Józef Litauer: Zjazd Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego w Radomiu [1936]

170px-TUR

W dn. 20 i 21 września r. b. odbył się w Radomiu VII Zjazd Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, organizacji oświaty robotniczej, działającej już w Polsce lat 14. Ogrom pracy tej wielkiej już dziś instytucji zobrazują cyfry. T.U.R. posiada 203 oddziałów na terenie całego państwa oraz 61 oddziałów wśród emigracji polskiej we Francji. W ciągu ostatnich 2 i pół lat w Polsce urządzono około 3,5 tysiąca odczytów, akademii i wycieczek z ogólną frekwencją 570 tysięcy słuchaczy. Oddziały posiadają 125 bibliotek z ilością książek około 88 tysięcy, 95 czytelń, 50 chórów i 20 orkiestr, wydano 12 książek i 20 odczytów, urządzono szereg większych i dalszych wycieczek, z których wycieczka Polaków z Francji do Polski liczyła 1916, a z Krakowa do Gdyni 1055 uczestników. Liczba gromad czerwonego harcerstwa wynosi 104 z 3000 tysiącami członków. T.U.R. jest obrazem tego, jaki charakter będzie miała przyszła kultura robotnicza Polski. Czytaj dalej

Stanisław Rochowiak: Wychowanie sportowe w „Sile” [1938]

scan10037

Trzydzieści lat pracy „Siły” świadczy o ofiarnych i niestrudzonych wysiłkach założycieli. Wyszkolili oni i wychowali całe zastępy ludzi, którzy prowadzili pracę oświatową i sportową. Praca „Siły” do podziału Śląska Cieszyńskiego była jednolitą. Dopiero po podziale „Siła” na Śląsku Zaolziańskim poszła nieco odmiennymi drogami. Towarzysze w Czechosłowacji dysponowali większą kadrą wyszkolonych funkcjonariuszy w dziedzinie wychowania fizycznego. „Siła” w Czechosłowacji nastawioną została na masową gimnastykę i gry sportowe. Również i lekkoatletyka zajmuje tam niepoślednie miejsce. Czytaj dalej

Działalność społeczno-wychowawcza kooperatyw [1919]

1

Dziś już powszechnie uznano, że prawdziwym stowarzyszeniem spółdzielczym, nie nadużywającym tej szczytnej nazwy dla celów pobocznych, jest jedynie taka kooperatywa, której członkowie ożywieni są dążeniem do przekształcenia istniejących stosunków gospodarczych i społecznych w duchu prawdy i sprawiedliwości. Dziś też już niemal powszechnie zrozumiano, że przyczynić się do tej zmiany można jedynie drogą tworzenia nowych, opartych na odmiennych zasadach form gospodarczych, a równolegle drogą tworzenia ludzi, którzy by potrafili wejść „do nowego świata moralnego”, jak to głosił ojciec kooperacji Robert Owen, z odpowiednim zasobem wiedzy, moralności i charakteru i zająć w nim należne człowiekowi miejsce. Kooperacja właśnie tworzy jedno i drugie. Będąc „jednocześnie wielkim, mądrym, rozumnym interesem i mocną, gorącą wiarą”, kooperacja pragnie na podstawie ściśle gospodarczej zbudować gmach ładu i sprawiedliwości społecznej, kształtując odpowiednich budowniczych drogą usilnej pracy wychowawczo-społecznej. Czytaj dalej

Tadeusz Gładych: Żydowskie teatralne studio robotnicze [1932]

2012-05-09-uprising

Wchodzę do okrągłej, biednej sali. Nikt się nie tłoczy. Wszyscy są uprzedzająco, aż śmiesznie grzeczni dla siebie. Miejsca są bardzo tanie: po złotemu pierwsze rzędy. Lecz przedstawienie nie zaczyna się jeszcze. Rozmowy rozpierają teraz, wprost rozświetlają mroczną salę proletariackiego teatru. W holu robotnicy niosą worki, po schodach, w prawo. Po lewej stronie urzędnik młyna, garbaty Josef, odprawia z niczym gromadę zredukowanych tragarzy, którzy nieśmiało, a potem groźnie protestują. Wpada policjant i przepędza ich. Wybuchają śmiechem trzej kupcy, którzy pod ścianą czekają na właściciela. „Więcej worków!” – woła dozorca do tragarzy, a sam uprowadza w ciemny kąt jedną z pracownic. – „Wy, socjaliści, szmocjaliści!” – woła Josef za zredukowanymi, którzy odchodzą, złorzecząc sługusowi kapitału.
A na górze widzimy inną tragedię w przekroju młyna. Estera, córka jednego z tragarzy, Głuchego, skarży się swojemu uwodzicielowi, synowi właściciela, że jest w ciąży. Czołga się u jego kolan, lecz on śmieje się z niej i ucieka przed jej lamentem. Dwie te akcje, splecione z sobą, rozwijają się z zawrotną szybkością. Raz po raz ukazują się to robotnicy walczący o swoje prawa, to na razie zwycięski i szyderczy kapitalista. Podły, wstrętny Josef, dowiedziawszy się od tragarzy, że Estera jest w ciąży, przy pierwszej sposobności wykrzykuje tę tragiczną wiadomość w niesłyszące uszy Głuchego. Cieszy go przerażenie malujące się na twarzy starca. Chichocze. Głuchy ucieka nieprzytomnie i ulega wypadkowi. Poranione jego ciało składa tłum u stóp młynarza, z okrzykiem „Tyś to sprawił!”. Nigdy dotąd nie widziałem takiego teatru. Ani takiego widza, ani takiego aktora. Widz chłonie słowa aktorów, mimo woli naśladuje gesty, skamieniały w zasłuchaniu, płonący w podnieceniu. Gra aktorów niezwykle bezpośrednia, naturalna, jarzmiąca. Ubrani tak, jak się ubierają współcześni proletariusze żydowscy. Nie ma wśród nich zawodowych aktorów. Oni stali się aktorami, bo to jest jeszcze jeden sposób walki. Czytaj dalej

Zygmunt Piotrowski: Międzynarodowa oświata robotnicza [1925]

shutterstock_144656096

Obok wymiany studentów i nauczycieli między szkołami robotniczymi i obok prowadzenia w dalszym ciągu międzynarodowych Letnich Szkół, które przyczyniają się do wzajemnego poznania, do zacieśnienia solidarności i braterstwa międzynarodowego, musimy rozszerzać obecne, już istniejące krajowe uczelnie i tworzyć nowe. W szkołach takich mają być wykładane nauki społeczne, historia międzynarodowego ruchu robotniczego i polityka światowa z punktu widzenia socjalizmu międzynarodowego. Dla zrozumienia i poznania ruchu międzynarodowego najlepiej nadaje się Wyższa Międzynarodowa Szkoła Robotnicza. A jeśli ona ma być instrumentem dla międzynarodowego ruchu socjalistycznego i zawodowego – tu nauczyciele nie mogą być brani z prywatnych uniwersytetów ani z burżuazyjno-państwowych lub innych ciał, które są wrogo usposobione do robotniczego ruchu; kierownikami i nauczycielami muszą być ludzie związani z socjalistycznym ruchem, to jest doświadczeni socjaliści, a uczniami – kierownicy socjalistycznych i zawodowych organizacji krajowych czy międzynarodowych. W Międzynarodowym Biurze Oświatowym winien być stworzony specjalny fundusz dla opłacania centrali szkoły. Uczniowie winni być wysyłani przez organizacje z poszczególnych krajów. Dla krajów mniejszych, biedniejszych lub o słabszym ruchu robotniczym i niskiej walucie – winny być udzielane subsydia z centralnego funduszu. Dążeniem winno być, aby przez postawienie dobrych krajowych wyższych szkół robotniczych dojść do międzynarodowych szkół robotniczych. Czytaj dalej

Natalia Zarembina: Praca artystyczna w szeregach robotniczych [1938]

workers-theatre_400x536

I oto gdy tyle się narzeka na tzw. kryzys repertuarowy, nasz „teatr” robotniczy, a właściwie jego zaczątek, nie zna tej bolączki i tworzy repertuar, czerpiąc z bogatej kopalni historii ruchu socjalistycznego, z tzw. poezji proletariackiej, wreszcie nawet z własnej prasy codziennej, przetwarzając niektóre zaczerpnięte z niej materiały w tworzywo artystyczne pod postacią aktualnej humoreski itp. Szkolenie robotników-aktorów przysparza bardzo wiele budujących doświadczeń artystycznych pozwalających wierzyć, iż stworzenie prawdziwej sceny robotniczej jest realną zupełnie możliwością najbliższej przyszłości, bezpośredniość bowiem i szczerość w pracy, cechujące cały ruch robotniczy w dziedzinie pracy artystycznej znajduje szczególne zastosowanie. Jeszcze jeden znamienny objaw należy podkreślić w robotniczych poczynaniach artystycznych: wyrastają one początkowo z usiłowań amatorskich, ale w dość szybkim czasie przeradzać się zaczynają w solidną pracę fachową, Dwie są przyczyny tego budującego zjawiska: po pierwsze robotnicza praca na polu artystycznym odznacza się tak wielką siłą atrakcyjną, iż przyciąga do siebie jednostki ze świata artystycznego, sympatyzujące z ruchem, po wtóre zaś członkowie zespołów robotniczych wyrabiają się artystycznie bardzo szybko. Czytaj dalej

Leopold Kronenberg: Ruch robotniczy wobec esperanta [1921]

1

Ponieważ zaś nauka kilku języków obcych pochłania bardzo wiele czasu i pieniędzy, i jest dostępną tylko dla nielicznych wybranych, przeto siłą rzeczy pomocniczym językiem międzynarodowym może być tylko język neutralny, a takim jest język esperanto. Idea pomocniczego języka międzynarodowego jest dla ruchu robotniczego niezmiernie ważną. Robotnik bowiem nie ma nigdy ani czasu, ani pieniędzy, by mógł uczyć się kilku języków, jakże zaś często robotnik zmuszony jest dla chleba wyjeżdżać ze swego ojczystego kraju i udawać się do krajów innych? Rokrocznie emigranci polscy wyjeżdżają za zarobkiem do Ameryki, Westfalii, Saksonii i Danii, a każdy, kto zaznajomił się choćby powierzchownie z ruchem uchodźczym, wie, ile trudności językowych spotyka każdego z uchodźców. Toteż klasa robotnicza odnosi się do ruchu esperanckiego bardzo przychylnie i rozszerzając ten język, służy sama sobie, gdyż ułatwia zwycięstwo idei języka, który w pierwszym rzędzie klasie robotniczej będzie służył. Czytaj dalej

Stefan Czarnowski: Zajścia antysemickie w szkołach wyższych [1936]

1

Normalne funkcjonowanie nieomal wszystkich szkół akademickich w Polsce jest zakłócane wybuchającymi to tu, to tam zaburzeniami antysemickimi o charakterze bardzo brutalnym, uwłaczającym zarówno godności nauki, jak tych, którzy winni być tejże nauki szerzycielami – ciała profesorskiego i władz akademickich. Pomijamy kwestię, czy zaburzenia te uwłaczają również godności ich sprawców; wątpimy bowiem w to, czy młodzieńcy napadający znienacka w kilku na jednego, okładający bezbronnych – nie wyłączając kobiet – laskami, kastetami i schowanymi w teczkach odważnikami, kopiący i depczący obalonych, urządzający prawdziwe polowanie na ludzi po podwórzach, korytarzach i pracowniach uczelni – wątpimy w to, by wyobrażenia ich o godności własnej odpowiadały ogólnie uznanym w tym świecie, który sam siebie nazywa cywilizowanym. Czytaj dalej

Maria Ossowska: Wzór obywatela w ustroju demokratycznym [1944-1946]

1

Człowiekowi biorącemu udział w życiu publicznym, a takim jest obywatel w ustroju demokratycznym, potrzebna jest odwaga i ten zwłaszcza jej gatunek, który bywa nazywany odwagą cywilną. Jak wiadomo, przypisujemy odwagę cywilną temu, kto głosi swoje przekonania i broni ich, mimo iż naraża przez to różne swoje żywotne interesy, mimo iż grozi mu z tego powodu nieżyczliwość ludzka i ludzkie oszczerstwa, że zamykają się przed nim możliwości kariery. Ileż to razy w dziejach lęk przed utratą popularności, obawa narażenia się komuś działały jako siły konserwatywne, podtrzymujące zakorzenione przesądy, które trzeba było mieć odwagę naruszyć. Kto jest odważny, ryzykuje coś, a ryzykować musi wszak zawsze w imię czegoś. Woli narazić swoje stanowisko, niż dłużej patrzeć w milczeniu na nieprawości, które się dokoła dzieją; woli naruszyć swój święty spokój, niż być biernym świadkiem cudzej krzywdy. Czytaj dalej

Stanisław Posner: Kapłani wstrzemięźliwości na wsi

happyman-pipe

Dlaczego, jakim prawem chcemy pozbawiać włościanina papierosa, kiedy palenie jest „przyjemnością”. Pomyśleć tylko, jak rozległą jest sfera rozkoszy w klasie zamożnej, u inteligentów, w mieście. Pod tym względem wyrobnik miejski jest nawet w szczęśliwszym położeniu. Możemy uczęszczać do teatrów, na koncerty, samym uprawiać muzykę, śpiew, czytać różne bardzo ciekawe, rozweselające albo naprowadzające tęsknotę książki, bawić się piórem lub rozmową. Dla nerwów naszych świat stoi otworem. Uderzmy się w piersi, my inteligenci, którzy prócz wielu nauk posiadamy i ,,początki” higieny – kto z nas nie chłoszcze, nie podnieca swoich nerwów. Jeden pije absynt, drugi w czarnej kawie szuka natchnienia, trzeciemu miłująca męża i spokój małżonka mokkę zamienia na kawę figową, czwarty naciera ciało zimną wodą, piąty – gorącą i tak w nieskończoność. A palić – jakże my palimy? Przestańmy wreszcie moralizować. Lud nie potrzebuje zupełnie moralizacji. Domy budują się od fundamentów a nie od dachu. Stwórzmy najpierw higieniczne warunki, a potem zobaczymy, że i człowiek stanie się zupełnie higienicznym. Gdyby panowie higieniści wynaleźli sposób przeobrażania piasku w złoto, to wierzę głęboko, że w krótkim czasie mielibyśmy na wsi czworaki wzorowe, omal że nie kanalizację, ochronki wiejskie, może nawet kluby i resursy. Zakwitłyby wtedy wszelkie cnoty – higieniczne i moralne. Ale nic w zamian tymczasowo nie dając, nie mam odwagi odbierać tego, co jest, a co może i jest szkodliwe, ale czego zastąpić w tej chwili nie miałbym czym po prostu. Czytaj dalej

Henryk Jędrusik: W obronie oświaty powszechnej przed jej ruiną w Polsce [1936]

image00

Stwierdzić więc można, że jeśli mówić o szkolnictwie i nauczaniu dziś – to jest to raczej fikcja, że tak jedno, jak i drugie nie istnieje. I ten fakt jest ogromną krzywdą dzieci, które chodzą jeszcze do szkoły, to jest zaprzepaszczenie tego dorobku, jaki nauczyciel polski przez lat kilkanaście składał. Ale w tej dziedzinie i o takich dzieciach mówić mimo wszystko można, że się uczą, że „korzystają z dobrodziejstwa oświaty”. Jest jednak inna rzecz, która jest krzywdą tak straszną, że ona właśnie milczeć nam nie pozwala, że dzięki niej tu w tej chwili stajemy. Ona to daje nam prawo, nam nauczycielom, do wezwania wszystkich w obronie oświaty powszechnej – dla wszystkich dzieci. Prawo to – to krzywda miliona dzieci, które z oświaty nie korzystają. Dziś one mówić nie mogą i nie umieją. Upomną się kiedyś o to pozbawienie ich prawa bycia pełnowartościowymi obywatelami. Dziś są kandydatami na analfabetów i… podpory przyszłego państwa. Cóż się dla nich, dla tego miliona ofiar, czyni? W tej chwili – nic. Czeka się, aż dorosną, aż będą mieć lat więcej niż 14, iżby ich wtedy „dokształcić”. Uczyni to wieczorami na polecenie „pana instruktora” ten sam nauczyciel, który powinien był dać im dostęp do źródła oświaty wtedy, gdy było ich prawo. A może uczynią to jacyś dobrzy panowie lub dobrotliwe paniusie, które „z litości i z sumienia” interesować się będą „biednymi, pozbawionymi nauki” dziećmi. Czytaj dalej

Zdzisław Mierzyński: Franciszek Ferrer. Męczennik Wolnej Myśli, Twórca Nowoczesnej Szkoły Świeckiej. W piętnastoletnią rocznicę jego zamordowania [1924]

francisco-ferrer-flavio_costatini

13 października r. b. zebrali się w Brukseli przedstawiciele zrzeszeń wolnomyślnych Zachodu, ażeby wspólnie uczcić piętnastoletnią rocznicę mordu sądowego, popełnionego na Franciszku Ferrerze, męczenniku zarówno Wolnej Myśli, jak i idei wyzwolenia proletariatu, które miało być dokonane na drodze racjonalnego wychowania najmłodszego pokolenia. W Polsce imię Ferrera jest mniej znane szerokiemu ogółowi, jakkolwiek na całym Zachodzie rocznica jego śmierci (w roku 1909) jest uroczyście obchodzoną przez związki wolnomyślicielskie i zrzeszenia proletariackie. U nas jedynie Łódź rocznicę tę publicznie obchodzi, dzięki temu, że jej Koło wolnomyślicielskie składa się przeważnie z proletariatu pracującego fizycznie i umysłowo. Czytaj dalej

Stanisław Bańczyk: Do szkoły [1936]

1[2]

3 września rozpoczął się rok szkolny. Roztworzyły się bramy szkół, a zewsząd miliony dzieci śpieszą po wiedzę, która jest kluczem do wszystkiego, co nieznane i okryte mgłą. Ale niestety nie wszystkie dzieci znajdują pomieszczenie w szkołach i ciasnych izbach przeznaczonych do nauczania. Brak lokali i brak sił nauczycielskich nie pozwala przeszło milionowi dzieci korzystać z dobrodziejstw nauki i wiedzy. Ten milion małych obywateli przeznaczonych na analfabetów – to przeważnie dzieci chłopskie. Dzieci rwą się i płaczą za szkołą, ale muszą czekać, często kilka lat, aby się dostać do szkoły. Widzimy na wsi dzieci, które w jedenastym roku życia rozpoczynają naukę. Z drugiej strony nauczycielstwo jest przeciążone pracą, gdyż na jedną siłę w wielu razach wypada 100 dzieci, a spotkałem i taką szkołę, gdzie jest 127 dzieci na jedną nauczycielkę, a winno być według ostatnich norm 60 dzieci, a jeszcze dawniej 40. Przy takich warunkach nauczanie na wsi stoi na bardzo niskim poziomie, co w połączeniu z tym milionem dzieci pozbawionych możności uczenia się – stwarza olbrzymią armię analfabetów młodego pokolenia wsi. Czytaj dalej

Nasze Domy Robotnicze [1923]

1[1]

Oprócz wykazanych 12 Domów Robotniczych jest w posiadaniu robotniczym kilkadziesiąt domków i realności, w których mieszczą się sklepy stowarzyszeń spożywczych i lokale mniejsze, służące na urządzenie małych zgromadzeń, konferencji lub posiedzeń. Jeżeli zważymy, że w roku 1905 stanął pierwszy Dom Robotniczy w Stonawie, to należy stwierdzić, że dzieła wybudowania dwunastu wspaniałych gmachów dla użytku robotniczego dokonano właściwie w okresie dziesięciu lat, gdyż czas wojenny należy z tego wyłączyć. Jeżeli weźmiemy pod uwagę etnograficzną część Śląska Cieszyńskiego – w części czeskiej – gdzie mieszka koło 160 000 Polaków, z czego można liczyć śmiało 75-80% robotników, to musimy stwierdzić, że Domy Robotnicze stoją właśnie w tych miejscowościach, gdzie największy procent jest Polaków, co najlepiej dowodzi, że budowy te są prawie wyłącznie dziełem polskiego robotnika. Czytaj dalej

„Siła”: Młodzież robotnicza a związki zawodowe [1937]

1[1]

Przed klasą robotniczą, a w pierwszym rzędzie przed młodzieżą, jest jeszcze wiele rzeczy do spełniania, i to właśnie w organizacjach zawodowych. Przede wszystkim musimy dążyć do zniesienia klęski bezrobocia i zatrudnienia wszystkiej młodzieży, lecz nie kosztem wyrzucania rodziców z pracy, a przyjmowania na ich miejsce młodzieży jako wydajniejszej i niżej płatnej siły roboczej. Aby dać wszystkim zatrudnienie, musimy walczyć o skrócenie czasu pracy do 6 godzin dziennie przy równoczesnym podwyższeniu zarobków do granic możliwości. Musimy przeprowadzić prawdziwą ochronę pracy młodzieży i dorosłych. Musimy zabezpieczyć młodzieży warunki higieniczne i zdrowotne. Bo chcemy wychować zdrowych moralnie i fizycznie przyszłych pionierów Wolności i Socjalizmu. Czytaj dalej

Zygmunt Mysłakowski, Feliks Gross: Badamy proletariat [1938]

~~[1]

Ta różnorodna masa, żyjąca w bardzo różnych warunkach, przenikana przez najróżnorodniejsze prądy ideologiczne, ogarnięta tendencjami do awansu społecznego, stale w chwiejnej równowadze, stale nie czująca się „nasyconą” i dlatego objawiająca dużą prężność społeczną, zasługuje na jak największą uwagę. Tej uwagi udziela jej się zbyt mało. Wyłącznie administracyjno-polityczny stosunek to stanowczo zbyt mało. Społeczeństwo musi znać robotnika, otoczyć zrozumieniem jego dążenia do kultury: państwo powinno zajmować się nim nie tylko w okresach rozruchów, musi ono otoczyć opieką jego uzasadnione ambicje, jego dążenia do współudziału w dobrach kultury; rozszerzy ono w ten sposób swe oparcie społeczne, wyjdzie poza zaklętą sferę inteligencji i biurokracji. A masa ta nie musi być dopiero mozolnie rozbudzana; przez swoją dynamikę, przez swój pęd do kultury zaznacza sama mocno, czym jest i ku czemu dąży. Czytaj dalej

Adam Próchnik: Zadania kulturalno-oświatowe spółdzielczości mieszkaniowej [1936]

~[1]

Skupienie ludzkie na mocy swego prawa bezwładności zacznie z pewnością współżyć, współdziałać i zaspakajać swe potrzeby kulturalno-oświatowe. Ale te samorzutne i żywiołowe tendencje tylko drogą zorganizowanej i planowej akcji można przekształcić w wielką działalność, mającą na celu luźne i często przypadkowe skupisko ludzkie przetworzyć w świadomą swych celów i zadań społeczność. Bo to wszakże musi być naszą zasadniczą dążnością. Ta czy inna potrzeba ekonomiczna ściąga nas do ruchu spółdzielczego. Stanowi ona jednak tylko punkt wyjścia. Doszedłszy najpierw do przekonania, że trzeba się łączyć i solidarnie działać, aby osiągnąć tę konkretną potrzebę, która nas skłoniła do wstąpienia do spółdzielni, musimy z kolei dojść do wniosku, że i szereg innych potrzeb możemy również najlepiej zaspokoić przez współdziałanie i zorganizowaną współpracę. Szczytowym punktem rozgrywającego się w naszej świadomości procesu będzie wytworzenie się przekonania, że stanowimy zorganizowaną społeczność, obejmującą całokształt życia. Czytaj dalej

Zygmunt Piotrowski: Precz z ministrem oświaty (przemówienie w Sejmowej Komisji Budżetowej) [1925]

1[1]

Uważamy za podstawę szkolnictwa w Państwie szkołę powszechną, która winna być bezpłatna, obowiązkowa, przystępna dla wszystkich dzieci, o organizacji i typie 7 klas. Każdy obywatel winien przejść i ukończyć taką szkołę, a szkoła średnia powinna być nadbudową i po zniesieniu trzech najniższych obecnych klas przystosowaną do dalszego kształcenia. Mówcy poprzedni atakowali szkołę średnią, jako przeznaczoną dla specjalnych sfer, która wiele kosztuje Skarb i produkuje jedynie „nadmiar inteligencji”. Jesteśmy za udostępnieniem szkoły średniej dla wszystkich, zdolności winny jedynie decydować o możności korzystania ze szkoły. Nie możemy cofać się w rozwoju szkolnictwa i sztucznie zamykać dostęp do szkół średnich, ale będąc za ogólnokształcącymi szkołami średnimi, musimy jak najkategoryczniej zastrzec się i zaprotestować przeciwko obecnemu duchowi, który zapanował w szkole średniej. Duch serwilizmu i biurokratyzmu panoszy się, jest przepaść między wychowawcą a uczniem. Władze tolerują taki stan, że duch w szkole jest obcy naszemu życiu demokratycznemu. Czytaj dalej

Praca kulturalno-oświatowa Powązkowskiego Koła Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego [1939]

1[2]

Sekcja Samokształceniowa miała zadanie skupiać tych, którzy byli chętni i chcieli uczyć się w sposób zorganizowany. Gorzej czy lepiej, praca w tej sekcji nie ustawała nigdy. Sekcja Samokształceniowa skupiała w swoim ręku przeszkolenie społeczne i polityczne wszystkich nowo wstępujących do organizacji. Cykl wykładów, przez który obowiązkowo musiał przejść każdy nowy członek, nazywał się „ABC Socjalizmu”. Na czele sekcji stał zarząd obieralny spośród członków, a prowadził ją przeważnie ktoś delegowany przez Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego czy Związek Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Oprócz tej działalności, mającej charakter stały, organizowano także kursy, co należało do kompetencji Zarządu Koła. Kursy bywały liczne i rozmaite w zależności od wyłaniających się potrzeb. Czytaj dalej

Jarosław Górski: Estetyk – przyrodnik – czarodziej. Pisarskie powinności Janusza Korczaka

`[1]

W opowiadaniach i powieściach Korczaka bardzo często odnajdujemy takie marzenia, wyobrażenia, plany, projekty, które później, po pewnej obróbce i przycięciu do potrzeb rzeczywistości, wejdą do jego pism teoretycznych, a także do praktyki wychowawczej „Domu sierot” i „Naszego domu”. Czy są to niewielkie wzmianki i uwagi bohaterów-marzycieli, tak jak w „Dziecku salonu”, „Bankructwie małego Dżeka” czy niezliczonych opowiastkach i humoreskach, czy też jest to całościowy, systematyczny plan przebudowy świata, jak w znakomitej, awangardowej i unikalnej w skali światowej, a niemal zupełnie dziś zapomnianej powieści utopijnej „Szkoła życia”. Często, jak w obu powieściach o Królu Maciusiu, znajdujemy jakby podanie w wątpliwość marzeń samego Korczaka, żywionych przez niego przekonań, nadziei czy planów związanych z oddaniem dzieciom pełni władzy, czy to nad samymi sobą, czy to nad Domem Sierot, czy w końcu nad światem. Wygląda to tak, jakby literatura była dla Starego Doktora czarodziejskim (czy jak kto woli – zgodnym z najlepszymi praktykami wizualizacyjnymi) pierwszym etapem w drodze do działania, w którym musi dojść do jak najdokładniejszego, jak najbardziej plastycznego wyobrażenia sobie tego, co chce się w świecie zmienić, tego, jak się chce tego dokonać oraz tego, jak ma świat wyglądać po przemianie. Czytaj dalej