Zdzisław Maćkowski: Ruch ludowy w stronnictwie politycznym [1935]

gpp_etling_sustain

Główne zasady ogólnospołecznego programu ujmiemy zgodnie z zasadami agraryzmu następująco: 1. Uspołecznienie głównych ośrodków produkcji, to znaczy kopalni, hut, fabryk i zakładów przemysłowych, tym samym zlikwidowanie karteli i syndykatów, wielkich magnatów przemysłowych oraz wygórowanie opłacanego wyższego personelu urzędniczo-technicznego tych ośrodków przemysłowych. 2. Uspołecznienie kapitałów – to znaczy ograniczenie działalności banków prywatnych i takichże instytucji kredytowych, stworzenie w to miejsce publicznych organizacji kredytowych, działających na zasadach spółdzielczych, w ramach samorządów gospodarczych i terytorialnych. 3. Ochrona pracy i twórczości – celowo i należycie ujęte ubezpieczenie społeczne dla rzesz robotniczych i pracowników umysłowych; zabezpieczenie pracy rzeszom robotniczym w okresie najbliższych lat reorganizacji państwa przez podjęcie wielkich robót publicznych (regulacja rzek, osuszenie Polesia itp.). Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Do Czytelników [1902]

gl

Moskal na ziemi ludu polskiego się rządzi jakby we własnym kraju. A my w ojczyźnie naszej jak niewolnicy cudzych rozkazów słuchać musimy. Polska Partia Socjalistyczna dąży więc do zrzucenia jarzma niewoli moskiewskiej, do odzyskania niepodległości, ażeby lud polski był niezależnym gospodarzem na swojej ziemi, ażeby lud polski sam sobie prawa stanowił, sam swych urzędników wybierał. W ojczyźnie naszej wiele biedy i niesprawiedliwości. I niesprawiedliwość ta nie tylko od Moskali przychodzi. Właśni rodacy także lud polski krzywdzą. Po folwarkach szlachta opływa w dostatki, a parobek, służący, komornik często nie ma za co dzieci wyżywić i przyodziać. To jest krzywda ludowi pracującemu. Bez pracy naszej nic by się nie urodziło. Ziemia bez pracy jest jałowa. Więc z tego, co ziemia rodzi, my, lud pracujący, powinniśmy mieć dość do wyżywienia nas i rodzin naszych. Toteż Polska Partia Socjalistyczna żąda, ażeby praca była dostatecznie wynagradzana, ażeby każdy, co pracuje, miał pełny owoc swej pracy. Dziś tak nie jest. Czytaj dalej

„Głos żołnierza”: Wojsko a strajk rolny [1919]

spanish-civil-war-durutti-column-soldiers-propaganda-militaria-old-flyer-a41cec8150ba338e479240a154ea7236

Strajk wybuchł wskutek tego, że dziedzice podpisawszy umowy o wynagrodzeniu robotników swoich, nie chcieli w większości tych zobowiązań spełniać. Pomimo ustaw sejmowych, wedle których i obszarnika można by do odpowiedzialności pociągnąć, rząd nie śmie i nie chce karać tych ostatnich, mszcząc się na robotnikach, którzy raz są poszkodowani przez niedotrzymanie umowy obszarników zaś drugi raz przez to, że za winę dziedzica ich pakują do więzienia, i po trzecie, że, aresztując, biją w najokrutniejszy sposób. A teraz, Towarzysze broni, zastanówmy się dobrze. Robotnik rolny raz jest poszkodowany, że obszarnik nie daje mu wynagrodzenia do jakiego się zobowiązał, drugi za porzucenie pracy, do której go zmusza obszarnik, biorąc go do kozy – trzeci podlega biciu, katowaniu i poranieniu. Więc robotnik zamiast obszarnika trzy razy jest ukarany, kiedy samemu głównemu winowajcy dziedzicowi nie tylko że nic nie jest, ale władze rządowe pomagają mu w jego bezprawiu, przeciw robotnikowi. I oto na dobitkę w to bezprawie wciąga się żołnierza polskiego, tego żołnierza, którego zadaniem jest bronić Rzeczpospolitej Polskiej, nie zaś stawać w obronie bezprawia obszarników. W wielu miejscowościach oddziały złożone z żołnierzy polskich, ma się rozumieć na rozkaz oficerów, aresztowały i biły robotników. Reakcja polska – obszarnicy wyzyskiwacze – starali się z żołnierza polskiego uczynić narzędzie dla gwałtów czynionych w ich interesie – dla obszarniczej kieszeni. Kiedy trzeba kupić pożyczkę państwową, kiedy trzeba pieniędzy na ubranie i żywność dla armii, to obszarnicy zamykają swoje kabzy, ale kiedy idzie o napełnianie ich kieszeni, kiedy trzeba wykonać represje nad wyzyskiwanym przez nich robotnikiem, używa się do tego żołnierzy polskich. A oto dalszy ciąg tragedii. Żołnierz robotnik lub włościanin katuje takiego samego jak i on robotnika i włościanina dla przyjemności obszarnika, który będzie wyzyskiwał dzisiejszego żołnierza, gdy ten mundur zdejmie i zmuszony zostanie u takiego czy innego wyzyskiwacza pracować. Czytaj dalej

Stefania Bojarska: O ruch ludowy w Królestwie [1912]

Scan10002

Ludowcy z Królestwa, jako ludzie, których idealizm ideowy doskonale się godzi ze zdrowym chłopskim rozumem, nie czekając na sprzyjające warunki do szerszej akcji społeczno-politycznej, podejmują wszędzie po wsiach zadania ekonomiczno-społeczne, kulturalne, oświatowe, które i w obecnych opłakanych warunkach, przy wytężonej a wytrwałej woli są możliwe nawet u nas do zrealizowania. I oto w chwili, gdy warstwy górne, inteligencja miejska i robotnik miejski przeżywają okres apatii, chłop polski, skupiony pod sztandarem sprawy ludowej, organizuje się, tworzy setki potrzebnych mu instytucji i dochodzi do wpływu tak znacznego przez te instytucje swoje, pisma i szkoły dla młodzieży dorosłej, że poczyna rzucać ważkie słowo swej opinii i czynu wszędzie tam, gdzie dotąd umiał tylko potulnie słuchać i pełnić słowa komendy narzuconej mu z góry przez tych, co jeno z interesu materialnego lub partyjnego na przewodników mu się narzucili. I wpływ tych światlejszych, świadomych dobrze swego celu chłopów, na zebraniach kółek, spółek, kooperatyw, na zebraniach gminnych, posiedzeniach zarządów parafialnych zaczyna być tak mocny, że bije w oczy oślepiającym światłem, nieraz brutalnie jaskrawym, tych odwiecznych oświecicieli ludu. Odwaga cywilna nowych ludzi spod strzech, ich krytycyzm prosto a dosadnie wyrażony, ich wytrwałe dążenie do raz postawionego celu, poczyna niepokoić tych, którzy dotąd żyli błogo i zacisznie wśród ludu i z ludu, nie licząc się ani z jego opinią, ani z nowymi jego potrzebami, kierując ciemnymi, bezkrytycznymi masami leniwą dłonią, jak sternicy łodzią po spokojnej wodzie płynący. Czytaj dalej

Norbert Barlicki: O cześć wam, panowie magnaci! [1919]

Agro-business

A to znaczy, że pan-obszarnik w Polsce znowu staje się władcą życia i śmierci krociowych rzesz robotników rolnych, znowu według swego kaprysu może ich wyrzucać na gościniec, aby w posępnym pochodzie wydziedziczone masy szły na obczyznę szukać pracy, szły na głód i poniewierkę wśród obcych. A to znaczy, że w odradzającej się Polsce nie chce pan-obszarnik przyznać krociowym masom nędzarzy prawa do pracy i prawa do życia we własnej ich ojczyźnie; pan-obszarnik, który wszedł do sejmu z falangą swoich niskich sługusów, gotowych na wszystko. I to się dzieje w okresie najgłębszych przewrotów społecznych! I to się dzieje wśród szalejących burz na wschodzie i zachodzie! Zali i u nas musi z nieubłaganą koniecznością rozegrać się krwawy dramat, aby lud nareszcie wziął swoje prawo, wydarte mu przemocą i podstępem w powodzi wieków? Ten lud, co walczył za wyzwolenie swej ojczyzny i powitał jej odrodzenie uśmiechem radości? Ten lud, co oczekiwał cierpliwie, aż sejm suwerenny zadecyduje i przywróci mu nieprzedawnione jego prawa? Ten lud, którego cierpliwość i wstrzemięźliwość jest godna najwyższego podziwu? I cóż temu ludowi powiecie teraz, wy, jego wybrańcy, którzyście sami tych praw mu we wczorajszym głosowaniu zaprzeczyli? Jaką wieść zawieziecie gromadom chłopów, których wypłowiałe od słońca i niepogody oczy, pełne nadziei zwracają się ku sejmowi obradującemu w stolicy Polski wyzwolonej? Czytaj dalej

„Gazeta Ludowa”: Strajki rolne [1905]

Revolution-Fist

Dopiero teraz po wielkich strajkach wszystkich polskich robotników fabrycznych ruszyli się u nas robotnicy wiejscy i stanęli w strajku w obronie swoich słusznych interesów. Dlaczego tak późno się to stało? Dlaczego robotnicy na wsi nigdy dotąd nie strajkowali, kiedy ich bracia po miastach prowadzą strajki już od lat kilku, kilkudziesięciu? Dlaczego dotąd nigdy nie przyszło do głowy służbie dworskiej zmówić się między sobą i za pomocą strajku zażądać od dziedzica lepszej płacy i ordynarii? Dlaczego biadali tylko i wyrzekali na swoją dolę, a nie pomagali sobie, jak należy? Dużo przyczyn się na to złożyło, ale ta była najpierwsza, że robotnicy rolni żyli od wieków i żyją nadal w ciemnocie i przygnębieniu, że nie wiedzą, co się naokoło nich po świecie dzieje, a nawet nie wiedzą o tym, czym są oni sami wobec tych, na których pracują i którzy z ich ciężkiej pracy żyją. Robotnicy po miastach od dawien dawna już wiedzą, że fabrykanci, którzy z ich pracy żyją, są ich nieprzyjaciółmi, z którymi trzeba ostro walczyć, robotnicy po miastach od dawna dobrze wiedzą, że wszelkie bogactwo pochodzi z krzywdy robotniczej, że wszelkie bogactwo jest niesprawiedliwością i bezprawiem. I to dobrze wiedzą, że bogaci wszędzie i zawsze na wszelkie sposoby gnębią ubogich i tego tylko pilnują, żeby ubodzy na nich pracowali. Wszystko to robotnicy po miastach od dawna zrozumieli i to dobre rozumienie swojego położenia wobec ludzi bogatych dało im możność opierania się przeciwko potędze bogactwa. To dobre rozumienie położenia robotniczego, wobec ludzi bogatych, którzy z cudzej pracy i z cudzej krzywdy żyją, nazywa się socjalizmem. Takiego jasnego i prawdziwego rozumienia swoich własnych potrzeb nie mieli i niestety nie mają jeszcze robotnicy wiejscy. I dlatego właśnie nie strajkowali dotąd. Teraz za przykładem wielkiego strajku powszechnego, o którym pisaliśmy w poprzednim artykule, ruszyliście się i wy, towarzysze robotnicy rolni. Ale słuchajcie, bracia i towarzysze! I teraz podczas waszego poruszenia nie znać, żebyście wszędzie dokładnie zrozumieli, jaką drogą macie iść do zwycięstwa i powodzenia w strajku. Czytaj dalej

Jan Libkind: Objaśnienie programu rolnego PPS [1919]

370655.jpg

Przewrót w stosunkach politycznych Polski wysuwa na plan pierwszy sprawę gruntownych reform społecznych. Wśród nich jedną z najważniejszych jest reforma rolna, polegająca na oddaniu ziemi ludowi pracującemu. Ogromna ilość bezrolnych sprawia, że w Polsce reforma ta zawsze należała do najpilniejszych. Nieodzowność reformy rolnej zwiększa się jeszcze z powodu spustoszeń wojennych, które grożą niebezpieczeństwem, że na tle powszechnego zubożenia ludności i upadku przemysłu zapanuje społecznie i politycznie reakcyjna wielka własność. Czytaj dalej

Stanisław Posner: Kapłani wstrzemięźliwości na wsi

happyman-pipe

Dlaczego, jakim prawem chcemy pozbawiać włościanina papierosa, kiedy palenie jest „przyjemnością”. Pomyśleć tylko, jak rozległą jest sfera rozkoszy w klasie zamożnej, u inteligentów, w mieście. Pod tym względem wyrobnik miejski jest nawet w szczęśliwszym położeniu. Możemy uczęszczać do teatrów, na koncerty, samym uprawiać muzykę, śpiew, czytać różne bardzo ciekawe, rozweselające albo naprowadzające tęsknotę książki, bawić się piórem lub rozmową. Dla nerwów naszych świat stoi otworem. Uderzmy się w piersi, my inteligenci, którzy prócz wielu nauk posiadamy i ,,początki” higieny – kto z nas nie chłoszcze, nie podnieca swoich nerwów. Jeden pije absynt, drugi w czarnej kawie szuka natchnienia, trzeciemu miłująca męża i spokój małżonka mokkę zamienia na kawę figową, czwarty naciera ciało zimną wodą, piąty – gorącą i tak w nieskończoność. A palić – jakże my palimy? Przestańmy wreszcie moralizować. Lud nie potrzebuje zupełnie moralizacji. Domy budują się od fundamentów a nie od dachu. Stwórzmy najpierw higieniczne warunki, a potem zobaczymy, że i człowiek stanie się zupełnie higienicznym. Gdyby panowie higieniści wynaleźli sposób przeobrażania piasku w złoto, to wierzę głęboko, że w krótkim czasie mielibyśmy na wsi czworaki wzorowe, omal że nie kanalizację, ochronki wiejskie, może nawet kluby i resursy. Zakwitłyby wtedy wszelkie cnoty – higieniczne i moralne. Ale nic w zamian tymczasowo nie dając, nie mam odwagi odbierać tego, co jest, a co może i jest szkodliwe, ale czego zastąpić w tej chwili nie miałbym czym po prostu. Czytaj dalej

Stanisław Miłkowski: Zadania spółdzielczości na przyszłość na terenie wsi [1936]

20

Spółdzielczość jest organizacją ludzi biednych i gospodarczo słabych, którzy na drodze wzajemnej pomocy, wspólnym zbiorowym wysiłkiem pragną osiągnąć poprawę swojego bytu. W dzisiejszym ustroju kapitalistycznym wielkie ośrodki gospodarcze, duże przedsiębiorstwa – a tym bardziej ich zmowy i porozumienia – osiągają zdecydowaną przewagę nad olbrzymią masą drobnych warsztatów rolnych, narzucając im ceny, wyzyskując je tą drogą w dotkliwy sposób. Warstwa chłopska organizacyjnie nie jest przygotowana do świadomego przeciwstawienia się innym ugrupowaniom zawodowym i różnym kapitalistycznym machinacjom. W tym leży jedno z bardzo poważnych źródeł chłopskiej nędzy. Czytaj dalej

Jan Dąbski: Walka o sejm ludowy [1918]

16

Naszymi hasłami, które rozbrzmiewać winny na wszystkich wiecach i zgromadzeniach, na wszystkich posiedzeniach, we wszystkich pismach i odezwach są: 1) Niepodległa, zjednoczona Polska Republika Ludowa z własnym wybrzeżem morskim. 2) Nie chcemy monarchy ani króla, ale prezydenta Republiki Polskiej! 3) Sejm ludowy, wybrany na podstawie równych, powszechnych, bezpośrednich, tajnych i proporcjonalnych wyborów. 4) Sejm ludowy załatwi wszystkie sprawy ludowe! 5) Reforma rolna, która da chłopom ziemię obszarniczą, pozostawiając obszarnikom najwyżej 300 morgów. 6) Upaństwowienie wszystkich lasów, kopalń, kolei i dróg. 7) Państwowe zabezpieczenie bytu służby dworskiej, nim ona dostanie rozparcelowaną ziemię. 8) Powszechne, przymusowe i bezpłatne nauczanie i załatwienie żądań nauczycielstwa ludowego. 9) Odbudowa kraju, rolnictwa i przemysłu za pieniądze tych, którzy kraj zrujnowali. 10) Armia ludowa dla obrony ojczyzny, z wykluczeniem wszelkiego ucisku i szykan militarnych. Czytaj dalej

Stanisław Bańczyk: Do szkoły [1936]

1[2]

3 września rozpoczął się rok szkolny. Roztworzyły się bramy szkół, a zewsząd miliony dzieci śpieszą po wiedzę, która jest kluczem do wszystkiego, co nieznane i okryte mgłą. Ale niestety nie wszystkie dzieci znajdują pomieszczenie w szkołach i ciasnych izbach przeznaczonych do nauczania. Brak lokali i brak sił nauczycielskich nie pozwala przeszło milionowi dzieci korzystać z dobrodziejstw nauki i wiedzy. Ten milion małych obywateli przeznaczonych na analfabetów – to przeważnie dzieci chłopskie. Dzieci rwą się i płaczą za szkołą, ale muszą czekać, często kilka lat, aby się dostać do szkoły. Widzimy na wsi dzieci, które w jedenastym roku życia rozpoczynają naukę. Z drugiej strony nauczycielstwo jest przeciążone pracą, gdyż na jedną siłę w wielu razach wypada 100 dzieci, a spotkałem i taką szkołę, gdzie jest 127 dzieci na jedną nauczycielkę, a winno być według ostatnich norm 60 dzieci, a jeszcze dawniej 40. Przy takich warunkach nauczanie na wsi stoi na bardzo niskim poziomie, co w połączeniu z tym milionem dzieci pozbawionych możności uczenia się – stwarza olbrzymią armię analfabetów młodego pokolenia wsi. Czytaj dalej

Nikodem Kasperek: O prawo do ziemi [1935]

1

Wywłaszczenie wielkiej własności ziemskiej bez odszkodowania jest tylko częściową naprawą wiekowej niesprawiedliwości i leży w interesie największego dobra państwowego. Wprawdzie ustawą taką nie zadowoli państwo kilku tysięcy zdegenerowanych pasożytów, ale w zamian za to zyska ogromny kapitał – kilka milionów ludzi poczuje się obywatelami, kilka milionów obywateli zwiąże się z ideą państwową węzłem nierozerwalnym. Miliony ludzi, którzy dziś uważają się za niepotrzebnych, poczują swoją godność i wartość w budownictwie wielkiego gmachu państwowego. Ilość biernych obywateli, czekających tylko pomocy państwa, zmniejszy się bardzo znacznie na rzecz obywateli pracujących twórczo. Wywłaszczenie wielkiej własności ziemskiej bez wynagrodzenia leży w pierwszym rzędzie w interesie państwa, a potem dopiero w interesie chłopów. Domagać się wywłaszczenia panów z wielkich obszarów ziemi bez wynagrodzenia, to znaczy domagać się sprawiedliwości. Czytaj dalej

Kazimierz Kelles-Krauz: Czy teraz nie ma pańszczyzny? [1897]

1[1]

A to widzisz, do tego, że z tą pańszczyzną to jest tak samo jak z tą raną: tak jak tę ranę ten nieumiejący zawinął gałganem, żeby jej aby Wincenty nie widzieli, a ona ciągle była i bolała ich, tak i ludziom dali tam po trochu ziemi i to nie wszystkim, żeby ich aby oszukać, żeby im oczy zamydlić, żeby nie mogli widzieć pańszczyzny, żeby myśleli, że tej pańszczyzny już nie ma. A ona jest; jest pańszczyzna taka sama, jak była przed carskim ukazem, ino że jej ludzie nie widzą, bo choć ich ona wyniszcza, to myślą, że jej nie ma. Jak usłyszał te słowa jeden i drugi, tak sobie pomyśleli: oho! To tu ciekawe jakieś gadanie będzie i dla ludzi dobre do posłuchania. Więc choć niektóry już chciał iść do domu, to się zostali; przybliżyli się bardziej do Michała i słuchają, co dalej będzie. A Bartek go się pyta: Jakże to, Michale, powiadacie że teraz jest pańszczyzna? Przecie w ukazie było napisane, że ludzie będą wolni, że już nie będą na nikogo robić, to znaczy, że nie będzie pańszczyzny? A wy powiadacie, że pańszczyzna jest. Czytaj dalej

Słowiański Związek Młodzieży Wiejskiej [1925]

`[1]

Lud wiejski jest już faktycznie podwaliną, a nie mniej być powinien głównym gospodarzem dzisiejszych państw narodowych. Atoli demokracja chłopska stanowisko to dopiero zdobywa. A przede wszystkim sposobi się do tej roli przez przygotowawcze prace społeczno-gospodarcze i oświatowo-kulturalne, związane z odrodzeniem i rozwojem wsi. Przejawem tej pracy są liczne organizacje ludowe, przez które demokracja ludu wiejskiego potężnieje i przygotowuje się do przodującej roli w społeczeństwie. Niepoślednie miejsce między tymi organizacjami zajmuje ruch dorastającej młodzieży wiejskiej. Rozwija się on świetnie, zwłaszcza w ostatnich latach, wszędzie, gdzie dojrzewa samodzielny ruch ludowy. Przykładem niechaj będą znowu kraje słowiańskie. Czytaj dalej

Henryk Sitkowski: Tragedia na folwarku [1937]

`[1]

Teraz dopiero rozpoczyna się pasmo ciernistego życia dla zwolnionego parobka. To okres kilkunastodniowej podróży o głodzie i chłodzie, mróz, nie mróz, musowo się spieszyć, by móc znów się o coś zaczepić. Przyjdzie kwiecień, a nie opuścisz zajmowanej chałupy, to komornik w drodze eksmisji pomoże ci się wyprowadzić. Oczywiście nawet pod gołe niebo – o to nikt się nie pomartwi, gdyż takie jest prawo i kwita. A sama forma godzenia parobka. Boże! Trudno pomyśleć, bo krew w żyłach stygnie. Przecież to o pomstę do nieba woła, kiedy człowiek pomyśli, że coś podobnego dziać się może w naszym kraju. Czytaj dalej

Stanisław Jagiełło: Ziemia bez odszkodowania [1933]

`[1]

Jakież są najbliższe żądania masy chłopskiej, aby przy nich mogła się skupić i mogła mieć swój własny głos i decyzję? Pierwsze to taka przebudowa stosunków, aby praca chłopska przestała być źródłem dochodu kapitalisty, a drugie – to oddanie ziemi tym, którzy na niej pracują, łakną jej, którzy nie mają warsztatu pracy lub mają za szczupły. Sposoby realizowania tych żądań – jak wyżej wskazywałem – są narzucane przez świat kapitalistyczno-faszystowski. I oto w tym właśnie momencie może być mowa o reformie rolnej bez odszkodowania. W żadnym innym. I dlatego zagadnienie reformy rolnej bez odszkodowania jest zagadnieniem koniunkturalnym, rozstrzyganym w walce sił społecznych, a nie „gabinetowym”, roztrząsanym przy biurku. Oczywista, w tych warunkach zbędnym jest mówić o kwestii finansowania reformy rolnej, o argumentach natury gospodarczej, o stronie technicznej wykonania, o „etyce chrześcijańskiej” itp. O tym wszystkim decydowałby nowy układ sił i warunków, trudnych do przewidzenia. Czytaj dalej

Kalikst Wolski: Stowarzyszenie Rolnicze North America Phalanx (Falanster Ameryki Północnej) [1876]

`[1]

Tak się też stało ze stowarzyszeniami wszelkiego rodzaju wskazanymi w dziełach wielkiego myśliciela francuskiego Karola Fouriera. Ten system stowarzyszeń znalazłszy echo w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, wypróbowany tam w rozmaitych gałęziach rolnictwa, handlu, przemysłu i rękodzielnictwa, dając świetne i nadspodziewane rezultaty. Kilkanaście stowarzyszeń rolniczych sformowanymi zostały w Stanach Zjednoczonych północnych na zasadach wskazanych przez wyżej wymienionego myśliciela francuskiego. Z tych więc jedno odległe od wielkiego miasta Nowego Yorku tylko sześćdziesiąt kilka kilometrów, znajdujące się w stanie New Jersey, zwiedziwszy przed wyjazdem do Teksasu, tutaj opiszę. Kilkudziesięciu wcale niezamożnych, lecz coś posiadających Amerykanów, między którymi najwięcej było rolników, złożyło sumę 100 000 dolarów dla zakupienia kilku tysięcy akrów (morgów) ziemi, uprawiania jej wspólnie, a przez to ciągnienia większych dochodów wypływających ze stowarzyszenia. Przybrali oni do siebie ludzi znanych z pracy, z moralności i posiadających jakieś rzemiosło potrzebne w gospodarstwie rolniczym, jako to: kowala, kołodzieja, młynarza, garbarza itp., lecz nie jako płatnych tylko robotników, ale jako wspólników należących do podziału ogólnej produkcji. Z żonami i dziećmi swymi i z żonami i dziećmi przybranych towarzyszów znalazło się do 150 osób. Wybudowali sobie duży długi dom i dwie oficyny, gdzie się wszyscy pomieścili. Wystawili młyn, kuźnię i inne budynki gospodarskie, po czym zaczęli wspólnie pracować. Czytaj dalej

Remigiusz Okraska: Społeczeństwo naprawdę obywatelskie. Związek Młodzieży Wiejskiej RP w latach 1928-1939

`

Był to w dziejach naszego kraju prawdziwy fenomen. W szczytowym okresie liczył ok. 100 tys. członków. Skupiał najbardziej zaangażowaną w życie publiczne młodzież spoza dużych i średnich miast. Jako jedyna w Polsce tak duża inicjatywa dopracował się własnej, oryginalnej ideologii, nie zapożyczonej z Zachodu lub Wschodu. Jej przedsięwzięcia praktyczne – kulturalne, społeczne, spółdzielcze – można liczyć w tysiącach. A wszystko to zostało dokonane nader skromnymi środkami, na bardzo trudnym terenie zacofanej i biednej wsi polskiej. Czytaj dalej

Kacper Więckiewicz: Przed wyborami do nowego Sejmu [1927]

`

Polska Partia Socjalistyczna idzie do mas wyborczych na wsi i w mieście z dużym zasobem pracy i jednością całego klubu poselskiego. Przy wyborach 1922 roku ludność wsi i miast wybrała 41 posłów i 8 senatorów z listy Polskiej Partii Socjalistycznej, i ta sama liczba posłów utrzymała się przez 5 lat, do dnia dzisiejszego. Jakże inaczej jest we wszystkich innych klubach poselskich i senackich, gdzie następowały ciągłe rozłamy i posłowie i senatorowie wędrowali jak po karczmach zajezdnych z jednego stronnictwa do drugiego. Pragnęliśmy bardzo, żeby było jedno lewicowe stronnictwo chłopskie na wsi. Ala nie naszą jest winą, że z „Wyzwolenia” wystąpiło Stronnictwo Chłopskie, które nie różni się niczym od „Wyzwolenia”. A jednak zwolennicy p. Dąbskiego rozbili „Wyzwolenie” i stworzyli drugie stronnictwo. Czytaj dalej

Maksymilian Malinowski: My zbudujemy (z powodu rozmyślań noworocznych) [1921]

`

Ta bieda wszelka, którą nam rok ubiegły zostawił, jednej nie przyćmi nam radości – żeśmy już narodem wolnym. Czarne wstecznictwo jeszcze sobie hula i myśli, że zbuduje sobie pałace władania… W niepodległej Polsce może być bieda i może być bezład i niesprawiedliwość w panowaniu księżo-pańskim i ich systemu policyjnego, ale w niepodległej Polsce my lud z tym wszystkim damy sobie radę. Tylko „nie traćcie nadziei”, tylko wiary w zwycięstwo nasze ludowe nie traćmy, tylko się organizujmy i oświecajmy, a świadomi bądźmy: że do ziemi tej i do praw w narodzie lud ma prawo i jego one są i będą… Czytaj dalej