Kazimierz Kelles-Krauz

Sądownictwo a socjalizm

[1903]

I

Jeśli nas ktoś zapyta: jaka organizacja sądów byłaby najlepsza z socjalistycznego punktu widzenia, to mamy ogromną ochotę powiedzieć – żadna. Najlepiej by było, gdyby sądów wcale nie było. Istotnie, jakaż jest czynność sądów? Dwojaka: albo karać za przestępstwa, albo rozstrzygać spory majątkowe. Tymczasem, czymże jest przestępstwo?

Weźmy takie przestępstwo, jak kradzież, które dzisiaj, i nie tylko dzisiaj, ale we wszystkich społeczeństwach, w których istnieje własność prywatna, tak surowo jest karane i daje powód do bardzo dużej ilości spraw sądzonych przez trybunały. Oczywista rzecz, że kradzież może być popełniona w takim ustroju społecznym, gdzie istnieje własność prywatna i gdzie, oprócz tego, istnieją znaczne różnice w podziale tej własności, tak, że jedni ludzie mają nadmiar bogactw, a drudzy nie mogą zaspokoić swych potrzeb życiowych. Wówczas oczywiście niejeden biedak sięga po cudze dobro, a klasa posiadająca musi ustanawiać jak najsurowsze kary za to i sądy do nakładania tych kar, aby obronić swój, cudzą pracą zdobyty, wyzyskiem zbudowany majątek. A jeśli człowiek bogaty szwindluje, oszukuje innych, urządza różne Panamy itp., to i to pochodzi z teraźniejszego ustroju, bo ustrój ten oparty jest na walce wszystkich przeciwko wszystkim, na wolnej konkurencji, bo w nim żaden kupiec, żaden przemysłowiec nie jest pewny swojego bytu, może zbankrutować, więc każdy chce zbić zawczasu jak najwięcej pieniędzy, i niejeden wybiera do tego sposoby nieuczciwe.

Przenieśmy się teraz myślą do ustroju socjalistycznego: ziemia, fabryki, w ogóle narzędzia wytwarzania są własnością całego społeczeństwa, każdy człowiek ma zapewnione miejsce w ogólnym gospodarstwie i w zamian za to – zapewniony spokojny byt. Jedni są tego zdania, że społeczeństwo, zarządzające samo całym swoim gospodarstwem, powinno wynagradzać ludzi odpowiednio do pracy każdego, przy czym jednak chorzy, starcy, dzieci, w ogóle – niezdolni, powinni mieć w każdym razie zapewniony ludzki byt. Inni sądzą, że lepiej by było wtedy wymagać od każdego pewnej określonej pracy, krótszej w cięższych fachach, dłuższej – w lżejszych i ponętniejszych, a w zamian za to dawać każdemu równy udział w bogactwach ogółu. Nie możemy oczywiście przesądzać, jaki system wybierze przyszłe społeczeństwo, w którego szczegóły w ogóle wdawać się nie chcemy, bo nie posiadamy na to dostatecznych danych, ale tak czy owak oczywistym jest, że kradzież i oszustwo muszą wtedy zniknąć zupełnie, jako całkowicie zbyteczne i bezsensowne. W ogóle musi zniknąć wtedy wszelkie uczucie zazdrości i pożądania względem cudzego majątku, które dziś jest źródłem tylu zbrodni. Jeśli pragnę mieć to, co ma mój sąsiad, mogę wtedy po prostu albo nieco więcej popracować, albo też, jeśli przyjęty jest system równego udziału w bogactwach społecznych, zrobić odpowiedni wybór: jeśli chce piękniej mieszkać, to trochę mniej pięknie się ubierać, lub na odwrót.

W ustroju socjalistycznym zniknąć muszą również powody do całego mnóstwa spraw majątkowych, które dziś zatrudniają sądy. Dziś bowiem każdy wchodzi w różne stosunki gospodarcze z różnymi pojedynczymi osobami: kupuje i sprzedaje, wynajmuje się i wynajmuje, pożycza i wypożycza itd.; dziś kto może nagromadza pieniądze i bogactwa, o które, po jego śmierci, kłócą się liczni spadkobiercy itd. W ustroju socjalistycznym, na ogół biorąc, każdy znajdować się będzie w stosunku ekonomicznym tylko do ogółu, do całego społeczeństwa: społeczeństwu oddawać będzie swoją pracę lub wytwór i od niego otrzymywać wynagrodzenie, i z drugiej strony w zamian za wykonaną pracę od społeczeństwa, że się tak wyrazimy, „kupować” wszystko, czego potrzeba. Ponieważ wszelkie narzędzia pracy, czyli ziemia, fabryki, koleje itp., należeć będą do społeczeństwa, i nikt prywatny nie będzie mógł prowadzić takiego przedsiębiorstwa, do którego potrzebowałby wynajmować innych, czyli żadnego większego przedsiębiorstwa, więc nikt nie będzie nagromadzał sam na własną rękę bogactw, które by mógł w spadku zostawić, tym bardziej, że nikt nie będzie potrzebował troszczyć się o los swoich dzieci, bo wszystkie dzieci będą otrzymywały wychowanie i wykształcenie fachowe i będą pewne, że znajdą pracę i dostatnie utrzymanie. Więc całe mnóstwo procesów majątkowych, które dziś toczą się całymi latami przed niższymi i wyższymi sądami – znikną.

Wracając do zbrodni, pamiętać jeszcze musimy, że i inne zbrodnie, nie mające majątkowego charakteru, jak morderstwa, podpalenia, gwałty itp., pochodzą z ustroju społecznego, opartego na wyzysku i nierówności. Jakże często bowiem bywają one tylko środkiem do wykonania kradzieży albo do zabezpieczenia się przed karą za kradzież? A i poza tym są one następstwem ciemnoty, brutalności, zazdrości, które pochodzą stąd, że całe masy ludu przez cały szereg pokoleń żyją w warunkach bardziej podobnych do zwierzęcych, niż do ludzkich. Gdy masy te posiądą dobrobyt, gdy w ślad za dobrobytem przyjdzie oświata, i nie tylko oświata, ale i wychowanie moralne wszystkich dzieci w odpowiednio prowadzonych szkołach społecznych, wychowanie wyrabiające przede wszystkim uczucia solidarności, miłości bliźniego, poszanowania cudzego życia i szczęścia, wtedy z biegiem czasu, może niezbyt długiego, znikną wszelkie zbrodnie. Dziś społeczeństwo, które, jak widzimy, samo jest przyczyną popełnianych zbrodni, umie odpowiadać na nie tylko karą, karą śmierci lub zamknięcia, czyli po prostu zemstą. Do wymierzania kar potrzebne są sądy i celem ich jest pod groźbą srogiej kary odstraszać ludzi od złego. Lecz w rzeczywistości kary nie odstraszają wcale od zbrodni tych, których do niej popycha nędza lub ciemnota i brutalność z nędzy wynikające; a ponieważ kary są tylko zadawaniem mąk ludziom przez ludzi, więc zamiast umoralniać, przeciwnie, demoralizują swym widokiem całe społeczeństwo, i widok kary śmierci uczy nie szanować cudzego życia. Świadomość, że ludzie, bliźni nasi, zamknięci są w więzieniach i piętnowani, dręczeni przez innych ludzi, często wcale nie lepszych od skazanych zbrodniarzy, odbiera nam wiarę w sprawiedliwość i wpaja przekonanie, że wolno zadawać drugiemu człowiekowi cierpienie. I dziś już dużo ludzi, nawet broniących teraźniejszego ustroju, widzi, że przestępców należałoby raczej wychowywać lub leczyć, a nie karać; tylko że ich zakłady wychowawcze, „poprawcze” dla przestępców i ich szpitale dla zbrodniarzy, uznanych za niezupełnie zdrowych na umyśle, niczym nie są lepsze od więzień. A już o tym, żeby zapobiegać zbrodni przez polepszenie dobrobytu i oświatę ludu, nie ma u nich mowy, bo w kapitalistycznym ustroju jest to niemożliwe.

Jeszcze jedno musimy zważyć: oto dziś jest bardzo wiele czynów „występnych”, których właściwie wcale za występki uważać nie można, i które w socjalistycznym ustroju wcale występkami nie będą. Weźmy np. przestępstwo polityczne: spisek, obrazę majestatu, rozpowszechnianie zakazanych książek itp. Oczywiście, że tam, gdzie nie będzie żadnych „majestatów”, gdzie będzie zupełna swoboda prasy i słowa, gdzie nikt uciskiem swym i wyzyskiem nie będzie nikogo zmuszał do spiskowania, tam o tych wszystkich „zbrodniach” nie będzie ani słychu i ludzie będą z politowaniem wzruszali ramionami na dzisiejsze czasy, kiedy za podobne czyny sądzi się i karze ludzi biednych i uczciwych.

Dla tych wszystkich powodów powracamy do tego, co powiedzieliśmy na początku: najlepiej by było, żeby sądów nie było wcale.

Ale jest i druga strona sprawy, która nam pokaże, że tak całkowicie możliwe to nie jest. Weźmy najpierw ustrój już socjalistyczny. W takim ustroju ludzie znajdować się będą w stosunkach gospodarczych głównie tylko do ogółu, do całego społeczeństwa, reprezentowanego oczywiście przez różne organy, czyli władze: zgromadzenie narodowe i głosowanie powszechne w sprawach najważniejszych i najogólniejszych, jakiś komitet, czyli rząd narodowy, lub różne jego wydziały, w sprawach poszczególnych. Otóż nawet w takim ustroju każdy pojedynczy człowiek może być niezadowolony z wykonania przez władzę społeczną obowiązków względem niego, lub na odwrót; może być niezadowolony z wyznaczonego mu miejsca lub czasu pracy, z wynagrodzenia itp.

I dzisiaj istnieje tzw. sądownictwo administracyjne, które sądzi np. zażalenia obywateli co do wymiaru podatków itp.; coś odpowiedniego, jak widzimy, będzie potrzebne i w socjalistycznym ustroju, choć oczywiście w zupełnie innej formie i choć sprawy sądowe będą miały całkiem odmienną treść. Dalej, nie możemy tak bezwzględnie twierdzić, że ludzie w socjalistycznym ustroju nie będą nigdy nic kupowali jedni od drugich, tylko wszystko od społeczeństwa; jeśli idzie o wytwarzanie masowe rzeczy do ogólnego użytku, to oczywiście będzie ono prowadzone przez społeczeństwo, i ludzie wytwory te będą otrzymywali od społeczeństwa na warunkach z góry określonych; ale przecież wtedy będą też istnieli z pewnością nie tylko artyści we właściwym znaczeniu tego wyrazu, ale i rzemieślnicy artystyczni, wytwarzający rzeczy gustu, jak zegarki, klejnoty, różne ozdoby ubrań, mieszkań, zastaw stołowych. Powiększony dobrobyt pozwoli każdemu posiadać takie rzeczy, i każdy zechce je mieć podług swego gustu, a więc będzie je zamawiał u bezpośredniego rzemieślnika, umawiał się z nim o szczegóły wykonania i o wynagrodzenie, jeśli nie za pomocą pieniędzy, które w takim ustroju są niepotrzebne, to za pomocą jakiejś pracy czy usługi ze swej strony, lub przekazu na pewną część bogactw społecznych sobie należnych. Mogą i z tych umów wynikać nieporozumienia wymagające rozsądzenia. Wreszcie nie są ono niemożliwe i przy podziale pozostałości po zmarłych, bo choć nie będzie spadków w dzisiejszym znaczeniu, pieniędzy, gruntów, fabryk itd., ale przecież osobiste rzeczy zmarłego, pamiątki itp., członkowie rodziny mogą chcieć podzielić. Zapewne, należy się spodziewać, że ludzie przyszłości potrafią wszelkie tego rodzaju nieporozumienia i spory załatwiać zgodnie, na drodze polubownej, ale prawdopodobnie istnieć też będą sądy społeczne dla załatwiania ich w przeciwnym razie.

Widzimy więc. że tzw. sądownictwo „cywilne” (majątkowe) nie może całkowicie zniknąć w przyszłym ustroju. Jakże się rzecz ma z sądownictwem „karnym”, czyli rozpatrującym zbrodnie i przestępstwa? Zapewne, mówiliśmy wyżej, te zbrodnie zniknąć muszą – ale jest to prawdą tylko z pewnym ograniczeniem. Długie, długie wieki nędzy, ciemnoty, brutalności, gwałtów, przesądów, zaszczepiły w ludziach dużo skłonności do złego, i nauka mówi nam, że niejeden człowiek rodzi się już ze skłonnością do mordowania, gwałcenia kobiet, niszczenia itp. Oczywiście, skłonności te niekoniecznie muszą się urzeczywistniać w czynie: przeciwnie, wybuchają one zwykle tylko w sprzyjających, złych warunkach społecznych, a odpowiednie wychowanie i postawienie człowieka w innych warunkach może je stłumić. Oczywiście też, społeczeństwo przyszłe będzie przede wszystkim stosowało tę higienę moralną, będzie się starało wykorzeniać skłonności zbrodnicze w dzieciach już i zapobiegać objawianiu się ich u dorosłych. Ale nie można się spodziewać, żeby to się udawało całkowicie; przeciwnie, niektóre organizmy są tak wypaczone, że ich potomkowie, szczególniej w ciągu pierwszych kilku pokoleń, będą od czasu do czasu pomimo wszystkich ostrożności mordowali, gwałcili, podpalali itp. Czyż społeczeństwo przyszłe, spytamy, będzie ich za to karało? O tym nie ma mowy; na to będzie ono zbyt rozumne i szlachetne. Wiedząc, że ludzie ci są chorzy, będzie ich leczyło łagodnymi sposobami, a w razie nieuleczalności – trzymało tylko z konieczności w oddaleniu od innych ludzi, aby im nie szkodzili. Toteż towarzysz prof. Henryk Ferri, przywódca włoskiej szkoły tzw. społeczno-antropologicznej w kryminologii (czyli szkoły, która na podstawie nauki przyrodniczej o człowieku, antropologii, oraz nauk społecznych, żąda właśnie takiej reformy sądownictwa), uważa, że wszelkie sądy karne należałoby zastąpić – komisjami lekarzy specjalistów, którzy by określali stan zdrowia lub rodzaj choroby przestępcy. Ale w tym niezupełnie zgodzić się można z towarzyszem Ferrim. Ponieważ leczenie przestępców, nienormalnych duchowo, lub oddzielanie ich od ludzi, którym mogą szkodzić, połączone być musi z pewnym, choćby najłagodniejszym ograniczeniem wolności osobistej, która jest jednym z największych skarbów człowieka, więc postanawiania o tym nie można pozostawić w zupełności fachowcom lekarzom, między którymi z łatwością wytwarza się duch kastowy, poczucie nieomylności i żądza władzy, lecz powinni oni być tylko rzeczoznawcami przedstawiającymi swoje wnioski sądowi, złożonemu czy to z przysięgłych wylosowanych (jak dzisiaj), czy z sędziów, wybieranych przez lud – co lepsze, zobaczymy później.

Okazuje się zatem, że pewna organizacja sądowa potrzebna będzie nawet w ustroju już czysto socjalistycznym. Rozpatrzenia tej potrzeby nie chcieliśmy pominąć, żeby ktoś nie powiedział: A, na co to wszystko, po co rozmyślać o tym, jaka powinna być organizacja sądowa, kiedy ona właściwie powinna być zupełnie zniesiona i kiedyś będzie zniesiona? Ale od tego, bądź co bądź dość oddalonego jeszcze ustroju socjalistycznego, za daleko ważniejszy, bo bliższy nas, uważamy okres przejściowy, okres walki proletariatu o urzeczywistnienie socjalizmu. Dziś już prowadzimy tę walkę. Dzisiaj polega on na tym, że proletariat poprawia stopniowo swoje położenie pod wszystkimi względami i przygotowuje się do zdobycia władzy politycznej. W tym celu partia socjalistyczna musi starać się ograniczyć na każdym punkcie ucisk proletariatu przez klasy panujące oraz otwierać mu dostęp do wszelkich instytucji wpływających na zarząd społeczeństwa. Przyjdzie wreszcie chwila, że zdobędziemy władzę polityczną: wówczas zaczniemy świadomie i celowo ustrój kapitalistyczny przekształcać na socjalistyczny. Ale i to nie uda się za jednym zamachem: przez jakiś czas, może dość długi, społeczeństwo znajdować się będzie w stanie przejściowym, podczas którego socjalistyczny proletariat będzie musiał nie tylko wprowadzać odpowiednie reformy, ale i zwalczać grożącą reakcję. Do tego to okresu zdobycia władzy politycznej przez klasę robotniczą stosuje się głównie cały nasz program partyjny – jakkolwiek oczywiście już teraz staramy się w miarę możności urzeczywistniać choć częściowo różne jego punkty, a wskutek tego już i w dzisiejszych państwach stawiamy różne żądania skromniejsze, bliższe, jak np. prawodawstwo fabryczne.

Pierwszą rzeczą, którą partia socjalistyczna, wziąwszy władzę w swoje ręce, będzie musiała uczynić, będzie zamiana każdego narodu pod względem ustroju politycznego na zupełnie demokratyczną (a gdzie będzie potrzeba – to oczywiście i niepodległą) rzeczpospolitą, w której by lud sam sobą rządził – o ile ta zamiana nie zostanie dokonana stopniowo jeszcze wcześniej. Dlatego też w programie PPS czytamy, że partia dąży do „samodzielnej rzeczypospolitej demokratycznej, opartej na następujących zasadach: 1) bezpośrednie, powszechne i tajne głosowanie; prawodawstwo ludowe, pojmowanie zarówno jako sankcja (to znaczy, żeby cały lud głosowaniem swoim potwierdzał prawa uchwalane przez wybrane zgromadzenie prawodawcze), jak też i inicjatywa (czyli, żeby pewna określona część obywateli mogła poddawać wnioski nowych praw pod głosowanie ludu); 2) samorząd gminny i prowincjonalny z wybieralnością urzędników administracyjnych; 3) równość wszystkich obywateli kraju; 4) zupełna wolność słowa, druku, zebrań, stowarzyszeń itd. Otóż zauważmy, że to wszystko stosuje się nie tylko do wyżej określonego okresu przejściowego. I w społeczeństwie już zupełnie socjalistycznym ustrój polityczny nie może być inny, tylko właśnie musi to być zupełnie demokratyczna rzeczpospolita; bo inaczej kłamstwem by była zasada, że narzędzia produkcji należą do całego społeczeństwa, i że społeczeństwo samo zarządza produkcją i podziałem bogactw. Tak więc jeden i ten sam program polityczny służy nam i do walki dzisiejszej i oświeca dalszą przyszłość, do której dążymy. Ale dlaczego to wszystko mówimy? Dlatego, że sądownictwo jest koniecznym dopełnieniem władzy politycznej i ustroju politycznego.

Jaki jest stosunek sędziego do tego, który wydaje prawa (władza prawodawcza) i do tego, który na zasadzie tych praw rządzi społeczeństwem, czyli wydaje ludziom odpowiednie rozkazy (tzw. władza wykonawcza)? Sędzia występuje na scenę wtedy, jeśli prawo jest naruszone, rozkaz rządu nie wykonany, albo jeśli nie wiadomo, jak, przez kogo, na czyją korzyść lub niekorzyść (np. w sprawach majątkowych, prywatnych) prawo lub rozporządzenie ma być wykonane. Orzeczenia, wyroki sądu wprowadza potem w życie rząd, władza wykonawcza, w razie potrzeby z użyciem przemocy. Jasnym więc jest, że kto ma w ręku władzę prawodawczą, a nie ma sądowej, tego panowanie jest niezupełne i niepewne. Jeśli prawo karze jakąś zbrodnię (up. zamach na członka rządu), a sąd uniewinnia „zbrodniarza” (jak to zrobił np. sąd przysięgłych w Petersburgu z Wierą Zasulicz, która strzelała do policmajstra Trepowa), to prawo pozostaje martwą literą. Jeśli prawo orzeka, że fabrykant, winny nieprzestrzegania środków ostrożności w fabryce, ma zapłacić poszkodowanemu robotnikowi odszkodowanie, a sąd uznaje fabrykantów zbyt często za niewinnych lub naznacza bardzo małe sumy odszkodowania, to co z tego robotnikom? Toteż każdy rząd, każda klasa panująca stara się zawsze mieć nie tylko władzę prawodawczą, ale i sądy w swych rękach. Dziś ma je burżuazja; jak do tego doszło, zobaczymy w drugiej części tego artykułu. Proletariat, walcząc o odebranie władzy politycznej burżuazji, musi też starać się już dziś o takie reformy sądowe, które by mu otworzyły dostęp do sądów i przez to pozwoliłyby często łagodzić i poprawiać los robotnika, zmniejszając ucisk, ułatwiać walkę partii socjalistycznej. Gdy proletariat stanie się klasą rządzącą, będzie musiał wziąć i sądy w swe ręce, aby pilnować porządku i ładu, bronić nowego ustroju od zamachów reakcji itd. Wreszcie widzieliśmy, że nawet w idealnym ustroju socjalistycznym pewna organizacja sądowa będzie potrzebna – bo jest ona wszędzie i zawsze naturalnym i niezbędnym dopełnieniem istniejącego prawa. Musimy tedy zastanowić się nad tym, jaka organizacja sądowa jest pożądana z punktu widzenia socjalistycznego? W programie PPS, między innymi zasadami, na których ma się opierać nasza niepodległa demokracja, znajduje się też: 6) bezpłatna procedura sądowa, wybieralność sędziów; to samo żądanie znajdujemy w programach partii socjalistycznych wszystkich innych narodów. I istotnie najlepiej odpowiada ono interesom proletariatu zarówno w jego walce dzisiejszej, jak i w okresie urządzania, utrwalania i rozwijania państwa socjalistycznego, jak interesom ogółu w idealnym ustroju socjalistycznym. Zaraz przekonamy się o tym, lecz przedtem rzućmy choć pobieżnie okiem na to, jak w ciągu dziejów formowało się i rozwijało sądownictwo.

II

Sądzenie jest tak samo niezbędną czynnością społeczną, jak wytwarzanie albo prawodawstwo lub administracja; toteż nie znajdujemy społeczeństwa, które by nie posiadało pewnych, choćby zaczątkowych, organów sądowych. Forma tych organów zmienia się naturalnie bardzo znacznie w ciągu wieków.

Lecz socjologia, czyli ogólna nauka o społeczeństwie, stwierdza, że wszystkie społeczeństwa mają w głównych zarysach jednakowy początek i przechodzą przez jednakowe formy rozwoju; oczywiście w głównych, zasadniczych zarysach tylko, bo w szczegółach zachodzą różnice, czasem dość znaczne.

Otóż na początku rozwoju historycznego znajdujemy u wszystkich ludów ustrój bardzo niepodobny do teraźniejszego, a nawet do średniowiecznego lub starożytnego (grecko-rzymskiego). Ziemia jest własnością całej gromady. która składa się zazwyczaj z jednego lub kilku rodów. Nie ma podziału na klasy, na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Wszyscy członkowie gromady biorą udział w stanowieniu o wspólnych sprawach (gospodarstwa, wojny i pokoju itd.), czyli w prawodawstwie i zarządzie. Nie inaczej rzecz się ma i z sądownictwem. Na początku rozwoju historycznego wszelkie sądy sprawuje cała gromada, albo też w jej imieniu i zastępstwie – grono starców, których wynik jednak przeważnie podlega potwierdzeniu przez ogół. U wszystkich ludów europejskich, zarówno u Greków i Rzymian, jak u Germanów i Słowian, znajdujemy jeszcze na początku historii pisanej urządzenia bardzo podobne. Zgromadzenie wszystkich mężczyzn dorosłych i zbrojnych, czyli biorących czynny udział w życiu plemienia, odbywające się w pewnych określonych chwilach roku, to samo zgromadzenie, które stanowiło prawa, obierało wodzów, postanawiało wojnę albo pokój – sądziło również wszystkie ważniejsze sprawy, w których szło o śmierć lub życie. Mniej ważne sprawy i zatargi sądzone były na częstszych jeszcze, co miesiąc albo i częściej odbywających się zebraniach gminnych. W ten sposób lud miał rzeczywiście sprawy swoje w swoich rękach, kierował swobodnie własnym 1osem.

Jak się to zmieniło? Nie możemy tu szczegółowo opisywać rozkładu równości pierwotnej, wytworzenia się nierówności i panowania jednej klasy ludzi nad resztą, nad ogółem. To musiałoby być zrobione w całym osobnym artykule, który może kiedy napiszemy. Tu powiemy tylko tyle: Plemiona składały się z gmin (różnie zwanych – w ziemiach polskich „opolami”), gminy z rodów. Ród z początku stanowi jedną całość, wszyscy jego członkowie żyją razem pod zwierzchnictwem ojca rodu, razem uprawiają ziemię, razem chodzą na wojnę itd.; potem, kiedy się rozrasta, wówczas poszczególne rodziny składające go, przestają mieszkać razem, pozostają tylko w sąsiedztwie, a jedna z rodzin, rodzina ojcowska, zachowuje przewodnictwo, największą przestrzeń gruntów, otrzymuje największą część łupów wojennych i jeńców, w ten sposób gromadzi największe bogactwa i zdobywa władzę nad resztą. Jeśli znów weźmiemy całe plemię, to wodzowie jego, naczelnicy wojenni, czyli książęta, są z początku obieralni, lecz wprędce wybór zaczyna padać stale na najbogatszą i najpotężniejszą rodzinę, tak że władza książęca, przechodząca później w królewską, staje się w niej dziedziczną. Podobnie dzieje się z obieranymi w poszczególnych gminach hrabiami, panami lub wojewodami. Potężniejsi królowie jednoczą pod swoją władzą znaczniejszą ilość gmin i plemion. Każde plemię, każda gmina ma swoje prawo obyczajowe, niepisane – bo i po co, skoro wszyscy członkowie ludu mają je z ojca na syna, i podług tego obyczajowego prawa lud sądzi. Lecz królowie wydają nowe prawa dla całego swojego państwa, dla wszystkich plemion, do niego włączonych. Są to prawa pisane, nieznane, obce ludowi, on podług nich by sądzić nie mógł; sądzić więc zaczynają urzędnicy królewscy.

Z początku istnieją dwa rodzaje sądów obok siebie; sprawy, objęte prawodawstwem królewskim sądzą sędziowie królewscy, namiestnicy króla, inne sprawy –- po dawnemu zebranie gminne. Lecz namiestnikom królewskim, hrabiom, wraz z bogactwem i potęgą przychodzi ochota wyzyskiwania i uciskania ludu, a dopóki lud cały ma sądy w swych rękach, dotąd nie jest to w zupełności możliwe. Z drugiej strony, ogół ludności, pod wpływem pobieranych danin i wojen, biednieje coraz bardziej i traci na duchu, traci pamięć i poczucie swych praw; dawniej stawić się na sąd było dla każdego człowieka wolnego obowiązkiem; teraz obowiązek ten zaczyna być uciążliwy. Z tego korzystają król i namiestnicy, żeby zaprowadzić taką zmianę, że sądy w gminie odprawiają nadal nie wszyscy obywatele, lecz tylko pewna ograniczona ich ilość. W jednych miejscach ci sędziowie są jeszcze przez dłuższy czas obieralni, w innych – godność ta staje się dziedziczną w pewnych rodzinach, gdzie indziej wreszcie – sędziów wprost mianuje król lub namiestnik. Sądzą oni pod jego kierownictwem, a więc on zdobywa sobie główną władzę sądową, oni zostają tylko doradcami – ławnikami. Sprawy zaś, należące do sądu królewskiego, sądzi sam król parę razy do roku, ale w otoczeniu swoich nadwornych urzędników i rycerzy. Jest to jakby dawniejsze zebranie obywateli zbrojnych, tylko że nie biorą w nim już udziału, nie mają głosu wszyscy członkowie ludu, tylko bogaci i potężni – arystokracja.

Z początku ci uczestnicy sejmów mają głos tylko doradczy zarówno w sprawach politycznych i prawodawczych, jak sądowych, a rozstrzyga zawsze wola króla, bo od niego są wszyscy zależni, ale z czasem arystokracja urzędnicza uniezależnia się od króla, staje się feudalną, to znaczy, że z każdym urzędem związana jest dziedziczna posiadłość ziemska (lenno, feudum), otrzymana od króla; mając w niej źródło swej potęgi i bogactwa, pan staje się niezależnym od króla. Wtedy i na sejmach wola króla przestaje być rozstrzygającą, a rozstrzyga wola większości, albo też wszystkich zebranych panów, tak w sprawach politycznych, jak sądowych (w Polsce sejm, czyli zebrania szlachty, i senat, zgromadzenie najwyższych urzędników, zachowały zawsze najwyższą władzę sądową).

W ten sposób klasa panująca, szlachta feudalna, wyjęła władzę sądową, polityczną, jak i prawodawczą, z rąk zarówno ludu, jak i króla, i wzięła ją w swoje ręce, aby zapewnić sobie panowanie. Ale sejmy sądziły tylko sprawy między najwyższą szlachtą, panami mającymi lenna wprost od króla, a więc – równymi sobie. Ci panowie z kolei dawali ziemię w lenno innym rycerzom, i tak dalej, czasem aż do siódmego stopnia. Rycerz, przyjmujący lenno, przysięgał wierność swojemu panu, był mu zatem podwładny, nierówny i nie mógł wołać go przed sąd sejmu królewskiego. Sprawy między lennikami jednego i tego samego pana oraz między jednym z nich a panem rozstrzygał sąd lenny, złożony z samych lenników zbierających się na dworze pana pod jego przewodnictwem (w Polsce ten porządek lenny nie rozwinął się tak, jak w Europie zachodniej; szlachta drobniejsza nie brała gruntu od wielkich panów w zamian za przysięgę na wierność, lecz prawnie „szlachcic na zagrodzie był równy wojewodzie”, toteż utrzymały się jedne dla wszystkich sądy szlacheckie: sejmowe, wojewódzkie, grodzkie). Wreszcie panowie feudalni, w miarę tego jak osłabiała się władza królewska, przywłaszczali sobie prawo sądzenia i karania śmiercią nawet wszystkich przestępstw popełnianych na przestrzeni ich panowania. Chłopi zostali zamienieni przemocą na poddanych, i był czas, kiedy każdy pan feudalny, a w Polsce każdy szlachcic, miał nad nimi prawo sądu i kary; ich własne, dawne, walne sądy zostały zniesione. Miasta zakładali królowie i potężniejsi książęta i dawali im przywilej własnego sądownictwa, które było wykonywane przez wójta i ławników.

Tak było w wiekach średnich. Panująca wówczas klasa feudalna uciska i wyzyskuje lud i mieszczaństwo. Mieszczaństwo, bogacąc się, staje się oporniejszym i dla stłumienia samowoli feudałów łączy się z królami, popiera ich pieniędzmi. Królowie z początku opiekują się miastami, bronią je od samowoli feudałów i przy ich pomocy zwyciężają coraz więcej tych ostatnich, wzmacniają swoją władzę, aż w końcu, szczególnie we Francji i w różnych państwach niemieckich, władza królewska staje się niemal nieograniczona. W miarę tego feudałowie zaczynają tracić i swą władzę sądową, a sądy coraz powszechniej sprawowane są przez uczonych prawników, mianowanych z ramienia królewskiego. Powstaje cała organizacja urzędniczo-sądowa: sądy niższe, tzw. pierwszej instancji, średnie i najwyższe, do których w wielu sprawach można apelować, czyli odwołać się od wyroku niższych sądów. Ale władza królewska, wzmocniwszy się, zaczęła z kolei uciskać i mieszczaństwo, dla którego to było tym dotkliwsze, że ciągle wzrastało ono w siłę ekonomiczną, materialną i było wskutek tego coraz bardziej żądne władzy. Tymczasem władzę tę powierzała monarchia właśnie szlachcie feudalnej, która straciła samodzielność i poddała się monarchii. Mieszczaństwo, burżuazja, rozpoczęło tedy walkę z monarchią i ze szlachtą feudalną. Walka ta stworzyła wielki ruch umysłowy i społeczny XVII i XVIII stulecia i rewolucje: angielską w środku XVII i francuską w końcu XVIII wieku.

Ruch ten umysłowy i polityczny ogarnął i sądownictwo. Ponieważ, jak wspomnieliśmy, sędziami byli i mogli być tylko uczeni prawnicy, więc w ich liczbie nie znajdowała się wysoka arystokracja, która nie potrzebowała i nie chciała się uczyć, tylko przeważnie drobna szlachta i dość wielu synów mieszczańskich. Drobna szlachta skłaniała się ku nowym ideom mieszczańskim. Dlatego też stan sądowy, szczególniej w ciągu wieku XVIII we Francji, zajmuje stanowisko dość opozycyjne względem rządu królewskiego. W celu obrony tego stanowiska, wytwarza się wtedy teoria podziału władz na: prawodawczą, wykonawczą i sądową; podług tej teorii każda z tych władz ma być oddzielona od innych, pełniona przez innych ludzi i w swoim zakresie niezależna. Naturalnie, rząd powinien wykonywać tylko to, co władza prawodawcza ustanowi, sąd sądzić tylko podług istniejących praw, ale ani prawodawca, ani rząd nie powinni krępować sądu w stosowaniu tych praw. Sędzia powinien sądzić jedynie podług swego sumienia, nie oglądając się na życzenia rządu. Aby to było możliwe, powinien być o tyle niezależny od rządu, żeby nie drżeć co chwila o swoją przyszłość; rząd nie powinien mieć możności odebrania sędziemu jego urzędu wbrew jego woli. Jest to zasada nieusuwalności sędziów, która w Anglii została wprowadzona już w roku 1701. Jeśli do niej dołączymy jeszcze takie zasady, jak: jawność sądu, procedura ustna, obecność obrońcy (adwokata) dla każdego oskarżonego bez wyjątku, przedstawienie oskarżonemu i jego obrońcy wszystkich dowodów, świadectw i danych, mogących mieć wpływ na sprawę – to będziemy mieli całość ideału sądownictwa, wytworzonego przez ruch reformatorski burżuazji.

Musimy jeszcze tylko dodać: udział sędziów nieurzędowych spomiędzy ludności, tzw. sędziów przysięgłych. Instytucja ta bierze swój początek w Anglii. Tam od bardzo dawnych, średniowiecznych czasów, gdy naczelnik okręgu (szeryf) objeżdżał swój okręg w celu sprawowania sądów, w każdej gminie musiało być 12 ludzi, rycerzy lub przynajmniej ludzi wolnych, wybranych, którzy czuwać mieli nad tym, co się dzieje w gminie, wymieniać szeryfowi przestępców i zarazem wypowiadać o nich prawdziwe słowo (vere dictum), zdanie, podług którego potem wypadało rozporządzenie szeryfa co do kary. Ten stary zwyczaj oddał później mieszczaństwu i drobnej szlachcie angielskiej wielką przysługę w jej walce z absolutyzmem; sądy te bowiem, złożone z obywateli, mogły uniewinniać ludzi niewinne prześladowanych przez tyrańskie rządy. Co prawda i czynność takiego sędziego nie była zupełnie bezpieczna; co też przyczyniło się do tego, że zamiast wybierać, zaczęto ich wylosowywać, i że wylosowanemu nie wolno było się uchylić od tego obowiązku. W Anglii do skazania oskarżonego wymagana jest jednomyślność przysięgłych. Instytucja ta w ciągu wieku XIX, wraz ze zwycięstwem reformatorskich dążeń mieszczaństwa (albo z naśladowaniem reform liberalnych, jak w Rosji) przeniosła się do wszystkich państw europejskich, pomimo fanatycznego często oporu wsteczników.

Ale też jest to jedyna forma, w jakiej społeczeństwo mieszczańskie zapewnia ogółowi choć pewien wpływ na sądownictwo. Widzieliśmy, że zasada nieusuwalności sędziów i niezależności sądownictwa od woli rządu były koniecznie potrzebne mieszczaństwu do zawładnięcia sądownictwem; ale też i wystarczały mu one do tego, wobec tego, że ogół sędziów składał się z mieszczan albo przynajmniej z przychylnej im drobnej szlachty. Jednakowoż rewolucja francuska, do zrobienia której mieszczaństwo potrzebowało koniecznie pomocy mas ludowych i która wskutek tego miała charakter daleko bardziej demokratyczny, niżby to odpowiadało interesom samego mieszczaństwa, wprowadziła inną zasadę. Podług konstytucji z roku 1791 sędziowie byli wybierani przez lud, tak samo jak posłowie do zgromadzenia prawodawczego, jak urzędnicy administracyjni, w imię zasady ogólnej, że wszelka władza powinna pochodzić od ludu. Ale niedługo to trwało – jak niedługo trwała rewolucja. Burżuazja powstrzymała jej zapędy, rozpoczęła reakcję przeciw dążeniom mas ludowych, a narzędziem tej reakcji był, jak wiadomo, Napoleon Bonaparte. Konstytucja z roku VIII (1799), która jego ogłosiła pierwszym konsulem, zniosła zarazem obieralność sędziów, zarówno zresztą jak urzędników, a nawet w gruncie rzeczy i członków ciał prawodawczych, bo podług tej konstytucji nawet ci ostatni byli mianowani przez rząd spomiędzy wielkiej listy kandydatów wybranych przez lud.

Od tego czasu wybieralność sędziów pozostała w programach skrajnych demokratów i od nich przeszła do socjalistów, ale burżuazja jej stanowczo nie chce. Burżuazja rozumie doskonale, że w razie wprowadzenia wybieralności sędziów, prawo wybierania ich musiałoby być nadane wszystkim obywatelom, nie zaś ich drobnej części, a tego lęka się ona, żeby sędziami wówczas nie zostawali ludzie, którzy by nie bronili gorliwie przywilejów bogaczy przeciwko wyzyskiwanym i właścicieli przeciw wywłaszczonym. Dlatego też wytacza przeciwko wybieralności sędziów różne argumenty, a przede wszystkim ten, że sędzia straciłby wtedy swoją niezależność, stałby się zależnym od walki partii, reprezentowałby zwycięskie stronnictwo, a więc sądziłby stronniczo; również znikłaby nieusuwalność sędziów, ogłaszana dotychczas za konieczny dogmat – chyba, żeby wybór był dożywotni, a tego przecież socjaliści nie chcą.

Lecz argumenty te nie wytrzymują krytyki. Przede wszystkim, trzeba być naiwnym, żeby nie widzieć, że dzisiaj, w dzisiejszym klasowym społeczeństwie, żaden sędzia nie może być we wszystkich wypadkach doskonale bezstronnym, ponieważ każdy z położenia swojego społecznego, wychowania, stosunków, interesów, należy do pewnej klasy i (choćby nieświadomie) postępuje w myśl potrzeb swej klasy. Łatwo burżuazyjnym prawnikom mówić o niezależności i bezstronności sędziów, kiedy wszyscy sędziowie dzisiejsi bez wyjątku należą do klasy burżuazyjnej i prawie bez wyjątku z całą bezwzględnością stają zawsze po stronie bogaczy, możnych i kapitalistów przeciwko ludowi pracującemu! Nawet sądy przysięgłe mają ten sam charakter; chociaż bowiem członkowie ich są wylosowywani, ale przedtem układana bywa lista tych, spomiędzy których się losuje; lista ta układana bywa przez władze sądowe lub administracyjne, i przy układaniu zawsze stosowana bywa zasada, żeby do losowania dopuszczać tylko ludzi posiadających jakie takie stanowisko i majątek, a proletariusze, robotnicy są zupełnie wykluczeni. Wprowadzenie wybieralności sędziów miałoby więc w najgorszym razie tylko ten skutek, że zamiast sędziów uprzedzonych na korzyść klasy posiadającej, dałoby ogół sędziów uprzedzonych na korzyść klasy pracującej: ponieważ ta ostatnia klasa bez żadnej wątpliwości i tak więcej ponosi krzywd i ciężarów, więc nawet takie uprzedzenie byłoby już sprawiedliwszym od tych uprzedzeń, jakimi przejęci są dzisiejsi niewybieralni sędziowie. Ci ostatni zresztą, nie dość, że przejęci są ogólnym uprzedzeniem na korzyść klasy posiadającej, ale i względem każdorazowego rządu nie są bynajmniej tak niezależni, jak to głosi burżuazyjna teoria. Posiadają wprawdzie nieusuwalność, czyli nie mogą otrzymać dymisji, kiedy się rządowi podoba; ale cóż, kiedy oni nie tylko chcą nie otrzymać dymisji, ale chcą też awansować, i to jak najszybciej; dopóki więc nie dojdą do najwyższych stanowisk, starają się niczym nie narazić rządowi; a ci, którzy tam dochodzą, są już tak przyzwyczajeni przez całe życie do pomagania rządowi – i tacy starzy!

Tymczasem gdzieniegdzie istnieje już wybieralność sędziów, a mianowicie w na wskroś demokratycznej Szwajcarii i w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie wybierani bywają na pewien przeciąg czasu, od 2 do 21 lat, najczęściej na 8 lub 10 lat. Wybieralność sędziów istnieje również w trybunałach handlowych i w sądach przemysłowych (sprawy między przedsiębiorcami a najemnikami); i nigdzie w tych krajach, ani w tych kołach specjalnych, które posiadają sądy wybieralne, nie słychać skarg na stronniczość sędziów ani na żadne nadużycia. U sędziów tych panuje duch bardziej humanitarny, prawa istniejące są stosowane w sposób łagodniejszy i przyjaźniejszy dla ludu pracującego w ogóle; ale względami prywatnymi dla tej lub owej jednostki sędziowie wybieralni nie powodują się nigdy, bo przecież nie zależą od jednostek, tylko od całej wielkiej masy wyborców, a względem rządu są już zupełnie niezależni.

Partia socjalistyczna musi się wszędzie liczyć z warunkami i nigdzie nic może gardzić żadną reformą; dlatego i w sprawie reformy sądownictwa w różnych krajach różne musi stawiać żądania najbliższe. Tam, gdzie, jak w Rosji, sędziowie-urzędnicy ulegają ciągłemu dozorowi ze strony rządu i żandarmerii, a inteligencja, z której pochodzą, ma pewne popędy szlachetniejsze, należy żądać jeszcze nieusuwalności sędziów, zapewnienia im prawdziwej niezależności od rządu; tam, gdzie nie ma sądów przysięgłych, jak w Królestwie Polskim, należy żądać ich wprowadzenia i oddania im wszystkich spraw kryminalnych, nie wykluczając politycznych: w ogóle co do sądów przysięgłych należy żądać zupełnej ich demokratyzacji, dopuszczania do nich i robotników na równi z posiadającymi i „inteligencją”, i kobiet na równi z mężczyznami. Ale ogólnym żądaniem partii socjalistycznej co do sądownictwa może być tylko wybieralność sędziów. Albowiem tylko ona da klasie pracującej możność, w dzisiejszym okresie walki o poprawienie swego bytu, tak wpłynąć na sądy, aby ulżyć ciężaru i dać więcej sprawiedliwości stającym w sądach biedakom. Tylko też w ten sposób można przeprowadzić w całej pełni zasadę ludowładztwa i zamienić sądy z narzędzia reakcji na narzędzia obrony wolności i postępu.

I Polska Partia Socjalistyczna, gdy przyjdzie chwila walki z caratem, gdy w każdej okolicy, skąd wypędzone zostaną wojska i urzędy carskie, wprowadzać będzie objęte jej programem reformy – powoła również lud cały do obioru sędziów. W idealnym społeczeństwie socjalistycznym wreszcie zupełnie nie możemy sobie przedstawić innej organizacji sądów – tak samo zresztą i wszystkich w ogóle władz i urzędów – jak na podstawie wyborów. Wtedy też upadną wszelkie możliwe jeszcze zarzuty przeciwko obieralności sędziów: bo wtedy nie będzie klas i walki klasowej, wtedy wszyscy obywatele będą usposobieni jedni dla drugich jednakowo bezstronnie i posiadać będą wysoki poziom wykształcenia. Społeczeństwo przyszłości nie powróci zapewne do systemu rządzenia przez wszystkich zgromadzonych obywateli, jak to było w demokratycznych społeczeństwach pierwotnych, bo społeczeństwa przyszłe będą na to zbyt ludne; ale faktycznie przez usta sędziów wybieranych, sądzić będzie wówczas znowu cały ogół – oświecona, dojrzała, sprawiedliwa opinia publiczna.

Kazimierz Kelles-Krauz
___________________________
Powyższy tekst, sygnowany pseudonimem M. Luśnia, pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Światło”, organie Polskiej Partii Socjalistycznej, wydawanym w Londynie, nr 17, rok 1903. Poprawiono pisownię według obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i przygotował Przemysław Kmieciak.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *