to metoda narzucenia idei siłą i przemocą orężną. Nie jest to ewolucja, naturalnie, ale nie jest to i rewolucja w żadnym wypadku – jest to próba wprowadzenia idei w życie przez wojnę. Nie jest to ostatecznie metoda nowa. Stosowali ją wodzowie rewolucji francuskiej i ich ideowym dziedzictwem obciążony cesarz Napoleon. Jednakowoż, choć w rezultacie udało się ustalić społeczne zasady rewolucji we Francji, propaganda w sąsiednich krajach przy pomocy wojsk wygłodniałych, rabujących i pustoszących, nie dała bezpośredniego rezultatu. Stworzone różne republiki i republiczki nie istniały długo, a gwałty wojsk rewolucyjnych wywołały raczej reakcję antyrewolucyjną w poprzednio nadzwyczaj przychylnie dla rewolucji nastrojonych ludach. Metoda szerzenia idei walką zbrojną zawiodła i zawieść musiała, zniszczyła nawet te pierwiastki, na których idea mogła się oprzeć. I trzeba było potem jeszcze kilkunastu, a gdzieniegdzie kilkudziesięciu lat, aby idea rewolucji francuskiej zdołała ogarnąć cały świat i zwyciężyć ostatecznie rzeczywistość feudalno-szlachecką. Ale wtedy nastąpiło to drogą samodzielnych rewolucji, wybuchających żywiołowo w każdym kraju, na gruncie ich własnej dojrzałości społecznej i siły. Belgia, Niemcy i Włochy zdobyły się samodzielnie na obalenie starego porządku, a ich triumf był już trwałym i decydującym. Idea rozwinęła się i zwyciężyła na jedynej drodze, na której mogła dojść do zwycięstwa, na drodze, która czy to posługuje się ewolucją, czy rewolucją, jest w każdym wypadku wyrazem własnej siły, potęgi i świadomości walczących klas. W ogniu doświadczeń i przeżyć historycznych nie utrzymała się metoda interwencji ideowej. Zatriumfowała metoda samodzielnej walki opartej na zdrowej, rozumnej i szeroko pojmowanej solidarności. Nie chcą z tych dziejowych lekcji i przykładów brać nauki bolszewicy, którzy są niezrównani w naśladowaniu rewolucji francuskiej w jej błędach. Jest to wynikiem tego, że nie ufając nigdy ewolucji, stracili łatwo, jak bardzo łatwo, pod wpływem kilku niepowodzeń (Węgry!) nadzieję i wiarę w rewolucję. Znaleźli się nagle bez gruntu pod nogami i grzęzną w bagnisku, z którego nie umieją się wydobyć. Oby nie pociągnęli za sobą socjalizmu, który nadal wierzy w rewolucję, ale który ją buduje na ruchu robotniczym, a nie na zewnętrznej przemocy. Czytaj dalej

Józef Litauer: Zjazd Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego w Radomiu [1936]

170px-TUR

W dn. 20 i 21 września r. b. odbył się w Radomiu VII Zjazd Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, organizacji oświaty robotniczej, działającej już w Polsce lat 14. Ogrom pracy tej wielkiej już dziś instytucji zobrazują cyfry. T.U.R. posiada 203 oddziałów na terenie całego państwa oraz 61 oddziałów wśród emigracji polskiej we Francji. W ciągu ostatnich 2 i pół lat w Polsce urządzono około 3,5 tysiąca odczytów, akademii i wycieczek z ogólną frekwencją 570 tysięcy słuchaczy. Oddziały posiadają 125 bibliotek z ilością książek około 88 tysięcy, 95 czytelń, 50 chórów i 20 orkiestr, wydano 12 książek i 20 odczytów, urządzono szereg większych i dalszych wycieczek, z których wycieczka Polaków z Francji do Polski liczyła 1916, a z Krakowa do Gdyni 1055 uczestników. Liczba gromad czerwonego harcerstwa wynosi 104 z 3000 tysiącami członków. T.U.R. jest obrazem tego, jaki charakter będzie miała przyszła kultura robotnicza Polski. Czytaj dalej

„Tydzień Robotnika”: Zbrodnie wielkiego kapitału. Kartele prowadzą Polskę do ruiny [1937]

wheelbarrow

Pierwsza zbrodnia to wyzysk robotnika. Przemysł czy handel skartelizowany część swoich kolosalnych zysków ciągnie z wyzysku robotnika. Druga zbrodnia to wyzysk konsumenta. Kartel nie ogranicza się do wyzysku klasy robotniczej. Poza robotnikiem, którego wyzyskuje, płacąc mu niskie płace, kartel wyzyskuje konsumentów, kupujących, każąc im płacić wysokie ceny. Trzecia zbrodnia karteli – to mnożenie i utrwalanie bezrobocia. Kartel dąży do wysokich cen. Osiąga to drogą zamykania warsztatów, ograniczania produkcji. Ale zamykanie fabryk pociąga za sobą wyrzucanie na bruk milionów robotników, którzy stają się bezrobotnymi. W wyniku polityki karteli jest w Polsce milion bezrobotnych w miastach, a 8 milionów ludności „niepotrzebnej” na wsi. Czwarta zbrodnia karteli to uniemożliwienie dalszego rozwoju życia gospodarczego. Kartel dąży do wysokich cen przez zmniejszanie produkcji. Ale jeżeli w danej dziedzinie produkcji (czy w cukrownictwie, czy w górnictwie, czy w hutnictwie) jest połowa, prawie połowa lub więcej niż połowa fabryk zamkniętych, to czy może być w ogóle mowa o budowaniu nowych fabryk? Na co? Czy na to, żeby je potem zamknąć? Kartele tłumaczą się, że nie budują nowych fabryk, nie otwierają nowych kopalń – bo nie mają za co, bo za małe mają dochody. Ale to jest nieprawda. Kartele mają kolosalne zyski, ogromne kapitały, ale w ich interesie leży, żeby nic nowego nie budować. Czytaj dalej

Kazimierz Czapiński: Nowy zamach endecki na prawa robotnicze [1921]

306309

Teraz przechodzimy do orzeczeń karnych tej miłosiernej księżo-endeckiej ustawy. Art. 36 powiada, że „kto wbrew przepisom ustawy usiłuje wywołać strajk (a więc i w zakładach nie należących do użyteczności publicznej) ulegnie grzywnie do 200 mk, a jeżeli chodzi o zakład użyteczności publicznej – ulegnie karze więzienia na 3 tygodnie, którą można połączyć z grzywną do 5000 mk. Zaś w zakładach użyteczności publicznej – karze więzienia do 3 miesięcy łącznie z ewentualną grzywną do 15000 marek. Ale i to jeszcze drobnostka: Jeśli kto zastosuje „pogróżkę” przy namawianiu do strajku to, o ile nie podpada pod surowsze przepisy ustaw karnych, ulegnie karze więzienia do jednego roku i grzywnie do 25000 marek, przy czym w razie rzeczywistego przeszkodzenia w pracy – kary powyższe mogą być podwojone, a w razie narażenia armii w polu w czasie wojny (pojęcie bardzo rozciągłe) potrojone. Ale klerykalnej sprawiedliwości i tego mało. W razie istnienia zamiaru wywołania zaburzeń i niepokoju, jak również namawiania do strajku powszechnego, organizowania go, przygotowywania i propagowania słowem i pismem, o ile nie podpada pod surowsze przepisy ustaw karnych – winny będzie karany karą ciężkiego więzienia do lat pięciu, którą można połączyć z grzywną do 100000 mk. Art. 41 jeszcze przewiduje przedłużenie kary więzienia w razie nieściągalności grzywny, zaś art. 44 upoważnia Radę Ministrów do „zarekwirowania lokalów, urządzeń i personelu kierującego i pracowników zakładów użyteczności bądź też do przymusowego zastosowania wszelkich środków koniecznych do spełniania usług publicznych, przez te zakłady zabezpieczonych”. Na jaką właściwie drogę chcą pchnąć robotnika obłudnicy księżo-endeccy, skoro mu odbierają drogę legalnej walki o polepszenie bytu? Na próżno „motywa” opowiadają, że chodzi o falę strajków politycznych, zaś strajki obecne „nie mają bynajmniej na celu poprawienia bytu rzesz robotniczych, ale jedynie pokłócenie wewnętrzne narodu”. Dziś każdy wie, że główną przyczyną strajków jest obniżenie wartości marki i drożyzna powszechna. Zamykać na to oczy jest obłudnym maskowaniem interesu klasowego. Czytaj dalej

Bronisław Drzewiecki: Nierówności [1935]

gallery_42953

Piekarz, który co kilka lat kupuje sobie kamienicę, jest wyzyskiwaczem. Bo majątek jego powstał z pracy czeladników i z pieniędzy tych, co drogo za chleb płacili. Krótko mówiąc, bogacenie się to jest mniej lub więcej wyraźne wyzyskiwanie społeczeństwa, wśród którego dorobkiewicz „pracuje”. Przecież chłop małorolny i bezrolny czy robotnik pracują zwykle ciężej niż piekarz, a zostają biednymi przez całe życie, zwłaszcza jeśli Pan Bóg pobłogosławił mu i obdarzył go kupą dzieci… Obszarnik „pracą” swoją powiększa swoje włości i zostawi dzieciom nie jeden, ale dwa lub trzy dwory. Tymczasem robotnicy jego przez całe życie harują, żeby tylko nie umrzeć z głodu, mieszkają niekiedy gorzej niż bydło dworskie, żyją w zależności i poniżeniu. Nierówność majątkowa w takiej formie jak obecnie nie może się utrzymać. Każdy człowiek myślący, patrzący trzeźwo wokoło siebie, widzi na każdym kroku, że właśnie ta ogromna i krzywdząca nierówność majątkowa jest źródłem wszelkiego upodlenia i poniżenia człowieczego. Nierówność majątkowa jest fundamentem innych nierówności, które przecież zostały zniesione. Zostało zniesione niewolnictwo, a istnieje wszędzie tam, gdzie jest praca najemna. Zniesiono pańszczyznę, a dzisiaj życie chłopów jest tak ciężkie, jak było za czasów pańszczyzny. A warunki pracy robotników dworskich to przecież typowa pańszczyzna. Zniesiono nierówność obywateli wobec prawa, wiemy jak to w rzeczywistości wygląda. „Równość” widać w mieście, gdy samochodem rozbija się jakiś grubas ze złotą dewizką na brzuchu, albo dwudziestoletni młokos, a obok zgarbiony starzec ciągnie naładowany wózek. Zrozumieć muszą głodni, bezdomni, bezrobotni, że porządek społeczny ułożyli ludzie, a więc i ludzie mogą go zmienić. Gdy to zrozumienie przeniknie do świadomości szerokich mas ludzkich, wtedy zmiany ustroju gospodarczego będą łatwe i możliwe do przeprowadzenia. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Polityka szaleństwa [1923]

daszynski-jerzy-szwajcer

W biednej, wycieńczonej Polsce rozum stanu kazałby, żeby browning i karabin zamienić po wojnie co rychlej na młot i kielnię czy pług i bronę, a sprzeczność interesów i poglądów wyrównywać kartką wyborczą lub pracą ducha. Tymczasem doprowadzono do tego, że profesor-endek chwyta za browning a robotnik hamuje odruch gniewu i pogłębia swoją organizację społeczną przy pomocy wysiłku duchowego. Czy tych faktów nikt spośród bogatych warstw społecznych nie widzi? Czyżby rzeczywiście prawdą historyczną miał być z XVIII wieku pochodzący paradoks, że każda klasa rządząca musi sobie sama wykopać grób, w którym ma się dać pogrzebać? Czy spośród tylu polityków prawicowych żaden nie rozumie, że wojna domowa, może być w dzisiejszym układzie Europy śmiercią państwa polskiego? A jeżeli to choćby znikoma mniejszość spośród nich rozumie – dlaczego milczą? Dlaczego nie protestują przeciw polityce szaleństw, zostawiając protesty przerażonym organizacjom społecznym, które poza wyrazem zgrozy, niczego więcej powiedzieć nie umieją i nie mogą? Nie wystarcza oficjalna obłuda półgębkiem wyjąkanych protestów; tu trzeba jawnym, obywatelskim słowem rozbroić fanatyków mordu i gwałtu. Czytaj dalej

„Metalowiec”: Zadania państwa wobec związków zawodowych [1919]

mitchell-siporin-siporin_workersfamily_1937-p19daoqa89uoutni16b71khgpim

Na tych jednak żądaniach zorganizowany proletariat długo poprzestać nie mógł. Musiał on żądać, by państwo nie tylko nie przeszkadzało robotnikom w pracy organizacyjnej, ale też by pracę tę popierało. Skoro państwo popiera związki przemysłowców, kupców, ziemian i dostarcza im środków do urzeczywistnienia ich celów, to tym bardziej jest ono obowiązane opiekować się organizacjami robotników, zwłaszcza ich związkami zawodowymi. Robotnicy bowiem utrzymujący podatkiem krwi i mienia państwo, a nie mający tej siły ekonomicznej, co kapitaliści, tym bardziej tej opieki potrzebują. Na czym opieka ta polegać winna? Możemy żądać od państwa i jest ono obowiązane ułatwiać wykonanie zadań związków i użyczyć im swej władzy wykonawczej. Uczynić to może, uznając związki jako reprezentację zawodu, mającą prawo imieniem tych robotników zawierać układy z pracodawcami, względnie ze związkami pracodawców i to w ten sposób, by te umowy zbiorowe miały moc obowiązującą. Dalej mają organa egzekucyjne rządu wykonywać umowy te i wprowadzać je w życie. Państwo powinno uznać swobodę strajkowania i zakazać pod surową karą wszelkich prześladowań robotników za strajk. Wreszcie może ono popierać związki w ściąganiu składek członkowskich, w uzyskaniu lokalu itd. Zrozumiały to państwa zachodnie, bo też państwa te w ogóle inaczej zapatrują się na stosunek klasy robotniczej do państwa niż obecne czynniki rządzące polską. Państwa te nie z miłości do robotników to czynią. Wszak są to państwa kapitalistyczne i dlatego w pierwszym rzędzie interes klasy kapitalistów mają na oku. Jeżeli mimo to uprawiają politykę społeczną, to widocznym jest, że uważają to za konieczne. Czytaj dalej

Aleksander Erlich: Dlaczego zwyciężyliśmy? [1939]

bund

W strukturze społecznej ludności żydowskiej Polski uwydatniły się w ciągu ostatnich lat głębokie i daleko sięgające przemiany. Wprawdzie wiadoma polityka utrudnia nadal tworzenie się żydowskiego proletariatu wielkoprzemysłowego, hamuje dopływ żydowskich inteligentów do szeregu zawodów oraz zamyka przed nimi coraz to szczelniej drzwi instytucji państwowych i komunalnych. Lecz tendencja ku unowocześnieniu żydowskiego życia, która wystąpiła jeszcze w drugiej połowie ubiegłego stulecia, okazała się silniejsza ponad wszystkie przeszkody. Coraz liczniejsze rzesze odpływają z małych miasteczek ku wielkim miastom, coraz znaczniejszy ich odłam przenosi się z tradycyjnego handlu do rzemiosła i przemysłu: „Rośnie fala proletariatu żydowskiego” – stwierdza melancholijnie „Dziennik Narodowy”. Mizerni kramikarze przekształcają się w produkcyjnie czynnych pracowników. Wyrwani z kręgu „równych i wolnych” sprzedawców i nabywców towarów, stają oni twarzą w twarz z kapitalistycznym wyzyskiem fabrykanta, wielkiego majstra czy kupca. Wielkie miasto, z jego jaskrawymi przeciwieństwami społecznymi i bujną dynamiką wewnętrznego życia, zmienia ich psychikę znacznie szybciej i intensywniej, niż patriarchalno-tradycjonalistyczna atmosfera małomiasteczkowa. Cóż dziwnego, że ludzie ci upodobniają się stopniowo do robotników, z którymi zostali społecznie zrównani? I czyż nie jest naturalne, że takie rozszerzenie się bazy społecznej żydowskiego proletariatu musi potężnie wzmóc promieniowanie jego idei wśród warstw, które, jakkolwiek nie sproletaryzowane, nie mniej, a nieraz bardziej boleśnie niż on odczuwają na swej skórze dobrodziejstwa obecnego ustroju, których ich – pożal się Boże – własność prywatna nie osłania w najmniejszym stopniu przed tyranią wielkiego kapitału? Czytaj dalej

Maria Dąbrowska: Wielka mądrość prawdziwego człowieczeństwa, czyli współdziałanie [1936]

dsdw223-3

Dotychczas mówili ci: bądź dobrem dzieckiem, kochaj rodziców, kochaj ojczyznę. Teraz pokazują ci drogę i sposób, jak do tego dojść. Musisz do każdego obcego iść jak do brata i wszędzie tak postępować, żeby innym dobrze z tobą było. Nawet najmniejszy bąk wie, kiedy innym jest z nim dobrze, a kiedy źle – więc niech tylko te słowa pamięta: choćby ten inny myślał nie tak jak ty – niech ma sobie inne przekonania. Ty na przykład uważasz, że piłka nożna jest najważniejsza, a on jej nie cierpi. Możesz go chcieć przeciągnąć na swoją stronę, ale się za to na niego nie złość. Choćby ten inny wyznawał inną religię, mówił inną mową – niech ci nie przyjdzie chęć dokuczyć mu. Przypomnij sobie, że to też twój brat; znajdzie się zawsze dosyć spraw, które was połączą. Możesz się postawić ostro i nie dać twojemu koledze albo koleżance skrzywdzić drugiego; możesz się bronić, jeśli ktoś chce tobie co złego zrobić, ale pamiętaj, że i ten, co błądzi i krzywdzi, to też twój brat, a może jeszcze oprócz tego współobywatel jednego kraju i ma mu być z tobą dobrze. A gdy tak wszyscy będziecie myśleli, przestaniecie błądzić i krzywdzić się wzajemnie. Bo ty i on, my i wy to jedno i to samo – jeden Bóg jest w naszym sercu i wszyscy mamy sobie pomagać, razem z sobą współdziałać. Rodzina to mała spółdzielnia, gdzie uczymy się żyć razem z rodzicami i z rodzeństwem. Szkoła to nieco większa spółdzielnia, gdzie uczymy się żyć razem z nauczycielami i kolegami, a kraj nasz, społeczeństwo, to wielka spółdzielnia, w której musimy już umieć żyć razem; żyć razem, pracować razem dla dobra świata ze wszystkimi współobywatelami. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Nowy pomysł rządu carskiego [1903]

anti-semitism

To, co się stało w Kiszyniowie, na długo zepsuło tam wszelką walkę z rządem. Nie można więc wątpić, że rząd zechce i u nas wywołać coś podobnego, ażeby osłabić wszystkich tych, którzy walczą z rządem. Już przed 1 maja, kiedy robotnicy-socjaliści gotowali się do uroczystego obchodzenia swego święta, rząd puszczał pogłoski o gotujących się rozruchach przeciwko Żydom. Tak było w Warszawie i w Wilnie, w Kownie i w Lublinie, w Łodzi i w Radomiu. Ale nie udało się rządowi carskiemu wywołać u nas tego, co zamierzał. Nasz robotnik rozumie już, że jego wrogiem, że głównym wrogiem całego narodu polskiego jest carat, rząd carski, że z nim musi walczyć przede wszystkim. Ale że się rządowi nie udało wykonać swego zamiaru na razie, z tego nie wynika, aby nie chciał on powtórzyć prób takich kiedy indziej. Miejmy się więc na baczności, tłumaczmy ciemnym i nierozumnym, dla kogo pożądane są rozruchy przeciwko Żydom, kto je wywołuje i w jakim celu. Gdyby rządowi udało się gdzie u nas wywołać rozruchy przeciwko Żydom, obowiązkiem każdego uczciwego człowieka, każdego nieprzyjaciela caratu, jest powstrzymać, chociażby przemocą i gwałtem, nierozumnych ludzi, nieświadomie pomagających naszemu najstraszniejszemu wrogowi – rządowi carskiemu – i bronić napastowanych Żydów, chociażby z narażeniem własnego życia. Czytaj dalej

„Górnik”: System akordowy to system zabójczy [1907]

capitalism-kills-204x300

Głębiej myśląca część klasy robotniczej już dawno zrozumiała całą szkodliwość systemu płacy akordowej. Na zgromadzeniach i w pismach niejednokrotnie udowodniono, w jaką zależność i niewolę oddaje robotnika ten system, że zmusza go do jak największego napięcia swych sił fizycznych i umysłowych i powoduje przez to stopniowe zdegenerowanie klasy robotniczej; że odbija się w niesłychanie szkodliwy sposób na zdrowiu, że wreszcie jest jednym z głównych powodów do przedłużenia czasu pracy. Wszystko to udowodniono bardzo dosadnie, a mimo i może dlatego właśnie, że tak jasno udowodniono szkodliwość tego systemu dla klasy robotniczej, kapitalizm nie chce zrzec się tego zabójczego sposobu płacy. A i wśród robotników iluż to jeszcze takich, którzy absolutnie nie rozumieją całej szkodliwości płacy akordowej i przekładają ją częstokroć nad płacę tygodniową, ponieważ daje im lepsza sposobność zamienienia swej siły i zdatności na brzęczącą monetę. Czytaj dalej

Stanisław Tołwiński: Osiedla robotnicze Paryża [1937]

houses-green-energy-concept

Najnowsze, a zarazem największe osiedle, które zwiedzaliśmy, „Chatenay Malabry”, posiada już wybitne piętno „robót publicznych” ostatniego roku. Nazwy nowych, pięknie urządzonych i wyasfaltowanych ulic: Alberta Thomasa, Lafargue’a, Vaillanta, Varlina, Longueta, Pottier… mówią wyraźnie o ideologii twórców tego osiedla, obliczonego na 20 000 mieszkańców. Zrealizowana dzisiaj mniej więcej jedna trzecia planu, daje już zupełnie dobre pojęcie o całości. Położenie zupełnie wyjątkowe pod pięknym lasem wśród kasztanów, lip i drzew owocowych, które przy rozplanowaniu zabudowy zostały zachowane i ochronione od zniszczenia z dużą pieczołowitością. Ogromne tereny zostały ocalone przed prywatną parcelacją dzięki przewidującej polityce terenowej, zapoczątkowanej przez Urząd Budowy Tanich Mieszkań i jej inspiratora H. Sellier jeszcze w 1916 roku. Początkowo miało tu być wybudowane miasto-ogród z wyłącznie indywidualnymi domkami. Dzisiaj zarzucono jednak tę myśl i powstaje osiedle o typie mieszanym z domami zbiorowymi, szeregowymi i nawet jednym dziesięciopiętrowym „drapaczem”-wieżycą, skąd piękny widok na całość osiedla. Urządzenia ogólnogospodarcze i społeczne pomyślane na szeroką skalę: w głównej alei (avenue Albert Thomas) mamy wzdłuż krytego podcienia obszerne lokale sklepowe, przeznaczone do wszechstronnego zaaprowidowania osiedla. Duże tereny dla zabaw dziecięcych. Piękny plac ze stawem – sadzawką pośrodku (place François Simiand), ocieniony kasztanami z ławeczkami i placykami na wózki dla niemowląt. Grupa budynków szkolnych jeszcze w budowie, obliczona na z górą tysiąc dzieci. Basen kryty z wodą ogrzewaną, do czego wykorzystuje się centralną spalarnię śmieci połączoną rurociągiem ze wszystkimi mieszkaniami (kanalizacja śmieci systemu Garchey’a). Boiska sportowe i stadion w budowie. Czytaj dalej

M. Raczyński: Na widnokręgu wyborczym [1928]

zrzut-ekranu-2016-10-19-20-19-43

Zgrupowana reakcja w bloku prorządowym (Wiślicki, Sapieha, Radziwiłł, Stecki i cały legion innych), przedstawiciele wielkiego kapitału i obszarnictwa, zdecydowani wrogowie demokracji, ciemiężyciele i wyzyskiwacze klasy robotniczej, aby oszukać lud miasta i wsi, w akcji wyborczej rzucają hasło kontroli nad przemysłem i produkcją. Czyż nie jest to obłudą i nikczemnością, że ci, którzy gnębią lud pracujący, którzy go wyzyskują, którzy w pogoni za bogaceniem się zepchnęli robotnika na dno nędzy, którzy przez stałe podnoszenie cen na swoje produkty wytworzyli stan chronicznego bezrobocia, dziś gdy potrzeba im głosów dla zdobycia mandatów, dają obietnice kontroli źródeł, z których płynie bogactwo do ich kas. Gdy posłowie socjalistyczni w poprzednim sejmie zgłosili wniosek o kontrolę nad produkcją, ci panowie podnieśli wrzawę, że to bolszewizm i zagrozili w razie uchwalenia wniosku, konsekwencjami w postaci unieruchomienia fabryk. A postulaty o ubezpieczeniu na wypadek starości, kalectwa, śmierci itp. w ustach kapitalisty i obszarnika wyzyskiwaczy, toć przecież urąganie dzisiejszej doli robotniczej, to ohydne kłamstwo i demagogia, bowiem nikt inny, jak tylko panowie Wiśliccy w Sejmie zwalczali ubezpieczenia społeczne. Idąc do wyborów pod hasłem współpracy z marszałkiem Piłsudskim burżuazja chce uśpić czujność klasy robotniczej, aby dostawszy się do sejmu, zadać cios zdobyczom socjalnym i jak za dawnych „dobrych czasów” pod rządami caryzmu gnębić robotnika. Prowadzona w tym kierunku agitacja ze strony bloku (czytaj: czwartej brygady) musi być należycie ocenioną ze strony społeczeństwa, a szczególnie klasy robotniczej. Ostatnio jesteśmy świadkami bałamutnej agitacji za jedynką uprawianej w kinoteatrach przed wyświetlanie obrazów o dobrodziejstwach, jakie spłynęły na ludzi pracy dzięki rządowi pomajowemu. Pokazuje się kominy kopalń węglowych, które blokowcy nazywają bogactwem narodu i dlatego każą głosować na listę numer jeden. I nie do pomyślenia, aby uprawiający agitację za pomocą filmów mieli czoło nazywać to bogactwem narodu, gdy robotnik pracując w podziemiach węglowych mrze z głodu, gdy na każdym kroku czyha na niego straszna śmierć, gdy pracując w pocie czoła dobywa ostatka sił i nie ma żadnego zapewnienia na starość, gdy niemoc go owładnie, a wyczerpanego fizycznie rzuca się na pastwę losu. Czy bogactwa baronów węglowych nazywacie panowie z jedynki bogactwem narodu? Czytaj dalej

„Pobudka”: Kościół przeciw Polsce [1889]

arton777-0a357

Dwie te potęgi występują z sobą do odwiecznej walki, która po dziś dzień pozostaje nierozstrzygniętą. Obie mają dotąd rację bytu. Zabobon tłumu jest racją bytu kościoła, państwa. Rezultatem walki – kompromis: przeświadczeni o swej sile przeciwnicy, nie mogąc się wzajem pochłonąć, usiłują się wyzyskać. Robią sobie tedy ustępstwa i zawierają sojusz. Na powalonym cielsku ciemnej i znękanej ludzkości zbój z oszustem podają sobie ręce…Kompromis kościoła z polskim szlacheckim państwem stanął bardzo wcześnie. Naród-szlachta z łaski bożej miał prawo ciemiężenia ludu, ale musiał dla utrzymania tej łaski gromić niewiernych. Aż wybiła godzina, gdy szlacheckie państwo upadać, a łaska boża ulatniać się poczęła. Już w 1770 papież Klemens XIII pisze do pobożnej Marii Teresy: „Najechać i rozebrać Polskę nakazywała nie tylko polityka, ale i interes religii; a dla duchowej korzyści Kościoła było rzeczą konieczną, aby dwór wiedeński rozciągnął w Polsce panowanie swoje jak najdalej”. Prawowierni synowie kościoła, Polacy, muszą się stać tedy, pod grozą potępienia, wiernopoddanymi niewolnikami uświęconej przezeń władzy, zdrajcami własnej Ojczyzny! Kościół bowiem uświęcił gwałt dokonany nad Polską, uświęcił nad nami władzę najazdu z całą bezczelnością kosmopolitycznego oszusta, stając się przez to otwarcie sprzymierzeńcem naszych zaborców, stając się jednocześnie zaklętym wrogiem Polski – tym niebezpieczniejszym, że przybierając maskę jezuickiego patriotyzmu lub wyzyskując uczucia religijne, łatwiej znajdzie on posłuch w narodzie od najezdniczego żandarma. Patriotycznym więc obowiązkiem inteligencji polskiej jest nie tylko walka z Kościołem, agentem wrogich nam rządów, lecz dyskredytowanie samej idei bóstw: w złodziejskich rękach czarnej międzynarodówki staje się ona wytrychem, za pomocą którego katolicyzm wkrada się do naiwnego sumienia ludu, zarażając je jadem wiernopoddaństwa na korzyść naszych ciemiężców. Czytaj dalej

Józef Piłsudski: Wobec mordu w Dąbrowie [1897]

martinot_police-power

W ostatnich jednak czasach rozwój ruchu robotniczego, coraz bardziej w swych dążeniach wrogiego caratowi, coraz większa niechęć ludu wiejskiego do swych nieproszonych opiekunów, przekonały rosyjskie sfery rządowe, że lud to opora niepewna. Natomiast zupełny zanik rewolucyjnego usposobienia wśród klas uprzywilejowanych w Polsce, wzrastający coraz bardziej strach posiadaczy przed groźnym dla nich widmem rewolucji robotniczej, zbliżyły do siebie strony zawierające obecnie ugodę polsko-rosyjską. Zachowała się jednak jeszcze wzajemna nieufność – skutek długoletniej walki poprzedniej. Przyjazd cara do Warszawy – to była próba rozproszenia tej ostatniej chmurki na niebie ugodowym. Bezmiar służalczości okazanej carowi, kadzidła pochlebstw, skwapliwie przed władzą roztaczane, słowem, cała ohyda warszawskich „uroczystości”, w dostatecznej mierze dowiodła zupełnego oddania się klas uprzywilejowanych caratowi. Teraz kolej była na cara – on musiał pokazać, że równie szczerze będzie bronić interesów swych nowych sojuszników. Gdyśmy w proklamacji na przyjazd cara pisali: raz jeszcze kosztem ludu pracującego klasy posiadające zawierają sojusz z najeźdźcą, nie przypuszczaliśmy, że tak prędko koszta namacalnie przez lud zostaną zapłacone. Krew bowiem robotników dąbrowskich to są właśnie owe judaszowe srebrniki, zsypane przez rząd do zdradliwej i pożądliwej łapy naszych wyzyskiwaczy, oto zapłata za przyjęcie cara. I jak gdyby dla jaskrawszego oświetlenia wypadku, Imeretyński, urzędowy pośrednik ugody, posłał swe zezwolenie na mordy w Dąbrowie, w chwili, gdy bawił na weselu u Zamojskich, przedstawicieli nowej Targowicy. Wspólnikami więc rządu w zbrodni nie jest jeden Harting, podczaszy katów dąbrowskich, lecz cała klika panów i fabrykantów, cala zgraja panoszących się bardów ugody, cała zgangrenowana burżuazja polska. Czytaj dalej

„Głos żołnierza”: Wojsko a strajk rolny [1919]

spanish-civil-war-durutti-column-soldiers-propaganda-militaria-old-flyer-a41cec8150ba338e479240a154ea7236

Strajk wybuchł wskutek tego, że dziedzice podpisawszy umowy o wynagrodzeniu robotników swoich, nie chcieli w większości tych zobowiązań spełniać. Pomimo ustaw sejmowych, wedle których i obszarnika można by do odpowiedzialności pociągnąć, rząd nie śmie i nie chce karać tych ostatnich, mszcząc się na robotnikach, którzy raz są poszkodowani przez niedotrzymanie umowy obszarników zaś drugi raz przez to, że za winę dziedzica ich pakują do więzienia, i po trzecie, że, aresztując, biją w najokrutniejszy sposób. A teraz, Towarzysze broni, zastanówmy się dobrze. Robotnik rolny raz jest poszkodowany, że obszarnik nie daje mu wynagrodzenia do jakiego się zobowiązał, drugi za porzucenie pracy, do której go zmusza obszarnik, biorąc go do kozy – trzeci podlega biciu, katowaniu i poranieniu. Więc robotnik zamiast obszarnika trzy razy jest ukarany, kiedy samemu głównemu winowajcy dziedzicowi nie tylko że nic nie jest, ale władze rządowe pomagają mu w jego bezprawiu, przeciw robotnikowi. I oto na dobitkę w to bezprawie wciąga się żołnierza polskiego, tego żołnierza, którego zadaniem jest bronić Rzeczpospolitej Polskiej, nie zaś stawać w obronie bezprawia obszarników. W wielu miejscowościach oddziały złożone z żołnierzy polskich, ma się rozumieć na rozkaz oficerów, aresztowały i biły robotników. Reakcja polska – obszarnicy wyzyskiwacze – starali się z żołnierza polskiego uczynić narzędzie dla gwałtów czynionych w ich interesie – dla obszarniczej kieszeni. Kiedy trzeba kupić pożyczkę państwową, kiedy trzeba pieniędzy na ubranie i żywność dla armii, to obszarnicy zamykają swoje kabzy, ale kiedy idzie o napełnianie ich kieszeni, kiedy trzeba wykonać represje nad wyzyskiwanym przez nich robotnikiem, używa się do tego żołnierzy polskich. A oto dalszy ciąg tragedii. Żołnierz robotnik lub włościanin katuje takiego samego jak i on robotnika i włościanina dla przyjemności obszarnika, który będzie wyzyskiwał dzisiejszego żołnierza, gdy ten mundur zdejmie i zmuszony zostanie u takiego czy innego wyzyskiwacza pracować. Czytaj dalej

„Łodzianin”: Zdobycie niepodległości a Legiony [1915]

1fdx_cdd_uc5ex

Gorzej jest, że zdarza się spotkać prawdziwego niepodległościowca nie mogącego się pogodzić z myślą, że trzeba popierać Legiony. Jeden więc mówi: „Jakże ja, socjalista-robotnik, popierać będę armię polską, kiedy socjalizm nie godzi się z militaryzmem?”. Na to pytanie dawno dało odpowiedź życie. Na całym świecie socjaliści, bez względu na to, czy życzyli sobie wojny, czy nie, wstąpili do wojska dobrowolnie i głosowali za kredytami wojennymi, skoro już nastąpił wybuch wojny, a więc wypadło bronić swego kraju i swych siedzib przed zniszczeniem i pożogą, jaką niesie wojna. Czyż u nas miałoby być inaczej, u nas, którzy nie walczymy ani za kolonie, ani w interesach polskiego kapitalizmu, bo ten właśnie pragnie pokoju, tylko o własną wolność. Toż zawsze u nas mówiono i słusznie, że tylko wojna europejska może nas wybawić. A teraz, kiedy wojna wybuchła, czy możemy jej nie wykorzystać, zwłaszcza dziś, kiedy nam wolno walczyć pod własnymi sztandarami, własną komendą, kiedy marzenie o wojsku polskim stało się czynem? W tym wojsku demokratycznym, gdzie każdy, począwszy od generała, a kończąc na szeregowcu, zwie się, jak za czasów rewolucji francuskiej, obywatelem, dobrze każdy czuć się będzie. Znajdzie tam wielu towarzyszów partyjnych, bo każdy, u kogo w żyłach płynie krew, bez względu na przekonania polityczne, poszedł walczyć z caratem. Długo, bardzo długo byliśmy tropieni jak dzikie zwierzęta przez psy gończe carskiego rządu. Wszędzie nas wróg ścigał i dościgał, często bezbronnych. Gnębił nas i tropił szpicel, żandarm, żołnierz, czynownik, wreszcie ex- towarzysz-prokurator. Obchodziliśmy wzdłuż i wszerz polską ziemię, unikając pościgu, omijając dworce kolei i miasteczka, kryjąc się nie raz, w zbożu nocując pod stogiem siana, dobrze jeszcze, jeśli z bronią w ręku, bo wtedy drogo sprzedawano swe życie. Więzienie, etap, osiedlenie czy administracyjne zesłanie to był los świadomego robotnika. Jeśli kto uszedł Sybiru czy stryczka, musiał się stawać nielegalnikiem na całe życie, i albo jadł na tułaczce gorzki chleb emigranta, albo znów wracając do nielegalnej roboty w kraju narażał się na gorsze jeszcze represje. Dziś czas pomścić się za to wszystko na wrogu, i pomścić się dokumentnie. Należy wyrwać zęby caratowi, aby nie mógł gryźć i szarpać. Czytaj dalej

„Robotnik”: Moskwa wobec powstania [1944]

krzyz_powstanca

Przypomnijmy, że od czasów ofensywy sowieckiej Rząd Polski wielokrotnie usiłował nawiązać z rządem rosyjskim porozumienie, obejmujące chociażby problemy współdziałania wojskowego. Wszelkie propozycje polskie rozbijały się zawsze o tendencję polityki Sowietów, zmierzającą do wymuszenia na Rządzie Polskim akceptacji czwartego rozbioru i narzucenia nam na kierowników Państwa ludzi miłych Sowietom. Nawet po rozbiciu tych wszystkich prób porozumienia, Rząd nasz i dowództwo armii polskiej zdecydowało się na współdziałanie wojskowe, co miało miejsce na szerszą skalę na Wołyniu i w Wilnie. Nie może więc nas obciążać zarzut nieczynienia żadnej próby skoordynowania naszych wysiłków zbrojnych z Sowietami. Wychodziliśmy i wychodzimy z założenia, że bić Niemców będziemy do spółki z każdym, kto Niemców bije, nawet w takich ciężkich i nieokreślonych warunkach, jakie wytworzyły się między Polską i Rosją. Rosja wyznaje inne zasady. Dlatego też Rosja obojętnie patrzy, jak lud Warszawy broczy w krwi serdecznej, gołymi rękami zdobywając niemieckie czołgi i armaty, a na dodatek jeszcze w obliczu tych właśnie bohaterskich zmagań usiłuje podważyć zaufanie narodu polskiego do jego prawowitego rządu. Czytaj dalej

Tomasz Arciszewski: Moralno-polityczne znaczenie powstania warszawskiego [1949]

Powstanie_Warszawskie_Patrol_Agatona

Wojska sowieckie były pod Warszawą. Na południe od niej przeprawiły się na lewy brzeg Wisły. Miastu groziło zniszczenie na skutek przeistaczania przez Niemcy Stolicy w fortecę. Hitlerowcy zdecydowali, że z początkiem sierpnia ludność Warszawy zostanie zapędzona do robót fortyfikacyjnych. Centrum polskiego ruchu podziemnego groziła ze strony Niemców niemal całkowita likwidacja. Powstanie Warszawskie nie było dziełem 40 tysięcy żołnierzy AK. To poprzez całą społeczność Stolicy objawił się w pełni, na oczach całego świata, potężny pęd narodu do wolności i samodzielności. Powstanie upadło. Ale duch oporu, który dawał ludności stolicy siły i determinację, nie osłabł. Objął on w posiadanie całe społeczeństwo polskie, cierpiące pod butem nowego okupanta. Wielka i bohaterska legenda Warszawy daje moc i wiarę przetrwania. I dlatego też wróg pragnie ją zohydzić, zniszczyć, wyplenić z serc i umysłów Polaków. Ale są to próżne zabiegi. Jest jeszcze inny aspekt Powstania, ważny i aktualny w dzisiejszej sytuacji. Rada Jedności Narodowej i Krajowa Rada Ministrów, które pracowały przez cały okres w niezmiernie ciężkich warunkach, dzieląc los żołnierza i całego ludu Warszawy, w wydanej odezwie tak określiły znaczenie Powstania: „…Powstanie Warszawskie pozostawiło ponownie w końcowej fazie wojny problem Polski nie jako problem przetargów dyplomatycznych gabinetów, ale jako zagadnienie wielkiego narodu walczącego krwawo i bezkompromisowo o wolność, całość i sprawiedliwość społeczną w życiu ludzi i narodów, o szlachetne zasady Karty Atlantyckiej, o wszystko to, o co walczy dziś lepsza część świata…”. Cóż do tych słów więcej można dodać? Czytaj dalej