Zofia Daszyńska-Golińska

Równouprawnienie kobiet w pracy

[1924]

Pierwszy podział pracy, jaki zna socjologia, dokonał się na zajęcia kobiece i męskie. I już wtedy okazało się, że kobieta podjąć się może wszystkich niemal robót pokojowych. Kobiety bowiem dają początek rolnictwu, garncarstwu, wyrobowi tkanin, a nawet budowie domów. Ewolucja późniejsza ogranicza je do szczuplejszego zakresu: bardzo podrzędną rolę spełniają w średniowiecznym rzemiośle, gdzie z trudem udział ich w cechach odszukiwać trzeba, gdzie prowadzą warsztat zwykle jako wdowy po mistrzach i to przy pomocy wykwalifikowanego i wyzwolonego czeladnika.

Dokonywująca się tzw. rewolucja przemysłowa w drugiej połowie osiemnastego stulecia w Anglii, a w początkach i w połowie XIX w. na kontynencie Europy, czyni znowu z kobiet czynnik niezbędny w ogólnokapitalistycznym rozwoju.

Masowe zapotrzebowanie pracy niewykwalifikowanej, obsługa i dopełnienie siłą ludzką maszyny, wskazują na kobietę jako najdogodniejszą siłę roboczą – pokorną, mało wymagającą, wytrwałą i zręczną. Następuje orgia nadużyć swobody umów przez przedłużenie dnia roboczego i płace głodowe, zastępowanie pracowników mężczyzn dorosłych kobietami i dziećmi. Na obu półkulach dokonuje się rozbijanie życia rodzinnego u robotników, wyścigi we wciąganiu kobiet i młodocianych do coraz nowych rodzajów robót, nie licujących przeważnie ani z uzdolnieniem, ani z przeznaczeniem kobiety. Jednocześnie widmo bezrobocia grozi stale robotnikowi przy każdej zmianie technicznej. Zmiany te bowiem przeważnie polegają na uproszczeniu pracy.

Wreszcie wojna europejska wciąga kobiety do gałęzi przemysłu, które stanowiły rzekomo dziedzinę czysto męską: zakłady metalurgiczne, wyrób amunicji, wzmożone zapotrzebowanie w tkactwie mechanicznym świadczą, że robotnice i tu zastąpić by mogły robotników. W Anglii około 970 tys. kobiet staje do pracy, zastępując powołanych do służby frontowej mężczyzn. W Niemczech specjalnie obmyślane dźwigi uzupełniają niedostateczne siły fizyczne kobiet. Wielotygodniowe przygotowanie wystarczyć musiało robotnicy powołanej do zastąpienia wieloletnią praktyką i nauką zawodową uzbrojonego poprzednika. Oceniono, że wyszkolone na krótkiej drodze siły kobiece nie dorównują wprawdzie wydajności męskiej pracy, ale osiągają około 2/3 sprawności poprzednika.

Cóż dziwnego, że na plan pierwszy powojennych żądań kobiety-robotnicy występuje równa płaca za równą pracę? Równym obowiązkom odpowiadać wszak powinny równe prawa. Tym bardziej, że Traktat Wersalski (z 28 czerwca 1919 r.) w dziale omawiającym Pracę (art. XIII) uznaje, że pokój może być jedynie zbudowany „na zasadach sprawiedliwości społecznej” i że pewne warunki pracy są dla wielkiej liczby ludzi niesprawiedliwe, powodują nędzę i niedostatek; uznaje (art. 427 p. 7) za szczególnie ważną i pilną „zasadę jednakowej płacy za pracę tej samej wartości, bez względu na płeć”.

Praca, która według oświadczenia tegoż traktatu przestała być towarem dawanym przez mężczyzn czy kobietę, musi być przeto wynagrodzoną tak, aby praca wystarczała na utrzymanie i odpowiadała wartości usług. Zasada wypowiedziana w Traktacie Wersalskim jest olbrzymim krokiem naprzód, bo aż dotąd praca kobieca była zawsze niedopłacaną nawet w porównaniu z zarobkami mężczyzn. Wyjątki równej płacy za równą pracę zdarzały się wprawdzie np. w tkactwie angielskim (Lancashire, Sheshire), ale były to wyjątki. Niskie płace zarobkowe odbijały się na moralności, zdrowiu i sprawności do pracy kobiet-robotnic. Konstruowano przeto całe teorie, dlaczego kobiety są i muszą być gorzej wynagradzane. Obaliły je przecież znów doświadczenia ostatniej wojny. Oto zarobki kobiet wzrosły. Nie osiągnęły wprawdzie równi z męskimi, ale szybciej szły w górę. Przed wojną w każdym zawodzie i we wszystkich krajach najwyższe zarobki kobiece dorównywały zwykle najniższym męskim. Podczas wojny doszły przeważnie do 2/3 odpowiedniej kategorii płac. Dodatnie następstwa tej zwyżki wystąpiły od razu nie tylko we wspomnianej wyżej wydajności pracy kobiet, ale korzystnie wpływały na stan zdrowia. Pomimo wzmożonej pracy, robotnice angielskie, jak stwierdziła urzędowa ankieta, mniej chorowały, organizm ich się uodpornił dzięki lepszemu odżywianiu.

Wzrost płac kobiecych nie da się już cofnąć i stanowi najważniejszą zdobycz lat ostatnich. Niemniej ważną jest ochrona macierzyństwa.

Kobieta człowiek, obywatel i pracownik żąda równego wynagrodzenia za pracę. Kobieta – matka przyszłych pokoleń musi być przez państwo specjalną otoczona opieką.

I tu znów Międzynarodowa Konferencja Pracy w Waszyngtonie idzie dalej, niż dotychczas działające w poszczególnych krajach ustawy. Przerwa połogowa oznaczoną zostaje na 12 tygodni, podczas których nie wolno robotnicy usunąć od pracy, a zasiłek wypłacany starczyć powinien na potrzeby matki i dziecka.

W myśl tych międzynarodowych wskazówek rozwijać się winna socjalna polityka w Polsce, gdzie praca fizyczna i umysłowa kobiet jest dziś zjawiskiem powszechnym. Brak miejsca nie pozwala nam rozpatrzeć faktycznego stanu sprawy.

Stwierdzić jedynie należy, że zarobki kobiet podniosły się więcej niż mężczyzn, jakkolwiek płcie obie są obecnie pokrzywdzone. Ustawa o czasie pracy (z 18.XII.1919 r.) skróciła tydzień roboczy do 46 godzin i zapewniła wolne popołudnie w sobotę oraz odpoczynek niedzielny.

Ażeby jednak kobieta mogła w pracy dorównać mężczyźnie, organizm jej i większa wrażliwość duchowa wymagają specjalnej ochrony, ustawowo zapewnionej.

Od 1920 roku złożony w Sejmie projekt ustawy „W przedmiocie pracy młodocianych i kobiet” nie może doczekać się uchwalenia. Powodu tej zwłoki szukać trzeba w obojętności kobiecego świata, który nie pyta nawet, czym się ustawodawcy zajęli i jakiego postępu dla losu kobiety-pracownicy od ustawy spodziewać się należy.

Zajmijmy się przeto jego treścią.

Ustawie podlegać mają zakłady przemysłowe, przemysłowo-rolnicze, górnicze, hutnicze, handel, biurowość, przemysł, komunikacje w zawiadywaniu prywatnym, tak samo jak państwowe i samorządowe. Praca kobiet ma być wykluczoną przy robotach ciężkich, oddziaływających szkodliwie na organizm, niebezpiecznych dla zdrowia i moralności.

Praca nocna kobiet już uprzednio zabronioną została w myśl konwencji międzynarodowych z 1906 r., którą Polska ratyfikowała w marcu 1922 roku. Wzbronioną jest również praca kobiet w kopalniach pod ziemią.

Wymagane są specjalne ubieralnie i umywalnie w każdym zakładzie, który zatrudnia co najmniej 5 kobiet, oraz urządzenia kąpielowe i żłobek dla niemowląt tam, gdzie pracuje więcej niż 100 kobiet. Macierzyństwo chronione ma być zgodnie z międzynarodowym wymaganiem.

Nieliczne te przepisy oddziałać jednak powinny korzystnie na los pracownic, a nabierają szczególnego znaczenia, obejmując wszystkie niemal ich kategorie.

Brak przecież jednej bardzo licznej. Ustawodawcy pominęli pracę na roli.

Do kobiet należy upomnienie się o włączenie tych najliczniejszych i najwięcej dziś uciemiężonych i wyzyskiwanych pracownic. Sprawiedliwość wymaga, aby chronić ich zdrowie, byt ludzki i godność i o to kobiety walczyć powinny. Organizacja kas chorych po prowincji, odsuwana w dalszą przyszłość ze względów trudności finansowych i administracyjnych – to niezbędny wymagalnik dla życia i zdrowia całych pokoleń przyszłej, odradzającej się Polski.

Zarzucą nam może, że specjalna ochrona pracy kobiet nie powinna być popieraną, ale raczej zwalczana w imię równouprawnienia. Sprzeczność haseł równouprawnienia i ochrony jest przecież raczej pozorną niż istotną.

Równymi powinny być rezultaty pracy i możność odpowiadającego wymaganiom kulturalnym bytu, który w zamian za tę pracę osiągnąć można.

Jedno i drugie da się osiągnąć jedynie o ile praca dostosowaną będzie do sił, właściwości organizmu kobiecego.

Nie dzielmy pracy na wyższą i niższą, jeżeli jest użyteczną. Skoro kobieta pracę wykona zadowalająco i sprawnie, zasługuje na wynagrodzenie, które zapewni jej byt w warunkach kulturalnych.

Zasada jest przecież tylko ramą, którą wypełnić musi życie, czuwać trzeba nad jej urzeczywistnieniem i to jest zadaniem społeczeństwa, a przede wszystkim samych zainteresowanych, kobiet pracujących fizycznie i umysłowo.

Dr Zofia Daszyńska-Golińska
___________________________________
Powyższy tekst Zofii Daszyńskiej-Golińskiej pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Bluszcz. Pismo ilustrowane tygodniowe dla kobiet” nr 13/1924, 29 marca 1924 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *