Wiktor Alter

O komunizmie i komunistach

[1926]

Szczerzy komuniści (a o innych nie warto wspominać) posiadają szereg cennych zalet: rewolucyjny temperament, ofiarność i przede wszystkim wstręt do mieszczańskiego filisterstwa, tej treści całego życia burżuazyjnego, przenikającego również zbyt często do ruchu robotniczego.

Ale… indywidualne cechy najlepszych spośród komunistów nie rozstrzygają o wartości komunizmu jako kierunku ruchu robotniczego. Dla oceny kierunku politycznego są przede wszystkim miarodajne polityczne jego przesłanki i polityczne rezultaty.

Współczesny ruch komunistyczny składa się z dwóch nierównomiernych części: Rosji Sowieckiej i partii komunistycznych pozostałych krajów. Rosja i tylko Rosja, jest mózgiem, skarbnikiem, wzorem i ostoją całego ruchu. Pozostałe partie komunistyczne żyją wyłącznie odblaskiem Rosji Sowieckiej.

Toteż cały ruch komunistyczny nosi na sobie piętno stosunków wewnętrznych i zewnętrznych Rosji. W ten tylko sposób można zrozumieć anomalie tego ruchu i jego sprzeczności.

A więc:

Najistotniejszą cechą komunizmu jest negowanie wszelkiej „demokracji” we wszelkiej jej przejawach. Przede wszystkim w dziedzinie ogólnopolitycznej – zwalczanie powszechnego prawa wyborczego, tj. jednakowego formalnego prawa politycznego wszystkich mieszkańców kraju do kierowania jego życiem politycznym. Zasada wyłączności klasowej czynnych praw politycznych jest dla komunistów nietykalnym dogmatem. Dla lewicowych socjalistów (jak np. Otto Bauer), jest to ewentualna konieczność polityczna, chwilowe zło, które należy możliwie najszybciej usunąć.

Następnie: negacja „demokracji” w sensie demokratycznych wolności zebrań, stowarzyszeń, słowa w druku i w mowie dla swych przeciwników. Praktyka komunistów zarówno w Rosji, jak i w tych organizacjach robotniczych wszystkich krajów, które opanowali, jest pod tym względem bardziej wymowna od ich teorii. Bezwzględne tępienie opozycji jest podstawą sztuki rządzenia komunistów. Najbardziej lewicowi socjaliści nie mogą przetrawić tej taktyki, dławiącej i duszącej wszelkie samorzutne przejawy życia społecznego i wątpliwej jako stała metoda pod względem celowości rewolucyjnej.

Następnie, negacja „demokracji” wewnątrz proletariatu, możności rządzenia się klasy robotniczej według własnego uznania. Prawowity komunista rozumie „dyktaturę proletariatu” tylko w postaci dyktatury partii komunistycznej. Jeśli ogół robotniczy godzi się na władzę komunistów, tym lepiej, W przeciwnym wypadku biada tej większości robotniczej, która ,,nie rozumie swych własnych interesów”.

„Świadoma mniejszość” weźmie na swe barki zadanie całości i z własnego natchnienia będzie czerpała siłę i wolę do sprawowania rządów. Władza komunistyczna nie jest odpowiedzialna przed nikim prócz swej partii i nie może być nigdy przez nikogo odwołana (poza zmianami personalnymi, decydowanymi przez partię).

Zbytecznym jest dodawać, że stanowisko to napotyka na stanowczy sprzeciw wszystkich socjalistów.

Wreszcie negacja „demokracji” wewnątrz własnej partii. Ruch komunistyczny składa się z wielu „powołanych”, ale „wybranych” jest tylko kilku. Tych kilku pomazańców Bożych decyduje o wszystkim. Pozostali muszą słuchać. A jeśli nie umieją słuchać z należytą pokorą, są złymi komunistami. Wszelka próba obrony własnego stanowiska grozi utratą wpływów i stanowiska (Trocki, Radek, Brandler, Wałecki i inni). Nawet tacy dwaj luminarze „leninizmu”, jak Zinowiew i Kamieniew zostali zmieszani z błotem i zdegradowani, gdy ośmielili się publicznie stwierdzić, że są w niektórych sprawach odmiennego zdania niż większość Centralnego Komitetu. Wszelkie mocniejsze zamanifestowanie własnej indywidualności ściąga klątwę na głowę śmiałka i stawia go poza nawias ruchu (Seratti, Levi, Bałabanowa, Frossart, Souvarine, Monatte, Robert Williams i wielu innych). Dlatego też w ruchu komunistycznym (poza Rosją) jest tak wielu ludzi, a tak mało jednostek o wybitnej indywidualności.

Należy przyznać, że komunistyczna negacja demokracji jest przemyślana gruntownie i do końca.

Jest to oligarchiczna, absolutystyczna niemal doktryna.

Ta zasada absolutyzmu w ruchu robotniczym nie jest zupełnie nową. Już za czasów pierwszej Międzynarodówki ujawniały się tendencje identyfikowania nie tylko ideowego, ale i organizacyjnego całego ruchu z pewną osobą, Marks odpowiedział jednej delegacji: „Niemiecki ruch robotniczy – to ja i Engels”. Następnie Lassalle podniósł tę zasadę do potęgi dogmatu, niemal kamienia węgielnego całej organizacji robotniczej. Raz na trzy lata miały się odbyć wybory wodza, który podczas swej kadencji korzystał z nieograniczonej niemal władzy. Wreszcie Lenin zdołał praktycznie zrealizować postać samowładcy w ruchu robotniczym, cieszącego się nieograniczonym zaufaniem i bezwzględnym posłuszeństwem swych współtowarzyszy.

Ta koncepcja „monarchizmu” robotniczego posiada te same cechy psychiczne, co i monarchizm burżuazyjny. Ze strony tłumu działa tu przede wszystkim obawa wolności. Znaczna większość ludzi staje bezradna wobec istotnej wolności i nie wie, co z nią począć. Dorośli niewiele różnią się od dzieci. I ci, i tamci w swej przeważającej większości są zadowoleni, gdy inny lub inni wskazują wyraźną drogę postępowania. A zwłaszcza w sytuacjach skomplikowanych, nowych, gdzie tradycja zawodzi. Wtedy człowiek silny (a takimi byli Marks, Lassalle, Lenin, jak również Piotr Wielki, Napoleon, Bismarck), narzucając swą wolę masom, nie tylko ich nie gwałci, ale jeszcze wzbudza wdzięczność i uwielbienie.

Drugim ,,monarchistycznym” argumentem – dla wodzów – jest sprężystość działania. Pod tym względem za wzór służy organizacja wojskowa, gdzie wszystko jest oparte na rozkazie z góry i posłuszeństwie z dołu. Jednoosobowość kierownictwa jest rzekomo rękojmią powodzenia.

Ale… ludzie wyjątkowo silni są wyjątkami. Sytuacje najbardziej niezwykłe powszednieją. Toteż budowle na tych przesłankach wznoszone są nietrwałe i kruszeją szybko pod wpływem działania atmosferycznego. Tak współczesny ruch robotniczy przed wojną, pomimo całego wpływu Marksa i Lassalle’a, szybko wyzbył się nastrojów „absolutystycznych” i rozbudował się potężnie na podstawach maksymalnej wolności jednostki, na podstawie samorzutnej, jak najmniej krępowanej twórczej działalności mas. Zarówno lassalczycy w Niemczech, jak i blankiści we Francji szybko zrezygnowali ze swych teorii zmilitaryzowania ruchu robotniczego.

Potem przyszła wojna i rewolucja rosyjska. Sytuacja nowa, niezwykła. A Lenin był niewątpliwie człowiekiem o potężnej indywidualności. Zmartwychwstała doktryna absolutyzmu robotniczego i święciła triumfy niemałe, choć sprzeczną jest z duchem nowoczesnego ruchu robotniczego.

Dlaczego jednak ta doktryna tak uporczywie broniona jest przez komunistów? Odpowiedź nie trudna: Przyczyna tkwi w wewnętrznych stosunkach Rosji. Rząd sowiecki, reprezentujący nieliczną warstwę proletariatu, otoczony morzem drobnomieszczaństwa chłopskiego, może istnieć i utrzymać się tylko metodami, które stosuje wszelki rząd znikomej mniejszości: negacją demokracji, bezwzględnym tępieniem opozycji i absolutyzmem, całkowitym lub połowicznym. A jest rzeczą ludzką konieczność przekształcać w cnotę, a teorię dostosowywać do praktyki.

Drugą cechą komunizmu jest jego niezwykły oportunizm. To brzmi paradoksalnie, ale odpowiada rzeczywistości.

Komunistom wszystko wolno. A przede wszystkim wolno zmieniać zdanie i opinię.

Wolno wczoraj mówić, że nie można pozostawać w związkach zawodowych razem z socjal-ugodą, a dziś dążyć do połączenia tychże związków nawet z chadekami. Wolno wczoraj mówić o dyktaturze proletariatu, a dziś usuwać z nazwy partii słowo „robotnicza”, by łatwiej objąć drobnomieszczaństwo wiejskie, zwłaszcza kresowe. Wolno wczoraj piorunować przeciw wszelkiemu nacjonalizmowi, a dziś stać się patentowanym sojusznikiem wojującego nacjonalizmu Kemal-Paszy w Turcji, Sinn-Feinów w Irlandii, Abd-El-Krima marokańskiego lub studentów chińskich (dla socjalisty nie zawsze walka przeciwko uciskowi narodowemu oznacza sojusz z uciskanym nacjonalizmem. Przykładem syjoniści lub choćby Kemal-Pasza). Wolno dalej wczoraj szukać wspólnego „kawałka drogi” z faszystami, dzisiaj wymyślać socjalistom jako zamaskowanym faszystom, jutro proponować socjalistom wspólną walkę przeciwko faszystom, a pojutrze – znowu wykręcić koziołka.

Można by przykładów przytoczyć bez liku. Komunistom wszystko wolno. A nazywa się to strategicznym manewrowaniem. Tak działają kojąco ładne słówka na zaniepokojone sumienie rewolucyjne komunisty.

Skąd się bierze ten bezgraniczny oportunizm? Jest on odbiciem życiowej konieczności Rosji Sowieckiej jako państwa. Cziczerin musi lawirować pomiędzy Skrzyńskim a Stressemanem. A zdobycie kredytów angielskich i francuskich wymaga giętkości i elastyczności, choćby kosztem konsekwencji. Potrzeba zaś jest matką wynalazków. A Rosja Sowiecka kształtuje ruch komunistyczny na „obraz i podobieństwo swoje”.

Odrzucenie kompromisów zasadniczo jest nonsensem. Kompromis jest w życiu politycznym równie niezbędny, jak mikroby w życiu organicznym. Ale różne bywają mikroby i różne kompromisy. Są niezbędne i są szkodliwe. Cała sztuka polityki polega na odróżnieniu jednych od drugich.

Dla komunistów szkodliwe są tylko te kompromisy, które robią inni. Ich własne są zawsze uświęcone celem, o którym nigdy nie zapominają: zdobycie władzy. A jeśli się nawet pomylą, to mają dla siebie dość wyrozumiałości, by nie czynić sobie wyrzutów. No, to się nie udało!

To uporczywe zapatrzenie się w jeden cel – zdobycie władzy – stanowi trzecią cechę charakterystyczną komunistów. Mniejsza o to, jakimi drogami i środkami i wszystko jedno, jak się rzeczy potem ułożą. Aby prędko i dużo.

Wiktor Alter
______________
Powyższy tekst pierwotnie był częścią rozdziału książki Wiktora Altera „Socjalizm walczący”, Warszawa 1926. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Wiktor Alter (1890-1943) – działacz i publicysta socjalistyczny. Urodził się w żydowskiej chasydzkiej rodzinie w Mławie. Ukończył w Belgii studia jako inżynier-mechanik. Po powrocie ze studiów do Polski zaangażował się mocniej niż dotychczas w działalność w żydowskiej partii socjalistycznej Bund (jej członkiem był od roku 1905), za co został aresztowany i zesłany na Syberię. Uciekł stamtąd najpierw do Belgii, a po wybuchu I wojny światowej do Wielkiej Brytanii, gdzie wstąpił do Labour Party. Po wybuchu rewolucji lutowej wyjechał do Rosji, w marcu 1917 r. jako członek Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich był autorem deklaracji opowiadającej się za prawem Polski do pełnej i bezwarunkowej niepodległości. W grudniu 1917 r. został członkiem Komitetu Centralnego Bundu. Po odzyskaniu niepodległości powrócił do Polski, kontynuując działalność polityczną w Bundzie, do którego głównych liderów należał obok Henryka Ehrlicha. Początkowo zwolennik współpracy partii socjalistycznych (Bundu i PPS) z komunistami, w miarę narastania terroru w ZSRR zmienił stanowisko i sprzeciwiał się forsowanej przez komunistów idei „frontów ludowych”, był także przeciwnikiem wstąpienia Bundu do Międzynarodówki Komunistycznej i przeforsował ideę przynależności partii do Międzynarodówki Socjalistycznej (wszedł w skład jej władz centralnych). W międzywojniu kilkakrotnie wybierany radnym Warszawy, w latach 1921-1939 był reprezentantem żydowskich socjalistów w Komisji Centralnej Związków Zawodowych. Od roku 1936 zasiadał wskutek wyborów w zarządzie warszawskiej Wyznaniowej Gminy Żydowskiej, z której próbowano go usunąć pod pretekstem, iż jako osoba krytyczna wobec tradycji żydowskiej nie dokonał obrzezania swego syna. Po wybuchu II wojny światowej znalazł się na terenach objętych okupacją sowiecką, 29 września 1939 aresztowało go NKWD. Został skazany na śmierć, karę zamieniono jednak na 10 lat więzienia. Po podpisaniu układu Sikorski – Majski objęła go amnestia. Wraz z Ehrlichem zostali zwolnieni na mocy pomysłu Berii, by objęli funkcje liderów Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego – było to uzależnione od ich zgody na współpracę z NKWD, jednak zaraz po uwolnieniu odmówili wszelkich kontaktów z sowiecką bezpieką. Zajęli się m.in. próbą wyjaśnienia sowieckiego mordu na polskich żołnierzach w Katyniu, Charkowie i Miednoje. 4 grudnia 1941 został wraz z Ehrlichem aresztowany przez NKWD, następnie przetrzymywany w więzieniu (towarzyszyły temu liczne protesty środowisk żydowskich, socjalistycznych i związkowych w państwach alianckich), a później zamordowany (data nie jest znana) – władze sowieckie w 1943 r. wydały komunikat, iż Alter został skazany na śmierć za „szpiegostwo na rzecz Hitlera”, co było oczywiście zarzutem całkowicie fałszywym. Jego symboliczny grób powstał w roku 1988 na cmentarzu żydowskim w Warszawie przy ul. Okopowej. W międzywojniu był bardzo aktywnym publicystą prasy socjalistycznej i związkowej oraz autorem kilku książek: „Socjalizm walczący”, „Gdy socjaliści przyjdą do władzy…”, „Jedność i plan”, „O problemie żydowskim w Polsce”, „Antysemityzm gospodarczy w świetle cyfr”, „Hiszpania w ogniu”, „Comment Réaliser Le Socialisme”, „Der emes vegn Palestine”, „Grund-printsipien fun der proletarisher kooperatsye”, „Człowiek w społeczeństwie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *