Robotnice na szańcach walki proletariackiej. Osiem tygodni w okupowanej fabryce

[1934]

Zaczęło się od zapowiedzenia przez fabrykanta, że wyrzuci 74 robotników na bruk. Wyrzuci jak śmiecie, gdyż likwiduje dział mechaniczny.

Robotnikom belgijskiej fabryki „Peltzery” w Częstochowie dość już było ciągłego maltretowania, poszturchiwania, bicia, sobaczenia i obniżania niskich a głodowych płac. Na zebraniu, w którym wzięli udział wszyscy robotnicy w liczbie prawie półtora tysiąca osób, w czym samych kobiet było przeszło 1100 – postanowiono proklamować strajk. I wybuchł strajk w dniu 3 września. Nie był to normalny strajk, połączony z porzuceniem przez robotników warsztatu pracy – była to długa, bez mała osiem tygodni trwająca walka, która toczyła się bez przerwy, cichy, uparty, niekończący się bój, w którym na posterunku trwali od początku akcji do jej zwycięskiego zakończenia.

Fabryka została okupowana przez robotników.

1500 ludzi zamkniętych dobrowolnie w fabryce – to wielkie zagadnienie gospodarcze, nie tylko dla władz administracyjnych, ale przede wszystkim dla samych robotników i kierownictwa akcji. Trzeba było robotników okupujących fabrykę dożywiać, trzeba było zorganizować na miejscu olbrzymią machinę organizacyjną, która by czuwała nad porządkiem w fabryce; zaszła konieczność zorganizowania komitetu pomocy bezrobotnym.

Cała robotnicza Częstochowa stanęła na apel Związku Włókniarzy. Posypały się ze skromnych zarobków robotniczych drobne składki, które dały w rezultacie przeszło 9000 zł. Pieniądze te zostały obrócone na pomoc doraźną dla strajkujących. Zorganizowano pięć kuchni, gdzie przygotowywano jadło dla walczących robotników. Najbardziej potrzebującym udzielano zapomóg w wysokości od 50 gr do 2 zł. Oczywista, że było to wszystko kroplą w morzu w stosunku do potrzeb strajkujących i ich rodzin, ale jednocześnie było to wielkim świadectwem solidarności robotniczej, i w niemałym stopniu przyczyniło się do zwycięstwa robotników peltzerowskich.

Kiedy z ramienia prasy socjalistycznej udałem się na teren fabryki, zdumiony byłem i olśniony wzorowym porządkiem, jaki panował w jej wnętrzu.

Szkoła w okupowanej fabryce

W fabryce „Peltzery” natknąłem się w pewnej sali na osobliwy widok. Przy stole, otoczonym starszymi kobietami – młoda dziewczyna coś im tłumaczy. Zbliżam się do nich. Co tutaj robicie? – pytam.

– To nasza szkoła – odpowiada z dumą jedna z niewiast.

Okazuje się, że w czasie siedmiotygodniowej okupacji fabryki robotnicy samorzutnie zorganizowali kurs nauki czytania i pisania. Między strajkującymi jest pewien odsetek analfabetów. W ciągu siedmiu tygodni kilkanaście robotnic nauczyło się czytać i pisać. Robotnicy zorganizowali trzy takie szkoły. Jedna w motalni – liczyła 7 uczniów, w czesankach – uczyło się 10 osób, w tym 4 osoby młode, 6 kobiet w starszym wieku; w preparacji (przygotowalni) zaznajamiało się ze sztuką czytania i pisania 15 osób.

Przyglądam się podręcznikom. Zwykły elementarz Falskiego. „Uczniowie” tej jedynej w swoim rodzaju szkoły piszą na kawałkach papieru. Żółte kartki, z jednej strony zadrukowane, z drugiej poliniowane są czarnym ołówkiem.

Podobnego przykładu nie znajdzie nikt i nigdzie.

W okupowanej fabryce panuje wzorowy porządek. Czystość przestrzegana jest aż do przesady. Nic dziwnego. Fabryka nie była pomyślana jako miejsce, w którym będzie mieszkać bez mała półtora tysiąca robotników.

Nie ma w fabryce pisanego regulaminu, który by krępował przebywających w niej robotników. Wiadomym jest tylko, że o godzinie 10 wieczorem ludzie muszą położyć się spać. Spanie trwa do godziny 6 rano. O godz. 8 robotnicy okupujący fabrykę dostają śniadanie składające się z czarnej kawy lub herbaty i chleba. Obiad wydawany jest robotnikom o godzinie 13.

Monotonnie płynie czas w fabryce. Płynie koronka godzin. Wolno cyka zegar fabryczny. W posępnym milczeniu mijają godziny, dnie i tygodnie…

Noc w fabryce

Nadchodzi noc. W halach fabrycznych coraz ciemniej. Blade światła lampek elektrycznych rzucają słaby żółty odblask. W halach przekształconych na „sypialnie” zwiększa się ruch. Mężczyźni i kobiety szykują się do snu. Ubożuchne posłania, przykryte często dziurawymi kocami lub chustką, za chwilę zalegną strudzone robotnicze ciała.

Poduszkę zastępuje kułak ściśnięty i wciśnięty pod głowę. W halach rozstawione są posterunki. W nocy czuwają dyżurne na oddziałach kobiecych; w halach, gdzie śpią mężczyźni, pełnią warty posterunki męskie.

U wejścia do fabryki, gdzie stoją dzień i noc posterunki – ustawione zostały czujki robotnicze. Tak na wszelki wypadek, aby śpiących w okupowanej przez robotników fabryce nikt nie zaskoczył.

Robotnicy peltzerowscy pamiętają bowiem, że podczas okupowania fabryki „Częstochowianki” w nocy, kiedy robotnicy spali, do fabryki wtargnęła policja. Zaskoczeni w czasie snu robotnicy zmuszeni zostali do opuszczenia fabryki. Aby nie znaleźć się w podobnym położeniu, robotnicy czuwają bez przerwy.

Kiedy po szarej nocy następuje świt, z prymitywnych legowisk dźwigają się ludzie. Jedni przystępują do ćwiczeń fizycznych. W wydziale mechanicznym odbywają się codzienne zapasy w podnoszeniu ciężarów, których tutaj nie brak. Kobiety od rana zabierają się do haftowania, szycia lub reperowania ubrań. Spacery po halach lub wielkim podwórzu wypełniają resztę dnia.

Czy były jakie incydenty w fabryce?

Na pytanie to dostaję odpowiedź przeczącą: Wszyscy, jak tu jesteśmy, rozumiemy dobrze, że dopuszczenie do najdrobniejszej kłótni – to początek naszego końca. Nie wiemy jak długo wypadnie nam jeszcze tkwić w fabryce. I właśnie dlatego wystrzegamy się jakichkolwiek nieporozumień.

Owszem, było jedno nieporozumienie. Ale nie naszą było to winą. Fabrykant chciał wywieźć gotową wełnę. Wełnę tę załadowali na auta ciężarowe majstrowie, którzy nie przyłączyli się do strajku. Nie dopuściliśmy do wywiezienia wełny. Młodsi nasi chłopcy wskoczyli na auto, przepędzili gorliwców i samochody nie mogły wywieźć peltzerowskiej wełny. Policja usiłowała zakwalifikować nasze wystąpienie jako terror i groziła represjami, skończyło się na pogróżkach.

Majstrowie nie chcieli przyłączyć się do strajku robotniczego. Woleli pracować. Przebiegły fabrykant z chwilą wybuchu strajku wymówił majstrom pracę. Po dwóch tygodniach wymówienia – majstrowie poszli na bruk.

***

W końcu siódmego tygodnia walki robotnicy opuścili teren fabryki. Przed konferencją z inspektorem pracy odbyła się konferencja, na której nieomal wszystkie postulaty robotnicze zostały uwzględnione.

Kiedy półtoratysięczny tłum kobiet opuszczał mury „Peltzery”, towarzyszył ich krokom dumny śpiew „Czerwonego Sztandaru”.

Zwycięstwo w „Peltzery” to nie tylko zwycięstwo zorganizowanego robotnika, ale przede wszystkim niezwykły sukces bojowy kobiet, które wytrwały na polu walki przez prawie osiem tygodni. Trzeba przyznać, że głównie dzięki bojowej postawie kobiet akcja strajkowa nie załamała się.

A.O.
___________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w PPS-owskim czasopiśmie „Głos Kobiet”, listopad-grudzień 1934. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *