„Życie Robotnicze”: Dziesięciolecie [1928]

IMG

Projekty zmiany konstytucji w duchu antydemokratycznym, lekceważenie parlamentu, ograniczenie wolności prasy, oddawanie władzy w ręce oficerów, rozbijanie klasy robotniczej zorganizowanej – to wszystko napawa klasę robotniczą obawą nie tylko o swój klasowy interes, lecz i o przyszłość Polski, o to, co będzie później, do czego to wszystko doprowadzi Polskę. I oto ta troska o przyszłość Polski i klasy robotniczej oraz to, że w Polsce przyszli do głosu magnaci i rekiny kapitalistyczne, którzy zgięli kark klasie robotniczej i przez rozbijanie ich organizacji podstawiają nogę klasie robotniczej, to wszystko sprawiło, że klasa robotnicza nie weźmie udziału wespół ze sferami dziś rządzącymi w oficjalnym obchodzie święta 10-lecia powstania Niepodległości Polski. Klasa robotnicza także raduje się w tym dniu, ale radość tę przygasiła nam obecna rzeczywistość, na którą patrzymy. Klasa robotnicza obchodziła 10-lecie w dniu 7 listopada w rocznicę powstania Pierwszego Rządu w Niepodległej Polsce, Rządu Ludowego, Chłopsko-Robotniczego. Czytaj dalej

„Łodzianin”: Proletariat w Europie i w Polsce a obecna wojna [1915]

dffd

Warstwy społeczne, które życiem naszym narodowym obecnie władają, szlachta i mieszczaństwo, nie były w stanie same zadania tego uskutecznić. Robotnik i chłop polski biorąc walkę o państwowy byt Polski na swe barki, za jednym zamachem zdobywają sobie w życiu narodowym odpowiedni udział i pełne prawa obywatelskie. Ich energia, ich siła, zdolności, ich zapas rewolucyjności muszą się złączyć z tym, co w reszcie narodu żywe i rewolucyjne, by stworzyć przyszłą Polskę. Obecna wojna światowa, wojna narodów, w której każdy naród walczy o to, co mu najdroższe, jest chwilą odpowiednią do wywieszenia sztandaru walki o niepodległość Polski. I nie jest to przypadek, że kadry bojowników o niepodległą Polskę utworzyły PPS i PPSD, nie stało się to przypadkiem, że wodzem narodowym w tej walce uznało wszystko to, co w narodzie żywe i rewolucyjne socjalistę Józefa Piłsudskiego. Piłsudski siłę swą czerpie z proletariatu polskiego, z jego energii, z jego stopnia uświadomienia. Nie walczy jako reprezentant partii, ale jako reprezentant ludu polskiego. To, co w społeczeństwie syte, zadowolone, tuczone, co trzęsie się na słowo rewolucja, co jest filistrem bojącym się ryzyka, co zaśniedziałym mamutem, to potępia naszą walkę i plwa na nasz sztandar, to pyta się o pewność, o gwarancję, o to kto zwycięży. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Polska wyswobodzona spod panowania Rosjan [1915]

24b3e8bbea98938269bf1facb3df4fe97d5c280f

Królestwo Polskie, niesłusznie zwane „Polska rosyjska” (Russisch Polen), było największym obozem wojennym na świecie. Dwieście pięćdziesiąt tysięcy najlepszych żołnierzy Rosji, w 10 wielkich twierdzach i umocnionych obozach wojennych skoncentrowanych, tworzyło bardzo poważną groźbę dla Austrii i Niemiec. Zawsze gotowi do maszerowania na północ, południe i zachód na rozkaz z Petersburga stojącego w związku z Francją i Anglią. Tak gęsta była ta przygniatająca masa żołnierska, iż w niektórych powiatach na straży 5 nieuzbrojonych Polaków stał jeden uzbrojony żołnierz rosyjski. Przeciw tej militarnej przygniatającej przemocy buntowali się Polacy w XIX wieku cztery razy. Walczyli cztery razy, nie znalazłszy ani razu pomocy w Europie. Młody kapitalizm europejski miał co innego do roboty, niż pomagać polskim powstaniom… Krwawe ziarno wolności musieli Polacy sami zasiewać. A po każdym powstaniu wędrowało buntownicze pokolenie w długim pochodzie na Syberię; w ten sposób wytępiano planowo najlepszych ludzi przez całe stulecie! Czytaj dalej

Marian Malinowski: Przed dziesięciu laty. Moje wspomnienia [1928]

dsdff

Było już około północy, kiedy udałem się z powrotem do drukarni. Wielkie afisze ogłaszające powstanie Polski Niepodległej już były gotowe. Drukarze przygotowali kubełek kleju, ale nie miał się kto zająć rozlepianiem, bo wszyscy byli zajęci zbrojeniem się. Wziąłem więc afisz i klej z zamiarem rozpoczęcia tej roboty samemu. Na ulicy spotkałem jegomościa w sztywniaku [meloniku] z karabinem na plecach, za pasem pełno ładownic wypchanych nabojami. Był to Gorgol, kelner z zawodu, nie bardzo chciał iść rozlepiać afisze, gdyż uważał, że z karabinem w ręku do innych wyższych celów jest przeznaczony. Ale pod silnym moim naciskiem, mrucząc pod nosem, wziął kubełek z klejem. Biła godzina wpół do pierwszej, kiedy na murach sądu okręgowego w Lublinie został przyklejony pierwszy afisz, ogłaszający po tylu latach powstanie Polski naprawdę Wolnej.
Jak to los czasami człowiekowi sprzyja. Niegdyś w więzieniu na katordze, snując marzenia na przyszłość, myślałem o tym, aby doczekać tej chwili, kiedy zacznie się ogłaszanie Polski Niepodległej i oto wypadło mi samemu przykleić na murze pierwszy afisz ogłaszający Narodowi, iż jest Wolny w Wolnej Ojczyźnie. Widocznie i mój towarzysz przeżywał te same myśli, bo obaj sporo czasu staliśmy wśród ciszy nocnej, patrząc na naklejoną proklamację. Czytaj dalej

Ignacy Daszyński: Wojna światowa a przesilenie w Międzynarodówce [1920]

la-internacional

Rozpatrywanie tego pytania daje niemal w każdym wypadku odpowiedź na tle ogromnej ilości faktów, że głównym powodem udziału socjalistów w wojnie była obrona narodu przed wrogiem zewnętrznym. Narodu nie jako jakiejś kategorii etnograficznej, lecz przede wszystkim jako państwa niepodległego, jako organizacji konkretnej ze wszystkimi brakami, krytykowanymi tak świetnie i z takim zapałem przez te same partie socjalistyczne! Dla socjalisty belgijskiego niepodległa Belgia mieściła w sobie i panowanie kapitalizmu, i przewagę reakcji klerykalnej, i rządy policyjne, i to wszystko, co stanowiło przedmiot walki i krytyki socjalistycznej. Ale gdy Niemcy zgwałciły dnia 4 sierpnia 1914 r. granice niepodległego państwa belgijskiego, wszyscy socjaliści belgijscy poszli do swojej armii – z królem na [jej] czele – aby bić się z Niemcami i bili się z nimi aż do listopada 1918 r., tj. aż do ich pokonania. I na próżno by tłumaczono towarzyszom belgijskim, że czteromilionowa partia socjalistów niemieckich zapewni im prędsze zwycięstwo socjalizmu, że powiększone niemieckie terytorium umożliwi większą potęgę ekonomiczną dla klasy robotniczej, na próżno wyklinano by ich jako „socjalpatriotów”, szowinistów, kontrrewolucjonistów za to, że bronią króla, kardynała, kleru, policji belgijskiej i że gotowi są umrzeć za Belgię… Państwo narodowe okazało się dla socjalistów belgijskich warunkiem nieodzownym życia i rozwoju socjalizmu i dlatego jako socjaliści prowadzili wojnę o utrzymanie państwa belgijskiego. Czytaj dalej

Stanisława Woszczyńska: W 20. rocznicę Niepodległości (ze wspomnień) [1938]

442087_1526461820

Kraków przeżywa tak radosny nastrój, że poza wybuchami entuzjazmu na nic nie ma miejsca. Wieczorem na prastarym Rynku przemawia towarzysz Zygmunt Marek. Jedno hasło, jedno zawołanie: Polska Niepodległa powstaje, Polska Ludowa, Polska Sprawiedliwości Społecznej. Wracam do Nowego Sącza, choć serce ciągnie do Warszawy, a właściciele auta zapraszają. Ale dzieci, ale kochani towarzysze-kolejarze, ale miasto czeka na bezpośrednie wiadomości.Jedni wierzą, inni są nastrojeni sceptycznie, może nawet bojaźliwie. My, zorganizowani, spalamy się w oczekiwaniu upragnionego cudu – Polski żywej. Gazety z Krakowa, z Piotrkowa, przynoszą sprzeczne wiadomości, instrukcje. Naraz, czy oczy nie mylą?! Ogromna płachta papieru: Manifest Rządu w Lublinie podpisany – Ignacy Daszyński. Tegoż dnia 8 listopada na Ratuszu w Nowym Sączu odbyło się historyczne zgromadzenie Rady powiatowej i zarządów organizacji społecznych, zawodowych i niepodległościowych Nowego Sącza i okolicy. Na podium wśród śmiertelnej ciszy wszedł marszałek powiatowy, hrabia Stadnicki. W ręku trzymał ogromny arkusz papieru. Rozwinął. Począł czytać. Bez wezwania wszyscy powstali, wysłuchali manifestu, stojąc. Gdy skończył, zabrzmiały oklaski, ale i okrzyki zdumienia. Marszałek powiedział: od dziś Polska jest Rzeczpospolitą Ludową. Witam Was, Obywatele Wolnej Rzeczypospolitej. Czytaj dalej

dr hab. Jarosław Tomasiewicz: O wolność. Polskie socjalistyczne formacje zbrojne 1917–1920

435060e26b2a1de591b3a691f2e86985

Najdobitniej jednak zaznaczyli socjaliści swój udział w walkach o Górny Śląsk. Był to obszar szczególny, na którym ukształtowało się zjawisko tzw. etnoklas, czyli pokrywania się podziałów narodowościowych ze społecznymi. W postfeudalnej strukturze społecznej Górnego Śląska ziemiaństwo i mieszczaństwo było niemieckie, co sprawiało, że awans społeczny automatycznie wiązał się z germanizacją. Tę klarowną regułę zaburzył dynamicznie rozwijający się proletariat – wywodzący się ze wsi górnicy i hutnicy nie tylko nie wyrzekali się swego języka, ale bardziej niż chłopi byli skłonni identyfikować się z polskością. Działacz plebiscytowy Teodor Tyc pisał: „Na żadnym obwodzie przemysłowym świata nie ciąży tak wyraźne piętno dwoistości sił, które do jednej pracy są tu sprzężone – dwoistości świata panów i niewolników. Nie ma tu świadomej pracy jednego narodu. Akcjonariuszem, dyrektorem, inżynierem, dozorcą – słowem frakowcem, śmietanką, jaśnie panem jest Niemiec. Polak może być robotnikiem, szleperem, proletariuszem, pariasem, chacharem”. Nic dziwnego, że Górny Śląsk odgrywał pierwszoplanową rolę w programie polityki zagranicznej PPS – o ile socjaliści dystansowali się od ekspansji na wschodzie, postrzeganej jako obrona majątków polskich obszarników, to w pełni solidaryzowali się z postulatem przyłączenia do Polski proletariackiego Śląska. Czytaj dalej

„Pobudka”: Dwa kongresy socjalistyczne w Paryżu [1889]

fdsd

Delegat polski na kongresie socjalistycznym posybilistów, w myśl swoich mocodawców, starał się w swoich przemówieniach uwydatnić, że socjaliści polscy, aczkolwiek podzielają przekonania wspólne całemu stronnictwu socjalistycznemu co do przeobrażenia porządku społecznego, to wszakże jako Polacy poczuwają się do wspólnego obowiązku narodowego: odzyskania niepodległości politycznej. I tak po przeprowadzonej bardzo szczegółowej dyskusji w sprawie ograniczenia dnia normalnego pracy do ośmiu godzin i w ogóle w sprawie międzynarodowego prawodawstwa fabrycznego, delegat polski zabrał głos i w ten sposób przemówił: Nie mam zamiaru przemawiać przeciwko wnioskom tu postawionym, owszem uważam je za dobre, ale dla nas Polaków w naszym dzisiejszym położeniu, zwłaszcza tam, gdzie największa jest siła narodu polskiego, to jest w zaborze rosyjskim, przedstawiają się one jako piękne marzenie, o urzeczywistnieniu którego obecnie nie ma co myśleć. Nam, obywatele, nie chodzi o polepszenie życia, ale o samo życie. Rządy najezdnicze, szczególnie w zaborze rosyjskim i pruskim, wszelkimi środkami dążą do zniweczenia, zabicia naszej narodowości. W tym celu obniżają one poziom umysłowy naszego narodu, tłumią w nim poczucie samodzielności, rujnują ekonomicznie cały kraj. Nasze szkoły, a zwłaszcza ludowe, a więc w naszym rozumieniu najważniejsze, nie mają na celu rozwijania i kształcenia umysłu, ale służą najeźdźcom do wynaradawiania naszych dzieci i zabijania w nich uczucia godności ludzkiej. Cobyście powiedzieli, gdyby w waszych szkołach uczono dzieci wasze nie w języku ojczystym, np. tu we Francji w języku francuskim, lecz w języku niemieckim lub rosyjskim? Czy odnosiłyby wasze dzieci jaką korzyść z takiego nauczania? Czy cała nauka nie ograniczałaby się na mechanicznym powtarzaniu wyuczonych rzeczy, bez zrozumienia ich treści? W ten sposób uczą papugi, lecz nie dzieci ludzkie. Otóż, w naszych szkołach odbywa się takie nauczanie, i musimy przy tym za nie drogo płacić, albowiem rządy najezdnicze są hojne, ma się rozumieć naszym kosztem, dla tych, co pozbywszy się ludzkich uczuć, są ślepym i posłusznym ich narzędziem. Nauczanie takiego rodzaju, wykonywane przez ludzi niesumiennych, zabija samodzielność, i istoty ludzkie przerabia na maszyny, narzędzia. W kim jednak buntuje się ludzkie uczucie, na tego są surowe kary. Wszelki objaw niezależności, w oczach rządów najezdniczych jest występkiem, zbrodnią i bywa ukarany zwichnięciem całego życia, odebraniem środków istnienia, wygnaniem z kraju ojczystego. Czytaj dalej

„Głos Żołnierza”: 1919-1920

image description

Pierwsi nas szczują, drudzy demoralizują. Pierwszym i drugim Niepodległa Rzeczpospolita Ludowa nie jest potrzebną. Ale my, których zrodziła rewolucja o Niepodległość Narodu, ale my, wychowani przez rewolucyjny militaryzm, nie pozwolimy użyć się za narzędzie jednym i drugim. I wielki okrzyk wznosi się ponad naszymi zbroczonymi krwią szeregami: „Walczymy dla Ludu!”. Okrzyk ten, potężnym echem lecąc poprzez wsi, miasteczka i miasta, poprzez pola i lasy nasze, zabłądzi pod strzechy rodzime, do chaty włościanina, do izby robotników: tam nas zrozumieją. 1920 rok zastał nas w okopach – w polu. Czuwamy – bo najazd ciągle krajowi zagraża. Sąsiedzi radzi by okroić terytorium, na którym tworzy się niepodległe państwo polskie. Wewnątrz nie pomna na nic reakcja z anarchią, podawszy sobie dłonie, próbują raz wraz przeprowadzać swoje, pozornie różne, do jednego zmierzające celu zamiary. Ale myśmy gotowi przeciwstawić się jak jednej, tak drugiej stronie, albowiem ludowi polskiemu musimy dać Ojczyznę – albowiem przez bojowników o wolność narodu jest przepowiedziane, że Polska powstanie z martwych tylko Polską ludową! Więc czuwać i walczyć będziemy dotąd, aż w roku 1920 na czele Rzeczypospolitej Polskiej stanie rząd z przedstawicieli ludu pracującego złożony. Aż najeźdźcy stłumią swoje chęci ujarzmienia nas na nowo, aż wewnątrz kraju lud pracujący, zdobywszy prawo – gospodarzem zostanie. Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Odprawa Lidze Narodowej [1905]

yyyy

O powstaniu nie myślimy, ale to wiemy dobrze, że nastąpić musi i nastąpi niezłomnie taka godzina rewolucyjna, kiedy nie dość będzie bibuły, odezw i demonstracji i oporu łagodnego, kiedy przyjść musi i przyjdzie do gwałtownych starć rewolucyjnych między ludem polskim a rządem carskim i jego siłą. My takich starć gwałtownych bynajmniej się nie zarzekamy. I to już taki rwetes i gwałt uczyniło między panami z Ligi! Okazali oni w swej odezwie taki małoduszny strach przed rewolucją, takie niedołęstwo polityczne w ważnej chwili dziejowej – że nic dziwnego, że od tej chwili ich znaczenie w Polsce zmalało bardzo, choć nigdy nie było zbyt wielkie. Przecie to nie żadna tajemnica, że bardzo wielu ludzi się od nich po tej odezwie odsunęło po wsiach. Boć dla każdego rewolucjonisty jest wysoce wstrętnym takie tchórzostwo i odżegnywanie się od wszelkiej ostrzejszej walki wtedy właśnie, kiedy od takiej walki zależy wszystko, kiedy do niej sama historia pcha ludy państwa rosyjskiego i kędy wszystkie ludy tego państwa przygotowują się do niej! A więc nie o wojnę z Rosją, nie o „powstanie ze zrabowanymi dubeltówkami” idzie, jak to w swój oszczerczy sposób głosi Liga. My socjaliści mamy swoją wyraźną politykę: ta odsuwa myśl o powstaniu, ale nakazuje jak najostrzejszą walkę z rządem. A w tej walce krew nasza i wroga nieraz się będzie lała. I z nami do tej walki pójdzie cały lud pracy, pójdzie cały lud polski i z nami zwycięży wroga!
A Liga Narodowa zostanie sobie w bezpieczności, udając trzeźwość polityczną i biadać będzie nad przelewaną krwią polską… A nazajutrz po zwycięstwie, kiedy ziemie polskie dostaną od wroga ustępstwa zdobyte krwią i ofiarą ludu pracującego, panowie i panicze z Ligi Narodowej powypełzają z ukrycia i rzucą się do posad rządowych „polskich”, rzucą się do korzyści i owoców nie swojego zwycięstwa. Czytaj dalej

Zygmunt Zaremba: Tragedia polskiego lasu [1946]

z363

Tragedia dzisiejsza polskich lasów jest tym większa, że ludziom szukającym tam schronienia nie może przyświecać żadna głębsza idea. Jeśli stworzono takie ułudy, to tym gorzej, bo każdy dzień poza cierpieniami fizycznymi, związanymi z życiem leśnym, przynosi jeszcze cierpienia płynące z rozczarowania i poczucia beznadziejności położenia. W czerwcu 1945 roku kierownictwo Polski Podziemnej i Armii Krajowej zarządziło likwidację walki zbrojnej. Wezwało ludzi do wyjścia z lasów na normalne tory pracy dla kraju i dla siebie. Z tą chwilą ustał polityczny sens oddziałów leśnych. Ale postarano się, żeby nie poszło za tym całkowite rozładowanie lasów. Tym staraniom zawdzięczamy, że tragedia lasów rozwija się nadal. Działanie było dwustronne. Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, wbrew swemu mianu i przyjętym zobowiązaniom, z amnestii ogłoszonej zrobił narzędzie wybierania spośród ujawniających się żołnierzy AK miłych i niemiłych. Areszty całych oddziałów i poszczególnych ludzi zniszczyły zaufanie do tego aktu, który powinien posłużyć do całkowitego wyjścia ludzi z lasów. Przeciwnie, wielokrotne nadużycie zaufania do amnestii zaczęło z powrotem pchać ludzi do lasu. Terror nieustający dostarczył nowe kontyngenty dla zielonej armii. Z drugiej strony nieodpowiedzialna agitacja niektórych elementów, najczęściej społecznie i politycznie reakcyjnych, stworzyła legendę fałszywą o wojnie, która ma nadejść lada chwila i przez to dała ułudę politycznego znaczenia zachowania sił zbrojnych w lasach. Obustronne działania tych wysiłków dało to, na co patrzeć musi z największym bólem i obawą każdy rozsądny człowiek w Polsce. Czytaj dalej

Jan Cynarski: Socjaliści w Legionach [1928]

cxc

Czasem powstawały konflikty, a wtedy każdy rozumiał, że sposób ich rozstrzygnięcia będzie pośrednią odpowiedzią na jego pytanie. Raz na przykład, już podczas wojny, plutonowy wywodzący się z obozu „narodowo-niepodległościowego”, zabronił szeregowcom-socjalistom śpiewania podczas marszu „Czerwonego Sztandaru”. Powstała burza. Na razie zakazu usłuchano, ale złożono o tym meldunek i sprawa musiała się oprzeć o najwyższe władze. Nikt nie wiedział jak Piłsudski sprawę rozstrzygnie. Niektórzy sądzili, że zabroni, jak zabronił niedawno śpiewania pieśni rewolucyjnych rosyjskich (zresztą zupełnie słusznie, bo śpiewanie tych pieśni mogło zdezorientować ludność). Ale Piłsudski pozwolił, mówiąc, że w śpiewaniu „Czerwonego Sztandaru” nic złego nie widzi. Wielka była z tego powodu radość. „Dziadek” – mówiono – „nic się nie zmienił”. Toteż, wkraczając na przedmieścia Kielc, używano sobie, śpiewając gremialnie w tych oddziałach, w których socjaliści stanowili przewagę. Wrażenie było dobre. Ludność rozumiała, że to przychodzą jacyś swoi, ci sami, których po roku 1906 nagle w kraju zabrakło, a nie jakieś obce „Sokoły”, o których kozacy tyle opowiadali, jako o dzikusach i krwiopijcach. Czytaj dalej

Maksymilian Statter: Jeszcze czas! Odwołać udział Polski w hitlerowskiej Olimpiadzie [1936]

150723-1936-olympics-08

W Gdańsku dokonano zamachu stanu. Z Austrią dokonano faktycznego „anschlussu” bez formalnego „anschlussu”. Tylko czekać, aż apetyty Trzeciej Rzeszy zwrócą się ku „odwiecznemu wrogowi”. Jeżeli tłumne protesty, urządzane we wszystkich miastach, mają mieć szczere ujście i zadośćuczynienie, to takim zadośćuczynieniem, odpowiadającym pragnieniom i poglądom szerokich mas Polski, występujących w obronie praw naszych do Gdańska, byłoby wykonanie naszego żądania: odwołać wyjazd polskiej ekipy do Berlina! Byłoby obłudą i zaprzeczeniem racji stanu, gdyby ktoś naiwny usiłował nam tłumaczyć, że wyjazd na Olimpiadę ma znaczenie tylko sportowe. Od pierwszej chwili zwalczamy udział Polski w hitlerowskiej Olimpiadzie. Postulat nasz uzasadnialiśmy względami ludzkimi, etycznymi i politycznymi. Wcale nie ukrywaliśmy tego, iż z hitlerowcami nie należy spotykać się na zielonej murawie, także ze względów politycznych. Dzisiaj, gdy na Górnym Śląsku wykryto spisek przeciw granicom Polski, organizowany przez zaciekłych hitlerowców, gdy w Gdańsku przygotowuje się teren do dalszych rozgrywek przeciw naszej niepodległości, nie powinniśmy mieć żadnych złudzeń, co do faktycznych i historycznych zamiarów naszego zachodniego sąsiada. Toteż trzeba hitlerowcom dać godną i zdecydowaną odpowiedź: na znak protestu, w imię obrony polskiego honoru, w imię zademonstrowania naszych pokojowych tendencji, w imię najszlachetniejszych praw ludzkich, bezlitośnie łamanych przez hitlerowców w Niemczech, Polska odwołuje swój udział w berlińskiej Olimpiadzie. Jeszcze jest czas, by to uczynić. Właśnie na pięć minut przed dwunastą. Zanim odezwie się olimpijski gong i zanim chorągiew biało-czerwona wywieszona zostanie na maszcie berlińskiego stadionu, niech świat cały się dowie, że Polska alarmuje opinię pokojową świata w ten sposób, że w Olimpiadzie berlińskiej udziału nie bierze! Czytaj dalej

Herman Lieberman: Paradoksy życia polskiego [1939]

The_Popular_Front_of_Madrid_is_the_Popular_Front_of_the_World_bio

Zapytać muszę: co za zbrodnie popełnili ci liczni robotnicy i inteligenci, którzy już to z emigracji, już to wprost z kraju, pospieszyli na pomoc narodowi hiszpańskiemu, zdradzonemu przez wiarołomnych i ambitnych generałów? Utarło się w prasie polskiej pogardliwe miano „czerwonych” na określenie ludu hiszpańskiego i cudzoziemców przybyłych mu na pomoc z obcych krajów w walce o wolność i niepodległość. Ale kto zetknął się z polskimi milicjantami, wie, że jest wśród nich liczny zastęp ludzi, którzy się wcale nie uważają za „czerwonych”. Są między nimi komuniści i socjaliści, ale są także ludowcy, członkowie stronnictw katolickich, ludzie bezpartyjni itd. Wszystkich zawiodło nad brzegi rzek hiszpańskich wielkie umiłowanie ideałów, które wchłonęli w kraju i na obczyźnie, wczytując się w historię walk wolnościowych własnego Narodu. Po co więc to okrutne ustawodawstwo, które jak topór spada na karki prawdziwych, szlachetnych i miłości godnych synów Polski? W szeregach republikańskich walczyli ochotnicy 53 narodów. Żaden inny naród, jeżeli oczywiście pominiemy państwa totalitarne, nie karze tak okrutnie swoich obywateli za udział w walkach armii republikańskiej. Wiem, że głos mój jest za słaby, ale do wszystkich Polaków, którzy wraz ze mną żyją na obcych ziemiach i do tych, co są w kraju, na jakimkolwiek znajdują się stanowisku, jakąkolwiek mają władzę i jakiekolwiek są ich przekonania polityczne, wołam z głębi mojej strapionej duszy: nie dajcie zmarnieć prawdziwym bohaterom, synom Polski nieodrodnym, na obcej ziemi, gdzie dzisiaj żyć jest tak trudno. Nie dajcie się im tułać bez pomocy, otwórzcie dla nich granice Rzeczypospolitej, usuńcie bariery z nieludzkich i nie z ducha polskiego się wywodzących praw. Dajcie im trochę swojego uczucia, przygarnijcie ich jak braci. Oni się krwawo namozolili i zasłużyli na chwilę ludzkiego wytchnienia wśród swoich i na ojczystej ziemi. Czytaj dalej

Jan Libkind: Ostatnie sześć miesięcy pod rządami okupantów [1938]

goodgood

W Warszawie partia też już stała na całego. Na jeden z pierwszych dni listopada a może ostatnich października wyznaczono strajk, a na popołudnie demonstrację. Strajkowi sprzeciwiały się SDKPiL i lewica PPS, no i oczywiście partie mieszczańskie. W ostatniej chwili stronnictwa burżuazyjne zmieniły front i same wezwały do demonstracji, oczywiście we własnych szeregach. Strajk się udał, a po południu odbył się szereg manifestacji. Władze niemieckie odniosły się tolerancyjnie do wszystkich wystąpień z wyjątkiem demonstracji PPS, którą zaatakowano z dwóch stron i rozpędzono bagnetami na Placu Teatralnym. Jednak uczestnicy udali się grupami pod pomnik Mickiewicza, gdzie się uformował nowy pochód, który Marszałkowską dotarł aż do rogu Koszykowej. Tu się rozwiązał po krótkim przemówieniu wzniesionego na ramionach Hołówki. Partia nawołuje do ponownych, tym razem już zbrojnych w dniu 10 listopada wystąpień. Już nie idzie o zamanifestowanie nastrojów, ale o jawny bunt przeciw okupantom i Radzie Regencyjnej. Dowodzi tego wstępny artykuł w ostatnim numerze „Jedności Robotniczej” pióra Libkinda, zatytułowany „Dwie rocznice”, kończący się wezwaniem: „Robotnicy Warszawy! Nie przestraszyliście się bagnetów żołdaków Czertkowa, nie zlękniecie się trzech bezsilnych starców, którzy odziani w purpurę próbują ma Zamku władzę sprawować”. Zbrojna demonstracja nie obyła się bez rozlewu krwi, chociaż, skonsternowani wiadomością o przewrocie Niemcy, zachowywali się poprawnie. Do starcia doszło w Al. Jerozolimskich, żołnierz niemiecki jadący tramwajem mimo nawoływań nie odsłonił głowy przed czerwonym sztandarem. Ktoś z tłumu podskoczył i zrzucił mu czapkę, na co żołnierz odpowiedział wystrzałem. Wywiązała się kanonada, od której po stronie Niemców padł żołnierz i jakiś urzędnik, po stronie demonstrantów sekretarz Związku Zawodowego Fryzjerów. Pochód przez nikogo nie zatrzymywany przeszedł Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem na Królewską, gdzie z jakiegoś podwyższenia wygłosił krótkie przemówienie Feliks Perl i dalej przez Marszałkowską na Moniuszki pod dom, w którym zamieszkał Piłsudski. Wśród entuzjazmu tłumu udała się do Piłsudskiego delegacja z Feliksem Perlem na czele. Entuzjazm nie miał granic, gdy w oknie mieszkania Piłsudskiego ukazała się czerwona chorągiew, którą demonstranci uważali za odpowiedź. W rzeczywistości machał nią towarzyszący Perlowi Tadeusz Szturm de Sztrem. Tak zakończyła się ostatnia demonstracja PPS za panowania zaborców. Nazajutrz zaczęło się rozbrajanie Niemców Czytaj dalej

Rząd Ludowy – rząd Ignacego Daszyńskiego [1937]

Ignacy_Daszyński_w_mundurze_legionowymggg

Ale kierownictwo spoczywało w silnych rękach Ignacego Daszyńskiego. Doskonały polityk i zdecydowany mąż stanu rzucił na szalę swój autorytet, przełamał niezdecydowanie i oto 7 listopada rano ukazał się manifest dekretujący powstanie Republiki Ludowej i szereg praw zasadniczych dla robotników i chłopów, jednocześnie w specjalnej odezwie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej – taką bowiem nazwę przyjął rząd Ignacego Daszyńskiego – mianował komendantem naczelnym wszystkich wojsk polskich pułkownika Edwarda Rydza-Śmigłego. Rozpoczęła się wielka praca budowania Republiki pod względem administracyjnym i wojskowym. Manifest Rządu Ludowego stał się zapowiedzią Polski nowej, Polski robotników i chłopów. Wszystkie knowania, zmierzające do zachowania jakiejś monarchii czy rządów szlachecko-fabrykanckich, zostały przekreślone. Powszechne prawo wyborcze stało się fundamentem odrodzonego państwa. 8-godzinny dzień pracy i ustawodawstwo socjalne przyniósł Manifest jako niezniszczalną zdobycz mas pracujących. I wszystko to, związało się raz na zawsze z imieniem Ignacego Daszyńskiego, wieńcząc tą chwilą triumfu niezmordowaną Jego pracę dla sprawy robotniczej, dla sprawy wolności. Czytaj dalej

„Wieś i Miasto” PPS WRN: Demokratyczna polska w wolnej Europie [1943]

Stalin_Hitler

Nowa Europa zarysowuje się zatem jeszcze nie dość wyraźnie, zwłaszcza jeżeli chodzi o granice. Pewną jest rzeczą za to, że nie będzie miejsca w tej nowej Europie dla ustrojów dyktatorskich. Wbrew woli ludności żadne kliki nie będę mogły rządzić. W ramach demokracji zaś decydujące znaczenie muszą mieć masy pracujące, które jedyne są zdolne rozwiązać zawiłe problemy odbudowy. Ileż znaczenia ma fakt, że na przykład całą sprawę przesiedleń, repatriacji itd. rząd angielski powierzył do opracowania międzynarodowemu związkowi robotników transportowych. Demokracja nowej Europy musi być społeczną demokracją. Czytaj dalej

Polska Partia Socjalistyczna: Na dziś [1916]

PPS - Na dziś

W obecnej chwili, gdy powstawać będą urządzenia Niepodległej Polski, żądajmy, żeby prawa ludu pracującego były w niej należycie zabezpieczone. Żądamy utworzenia Ministerstwa Pracy. Ono będzie musiało wypracować przepisy, które zapewnią robotnikowi polskiemu te same warunki życia, z jakich proletariat korzysta już w innych krajach przemysłowych. Zanim wszystkie te prawa będą przez Sejm uchwalone, w sprawach niecierpiących zwłoki Ministerstwo Pracy powinno wydawać rozporządzenia tymczasowe, usuwające najbardziej dotkliwe bolączki (długość pracy w niektórych przedsiębiorstwach, szczególniej w chałupnictwie, higiena i bezpieczeństwo pracy, kasy chorych). Pierwszym zadaniem tego Ministerstwa byłoby zwalczanie wszystkich klęsk, które na polski lud roboczy zwaliła wojna obecna. A więc przede wszystkim walka z bezrobociem. Ministerstwo Pracy powinno starać się o uruchomienie jak największej liczby fabryk krajowych, zmuszając przedsiębiorców do wykonywania najniezbędniejszych, związanych z wojną, zamówień dla rządu i wojska polskiego. Powinno zorganizować w szerokim zakresie roboty publiczne w kraju, zaczynając od tych, których wymagają okoliczności wojenne – drogi, szosy, mosty, koleje i kolejki podjazdowe, ale dbając również o to wszystko, co może mieć trwałą wartość dla kraju – budynki szkolne, regulacja rzek itp. Czytaj dalej

Edward Abramowski: Odczyt [ok. 1915]

15202758_1548141555212323_586230119206391763_n

Tutaj przecież, w tym królewskim grodzie tłumy ludzi cieszyły się demonstracyjnie w pierwszym roku wojny, gdy nadeszła wiadomość o wzięciu Lwowa i posuwaniu się Moskali pod sam Kra­ków, cieszyli się ci nawet (nie tylko osoby, ale i niektóre partie poli­tyczne), którzy wiedzieli dobrze, że w razie zwycięstwa ostatecznego Rosji – zniszczona będzie jedyna dzielnica Polski, posiadająca swój własny sejm i rząd krajowy autonomiczny, jedyna dzielnica, gdzie rozwija się polskie szkolnictwo, gdzie lud może kształcić się na obywateli swojej własnej ojczyzny, gdzie istnieją bogate i zwią­zane z przeszłością ogniska polskiej nauki, sztuki i kultury. Cieszo­no się wtedy nawet, kiedy już wiadomym było, w jakim stylu roz­poczęły się rosyjskie rządy w nowych guberniach – tarnopolskiej, lwowskiej i przemyskiej, kiedy dochodziły coraz pewniejsze wieści o dobrowolnym nawracaniu się unitów na prawosławie, o zamknię­ciu wszystkich szkół i instytucji zarówno polskich, jak rusińskich, o wywiezieniu metropolity unickiego i coraz innych gwałtach. Nie ma Polaka, który by nie żądał, by jego Ojczyzna była wolną, żeby była Państwem Niepodległym, silnym, wielkim, tak samo niezależnym od nikogo jak Niemcy, Rosja, żeby na naszej ziemi nie rządził i nie gospodarował nikt obcy. O tym każdy Polak marzył – tego cały lud polski pożądał zawsze. Jeżeli są tacy lub byli, którzy chcieli rządów obcych, którzy wyrzekali się swojej Ojczyzny – to takich nawet za Polaków uważać nie można. Są to wyrzutki swego narodu, ludzie co zaprzedali duszę swoją – bo dusza Polaka zawsze oddana była swojej Ojczyźnie – i za wolność Ojczyzny każdy Polak go­tów był życie oddać. Czytaj dalej

„Robotnik”: Pamięci bohatera [1906]

Szulman

Jako Żyd, jako robotnik, Szulman należał do tych, co od młodości przechodzą wielką szkołę niewoli i nędzy. Wokół siebie widział poczerniałe twarze, ginące od głodu i wilgoci suteren dzieci, widział jak powoli umierali od nadmiaru pracy wszyscy wokół niego. A gdy dorósł, gdy począł tęsknić i szukać odpowiedzi na dręczące go pytania, ujrzał jak każdy policyjny stupajka bezkarnie lży i znieważa ludzi… Nieraz widział, jak katowano ludzi za głębsze westchnienie do upragnionej wolności, słyszał ich jęki, słyszał smutną opowieść o ich mękach i torturach. I słysząc i widząc to, uczył się żyć, uczył się nienawidzić. Znienawidził okrutnych dręczycieli, znienawidził krzywdzący ustrój, znienawidził wszystkich, co biernie patrzyli na podłość i okrucieństwa. Lecz nienawiść młodego, szlachetnego serca to tylko wypływ miłości. Patrząc na tysiączne ofiary przemocy i wyzysku, pokochał te zastępy poniewieranych, wyzyskiwanych i ciemiężonych, i dla nich począł szukać prawdy i sprawiedliwości. A skoro poznał dobrą nowinę socjalistyczną, całą duszą, całym swym miłującym i nienawidzącym jestestwem przystąpił do pracy. Uwierzył, że ucisk i poniewierka muszą się skończyć, że proletariat łącznym natarciem zerwie okowy i przyśpieszy zwycięstwo prawdy i sprawiedliwości. Jako Żyd i jako robotnik wierzył on, że wszyscy ci, których łączy wspólna krzywda i wspólna praca muszą iść razem. Wstąpił do PPS i w jej szeregach w ciągu dwóch lat pracował. Czytaj dalej