Gustaw Zieliński

Przemówienie prezesa Generalnej Federacji Pracy na kongresie połączeniowym Związku Związków Zawodowych

[1931]

Dzień dzisiejszy – dzień zjednoczenia robotniczych związków zawodowych stojących na gruncie ideowym Rewolucji dokonanej 5 lat temu dla ratowania Państwa przez Twórcę Niepodległości Polski – dzień ten jest dla Generalnej Federacji Pracy dniem niezmiernie radosnym, dniem jej święta.

Nie jest to wprawdzie triumf zupełny, bez cienia żadnego. Utworzenie jednolitego frontu polskiej klasy pracującej na podłożu niezależności i bezpartyjności ruchu zawodowego, na gruncie budowniczej pracy nad urzeczywistnieniem dążeń wyzwoleńczych proletar­iatu – co było ideą przewodnią Generalnej Federacji Pracy – jest jeszcze, niestety, sprawą przyszłości, a przede wszystkim sprawą rzetelnego, solidnego, trwałego wysiłku nowo powstającej scalonej organizacji zawodowej – wysiłku zmierzającego do zdobycia zaufa­nia mas robotniczych dla założeń ideowych Związku Związków Zawodowych, dla naszego programu społecznego, a nade wszystko dla naszej uczciwości w działaniu i dla naszej szczerości w stosunku do głoszonych haseł. Szczytne zadanie budowy jednolitego robotniczego ruchu zawodowego, zadanie, któremu w miarę sił i możności służyła Generalna Federacja Pracy – spada dziś na barki Związku Związ­ków. By to zadanie spełnić, musi się on stać bezpośrednim wyrazem działań i dążeń klasy robotniczej, jako siły stwarzającej nowy ustrój społeczny, zgodny z wyzwoleńczymi ideałami polskich mas pra­cujących. Musimy więc przebyć jeszcze drogę żmudną i daleką, obfi­tującą niezawodnie w ciężkie bardzo chwile i rozgoryczenia – mu­simy być przygotowani na dni twardej walki, dni ciężkich zmagań, a zwłaszcza na długie dni wytężonej, często niewdzięcznej pozornie, pracy nad pozyskaniem umysłów i serc robotniczych. Nad pozyska­niem tych serc, tak pełnych zawsze szlachetnego ognia i zapału dla sprawy ogólnej – lecz dziś słusznie nieufnych, rozgoryczo­nych, podejrzliwych. Gdyż po dziś dzień jest ruch zawodowy w Pol­sce tylko kupczeniem interesami robotników, ordynarnym handlem międzypartyjnym, wzajemnym przelicytowywaniem się różnych związków i związeczków, uprawianym bez najmniejszego poczucia odpowie­dzialności za ciężkie straty wyrządzane w ten sposób masom pracującym.

Ciężka więc jeszcze i daleka przed nami droga. I mimo że dzień dzisiejszy jest dniem dla nas wszystkich wielce radosnym, nie chcemy, nawet dziś ulegać atmosferze łatwych triumfów i twierdzić, że już nastąpiło odrodzenie ruchu robotniczego. To, co na­stąpiło, stwarza tylko podstawę dla odrodzenia, które przyjść może jako rezultat pracy Związku Związków Zawodowych, a nie jako następstwo jego założenia.

Mimo to jednak, mimo iż powstanie Związku Związków Zawo­dowych jest dopiero pierwszym etapem dalekiej i uciążliwej drogi, którą przebyć musimy, mimo iż zdajemy sobie dobrze sprawę, w jak trudnych warunkach przyjdzie nam pracować, mimo to wszystko dzień dzisiejszy jest dla Generalnej Federacji Pracy dniem radosnego święta.

Od lat 3 bowiem z bezgranicznym uporem, nie zrażając się żadnymi trudnościami, żadnymi przeszkodami, wysuwaliśmy hasło kon­solidacji związków zawodowych, powstałych w wyniku Rewolucji Majowej; wytrwale występowaliśmy z inicjatywą utworzenia szerokim korytem organizacyjnym i głębokim nurtem ideowym płynącego – niezależnego ruchu zawodowego. Dzień dzisiejszy, w którym runęły mury kapliczek i stanęliśmy zwartymi szeregami na wolnej, dalekie widnokręgi obejmującej, przestrzeni, skąd nowy marsz w życie rozpoczynamy – ten dzień, na który czekaliśmy zbyt długo, jest dla nas dniem święta organizacyjnego.

W dniu tym, który zamyka pierwszy okres naszej historii, win­niśmy zarówno naszym zastępom organizacyjnym, jak i naszym nowym towarzyszom pracy zdać krótko sprawę z tego, czego dokonaliśmy, przedstawić, jaki dorobek ideowy i organizacyjny wnosimy do nowej, wspólnej organizacji, w której szeregach stajemy dla urzeczywistniania hasła wypisanego na naszych sztandarach:

SILNEJ I POTĘŻNEJ POLSKI PRACY,

Polski jutrzejszej, pieczętującej się demokracją społeczno-gospodarczą, na niewzruszonych fundamentach państwowych opartej.

Z czym przychodzimy, z jakim dorobkiem ideowym?

Nie chciałbym, by ktokolwiek mógł posądzić nas o dorabianie ideologii – choćby podświadome – do nastrojów dnia dzisiejszego. By uniknąć tego zarzutu, ograniczę się do zacytowania istotnych ustępów broszury programowej, opracowanej przez ob. Jerzego Szuriga i wydanej w kwietniu 1928 r. pod tytułem „Założenia ideowe General­nej Federacji Pracy”.

Przytaczam: „Program nasz opiera się na dwóch filarach. Są nimi

1) dobro Państwa – jako całości, jako formacji nadrzęd­nej – tworu żyjącego własnym, odrębnym życiem;

2) interes klasy pracującej – w szerokim tego pojęcia znaczeniu, obejmującym wszystkich pracowników najemnych zarówno fizycznych, jak i umysłowych, zarówno pracę w fabryce, jak i pracę na roli”.

„…Silne gospodarczo i politycznie Państwo leży w żywotnym interesie mas pracujących, gdyż wówczas tylko istnieje możność sku­tecznej walki o nowe prawa i zdobycze socjalne, o rozszerzanie wpły­wu i znaczenia zorganizowanego świata pracy; wówczas tylko masy pracujące uzyskać mogą dobrobyt…”.

„…Siła Państwa winna opierać się na sile zorganizowanego świata pracy, który, jeśli chce uzyskać naczelne i kierownicze w Pań­stwie stanowisko, musi wyrobić w sobie głębokie poczucie odpowiedzialności za Polskę i jej losy. Musi, pracując dla urzeczywistnienia swych dążeń i ideałów społecznych, pracować równocześnie nad ugruntowaniem podstaw państwowości polskiej i w ramach tej państwo­wości…”.

„…Generalna Federacja Pracy dąży do stopniowej, lecz całkowitej przebudowy ustroju społeczno-gospodarczego i do uspołecznienia pro­dukcji w drodze przejęcia kierownictwa wytwórczości przez zorganizowaną zawodowo klasę pracującą…”.

„…Związki zawodowe winny objąć rolę kierowników produkcji, a przez odpowiednie organy państwowe (jak Izby produkcji i Naczelna Izba Gospodarcza) związki prowadzić będą politykę gospodarczą Pań­stwa. W ten sposób urzeczywistnimy demokrację społeczno-gospodarczą…”.

„…Realizację naszych dążeń widzimy więc w rozwoju sił społecznych, zorganizowanych w związkach zawodowych klasy pracującej… Dlatego też związki winny interesować się głęboko i po­ważnie zagadnieniami produkcji i życia gospodarczego, być instytucja­mi przygotowującymi klasę pracującą do rządów Państwem – a nie tylko ograniczać się do walki o poprawę bytu i warunków pracy…”.

„…Klasie pracującej musi leżeć na sercu dobro produkcji – nie dobro kapitalisty, ale rozwój i postęp produkcji, gdyż tą drogą jedynie osiągniemy dobrobyt mas i odrodzenie gospodarcze. Z drugiej strony, klasa robotnicza, kierując się względem na dobro Państwa, go­towa przystać na ponoszenie ciężkich nawet ofiar, musi jednak być pewna, że te jej wyrzeczenia nie pójdą na marne, musi sama kontrolować, czy nie są zbyt wielkie, musi mieć rekompensatę w postaci udzia­łu w kierownictwie produkcją…”.

„…Na okres przejściowy – okres przygotowywania się klasy pracującej do oczekujących niezawodnie w przyszłości wielkich i od­powiedzialnych zadań – a więc zanim zostanie urzeczywistnione ha­sło: »Wolni pracownicy w bezpańskich zakładach pracy«, zanim ukształtuje się naród zorganizowanych wytwórców – na ten okres przejściowy dążyć będziemy do zapewnienia klasie pracującej kontroli nad produkcją i współudziału w kierownictwie – przez utworzenie rad fabrycznych, które by zabierały głos w sprawach organizacji pracy w danym przedsiębiorstwie, czuwałyby nad bezpieczeństwem i higieną pracy w fabryce, nad przestrzeganiem ustawodawstwa społecznego i robotniczego prawa zwyczajowego, nad przestrzeganiem norm płac, określonych w umowie zbiorowej; tam zaś, gdzie ta umowa nie istnieje rady fabryczne winny mieć kompetencje w sprawie układania się co do wysokości pracy w danym przedsiębiorstwie. Kompetencje rad fabrycznych winny rozciągać się również na sprawy przyjmowania i wydalania robotników. Delegaci rad fabrycznych wchodzić winni do zarządów przedsiębiorstw, zaś delegaci centralnych związków zawo­dowych winni zasiadać w radach i zarządach naczelnych skartelizowanych czy też upaństwowionych gałęzi produkcji”.

Generalna Federacja Pracy stwierdzała jasno swój rewolucyjny stosunek do ustroju społecznego i układu sił gospodarczych. Istotne przemiany osiągnąć można jedynie na drodze zasadniczej prze­budowy stosunków gospodarczych.

„Istotna rewolucja – to rewolucja gospodarcza” – twierdziliśmy.

„Lecz ta rewolucja nie improwizuje się, nie dekretuje, nie »robi się« przez opanowanie fabryk…”. „Rewolucja ekonomiczna wymaga wytrwałej, celowej pracy przygotowawczej, zakładającej podwaliny przyszłego systemu gospodarczo-społecznego, stwarzającej w ramach istniejącego ustroju i wdrażających do oczekujących je w przyszłości zadań – instytucje i organy, które po przekształceniu i rozbudowie stanowić będą w nowym ustroju ciała kierownicze różnych szczebli, gdyż to jedynie pozwoliłoby na zastąpienie istniejącego systemu nowym, bez sparaliżowania czy nawet osłabienia produkcji kraju, bez wywołania katastrofy gospodarczej”.

„Widząc w zasadniczym przekształceniu ustroju gospodarczego nie tylko osiągnięcie wyższego stopnia sprawiedliwości społecznej i za­spokojenie słusznych dążeń klasy pracującej, ale również widząc w nim interes Państwa, które wobec ujawniającego się coraz wyraź­niej bankructwa kapitalizmu, tylko w całkowitym oparciu o jedynie twórczy czynnik pracy może mieć zapewniony wszechstronny i szybki rozwój – GFP rozumie – stwierdzaliśmy – rewolucję ekonomiczną jako proces ewolucyjny, przenikający i przekształcający stopniowo system gospodarczo-społeczny, istniejący obecnie, jako nieustanne działanie, które podkopując obecny system, stwarza równolegle nową organizację gospodarczo-społeczną, mającą go wreszcie całkowicie zastąpić”.

Jest to więc rewolucja twórcza i konstruktywna, która buduje wpierw, nim burzy, która, zanim obali stare formy – wypracowuje przedtem nowe i sprawdza ich wartość życiową”. („Założenia ideowe G. F. P.”).

„Przebudowa życia gospodarczego odbywać się musi przy peł­nym biegu warsztatów. Nie może przy tym osłabić w czymkolwiek Pań­stwa, lecz przeciwnie winna mieć ustawicznie na widoku umocnienie jego podstaw ekonomicznych. Toteż celem naszym – podkreślaliśmy zawsze w Generalnej Federacji Pracy – musi być wzrost produkcji, wzmożenie tempa życia gospodarczego, podniesienie dobrobytu najszerszych mas społeczeństwa”.

Z tego, co powiedziałem, wynikają pewne wnioski co do naszych poglądów na przyszłą wspólną pracę, stojącą przed nami. Bezpartyjności nie rozumiemy bynajmniej jako zwężanie działalności związków zawodowych do codziennych kwestii natury zarobkowej i materialnej. Bezpartyjność wymaga raczej od związków zawodowych rozszerzenia kręgu ich zainteresowań, gdyż bezpartyjne związki zawodowe muszą wysoko postawić swe zadania i obowiązki wychowawcze wobec swych członków, muszą budować same swą ideologię społeczną i światopogląd cywilizacyjny, a więc spełniać tę rolę, którą w stosunku do związków partyjnych spełniały partie. Robotniczy związek zawodowy nie może być jedynie zrzeszeniem ku powszechnej, bezideowej obronie interesów zawodowych, a względnie w praktyce – prywatnych – swych członków. Jest zrzeszeniem powstającym dla wyzwalania pra­cujących z jarzma, które na nich nakłada międzynarodowy świat ka­pitału; jest dźwignią, wyłaniającą nowy ustrój społeczny, w którym wolny, lecz zorganizowany pracownik będzie wytwórcą, pojmującym swój zawód jako służbę społeczną. Związki zawodowe nowego typu, całkowicie uniezależnione od wpływów i od celów partyjnych, winny w stosunku do istniejącego ruchu zawodowego rozszerzyć skalę swych celów i spotęgować aktywność, przede wszystkim przez utrzymanie wiecznie czujnej inicjatywy tam wszędzie, gdzie pozytywnymi wyni­kami można zaznaczyć swój zdobywczy stosunek do produkcji.

W naszej codziennej walce z kapitalizmem musimy być pionie­rami postępu, czynnikiem inicjatywy i rozpędu twórczego; musimy zwalczać zgubne dla wytwórczości zacofanie, musimy być rzecznikami interesu ogółu, interesu Państwa – przeciw egoistycznemu interesowi jednostki czy grupy kapitalistycznej. Rewolucja dokonana przez czynnik pracy – czynnik przyszłości – musi być rewolucją postępu i rozwoju.

Wobec nieudolności, słabości i ciasnych horyzontów myślowych polskiego kapitalizmu, który pragnąłby żyć na koszt Państwa i ogółu społeczeństwa, który zdołał już wykazać się całkowitym brakiem inicjatywy, zupełnym marazmem w działaniu i brakiem energii twór­czej – Państwo Polskie, by żyć, rozwijać się, potężnieć – a to w Ge­neralnej Federacji Pracy uważaliśmy zawsze za cel najwyższy – Pań­stwo Polskie musi oprzeć się o jedyny w Polsce czynnik twórczy, jakim jest klasa pracująca miast i wsi. Dlatego też Państwo polskie, za które winny wziąć odpowiedzialność masy, musi możliwie szyb­ko odbyć ewolucję ku demokracji społeczno-gospodarczej, w której organizacje zawodowe klasy pracującej znalazłyby miejsce w ustroju Państwa, stałyby się integralną częścią składową struktury państwowej. Ale klasa pracująca musi mieć w stosunku do roli i odpowie­dzialności, w stosunku do swego obowiązku wobec Państwa odpowied­nie wpływy, znaczenie i uprawnienia. A że zadania te i obowiązki klasy pracującej są wielkie i ciężkie, przeto odpowiednio wielkie mu­szą być jej uprawnienia.

Czy jednak słuszne są te wielkie nadzieje, jakie pokładamy w klasie pracującej, czy podoła ona temu odpowiedzialnemu zadaniu, jakie na jej barki włożyć chcemy?

Na to niech odpowie przeszłość polskiej klasy robotniczej.

W czasach niewoli, podczas gdy inne warstwy pogrążone są w śpiączce i bezwładzie, klasa robotnicza – ona jedna – grupuje się wokół sztandarów czynnej walki o wyzwolenie narodowe. Hasłem – Niepodległość i Wyzwolenie Pracy, własne Państwo i Sprawiedliwość Społeczna. Są to hasła, które nie przebrzmią nigdy i pozostaną najszczytniejszymi.

W imię tych haseł szerokim strumieniem płynie krew robotnicza w roku 1905: o lepsze jutro proletariatu, o wolność całego Narodu. A później, mimo przegranej, która jednak w duszach i sercach sze­rokich mas pracujących posiew Idei rzuciła, trwają ustawiczne wysiłki organizowania mas do walk wyzwoleńczych. Rok 1914 – Legiony, w których klasa robotnicza tak liczny wzięła udział, rok 1919 i 1920 – walki o utrwalenie odzyskanej Niepodległości: i znów największą liczbę ochotników daje klasa robotnicza. Kto krwawi w powstaniach śląskich? Robotnicy. Bez miary szafują swą krwią dla sprawy przy­łączenia prastarej i przebogatej dzielnicy polskiej do wskrzeszonego Państwa Polskiego.

To jest strona bohaterska, olśniewająca, epopei polskiej klasy robotniczej. Ale jest i inna strona – cichych, karnych wyrzeczeń się, znojnego trudu przy budowie Państwa Polskiego i nad jego okrzepnięciem gospodarczym; ofiarność polskiej klasy pracującej, zrozumienie przez nią interesu państwowego i konieczności gospodarczych większe jest niż wśród innych warstw narodu.

Ta cała przeszłość klasy pracującej pozwala budować w oparciu o nią potęgę Państwa Polskiego.

Ale masy pracujące złożyły jeszcze jeden dowód wielkiego wy­czucia dobra Państwa. We wszystkich walkach i w najcięższych nawet chwilach były one zawsze wierne Wodzowi, który stoi dziś na czele Narodu, pracując niestrudzenie nad utrwaleniem niepodległego bytu państwowego i rozwojem mocarstwowym Polski. Masy pracujące po­parły zdecydowanie i bez wahania Marszałka Piłsudskiego w jego Czynie, dokonanym w maju roku 1926, a i dziś w ogromnej swej większości opowiadają się za Nim i stoją przy Jego sztandarach ideowych, gdyż rozumieją, że równie jak beznadziejną była wszelka walka o wyzwolenie społeczne bez wolności politycznej – tak samo dziś możność uzyskania wyższego szczebla dobrobytu, możność skutecznej walki o rozszerzanie wpływu i znaczenia zorganizowanego Świata Pracy istnieje tylko w Państwie silnym gospodarczo i politycznie, w Pań­stwie posiadającym silny rząd i sprężystą administrację.

Chciałem jeszcze pokrótce powiedzieć o naszych metodach pra­cy i dorobku organizacyjnym. Pracy naszej nie opieraliśmy ani na de­magogii, ani na licytowaniu się z innymi „konkurencyjnymi” związkami zawodowymi, ani na krzykactwie, ani na bojówkach. Staraliśmy się przede wszystkim prowadzić w naszych szeregach pracę wychowaw­czą, ideową i przysposobienia społeczno-gospodarczego oraz fachowe­go. Tą drogą szliśmy, mówiąc równocześnie wyraźnie naszym szere­gom organizacyjnym, iż ruch zawodowy będzie tym tylko, co oni po­trafią sami zeń zrobić, że związki zawodowe są narzędziem w rękach klasy robotniczej, a nie instytucjami opieki społecznej, narzędziem służącym do wywalczania lepszej przyszłości i do osiągnięcia posta­wionych sobie przez klasę robotniczą celów. Oddzielaliśmy wyraźnie pracę społeczno-zawodową od pracy politycznej, staliśmy niezachwia­nie na gruncie konieczności organizowania społeczeństwa i całkowitej niezależności roboty społeczno-zawodowej od roboty politycznej, od wpływów politycznych. Mamy głęboką nadzieję, że te same metody stosować będzie Związek Związków Zawodowych. Wreszcie – jeśli chodzi o nasz dorobek organizacyjny, to sięgamy od Górnego Śląska, gdzie stanowimy dziś zwarty, najsilniejszy w tej dzielnicy ruch za­wodowy, poprzez Poznańskie i Pomorze aż do morza polskiego – aż do Gdyni, gdzie mamy silny bastion naszego ruchu. Na wschodzie sięgamy Lidy, Wilna, Grodna, Kowla. Mamy robotę w Małopolsce Wschodniej i Zachodniej. W Kongresówce najsilniejszymi naszymi ośrodkami są: Warszawa, Radom, Lublin, Włocławek. W całej Rzeczpospolitej zorganizowaliśmy pracowników Monopolu Tytoniowego; na całym te­renie Rzplitej należą do naszej organizacji pracownicy lotnictwa. Zorganizowaliśmy przemysły: górniczy, metalowy, włókienniczy (Bielsk Cieszyński), tytoniowy, spirytusowy, chemiczny, odzieżowy, gastrono­miczny, pracowników lotnictwa, użyteczności publicznej, tramwaja­rzy oraz pracowników umysłowych, zatrudnionych w przemyśle, prze­ważnie w fabrykach metalowych i na kopalniach. Ostatnio utworzy­liśmy Federację Kolejowców Polskich, liczącą już dziś 4000 członków.

To wnosimy do wspólnej organizacji.

Na zakończenie chciałbym stwierdzić, iż przypisujemy wszelką wagę do faktu, iż unifikacja związków zawodowych odbywa się pod auspicjami p. Premiera, który sam wyszedł z ruchu robotniczego i pod kierownictwem b. premiera Rządu Ludowego, który w myśl zasadni­czych wskazań Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego, wprowadził Polskę na tory rozwoju demokratycznego i postępu społecznego, stworzył, mimo niepokonane – zdawałoby się – trudności i antypaństwo­wy bojkot rządu ludowego ze strony klas posiadających, szerokie, wy­biegające w przyszłość i wyprzedzające inne państwa – ustawodawstwo społeczne, i położył podwaliny demokracji społeczno-gospodarczej w Polsce. Nazwisko [Jędrzeja] Moraczewskiego – to cały program spo­łeczny. Szczęśliwi jesteśmy, że przyszedł do ruchu zawodowego, i dumni i zadowoleni, że staje na naszym czele.

Zgłaszając w imieniu Generalnej Federacji Pracy akces do Związku Związków Zawodowych w Polsce, wierzę głęboko, że świadome swych celów społecznych rzesze pracownicze zorganizo­wane w GFP – robotnik i pracownik umysłowy – ze zdwojonym wysiłkiem staną do pracy w szeregach nowej Centrali zawodowej. Nie zawiedliśmy się na tych rzeszach w czasie doświadczeń wyniesio­nych z pracy dotychczasowej. Nie zawiedzie się też na nich – wie­rzę w to głęboko – Związek Związków Zawodowych.

 

Gustaw Zieliński
_____________________
Powyższy tekst przemówienia na kongresie połączeniowym Związku Związków Zawodowych ukazał się pierwotnie w piśmie „Przełom” nr 23, 1931. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl tekst udostępnił i opracował Piotr Grudka. Zdjęcie w tekście pochodzi z Wikipedii.

Warto przeczytać także:

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *