„Włókniarz”

Ostatnie wypadki i lokaut w fabryce I. K. Poznańskiego

[1928]

Po skończeniu strajku (o czym pisaliśmy w poprzednim numerze „Włókniarza”) i przystąpieniu do pracy robotnicy spotkali się z nową innowacją, a mianowicie: bezwzględnym obniżeniem i tak już niskich płac robotniczych. Obniżanie rozpoczęło się bez żadnego uprzedzenia o tym robotników, przy tym proponowane płace były daleko niższe od obowiązującej taryfy płac.

Zahukani robotnicy w swej codziennej walce o byt i wyczerpani materialnie ostatnim strajkiem, nawet na chwilę nie przypuszczali, że znajdą się tacy filozofowie, którzy nawet i tak niskie i głodowe płace będą uważali za wygórowane. Jak grom z jasnego nieba spada na robotników wiadomość, iż zarobki ich będą obniżone, bodajże o jedną czwartą.

Zrozpaczony i głodny robotnik nie rozumuje, a widząc że mu się dzieje krzywda, że fabrykant łamie ustawę, obniżając zarobki bez wymówienia, odruchowo zaprzestaje pracy, wyrażając tą drogą swój protest. Po czym robotnicy gremialnie udają się do lokalu dyrekcji dowiedzieć się przyczyn swego pokrzywdzenia i tu, miast rzeczowej odpowiedzi, spotykają się z drwinami i prowokacją ze strony dyrektorów. Któryś z robotników, sprowokowany przez dyrektora, znieważa go czynnie. Zawezwana przez dyrekcję policja piesza i konna interweniuje tak czynnie i dzielnie, że aż dwie karetki pogotowia udzielały pomocy rannym.

Znamiennym jest jednak stanowisko związku chadeckiego, który zaraz po wypadkach wydał oświadczenie w prasie, iż wina leży po stronie robotników i delegatów, ponieważ robotnicy byli pijani i dlatego doszło do awantur, a zorientowawszy się, iż za daleko się zagalopował w swej służalczości, zaczął odwoływać swoje oświadczenie i prostować. Robotnicy winni zapamiętać sobie stanowisko zajęte przez chadeków.

Następstwem krwawych wypadków było zlokautowanie przez firmę 1500 robotników przędzalni, co wraz z rodzinami stanowi około 5000 osób skazanych na głód i poniewierkę.

Po krwawych wypadkach związki zawodowe interweniowały energicznie u Okręgowego Inspektora Pracy oraz u Wojewody, którzy po przedstawieniu sprawy przez związki przyrzekli swą interwencję.

Rozwydrzeni i rozpasani sprawcy krwawych wypadków w fabryce I. K. Poznańskiego, nie ustali w swych niecnych zamiarach zgnębienia i upokorzenia robotników. Po interwencji Związków Zawodowych na terenie czynników rządowych – w Inspekcji Pracy i w Województwie, zdawałoby się, iż szykany ze strony przemysłowców w stosunku do robotników po ostatnich krwawych zajściach ustaną.

Niestety – dzieje się całkiem odwrotnie: panowie ci, widząc swoją bezkarność za prowokację w stosunku do robotników i mając na swych usługach obrońców „ładu i porządku”, którzy w swej gorliwości sprawują służbę nawet na podwórzu familijnych domów mieszkalnych zamieszkanych przez robotników – dalecy są od tego, by robotnika uszanować jako równego sobie obywatela, tym bardziej, iż wiedzą, że robotnicy nie są należycie zorganizowani zawodowo, a poza tym wyczerpani materialnie dwutygodniowym strajkiem, zaś następnie lokautem, który trwa również drugi tydzień z rzędu. Chcą to wykorzystać na swój sposób i robotnika ujarzmić i upokorzyć, by znów na dłuższy okres czasu nie mógł podnieść głowy i przeciwstawić się zachłanności kapitału.

Mając wszystkie dane po swej stronie, panowie ci postanowili nie czekać na przeliczenie i sprawdzenie płac przez Inspektorat Pracy, a które by wypadły na korzyść robotników, w przeddzień sprawdzenia lokaut likwidują, ogłaszając robotnikom plakatami, by zgłaszali się do zapisów na nowych warunkach płacy, rzekomo zgodnych z taryfą płac ustaloną przez związki zawodowe.

Nadmienić musimy, iż jest to tylko świadome przekręcanie faktu i usypianie czujności robotników oraz fałszywe informowanie społeczeństwa. Stawki w tabeli płac (cenniku) specjalnie wydrukowanej przez firmę, po części odpowiadają stawkom cennikowym, tylko że ci panowie zapomnieli o tym, iż robotnicy mają obsługę maszyn większą bodajże o 50 proc. i że z tego tytułu w myśl taryfy płac związkowych należy w tym samym stosunku podnieść również i stawki (płace robotników). Poza tym administracja daje wspaniałomyślnie jako rekompensatę za oberwanie zarobków poszczególnym kategoriom robotników o 20 proc. i więcej, i możność robienia od pół do półtorej godziny więcej ponad przepisany czas pracy. Sens tego jest taki: chcesz zarobić, by ci starczyło na nędzne utrzymanie rodziny, pracuj więcej i łam zasadę 8-godzinnego dnia pracy.

Poza tym jeszcze jeden znamienny objaw: przędzalnia zostaje uruchomiona tylko na jedną zmianę, a zatem będzie możność zatrudnić tylko połowę robotników, zaś do zapisywania się wezwało się wszystkich robotników i zapisuje się bez ograniczenia, by następnie móc tylko wybrać wygodnych sobie, bojaźliwych i tchórzliwych. Żądaniu związku klasowego otrzymania jednego egzemplarza cennika celem przejrzenia właściwości stawek i poinformowania robotników, administracja i dyrekcja odmówiły, uważając to za ich rzecz wewnętrzną, w którą nikt mieszać się nie może i nie powinien.

Tą drogą panowie ci zlikwidowali lokaut i uruchomili fabrykę.

Nie należy jednak zapominać o tym, że każde niezadowolenie rodzi nowe niezadowolenie, że każdy wyzysk i każda krzywda musi mieć swoje granice. A może to wszystko robi się w myśl zasady „aby było mniej nieprawości”?

S. K.
_________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Włókniarz – miesięczny organ Związku Zawodowego Robotników i Robotnic Przemysłu Włókienniczego w Polsce” nr 8/1928. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *