Stefan Stamirowski

Jak umierali Pużak, Dzięgielewski i Zdanowski

[1958]

Jak umierał Pużak

Przebywałem z Pużakiem w jednej celi w więzieniu w Rawiczu. Zapamiętałem dokładnie jego opowiadania, m.in. jego relację z okresu po wejściu wojsk sowieckich do Polski. Kazimierz Pużak, były poseł na Sejm w latach 1919-1935, sekretarz Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS od roku 1921, przewodniczący Rady Jedności Narodowej w podziemnej Warszawie – był jednym z szesnastu przywódców Polski Podziemnej, których władze sowieckie uprowadziły w marcu 1945 roku do Moskwy; tam skazany został na półtora roku więzienia. Z końcem 1945 roku przywróciła mu wolność sowiecka amnestia. Po zwolnieniu z więzienia w Moskwie został zaproszony przez ówczesnego ambasadora Modzelewskiego do ambasady, gdzie otrzymał paszport zagraniczny i bilet do Warszawy; przyjęcia ofiarowanych mu pieniędzy odmówił. Udał się pociągiem do Warszawy. Po przekroczeniu granicy w Brześciu, na stacji Mrozy, weszło do przedziału dwóch osobników, którzy oświadczyli Pużakowi, że chce się z nim widzieć minister i że przysłał po niego samochód, którym przybędzie do Warszawy szybciej, niżby przybył koleją. Było to aresztowanie. Samochodem przewieziono Pużaka wprost do Warszawy do więzienia przy ulicy 11 listopada. W więzieniu przyszła do niego Julia Brystygierowa, naczelnik V Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, która na wstępie oświadczyła mu (jak przy wszystkich przesłuchaniach aresztowanych w bezpiece), że aresztowanie go jest „jakimś nieporozumieniem”. Zwracając się do niego słowami „panie prezesie” zaproponowała mu podpisanie oświadczenia, iż nie będzie się kontaktował z dawnymi przyjaciółmi politycznymi, że nie będzie ich przyjmował u siebie w domu i że nie będzie brał udziału w żadnych próbach aktywizacji PPS. Pużak odmówił podpisania takiego oświadczenia. Brystygierowa wyszła, pozostawiając Pużakowi w celi oświadczenie do podpisania, zaś dyżurny oficer bezpieki powiedział mu, że gdy się namyśli i postanowi oświadczenie podpisać, może każdej chwili zapukać do drzwi i zawiadomić go o zmianie swej decyzji odmownej. Sześć dni bezpieka czekała na podpis Pużaka – bezskutecznie. Po 10 dniach od dnia aresztowania Pużak został zwolniony i udał się do domu na Grochowie przy ulicy Byczyńskiej 1. Dom obstawiony był stale szpiclami, bardzo mało ludzi tam przychodziło.

W czerwcu 1947 roku Pużak został aresztowany ponownie, jednocześnie z innymi przywódcami i działaczami PPS. Przesłuchiwał go pułkownik Józef Różański, który znowu tytułował go słowami „panie prezesie”. Różański zaproponował Pużakowi współpracę z reżymem. Przesłuchiwali go też oficerowie śledczy: por. Łyżkowski, kpt. Bochenek i kpt. Eugeniusz Chimczuk, którzy go bili i znęcali się nad nim. Gdy Pużak w czasie późniejszych przesłuchań zawiadomił o tym Różańskiego, ten ostatni kazał wezwać tych oficerów i zbeształ ich za bicie Pużaka, po czym w dalszym śledztwie zbesztani przez Różańskiego oficerowie czynili to samo, co poprzednio; zbesztanie ich było umówioną komedią, nie ulega wątpliwości, że sam Różański kazał owym oficerom bić Pużaka. Pużak nie podpisał w śledztwie ani jednego protokołu. Punktem wyjścia dla śledztwa była wizyta Pużaka i innych oskarżonych u Józefa Dzięgielewskiego w dniu jego imienin 19 marca 1946 roku; spotkanie u Dzięgielewskiego miało jakoby na celu stworzenie spisku w celu obalenia „ludowo-demokratycznego ustroju Państwa Polskiego” (art. 86 §2 i §1 wojskowego kodeksu karnego).

Proces, odbyty w dniach 5-19 listopada 1948 roku przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie, był niby to publiczny, w rzeczywistości jednak nie dopuszczono na salę żadnej publiczności z wyjątkiem kilku dziennikarzy. Zachowanie się Pużaka na sali sądowej było niezwykłe. Odmówił złożenia wyjaśnień i odpowiedział tylko na kilka zapytań, ale odpowiedział w taki sposób, że prokurator płk. Stanisław Zarakowski zwrócił sądowi uwagę na bezcelowość zadawania pytań Pużakowi. W ostatnim słowie oskarżonego powiedział Pużak tylko tyle: „W chwili, gdy stoję nad grobem, byłoby nie do uwierzenia, gdybym zmienił poglądy”. O nic sądu nie prosił, o nic się do sądu nie zwracał. Został skazany na 10 lat więzienia, po zastosowaniu amnestii złagodzono mu karę do połowy. Po procesie Pużak osadzony został w więzieniu na Mokotowie na oddziale III, w celi nr 32, ogólnej, oddzielony od innych skazanych w tym samym procesie, którzy siedzieli w celi nr 31. W listopadzie 1949 roku Pużak, odziany w niemiecki pasiak, przewieziony został do więzienia w Rawiczu.

W Rawiczu osadzono Pużaka w pojedynce, w nieopalonej celi w piwnicach. (Później w sąsiedztwie siedział Gołębiowski z AK). Gdy strażnicy dokuczali mu, popychali go lub pokpiwali, z niego, Pużak odnosił do nich bardzo łagodnie, postępował z nimi w sposób głęboko chrześcijański. Cierpiał na brak apetytu i dokuczała mu bardzo choroba serca. W Rawiczu wzywano Pużaka na dalsze przesłuchania, szło o zeznania z przeszłości Józefa Cyrankiewicza i Stefana Matuszewskiego, chodziło o skompromitowanie ich. Pużak mimo negatywnego stosunku do nich niczym ich nie obciążył. Te śledztwa męczyły go i denerwowały. Pracowałem w tym czasie jako więzień w szpitalu więziennym i towarzyszyłem doktorowi Bruno Fijałkowskiemu (obecnie mieszka w Warszawie na Saskiej Kępie) w obchodach lekarskich. Pużak zgłaszał się jako chory i żądał przeniesienia do szpitala. Na wniosek lekarza o przeniesienie Pużaka do szpitala więziennego, naczelnik więzienia Rokicki odpowiedział, iż ma instrukcję, by Pużaka do szpitala nie przenosić. Lekarz przy mojej pomocy dostarczał więc lekarstwa Pużakowi, przemycając je w postaci pastylek w chlebie. W lutym 1950 loku Pużak wezwany był znów na przesłuchanie, badał go ktoś z Warszawy do 3. nad ranem. Gdy zmęczony wracał pod strażą do celi, potknął się o rurę instalacyjną i upadł. Nastąpił atak sercowy, Pużak stracił przytomność. Strażnik wezwał lekarza, przybył dr Andrzej Spyrka, a ja przyniosłem nosze, by przenieść Pużaka do szpitala. Oddziałowy jednak bał się, powiadomił więc naczelnika więzienia Kąkola (następcę Rokickiego), ten zaś skomunikował się z Warszawą. Na decyzję z Warszawy trzeba było czekać przeszło godzinę, podczas której Pużak leżał na noszach. W tym czasie dr Spyrka zrobił mu zastrzyk i Pużak odzyskał przytomność.
Po więcej jak godzinie zezwolono z Warszawy na szpital. Pużaka przeniesiono do szpitala więziennego, do celi nr 16 na I piętrze. Przyszło polecenie, by go leczyć i leczyć. Dyżury przy nim pełnili dr Spyrka, Sikorski i ja. Obok Pużaka leżał Kozicki, krewny śpiewaczki Bandrowskiej-Turskiej. Na Wielkanoc 1950 roku otrzymał Pużak ostatnią paczkę od rodziny. Zarówno przedtem w celi więziennej, jak i w szpitalu więziennym Pużak przestrzegał, by wszystko, co otrzymywał w paczkach, było dzielone między wszystkich więźniów w celi. Lubił śpiewy; musiałem często śpiewać mu pieśni, zwłaszcza pieśni Armii Krajowej. Pużak miał wielki talent narratorski, opowiadał, o całym swoim życiu, o swych rodzicach w Tarnopolu, o początkach działalności w PPS, o przeżyciach w więzieniu w Szlisselburgu, o swych poszukiwaniach śladów po Walerianie Łukasińskim w szlisselburskiej twierdzy, o swej rozmowie z Leninem po rewolucji bolszewickiej, o powrocie do Polski w roku 1918. Bardzo lubił młodych i wiele z nimi w celach rozmawiał. Miał w sobie dużą wyrozumiałość, pogodę ducha i opanowanie. Oderwany od bieżącego życia politycznego, pozostał jednak wierny swym przekonaniom socjalistycznym do końca. Jako człowiek był zjawiskiem nadzwyczajnym. Był pod każdym względem wielkim człowiekiem. To wiązało z nim ludzi. Pełniłem przy nim w ostatnich dniach jego życia najprzykrzejsze nawet usługi bez żadnej dla siebie przykrości, z uczuciem podziwu dla tego człowieka.

Zmarł w dniu 30 kwietnia 1950 roku. Do obiadu czuł się doskonale. Czytałem mu na głos „Jana Krzysztofa” Romain Rollanda, rozdział pod tytułem „Krzak gorejący”. W pewnej chwili Pużak zaczął wołać: „Ogień, ogień”. Na moją uspokajającą uwagę, że ognia nigdzie nie widać, Pużak zniecierpliwiony powtórzył: „Ogień” i dodał: „Człowiek umiera”. O godzinie 4 po południu skonał. Sekcji zwłok dokonał dr Spyrka. Sekcja stwierdziła pęknięcie aorty. Rodzinie pozwolono przysłać trumnę. Trumna nadeszła po dwóch dniach. Zalutowano ją, tak że już zwłok Pużaka w trumnie nie oglądałem.

Jak umierał Dzięgielewski

W dniu 19 listopada 1948 roku Rejonowy Sąd Wojskowy w Warszawie ogłosił wyrok w tzw. sprawie WRN. Był to właściwie proces wytoczony Polskiej Partii Socjalistycznej. Sześciu było oskarżonych, sześciu zostało skazanych: Kazimierz Pużak i Tadeusz Szturm de Sztrem na 10 lat więzienia, po zastosowaniu amnestii złagodzono im karę do połowy; Józef Dzięgielewski i Wiktor Krawczyk na 9 lat więzienia, po zastosowaniu amnestii złagodzono im karę do połowy; Ludwik Cohn i Feliks Misiorowski na 5 lat więzienia, na zasadzie amnestii kara została im całkowicie darowana. Wszystkim zaliczono okres tymczasowego aresztowania.

Józef Dzięgielewski, b. poseł na Sejm i jeden z czołowych działaczy i przywódców PPS z okresu walki z hitlerowską okupacją, znalazł się na czarnej liście komunistów od pierwszej chwili ich rządów. Aresztowany był po raz pierwszy w dniu 23 listopada 1946 roku w związku ze zbliżającymi się wyborami sejmowymi; zwolniono go z końcem grudnia tegoż roku. Po raz drugi aresztowany został w czerwcu 1947 roku w związku z wykryciem „kierowniczego centrum WRN”. W śledztwie trzymany był w więzieniu na Mokotowie na XI oddziale; był przesłuchiwany codziennie. Po wyroku siedział na oddziale III, tj. ogólnym, w celi 31, gdzie przebywali również Szturm de Sztrem i Krawczyk. W listopadzie 1949 roku wszyscy skazani w procesie WRN zostali przewiezieni do więzienia w Rawiczu. Dzięgielewski siedział na III oddziale, w pawilonie tzw. białym. W celi było 3-4 więźniów. Wiosną 1950 roku Dzięgielewski zaczął narzekać na kaszel, codziennie rano miał napady kaszlu. Ponieważ bardzo chciał utrzymać się przy zdrowiu, więc gimnastykował się w celi. W odniesieniu do skazanych w procesie WRN reżym więzienny był bardzo obostrzony, na prześwietlenie rentgenem trzeba było uzyskać specjalne pozwolenie. Stosunek władz więziennych do Dzięgielewskiego był taki, że sama przez się wytwarzała się opinia, jak gdyby Wydziałowi Zdrowia w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Poznaniu, któremu podlegało więzienie w Rawiczu – nie zależało na zdrowiu i życiu Dzięgielewskiego. Ten ostatni nie zgłaszał się więc do prześwietlenia, a zresztą sam nie zdawał sobie sprawy, jak groźny jest stan jego zdrowia; wydawało mu się, że to tylko grypa. Tu trzeba jednak zaznaczyć, że wprawdzie Dzięgielewski nie zgłaszał się do leczenia, ale stan jego był taki, że nie jego słowa, lecz wygląd mówił o nim.

W grudniu 1950 roku jako więzień przydzielony do szpitala więziennego towarzyszyłem lekarzowi Antoniemu Spyrce w obchodzie i wtedy to dr Spyrka stwierdził, że wygląd Dzięgielewskiego wskazuje na głębszą chorobę, trawiącą organizm. Dr Spyrka wystosował wówczas do doktora Durczewskiego, komendanta szpitala więziennego w Rawiczu, wniosek o prześwietlenie Dzięgielewskiego. Wniosek został w porozumieniu z naczelnikiem więzienia Kąkolem załatwiony pozytywnie i oddziałowy Kukawka zaprowadził Dzięgielewskiego na prześwietlenie. Prześwietlenie wykazało obustronną gruźlicę typu prosuwkowego. Było to tak: Do więzienia Dzięgielewski przybył zdrowy; w więzieniu przeziębił się i dostał zapalenia płuc; było ono konsekwencją wycieńczenia organizmu w ciężkim śledztwie i pobycie więziennym człowieka już niemłodego; na tym tle rozwinęła się gruźlica, która zaatakowała płuca, osłabione i wycieńczone zapaleniem.

Po prześwietleniu już nie posłano Dzięgielewskiego na oddział, lecz po skomunikowaniu się z naczelnikiem więzienia zatrzymano go w szpitalu, gdzie go położono na celi 19. Zastosowano środki doraźne, jakie były w dyspozycji na miejscu. Wniosek o przyznanie dla Dzięgielewskiego 25 g streptomycyny został załatwiony przez Wydział Zdrowia WUBP odmownie. Trzeba więc było streptomycynę dla Dzięgielewskiego przemycać poza wiedzą władz więziennych. W końcu 1951 roku stan Dzięgielewskiego był już bardzo poważny. Na żądanie lekarzy-więźniów naczelnik więzienia podpisał wniosek o przyznanie streptomycyny z opinią pozytywną i z uwagą, by załatwiono sprawę szybko. Jednakże streptomycyna została przysłana dopiero po upływie dwóch miesięcy, kiedy stan zdrowia Dzięgielewskiego był taki, że nie było już żadnych wątpliwości co do jego rychłej śmierci. W tym czasie Dzięgielewski był już niezwykle osłabiony, nie mógł o własnych siłach podnieść sie z łóżka. Stosowano do niego także PAS (kwas paraamonosalicylowy), jednakże to wszystko było spóźnione co najmniej o rok. Opinia lekarzy więziennych była zgodna, że Dzięgielewskiemu nic już pomóc nie może, ale że gdyby we właściwym czasie zastosowano środki będące w dyspozycji właściwie dla każdego więźnia, życie Dzięgielewskiego można było przedłużyć co najmniej o kilka lat.

Dzięgielewskiego zapamiętałem jako człowieka szlachetnego i niezwykle ambitnego, każdy zatarg przeżywał boleśnie, każda przykrość jaką mimo woli wyrządził innym była dla niego wstrząsem z chwilą, gdy ją sobie uświadomił. Cały jego skarb uczuciowy stanowił jedyny syn, pozbawiony matki: Gestapo poszukiwała Dzięgielewskiego, nie udało się jej go ująć, ujęła jednak jego żonę Elżbietę i zamordowała ją, nie wydobywszy z niej – mimo tortur – żadnej wiadomości o miejscu pobytu męża. Otóż listy od syna z Krzeszowic były jedynymi jaśniejszymi momentami w więziennej egzystencji Dzięgielewskiego.

Okres poprzedzający zwolnienie, ostatnie dwa tygodnie przed wyjściem z więzienia, wytworzył w nim trochę więcej siły: powodowany ambicją wobec rodziny chciał pokazać sie zdrowy. W dniu zwolnienia po 4 i pół latach pobytu w więzieniu, dzięki nadzwyczajnym wysiłkom psychicznym i fizycznym wstał sam z łóżka, ubrał się i w sposób wzruszający dziękował lekarzom i współwięźniom za pomoc i opiekę. Z wiezienia wyszedł krokiem chwiejnym, charakterystycznym dla ludzi słabych i chorych. Współwięźniowie prosili, aby Dzięgielewskiemu dać do pomocy sanitariusza czy jakąś inną eskortę, ale naczelnik więzienia wymówił się brakiem kompetencji. A przecież Dzięgielewski był po kilku krwotokach! W Warszawie pojechał do domu na Żoliborz taksówką, za którą zapłaciła rodzina. Nie miał sił nawet na to, by przywitać się z rodziną. Od razu położył się do łóżka, w którym przeleżał z otwartą gruźlicą około półtora miesiąca, po czym nastąpił zgon.

Inni skazani w procesie WRN żyją – z wyjątkiem Pużaka – i znajdują sie obecnie na wolności. Tadeusz Szturm de Sztrem chory był bardzo na serce i na reumatyzm; już w więzieniu na Mokotowie poszedł do szpitala, po przewiezieniu do Rawicza również leżał w szpitalu; z końcem 1950 roku został zwolniony przedterminowo, po przebyciu 3 i pół lat w więzieniu. Zamieszkuje obecnie w Warszawie. Wiktor Krawczyk odcierpiał całą karę, 4 i pół roku, ostatnio w obozie pracy w Potulicach koło Nakła, po czym powrócił do Częstochowy. Ludwik Cohn, zwolniony zaraz po wyroku, przebywa obecnie w Warszawie. Feliks Misiorowski, zwolniony natychmiast po wyroku, przebywa obecnie gdzieś pod Warszawą.

Jak umierał Zdanowski

Wśród działaczy socjalistycznych, aresztowanych przez bezpiekę w czerwcu 1947 roku pod pozorem wykrycia „kierowniczego centrum WRN”, znajdował sie Antoni Zdanowski. Jak wiadomo, Zdanowski, wybitny przywódca robotniczego ruchu zawodowego, był przez długie lata sekretarzem generalnym Związku Robotników Przemysłu Tytoniowego, ponadto redaktorem „Robotniczego Przeglądu Gospodarczego”, oficjalnego miesięcznika Komisji Centralnej Związku Zawodowych oraz zastępcą sekretarza tejże Komisji, Zygmunta Żuławskiego. W czasie okupacji niemieckiej brał czynny udział w ruchu podziemnym PPS i był ścigany przez gestapo. W grudniu 1945 roku na skutek apelu Żuławskiego wstąpił do koncesjonowanej PPS, gdzie został wybrany przewodniczącym egzekutywy Wojewódzkiego Komitetu w Warszawie, jednak kierownictwo partii unieważniło wybór i zarządziło wybór ponowny. W ślad za Żuławskim, Zdanowski kandydował do Sejmu na wspólnej liście państwowej PSL i niezależnych socjalistów oraz na okręgowych listach „ludowo-robotniczych” w Warszawie i Łodzi; kandydatura jego została unieważniona najpierw przez państwową komisję wyborczą – pod ohydnym pretekstem rzekomej kolaboracji z Niemcami w czasie okupacji, potem została unieważniona także przez okręgowe komisje wyborcze, nadto Zdanowski został pozbawiony stanowiska w Ubezpieczalni Społecznej, gdzie pracował.

Po aresztowaniu trzymany był przez kilka dni w więzieniu bezpieki przy ulicy Koszykowej, potem w celi pojedynczej na XI oddziale więzienia na Mokotowie, gdzie był przesłuchiwany trzy czy cztery razy w celi. Był chory na serce i na płuca, a ponadto był człowiekiem o ogromnej wrażliwości. Przejął się pogróżkami i niezwykle brutalną presją w pierwszych dniach śledztwa, które osłabiły jego odporność psychiczną i doprowadziły go do depresji i omamów. Z depresją psychiczną wiązała się depresja fizyczna – i tak stan zdrowia więźnia pogarszał się nieustannie. Lekarzem więziennym był wówczas jeniec niemiecki, lekarz-lotnik. Kilkakrotnie zwracał on uwagę pułkownika Różańskiego na stan zdrowia Zdanowskiego – zawsze bezskutecznie. Dopiero gdy w lutym 1948 roku lekarz ostrzegł naczelnika więzienia, że Zdanowski nie przeżyje więcej jak 3 dni – Różański w sposób jak najbardziej perfidny zawiadomił żonę Zdanowskiego, że mąż jej zostanie zwolniony, „proszę przyjechać po męża”. Było to po około dziewięciu miesiącach pobytu Zdanowskiego w więzieniu. Zdanowski już nie mógł chodzić. W domu był nieprzytomny. W trzy dni po zwolnieniu zmarł w obłędzie. Był to świadomy mord, popełniony bez żadnych skrupułów.

Stefan Stamirowski
_____________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się – w dwóch częściach: jedna o K. Pużaku, druga o J. Dzięgielewskim i A. Zdanowskim – w piśmie „Robotnik”, centralnym organie PPS, wydawanym wówczas jako miesięcznik przez Centralny Komitet Zagraniczny PPS, redaktor naczelny Adam Ciołkosz, w numerach 2 i 3 z roku 1958. Od tamtej pory nie był wznawiany.

 
Warto przeczytać inne teksty związane z postaciami i inicjatywami, których tragiczne losy zaprezentowano powyżej:

•  Krzysztof Wołodźko: Trud socjalizmu, trud polskości (o Kazimierzu Pużaku)
•  Kazimierz Pużak: Nowa ustawa o ochronie lokatorów [1924]
•  Zygmunt Zaremba i inni: Tezy ideologiczne Krajowego Ośrodka WRN [grudzień 1945]
•  PPS (WRN): Odezwa [23 czerwca 1945 r.]
•  Antoni Zdanowski: Wychodźstwo robotnicze we Francji [1924]
•  Tadeusz Szturm de Sztrem: Pamiętniki bezrobotnych, chłopów i emigrantów [1959]
•  Antoni Zdanowski: Szczęście Luizy [1935]

3 komentarzy nt. “Jak umierali Pużak, Dzięgielewski i Zdanowski

  1. Pingback: Rocznica zamordowania Kazimierza Pużaka. : Marek Borkowski

    • O tym jaka była rola pana Stamirowskiego w więzieniu w Rawiczu i jak go zapamiętali współwięźniowie można wyczytać w II części tetralogii Janusza Krasińskiego- “Twarzą do ściany”. Autor, który niedawno zmarł(październik 2012)do końca swych dni wspominał Pużaka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *