Mieczysław Niedziałkowski, Herman Lieberman

O wolność i władzę dla ludu. Mowy posłów socjalistycznych tow. Niedziałkowskiego i Liebermana przeciw reakcyjnemu projektowi konstytucji bloku bezpartyjnego, czyli „Jedynki”

[1929]

WSTĘP

W lutym rządowa partia, czyli tak zwany Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem” (Jedynka – w skróceniu BB), która podczas wyborów udawała przyjaciela sprawy ludowej, wniosła do Sejmu projekt konstytucji.

Cały ten „projekt” jest kpinami z demokracji, kpinami z ludu i jego praw, kpinami z Sejmu. Całą władzę oddaje PREZYDENTOWI. Czyli że jest cały przesiąknięty duchem MONARCHISTYCZNYM. Z praw ludu, z praw Sejmu nie zostało prawie nic. Nie darmo te reakcyjne pomysły przezwano „cezaryzmem”.

Lewica sejmowa z socjalistami na czele wypowiedziała bezwzględną walkę tym cezarystycznym zachciankom. Mówcy z PPS, tt. Niedziałkowski i dr Lieberman, w świetnych przemówieniach sejmowych skrytykowali cały ten haniebny „projekt” – już przed odesłaniem jego do komisji.

Jest to cząstka wielkiej ustnej walki o umocnienie i rozszerzenie demokracji w Polsce, czyli wolności i rządów ludowych. Albowiem projekt BB jest niczym innym jak wzmocnieniem rządów KLAS POSIADAJĄCYCH w Polsce.

Mowa tow. posła Mieczysława Niedziałkowskiego

Koniec legendy

Przede wszystkim muszę zaprotestować przeciw legendzie, którą się od półtrzecia roku wtłacza w głowy społeczeństwa, jakoby pierwszy Sejm mógł być niezwołany, a tylko dobrej woli ówczesnego faktycznego dyktatora Józefa Piłsudskiego, jego chęci zrobienia doświadczenia, zawdzięczamy to, że Polska rozpoczęła swój byt niepodległy jako państwo oparte na zasadzie demokracji parlamentarnej. Wszak w listopadzie i grudniu 1918 r. nie było przed nikim w Polsce żadnej innej drogi jak ta, żeby jak najprędzej zwołać Sejm. Naczelnik Państwa sam kładł wówczas niesłychany nacisk na to, aby choćby kosztem błędów technicznych jak najszybciej ukończyć ordynację wyborczą. Mówił, że jeżeli Sejm nie będzie zwołany, to Polska się scementuje, przestanie istnieć (P. Woźnicki: To teraz nazywa się łaską). I to zdecydowało o tym, żeśmy wówczas uniknęli rewolucji komunistycznej, to było pierwsze spoidło, które Małopolskę, Kongresówkę, Wielkopolskę i Kresy połączyło w jedną całość państwową (Oklaski). My, demokracja polska, robiliśmy wszystko, żeby przeszkodzić tej innej sile politycznej, która chciała ten pierwszy Sejm zastąpić radą narodową przedstawicieli stronnictw, a która wychodziła z obozu Korfantego. A przeszkadzała nam wściekła kampania prawicy i niektórych panów, którzy tu w centrum teraz siedzicie. Ten pierwszy Sejm to było pierwsze utrwalenie faktu, że Polska pozostała niepodległą i że stała się zjednoczoną, a jeżeli dziś ma się odwagę moralną miotać obelgi na ten Sejm, to zapomina się, że gdyby wtedy w styczniu 1919 r. nie przeprowadzono w Polsce powszechnego głosowania, to Polska byłaby jeszcze przez długie miesiące w najlepszym razie konglomeratem kilkunastu rządów z jednym naczelnikiem państwa, nie mającym istotnej władzy nad dużą częścią tych rządów.

Jak upadały rządy

Mówi się dziś dużo o rzekomo niesłychanej lekkomyślności sejmów, o gabinetach obalonych przypadkową większością. I to jest nieprawda. Przez całe długie lata tylko gabinety Śliwińskiego i Sikorskiego upadły na podstawie votum nieufności Sejmu. Inne załamywały się albo ciężarem własnej nieudolności, albo wskutek kampanii prowadzonej przez sfery kapitalistyczne. Upadek ostatniego gabinetu Grabskiego miał tę właśnie przyczynę. Gabinet Paderewskiego upadł nie wskutek „swawoli” Sejmu, lecz że sam Paderewski kazał ministrom podać się do dymisji, a później sam się podał. I tak dalej. A natomiast Rząd Obrony Narodowej w roku 1920 dołożył całego kolosalnego wysiłku, aby ocalić Polskę, i sam Józef Piłsudski uznał to w publicznym oświadczeniu (Oklaski).

Polska może być tylko demokracją

Między projektem Panów a naszym stanowiskiem leży przepaść nieprzebyta, nad którą nie ma żadnego mostu wiodącego do kompromisu. Weszliście na drogę prowadzącą Państwo z nieubłaganą konsekwencją do bonapartyzmu i samowładztwa Prezydenta. Straciliście wiarę w to, że lud wybrać może takich przedstawicieli, którzy wyrażać będą istotne jego dążenia zgodne z interesem Polski. Myśmy tej wiary nie tylko nie stracili, lecz utrwalili ją w sobie. Polska – zdaniem naszym – nie może istnieć, jeśli masy ludowe nie będą z nią związane, a nie widzimy innego sposobu tego związania jak ten, aby te masy wzięły na siebie pełną odpowiedzialność za losy kraju. Nie widzimy innej drogi poza demokracją parlamentarną. Nie bronimy naszych przywilejów poselskich, lecz tego przekonania, że Polska się nie utrzyma w obecnych swych granicach, jeśli zejdzie z drogi demokracji parlamentarnej.

Wszechwładza biurokracji

Pełnia władzy, którą projekt Panów nadać chce Prezydentowi, nie będzie nigdy władzą jednego człowieka, choćby się nazywał Mussolinim, Primo de Riverą czy Piłsudskim. Im większa władza prezydenta, tym większa jest władza biurokracji, a wszechwładza biurokracji to śmierć demokracji.

Utrwalenie przewagi klas posiadających

Senatowi daliście prawo wstrzymania każdej reformy społecznej i żadna reforma nie będzie możliwa do uzyskania bez ciężkich walk społecznych. Wasz projekt utrwala stan przewagi klas posiadających. Próby wszelkich reform społecznych będą zahamowane przez Senat. Projekt ten utrwala obecny system rządzenia i potęgę biurokracji, a świat pracy sztucznie odsuwa od wpływu na politykę. Szczerze też powiedział p. Mackiewicz, że jeśli projekt wasz wejdzie w życie, to demokracja parlamentarna stanie się literą formalną, pozbawioną wszelkiej prawdy życiowej. Projekt Panów bowiem nie oznacza naprawy demokracji parlamentarnej, lecz budowę Państwa na innej podstawie. Zasadniczą myślą tej podstawy to: ja biurokrata, ja generał, ja wojewoda za ciebie obywatelu myślę i rozstrzygam, a tobie wolno głosować na jednego z dwóch kandydatów na prezydenta.

Zaoszczędźmy państwu wstrząsów

Jeśli zważymy na warunki, w jakich Państwo nasze powstało, to fakt, żeśmy z trudności tych wyszli obronną ręką, pozwala nam z maksimum optymizmu, a nie pesymistycznie patrzeć na formy dotychczasowego ustroju. Panowie przenosicie walkę poza teren parlamentarny bezpośrednio do mas. My, socjaliści – bynajmniej nie pragniemy zbrojnej rewolucji, przeciwnie, pragniemy oszczędzić krajowi rozpraw bezpośrednich i płynących stąd katastrof gospodarczych. Panowie tym projektem kładziecie tamę normalnym walkom społecznych.

Samowola „sanacji moralnej”

Jeśli z trybuny mówiono dziś o samowoli z okresu przedmajowego, to czyż obecnie samowola ta nie jest sto razy większa niż przed przewrotem? (Oklaski na ławach opozycji). Nic bardziej nie zawiodło społeczeństwa niż hasło „sanacji moralnej”. Jeśli zmniejszyła się liczba posłów interweniujących w urzędach, to wzrosła niepomiernie liczba ludzi wpływowych, którzy chodzą po ministerstwach i przemawiają głosem o wiele groźniejszym niż przedtem. Zarzuty samowoli brzmią więc dziś fałszywie. Pomajowy system rządzenia załamuje się pod ciężarem własnych win i błędów. (Oklaski), pod ciężarem klasowego sojuszu zapoczątkowanego w Nieświeżu, pod ciężarem IV Brygady, powstałej stąd, żeście zbierali wszystkich tych, co jak szczury pouciekali z okrętów, co do których myśleli, że te okręty toną. I ta czwarta brygada stała się dla Panów wewnętrzną śmiertelną chorobą, a dla bardzo wielu z nas nie jest ona tematem złośliwej ironii, jeno bardzo ciężkich przejść wewnętrznych, dla tych spośród nas, mianowicie, których Panowie widzieli często dawniej obok siebie w tych samych szeregach.

Wierni naszym ideałom

Jesteśmy zdania, że myśmy w naszych poglądach i w naszych wysiłkach ostatnich lat pozostali wierni tym ideałom, które były ideałami Tymczasowej Komisji Stronnictw Niepodległościowych i Związku Walki Czynnej. I ja składałem przed laty przysięgę na to, że uznamy w Polsce ten Rząd tylko, który uzna Polska Partia Socjalistyczna. W swoim czasie, jako członek Związku Walki Czynnej, składałem przysięgę, że ta Polska, o którą mam iść walczyć, musi być Rzecząpospolitą demokratyczną i ludową, opartą o polski świat pracy. Myśmy temu pozostali wierni. Nie wierzymy w to, ażeby można było istnienie kraju oprzeć o biurokrację i jej pozorną potęgę. Przy pierwszym niepowodzeniu Panów reżimu biurokracja pryśnie od razu i będzie czekała zmiłowania po naszych przedpokojach. Nie wierzymy, ażeby można było Polski przyszłość oprzeć ani o wielką własność ziemską, skazaną na likwidację, ani o dotychczasowy sposób organizowania przemysłu, który z każdym rokiem pozostaje coraz dalej poza wielkim postępem Europy zachodniej i środkowej.

Błędne metody działania

I nie wierzymy w to ani troszeczkę, by takie „metodziki” działania jak robienie BBS [szyderczo zmieniony skrót nazwy rozłamowej, prosanacyjnej grupy z PPS, działającej pod nazwą PPS – dawna Frakcja Rewolucyjna; z racji jej wejścia w skład BBWR była przez socjalistów nazywana BBS-em – przyp. redakcji Lewicowo.pl] itd. mogły w czymkolwiek bądź pomóc naprawdę do utrzymania i utrwalenia obecnego systemu rządzenia. Z jednego jestem osobiście, zupełnie szczerze, zadowolony, projekt Konstytucji Panów w pewnym stopniu skończył okres „tajemnicy”, a tajemnica dwu i pół letnia była czasem prawdziwą humorystyką. Ci, którzy od nas odeszli z p. posłem Jaworowskim, szeptali nam na ucho, że w gruncie rzeczy cały system rządzenia, w którym uczestniczy czynnie ks. Radziwiłł, ma na celu tylko jedną rzecz: wprowadzenie w Polsce socjalizmu (wesołość). Inni szeptali coś zupełnie innego w drugim kierunku, na innych zebraniach. Pan poseł Mackiewicz otwarcie pisał coś zupełnie odrębnego.

„Nie nastraszycie”

Panów projekt Konstytucji oznacza rzecz jedną bardzo istotną, że rąbek tajemnicy został podniesiony. Niezupełnie. Pan Adam Piasecki, częściowo p. poseł Mackiewicz, częściowo niektórzy inni spośród Panów, dają nam do zrozumienia: „c’est a prendre on à laisser”, a jeżeli tego nie przyjmiecie, to my wam dopiero pokażemy, co my potrafimy wykoncypować. Mnie się wydaje i chciałbym bardzo serdecznie, żeby Panowie zechcieli raz wreszcie naprawdę w to uwierzyć, że okres pogróżek, zastraszania już się zupełnie skończył, to już w tej chwili zupełnie nie istnieje, tego nikt się nie boi, tego nikt nie bierze tragicznie w tym sensie, ażebyśmy mieli choć cień bojaźni odczuwać przed tymi pogróżkami. Bierzemy to tragicznie dla innych względów. Według naszego przekonania każdy nowy zamach stanu oznacza w Polsce niesłychanie ciężki kryzys wewnętrzny, daleko cięższy i daleko boleśniejszy niż dotychczasowe. Z tego panowie powinni sobie zdawać sprawę. My tę walkę o demokrację w Polsce przyjmujemy, przyjmujemy w tym przekonaniu, że walka o demokrację w Polsce nie będzie się toczyła o to, ażeby Polskę oprzeć o istotne dążenia, o istotne potrzeby polskiego świata pracy we wszystkich dziedzinach. Będzie się toczyła o to, że Polska dojrzała już najzupełniej, że jest ostatnie 5 minut przed 12, aby uczynić prawdziwy krok na drodze do rozwiązania sprawy narodowościowej, że dotychczasowy stan tych rzeczy nie może trwać dalej, że stan obecny oznacza z zamkniętymi oczami, z zawiązanymi oczami kroczenie ku katastrofie. Rozegrać te rzeczy i wygrać te rzeczy można tylko w jasnej, wyraźnej i otwartej walce na tym terenie, który się staje jasnym i wyraźnym dla całej opinii publicznej.

Przyjmujemy walkę!

I to co Panowie uważali z naszej strony za objaw „oportunizmu” w poprzednich głosowaniach było w gruncie rzeczy tylko jedną rzeczą: świadomym dążeniem do tego, żeby walka o jutro Polski rozegrać się mogła na gruncie tych spraw, o które naprawdę chodzi. Tę walkę, walkę o demokrację w Polsce, przyjmujemy i jesteśmy najgłębiej przekonani, że właśnie nie żadne „kawały” parlamentarne, żadne mniej lub więcej sprytne „posunięcia”, że tylko w tej walce prawdziwe rozstrzygnięcie może być takie, które uczciwą bronią uzyskać można, że tylko w tej walce opinię kraju i opinię mas można zmobilizować w imię prawdziwej idei, prawdziwych dążeń, prawdziwych interesów, a nie w imię drugorzędnych jakichkolwiek bądź kombinacji (huczne oklaski na lewicy).

***

Mowa tow. posła Hermana Liebermana

Trudno jest polemizować z przemówieniem pos. Radziwiłła, któreśmy przed chwilą usłyszeli. Mówił tak przemile, tak kusząco, radził nam, żebyśmy nie mówili o różnicach, a wskazywali tylko na to, co nas łączy. Pieśń i melodia piękna, ale słowa, które za tą pieśnią i melodią stały – nikłe.

Naród czy jednostka?

Jakże można zapomnieć o różnicach, gdy się czyta projekt, który podpisał p. Radziwiłł, ażeby go przekazać historii. Z plakatów wywieszonych na murach miasta, dowiedzieliśmy się, że wniesienie tego projektu – to jeden z cudów najpiękniejszych, które dokonała Polska wskrzeszona. Z przemówienia p. Prezesa Bloku Bezpartyjnego dowiedzieliśmy się, że Blok potępia wszystkie polskie konstytucje, jakie dotąd były. Obowiązująca polska Konstytucja opiera się na dwóch naczelnych zasadach: na władzy zwierzchniej narodu i odpowiedzialności Rządu przed narodem. Konstytucja ta została w czambuł potępiona, a p. Prezes klubu Bezpartyjnego Bloku powiedział, że ta Konstytucja obowiązująca jest przykrojona na modę francuską, czym chciał prawdopodobnie powiedzieć, że jest ona niejako skopiowana z francuskiej z r. 1875, z tej samej konstytucji, z którą naród francuski dożył jednego z największych tryumfów w historii świata, jaki mógł być udziałem jakiegokolwiek narodu. Konstytucja ta nie przeszkodziła Francji odzyskać utęsknionych prowincji, które padły ofiarą zbrodniczej polityki jedynowładztwa. BB przynosi nam projekt, który ponoć nie jest naśladowaniem mody francuskiej, za to odwraca zasady, które są podstawami naszej obowiązującej Konstytucji. Ona mówi: władza zwierzchnia – naród; projekt mówi: władza zwierzchnia – jednostka nad narodem, ona mówi: odpowiedzialność Rządu przed narodem, projekt: odpowiedzialność wybrańców narodu przed Rządem, bo na „życzenie” samego Ministra Sprawiedliwości musi być poseł, wybraniec narodu, odesłany do Trybunały Stanu, który ma prawo mu odebrać mandat. (Przerywania). Na życzenie ministra, nie na mocy uchwały, po zbadaniu przez komisje, nie po śledztwie, tylko na… życzenie.

Trzeci Bonaparte i jego zamach stanu

A teraz zwrócę się do Prezesa Bloku Bezpartyjnego i zapytam, czy naprawdę pisząc ten projekt, Panowie uciekli przed modą francuską? P. kolega Radziwiłł prosił nas, abyśmy się cofnęli kilkadziesiąt lat wstecz. (P. Radziwiłł: Myślą). Dobrze, idę z nim do r. 1852, kiedy Napoleon III dokonał zamachu stanu, „oktrojował” Konstytucję, której zasadnicze przepisy są niemal identycznie brzmiące z projektem BB; przepis o tym, że ministrowie są odpowiedzialni przed Prezydentem, przepis o tym, że Prezydent ma na równi władzę ustawodawczą z Sejmem, przepis o prawie wyborczym wojska, żywcem wzięty z Konstytucji Napoleona III; przepis, w którym się powiada, że pan Prezydent ustępujący wskazuje kandydata na następcę. Szukałem wzoru, na którym by się opierał ten Wasz pomysł, i znalazłem go we Francji, mianowicie art. 17 Konstytucji Napoleona III opiewa (Panowie poszli troszeczkę dalej, ale proszę posłuchać): „Naczelnik Państwa ma prawo w tajnym dokumencie, przechowywanym w Senacie, wskazać narodowi, kogo chce mieć za następcę, kogo poleca do wyboru w drodze głosowania”. Oto jest jedyny przepis na świecie, w którym znalazłem pierwowzór, a więc Panowie uciekliście od „mody francuskiej” nowej, a sięgnęliście do „starej” mody. Stara, bonapartystowska moda Panom się spodobała i według niej jest skomponowany Wasz projekt w zasadniczych swoich przepisach.

Skoro Panowie, szukając za modą, stanęli przed modą Napoleona III, to nie dziw, że myślą przewodnią Waszego projektu jest postanowienie jedynowładztwa, władzy nieograniczonej jednostki, a potem wykażę na paru przykładach, że wszystko inne – to dekoracja, a w gruncie rzeczy myślą przewodnią tego projektu jest postawienie nieograniczonej władzy jednostki nad 30 milionami poddanych, a nie obywateli.

Samowładztwo

Przede wszystkim przyjrzyjcie się Panowie już pierwszym artykułom. Źródłem władzy jest naród, najwyższym przedstawicielem władzy – prezydent, naczelnym prawem – dobro państwa; naczelnym prawem, to znaczy prawem stojącym ponad ustawami. Jako myśl, wypowiedziana w rozmowie, w artykule dziennikarskim, w wykładzie – brzmi znakomicie i pięknie, ale jako przepis konstytucyjny ma swoje specjalne znaczenie. Więc ustawy pisane stoją na drugim planie? A co to jest dobro państwa. Kto to będzie rozstrzygał? Społeczeństwo? Pan prezes klubu rządowego powiedział, że społeczeństwo nie ma wyrobienia politycznego, nie może się połapać w zawikłanych problemach rządzenia. Sejm? Pan prezes powiedział, że parlamenty polskie były źródłem samowoli. A więc kto będzie orzekał o tym naczelnym prawie? Pan Prezydent! Pan Prezydent Rzeczypospolitej nieodpowiedzialny, mający władzę nieograniczoną. W tym przepisie rację stanu wzniesiono do wyżyny przepisu konstytucyjnego i na podstawie tego przepisu każda ustawa pisana może być przekreślona; przekreślona może być republika, ustrój, konstytucja – bo naczelnym prawem jest dobro państwa… w rozumowaniu Prezydenta lub jego otoczenia.

Dążenie do monarchii

Szanowny p. pos. Radziwiłł powiedział, że on i jego bliscy przyjaciele politycznie podpisali ten projekt niemal z ciężkim sercem, bo musieli poświęcić wiele, wiele na to, ażeby zbliżyć się do stanowiska „radykałów” (P. Radziwiłł: O ciężkich przejściach nie mówiłem, tylko o mądrości kompromisu).

Proszę Panów, kompromis także w tym projekcie nie bardzo się udał. Zaraz Panom powiem. Widoczną rzeczą jest, że duży wpływ na jego ułożenie mieli zwolennicy idei monarchistycznej. I wykażę to Panom na dwóch charakterystycznych przykładach. Uposażenie Prezydenta nazwano w tym projekcie listą cywilną. Prezydenta nie ukoronowano, ale ukoronowano te pieniądze, które będzie pobierał. W naszej obowiązującej Konstytucji nazywa się to uposażenie.

Drugi przepis, który już będzie interesował Pana Ministra Sprawiedliwości – to nadane Prezydentowi umarzania postępowania karno-sądowego przed wyrokiem. Prawa tego nie ma żaden prezydent Rzeczypospolitej na świecie. Miał je w Austrii cesarz, ale to prawo umarzania postępowania karno-sądowego przez cesarza i jego doradców zawsze było uważane i wyzyskiwane na korzyść możnych i bogatych, nigdy na korzyść biednych. To prawo jest przyznane tutaj Prezydentowi. To jest wybitne prawo, które mieli monarchowie absolutystyczni. Car miał, cesarz austriacki historycznie sobie to prawo zawarował i potrafił je obronić.

Uprawnienia cesarza Japonii

Studiowałem wszystkie dzisiejsze konstytucje świata, nie zapomniałem nawet o konstytucji republiki murzyńskiej Liberii w Afryce. Skierowałem uwagę na cesarza Japonii; ma on tytuł urzędowy „Tenno”, to znaczy „król niebios”. Więc wziąłem konstytucję tego „króla niebios” i przekonałem się, że on jest wobec tego prezydenta, którego Panowie chcą nam dać, biedakiem. (Wesołość).

Panowie chcą obciążyć Pana Prezydenta rozstrzyganiem protestów wyborczych. W Sądzie Najwyższym jest kilka tomów tych aktów i Panowie chcielibyście przenieść je na zamek, aby Prezydent studiował te akta? Cesarz japoński nie ma prawa umarzania postępowania karno-sądowego. Dalej, nie ma prawa podwyższania o 10 proc. stawek podatkowych, tak jak Panowie proponujecie, jeżeli zamknie sesję, bo według projektu zamknięcie sesji jest złotym interesem. (Wesołość). Zamknie sesję – 10 proc. (Oklaski. Wesołość). Sprawa się nie skończyła, znowu zwoła na dzień, znowu zamyka – znowu 10 proc.

Proszę Panów, teraz sprawa dekretów. Otóż cesarz japoński ma także prawo wydawania dekretów, kiedy sytuacja wewnętrzna i zewnętrzna nie pozwolą na zwołanie parlamentu, i ma obowiązek przedłożenia dekretu do zatwierdzenia parlamentowi.

Panowie wychodzą z tego optymistycznego poglądu, że prezydentem zostanie genialna jednostka, ale Panowie żadnego przepisu w Konstytucji nie podali, który zmusza do wyboru genialnej jednostki. Taka Konstytucja jest przykrojona na modłę Napoleona, Cezara, Cromwella, a nie tych śmiertelników, którzy u nas są prezydentami.

Prezydent olbrzymem

Panowie postanawiają, że prezydenta będzie wybierał naród, ale jak to pogodzić, Panie Prezesie klubu BB, z Pańską tezą, że naród polski, który ma tyle cnót i zalet, jednak wybierać nie umie, bo zawsze wybiera podobno zły Sejm i stąd pochodzi ta samowola, a tymczasem wybory głowy Państwa oddajecie w ręce czynnika, który jest „nieudolny” na punkcie wyborów.

Prezydenta wybiera prezydenta

Panowie wychodzą z założenia, że Sejm i Senat, ci senatorowie, którzy się solidaryzują z Sejmem, nie znajdują oddźwięku w społeczeństwie i społeczeństwo jest przeciwko nim. Więc kandydat Sejmu zawsze będzie przepadał, tylko będzie wybierany kandydat Prezydenta. Cóż to jest za wybór, jeżeli wybiera się tego, kogo wskaże Prezydent.

Utrudnianie pracy Sejmu

Jaką władzę ma Sejm? Przede wszystkim Panowie utrudniają warunki pracy na szkodę mas ludowych. Do postawienia wniosku trzeba będzie 74 posłów. Do wniesienia interpelacji 88. Ale weźmy, że już te podpisy są. Proszę teraz przyjrzeć się męczeńskiej drodze tej pracy posła i Sejmu, który chce nie tylko załatwić projekty Rządu, ale chce uczynić zadość wołaniu szerokich mas, potrzebie ludowej – bo nie cała mądrość jest w pałacach ministerialnych albo w Sejmie. Dobra i zdrowa inicjatywa wychodzi czasem z szerokich mas. Chcemy tej inicjatywie dać wyraz i ująć ją w formę ustawy. Więc Sejm musi uchwalić, potem idzie do Senatu, Senat zmienia, musi być 3/5 większości. Przychodzi do Prezydenta, Prezydent powiada: ja się nie zgadzam, veto. I wtedy sprawa nie może być podjęta wcześniej jak dopiero po roku prawie, na następnej sesji zwyczajnej. Przeczekaliśmy rok, przychodzimy znowu z naszą sprawą. Teraz jeszcze raz musi przejść przez Sejm, ale musi mieć ustawową większość w Sejmie 223 głosów i tak samo w Senacie, a jeżeli w samym Sejmie, to musi być 3/5. Gdy już wszystkie trudności pokonaliśmy, znowu idzie do Prezydenta i tu powiada Panów projekt: „Prezydent ogłasza ustawę, chyba że rozwiąże Sejm i Senat”. To jest przypomnienie Prezydentowi: Pamiętaj, że możesz przed tym się uchronić, rozwiązując Sejm.

Gorsi niż Murzyni

Z tego projektu przebija straszna nieufność do społeczeństwa. A jednak, proszę panów, przeglądałem Konstytucję murzyńskiej republiki Liberii i po przejrzeniu postawiłem sobie pytanie, czym są gorsi chłopi, robotnicy i inteligenci polscy od Murzynów w Afryce, a ci Murzyni w swojej konstytucji mają znacznie większe prawa, aniżeli Panowie przyznajecie ludowi i jego przedstawicielstwu!

Nienawiść do posłów

Jeżeli do społeczeństwa w projekcie Panów widzę niewiarę, to do posłów i do Sejmu wręcz przebija nienawiść.

Jeżeli chodzi o posła, to ten wyjęty jest spod prawa i zdany na pastwę losu i upodobań Pana Ministra Sprawiedliwości. On go może oddać do Trybunału Stanu. Nietykalność poselska, którą znał nawet Napoleon III w swojej Konstytucji po zamachu stanu, znikła w projekcie.

Kto chce ugruntować jednowładztwo w Polsce, temu wybrańcy narodu stoją w drodze i są przeszkodą i dlatego już od pierwszej chwili narodzenia parlamentaryzmu polskiego jest on obryzgiwany morzem nienawiści.

Rozgrzesza się rządy, prasę, armię, dużą część społeczeństwa, a wszystkie winy, wszystkie katastrofy, wszystkie błędy, wszystko zwala się na Sejm. Szanowni Panowie, jestem zdania, że naród polski nie jest gorszy od innych narodów i to, co robi i czyni naród w swoim życiu, nie jest gorsze aniżeli to, co robią inne narody. Jestem przekonany, że ta pogarda i ta nienawiść dla tej polskiej trybuny parlamentarnej, która jest okolona godłem Rzeczypospolitej i wszystkich jej dzielnic, że godność tej polskiej trybuny parlamentarnej przecież zostanie uszanowana i że przyszłość zada kłam tej pogardzie dla tej polskiej trybuny.

Niewiara we własny naród

Nie trzeba mieć takiej niewiary we własny naród. We Francji na posągach są wypisane słowa, które padały z trybuny parlamentarnej. Patrzyłem często na te słowa. Lśnią w słońcu, upajają, wzruszają, upajają się nimi pokolenia całe, bo w historii ludzkiej słowa, które padały z trybun, miały to samo często znaczenie co czyny wojenne. Marsylianka narodziła się na trybunie parlamentarnej.

I dlatego nie wstydzę się, żem należał do tych trzech polskich Sejmów, nie wstydzę się i nawet powiem Panom, jestem z tego dumny. Gdy kości nasze pokryje ziemia, przyszłe pokolenia oddadzą wszystkim trzem Sejmom sprawiedliwość. Historia wypowie swój sąd. Z falą historii wypłyną nie tylko błędy, ale i czyny, których dokonały Sejmy. Gdy historia zasiądzie do Sadu nad nami, kiedy nas już nie będzie, to zniknie nazwa „sejm ladacznic” (Oklaski).

Pierwszemu sejmowi wskrzeszonej Polski zostanie nadana nazwa Sejmu obrony narodowej, Sejmu, który rzucił podwaliny pod ustrój, Sejmu, który skierował naród ku wiekuistym zasadom wolności, który proklamował światu całemu poszanowanie dla pracy (Oklaski).

Sąd historii

Historia to wypowie, że w tym Sejmie były duże błędy, ale także dużo zapału do pracy dla spraw publicznych i miłości ojczyzny (Huczne oklaski). Szanowni Panowie! I dlatego stawimy śmiało i mężnie czoło tym przykrym i bolesnym oskarżeniom, które przeciw nam padają, i dlatego mamy prawo przeciwstawić się projektowi konstytucji, który z Polski ma uczynić satrapię wojskową (Brawa na lewicy). Jeżeli chcecie znaleźć „modę”, według której ten projekt był tworzony, to wam ją ujawnię.

Bismarck to 30 lat deptał parlament w Prusach i powiedział do narodu: ministrowie są odpowiedzialni tylko przed cesarzem, a cesarz przed Bogiem. To samo możecie napisać o tej Konstytucji: (Protesty na ławach BB) ministrowie są odpowiedzialni przed Prezydentem, a Prezydent przed Bogiem, a wszystko inne musi milczeć, słuchać, płacić podatki i nie sprzeciwiać się.

I dlatego masy ludowe zrobił wszystko, co w ich mocy jest, aby nie dopuścić, żeby ten projekt stał się w Polsce ustawą (Huczne i długotrwałe oklaski).

________________
Powyższy tekst to cała broszura, Nakładem Sekretariatu Generalnego CKW PPS, Warszawa, brak daty wydania. Oba przemówienia zostały wygłoszone w lutym 1929 r., a broszurkę z nimi opublikowano wiosną tego roku. Poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *