Poranek na cześć Marksa

[1893]

Dnia 19 marca 1893 r. w koncertowej sali p. Horowitza, przy ulicy Dietla 55, I. p. odbył się, po raz pierwszy u nas, poranek ku uczczeniu dziesięcioletniej rocznicy śmierci wielkiego myśliciela i apostoła socjalizmu Karola Marksa.

W odpowiednio udekorowanej sali, na podwyższeniu znajdował się czerwono udrapowany i zielenią uwieńczony portret tego, którego okrzyk „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się” wstrząsa dziś podwalinami starego świata i hasłem jest milionowych pułków przyszłej armii wolności – ludu roboczego.

Zebranie to uroczyste zagaił tow. Ignacy Daszyński obszerną mową, w której zestawił wszystkie pamiętne dla nas rocznice marcowe, uwydatniając w nich niepospolitą działalność K. Marksa. Wykazał dobitnie i jasno różnicę zasadniczą między rewolucją burżuazyjną a socjalną, bynajmniej nie ganiąc rewolucji z roku 1848, w której robotnicy szli jeszcze ręka w rękę z radykalną burżuazją. Mówca poświęcił wiele uwagi stosunkom społecznym w Polsce, tutaj (zwłaszcza w Galicji i Poznańskiem) abdykują niedołężne partie mieszczańskie ze swojego politycznego stanowiska, wskutek czego pominąwszy nic nieznaczące połowiczne stronnictwa, widzimy z wolna powstawanie dwóch tylko obozów, które mają jakiekolwiek szersze międzynarodowe plany i związki, dwóch międzynarodówek „czarnej i czerwonej”. „Dziś święci się tylko dwojakie międzynarodowe obchody – jubileusz papieski z jednej strony, rocznice Marksów i Lassalle’ów z drugiej!”. Przemową tę głęboką, poważną, a porywającą, przerywaną licznymi i grzmiącymi oklaskami, zakończył wyrażeniem nadziei rychłego zwycięstwa proletariatu.

Następnie deklamowała dziesięcioletnia Maniusia D… z nieopisanym wdziękiem i prostotą śliczny poemat Syrokomli pt. „Lalka”. Nagrodzona grzmotem nieustających oklasków zmuszona była jeszcze dodać wiersz „Robotnik”.

Ten wiersz podobał się jeszcze bardziej. Stary siwy robotnik ze łzą w oku patrzył na tę dziecinę, która ubrana w bieli z krwawą wstęgą przez ramię i na czole, może nieświadomie, a tylko przeczuciem kierowana umiała tak pięknie, rzewnie, a także prawdziwie pojąć i oddać całą nędzę i poniżenie tych, z których grona wyszła i których szermierką może kiedyś będzie.

Tow. J. Szolc wygłosił odczyt „O życiu i działalności K. Marksa”, opracowany starannie, z którego zwłaszcza ustęp jeden winien na długo utkwić w pamięci słuchaczów; mianowicie ten, gdzie jest mowa o pierwszych początkach Międzynarodówki (1864 r.) Wskazał w nim prelegent na dwie okoliczności będące dla nas niemałej wagi: 1) że Międzynarodówka powstała głównie wskutek sympatii, jakimi gorąco byli przejęci robotnicy Zachodu dla naszego ludu, 2) że przy zakładaniu jej niepospolity udział brali emigranci z roku 1863-1864!

Następnie deklamował jeden z towarzyszy wśród wzrastającego ciągle zapału i coraz częstszych i głośniejszych oklasków „Czegóż chcą oni?”. Ciągłymi oklaskami zmuszony dodał jeszcze „Bezimienni”, za co mu niemal owacyjnie podziękowano. Gdy skończył zapanowała chwila ciszy uroczystej, wtem wszyscy powstali jednym uczuciem przejęci i naraz z 400 piersi wzniósł się nasz hymn „Czerwony sztandar”. Po odśpiewaniu całej pieśni zakończono uroczystość trzykrotnym okrzykiem na cześć „międzynarodowej socjalnej demokracji”. Cała uroczystość odbyła się w nastroju poważnym i spokojnie, choć zapał chwilami był niezmierny. Policji nie było… spokój nie został zakłócony (!).

Wieczorem odbyła się zabawa tańcująca w Stowarzyszeniu „Siła” w Krakowie i Podgórzu, na której towarzysze i towarzyszki ochoczo spędzili „sami między swymi” kilka godzin życia, i zapomnieli zupełnie, że istnieją jeszcze ci, których podobne obchody dreszczem trwogi przejmują!

Rr.
_________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Naprzód – organ partii socjalno-demokratycznej” nr 6/1893, Kraków, 17 marca 1893 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *