dr hab. Jarosław Tomasiewicz, Piotr Grudka

Na dwa fronty. Paramilitarne struktury PPS 1919–1928

Po rozwiązaniu Milicji Ludowej i innych socjalistycznych formacji paramilitarnych PPS musiała odbudowywać swą milicję od podstaw [rozwiązanie Milicji Ludowej i innych podobnych formacji opisano tutaj]. O ile zbrojna działalność socjalistów w okresie odzyskiwania niepodległości i walki o granice jest zrozumiała, o tyle funkcjonowanie bojówki partyjnej w demokratycznej Rzeczypospolitej budzi dziś wątpliwości. Warto zatem przywołać socjopolityczny kontekst tego zjawiska. Do stosowania przemocy szczególnie skłonni byli ludzie zdesperowani, walczący o materialne warunki egzystencji, dlatego konflikty społeczne (strajki, demonstracje) miały nieraz gwałtowny przebieg. Typowym przykładem mogą być wydarzenia podczas pochodu robotniczego z Rakowa do Częstochowy w listopadzie 1923 r., gdy doszło do „starcia z policją, która operowała bagnetami, a […] robotnicy użyli do walki cegieł […], żelaznych szuflad i drągów”. Starcia policji z bezrobotnymi 9 lutego 1926 r. w Kaliszu trwały dziesięć godzin.

Nic dziwnego, że przemoc przenosiła się na stosunki polityczne. Wszystkie partie miały swoje bojówki, brutalnie zwalczające przeciwników. Socjalista Stefan Brzozowski, jadąc w teren agitować przed wyborami 1922 r., musiał zaopatrzyć się w rewolwer bębenkowy typu nagan, gdyż endecy pobili mówców PSL „Wyzwolenie” na wiecu przedwyborczym w pobliskim Jeżowie. Eugeniusz Ajnenkiel, opisując rozłam w łódzkich związkach zawodowych, wspomina o „związku brukarzy, […] posiadającym zdecydowanych do bitki i noża adherentów”. Bójki wybuchały na zebraniach, np. na posiedzeniu Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS 12 września 1928 r. „podczas repliki Jaworowskiego wywiązała się między nim a Żuławskim bójka, w rezultacie której poprzewracano stół i krzesła”. Gwałtowny przebieg miały kampanie wyborcze – Ludwik Hass opisuje na przykładzie Warszawy, że „często dochodziło do awantur i bójek pomiędzy […] agitatorami”. Przemocą posługiwali się nie tylko szeregowi aktywiści. W Radzie Miejskiej Łodzi zdarzały się „bójki na pięści i krzesła”. Przemoc wdzierała się nawet do najwyższych instancji państwa. Wincenty Witos opisywał sceny w Sejmie, jak po zabójstwie prezydenta Gabriela Narutowicza „socjaliści […] uzbrojeni w sękate laski, z posłem Wojtkiem Malinowskim na czele, wpadli do klubu Związku Ludowo-Narodowego celem dokonania doraźnego wymiaru kary. […] Po dłuższym czasie i trudzie zdołano walczących zapaśników rozdzielić”.

W takich warunkach posiadanie bojówki było wręcz koniecznością. Tomasz Arciszewski, zeznając podczas procesu brzeskiego, oznajmił: „Już […] w 1919 r. rozpoczęły się ataki na PPS ze strony komunistów i wobec tego należało stworzyć straż porządkową dla ochrony partii”. PPS działała niejako dwutorowo. Jak wspomina Aleksy Bień, z jednej strony tworzono milicję przy komitetach dzielnicowych partii, z drugiej szkolono kadry „pod firmą” Związku Strzeleckiego. Istotnym zapleczem kadrowym były też robotnicze organizacje sportowe. Tadeusz Jabłoński wspominał: „Pużak był […] inspiratorem organizowania siły fizycznej w partii dla jej obrony na bazie robotniczego ruchu sportowego i ruchu młodzieżowego. […] robotnicze kluby sportowe mają być traktowane jako przysposobienie wojskowe, na wzór Schutzbundu wiedeńskiego”. Pierwszy z nich – RKS „Skra” – powstał już w grudniu 1921 r.; w jego ramach funkcjonowały m.in. sekcje strzelecka, zapaśnicza i bokserska.

Osmoza między PPS a Związkiem Strzeleckim była na tyle głęboka, że socjalistyczna „Gazeta Robotnicza” mogła głosić: „Strzelec powstał i wyrósł dzięki PPS”. Potwierdzali to przeciwnicy – endecka „Gazeta Polska” pisała, że „Strzelec” rekrutuje członków z „mętów społecznych”, jest „przesiąknięty żywiołami socjalistycznymi”, służy „sprawie rewolucji społecznej”. Działaczem ZS od 1912 r. był Józef Łokietek, komendant warszawskiej milicji PPS, pełniący funkcję „komendanta placu” w „Strzelcu”. Dzięki temu bojówka socjalistów szkoliła się w lokalach i na poligonach Związku Strzeleckiego, wykorzystując jego mundury i sprzęt. „Powiązania obydwu grup na tym […] terenie były takie, że sam diabeł nie zgadłby, gdzie kończy się milicja PPS, a zaczyna »Strzelec«” – napisał Jerzy Rawicz. Również w Zagłębiu Dąbrowskim Zarząd Okręgowy „Strzelca” tworzyli socjaliści: przewodniczącym był Aleksy Bień, a komendantem kpt. rez. inż. Cezary Uthke.

Do rozbratu doszło po przewrocie majowym. Wobec tworzenia na bazie „Strzelca” Związku Naprawy Rzeczypospolitej – konkurencyjnej partii politycznej – Sekretariat Generalny CKW PPS wydał 12 czerwca 1926 r. okólnik zalecający, by „sparaliżować w zarodku ZNR i uchronić Strzelca przed partyjnictwem”. W oddziałach zdominowanych przez socjalistów należało nie dopuszczać do podporządkowania ZNR, z pozostałych protestacyjnie występować. Członkostwo w ZS było dopuszczane tylko równolegle z przynależnością do milicji partyjnej („Będąc w Strzelcu pobierają niezbędną wiedzę wojskową, by zastosować ją do milicji PPS”) przy pierwszeństwie rozkazów milicji; zarazem nakazywano przyśpieszyć formowanie milicji PPS. Mimo to stosunki ze Związkiem Strzeleckim pozostawały początkowo poprawne, policja donosiła, że „pomiędzy ludźmi obydwu tych organizacji nie było poważniejszych zajść”. W styczniu 1928 r. z inicjatywy Medarda Downarowicza doszło do zawarcia paktu o nieagresji między milicją a „Strzelcem” na czas wyborów, czy nawet porozumienia skierowanego przeciw komunistom i prawicy. Jeszcze jesienią 1928 r. terenowe organizacje PPS (np. w Gostyninie) angażowały się w tworzenie struktur ZS.

Równolegle (czy też przenikając się ze „Strzelcem”) istniała właściwa milicja partyjna. Początkowo miała ona charakter doraźnych straży porządkowych o płynnym członkostwie i zdecentralizowanej strukturze. Milicję formowano przed ważnymi wydarzeniami z pewnych, odważnych i silnych fizycznie towarzyszy. Na przykład przed demonstracją pierwszomajową 1922 r. warszawska konferencja międzydzielnicowa PPS uchwaliła, że każdy komitet dzielnicowy ma przysłać do dyspozycji Okręgowego Komitetu Robotniczego 10 milicjantów pod dowództwem komendanta; następnego dnia na podwórzu OKR odbyła się próbna musztra milicji. Niezależnie od bojówki partyjnej dowodzonej przez J. Łokietka, swoje służby porządkowe (Milicję Robotniczą) tworzyły też poszczególne związki zawodowe, np. związek metalowców (komendant Rączka). Warszawscy milicjanci wyróżniali się czerwonymi opaskami z napisem „PPS” i numerem legitymacji partyjnej, które potem miały być zastąpione „żetonami”. Milicja uzbrojona była w rewolwery (ok. 350 – częściowo prywatne, częściowo wypożyczane milicjantom przez partię), dysponowała samochodami ciężarowymi (prawdopodobnie wypożyczanymi przez Wydział Zaopatrywania m. Warszawy).

Instytucjonalizacja milicji stopniowo postępowała. Źródła policyjne donosiły, że decyzja o powołaniu „defensywy” zapadła na zebraniu warszawskiej PPS 29 kwietnia 1922 r. Jerzy Czeszejko-Sochacki uważa, że decydującym impulsem powołania „milicji porządkowej” pod komendą Łokietka były rozruchy towarzyszące wyborowi Narutowicza. Według Kazimierza Pużaka, milicja PPS jako „stała instytucja partyjna” działała od 1925 r. Prawdopodobnie wtedy podjęto uchwałę – nieegzekwowaną wszakże – że do milicji należeć powinien każdy członek partii w wieku 21-30 lat. Wsparcie socjalistycznych magistratów Sosnowca i Dąbrowy Górniczej pozwoliło na rozbudowę milicji PPS w Zagłębiu Dąbrowskim. Dowodzona przez Tadeusza Dobrowolskiego, Stanisława Bergera i Edwarda Zycha, została zorganizowana w plutony i kompanie, jednolicie umundurowana i przeszkolona. W Warszawie liczbę milicjantów oceniano w 1926 r. na ok. 100, ale w zbiórce warszawskiej milicji 21 października 1928 r. brało jednak udział aż 600 milicjantów. Porównanie z liczbą członków partii świadczy, że bojówka nie miała charakteru masowego, lecz raczej zamknięty: w Śródmieściu na 280 członków PPS do milicji należało zaledwie 10-15. Wynikało to nie tyle z planowej kadrowości milicji, co z postępującej już jej gangsteryzacji.

Problemów nastręczało utrzymanie dyscypliny w milicji. Bojówka praktycznie usamodzielniła się, nie tylko działając samowolnie, ale realizując też nieraz odmienną od oficjalnej linię polityczną. Kierownictwo PPS skarżyło się, że „bojówka występuje zawsze zbyt agresywnie”, że „bojowcy, rozzuchwaleni bezkarnością, wywołują bójki przy lada sposobności”. Wynikało to również z przyczyn pozapolitycznych, takich jak nadużywania alkoholu przez milicjantów. „Do nieodłącznych utensyliów »pracy« bojówki obok browninga, kastetu i laski należała butelka »monopolki«” – pisze Rawicz. Potwierdzały to źródła policyjne, donoszące np. o nielegalnym wyszynku napojów alkoholowych i nocnych libacjach w Warszawskim OKR. Narastanie powiązań bojówki ze światem przestępczym prowadziło do krwawych porachunków między milicjantami. 11 października 1926 r. Matys Lubelski, przewodniczący żydowskiej sekcji Związku Zawodowego Tragarzy i zarazem sutener zamieszany w handel żywym towarem, został zastrzelony przez Stanisława Makowieckiego; obaj byli członkami dzielnicy powązkowskiej PPS i partyjnej milicji. Dwa lata później w odwecie za zabójstwo Lubelskiego grupa Franciszka Sieczki zabiła Lucjana Groszyńskiego. Kontekstem kryminalnym tłumaczyć należy też strzelaninę między jednym z dowódców bojówki radnym Marcelim Piłackim a wywiadowcami policyjnymi Szeinmannem i Frankfurckim 9 października 1926 r. w restauracji przy ul. Leszno 40.

Milicja pełniła różnorakie funkcje. Jej zasadniczym (a w każdym razie oficjalnym) zadaniem była ochrona organizowanych przez partię zebrań, wieców, demonstracji i innych imprez. „Każdym pochodem PPS […] kierowała pod względem technicznym zawsze milicja” – pisał „Robotnik” podkreślając też „rolę milicji przy utrzymaniu porządku na sali” zebrań. Socjalista Przybyszewski uzasadniał to, mówiąc: „Proletariat polski, urządzając demonstracje majowe za czasów carskich, doszedł do wniosku, iż tylko siła zbrojna jest w stanie uchronić pochód od rozbicia – dlatego też robotnicy powinni zorganizować silną milicję dla własnej ochrony”. Dziennik „Robotnik” tak opisywał ochronę pierwszomajowej demonstracji w 1927 r.: „Otwierają pochód dwa samochody ciężarowe, wypełnione milicją robotniczą […] za autami dąży oddział milicji […] na tyle naszego pochodu znajdują się silne oddziały milicji pepesowskiej, za nim cztery auta w poprzek ulicy, potem dwa szeregi milicji”; szpaler milicjantów chronił też boki pochodu. Przemoc uważana była za skuteczną metodę działania. „Dano im [napastnikom] taki »wycisk« (w kinie »Oświatowe«), że potem nie odważyli się na dalsze […] zaczepki” – chwalił się Eugeniusz Ajnenkiel.

Rola milicji nie ograniczała się do obrony imprez przed ewentualnymi atakami – milicjanci używani byli także do kierowania i kontroli manifestacji, np. inicjując okrzyki i pieśni czy tłumiąc niepożądane wystąpienia (Aleksy Bień wspominał o pobiciu prowokatora, który wzniósł okrzyk „Precz z kościołem i religią!”). Bojówka używana była nie tylko w trakcie imprez stricte politycznych, ale również podczas pogrzebów działaczy partyjnych (jak np. Feliksa Perla w kwietniu 1927 r., gdy rozpędziła chasydów na żydowskim cmentarzu) czy imprez rozrywkowych („Musieliśmy mieć dobrą straż porządkową” na zabawach tanecznych, przyznawał Lucjan Motyka). Milicjanci wykorzystywani byli też –  zwłaszcza w okresach napięć politycznych – jako ochrona lokali partyjnych czy ochrona osobista przywódców partii. Józef Mieszkowski wspominał: „W [lokalu PPS na] Alejach [Jerozolimskich 6] mieliśmy porządki, przypominające raczej komendę jednostki wojskowej lub komisariat policji państwowej, niźli lokal partyjny. […] Na ławkach siedziały przeważnie groźne typy straży porządkowej z dzielnic Wola, Ochota lub Powiśle z potężnymi lagami w rękach”.

Oprócz zadań defensywnych milicja prowadziła też działania ofensywne. Polegały one, najogólniej rzecz ujmując, na uniemożliwieniu działalności przeciwnikowi. W praktyce oznaczało to przede wszystkim rozbijanie imprez wrogich organizacji. Członek PPS Jan Packan opisywał rozbicie zamkniętego zebrania endeków w sali Powiatowej Kasy Chorych na krakowskich Plantach: „nasza szturmówka pośrodku ze mną dotarła do trybuny. […] poseł endecki Stanisław Rymar […] wygrażał się, że wyrzuci nas przez policję […]. Nasi towarzysze kolejarze w dosadny sposób Rymara, już bez okularów na nosie, wynieśli z sali, którą endecy […] pospiesznie zaczęli opuszczać”. W okresie przedwyborczym zarządzano ostre pogotowie bojówki w lokalach dzielnicowych: „Zadaniem milicji będzie patrolowanie przez całą noc ulic Warszawy, zdzieranie plakatów list przeciwnych oraz ochrona plakatów własnych”. Bojówkarze atakowali też pojedynczych aktywistów i sympatyków innych ugrupowań. Sprawozdanie polityczne warszawskiej organizacji KPP uskarżało się latem 1928 r.: „Dla dzielnic takich jak Wola i Ochota bojówki pepesowskie są plagą. Ciągłe napady na towarzyszy sprawiają, że żyją oni pod stałą groźbą mordu pepesowskiego”. Przeciwnicy byli atakowani na ulicach, w oberżach, nawet w prywatnych mieszkaniach. Niekiedy przyjmowało to postać masowych nalotów i regularnych pacyfikacji całych osiedli (np. na Ochocie czy Pelcowiźnie). Oto opis jednego z takich wydarzeń: „pod tunelem kolejowym na Budach znalazły się 4 auta ciężarowe, z których wysiadło kilkunastu bojówkarzy. Spotkanych robotników wyłapali, bili, strzelali do nich. […] Ofiarą tej masakry padło 16 robotników”.

Niektóre akcje milicji nie mieszczą się w żadnej z powyższych grup. Bojówka pełniła również rolę prestiżowo-reprezentacyjną, urządzając przemarsze zwartych oddziałów ulicami miasta czy oddając salwy z rewolwerów na pogrzebach towarzyszy (np. „ugodzonego zdradziecką kulą” Wysockiego vel Pyzaka na cmentarzu wolskim 17 czerwca 1922 r.). W proletariackich dzielnicach Warszawy milicja była siłą pozwalającą egzekwować wyroki tzw. sądów robotniczych, tworzonych samorzutnie od 1918 r. Według Konstancji Jaworowskiej: „do Łukasza [Siemiątkowskiego] często różni ludzie –  robotnicy, członkowie dzielnicy i sympatycy – przychodzili, żeby ich godził, na skargę, i też obcy, którzy uważali się za pokrzywdzonych. […] Możliwe, że ktoś za to go wynagrodził, nie wiem”. Na Powązkach tę „ideową dintojrę” sprawował Łukasz Siemiątkowski (ps. „Tata Tasiemka”), na Pradze – działacze PPS Łagowski, Wierzbicki, Lewacz, w Jerozolimie – Kowalski, Żychowski, Masarowicz.

Bojówka mogła zapewniać też partii zaopatrzenie, np. dokonując przed zamachem majowym w 1926 r. kradzieży broni i amunicji z magazynów 21. i 30. pułku piechoty w warszawskiej Cytadeli. Komunista Czeszejko-Sochacki twierdzi nawet, że grupy bojowe PPS przeprowadzały ekspropriacje na cele partyjne już w Polsce niepodległej, dokonując napadów na banki i sklepy. Czynić miały to na początku lat 20. trzy bojówki pozostające w kontakcie z M. Malinowskim: lubelska (Leon Prybe i Czesław Gruszka), radomska (Jan Żurawski) i warszawska (Jan Trzciński ps. „Długi”). Ich dziełem miały być napady rabunkowe m.in. w Brześciu, Włodzimierzu Wołyńskim, Łucku, Zamościu i Dęblinie. W marcu 1923 r. grupa lubelska została rozbita przez policję, jej przywódców skazano na karę śmierci. Niedługo po tym Żurawski zginął w starciu z policją, zaś aresztowany Trzciński umarł w więzieniu.

Milicja prowadziła walkę niejako na dwóch frontach: z jednej strony przeciwko prawicy i kontrolowanemu przez nią aparatowi państwa, z drugiej – przeciw skrajnie lewicowej konkurencji. Z kolei do spektakularnej konfrontacji z prawicą doszło w 1922 roku. 11 grudnia prawicowi demonstranci zablokowali w bramie apteki Klawego przy pl. Trzech Krzyży posłów PPS Ignacego Daszyńskiego, Rajmunda Jaworowskiego i Bolesława Limanowskiego, chcąc uniemożliwić przysięgę prezydencką G. Narutowicza. Działaczka partii Apolonia Rybakowa zmobilizowała w lokalu na Al. Jerozolimskich 300-400 robotników, w tym 15 uzbrojonych milicjantów. „Wkroczyliśmy na pl. Trzech Krzyży i klinem wbiliśmy się w tłum” – wspominał uczestnik zajść. Doszło do starcia z endecką młodzieżą, a następnie do wymiany strzałów, w wyniku czego śmiertelnie ranny został niosący sztandar PPS robotnik Jan Kałuszewski. Kolejne starcie miało miejsce na Nowym Świecie. Gdy pięć dni później prawicowy zamachowiec zabił prezydenta, grupa piłsudczyków z Adamem Kocem przygotowała projekt „akcji karnej”, którą przeprowadzić miała milicja PPS. Jak napisał Andrzej Garlicki: „Pod tym enigmatycznym określeniem krył się projekt fizycznej likwidacji wybranych działaczy obozu narodowego”. Mimo gotowości J. Łokietka do udziału w tej akcji, została ona powstrzymana przez Ignacego Daszyńskiego.

Starcia z prawicą trwały i wcześniej, i później, także poza Warszawą, choć na ogół miały charakter niezorganizowany. Do starć między milicją PPS a bojówkami prawicy doszło w Bogucicach podczas marszu robotników Zagłębia Krakowskiego do Katowic z okazji przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Latem 1922 r. socjaliści pobili posłów Związku Ludowo-Narodowego (m.in. Stanisława Rymara), dwa tygodnie później rozbili wiec endecji w kinie „Uciecha”. Według „Gazety Polskiej” odpowiedzialna była 100-osobowa bojówka o nazwie „Piłsudski” z Bednarczykiem i Packanem na czele. Organizator napadu twierdził, że dokonała tego skrzyknięta naprędce grupa kolejarzy. Zimą 1923 r. w Łomży młodzi socjaliści starli się na rogu ul. Dwornej i Giełczyńskiej z endekami rozlepiającymi klepsydry Eligiusza Niewiadomskiego.

Konflikty milicji robotniczej z policją miały charakter chroniczny, dochodziło do nich w czasie wielu manifestacji i strajków. Największy zasięg miały podczas strajku kolejarzy w Krakowie 6 listopada 1923 r. Strajkujący robotnicy przerwali wówczas kordon policji na ul. Dunajewskiego, na co policja odpowiedziała ogniem. Wśród okrzyków „Niech żyje Piłsudski!” rozbrojone zostały dwie kompanie 16. pułku piechoty. Szarża 8. pułku ułanów załamała się ostrzelana przez robotników, konie ślizgały się na bruku polanym wodą. Buntownicy zdobyli samochód pancerny. Jak wspominał Packan: „Walka przeniosła się na całe miasto, robotnicy likwidowali policję, aż w końcu patrole robotnicze przejęły całą władzę w mieście”. Wskutek walk zginęło 3 oficerów, 11 szeregowców, 18 cywili; rannych zostało 31 policjantów, 101 wojskowych, kilkudziesięciu cywilów. Trudno ocenić, na ile wydarzenia te miały charakter żywiołowy, na ile zaś grupy uzbrojonych robotników działały w sposób zorganizowany i zdyscyplinowany; z relacji wynika, że straż porządkowa PPS nie panowała nad tłumem, a potem podstępem odebrała broń robotnikom. Dostrzec jednak można w wydarzeniach krakowskich trop piłsudczykowskiej konspiracji. Według Wincentego Witosa, działacz PPS Mieczysław Mastek „Twierdził […], że na dzień 6 listopada 1923 r. nasłano do Krakowa, bez ich woli i wiedzy, bardzo wielu ludzi zupełnie nieznanych, uzbrojonych i poinstruowanych. Pomiędzy nimi znajdował się także […] Kostek Biernacki. […] Mastek twierdził z całą stanowczością, że zamiarem Kostka Biernackiego było objęcie rządów w Krakowie i urządzenie stamtąd marszu na Warszawę”.

Kulminacją konfrontacji z rządzącą prawicą był przewrót majowy, w którym czynny udział wzięła PPS, a zwłaszcza jej „radykalne”, tj. piłsudczykowskie skrzydło. Już jesienią 1925 r. M. Malinowski poinformował Adama Pragiera o „pracy, jaką grupa towarzyszy z PPS oraz dawnych peowiaków podjęła dla przeciwstawienia się zamachowi przygotowywanemu przez prawicę”. O udziale piłsudczykowskich działaczy PPS w sprzysiężeniu świadczy zebranie w przeddzień marszu na Warszawę, na którym Bronisław Pieracki udzielił im instrukcji, a potem spotkanie Jędrzeja Moraczewskiego i Adama Kuryłowicza z Piłsudskim 12 maja ok. godz. 23.00. Wspierający przewrót kolejarze rozpoczęli strajk, aby uniemożliwić transport wojsk rządowych. 12 maja popołudniu Jaworowski ogłosił mobilizację członków warszawskiej organizacji PPS, a następnego dnia CKW partii oznajmił swe bezwarunkowe poparcie dla zamachu.

Poparcie ze strony socjalistów nie miało wymiaru wyłącznie politycznego, ale też militarny. Opinie historyków co do udziału batalionów robotniczych w zamachu są rozbieżne. Garlicki stwierdza, że „batalion robotniczy dzielnicy Wola” formowany w Domu Związków Zawodowych na ul. Leszno liczył zaledwie 150 nieuzbrojonych ludzi i nie uczestniczył w walkach, ograniczając się do usuwania komunistów ze swego rejonu. Z kolei Rawicz przytacza relacje świadczące o rozdawaniu przez Siemiątkowskiego i Piłackiego milicjantom broni ukrytej w mieszkaniach posłanki Zofii Praussowej i adwokata Polaka, jak również o likwidowaniu gniazd dywersji przez patrole milicji i o jej walkach na Polu Mokotowskim. Te relacje nie muszą być sprzeczne: być może „stała” bojówka walczyła, a ochotnicy stali w odwodzie. Herman Lieberman, socjalista skądinąd krytyczny wobec Piłsudskiego, przyznawał, że „istotnie proletariat warszawski z entuzjazmem przyłączył się do walk żołnierzy Piłsudskiego. Coraz to inne oddziały widywałem na ulicach uzbrojone w karabiny: sami proletariusze”.

Poparcie socjalistów dla przewrotu nie ograniczało się do stolicy. Łódzka organizacja PPS otrzymała od Pużaka polecenie: „Dogadać się z wojskiem […] Wejść w kontakt z kolejarzami. […] W razie potrzeby ogłosić strajk”. Eugeniusz Ajnenkiel wraz z bojowcami Antonim Purtalem, Franciszkiem Helińskim, Wiktorem Krawczykiem i Józefem Endrychem przystąpił do organizowania milicji składającej się z oddziału lotnego w sile 25 ludzi (stale dyżurującego w siedzibie OKR), siatki łączności (łącznicy z dzielnic) oraz ochrony lokali dzielnicowych tworzonej przez komendantów „milicji majowej” (grupy po 30 milicjantów). Milicja PPS wraz z członkami Związku Strzeleckiego pomaszerowała pod koszary 28. Pułku Strzelców Kaniowskich, który w rezultacie przeszedł na stronę Piłsudskiego. Na prośbę gen. Stanisława Małachowskiego, który poparł przewrót, PPS ogłosiła mobilizację swych członków formując dwie kompanie liczące po 150 ludzi, które zostały umundurowane i przećwiczone w koszarach. W ramach działań bojowych milicjanci wysadzili tory kolejowe na linii Strzałków – Kutno – Łowicz, unieruchamiając w ten sposób pociąg pancerny z Poznania. Jednak – podobnie jak Warszawie – już 17 maja gen. Małachowski nakazał rozwiązanie kompanii ochotniczych.

Podobnie wyglądała sytuacja w innych ośrodkach. Na przykład w Łomży OKR PPS wezwał członków do zgłoszenia się do koszar 33. pułku piechoty, gdzie zostali umundurowani i przeszkoleni. W Krakowie socjaliści powołali doraźną milicję robotniczą pod komendą Ryszarda Kunickiego, to samo nastąpiło w Bielsku.

Konflikt PPS z komunistami miał przyczyny zarówno ideologiczne (stosunek najpierw do niepodległości państwa polskiego, potem do jego granic i ustroju), jak i taktyczne (rywalizacja o tę samą bazę społeczną). Kwestie taktyczne zaostrzyły się po proklamowaniu przez Komintern „jednolitego frontu robotniczego od dołu”, który sprowadzał się do próby przechwytywania zwolenników socjaldemokracji przez partie komunistyczne. Gdy Komunistyczna Partia Robotnicza Polski wystąpiła w kwietniu 1922 r. z propozycją wspólnych demonstracji pierwszomajowych, reakcja PPS była negatywna: milicja miała nie dopuścić do włączanie się komunistów w pochód, a nawet niszczyć ich sztandary. KPRP oceniła, że „bojówka odegrać miała rolę pomocniczego ramienia zbrojnego burżuazji”.

W miarę upływu czasu konflikt się zaostrzał. W styczniu 1924 r. bojówka PPS pobiła komunistę Piotra Szelenbauma z fabryki Lilpopa, w lipcu tego roku ponownie zaatakowano członków KPRP w tym zakładzie, 3 sierpnia milicja zaatakowała wiec komunistyczny w Teatrze Powszechnym, w wyniku czego zastrzelony został przez Andrzeja (Jędrzeja) Kowalskiego działacz kompartii Wiktor Biały. 6 września 1925 r. bojówka PPS dzielnicy Wola zamordowała komunistów Jana Łukasika i Henryka Przechorowskiego. 8 listopada tego roku doszło do starć podczas Kongresu Robotniczo-Chłopskiego zorganizowanego przez PPS w cyrku przy ul. Ordynackiej; straż porządkowa pobiła grupę działaczy komunizującej Niezależnej Partii Chłopskiej (B. de Nisau, Stanisława Ballina, Alfreda Fiderkiewicza, Feliksa Hołowacza, Adolfa Bona). 21 listopada Ballin został pobity w powiecie krasnostawskim.

Jeszcze bardziej krwawy był następny rok. Do prawdziwej masakry doszło 1 maja 1926 r. Według relacji komunisty: „Gdy razem z grupą towarzyszy znalazłem się na przeciwko Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, zobaczyłem, że auto ciężarowe z bojówkarzami, jadące na tyłach pochodu pepesowskiego, raptem się zatrzymało. Po chwili rozległa się salwa rewolwerowa, za nią druga, trzecia. To bojowcy PPS prażyli wprost w tłum, na oślep. […] nadjechały z boku auta z bojowcami PPS. Na wprost ministerstwa kolei rozległa się druga salwa. Pada śmiertelnie ranny robotnik komunista, Jan Gawlik. […] Trzecią i ostatnią salwę dali bojowcy PPS na placu Trzech Krzyży. Kule pepesowskie kładą tutaj trupem robotnika Gustawa Wudla, wielu innych ranią”. Maciej Rataj opisywał wydarzenia następująco: „Pochód PPS odbywał się według wszelkich reguł strategii. Oddziały bojowe uzbrojone, częściowo umieszczone na autach ciężarowych. Doszło dwukrotnie do starcia – na Krakowskim Przedmieściu i koło kościoła Aleksandra. Strzały – w wyniku 5 osób zabitych, 11 ciężej i lżej rannych. Policja pilnowała reguł boju, nie zachowując zresztą obiektywizmu: w momentach niebezpieczeństwa wkraczała, oddzielając PPS od napierających komunistów”. Natomiast Warszawski OKR wydał oświadczenie, w którym stwierdzał: „Wzięliśmy na siebie utrzymanie porządku i zażądaliśmy wycofania policji. Milicja PPS z zimną krwią porządek utrzymała”.

13 maja 1926 r. bojówka PPS (radny Kowalewski, Macanek, Jeger) zaatakowała wiec KPP na rogu Wolskiej i Okopowej. 27 czerwca doszło do krwawych starć między socjalistami i komunistami w czasie demonstracji PPS na ul. Piotrkowskiej w Łodzi (kilkunastu rannych). 5 września 1926 r. milicjanci (m.in. Jan Łaniewski, Jendryszek i Siemiątkowski) pomogli policji rozbić demonstrację Związku Młodzieży Komunistycznej, w wyniku czego zmarł Grünbaum. 26 września 1926 r. bojówkarze (Piłacki, Łokietek, Siemiątkowski, Preis, Dewódzki i inni) napadli na odczyt komunizującej PPS-Lewicy w teatrze Kamińskiego przy ul. Oboźnej. Podobnie wyglądała sytuacja w innych miastach, np. w Krakowie milicja PPS pobiła 14 maja grupę komunistów.

Apogeum konfliktu między dwiema marksistowskimi partiami miało miejsce w 1928 r. Już w lutym warszawska bojówka rozbiła wiec PPS-Lewicy w Poznaniu, pobity został lewicowiec Szwarc. W marcu podczas pogrzebu ofiar katastrofy budowlanej pobici zostali komunistyczni posłowie Jakub Gawron i Henryk Bitner. 1 maja Warszawą ponownie wstrząsnęły krwawe zajścia. Na pl. Teatralnym odbywały się równocześnie dwa wiece: komunistyczny i socjalistyczny. Według sprawozdania Komisariatu Rządu, w czasie przemowy komunistycznego posła Adolfa Warskiego „jeden z członków milicji uderzył laską Warskiego, który w odpowiedzi na to sięgnął po rewolwer i strzelił do bijącego go. Strzał ten był hasłem do ogólnej bójki. Posypały się strzały z obydwu stron i zawrzała walka na pięści, laski i noże”. „Gazeta Warszawska” z 2 maja 1928 r. tak opisywała dalszy przebieg wydarzeń: „od strony ul. Wierzbowej nadciągnął nowy duży pochód komunistów, prąc na środek placu ku grupom PPS. […] Z kontratakiem wystąpiła bojówka PPS, ulokowana na samochodzie ciężarowym, ochraniającym grupę PPS, na lewo od frontu Teatru Wielkiego od strony ul. Trębackiej. Stojący na samochodzie »milicjanci« wydobyli rewolwery i zaczęli strzelać salwami, większość w górę, wielu jednak strzelało w tłum”. „Naje Fołkscajtung” dodawała: „Padają salwy podług komendy. Całe grupy milicjantów pepesowskich, w gotowości bojowej, przyklękają i raz po raz strzelają”. Ofiarą miało paść 8 zabitych i 600 rannych. Bojówki PPS starły się też tego dnia z komunistami w Zagłębiu Dąbrowskim, Lwowie i Borysławiu.

Po tych wydarzeniach konferencja międzydzielnicowa warszawskiej organizacji PPS postanowiła „rozpocząć likwidację komunizmu w Warszawie”. Łokietek otrzymał owację, wręczono mu kwiaty. Jaworowski miał się wypowiedzieć, że „za jedyną skuteczną broń w walce ze wzrastającym komunizmem uważa siłę fizyczną”. Za słowami poszły czyny. Już 2 maja siedmioosobowa bojówka PPS z Woli z A. Kowalskim na czele napadła na delegata fabryki Lilpopa Rucińskiego. 2 czerwca miał miejsce najazd na Budy (35 milicjantów, m.in. A. Kowalski, jego brat Tomasz, Aleksander Krajewski, Jeger, Rogowiecki, Bednarek). Przygotowywany miał być też zamach na komunistycznego posła Konstantego Sypułę, co ujawnił sekcyjny milicji Piotr Jagodziński.

Zaostrzenie konfrontacji z komunistami mogło być spowodowane narastającym konfliktem wewnątrz PPS, w której prorządowe stanowisko WOKR rodziło coraz większy opór. W tej sytuacji piłsudczykowska frakcja Jaworowskiego mogła chcieć uwikłać partię w ofensywę antykomunistyczną. Skutek był jednak odwrotny. Agresywność bojówki spotkała się z niechęcią większości członków PPS. W rezultacie milicjanci zaczęli zwracać się przeciw własnym towarzyszom. Komisariat Rządu donosił, że WOKR usiłuje „nawet uciekając się do konieczności użycia siły fizycznej nie […] dopuścić do odbycia się walnych zebrań poza plecami OKR-u”, a bojówka terroryzuje na zebraniach opozycyjnych członków PPS. 4 lipca omal nie doszło do bójki w lokalu Związku Zawodowego Kolejarzy podczas przemówienia Zygmunta Żuławskiego, który krytykował Jaworowskiego. 20 sierpnia 1928 r. milicja nie wpuściła opozycjonistów na zebranie Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego. 2 września milicjanci z Woli, Powązek i Powiśla zerwali odczyt Żuławskiego. Przygotowywany miał być też przez bojówkę zamach na socjalistycznych działaczy związkowych Stefana Haupe i Edwarda Zawadzkiego. Sytuacja dojrzała do rozłamu.

dr hab. Jarosław Tomasiewicz, Piotr Grudka

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Nowy Obywatel” nr 76.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *