Antoni Zdanowski

Szczęście Luizy

[1935]

Romantycznie, sielankowo nazywa się kopalnia na Śląsku, w której od trzech tygodni trwa zacięta walka górników. Tragicznie wręcz prowadzona jest ta walka.

„Szczęście Luizy”* to mała, bodaj najmniejsza kopalnia na Śląsku, mająca 150 osób załogi, leżąca o kilka minut drogi od przystanku tramwajowego w Szopienicach [dziś dzielnica Katowic – przyp. redakcji Lewicowo.pl].

Przechodzimy w kilku szybko tę przestrzeń, mając przed sobą na całym horyzoncie tak charakterystyczny dla „pejzażu” śląskiego widok: kominy fabryczne, wieże górnicze, hałdy węglowe tu i ówdzie dymiące szaro, ponuro i beznadziejnie, przemawia to otoczenie do człowieka przybyłego ze stolicy.

Kopalnia, objęta strajkiem, znajduje się tuż pod wieżą ciśnień jakiejś większej kopalni. Szyb kopalniany, winda – wszystko to jakby pogrążone w atmosferze wilgoci i ciszy.

Nawykła zapewne do ciągłego ruchu, idąca na trzy zmiany, kopalnia pogrążona jest w niezwykłej, przygnębiającej ciszy, trwającej przymusowo już trzy tygodnie.

Jesteśmy serdecznie witani przez radę załogową kopalni i krótko czekamy w cechowni, aż nas sprowadzą do strajkujących.

Wreszcie jesteśmy na poziomie 60 czy 70 metrów, na tzw. podszyciu kopalni. Kapie nam na głowę woda. Tajemniczo biegają cienie ludzkie w świetle pełgających lampek karbidowych. Na prawo od podszycia, tuż koło windy, natrafiamy na pierwszego strajkującego robotnika, który leży na gołych deskach o kilka metrów od wszystkich strajkujących i wdycha świeższe powietrze, gdyż czuje się źle.

Kilka kroków jeszcze i widzimy przy mdłym świetle karbidówki leżące jak gdyby na stopniach ganku górniczego, rozłożone na deskach postacie 27 mężczyzn. Ciemni, zarośnięci, brodaci mężczyźni leżą tu, na poziomie 70 metrów pod ziemią. Zacięli się na śmierć. Walczą dziś ze złym losem, jak co dzień z oporną skałą…

Robi to na nas, przybyłych ze światła i powietrza, takie wrażenie, że nie może zacząć się rozmowa. Górnicy milcząc oglądają nas, jakby oczekując odpowiedzi, czy już mają porzucić tę ciemną, wilgotną kopalnię, przypominającą mogiłę. My nie mamy im nic do powiedzenia, co by zwaliło ciężką troskę z głów tych walczących, rozprężyło tragiczne napięcie woli do walki i pozwoliło im ruszyć na powierzchnię z nadzieją, że jutro będą mogli wrócić spokojnie do kopalni, by zarabiać na swój ciężki „chleb powszedni”…

Powoli rozmowa się nawiązuje. Opowiadają nam strajkujący o przyczynach obecnej walki i jej przebiegu.

Wszechmocnym, bez przesady, panem całego przemysłu węglowego jest „konwencja węglowa”**. Ona tu decyduje bezapelacyjnie, bezlitośnie, które kopalnie mają iść, a które winny zostać zamknięte, zlikwidowane, zalane. Postanowienia konwencji powodują zmniejszenie załóg, rzadziej zwiększenie, decydują o tym, jakie pokłady będą eksploatowane, jakie zaś pozostaną porzucone.

Krzywym okiem patrzyli panowie z konwencji na wydzierżawienie przez gwarectwo „Szczęście Luizy” kopalni i jej uruchomienie. W ciągu ostatniego półrocza prześladował ich pech. Szukali pokładów nadających się do eksploatacji i nie znajdowali. Natrafiali to na skały, to na pokłady węgla między wyskokami, zmiażdżone przez potworne ciśnienie ziemi i skał i dające tylko małowartościowy miał.

Robotnikom zalegano z wypłatami. Dziś należy im się 15 000 złotych. Mają oni płace niskie, o 20% niższe od cen rewiru środkowego (centralnego).

I gdy już przebrnęli przez największe trudności i dotarli wreszcie do pokładu nadającego się do eksploatacji, jakieś siły, tym razem nie żywiołowe, ale wręcz ludzkie, rozpoczęły taniec o zamknięcie kopalni, odebrano ją dzierżawcy z racji jakiejś bagatelnej komuś zaległej kwoty 2 i pół czy 3 i pół tysiąca złotych.

Górnicy są przekonani do głębi, że ta cala sprawa była sprytnie spreparowana przez jakieś siły, ulegające konwencji, która gwarkom (udziałowcom) „Szczęścia Luizy” bez trosk i trudności zapewniła 200 000 złotych rocznie… za zamknięcie kopalni.

Sąd orzekł, że sprawa ma być tak załatwiona, by gwarectwo weszło w posiadanie swych praw.

Trzy tygodnie już walczą górnicy o to, by to postanowienie sądu zostało zmienione. Dotąd walczą bez skutku.

Było ich z początku 32 – 5 zachorowało, zmusili ich do powrotu na powierzchnię. 27 leży na deskach i czeka… albo grozi, że o ile sąd nie wyda sprawiedliwego wyroku, skończą ze sobą od razu w gazie, który się po niemiecku nazywa „matt”.

Przy pożegnaniu się z górnikami „Luizy” nie mogłem im powiedzieć nic więcej nad to, że klasa robotnicza współczuje z nimi i domaga się od władz załatwienia tej strasznej sprawy wyroku sądu. Nie wierzyłem, by te protesty zbudziły sumienia tych, co mają w rękach możność decyzji. Zbyt są związani z tym, co reprezentuje interes „konwencji węglowej”.

***

Okazuje się, według ostatnich wiadomości prasowych, że syndyk upadłości oferuje, iż… zapłaci długi kopalni. To najlepiej świadczy, że upadłość kopalni była złośliwa. Postępowanie kapitalistów nabiera cech zbrodni kryminalnej (Redakcja).

Antoni Zdanowski

_______________________________________

Powyższy tekst Antoniego Zdanowskiego pierwotnie ukazał się w piśmie ,,Tydzień Robotnika” w roku 1935. Następnie zamieszczono go w książce „Polskie drogi. Wybór reportaży z lat międzywojennych”, Czytelnik, Warszawa 1962. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem, przypisy pochodzą od redaktorów książki.  

 

* „Szczęście Luizy” – kopalnia, którą właściciele dwukrotnie usiłowali unieruchomić przez zatopienie jej. Dwukrotnie załoga obroniła swą kopalnię stosując „polski strajk” [strajk okupacyjny – przyp. redakcji Lewicowo.pl], połączony z głodówką.

** Konwencja węglowa – kartel właścicieli kopalń, do którego należały również kopalnie węglowe. Dla utrzymania wysokich cen węgla kartel ten nakazywał zamknięcie niektórych kopalń, a właścicielom wypłacał odszkodowanie za zaniechanie produkcji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *