Jan Cynarski

Socjaliści w Legionach

[1928]

Legiony powstały wskutek zjednoczenia usiłowań dwóch obozów – socjalistycznego i narodowo-niepodległościowego [1] – stworzenia podstaw do sformowania siły wojskowej w celu wywalczenia niepodległości kraju. Usiłowania te były odrębne i wzajemnie od siebie niezależne. Zjednoczenie nastąpiło dopiero w obliczu wojny.

Każdy bezstronny obserwator, interesujący się w latach 1911-1914 strzelcami, drużynami, związkami i innymi organizacjami tego typu, grupującymi młodzież włościańską, robotniczą oraz akademicką, przyznać musiał, że socjaliści w całym tym ruchu odgrywali rolę pierwiastka kierującego. Oni rozwijali najwięcej energii i z ich to szeregów wyszli najwybitniejsi kierownicy i działacze Legionów: Sosnkowski, Rydz-Śmigły, Sławek, nie mówiąc już o samym Piłsudskim, a z poległych: Krak [2], Gibalski [3], Krynicki [4], Bojarski [5] i tylu, tylu innych. Oni oddziaływali przez długi czas na ideologię ruchu.

Najłatwiej bodaj przychodziło wdrożyć się do życia wojskowego z jego rygorami i hierarchią tym PPS-owcom, którzy pracowali poprzednio w Organizacji Bojowej i w niej podlegali rygorom wojskowym. Z innymi bywało o wiele trudniej. Nic dziwnego zresztą. Socjalista w wolności żyje, do wolności wzdycha. Wyrzeczenie się wolności dla karnej służby było ciężką ofiarą, choć ofiarą dobrowolną.

Przystosowanie się lub nieprzystosowanie PPS-owca w mundurze strzeleckim, a później wojskowym nie było jednak najważniejszą rzeczą. O wiele ważniejszą rzeczą były pytania, które sobie towarzysze zadawali:

Czy nie sprzeniewierzam się przez swą służbę w wojsku ideałom całego życia? Czy nie odbiegam w sposób niepostrzeżony od swego życia duchowego? Czy żołnierz nie zabije we mnie czującego człowieka? Co powiedzą swoi w Królestwie, gdy zobaczą mnie wkraczającego w mundurze, zamiast, jak zwykle, z bibułą i z dobrą nowiną socjalistyczną? Czy ocalę swoje dawne „ja” w tej wielkiej zawierusze dziejowej?

Z tymi pytaniami bywało trudno. Niełatwo było odpowiedzieć na nie samemu sobie, a cóż dopiero innemu.

Czasem powstawały konflikty, a wtedy każdy rozumiał, że sposób ich rozstrzygnięcia będzie pośrednią odpowiedzią na jego pytanie. Raz na przykład, już podczas wojny, plutonowy wywodzący się z obozu „narodowo-niepodległościowego”, zabronił szeregowcom-socjalistom śpiewania podczas marszu „Czerwonego Sztandaru”. Powstała burza. Na razie zakazu usłuchano, ale złożono o tym meldunek i sprawa musiała się oprzeć o najwyższe władze.

Nikt nie wiedział jak Piłsudski sprawę rozstrzygnie. Niektórzy sądzili, że zabroni, jak zabronił niedawno śpiewania pieśni rewolucyjnych rosyjskich (zresztą zupełnie słusznie, bo śpiewanie tych pieśni mogło zdezorientować ludność). Ale Piłsudski pozwolił, mówiąc, że w śpiewaniu „Czerwonego Sztandaru” nic złego nie widzi. Wielka była z tego powodu radość. „Dziadek” – mówiono – „nic się nie zmienił”.

Toteż, wkraczając na przedmieścia Kielc, używano sobie, śpiewając gremialnie w tych oddziałach, w których socjaliści stanowili przewagę. Wrażenie było dobre. Ludność rozumiała, że to przychodzą jacyś swoi, ci sami, których po roku 1906 nagle w kraju zabrakło, a nie jakieś obce „Sokoły”, o których kozacy tyle opowiadali, jako o dzikusach i krwiopijcach.

Najbardziej zaś zapadła mi w pamięć mowa Komendanta Piłsudskiego w Lołomyi pod Lwowem. Było to w maju 1912 roku na Zielone Świątki. Poszliśmy z całym Związkiem Strzeleckim na ćwiczenia dwudniowe do wsi ukraińskiej Lołomyi, gdzieśmy przenocowali. Rano zawiadamiają nas, że Komendant przyjechał i jest z nami. Potem drugi meldunek, że będzie zbiórka i przemówienie. Wielka sensacja, bo takie przemówienia należały do rzadkości.

Piłsudski mówił najpierw krótko o brakach, jakie zauważył z punktu widzenia wojskowego, a potem przeszedł do tematów ogólniejszych i nawiązując do hołdu, jaki mu złożyli niedawno komendanci wszystkich oddziałów strzeleckich w imieniu ogółu, zaczął zapytywać siebie, czemu to zawdzięcza. Niewątpliwie strzelcy chcieli w nim uczcić nie tylko inicjatywę bojową, jaką teraz podejmuje, nie tylko jego zalety organizatora i dowódcy, lecz całą przeszłość rewolucyjną, z której wyszedł, a zwłaszcza jego pracę w PPS. Czcząc go, podkomendni czcili z pewnością bohaterską walkę o wolność i niepodległość w szeregach tego obozu.

Wrażenie tej mowy było ogromne. PPS-owcy cieszyli się i byli bardzo dumni. Inni, którzy może nieraz przystąpili do szeregów strzeleckich raczej z powodu żyłki sportowej, niż wskutek głębokiego przemyślenia znaczenia całego ruchu, zastanowili się po raz pierwszy nad swoim posłannictwem, spoważnieli i okrzepli.

Pamiętam, jak po tej mowie do mnie, miewającego dużo zastrzeżeń, podeszli Krynicki, Ryś [6] i zdaje się Belina [7], pytając, czy jestem zadowolony. Potwierdziłem to bez wahania.

Pomyślałem wtedy, że dopóki tak będą myśleć nasi dowódcy, konflikty łatwo dadzą się ułagodzić. Różnie później bywało…

Najbardziej trapiła naszych towarzyszy obawa, że mogą stać się militarystami, albo być za takich uważani. Wystarczyło jednak odpowiedzieć im, że wojna, w której biorą udział, będzie ostatnią, i że po jej ukończeniu nastanie era nie tylko niepodległości, ale prawdziwej wolności, aby uspokajali się wszyscy. Łatwiej wtedy znosiło się trudy wojenne.

Gdy teraz, w rocznicę bitwy pod Czarkową (23 IX 1914), odbywają się uroczystości ku czci poległych na miejscu walki, stają mi przed oczami obrazy z tamtych czasów. Przed nami płonąca Czarkowa i Ksany, o wiorstę od nas nieustający turkot karabinów maszynowych, dziesiątkujący eksponowany oddział Młota [8], za nami wezbrana Wisła, uniesione powodzią pontony, stracona nadzieja na posiłki austriackie. Rodzi się przekonanie, że wszystko stracone, że żywa noga Legionisty ujść nie może z tej szkaradnej matni. W tyle za nami Opatowiec, skąd mimo ciężkiego położenia rozbrzmiewa przez noc całą pieśń legionowa.

Przed miasteczkiem, za drogą w rowie – my, socjaliści, którzy skoncentrowaliśmy się przeważnie w lotnym oddziale I Brygady. Jest i Stanisław [9], i Szczęsny [10], i Bernard [11], i Poniatowski [12], i dwaj bracia Kuczewscy [13], i tylu, tylu innych z sekcji lwowskiej, z sekcji krakowskiej PPS. Odbieramy meldunki, z każdą godziną gorsze. Przestajemy rozumieć, dlaczego wojsko rosyjskie, o tyle liczniejsze od nas, nie korzysta z wyjątkowo ciężkiej dla nas sytuacji i nas nie zmiażdży. Rozważamy możliwość przebicia się w razie katastrofy lewym brzegiem Wisły na zachód, ale nie bardzo w to wierzymy.

Ranek przynosi ocalenie. Nieprzyjaciel nie zrozumiał położenia i nie skorzystał z okazji. Żyjemy i żyć będziemy. Powraca wiara w zwycięstwo. Przeprawiamy się rankiem. Nasz oddział przeprawia się jeden z ostatnich, osłaniając odwrót za Wisłę. Jedni z ostatnich przeprawiają się Piłsudski i Sosnkowski. Ten ostatni stoi wciąż przy miejscu przeprawy, imponując swoim niewzruszonym spokojem.

Oto przewożą tratwą ciała zabitych pod Czarkową. Wśród nich poznaję mego ucznia Sygryca [14] oraz Grabińskiego [15], współtowarzysza więziennej celi. Ktoś z przyjaciół odbiera mu gwizdawkę i inne przedmioty, aby jako pamiątki oddać matce.

Już jesteśmy na drugim brzegu. Rozpoczynają się rozmowy o przebytych niebezpieczeństwach i trudzie.

Siedzi nas garstka towarzyszy z PPS. Nie dyskutujemy, jak niegdyś – odwykliśmy już od „porządnej” dyskusji. Ktoś pyta – dlaczego i po co? Inny maluje mu perspektywę niepodległości i wolności, miraż przyszłego ustroju socjalistycznego, do którego się zbliżamy, walcząc z caratem.

Przeświadczenie, że z wojny wykluć się musi wolna Polska, pokrzepia na duchu wszystkich.

W Czarkowej pożar dogasa. Już tylko dym unosi się ze spalonych chałup, widoczny z oddali.

Jan Cynarski
____________________
Powyższy tekst, sygnowany pseudonimem Jan Krzesławski, pierwotnie ukazał się w PPS-owskim dzienniku „Robotnik”, nr 269/1928, 26 września 1928 roku. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst przygotował Przemysław Kmieciak.

Przypisy:
1. Nazywam go tak w przeciwieństwie do obozu narodowo-demokratycznego, nie godzącego się na wysuwanie hasła niepodległości jako hasła walki czynnej (przypis autora).
2. Stefan Krak (1885-1915), poległ pod Tarłowem
3. Edward Gibalski (1886-1915), poległ pod Stobychwą
4. Stanisław Krynicki (1888-1914), utonął pod Borusową
5. Kazimierz Bojarski (1889-1914), poległ pod Łowczówkiem
6. Mieczysław Ryś-Trojanowski (1881-1945)
7. Władysław Belina-Prażmowski (1888-1938)
8. Czesław Młot-Fijałkowski (1892-1944)
9. Tomasz Arciszewski (1877-1955)
10. Włodzimierz Hellman (1880-1964)
11. Bronisław Galbasz (1887-1963)
12. Władysław Lizuraj
13. Bronisław Kuczewski i Kazimierz Kuczewski
14.  Aleksander Sygryc (1893-1914)
15. Tadeusz Grabiński (1896-1914)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *