Józef Zieliński

Higiena pracy: jej zadania, stan obecny i środki

[1929]

1. Praca a higiena

Praca jest właściwością każdej istoty żyjącej. Mrówka co toczy mrowisko, kret co ziemię ryje, pająk co snuje pajęczynę, bluszcz co się owija, jaskółka co gniazdo wije, słowik co śpiewa, wszystkie te stworzenia pracują.

Praca jest to ciągła przemiana materii.

Bezustanna czynność komórek, z których się składa cały organizm, powoduje ciągłe zużywanie materiałów przezeń wchłanianych. Odbywa się przy tym proces zbliżony do spalania – proces utleniania.

Chemiczne części składowe pożywienia, które przyjmujemy, łączą się w komórkach, w głębi tkanek, z gazem – tlenem, przynoszonym przez wdychane powietrze. To łączenie się pierwiastków chemicznych wytwarza ciepło. Jak podczas palenia musimy wciąż dorzucać nowe porcje paliwa (węgla, drzewa lub gazu), tak samo dla podtrzymania czynności komórek, do ich życia i wytwarzania ciepła niezbędny jest stały dopływ świeżych substancji odżywczych.

Zużytkowanie materiału odżywczego, dostarczonego przez pokarmy i powietrze stanowi przemianę materii.

Celem więc odżywiania jest dostarczenie organizmowi materiału potrzebnego do życia, rozwoju i… pracy. Przez jedzenie, picie, oddychanie pokrywamy straty spowodowane przez czynności naszych komórek. Pokarmy i napoje, tlen powietrza, który wdychamy, powinny nam również dostarczać materiału do wytwarzania sił, ciepła i… pracy.

Każda substancja spożywcza, każdy pokarm wytwarza pewną ilość ciepła, czyli kalorii. Ciepłostką lub kalorią nazywamy tę ilość ciepła, która potrzebną jest do ogrzania o jeden stopień jednego kilograma wody.

Prawdę mówiąc, gdziekolwiek zwrócimy swe oczy we wszechświecie, widzimy ciągły ruch, ciągłą przemianę materii.

Czy na odległym firmamencie niebieskim wśród gwiazd, komet, planet i słońca, czy w głębi ziemi w kopalniach węgla, soli i metali, czy na powierzchni naszego globu, na ziemi i morzu, wśród głazów, roślin, mięczaków, płazów, ryb, ptaków i ssaków, wszędzie spostrzegamy ruch ciał i cząsteczek, przemianę materii.

Ten nieustanny ruch, ta ciągła przemiana materii jest niczym innym jak pracą danego ciała, danego organizmu żywego lub na pozór martwego. A jest zawsze celowa, określona, skierowana nie tyle dla utrzymania istnienia danego organizmu lub jego rozmnożenia, ile dla wzajemnej współpomocy, współpracy, dla utrzymania ogólnej równowagi, harmonii.

Dość jest uważnie obserwować z całą znajomością nauk ścisłych pokłady węgla, ziemię, lasy, mrowiska, ule, a zobaczymy, jak wszędzie wre praca istot organicznych i nieorganicznych, zawsze przedziwna, genialna przez swój całokształt i nierozerwalny związek ze światem otaczającym.

Ten ruch w naturze ciągły i celowy, ta nieustanna harmonijna przemiana materii, ta wieczna praca wszystkich ciał i istot we wszechświecie – to stanowi prawdziwe życie, nieśmiertelność świata.

Praca, jako ruch, jako przemiana materii, jako wyładowanie energii fizycznej czy umysłowej, jest naturalnym produktem każdego ciała, każdego organizmu, a więc i człowieka, który jest źdźbłem tylko, małym ogniwkiem w nieskończenie długim łańcuchu wszechświata.

Tak pojmowana praca zawsze istnieć będzie, jest bowiem naturalnym wytworem organizmu, życia ludzkiego.

Póki człowiek będzie istniał na świecie, póty do ostatniego tchnienia będzie wyładowywał swą energię, swe siły, będzie spalał swe materie, będzie płonął… będzie pracował.

Próżne obawy naszych moralistów, próżne utyskiwania, że człowiek pracuje tylko pod przymusem, pod knutem, pod obawą głodu.

Nie! Po stokroć nie! Praca jest właściwością natury człowieka, praca jest jego żądzą przyrodzoną.

Rozglądając się z bliska po świecie oczami przyrodnika-socjologa, zauważamy, że wszystkie ciała i organizmy odruchowo, instynktownie szukają warunków przyjaznych dla swego bytu i rozwoju, zawsze starają się o solidarną współpracę innych istot, o współżycie z nimi.

Jedne szukają światła, słońca, wydobywają się spod kamieni. Inne szukają ciemności, zakopują się. Jedne żyją jakby odosobnione. Inne łączą się w solidarne rzesze.

Uczeni odkrywają coraz to nowe czynniki i siły natury. Znamy wszyscy rad, promienie Roentgena. A ileż jeszcze przed nami odkryć, sprostowań… Z biegiem czasu, ze zmianą ustroju społecznego, słynna teoria „walki o byt” musi ustąpić wyższej, racjonalniejszej, idealniejszej teorii „solidarności”, współpracy.

***

Praca nie jest tylko środkiem do zaspokojenia niezbędnych potrzeb człowieka, lecz również źródłem jego zadowolenia, zaspokojenia jego żądz i pragnień. Kto swej pracy dokonał, kto ujrzał owoc swych wysiłków i szamotań, ten doznaje uczucia nader przyjemnego, pewnej radości, jak taternik, co pomimo burzy i trudu dostał się na Giewont lub Czerwone Wierchy.

Praca napawa dumą człowieka, co dokonał dzieła, z którego korzystać będą tysiące – dumą pokonania przeciwności, zwycięstwa na polu przemysłu, rolnictwa, nauki, sztuki.

Samo wykonywanie pracy, stopniowe wykończanie delikatnego tworu z bryły marmuru, z kawała drzewa, żelaza lub myśli ludzkiej, dążenie do czegoś lepszego, do coraz większego postępu i piękna, to już stanowi zadowolenie.

Prawdziwa praca będzie zawsze miała dla człowieka czar, pociąg i powab.

Kto nie pracuje, gwałci swą naturę, staje się jednostką nienormalną.

Praca musi być użyteczną, musi mieć cel, nosić w sobie jakąś myśl, ideę, musi przyczyniać się do ogólnego szczęścia, dobrobytu, nie może niszczyć życia pracownika, deptać jego wolności.

Górnik, kowal, marynarz, kolejarz, szewc, szwaczka, profesor, lekarz, rzeźbiarz, muzyk, wszyscy oni celowo, użytecznie pracują dla dobra swego i innych, bez szkody dla nikogo. Nie można tego jednak powiedzieć ani o paskarzu, giełdziarzu, ani o faktorze, ani o bandycie.

W przyszłości wszyscy ludzie w pełni sił i zdrowia będą pracowali: zniknie bezużyteczna praca, pasożytów nie będzie.

Praca nie powinna być dla człowieka ciężką, szkodliwą, przykrą lub odrażającą. Nikt nie może pracować chętnie, z zapałem, z pogodnym obliczem, jeśli upada pod ciężarem pracy, jeśli ona go zatruwa, odraża, nie ma nic w sobie pociągającego.

Najlżejsza, najprzyjemniejsza praca może stać się szkodliwą dla człowieka, jeśli wykonywana jest w warunkach niehigienicznych, nieodpowiadających wymaganiom zdrowia.

Szewc, co wykończa pantofelki balowe w swej podziemnej suterenie wilgotnej, szwaczka co szyje suknie jedwabne w ciasnej pracowni zadusznej na poddaszu, malarz co trującymi farbami maluje obrazy, kasjer co całe godziny siedzi w swej klatce rozpalonej, wszyscy są skazani na chorobę i śmierć przedwczesną.

***

Higiena jest to nauka o zdrowiu. Dzieli się na różne gałęzie: higienę szkoły, higienę miast i wsi, higienę wojskową, higienę marynarki, higienę cmentarzy, higienę więzień, higienę pracy.

Higiena pracy obejmuje wszystkie zawody, wszystkie zatrudnienia. Do niej należy: praca najemna i praca domowa, osobista; praca fizyczna i praca umysłowa, praca w przemyśle, w rzemiośle, handlu, biurze, górnictwie, sztuce, nauce, lokomocji, w służbie domowej, na roli itp.

Higiena pracy jest macierzystym pniem, od którego rozchodzą się wielkie gałęzie: przemysłu, rzemiosł, kolei, górnictwa itd., a te rozdzielają się na małe gałązki  – zawody: tkactwo, papiernictwo, gorzelnictwo, jubilerstwo, snycerstwo itp. Tych zawodów różnorodnych zatrudnień np. w Paryżu mamy do 3000.

Zadaniem higieny pracy jest: wskazać, w jakim środowisku powinna się ona dokonywać (w jakiej przestrzeni, powietrzu, świetle, cieple), jak każdy pracownik powinien zachowywać się przy pracy (czego wystrzegać się, jak myć się, ubierać), jakie stosować metody pracy, jakie zatrudnienia są zdrowe, a jakie szkodliwe, jak, kiedy i ile odpoczynku potrzebuje pracownik, jakich ma narzędzi i surowców używać.

Higienista pracy dziś nie zadowala się dobrym wentylatorem w pracowni, czystym ustępem. On bada wszystkimi sposobami samą metodę, istotę pracy, jej wpływ na stan fizyczny i umysłowy pracownika, określa jego zdolności i odporność organizmu, dobiera mu fach, zaznacza niezbędne zdrowotne warunki – staje się doradcą i przewodnikiem higienicznym pracowników.

Nowoczesny higienista pracy inne ma dzisiaj pojęcie o pracy niż dawniej. Praca nie może i nie powinna być ciężarem i katorgą dla człowieka, lecz wyładowaniem, w miarę możności, jego sił fizycznych i umysłowych, źródłem dlań dobrobytu, radości i rozkoszy.

Mając tak szerokie i szczytne pojęcie o pracy, higienista dzisiejszy pragnie poznać wszystkie metody, warunki, tajniki pracy, aby ją ułatwić, unieszkodliwić, opromienić.

Higiena pracy i bezpieczeństwo pracy są to dwa pojęcia bardzo zbliżone, ściśle z sobą wiążące się, wciąż się zazębiające. Jedno uzupełnia drugie, razem tworzą ochronę zdrowia i życia pracowników.

Lekarz czuwający nad zdrowotnością fabryk, warsztatów pracy, powinien zawsze iść zgodnie ręka w rękę z inżynierem, czuwającym nad bezpieczeństwem maszyn narzędzi, urządzeń elektrycznych, pracowni.

***

Niezmiernie ciekawą jest historia higieny pracy.

Pierwszym objawem świadomości robotników, pierwszym symptomatem sprawiedliwości społecznej w sprawie robotniczej, była chęć, gorące pragnienie, żądanie otoczyć pracę najmity warunkami higienicznymi.

Początkowo nie tyle szło robotnikom i ludziom broniącym ich doli o podniesienie płacy roboczej, ile o ich zdrowie i życie.

Z jednej strony robotnicy zauważyli, że ich pracownie (fabryki, warsztaty, kopalnie), w porównaniu nawet z ich nędznymi mieszkaniami, są siedliskiem wszelkich chorób, grobem. Domagali się przeto dla zakładów swej pracy więcej powietrza, światła, czystości, bezpieczeństwa, krótszej pracy, a dla swych żon i dzieci oszczędzania im zdrowia.

Z drugiej strony różni filantropi, ludzie miłosierni litowali się nad schorzałymi dziećmi pracującymi w fabrykach, nad marnowaniem zdrowia i charłactwem robotników, którzy zaciągali się do pracy w pełni sił.

Prawodawcy, rządy, pod presją opinii publicznej, wydawały najpierw prawa dotyczące higieny pracy.

W Anglii wydano w 1802 roku pierwsze prawo, na mocy którego wizytatorzy fabryk w razie chorób zaraźliwych mogli domagać się od fabrykantów wezwania lekarzy w celu zwalczania zarazy. Później wydano całą moc oddzielnych praw, lecz dopiero w 1901 roku wydana została Ustawa Kodyfikacyjna ogólna, która zgrupowała i skonsolidowała różne rozporządzenia i dekrety w sprawie ochrony pracy.

We Włoszech w 1900 i 1901 roku rozbudził się gorączkowy ruch w dziedzinie higieny pracy wśród profesorów, lekarzy, społeczników i robotników. Zaczęto wydawać pismo „Il lavoro”, organizować kliniczne wykłady chorób zawodowych, a miasto Mediolan buduje wspaniały szpital specjalnie dla ofiar pracy i daje inicjatywę „Szkole psychologii doświadczalnej”, gdzie odbywają się badania nad orientacją zawodową. W Mediolanie w 1906 roku zorganizowano pierwszy Międzynarodowy Kongres chorób zawodowych, a co dwa lata urządzano we Włoszech krajowe zjazdy higieny pracy.

Za „prawdziwą kolebkę” higieny pracy należy uważać Włochy, a nie Amerykę, gdzie wprowadzono po raz pierwszy Naukową Organizację Pracy, lecz ze względu na powiększenie wydajności pracownika, a nie jego zdrowie i życie.

W Belgii jeszcze w XIX wieku powstała wzorowa organizacja lekarskiej inspekcji pracy. Tam wyszły znakomite studia nad pracą przemysłową i znużeniem, tam w r. 1910 obradował drugi Międzynarodowy Kongres chorób zawodowych.

We Francji zajęto się higieną pracy na szerszą skalę dopiero z początkiem teraźniejszego wieku. Od 1905 roku zorganizowano systematyczne wykłady higieny przemysłowej w Paryżu w Narodowym Konserwatorium Sztuki i Rzemiosł, gdzie badają warunki i higienę pracy w różnych zawodach. W 1911 r. w Auteuil pod Paryżem urządzono specjalną pracownię do badań z zakresu higieny pracy.

W ostatnich latach przed wojną, w miarę zaostrzania się walki pracodawców z robotnikami, kwestia higieny pracy coraz więcej usuwana była na drugi plan.

A kiedy wojna wszechświatowa wybuchła, na świecie prawie całym zapomniano o higienie pracy. Fabryki amunicji, wszystkie warsztaty stały się rozsadnikiem chorób i zarazy. Robotnicy nie myśleli wtedy protestować z powodu braku higieny, obawiali się bowiem, ażeby ponownie nie wzięto ich na front do czynnej armii. Fabrykantom zaś i kontrolerom wojskowym bynajmniej nie szło o higienę, lecz o jak największy pośpiech w fabrykacji broni i wszelkich towarów dla wojska.

Zaledwie wojna przycichła, w Europie całej nastał okres gorących walk najmitów z pracodawcami o lepsze warunki życia i pracy. We wszystkich prawie krajach pracownicy osiągnęli ośmiogodzinny dzień pracy. Zgodnie z postanowieniem podpisanego Traktatu Wersalskiego w 1919 r. zwołaną została w Waszyngtonie Pierwsza Międzynarodowa Konferencja Pracy, która położyła podwaliny dla Międzynarodowego Biura Pracy w Genewie. Biuro to rozwija się coraz więcej, należą do niego niemal wszystkie kraje. Głównym jego zadaniem jest międzynarodowe ustawodawstwo ochrony pracy, a więc i ochrony zdrowia i życia pracowników. W 1920 roku Międzynarodowe Biuro Pracy powołało do życia w Genewie Komisję doradczą do spraw higieny przemysłowej, a właściwie do spraw higieny pracy. W skład jej wchodzą przedstawiciele higieny całego świata. Na corocznych międzynarodowych zjazdach roztrząsane są sprawy najżywotniejsze z dziedziny higieny pracy: znużenie, zmęczenie przy pracy, odpoczynek, choroby zawodowe, wybór zawodu itp.

Dziś wszędzie, w Europie i Ameryce, higiena pracy wywalczyła sobie prawo bytu, poczesne miejsce.

W ostatnich latach i we wskrzeszonej Rzeczypospolitej Polskiej higiena pracy toruje sobie ścieżki i coraz energiczniej walczy.

2. Higiena pracy, higiena zawodowa, higiena społeczna

Nie ma nic trudniejszego nad ścisłe określenie pewnych pojęć na pozór dla każdego zrozumiałych. Niechaj czytelnik zapyta jednego ze swych mistrzów, co to jest „ciepło, gorąco, praca, życie, moralność”, a każdy z nich odpowie co innego, będzie krytykował inne określenia.

W życiu praktycznym pracownicy od hebla, obrabiarki, igły nie mają czasu ani przygotowania do długich dysput, sofistyk, mędrkowania. Muszą mieć przed sobą pojęcie jasne, wyraźne, nie budzące wątpliwości, nie kruche u podstaw.

Jeżeli w jakiej gałęzi nauki pracownicy muszą posiadać ścisłe i jasne określenia, definicje, pewniki, to przede wszystkim w higienie – w nauce o zdrowiu, zwłaszcza w higienie pracy.

A właśnie w tej dziedzinie panują wielka rozbieżność i dowolność, nadzwyczajne pomieszanie pojęć. Higienę zawodową uważa się nawet w statutach organizacyjnych jakby za coś całkiem odrębnego od higieny przemysłowej lub higieny pracy. Higienę zaś społeczną – za jakieś mauzoleum, skarbiec, do którego się znosi wszelkie rodzaje higieny w czymkolwiek obchodzące społeczeństwo, a więc walkę z gruźlicą, chorobami wenerycznymi, chorobami zakaźnymi, morfiną, kokainą, alkoholem i zarazem higienę ludności, mieszkań, gleby, wody, powietrza, komunikacji, żywności, więzień…

Czas wielki, ażeby wyjść z tego chaosu, z tego labiryntu. Niejasność, niedokładność wywołuje nieporozumienia, tarcia. Ustawę lub rozporządzenie składa się do lamusa, do składu rupieci, gdyż artykuły i paragrafy nie odpowiadają życiu, nie odzwierciadlają dążeń i pragnień ludu pracującego, dla którego zbudowane jest cale ustawodawstwo socjalne.

Zarzuca się robotnikom rutynę, niechęć i wstręt do reform i ulepszeń w pracy, do nowej i naukowej organizacji, a w świecie pracodawców i przedsiębiorców nie lepiej, jeśli nie gorzej się dzieje.

W kwietniu 1926 roku w Nowym Jorku zebrała się już trzecia konferencja międzynarodowa, dotycząca normalizacji wyrobów przemysłowych, ujednostajnienia systemu miar, gwintu, śrub itp. Dwadzieścia państw brało tam udział i skończyło się na zawiązaniu organizacji międzynarodowej dla uzgodnienia pracy i na wybraniu komitetu.

W Genewie przy Międzynarodowym Biurze Pracy corocznie zbiera się Komitet Międzynarodowy higieny przemysłowej i tam już niejednokrotnie podnoszono sprawę nazw i określeń – przyjęto nawet nazwać międzynarodową Encyklopedię Higieny przemysłowej – Higieną Pracy.

W epoce dzisiejszej – organizacji pracy i produkcji – higiena pracy coraz głośniej domaga się swych praw, bierze w obronę pracę, pragnie ją oprzeć na zasadach nauki, fizjologii i psychologii.

Zanim przystąpimy do szczegółowego ich badania, musimy drogę utorować, wyplenić chwasty, postawić drogowskazy.

Raz na zawsze należy zrozumieć, że higiena pracy jest to pojęcie daleko szersze niż higiena zawodowa.

Higiena pracy stanowi macierzysty pień, od którego rozchodzą się większe gałęzie higieny, rzemiosł, górnictwa, handlu, biurowości, sztuki, rolnictwa itd. Takich wielkich gałęzi jest co najmniej 18: przemysł mineralny, hutniczy, maszynowy, chemiczny, włókienniczy, papierniczy, spożywczy, poligraficzny, drzewny, garbarski, budowlany itp.

Te zaś wielkie gałęzie rozdzielają się na małe gałązki – zawody, których mamy setki i tysiące.

Higiena więc pracy, higiena przemysłowa, higiena zawodowa stanowią jedną całość, jeden pierścień zdrowia, który coraz silniejszym winien się stawać, a nie rozluźniać.

Obok higieny pracy coraz więcej wysuwa się naprzód higiena społeczna. Jest to beniaminek licznej rodziny higieny, ćwierć wieku zaledwie on żyje. Uczniowie wielkiego uczonego Francuza, Pasteura nazwali ten dział higieny – społeczną. Wystarczyło to, ażeby nawet w demokratycznym wolnym Paryżu wykładano ją przez całe lata, hen daleko w zaułkach, w uniwersytetach ludowych, zanim czas i prawda nie wywaliły bram Sorbony – uniwersytetu paryskiego.

Nie można dowolnie określać higieny społecznej, podciągać pod nią wszystkich gałęzi higieny.

Higiena społeczna istotna, prawdziwa powinna odpowiadać trzem warunkom:

1)  bronić społeczeństwa od szkodliwych wpływów i szkodliwego działania różnych chorób i zarodków chorobotwórczych;

2)  wykazywać szkodę powszechną, jaką przynoszą warunki sprzyjające chorobom;

3)  działać nie tylko ustawami i rozporządzeniami, ale i przez zrzeszenia społeczne oraz uświadamianie.

Do higieny społecznej należy walka z gruźlicą, z chorobami zakaźnymi, z morfinomanią i kokainomanią, z chorobami wenerycznymi, z alkoholizmem.

Do higieny społecznej można także ogólnie zaliczyć walkę z nędzą ludu pracującego.

3. Przez higienę pracy ku naprawie Rzeczypospolitej

Niejeden z czytelników uśmiechnie się, czytając ten nagłówek. Weźmie mnie za maniaka, którego prześladuje idee fixe – higiena pracy.

A jednak za granicą – w Europie i Ameryce – zrozumiano ścisły związek między wydajnością robotnika a fizjologią, patologią i higieną pracy.

We Francji, Anglii i Stanach Zjednoczonych jest wiele instytucji zajmujących się tą nową dziedziną, o których u nas w Polsce nie wie się nawet z nazwiska. Tam fabrykanci i zrzeszenia robotnicze zapytują najwyższe Rady Higieny o opinię w kwestiach pracy i stosują się do niej. Tam higienista pracy jest uważany za niezbędnego rzeczoznawcę, jak inżynier technik do maszyn, kotłów, elektryczności, ogrzewania, opalania, przewietrzania.

W Rzeczypospolitej Polskiej dziś wszyscy nawołują do naukowej organizacji jakoby pracy, a właściwie produkcji, do amerykanizacji naszych fabryk, warsztatów i pracy, lecz higiena pracy leży u nas wciąż jeszcze odłogiem. Przedsiębiorcy, fabrykanci, związki zawodowe, pracownicy sami nie poszukują rady u higienistów pracy. Uważają bowiem higienę pracy za zbytek, za nowe drogie świadczenie, za źródło nowych wydatków i powiększenia kosztów robocizny.

Wszyscy nawołują do zwiększenia wytwórczości i wydajności pracownika. Kto żyw rady dziś daje, byle podnieść i ożywić nasz przemysł i handel. Nigdy w naszym społeczeństwie nie było tak ożywionych rozpraw na temat wzmożenia pracy robotnika, a nigdy nie myślano tak mało o jego zdrowiu i życiu.

Wszechświatowa długa wojna przez głód, nędzę i wyczerpanie nerwowe podkopała siły milionów robotników polskich, zmniejszyła ich odporność, a potem ciągłe kryzysy, inflacje, stabilizacje, jeszcze więcej przyczyniły się do zniszczenia ich zdrowia, mocy fizycznej i duchowej.

Nasi moraliści, nasi przedsiębiorcy wszystkie niedomagania społeczne kładą na karb opieszałości i lenistwa robotników, na ich mniemane przywileje, na ich różnorodne ubezpieczenia.

Tymczasem fala lenistwa, która przebiegła świat cały jak istna newroza powojenna, już przeminęła. Ubezpieczenia w Polsce są daleko niższe niż w innych krajach cywilizowanych, a przywileje są chyba tylko na papierze. Wszyscy wiemy, czy kobiety nie pracują na prowincji w nocy, czy ustawa o czasie pracy jest ściśle przestrzegana i czy nie zezwala na liczne wyjątki.

Polski robotnik jest bardzo posłuszny. Nieuświadomiony higienicznie, żądny pracy, zgłodniały, chętnie zgadza się pracować w najohydniejszym zakładzie pracy, w najszkodliwszych warunkach, sam niemal dobrowolnie nadstawia swój kark pod jarzmo.

Głód wciąż powtarzający się, przymieranie głodem – to najstraszniejsza choroba, o której nawet higienista nie ma dokładnego pojęcia. Nie zgłodniały więc robotnik jest winien, że zaprzęga się do pracy uśmiercającej, lecz przedsiębiorca, który mu ją daje, lecz urzędy, co stoją na straży pracy najemnej, lecz higienista, co zwie się higienistą pracy i prawdy nie chce odsłonić.

Co winien linotypista, pracujący siedem godzin bez przerwy (wbrew ustawie o czasie pracy) pomimo ciągłego narażania się na zatrucie ołowiem i wielkiego przemęczenia, skoro związki drukarzy dały „milczącą” zgodę na pracę bez przerwy?

Co winien malarz używający bieli ołowianej, skoro nawet Międzynarodowe Biuro Pracy zezwala na malowanie zewnątrz i wewnątrz, jeśli w farbie nie ma więcej ołowiu nad 2%? A przecież ołów nagromadza się we krwi i tkankach i nie wydziela się natychmiast z organizmu. Zresztą kto i jakim sposobem będzie analizował farbę malarza. To niewinne ustępstwo na 2% ołowiu całą konwencję czyni iluzoryczną.

Gdziekolwiek zwrócimy oczy, wszędzie w przemyśle, rzemiosłach, górnictwie, widzimy ogromne braki w dziedzinie higieny pracy. Nikt się o nią nie zatroszczy, projekty ustaw i rozporządzeń butwieją w szufladach komisji sejmowych.

Wszyscy zaś dziś nawołują do pracy. Hasło „zwiększyć wydajność pracy” ma świat odrodzić, nowe życie wskrzesić, uratować Polskę znad przepaści.

Na hasło odrodzenia wszyscy się godzą. Przemysłowcy, kapitaliści, inżynierowie dzień i noc myślą, jakby zwiększyć wydajność pracy.

Ale któż z nas widział, kto słyszał, ażeby w skarbnicy higieny pracy czerpano ożywcze soki dla wydajności pracy? Czyż przy wprowadzaniu nowych maszyn, nowych metod i systemów pracy nie decydują tylko inżynier i przedsiębiorca, ale nie fizjolog, nie higienista?

Historia się powtarza…

Ongi przed wiekami, średniowieczni uczeni, alchemicy poszukiwali wciąż w swych pracowniach kamienia filozoficznego, co świat by wzbogacił, starca odmłodził, życie unieśmiertelnił. A nie widzieli przed sobą najprostszych pierwiastków, ukrytych sił przyrody, dzięki którym dzisiejsi uczeni fizycy i chemicy krzeszą iskry elektryczne, ultrafioletowe promienie, radio i inne cuda natury.

Podobnież dzieje się z wydajnością pracy człowieka. Aby ją zwiększyć, podwoić, zmusza się robotnika do podwójnej pracy, znosi się pracę na dniówkę, przerwy, odpoczynek… A tymczasem higiena pracy stoi odłogiem. Nikt w niej nie szuka leków i zbawienia. Nikt nie chce poznać czarownych jej skutków.

Kiedyż i w tej dziedzinie zorza zaświta, prawda-nauka zwycięży?

Niechaj robotnik nasz odżywia się dobrze, mieszka po ludzku, przychodzi do fabryki niezmęczony, niechaj zakład pracy będzie dlań ogniskiem zdrowym, wesołym i schludnym, niechaj praca jego nie będzie szkodliwa, męcząca, ciężka i wyczerpująca, a wydajność pracy się zwiększy, robotnik przestanie złorzeczyć, lud polski nie będzie tak cierpiał, Polska wejdzie na nowe tory.

4. Zapobiegać, walczyć czy leczyć

Minęły bezpowrotnie czasy znachorów, zamawiaczy, lekarzy bezmyślnie przepisujących długie listy leków. Zmieniły się poglądy na medycynę, zmieniły dążenia. Dziś ludzie nauki rozumieją, że przede wszystkim należy zapobiegać chorobom, zwalczać chorobotwórcze warunki.

Przy obecnym ustroju społecznym, przy obecnym ustroju pracy, przy coraz większym łamaniu artykułów podstawowych ustawodawstwa robotniczego, przy wycieńczeniu całego proletariatu wszelka istotna choroba dla robotnika nigdy nie przechodzi bezkarnie – niszczy ona, osłabia jego organizm, pozostawia na zawsze głęboką skazę, jeżeli nie otwiera na oścież wrót do śmierci.

Każda choroba w ogólności, każda zakaźna choroba robotnika, nieraz śmiertelnie uraża, gdyż nie jest odporny, a wszystkie jego organy są osłabione i wycieńczone. A gdy przyjdzie choroba zawodowa powstająca wskutek wykonywania zawodu, z istoty danej pracy lub warunków, wśród których się odbywa, wtedy organizm jeszcze groźniej i niebezpieczniej zostaje dotknięty, a lekarz mało zdziałać może.

Warunki pracy odgrywają bodaj największą rolę w higienie pracy, do liczby warunków zaś należy używanie surowców, materiału, produktów, stosowanie metod pracy i sposobów produkcji.

Dziś pojęcie chorób zawodowych jest daleko szersze i głębsze niż dawniej. Przemęczenie np. uważa się za chorobę zawodową, a do higieny pracy należy: długość dnia roboczego, przerwy przy pracy, odpoczynek, praca na dniówkę, na akord lub premię, praca nocna, odpoczynek niedzielny, praca młodocianych i kobiet itp.

W chorobach zawodowych ważnym jest wielce ulżyć choremu, wzmocnić jego organy, usunąć z organizmu jad i trucizny. Na nic się jednak nie zda żadne leczenie, jeżeli pozostawimy robotnika w dawnych warunkach, np. jeżeli malarz dotknięty kolkami ołowiowymi, a więc na wskroś zatruty ołowiem, musi znów pracować w malarstwie.

Higieniście pracy nie o leczenie chorób zawodowych chodzi, lecz o zapobieganie, o ich zwalczanie.

Zapobieganie chorobom zawodowym jest to stworzenie dla pracy takich warunków, wśród których choroba zawodowa nie mogłaby powstać.

Zwalczanie zaś chorób zawodowych, a lepiej mówiąc walka z nimi, jest to bezzwłoczne usuwanie, niszczenie w zarodku chorobotwórczych czynników bądź pod postacią bakterii lub chemikaliów, bądź też pod postacią szkodliwych metod pracy lub szkodliwych sposobów produkcji.

Zwalczanie chorób zawodowych zakreśla szersze kręgi, dalej idzie niż zapobieganie im. Ono stanowi jakby drugi etap higieny pracy. Czynniki chorobotwórcze już czyhają w zakładzie pracy na swą ofiarę, robotnik jeszcze usiłuje pracować, gdyż organizm jest tylko narażony, podminowany, lecz nie jest jeszcze dotknięty, nie potrzebuje się leczyć.

Istnieje różnica między zapobieganiem a zwalczaniem chorób zawodowych, są to bowiem dwa odmienne etapy, dwie różne metody higieny pracy. Nie można jednak zbytnio rozgraniczać tych dwóch pojęć wzajemnie uzupełniających się i mieszczących w ogólnym pojęciu higieny.

Ważnym jest zrozumieć, że zapobieganie chorobom zawodowym i ich zwalczanie to nie jest leczenie, lecz higiena pracy, a przy tym higiena całkiem specjalna, całkiem odrębna.

Ażeby poznać higienę pracy w całej pełni, ażeby nie stosować do niej utartych szablonów, ażeby przystosować się do wymogów życia i dążeń klasy robotniczej, nie dość być higienistą nawet dyplomowanym, lecz koniecznym jest zżyć się z pracą robotników, poznać w szczegółach jej sposoby, metody, surowce, narzędzia, warsztaty, pracownie.

Każda fabryka, każdy zakład pracy to nowe laboratorium czy też obserwatorium dla higienisty pracy.

W Anglii i Belgii od dawna zrozumiano tę sprawę i przy Głównej Inspekcji Pracy jest zorganizowana Inspekcja Lekarska złożona z setek lekarzy-higienistów. U nas z powodów oszczędnościowych nie można było zaprowadzić podobnej organizacji.

W nowym Rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej o Inspekcji Pracy w składzie Inspekcji mają być przewidziani specjalni urzędnicy do spraw higieny pracy z wykształceniem lekarskim, fachowi doradcy w zakresie spraw higienicznych [1]. To rozporządzenie stwarza nową erę dla higieny pracy. Higieniści pracy – lekarze, inspektorzy pracy, inżynierowie, społecznicy w zwartym pójdą szeregu ażeby zgodnie i z całą siłą walczyć o zdrowie robotnika.

5. Jak szerzyć higienę pracy?

Na nic się nie przydadzą żadne ustawy higieny pracy, rozporządzenia, nakazy, jeśli sami pracownicy nie wywalczą ich sobie, nie poznają do głębi istoty i celu higieny pracy, nie będą jej bronili zawsze i wszędzie.

Higiena pracy różni się wielce w swym celu, zadaniu i środkach od innych gałęzi higieny. Od czystości wody, powietrza, ulic, mieszkań, szkoły, rzeźni, piekarni zależy zdrowie ogółu, nie tylko robotników, lecz i pracodawców.

Od zdrowotności zaś pracowni, higieny samej pracy zależy tylko zdrowie pracowników, których zawsze jest nadmiar i których można w każdej chwili zastąpić silniejszymi i zdrowszymi. Jest nawet pozorna sprzeczność co do higieny pracy między interesem robotników a przedsiębiorców.

Uświadomiony higienicznie pracownik żąda zniesienia pracy nocnej, pracy ciężkiej, szkodliwej i niebezpiecznej, żąda odpoczynku, urlopów płatnych, czystych przestronnych pracowni, jadalni, szatni, wygodnych i bezpiecznych warsztatów i narzędzi, światła i ciepła. A pracodawca nie chce słyszeć o nowych wydatkach na zdrowie, nie może czy nie chce zrozumieć, że higiena pracy zwiększa jej wydajność.

Każdy wykształcony fizjolog pracy lub higienista może badać i studiować fizjologię, patologię i higienę pracy, nie każdy jednak może ją krzewić wśród rzesz pracujących, dążących do uświadomienia społecznego. Prawdę mówiąc, wszystkie nauki dla robotników powinni wykładać wykwalifikowani nauczyciele, rozumiejący ich aspiracje i współczujący ich niedoli. A cóż dopiero higienę pracy.

Nietrudno chyba zrozumieć, dlaczego tak żółwim krokiem postępuje ona, dlaczego spotyka tyle przeszkód, dlaczego tak rzadko ludzie nauki zrywają maskę obłudy.

Higienista pracy musi być społecznikiem z krwi i kości, musi zgłębić poglądy społeczne, wyczuć i ukochać nowy świat, nowe dążenia. Dawać rady, jak pracę ulżyć i opromienić, jak uczynić z niej źródło rozkoszy i szczęścia – to nie to samo, co przepisać proszek na gorączkę, nastawić nogę zwichniętą lub odkazić spluwaczkę.

Ażeby być dobrym higienistą pracy, nie potrzeba koniecznie być dyplomowanym lekarzem. Przyrodnik, technik, inżynier, inspektor pracy, sekretarz związków zawodowych, nauczyciel, robotnik może stać się doskonałym higienistą pracy, byleby poznał podstawy higieny i zrozumiał dokładnie, na czym polega istotna higiena pracy.

Niezmiernie ciekawą była dyskusja na temat „medycyny społecznej” na jednym z posiedzeń Towarzystwa higieny przemysłowej i społecznej w Paryżu.

Głośni higieniści, Martial i Frois, opowiadali, jak założyli w 1903 roku wraz z sekretarzami związków zawodowych, Briat i Manoury, Towarzystwo robotnicze dla szerzenia higieny w warsztatach wśród robotników. Co tydzień odbywały się liczne zebrania Towarzystwa w gmachu Giełdy Pracy. Była to kuźnia prawdziwa higieny pracy. Tam powstały wszystkie projekty ustaw i rozporządzeń co do zapobiegania chorobom zawodowym, ich odszkodowania, co do ubezpieczenia od wypadków przy pracy itp. Cały program dzisiejszy higieny społecznej we Francji tam się zrodził i rozwinął. W przeciągu 6 lat istnienia Towarzystwo robotnicze do szerzenia higieny urządziło aż sześć krajowych kongresów, na których zbierali się wszyscy wybitni higieniści i robotnicy.

Byliśmy świadkami naocznymi gorącego współdziałania higienistów-lekarzy z żądnymi higieny robotnikami. Młodzieńczy zapał doktorów Frois i Martial ostygał w miarę nowych zaszczytów i sławy, lecz z uwielbieniem wspominają oni dziś jeszcze dawne błogie chwile, oddają sprawiedliwość robotnikom i nawołują do nowej współpracy.

Dla Polski francuskie Robotnicze Towarzystwo Higieniczne mogłoby poniekąd być przykładem i wzorem.

Wielu robotników, wielu społeczników polskich zdaje sobie sprawę z konieczności szerzenia wiadomości i zasad higieny pracy. Wielu pragnęłoby w czyn słowa zmienić. Rzecz to możliwa, lecz trudna i drażliwa.

Musimy bowiem sobie uprzytomnić, że higiena pracy jest ściśle związana z gospodarstwem społecznym, jest gałęzią socjalizmu.

Niechaj się więc nikt nie dziwi, że higiena pracy płynie nowym korytem wyżłobionym krwią najemników, że ma swą gwiazdę przewodnią, że pragnie żyć nowym życiem – nie może iść w ogonie Towarzystw już istniejących lub obumarłych.

Przepiękne, wielkie zadanie zarysowuje się przed nowym Polskim Towarzystwem Higieny Pracy, w skład którego wejdą społecznicy: higieniści i fizjologowie, inspektorowie pracy, sekretarze związków zawodowych – wszyscy dążący do lepszego, sprawiedliwszego ustroju.

Higiena pracowni, metod pracy, surowców, narzędzi, samych pracowników, wszystko od wskrzeszenia Polski leży odłogiem, spoczywa cierpliwie lata całe w teczkach ministerialnych lub sejmowych. Nie ma obecnie podstaw prawnych do jakichkolwiek przepisów higienicznych w fabrykach i warsztatach.

Dziś stają przed światem robotniczym nowe higieniczne zagadnienia: zmęczenie, znużenie, odpoczynek, przerwy przy pracy, chronometraż. A robotnicy, a fizjologowie higieniści milczą, niedopuszczeni są do zabierania głosu. O tych wielkich zagadnieniach społecznych i fizjologicznych rozstrzygają wyłącznie inżynierowie i pracodawcy.

We wszystkich szkołach powszechnych, średnich i wyższych zjawiają się coraz nowe przedmioty nauczania. Nie ma tylko miejsca na higienę pracy. A czyż nie powinien zapoznać się z nią do głębi, zrozumieć ją i ukochać każdy syn, każda córka robotnika, każdy człowiek myślący? W czasach obecnych mrowi się od zjazdów, wieców, uchwał i reform w dziedzinie oświaty. Cisza jednak grobowa o higienie pracy.

Dość już narzekań, żalów i westchnień… Dość roboty luzem! Uświadomieni społecznie higieniści i pracownicy powinni połączyć się w jedno grono, wspólnie studiować i badać higienę pracy, w zwartym szeregu walczyć o nią w samorządzie, rządzie i sejmie – zawsze i wszędzie.

6. Lekarze fabryczni

W Ameryce, w Waszyngtonie, już w r. 1919 rząd wydał broszurę – krytyczne studium o obsłudze lekarskiej w fabrykach amerykańskich. Praca ta była oparta na szczegółowym zbadaniu 155 wielkich prywatnych zakładów przemysłowych i 15 przedsiębiorstw państwowych. Miała na celu przekonać pracodawców i pracowników o potrzebie obsługi lekarskiej w fabrykach, zwrócić uwagę na swe badania i wnioski.

Niedawno, bo w 1926 r., National Industrial Conference Board na zasadzie obszernej ankiety podało, że przemysł amerykański na badania lekarskie robotników wydaje obecnie o 16% więcej, niż przed czterema laty. Na 446 wizytowanych fabryk w 255 robotnicy podlegali lekarskim oględzinom przed przyjęciem do pracy, a w większości wypadków i później, w pewnych odstępach czasu. Zaledwie w 11 zakładach pracownicy stosowali sprzeciw lub odnosili się z wielkim niedowierzaniem do oględzin lekarskich.

Wprawdzie te badania amerykańskie wykonywane są przeważnie w celu zwiększenia wydajności pracy, selekcji – wyboru najsilniejszych, najzdrowszych robotników, a usunięcia słabych i chorych, lecz pośrednio podnoszą zdrowotność i w fabrykach amerykańskich.

W Europie, gdzie ustawodawstwo robotnicze stoi daleko wyżej niż w Stanach Zjednoczonych, opieka lekarska we wszystkich niemal krajach jest zapewniona, lekarz czuwa nad higieną pracowni i pracą robotników.

W Rzeczypospolitej Polskiej, zwłaszcza w b. zaborze rosyjskim, na próżno byś szukał lekarza, pielęgniarki w znakomitej większości nawet wielkich przedsiębiorstw. A jakżeż ważnym jest szybko i umiejętnie leczyć w razie wypadku lub gwałtownej choroby. Wierzyć się nie chce, że nawet w Warszawie nie ma w fabrykach lekarzy i że ranny lub umierający długo nieraz jęczy, aż przyjedzie karetka pogotowia.

Od czasu obowiązkowego ubezpieczenia w Polsce robotników na wypadek choroby w Kasach Chorych oraz od wypadków przy pracy w Zakładzie Ubezpieczeń, polski pracodawca nie troszczy się zazwyczaj o ich zdrowie, o ambulatorium, apteczki, lekarzy fabrycznych, pielęgniarki.

Nasze zaś Ubezpieczenia, nasze Kasy Chorych nie rozumieją interesu własnego w podniesieniu zdrowotności warunków pracy, w zapobieganiu wypadkom przy pracy i chorobom zawodowym.

Kasy Chorych w Polsce są przepiękną instytucją, chlubą przed całym światem. Mogły były powstać tylko w chwili rozpędu wyzwoleńczego. Niechaj jednak przełamią okowy rutyny, nie tylko leczą, lecz i zapobiegają chorobom, niechaj pojmą swe wielkie posłannictwo i obowiązek: zajmować się higieną, dać wszystkim większym zakładom pracy swych higienistów, swych lekarzy fabrycznych.

Błędne jest mniemanie, że dziś robotnik naraża mniej swe zdrowie przy pracy niż dawniej. Surowce, narzędzia, maszyny w czasach obecnych są niebezpieczniejsze, więcej skomplikowane. Co ważniejsza jeszcze – dziś praca, choć krótsza, jest daleko więcej napięta, wymaga większego wysiłku jeśli nie mięśni, to naprężenia uwagi, nerwów i mózgu.

Społeczeństwo nasze, pracodawcy, nawet sami pracownicy i ich obrońcy nie rozumieją istoty i doniosłości higieny pracy. Dziś – w epoce reorganizacji pracy – lekarz fabryczny wybrany przez Kasy Chorych, a lepiej jeszcze przez zespół samych robotników, jest nie tylko wskazany, lecz konieczny, niezbędny. Czyż tylko należy czuwać nad maszynami, parą, prądem elektrycznym, a nie nad życiem i pracą człowieka?

Nie Kasy Chorych są winne, że w fabrykach nie ma lekarzy i higieny pracy, lecz ich wyborcy, sami robotnicy. Oni powinni wskazać, żądać i domagać się najpilniejszych reform, a nie ma ważniejszej reformy nad faktyczną, dokładną obsługę lekarską w zakładach pracy.

Patriarchalne czasy minęły na zawsze, nie wrócą już nigdy. Nikt ze społeczników higienistów nie pragnie powrotu dawnego typu fabrycznego lekarza z cesarskich czasów, pozostającego na żołdzie i pod wpływem przedsiębiorcy.

Dziś Kasy Chorych winny dostarczyć lekarzy fabrycznych wszystkim zakładom pracy, a muszą oni być wychowani i wykształceni na nowych podstawach, odpowiadających dzisiejszej nauce i duchowi czasu.

Oto najważniejsze wymagania uświadomionych pracowników:

1. Każdy zakład pracy powinien być pod stałym nadzorem lekarsko-higienicznym Inspekcji Pracy i Kas Chorych.

Jeżeli pracuje więcej niż 500 robotników lub robotnic, lekarz musi być co dzień w fabryce od 2 do 8 godzin (stosownie do liczby pracowników), a pielęgniarka fachowa przez cały przeciąg pracy.

Jeżeli pracuje robotników więcej niż 20, lekarz musi codziennie odwiedzić fabrykę, pielęgniarka zaś (lub choćby osoba obeznana nieco z ratownictwem) powinna stale w niej przebywać.

2.  Robotnicy mają prawo zasięgać porady lekarskiej podczas pracy lub w przerwach.

3. Lekarz fabryczny obowiązany jest wydawać bezpłatnie świadectwa lekarskie robotnikom młodocianym i dorosłym na zasadzie swych oględzin.

4.  Lekarz fabryczny obowiązany jest czuwać nad higieną pracowni, pracowników, metod pracy, narzędzi, surowców. Wszystkie swe spostrzeżenia i uwagi powinien komunikować inspektorowi pracy.

5. Lekarz fabryczny obowiązany jest co dwa tygodnie mieć dla robotników pogawędkę z higieny pracy.

6. Każdy lekarz fabryczny powinien uczęszczać na kursy dokształcające z higieny pracy i mieć odpowiednie świadectwo.

7. Każdy lekarz fabryczny, każda pielęgniarka na uzasadnione żądanie robotników zakładu pracy powinni być zmienieni przez Kasy Chorych.

Lekarz fabryczny musi posiadać zaufanie robotników. Nie jest ich stróżem ani żandarmem, lecz doradcą i powiernikiem.

7. Nauka higieny a inspekcja pracy

We wszystkich krajach, gdzie tylko jest zorganizowana inspekcja pracy, przekonano się o konieczności i potrzebie nauki higieny.

Na niewiele się zdadzą głośne ustawy o czasie pracy, o odpoczynku godzinnym po sześciu godzinach pracy, o zniesieniu pracy nocnej, o płatnych urlopach, o pracy młodocianych i kobiet, martwą literą zostaną szumne rozporządzenia, jeżeli sami robotnicy nie zrozumieją ich podstaw zdrowotnych, jeżeli przede wszystkim inspektorzy pracy nie przejmą się higieną, nie wnikną w jej treść, nie przestaną jej traktować po macoszemu.

Uchwala się ustawy, rozporządzenia, wydaje nakazy, stosuje wyjątki na podstawach i wymogach nauki higieny, lecz ze względów jakoby ekonomicznych, a więcej jeszcze oportunistycznych.

Od inspektorów pracy wymaga się znajomości prawa administracyjnego, cywilnego, karnego, technicznego, umiejętności życia, lecz bynajmniej nie gruntownej znajomości higieny i jej zastosowania w zakładach pracy.

Któż zresztą u nas w Polsce nie zna higieny, kto nie umie leczyć, nie umie zapobiegać chorobom? Wszyscy nasi dygnitarze, nasi mędrcy i panowie udekorowani, nie leczą się dziś, nie radzą u profesorów medycyny lub biegłych dyplomowanych praktyków, lecz u znachorów i szalbierzy…

W dzisiejszej powojennej epoce przełomowej, w chwili wszechświatowego marazmu istotna nauka, oparta na badaniu i doświadczeniu, w Polsce jest w poniewierce. Dziś panują wszechwładnie obskurantyzm, jasnowidztwo, intuicja, okultyzm, hipnotyzm, magnetyzerstwo. Wróżki i media zastąpiły naukowych badaczy.

W takiej epoce, w takich warunkach trudno i ciężko wywalczyć grunt i podstawy dla nauki higieny, a zwłaszcza dla higieny pracy. Każdy ma się za powołanego na higienistę. Fabrykant, przedsiębiorca, inżynier, majster, urzędnik cywilny czy wojskowy, kandydat na inspektora pracy, wszyscy uważają się za doskonałych znawców higieny, szczególniej jeśli należą do jednego z towarzystw tak zwanych organizacji pracy pod godłem Taylora albo zwiedzili na miejscu fabrykę Forda lub innego amerykańskiego miliardera.

Charakterystycznym jest, że jedynie Francja, tak pogardzana przez Amerykanów pod względem organizacyjnym i higieniczno-sanitarnym fabryk, zdaje sobie jasno sprawę, jakimi sposobami należy podnieść higienę pracy, na jakie tory należy ją zwrócić. Odpowiednio przygotowana, wykształcona i dokształcana Inspekcja Pracy może podołać temu zadaniu.

Francuzi rozumieją, że nie dość słuchać wykładów higieny, nie dość jest nawet mieć dyplom lekarza, ażeby poznać jej tajniki i być higienistą przemysłowym w całym znaczeniu tego słowa.

We Francji po raz pierwszy prawo z 1874 r. zorganizowało Inspekcję Pracy złożoną z 15 inspektorów, których liczba już przed wojną dosięgła 144 (inspektorów okręgowych 11, inspektorów obwodowych 114 i inspektorek 19). Pomimo posiadania różnych dyplomów wszyscy kandydaci na inspektorów pracy muszą zdawać egzamin konkursowy przed Komisją powołaną przez Ministerstwo Pracy. A egzamin ten nie jest czczą formalnością, nie ogranicza się tylko do ustawodawstwa robotniczego i bezpieczeństwa pracy, lecz dotyczy również bardzo poważnych zagadnień z dziedziny higieny przemysłowej i dzieli się na dwie lub trzy części: pisemny trwający 2 godziny, ustny i praktyczny odbywający się w paryskim Konserwatorium Sztuki i Rzemiosł.

Francuzi nie zadowalają się tymi konkursami. Profesorowie Cazeneuve, Paul Courmont, Leon Bernard żądają, ażeby we wszystkich większych miastach były zorganizowane Instytuty Higieny, gdzie kandydaci na inspektorów mogliby słuchać kursów przynajmniej przez 3 miesiące.

Przy takim programie, przy takiej nauce higieny francuscy inspektorowie pracy nieraz wybijają się na pierwszorzędnych uczonych, jak Frois i Boulin, albo zamieszczają doskonałe artykuły z higieny pracy w urzędowym Biuletynie Inspekcji Pracy i Higieny Przemysłowej.

Droga dla polskiej Inspekcji Pracy co do higieny jest prosta i otwarta: powinna iść utartą ścieżką francuskiej Inspekcji.

1) Konkurs na inspektorów pracy z zakresu higieny przemysłowej musi być pogłębiony i trudniejszy. Nie tylko powinien być egzamin ustny, lecz i piśmienny oraz praktyczny, program zaś jego muszą układać higieniści pracy, nie zaś prawnicy lub inżynierowie.

2)  Ze względu na wielkie postępy w nauce higieny, wszyscy inspektorowie pracy co 3 lata powinni przechodzić kursy dokształcające.

3) Przy ważniejszych Okręgach Inspekcji Pracy powinni być bezwarunkowo inspekcyjni lekarze pracy doskonale obznajomieni z higieną.

4) We wszystkich większych miastach, gdzie są uniwersytety i politechniki oraz katedry higieny, należałoby co rok urządzać dwumiesięczne wykłady, na które powinni by uczęszczać inspektorowie pracy i kandydaci na inspektorów.

5) Inspekcyjni lekarze czy też higieniści pracy muszą być w jak najściślejszym związku z Inspekcją Pracy, która jest organem Ministerium Pracy i Opieki Społecznej.

6)  Czym prędzej powinien powstać pod egidą Ministerium Pracy Państwowy Instytut Badania Pracy, w którym głównymi sekcjami byłyby Fizjologia i Higiena Pracy.

8. Związki zawodowe a higiena pracy

Przeglądając zdobycze ludu pracującego na polu higieny pracy w 25. rocznicę założenia Międzynarodówki Zawodowej, widzimy, że są na ogół bardzo znikome i że osiągane są prawie zawsze drogą walki.

Patrzmy na demokratyczną, od dawna utrwaloną Rzeczpospolitą francuską. Robotnicy w fabrykach zapałek zdobyli zakaz używania białego fosforu tylko dzięki strajkom w 1895 roku. Piekarze uzyskali w 1919 r. prawo zakazujące pracy nocnej w piekarniach tylko dzięki całemu szeregowi strajków przez długie lata w całej Francji. Malarze od 1 stycznia 1915 r., po długiej i mozolnej walce, otrzymali prawo zakazu używania w malarstwie bieli ołowianej.

Robotnicy francuscy na swych zjazdach robotniczych zawodowych, krajowych i międzynarodowych, zawsze podnosili sprawy higieny i bezpieczeństwa pracy, a jakżeż rzadko osiągali zwycięstwo!

Jak we Francji, tak i w innych krajach wolnych trzeba było zdobywać w dziedzinie higieny pracy piędź za piędzią, krok za krokiem, a zawsze walcząc.

Myliłby się wielce społecznik, który by sądził, że Międzynarodowe Biuro Pracy, założone po wszechświatowej wojnie przy Lidze Narodów, energicznie i samorzutnie kuje prawa higieny pracy, daje inicjatywę do rozporządzeń higienicznych w fabrykach, przyczynia się w znacznym stopniu do szybkiego wprowadzania w życie międzynarodowego kodeksu higieny i bezpieczeństwa pracy.

Wszak wszyscy jesteśmy świadkami, jak strasznie wolno posuwa się sprawa „wąglika”, ile to już milionów wydano na różne wywiady, badania i zjazdy, jak ograniczone jest prawo zakazu używania trujących związków ołowiu, jak wielką rolę odgrywają tu odnośne interesy wielkich państw rządzących światem całym, jak złudnymi wydają się nieraz liczne zlecenia, konwencje, konferencje, kongresy.

Międzynarodowe Biuro Pracy w Genewie, zorganizowane w ramach obecnego ustroju społecznego, liczyć się musi z interesami pracodawców.

Robotnicy, klasowe związki zawodowe, choć uważają Międzynarodowe Biuro Pracy za instytucję pożyteczną i posyłają tam swych delegatów, muszą w dziedzinie higieny pracy dążyć do uświadamiania się, do samodzielnego poznania jej istoty, do liczenia na własne siły.

Nawet higieniści pracy nie powinni być ich kierownikami, lecz tylko rzeczoznawcami, doradcami.

Palące dziś kwestie z higieny pracy – racjonalna organizacja pracy, orientacja zawodowa, praca nocna, ośmiogodzinny dzień pracy, przerwy przy pracy, odpoczynek – powinny być przede wszystkim roztrząsane i rozważane, i decydowane przez związki zawodowe, ich zjazdy krajowe i międzynarodowe.

Sami robotnicy, przy pomocy doradców fachowych, powinni je zgłębić, poznać, skontrolować.

O, gdyby związki zawodowe i ich sekretarze rozumieli, poznali higienę pracy… Czyżby robotnicy zgodzili się zastąpić pracę na dniówkę, pracą od sztuki, na akord, na system premiowy? Czyż robotnicy na linotypach pracowaliby siedem godzin bez przerwy, a malarze używaliby farb z minią (tlenkiem ołowiu) lub bielą ołowianą?

Utarło się powszechnie mniemanie, że fizjologia i higiena pracy niedostępne są dla robociarzy, że stanowią przywilej dyplomowanych synów burżuazji. Zbytecznym jest chyba obalać ten przesąd.

Dzisiejszy robotnik może zrozumieć urządzenia elektryczne, procesy chemiczne, zjawiska fizyczne – dlaczegóż mamy przed nim zamykać wrota higieny pracy? Minęły bezpowrotnie czasy nauk tajemniczych i zawiłych, nauczania niezrozumiałego dla przeciętnego śmiertelnika.

Dziś i nasze polskie klasowe związki zawodowe powinny wejść na nowe tory w sferze higieny pracy, powinny:

1)  Domagać się systematycznych wykładów higieny pracy w wyższych klasach szkół powszechnych i szkołach zawodowych.

2)  Organizować w związkach zawodowych pogadanki z zakresu higieny pracy w ogóle, a w szczególności danego zawodu.

3)  Zakładać w związkach zawodowych biblioteczki (wraz z przezroczami, plakatami), odnoszące się do higieny i bezpieczeństwa pracy w danym zawodzie.

4)  Rozpatrywać, roztrząsać wszelkie reorganizacje i innowacje w danym zakładzie pracy z punktu widzenia higieny i bezpieczeństwa pracy.

Związki zawodowe w Polsce powinny rozszerzyć i pogłębić swoje działanie: muszą stać się ośrodkiem higieny pracy.

9. Uświadomienie wśród robotników w Ameryce

Pomimo pozornej higieny w fabrykach w Ameryce, pomimo okrzyczanych dobrodziejstw miliarderów-pracodawców, amerykańscy pracownicy zrozumieli, że „tayloryzm” i amerykańskie higieniczne reformy i przepisy w fabrykach mają zawsze na celu większą i lepszą wydajność pracy, a nie humanitarne względy, zdrowie i życie robotnika.

Zawodowe robotnicze związki w Stanach Zjednoczonych zorganizowały w ostatnich czasach Higieniczne Robotnicze Biuro (Workers’ Health Bureau) na podstawach czysto spółdzielczych, bez żadnej pomocy pracodawców i rządu. Celem jego jest ochrona zdrowia pracownika i jego rodziny. Każdy związek zawodowy urządza u siebie obsługę higieniczną przy pomocy i współpracy Biura, które ma swych lekarzy specjalistów.

Higieniczne Biuro Robotnicze ma następujące zadania: 1) badać naukowo warunki zdrowotne, w których pracują robotnicy każdego związku; 2) przedstawiać związkom odpowiednie zalecenia, środki zdrowotne; 3) opracować program kursu higieny przemysłowej; 4) zorganizować obsługę higieniczno-lekarską na użytek związków zawodowych (wizyty lekarskie, oględziny zębów, badanie wzroku itp.); 5) zachęcać higieniczne komitety robotnicze do wykonywania w pracowniach reform, uznanych za konieczne; 6) wybierać z największą uwagą lekarzy, pielęgniarzy, higienistów, którym ma być poruczona obsługa lekarska w związkach zawodowych.

Aby pobudzić związki zawodowe do tworzenia komitetów higienicznych, a z drugiej strony ażeby zapobiegać chorobom zawodowym, Biuro rozpowszechnia w bardzo wielkiej ilości odpowiednie nalepki, zalecenia itp. W sprawie np. zatrucia ołowiem Biuro wydało w kilku językach przeróżne druki i rozdało je wśród pracowników w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy.

U nas w Polsce higiena pracy najemnej w nader opłakanym jest stanie. Pracodawcy wylewają łzy krokodyle nad ośmiogodzinnym dniem pracy, podwyższeniem zapłaty. Ani im w głowie zdrowotność warsztatu, robotnika i samej pracy.

Rząd ze względów oszczędnościowych nie chce, czy nie może obarczać Inspekcji Pracy zbyt sumiennym i szczegółowym przestrzeganiem higieny przemysłowej w fabrykach i pracowniach.

Zresztą w młodej budującej się Polsce, przy naszym małym uświadomieniu, higienę pracy najemnej uważa się za jakieś mrzonki lub zbytek, który można odłożyć na późniejsze czasy.

Sami więc robotnicy polscy powinni zrozumieć pożytek i konieczność higieny pracy, powinni domagać się jej, powinni zorganizować przy swej Centrali Związków Zawodowych swoje Robotnicze Biuro Higieniczne.

dr Józef Zieliński
_________________________
Powyższy tekst to cały I rozdział książki Józefa Zielińskiego „Higiena Pracy”, Instytut Gospodarstwa Społecznego, Warszawa 1929. Od tamtej pory nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Przypis:
1. Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej o Inspekcji pracy z dn. 14 lipca 1927 r. (Dz. U. R. P. 67, poz. 590) przewiduje w art. 19 istnienie specjalnych lekarzy inspekcyjnych.

 

Publikowaliśmy już kilka tekstów Józefa Zielińskiego i o nim:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *