Leon Kruczkowski: Na próbie

...

Na wsi polskiej dzieją się rzeczy, o których w miastach wie się tak mało, lub nie wie się wcale… Ot, chociażby ten teatr w Markowej. Młodzież, która go tworzy, daleko za sobą zostawiła dzień wczorajszy. Jej praca, to już nie jest ta uboga myślą, pusta i bzdurna, przygodna zabawa w „kumedyje”, jaka przez tyle lat wczorajszego „patronackiego” okresu pracy kulturalno-oświatowej na wsi była jedyną formą zaspokajania, czy może raczej okpiwania, „oszwabiania” teatralnych potrzeb chłopa. To już wyjście – raz na zawsze – z opłotków bezmyślnego dreptania i przytupywania w miejscu – na szeroki, twardy i trudny gościniec samodzielnego kształtowania świadomości kulturalnej w masie chłopskiej. To już nie prostaczkowate konsumowanie odpadków z pańskiego stołu oficjalnej twórczości, owych sztuczek „ludowych”, produkowanych przez dobrych wujaszków literatury – ale ambicja budowania własnej, pełnowartościowej sztuki, powiązanej spoistymi nićmi z losami, z życiem, z dążeniami wsi dzisiejszej i – jutrzejszej. Czytaj dalej

Stanisław Dubois: W czerwonym Borysławiu [1931]

`

Potężna, solidarna, świadoma organizacja zawodowa górników wywalczyła sobie od przemysłowców l% od wszystkich zarobków robotniczych na rzecz budowy domów robotniczych. Z zebranych w ten sposób pieniędzy zakupiono lub wybudowano, względnie rozpoczęto budowę pięknych domów robotniczych we wszystkich ważniejszych ośrodkach przemysłu naftowego. Piękny domek w Drohobyczu jest ośrodkiem ruchu zawodowego, politycznego i oświatowego klasy robotniczej tego miasta. Tak jest w innych miejscowościach. W Borysławiu stoi już jedno skrzydło potężnego, nowoczesnego domu robotniczego. Liczne sale zebrań, biuro partii, TUR, związku, sala biblioteczna, czytelnia, bufet – wszystko to pięknie urządzone, ładnie, kulturalnie utrzymane. Jedyny europejski ośrodek w Borysławiu. A co będzie, gdy cały dom stanie? Nie powstydzimy się przed Europą. Toteż nic dziwnego, że robotnicy borysławscy z miłością patrzą na swój dom, wysiłek własnej pracy i walki. Czytaj dalej

Gustaw Daniłowski: Zamach na Skałłona [1924]

ZamachnaSkallona

O rozmiarach paniki może świadczyć fakt, że nikt z otoczenia Skałłona nie mógł wskazać, skąd rzucono bomby, i lokal właściwy, gdzie znaleziono krwawy ekran z groźnymi inicjałami partii, był zrewidowany po innych. Żołnierze do tego stopnia potracili głowy, że przysięgali, iż nikt spod trzynastego nie wyszedł, i stąd powstały legendy o ucieczce przez dach, o przebranym za kobietę mężczyźnie itp. plotki. Czytaj dalej

Jan Dąbrowski: „Baśka” – S.O.S. [1935]

Dabrowski-BaskaSOS

Zawarczały dzwonki telefonów. Alarm. Na taki obrót sprawy nie byli przygotowani panowie od kas pancernych i władcy urzędowych pieczęci. W świat poszedł jeszcze jeden krzyk krzywdy, jeszcze jeden protest odbił się czarnym echem drukarskich czcionek na szpaltach stu gazet. Czytali go sąsiedzi z „Kleofasów” i „Maksów”, czytali o „polskim strajku” belgijscy minerzy z Vervier i wyrzucani na pysk emigranci francuskich Escarpelle, tłumacząc swym miejscowym towarzyszom: „Woda się podnosi. Niższy poziom zalany”… Z trwogą chwyta gazetę usmolony robociarz z warsztatu i blady skrobipiórek z urzędu, chwyta i pośpiesznie szuka słowa „Baśka”. Czytaj dalej

Stanisław Dubois: Nie bardzo podłe miasto Mińsk Mazowiecki jak po oblężeniu [1936]

Dubois-NiebardzopodlemiatoMinsk

Żydowscy mieszkańcy miasta zgromadzili się wszyscy w kilku murowanych domach. W gromadzie raźniej i bezpieczniej przetrwać straszne dni. Zabrano z sobą, co kto mógł, co zdążył, co miał cenniejszego: zegar, obraz, pierzynę. Zwalono to u sąsiadów w owych murowanych domach, które mają służyć za obronne „fortece”. Zwiedzamy taką „fortecę”. Wszystkie szyby w niej powybijane. Okna zasłonięte, czym się dało, lub zabite, by nie mogły przez nie wpadać kamienie. Przy drzwiach porobione z mebli barykady. W każdym pokoju siedzi 20-30 osób. Siedzą dniem i nocą, boją się opuścić te mieszkania na wyższych piętrach w murowanych domach. Śpią na ziemi. Wiele rodzin mieści się na strychach. Zaduch ciał, potu ludzkiego wprost nie do zniesienia. Przeważają stare kobiety, wylęknione, z oczami, w których kryje się przerażenie, graniczące z obłędem. Czytaj dalej

Stanisław Dubois: Pogrzeb krakowski. Ulica łzami zmyta… [1936]

Dubois-Krk

Ktoś głośno odczytuje treść plakatu, by znali ją ci, którzy stojąc z dala, dojrzeć liter nie mogą. Padają słowa, złe, ostre słowa. Zaciskają się pięści, zaostrzają się gniewnie rysy twarzy. Kobiety wyjmują chusteczki, by otrzeć mokre oczy. Słychać cyfry: „Lat 17”, „lat 21”, „lat 22”… „Jacy młodzi” – wyrywa się z czyjejś piersi. A potem komentarze, czym mogliby być, że życie przed nimi stało otworem, że wiele zdziałać by mogli dla rodziny, dla klasy robotniczej, dla narodu, dla ludzkości. Czytaj dalej

Jan Dąbrowski: Żyrardów w pętli [1934]

Zyrardow

Przyszedł 1926, przyszli Francuzi. Uśmiechnęli się po cichu, czytając ustawy, paragrafy, postanowienia. 8 godzin? Proszę – s’il vous plait… Ale – zdwajamy wydajność. Ot, po prostu do dwóch krosien doda się jeszcze drugą, tu się zabierze pomocnicę, tam przyjmie kogoś nowego, za kim ręczy ksiądz, starosta albo chociaż pastor, i proszę… Macie swoje 8 godzin, macie nawet 6, a my mamy zwiększoną produkcję, mamy zmniejszone koszty – słowem to, co było trzeba. Jeszcze się tam coś niecoś „oszczędzi” przy obliczaniu i odtrącaniu zaliczek – żyrardowskie kobiety wyższej matematyki nie znają. A trafi się ktoś krnąbrny, to jazda z nim na „bielnik” albo i za bramę. Za bramą zmięknie całkiem, a na bielniku pod ciężarem płótna, w wyziewach krochmali skruszeje na amen, będzie jak glina miękki. Czytaj dalej

Paulina Kuczalska-Reinschmit: Międzynarodowe zjazdy kobiet [1904]

socialsecurity

We wszystkich krajach prawa i zwyczaje skazujące kobietę na stanowisko zależne, ograniczające jej wykształcenie, tamujące rozwój jej uzdolnień i indywidualności, oparte były na przypuszczeniach fałszywych i wytworzyły między obu płciami stosunek sztuczny i niesprawiedliwy. Podległość kobiet, czyniąca z nich zależnych członków społeczeństwa bez prawa rozporządzania sobą, jest niesprawiedliwością społeczną i ekonomiczną, która pogarsza ogólne położenie ekonomiczne. Rząd odmawiający kobietom praw obywatelskich, które przyznał mężczyznom, czyni z władzy użytek, który się nie zgadza ze sprawiedliwością. Czytaj dalej

I Zlot Młodzieży Robotniczej [1927]

RedFlags

Nie znaliśmy się wcale, niewiele wiedzieliśmy o sobie. Ci z Górnego Śląska i ci z Kresów Wschodnich, ci z zagłębia naftowego, i ci z kopalń dąbrowieckich, ci z wysokich Tatr i z żyznej Wielkopolski. Zjechali się, poznali, zaprzyjaźnili na śmierć i życie, braterskie ślubowanie wytrwania przy Czerwonym Sztandarze wzajem sobie składając, zapoznali się z różnymi wynikami i metodami poszczególnych organizacji, zdobywając wiele nowych pomysłów i doświadczeń, a przede wszystkim zjechawszy się tak do kupy stwierdzili, że są już siłą, której byle podmuch wiatru nie złamie, że silni są nie tylko liczbą, sprężystą organizacją, ale i tą gorącą wiarą w ideę socjalistyczną, tym entuzjazmem dla sprawy robotniczej, co serca młode ich przenika. Czytaj dalej

Piotr Świetlik: Współdziałanie chłopskie [1938]

unity_in_diversity_95445

Początkowe prace spółdzielni natrafiły na bardzo duży sprzeciw ze strony właścicieli lasów, a głównie pośredników, którzy tego rodzaju spółdzielni najbardziej się obawiają. Byli i tacy, którzy samą nazwę „Współdziałanie chłopskie” uważali za kolor komunistyczny, a jeszcze inni twierdzili, że chłopi tego nie potrafią, bo nie mają fachowego wyszkolenia w tej dziedzinie. Jednakże na te wszystkie wołania i nieprzychylne ustosunkowanie się do spółdzielni członkowie, a przede wszystkim organizatorzy wzięli się do pracy i propagandy tak pięknego dzieła. Dziś, tj. po roku pracy spółdzielnia liczy około 2000 członków. Czytaj dalej

Ksawery Pruszyński: Dwaj ludzie [1943]

1195434705459221745liftarn_Barbed_wire.svg.hi

Polacy, którzy wyobrażali sobie, że najgorszy los czeka w więzieniu sowieckim księcia, właściciela ziemskiego, księdza, dygnitarza Ozonu czy bankiera, dziwili się, że do pierwszych aresztowanych i najtrudniej wypuszczanych należeli, prócz konspiratorów, właśnie ludzie lewicy. Los odszczepieńców był najgorszy. Alter i Ehrlich byli w Moskwie znani dziesięciokroć lepiej, niż wszyscy Radziwiłłowie, Sławkowie, Dmowscy. Jeśli robociarz żydowski nie był komunistą, to dlatego, że mu Alter i Ehrlich umieli wytłumaczyć, że zorza jaka świta na Wschodzie, nie jest zorzą prawdziwego socjalizmu, że ludzie, co przyszli po Leninie, podadzą rękę faszyzmowi. Czytaj dalej

Stanisław Dubois: Dzień Młodzieży Robotniczej [1927]

GosModzieyRobotniczej

Nie mogą więc młodzi robotnicy obojętnie i pokornie patrzeć, jak krzywda łamie im młodość i życie całe. Walczyć muszą. Walczyć o lepszą egzystencję, o lepsze warunki bytu, o to wszystko co burżuazja chciwie zagarnia dla siebie i dla swych dzieci. Lecz walki tej nie można prowadzić samemu – trzeba ją wieść wspólnie z towarzyszami niedoli: w organizacji. Wspólnym wysiłkiem, jedynie w naszej klasowej organizacji będziemy mogli prowadzić skuteczną walkę o obronę materialnych, duchowych i kulturalnych interesów młodzieży. Czytaj dalej

Antoni Zdanowski: Szczęście Luizy [1935]

Kopalnia

Trzy tygodnie już walczą górnicy o to, by to postanowienie sądu zostało zmienione. Dotąd walczą bez skutku. Było ich z początku 32 – 5 zachorowało, zmusili ich do powrotu na powierzchnię. 27 leży na deskach i czeka… albo grozi, że o ile sąd nie wyda sprawiedliwego wyroku, skończą ze sobą od razu w gazie, który się po niemiecku nazywa „matt”. Czytaj dalej