Leon Wasilewski

Ruch robotniczy w Zagłębiu Dąbrowskim

[1899]

Ruch robotniczy zaboru rosyjskiego stał się w ostatnich czasach zbyt potężnym czynnikiem w życiu naszym, ażeby go można było lekceważyć. Polska Partia Socjalistyczna, która od lat sześciu tym ruchem kieruje, odgrywa obecnie rolę nader wybitną, wysunąwszy się na czoło całej opozycji polskiej pod caratem. Nie wątpimy, że czytelników „Krytyki” zainteresowałoby wskutek tego przedstawienie całokształtu działalności PPS, ale na razie musimy z tego zrezygnować i dajemy tylko jeden, zresztą bardzo charakterystyczny epizod. Chcemy przedstawić obraz działalności PPS w okręgu dąbrowsko-sosnowieckim.

***

Okręg dąbrowsko-sosnowiecki odgrywa bardzo pokaźną rolę w przemyśle Królestwa Polskiego i z wolna poczyna nawet dorównywać swemu starszemu współzawodnikowi – okręgowi łódzkiemu. Okręg dąbrowsko-sosnowiecki posiada wielkie przędzalnie, huty szklane, fabryki papieru, młyny parowe, cegielnie i inne większe i mniejsze zakłady przemysłowe, ale charakterystyczną cechą tego okręgu jest kolosalny rozwój górnictwa i hutnictwa.

Dąbrowskie kopalnie węgla należą do owego wielkiego terenu, który wchodzi w granice wszystkich trzech dzielnic Polski, rozpościerając się w Królestwie, w Galicji, na Śląsku austriackim i pruskim. Część przypadająca na Królestwo produkuje 16% węgla z 16 kopalń, zatrudniających 13000 robotników. W hutach żelaznych i cynkowych pracuje nieco mniej ludzi. Liczba ogólna robotników całego zagłębia dochodzi do 50000.

Położenie tych ludzi jest bardzo ciężkie. Jeszcze do niedawna w niektórych zakładach przemysłowych dzień roboczy trwał 15, a nawet 16 godzin. Obecnie w hutach robotnicy pracują 12, a górnicy w kopalniach – 10 godzin. W kopalniach, pomimo że warunki pracy w nich są daleko niebezpieczniejsze, płaca robocza jest jeszcze niższą aniżeli w hutach i innych fabrykach, choć i tam waha się ona pomiędzy 1 rs. 50 kop. a 50 kop. dziennie. Przeciętna płaca robocza w hutach wynosi 16-32 rs. miesięcznie, a w kopalniach 15-25 rs.

Mieszkania robotników częstokroć podobne są do nor jakichś i składają się z małych izdebek bez podłogi i wentylacji, położonych zwykle bardzo daleko od miejsca pracy.

Bardzo znaczna część właścicieli zakładów przemysłowych zagłębia składa się z cudzoziemców Niemców, Francuzów, Belgów itd., którzy zapatrują się na robotniczy żywioł miejscowy jako na bydło robocze, traktują go pogardliwie i obchodzą się z nim brutalnie.

Większość zajętych w kopalniach robotników to chłopi ze wsi, którzy w porze zimowej szukają zarobku w punktach przemysłowych. Pożywienie robotników jest złe. Kartofle odgrywają tu nader ważną rolę. Z mlekiem butelka kawy przypominającej z wyglądu brudną wodę z kałuży i kawałek suchego chleba – oto nieraz całodzienne pożywienie górnicze.

Poziom rozwoju umysłowego klasy robotniczej, na ogół biorąc, jest bardzo niski. Wyższe potrzeby intelektualne (gazeta, książka, teatr), z którymi np. taki robotnik warszawski zżył się zupełnie, w Dąbrowie do niedawna były całkiem nieznane. Liczba analfabetów jest znaczna, a przed ukazaniem się literatury socjalistycznej robotnicy poza modlitewnikami nie znali żadnego innego piśmiennictwa. Prenumeratorzy ludowej „Gazety Świątecznej” należeli do wyjątków. Wpływ kleru jeszcze niezbyt dawno był nader silny.

Oto grunt społeczno-kulturalny, na którym w ostatnich latach rozwinął się potężny ruch robotniczy, którego echa (jak np. podczas strajku w Hucie Bankowej) rozbrzmiewają daleko poza granicami kraju. Cały ten ruch ze wszystkimi swymi epizodami nie jest jednakże jakimś wybuchem żywiołowym doprowadzonych do rozpaczy mas, ale stanowi rezultat planowo prowadzonej roboty PPS.

Już w r. 1894 rozpoczęto agitację za świętem majowym i agitacja ta poruszyła szerokie masy robotnicze, a zaniepokoiła fabrykantów i władze rosyjskie. W ostatnią niedzielę przed 1 maja zgromadzili się więksi fabrykanci, oficerowie kozaccy i naczelnik powiatu, ażeby naradzić się nad środkami obrony. Postanowiono sprowadzić parę sotni kozaków na koszt fabrykantów i właścicieli kopalń i trochę piechoty na koszt gminy.

Tak samo jak i w innych miejscowościach Królestwa robotnicy dąbrowscy pierwotnie nie odróżniali świętowania majowego od zwykłego strajku. Dlatego też postanowili już przed 1 maja zastrajkować w niektórych fabrykach. W odlewni Fitznera i Gampera wybuchł pierwszy strajk (1200 rob.). Trwał on tylko dwa dni, ale już w ciągu tego czasu robotnicy mieli sposobność poczuć na swych plecach nahaje kozackie. Dopięto jednak wydalenia znienawidzonego dyrektora. Drugi strajk wybuchł w przędzalni Dietla (około 2000 rob.). Żądano skrócenia dnia roboczego albo podniesienia płacy. Po dwóch dniach strajk zakończył się częściową wygraną. Strajk górników na kopalni „Michał” przyniósł im podwyższenie płacy.

Strajki te zaniepokoiły fabrykantów i władzę, a niepokój ten wzrósł jeszcze bardziej, kiedy w dzień przybycia kozaków i wojska agitatorzy socjalistyczni rozpowszechnili mnóstwo odezw i broszur. Znajdowano je na podwórzach, w ogrodach, niekiedy wprost w mieszkaniach. Część wydawnictw wpadła w ręce władz, ale reszta rozpowszechniła się wśród robotników, co nie przeszło bez wrażenia. Gadano i dyskutowano o nich wszędzie.

Na skutek tego kozaków rozmieszczono po całym Zagłębiu, a żołnierze każdej chwili byli gotowi wyruszyć przeciwko „wrogowi”. Podczas ostatnich tygodni kwietniowych trwał prawdziwy stan oblężenia, a rewizje nie schodziły z porządku dziennego. Kozacy bili nahajami spotykanych wieczorem robotników, co im zresztą nie zawsze uchodziło płazem, gdyż robotnicy czasem odpowiadali kamieniami.

W fabrykach dała się nagle odczuć wielka zmiana w postępowaniu urzędników względem robotników. Inżynierowie obiecywali podwyższenie płacy i w ogóle stali się niezwykle ugrzecznieni. Fabrykanci i władze świeckie weszli w porozumienie z księżmi i oto w niedzielę poprzedzającą święto robotnicze ze wszystkich ambon zagrzmiały kazania antysocjalistyczne.

Gubernator piotrkowski Miller oświadczył, że nie tylko nie dopuści do podwyższenia płacy i w ogóle polepszenia bytu pracujących, ale nawet nie pozwoli zbadać żądań strajkujących, zanim nie wrócą do pracy.

Pierwszy maja przeminął spokojnie i liczba strajkujących była bardzo nieznaczna. Nie da się jednak zaprzeczyć, że ówczesna agitacja przedmajowa przyniosła znaczną korzyść. Z rozpowszechnionych wydawnictw robotnicy dowiedzieli się o ogólnych dążnościach partii socjalistycznej. Obrona kapitalistów przez księży w niejednym robotniku zachwiała zaufanie do kleru. Otwarte zaś oświadczenie gubernatora, że nie pozwoli fabrykantom na polepszenie bytu robotników, pokazało tym ostatnim, że rząd jest ich najgorszym wrogiem i obrońcą kapitalistów. Od tego czasu agitacja PPS znajduje coraz większy posłuch wśród robotników całego Zagłębia.

W r. 1895 rozpoczęły się znowu strajki przed 1 maja, a fabrykanci znowuż uciekli się pod skrzydło opiekuńcze kozaków. Jednakże przesilenie, panujące wówczas w górnictwie, uniemożliwiło masowe świętowanie.

Rok 1896 składa dowody, że agitacja PPS sięgnęła już głęboko w masy i przyniosła obfite owoce. W tym roku PPS wydaje specjalną broszurę pt. „Sprawa górnicza” i rozpowszechnia ją jednocześnie ze stosownymi odezwami po całym Zagłębiu. Rozpoczyna się agitacja za zmianą ustawy kas brackich, które służyły właścicielom jako wygodny środek do zrzucenia z siebie odpowiedzialności za wypadki spowodowane najczęściej względami ,,oszczędności”. 31 marca tajny dąbrowski komitet robotniczy PPS wydał odezwę zawierającą żądania robotników dotyczące reformy kas. Na Mortimerze, w Niwce i w Milowicach robotnicy zażądali wybrania nowych delegatów do zarządu kasy, na co się ostatecznie przedsiębiorcy, widząc energiczną postawę robotników, zgodzili. Ze zmianą ustawy nie poszło tak gładko, gdyż i właściciele nie chcieli ustąpić. Tylko „Towarzystwo Sosnowieckie” wyasygnowało z kasy 80000 rs. na założenie szpitala.

Przed 1 maja rozpoczął się strajk w Hucie Bankowej (3000 rob.), który skończył się uzyskaniem podwyżki płacy, ale 80 robotników wydalono z pracy. W ostatnich dniach kwietnia PPS rozpowszechniła olbrzymią liczbę egzemplarzy broszury górniczej, majowej i odezw, a wszystkie te wydawnictwa zostały przyjęte przez robotników z wielką radością. 1 maja świętowało już kilka tysięcy robotników (w kopalniach: ,,Mikołaj”, „Feliks”, „Kazimierz” i „Niemce”).

W lipcu i sierpniu tegoż roku strajkowali górnicy na Mortimerze, a strajk ten pokazał, że tak świadomość robotników, jak i organizacja ich doszły już do wysokiego stopnia rozwoju. W ciągu 29 dni trwania strajku robotnicy ani razu nie stracili zimnej krwi i nie dali się sprowokować. Chodzili codziennie małymi grupami po szynkach i bez hałasu wyciągali każdego ze swoich, jeśli go gdzie znaleźli. Żadnych napadów, żadnego zakłócenia spokoju. Zorganizowani, ukryci przed okiem kozaków, ustawili patrole po wszystkich drogach i przestrzegali robotników ściąganych z innych kopalń lub ze Śląska. Kiedy ściągnięci wszelkiego rodzaju obietnicami robotnicy z Sielca w liczbie 20 chcieli pójść do roboty, to wystarczyła groźba jednego ze strajkujących: „tylko spróbójta, pierony!” – ażeby „smyki” pierzchły. Kopalnia podała kilkunastu górników do sądu o wyrzucenie z mieszkań kopalnianych, robotnicy poszli na rozprawę w kilkuset i gromadą odpowiadali. Sąd wydał wyroki na wyrzucenie, lecz górnicy drwili sobie z tego i głośno dowodzili, że sąd i wszystkie władze państwowe istnieją tylko dla panów, ale oni ustępować nie myślą. Baby oświadczyły stanowczo, że będą wrzątkiem zalewały oczy urzędnikom, którzy przyjdą ich z mieszkań wyrzucać.

Interwencja władz z gubernatorem na czele nic nie pomogła. Ten ostatni udał nagle wielkiego przyjaciela robotników, dziękował im za spokój i obiecał ulgi po podjęciu roboty. Ostatecznie strajk zakończył się zwycięstwem robotników, choć niezupełnym. Strajk ten miał znaczenie i dla innych kopalń, gdzie fabrykanci, wystraszeni solidarnością górników z „Mortimeru”, dobrowolnie popodnosili płacę.

Wzorowo przeprowadzony strajk na „Mortimerze” pokazał robotnikom, w jaki sposób mogą coś otrzymać. Świadomość szerokich mas wzrastała coraz bardziej, głównie dzięki coraz większemu rozpowszechnieniu literatury agitacyjnej: broszur, odezw i „Robotnika” warszawskiego. Energiczna działalność PPS wytworzyła z jednej strony sprężystą tajną organizację, a z drugiej zastęp robotników-agitatorów, którzy stanowią łącznik pomiędzy szerokimi masami a ściślejszą organizacją partyjną.

Pomyślny rozwój ruchu wysunął na porządek dzienny kwestię założenia specjalnego pisma dla okręgu sosnowiecko-dąbrowskiego, gdyż „Robotnik” warszawski nie mógł już jak należy zaspokajać potrzeb ruchu społeczno-hutniczego. Trzeba było omawiać obszernie sprawy czysto lokalne, co było niemożliwe do uskutecznienia w organie przeznaczonym dla całego kraju. I oto w maju 1897 r. ukazuje się nr 1 „Górnika”, który od tego czasu wychodzi bez przerwy z tajnej drukarni krajowej. Już z pierwszych numerów tego pisma widać było, jak stało się potrzebnym. Dlatego też przyjęli je robotnicy z entuzjazmem i wkrótce stało się ono dla Zagłębia Dąbrowskiego tym, czym jest „Robotnik” dla całego kraju: nie tylko organem kierowniczym dla ruchu, ale też łącznikiem, skupiającym całą masę proletariatu w jedną olbrzymią rodzinę. Ze stałej rubryki „Głosy z kopalń i fabryk” robotnicy dowiadują się o położeniu swych braci w innych punktach. Artykuły wstępne omawiają w nadzwyczaj popularnej i zrozumiałej formie sprawy najbardziej robotników obchodzące. Podając rady co do wywalczenia lepszej doli, „Górnik” zaznajamia swych czytelników z walką i postępami górników za granicą. „Górnik” nie jest bynajmniej jakimś organem czysto fachowym; posiada on jaskrawy charakter polityczny. Jak nić czerwona przechodzi przez wszystkie numery tego pisma myśl, że największym wrogiem robotnika jest carat.

Ukazanie się „Górnika” miało olbrzymi wpływ na podniesienie się świadomości robotników Zagłębia Dąbrowskiego i wywołało prawdziwą wściekłość fabrykantów i władz. Rozpoczęły się energiczne poszukiwania tajnej organizacji i redakcji „Górnika”, ale wszystkie usiłowania w tym kierunku spełzły na niczym. Zastosowano używany już uprzednio środek – pomoc księży – w jeszcze większych rozmiarach. Kler wystąpił namiętnie we wszystkich kościołach z kazaniami przeciwko socjalizmowi. Każde takie kazanie kończyło się wezwaniem do wyparcia się socjalizmu, tj. do złożenia obietnicy, że robotnicy nie będą nadal dawali pieniędzy na cele agitacyjne, nie będą należeli do organizacji, nie będą brali udziału w strajkach lub manifestacjach, nie będą czytali wydawnictw socjalistycznych itd. Natomiast trzeba się było zobowiązać do oddawania żandarmom wydawnictw socjalistycznych, do zwykłej denuncjacji. Taki sposób agitacji rozgoryczył nawet ludzi, którzy nic nie mieli wspólnego z socjalizmem. Poczęto szemrać i wychodzić z kościołów, co zmusiło księży do zmiany taktyki: przenieśli oni agitację do konfesjonałów i tu dopiero policyjne talenty niektórych księży zajaśniały w całej pełni. Indagowali robotników, a zwłaszcza ich żony, w sprawie tajnych zebrań, czytania „Górnika” itd.

Rezultat tej agitacji był taki, że najbardziej religijnym robotnikom otworzyły się oczy. Uprzednio panowało przekonanie, że księża występują przeciwko socjalistom jedynie dlatego, że muszą, nie chcąc się narażać na prześladowania ze strony rządu. Ale potem pogląd ten ustąpił innemu: „księża, fabrykanci i żandarmi idą ręka w rękę”.

O ile agitacja antysocjalistyczna księży przekonała robotników, że w ich osobach mają do czynienia z wrogami, o tyle krwawy dramat w „Hucie Bankowej” ostatecznie rozproszył wiarę w dobre chęci rządu.

W jesieni r. 1897 oczekiwano wielkiego ruchu strajkowego z powodu niezałatwionej jeszcze sprawy Kas Bratniej Pomocy. 28 sierpnia stanęła kopalnia ,,Niwka” (2000 rob.). Żądano: 1) oddzielenia pomocy lekarskiej od Kasy Bratniej Pomocy; 2) ustanowienia lat do wysłużenia emerytury; 3) aby poszkodowanym przy robocie wypłacano nie z Kasy Bratniej Pomocy, ale z kieszeni przedsiębiorców. Pomimo wzorowej organizacji strajk upadł po trzech tygodniach. W tydzień potem stanęła Huta Bankowa. Rozpoczęły się aresztowania, z Częstochowy przybyły 4 roty strzelców, a oficerowie podejmowani przez dyrektora Hartinga pili na zabój przez dwa dni. Wezwano robotników przed hutę, gdzie naczelnik powiatu Danilczuk odczytał oświadczenie zarządu huty. Głosiło ono, że zarząd uważa umowę z robotnikami za zerwaną i wzywa wszystkich, by przychodzili po obrachunki i wyciąg (wydalenie). W czasie czytania nadeszła depesza z Warszawy, widocznie z pozwoleniem Imeretyńskiego, na użycie kul. Kiedy tłum rozchodził się, zatrzymano go dwukrotnie, jeszcze dwa razy odczytano oświadczenie zarządu i rozległa się salwa…

Osiem ciał leżało na ziemi…

W ten sposób po Żyrardowie i Łodzi Dąbrowa otrzymała chrzest krwawy. Rząd rozstrzygnął zatarg pomiędzy pracą a kapitałem ostrymi ładunkami – na korzyść tego ostatniego.

Nastąpił okres terroryzmu rządowego: rewizje i aresztowania odbywały się w ciągu paru miesięcy. Wprowadzono formalnie stan oblężenia, zakazano ludziom chodzić w nocy bez latarek, żołdactwo zalało cały okręg.

Nie wpłynęło to jednak bynajmniej nie tylko na zniszczenie ruchu, ale nawet na czasowe osłabienie jego. Za dowód może posłużyć wspaniała manifestacja majowa w r. 1898.

Numer majowy „Górnika” wyszedł na czerwonym papierze i zawierał wezwanie do manifestacji. Władze były tym przestraszone i już 25 kwietnia wysłały setki szpicli do łapania odezw majowych. Dopiero kiedy szpicle byli gruntownie pomęczeni tygodniowym łażeniem, rozpoczęło się kolportowanie kartki drukowanej, zapowiadającej wielkie zgromadzenie ludowe w Parku Sieleckim. Ma się rozumieć, że policja zamknęła park jeszcze w sobotę i umieściła w nim żandarmów i strzelców z Częstochowy, pragnąc udaremnić owe zgromadzenie. Nastąpił 1 maja. Ku wielkiej wściekłości władz na wysokich drzewach i na drutach telegraficznych powiewały czerwone chorągwie z napisami: „Niech żyje 1 maja”, „Niech żyje Polska robotnicza!” itd. Kiedy wszyscy obrońcy porządku byli umiejscowieni w parku, robotnicy urządzili pochód manifestacyjny i przeciągnęli dwukrotnie przez miasto z „Czerwonym sztandarem” na ustach.

W roku bieżącym manifestacja majowa powtórzyła się, ale z nowymi dodatkami. Robotnicy nieśli olbrzymich rozmiarów czerwony sztandar z napisami: .,Niech żyje święto 1 maja!”, „Niech żyje niepodległa Polska!”. A całą noc w wigilię święta grzmiała kanonada z patronów dynamitowych.

Obecnie ruch robotniczy zagłębia dąbrowskiego opiera się na całkiem trwałych podstawach i żadne gwałty rządu carskiego nie potrafią go już zniszczyć.

 

Leon Wasilewski
_______________________
Powyższy tekst, sygnowany pseudonimem St. Os…arz, za którym krył się Leon Wasilewski, ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Krytyka”, czerwiec 1899 r. Od tamtej pory prawdopodobnienie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł, ze zbiorów Remigiusza Okraski. „Krytyka” była postępowo-lewicowym czasopismem społeczno-kulturalno-literackim, sympatyzującym z niepodległościowym nurtem polskiego ruchu socjalistycznego.  

 

O początkach ruchu socjalistycznego w „Czerwonym Zagłębiu” warto przeczytać także:
•    Stanisław Andrzej Radek: Początki ruchu socjalistycznego w Zagłębiu Dąbrowskim
•    Marian „Wojtek” Malinowski: O Wojtku i o tajnej drukarni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *