Zygmunt Jabłoński

Jakim jest nasz socjalizm?

[1908]

Ze wszystkich teorii naukowych mających na celu rozwiązanie kwestii społecznej, najwięcej uwagi, krytyk, napaści ściągnęła na siebie teoria Karola Marksa, zwana naukowym socjalizmem lub marksizmem. Złożyło się na to wiele przyczyn, między innymi zaś ściśle naukowe uzasadnienie teorii z jednej, a wyniki, do jakich Marx na podstawie tejże teorii doszedł, z drugiej strony.

Naukową doktryną ekonomiczną, fundamentem na którym budował on swe rozwiązanie kwestii społecznej jest jego teoria o wartości i nadwartości i metoda materialistycznego pojmowania dziejów.

Pierwsza pokazuje, na czym polega wyzysk pracy przez kapitał i w jaki sposób wyzysk ten jest praktykowany; druga – że jak niewolnictwo i pańszczyzna były, tak i kapitalizm jest tylko fazą przejściową w dziejach ludzkości, że nosi on sam w sobie zaczątek własnej śmierci, do której go pchają przeciwieństwa ekonomiczne, będące logicznym i koniecznym wynikiem samego ustroju.

Źródłem wszystkich braków dzisiejszego społeczeństwa, źródłem wyzysku i ujarzmienia, jest własność prywatna na środki produkcji, kapitał. Społeczeństwo dzieli się na dwie klasy: posiadaczy i nieposiadających; między tymi klasami istnieje sam przez się silny antagonizm klasowy. W interesie klasy posiadaczy leży utrzymanie status quo dzisiejszego, w interesie klasy proletariatu – wyzwolenie. Wyzwolenie nastąpi przez dyktaturę proletariatu i rewolucję społeczną, do której należy przygotowywać się, organizując siły istniejące. Następstwem będzie zanik klas, społeczeństwo bezklasowe.

Oto teoria K. Marksa, o ile ją można w kilku zdaniach streścić.

Teoria ta przetrwała swoją krytykę, ale to nie przeszkadza, że co pewien czas jakiś „uczony” apologeta obecnego ustroju ogłasza urbi et orbi o „fałszu” nauki Marksa, albo jak teraz moda, o „rozkładzie marksizmu”.

Ale te wronie krakania nic a nic nie przeszkadzają tryumfalnemu pochodowi socjalizmu: liczba zwolenników rośnie, wzbudzając u strony przeciwnej strach paniczny, że wspomnę tylko o „czerwonym niebezpieczeństwie”, które bardzo często uczuwa Wilhelm II [1], o panicznym strachu Paryżan i rządu centralnego przed rewolucją socjalną, anonsowana przez usłużną prasę na dzień 1 maja 1906 r.

Więcej: nie tylko liczebnie wzrastają siły zorganizowanych socjalistów, lecz sam socjalizm rozlewa się coraz szerszą falą, ogarniając kraje, narody, zdawałoby się wolne od tego „niebezpieczeństwa”.

Jakie prawa rządzą tym rozwojem socjalizmu?

Czy można go zaszczepić wszędzie, gdzie tylko się podoba? Odpowiedź dają nam tu dane statystyczne, którymi i w tej kwestii nauka rozporządzać może.

Otóż znajdujemy stały i ścisły związek między stopniem rozwoju przemysłu, proletaryzacją ludności, a liczebnością i intensywnością ruchu socjalistycznego danego kraju, narodu. Czym większym i silniejszym staje się przemysł, wyszedłszy z pieluszek swego dzieciństwa w danym kraju, tym prędzej i silniej podkopuje on pozostałości rzemiosła i drobnego przemysłu, tym prędzej zwiększa się liczba proletariatu niezadowolonego z warunków, w jakie popadli, tym zwiększa się ferment działający w masach.

Ci ludzie – to jest materiał dla socjalistów.

W kraju więc, gdzie przemysłu nie ma, albo jest bardzo słaby, ruch socjalistyczny – o ile będzie – będzie również słabym, niezdecydowanym. I nic dziwnego – brak mu podstaw.

Czy te potrzebne i niezbędne dla rozwoju podstawy i warunki posiada socjalizm u nas w Królestwie? Na tak postawione pytanie, jedna jest tylko odpowiedź: tak, warunki takie istnieją.

Kraj nasz posiada przemysł stojący na względnie wysokim stopniu rozwoju i przemysł ten ma już swoją przeszłość. Klasa robotnicza jest liczną – liczba robotników zajętych w wielkim tylko przemyśle na początku bieżącego stulecia dosięgała ćwierć miliona, a dzisiejsi polscy robotnicy mają swoje klasowe tradycje przekazane im przez ojców robotników. Poza tym rozdrabnianie się ciągłe drobnej własności rolnej – włościańskiej wciąż wyrzuca na rynek znaczne ilości proletariatu.

Obok proletariatu miejskiego, przemysłowego istnieje proletariat rolny, który stanowi u nas pokaźny odsetek; nie należy również zapominać i o półproletariacie; żeby twierdzenia te nie wydawały się gołosłownymi, przytoczę na poparcie kilka cyfr, zaczerpniętych z „Rozwoju Ekonomicznego Królestwa” Koszutskiego. Oto przy końcu ubiegłego stulecia liczba włościan małorolnych sięgała 1250000, doliczywszy zaś włościan bezrolnych, otrzymamy sumę przeszło 2 milionów włościan, którym ziemia nie zapewnia wystarczającej egzystencji, co wynosi przeszło 37% ogólnej liczby ludności włościańskiej Królestwa.

A nie można się dziwić, że tam gdzie istnieje proletariat, istnieje i socjalizm: socjalizm wszak jest ewangelią wydziedziczonych!

Tak więc widzimy, że socjalizm powstać u nas musiał, bo miał potrzebne do powstania warunki.

Ale socjalizm jako idea, krystalizując się w życiu w formie partii socjalistycznych, musi przystosowywać się do warunków otoczenia, w jakim działa, bo inaczej nie będzie miał echa wśród mas, będzie im obcym.

Czy nasz socjalizm – mówię o partiach – jest przystosowanym do otoczenia, czy jest on krew z krwi i kość z kości polskiego robotnika?

Czy też jest on przeniesieniem na grunt polski razem z ideą, która, jak wiemy przywędrowała do nas prawie równocześnie z zachodu i wschodu, pojęć, zapatrywań, dążeń nam obcych, bo nie naszych, bo powstałych w innych, odmiennych warunkach, z których my często nie zdajemy sobie dobrze sprawy?

Odpowiedź nie będzie trudną, bo wszystko co trzy, cztery, lata temu dla szerszego ogółu było terra incognita, jest dziś rzeczą powszechnie znaną: programy, dążenia, hasła. Wszystkie partie socjalistyczne Królestwa są ściśle z nim związane przez swój program. Proletariat polski w programach partii socjalistycznych odnajduje część własnego „ja”, część zawsze mu drogą i dlatego też za nimi kroczy.

Mamy dowody. SDKPiL chcąca uchodzić za jedyną przedstawicielkę ortodoksyjnego marksizmu w Polsce i która zbyt często próbowała wzorować się na Socjal-Demokracji niemieckiej, za co ściągała na siebie nieraz podejrzenia o „socjalhakatyzm” – i ta wystawia hasło „szerokiej autonomii” dla Królestwa, bo życie i warunki, wśród jakich działa, wskazały jej na potrzeby.

Nie można żyć – będąc oderwanym od życia.

Należy albo przystosować się, albo życie i warunki usuwają za nawias.

Nie mamy zamiaru krytykować ani tym bardziej bronić haseł SDKPiL. Bynajmniej. Chodziło nam tylko o pokazanie, że nasz socjalizm jest tylko naszym, bo wyrósł on u nas, bo jest on odzwierciedleniem idei, dążeń, marzeń naszej klasy robotniczej.

Toteż wygląda na zwykłe nieporozumienie ustęp końcowy artykułu pana M. Biernackiego pt. „Pariasi”, umieszczony w 9 numerze „Kuriera” z dnia 12 bm., gdzie Szanowny Autor w imię obrony i zachowania „naszej własnej myśli, naszej własnej ideologii” mówi „precz i za drzwi u nas z niemiecką socjal-demokracją, szukajmy dróg własnych, dobądźmy krzyku własnego”.

U nas nie ma niemieckiej socjal-demokracji!

Nasze partie socjalistyczne są właśnie tą „drogą własną” tym „własnym krzykiem”, o które chodzi Szanownemu Autorowi, tylko „drogą” i „krzykiem” proletariatu.

Zygmunt Jabłoński
____________________
Powyższy tekst, z adnotacją „Z powodu artykułu p. M. Biernackiego pt. »Pariasi«”, „Kurier” nr 9) ukazał się pierwotnie w lubelskiej gazecie „Kurier” nr 31 z dnia 7 lutego 1908 roku. Pismo było wydawane w latach 1906–1913 przez środowisko lubelskiej inteligencji lewicowej, związanej m.in. z partiami socjalistycznymi i ruchem spółdzielczym. Autorem tekstu podpisanego „Paryż, ZJ” był Zygmunt Jabłoński (1886–1913), emigrant polityczny po rewolucji 1905 roku, doktor nauk społecznych, sekretarz redakcji „Kuriera”, działacz Towarzystwa Kółek Rolniczych im. Staszica. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst przygotował Mateusz Roczon.

Przypis:

1. Znane są mowy Wilhelma II do rekrutów, składających przysięgę w roku 1891 w Poczdamie i Berlinie: „Wy jesteście mymi żołnierzami, jesteście mi oddani ciałem i duszą; waszym wrogiem jest mój wróg. W tym czasie intryg socjalistycznych może nadejść chwila, kiedy wam każę strzelać do waszych braci i waszych rodziców, niech nas Bóg strzeże! Lecz wówczas powinniście się słuchać bez szemrania”. Albo: „Gdybym był zmuszony kazać wam strzelać do waszych braci lub rodziców – pamiętajcie o waszej przysiędze!”. W Berlinie mówił: „Być może oczekują was poważne walki wewnątrz państwa”. Według Scignobosa: „Histoire politique de 1’Europe contemporaine”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *