Jerzy Wendel

Dzieło sprawiedliwości społecznej nie jest sprzeczne z postępem materialnym

[1936]

Zwycięstwo Roosevelta w wyborach na prezydenta Stanów Zjednoczonych jest wspaniałą aprobatą czteroletnich wysiłków, rozwijanych przez prezydenta z niezmordowaną energią o urzeczywistnienie dzieła sprawiedliwości społecznej w ramach dobrobytu powszechnego. Na przekór gigantycznej propagandzie trustów, wielkiej bankowości i prasy Hearsta, naród amerykański złożył Rooseveltowi dowód zaufania równie powszechny i równie entuzjastyczny jak ten, który w marcu 1933 roku wprowadził go po raz pierwszy do Białego Domu.

Triumf Roosevelta w Stanach Zjednoczonych został powitany z żywą radością również w europejskich kołach zwolenników nowych dróg w życiu społecznym i gospodarczym. Od chwili bowiem pierwszej jego elekcji – to znaczy od chwili rozpoczęcia wielkiego „eksperymentu” amerykańskiego, Roosevelt stał się ośrodkiem skupiającym zainteresowanie wszystkich tych, którzy – w różnych krajach – uświadomili sobie, że dobrobyt materialny krajów nie da się osiągnąć inaczej, jak na drodze radykalnego przeobrażenia metod polityki gospodarczej a przede wszystkim – społecznej. Gdyby Roosevelt poniósł klęskę, to ta klęska musiałaby doprowadzić do osłabienia ideologii wyobrażających dążność do rozumnej zmiany metod gospodarczych i przeciwstawiających się przestarzałej ortodoksji gospodarczej; przeciwnie, zwycięstwo Roosevelta oznacza szerokie otwarcie wrót dla nowych i śmiałych metod w ekonomii i nowy impuls do poszukiwania form organizacji społeczno-gospodarczej, w której ramach ludzkość znajdzie więcej dobrobytu i więcej sprawiedliwości.

W ciągu całego czasu trwania pierwszej kadencji Roosevelta wyznawcy szkoły „liberalnej” wieścili nieuchronne fiasko „eksperymentu” amerykańskiego. Utrzymywali, że reformy społeczne zawarte w New Dealu są dziecięciem najniebezpieczniejszej demagogii, że wszystkie zarządzenia stawiające sobie na celu roztoczenie kontroli nad bankami i trustami stanowią beznadziejną próbę wcielenia w życie jednej z najbardziej utopijnych teorii i że rzeczywistość bardzo szybko przywiedzie do opamiętania upartych doktrynerów amerykańskich.

W świetle rezultatu wyborów prezydenckich okazuje się, jak okrutnie życie zadrwiło sobie z krytyków Roosevelta. Nie tylko nie nastąpiły zapowiedziane katastrofy, ale namnożyły się oznaki, stwierdzające odrodzenie się pomyślności gospodarczej w Stanach Zjednoczonych w sposób tak oczywisty, że już chyba tylko ludzie całkiem uprzedzeni mogą upierać się przy swoich „wątpliwościach”.

Jakaż była sytuacja Stanów Zjednoczonych w roku 1933, kiedy Roosevelt po raz pierwszy obejmował urząd prezydenta? Kraj uginający się pod ciężarem trzynastomilionowego bezrobocia, powszechne moratorium, paraliżujące życie gospodarcze, dezorganizacja aparatu kredytowego, katastrofalnie rozwarte „nożyce” cen, waluta pogrążona w odmęcie upadku. Stany Zjednoczone znajdowały się naprawdę na skraju przepaści.

Kiedy tylko pierwsze, doraźne środki zastały zastosowane, Roosevelt wkroczył na tory swej wielkiej polityki, mającej wkrótce tak dobroczynnie oddziałać na sytuację kraju. Wbrew opinii powszechnie wyznawanej – i której w swej niechęci do wszelkiego dogmatyzmu prezydent nie próbował się nawet przeciwstawić – polityka Roosevelta nie była bynajmniej luźnym zbiorem improwizacji nieustannie zmienianych pod wpływem biegu wypadków. Kiedy odczytuje się dziś przemówienia wygłaszane przez Roosevelta podczas kampanii wyborczej, nie podobna oprzeć się podziwowi, jak wiele urzeczywistnień rooseveltowskich pokrywa się bez reszty z ideami, wokół których skupia się tak olbrzymia większość narodu amerykańskiego.

,,Rząd amerykański – brzmiały słowa orędzia, inaugurującego akcję rooseveltowską – ma niesłychanie doniosłą misję do spełnienia, misję stworzenia nowego porządku ekonomicznego. Państwo ma obowiązek interwencji w dziedzinę praw ekonomicznych swych obywateli. Obowiązek ten musi być spełniony natychmiast, albowiem jest to nieodzowne dla zapewnienia owego minimum sprawiedliwości społecznej, jakiego dotychczasowy system – a raczej dotychczasowy chaos – nie dawał zupełnie. Trudności naszej epoki narzucają kategoryczny imperatyw interwencji państwa, interwencji będącej jedynym środkiem uchronienia naszej cywilizacji materialnej od nieuniknionej ruiny”.

***

Prezydent Roosevelt pozostał wierny swym pierwotnym założeniom. Jego „eksperyment”, oceniany z perspektywy czterech lat, jawi się nie jako dzieło empiryczne, ale jako zespół konstruktywnych reform, pomyślanych jako sposób usunięcia wadliwości struktury gospodarczej Ameryki powojennej. Wskutek tego eksperyment ów wykracza swą doniosłością poza granice kraju, w którym został zastosowany, przynosząc nauki i wskazania dla innych krajów, ścierających się również z podobnymi trudnościami strukturalno-gospodarczymi. Czyż bowiem rozwiązania amerykańskie nie odpowiadają aspiracjom wszystkich narodów, poddanych niszczycielskiej mocy kryzysu?

Wskrzeszenie równowagi ekonomicznej w ramach gospodarstwa narodowego, ochrona pracy ludzkiej, jako najważniejszego czynnika dynamiki gospodarczej, walka z nadużyciami zorganizowanego kapitału przemysłowego i finansowego – czyż nie odnajduje się w tych dążeniach polityki rooseveltowskiej postulatów, zawartych we wszystkich programach odnowy społecznej, które stawiają sobie za cel zerwanie z bezduszną rutyną przeszłości?

Wielkie dzieło Roosevelta, „New Deal”, miało na celu przede wszystkim przywrócenie siły nabywczej ludności przez skrócenie czasu pracy i wcielenie w życie olbrzymiego programu robót publicznych. Zadaniem jego było również ukrócenie – przy pomocy surowych represji – nadużyć „kapitału zorganizowanego”, którego władcy, jak okazał skandaliczny proces Mitchele’a et consortes, umieli z ugorów kryzysowych wydobywać jeszcze góry złota, a w obawie przed odpowiedzialnością salwować się ucieczką jak pospolici przestępcy (Insull).

Jakże przedstawiają się po czterech latach rezultaty owego eksperymentu, który wyznawcy ekonomii liberalnej z góry skazali na katastrofalne załamanie? Produkcja przemysłowa, stan zatrudnienia, obroty handlowe – wszystkie niemal wskaźniki, jakimi zwykło się oceniać natężenie życia gospodarczego, zbliżają się do poziomu 1928 r., roku „prosperity”. Cyfra wyprodukowanych w r. 1936 automobili bije wszystkie rekordy z lat przedkryzysowych. Działalność United States Steel Corp., która jest uważana za prawdziwy barometr koniunktury amerykańskiej, wzmaga się w ciągu jednego roku o 25%, zyski towarzystw akcyjnych osiągają znów cyfry zawrotne.

Postępy osiągnięte w dziedzinie społecznej nie są mniej wydatne, aniżeli wskaźniki, zarejestrowane przez instytucje badań koniunkturalnych. Bezrobotni, którzy dotąd wspierani byli przez dobroczynność prywatną, stali się na skutek utworzenia instytucji nazwanej Federal Emergency Relief Administration obiektem bezpośredniej pomocy państwa. Równocześnie dzięki wysiłkom tej organizacji w kierunku dostarczenia pracy, ilość bezrobotnych została zredukowana z 13 do niespełna 9 milionów.

***

Wobec tych niezbitych dowodów odrodzenia gospodarczego Stanów Zjednoczonych, przeciwnicy Roosevelta szukają argumentów, mających wykazać, że to odrodzenie dokonywa się wbrew prezydentowi. Twierdzą, że poprawa jest następstwem faktu, iż New Deal poniósł na terenie konstytucyjnym szereg porażek przed sądem najwyższym i że wydane przez ten sąd wyroki, uwalniające życie gospodarcze z obręczy reglamentacji i kontroli, natchnęły kraj optymizmem i oddziałały pobudzająco na inicjatywę prywatną.

„Interpretacja” taka dałaby się może utrzymać, gdyby nie zapoznawała w sposób rażący faktu, że obserwowana poprawa występowała stopniowo, kolejnymi etapami od chwili rozpoczęcia „eksperymentu” Roosevelta. Gdyby nie pomijała również faktu, że wyroki sądu najwyższego nie miały dotąd żadnych skutków praktycznych, albowiem przemożna część przedsiębiorstw amerykańskich przestrzega w dalszym ciągu zasad płacenia i umów zbiorowych, ustalonych przez kodeksy pracy, do tego stopnia owa reglamentacja okazała się korzystna dla biegu życia gospodarczego.

Być może, że jest rzeczą przedwczesną twierdzić, że Stany Zjednoczone mają już wszelkie trudności poza sobą, że owe sny o „prosperity” stały się już ciałem. Wielomilionowa rzesza bezrobotnych świadczy, że do tego ideału jeszcze daleko. Tym niemniej jednak, dzięki dotychczas osiągniętym rezultatom, dzieło prezydenta Roosevelta narzuca się, jako doświadczenie płodne w różnorodne nauki i wskazania. Tzw. Blanket Code, ogłoszony 20 lipca 1932 r. zawierał odważne zapewnienie, że „ożywienie gospodarstwa narodowego nie może nastąpić inaczej, jak na drodze podniesienia poziomu płac, stworzenia nowych możliwości pracy i wzmożenia siły nabywczej ludności”.

I w rzeczy samej, całe ustawodawstwo Roosevelta nacechowane jest głębokim pragnieniem zapewnienia klasie robotniczej pewnych elementarnych warunków pracy i płacy oraz okiełznania anarchii produkcji i spekulacji, odpowiedzialnych za kataklizm 1929 r., normami i ograniczeniami podyktowanymi przez interes zbiorowości.

Jeżeli poprawa amerykańska będzie postępowała, to zasługą prezydenta Roosevelta pozostanie otwarcie nowych dróg, wiodących świat ku lepszym przeznaczeniom oraz okazanie, że – wbrew wszelkim sofizmatom egoizmów klas uprzywilejowanych – dzieło sprawiedliwości społecznej nie jest bynajmniej sprzeczne z postępem materialnym.

Zadokumentowanie tej prawdy – to największy dorobek Roosevelta, tego niezmordowanego pioniera nowego porządku, który z wolna wyłania się z olbrzymich przeobrażeń ekonomicznych XX wieku.

Jerzy Wendel
___________________________
Powyższy tekst ukazał się w  piśmie „Pracownik Samorządowy – dwutygodnik pracowników samorządu terytorialnego” nr 22, 1 grudnia 1936. Wydawcą pisma był Związek Zawodowy Pracowników Samorządu Terytorialnego RP, stanowiący część „lewego skrzydła” obozu sanacyjnego. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

 

Publikowaliśmy już inny tekst tego autora:
W poszukiwaniu polskiej idei gospodarczej 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *