Wiktor Erlich

Stanisław Brzozowski

[1937]

Jeśli w rozważaniach teoretycznych Brzozowskiego-marksisty nie brak elementów twórczych i pozytywnych, znajdziemy ich jeszcze więcej w jego „praktyce”. Metoda dialektyczna stała się dla Brzozowskiego nicią Ariadny w labiryncie zjawisk kulturalnych. Socjologicznemu ujmowaniu faktów kulturalnych zawdzięcza wspaniałe rzuty historiozoficzne, uderzające trafnością i wnikliwością analizy kultury intelektualnej współczesnej mu epoki, znakomite charakterystyki romantyzmu i „Młodej Polski”, jako uwarunkowanych społecznie formacji duchowych. Czy był jednak Brzozowski prawdziwym marksistą?

Na pytanie to trzeba by odpowiedzieć raczej negatywnie, i to nie ze względu na „odchylenia” filozoficzne autora „Legendy Młodej Polski”, lecz z uwagi na to, że Brzozowski nie przetrawił dokładnie i nie przyswoił sobie całkowicie klasowego stanowiska marksizmu. By się o tym przekonać, trzeba scharakteryzować w kilku słowach jego filozofię pracy, kształtującą się w miarę coraz bliższego kontaktu ze światem myśli Marksa i – dodajmy – teoretyka syndykalizmu, J. Sorela, którego poglądy zaczynają wywierać coraz silniejszy wpływ na postawę ideową Brzozowskiego.

Kwestia Brzozowskiego ideologii pracy ma dwa aspekty. Jest to przede wszystkim wynikające z założeń ideowych socjalizmu zsolidaryzowanie się z heroiczną walką polskiej klasy robotniczej o wyzwolenie społeczne i narodowe. Patosem walki o nowy ład tchnie niejedna karta „Legendy Młodej Polski”, smagająca tchórzowską ugodę i egoizm polskich klas posiadających, tchną wspaniałe filipiki przeciwko heroldom wstecznictwa i patetyczna apologia Polski podziemnej. Najsilniej zaś przemówił podziw dla heroizmu moralnego rycerzy rewolucji w słynnej powieści Brzozowskiego, „Płomienie”.

Inny charakter ma druga strona tego kultu pracy. Jest to po prostu apoteoza wysiłku fizycznego, stwarzającego podstawy naszej egzystencji, utrzymującego nas wobec przyrody, gloryfikacja procesu ekonomicznego jako źródła mocy biologicznej społeczeństwa. Proces ten staje się dla Brzozowskiego już nie czynnikiem warunkującym całokształt stosunków społecznych, lecz – niezależnie od warunków, w jakich się odbywa – najwyższą wartością, urasta do rozmiarów absolutu (niedostateczne przezwyciężenie metafizyki!).

Taka postawa myślowa musiała wyprowadzić Brzozowskiego daleko poza granice marksizmu; istotnie, hasła wyzwolenia człowieka pracy („swobodna, rządząca sobą praca”) zaczynają ustępować miejsca mętnej i wieloznacznej frazeologii – peanom na cześć pracy o posmaku raczej solidarystycznym.

Rozpoczyna się ostatnia wędrówka Brzozowskiego: od materializmu dziejowego do – nacjonalizmu. Nacjonalizm ten to system myślowy zupełnie odmienny, rzecz jasna, od szowinizmu „Polski zdziecinniałej”, bo wsparty o pewne zdobycze myśli marksowskiej – o socjologiczną interpretację faktów kulturalnych, o uznanie proletariatu (B. Suchodolski nazywa tę ideologię „nacjonalizmem proletariackim”) za źródło mocy biologicznej narodu. I oto ten, co przed kilkoma laty sławił bohaterską walkę „Narodnej Woli” z brutalną przemocą caratu, co w doskonałym studium o Hercenie ujawnił wyjątkowe zżycie się z myślą rewolucyjnej inteligencji rosyjskiej i dał wyraz całkowitej solidarności z jej dążeniami, wysuwa teraz w rozprawie „Kryzys w literaturze rosyjskiej” tezę o historycznej (obiektywnej) wspólności celów żywych sił rewolucyjnej Rosji i caratu – jako nosiciela mocy państwowej.

***

Scharakteryzowaliśmy w sposób schematyczny najważniejsze etapy ewolucji ideowej Brzozowskiego, wracamy teraz do wstępnych pytań: czyim ideologiem jest Brzozowski? Jaki powinien być nasz do niego stosunek?

Jednolitej odpowiedzi na te pytania dać nie można. Człowiek, który w poszukiwaniu własnego światopoglądu przebiegał wszystkie niemal szlaki ówczesnej myśli europejskiej, typowy eklektyk, odznaczający się rzadkim u eklektyków fanatyzmem i żarliwością w obronie każdego ze stanowisk, któremu w danej chwili hołdował, i dość znaczną samodzielnością w ich przyswajaniu, nie może być uznany za patrona jakiegokolwiek z prądów ideowych w dzisiejszej Polsce, jest – jeśli chodzi o całość jego dorobku – własnością wszystkich i – niczyją.

Toteż do jego spuścizny ideowej zgłaszają akces ludzie różnych przekonań i światopoglądów, bo każdy niemal może znaleźć w jego dorobku mniej lub więcej ważkie potwierdzenie swych zasad. Swoisty syndykalizm Brzozowskiego, mglista nieco retoryka i „gloryfikacja pracy” sprawiły, że pod skrzydła jego garną się już od dłuższego czasu organizacje lewicowej „sanacji” w rodzaju ZPMD [Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej], (hołdującego rzekomo ideologii syndykalistycznej). Wieloznaczność terminologii, werbalizm, którego nie ustrzegł się Brzozowski, mimo że z nim walczył, umożliwiają w ogóle nawiązywanie do jego dorobku wielu publicystom sanacyjnym, którzy mglistość ideologii kojarzą z bezprzedmiotowym patosem, jak np. zmarły Adam Skwarczyński. Nawet wyraźnie reakcyjni ideolo-gowie, jak prof. Marian Zdziechowski, lub obecni wydawcy dzieł zbiorowych Brzozowskiego. Artur Górski i Stanisław Kołaczkowski, starają się wyzyskać i zaanektować Brzozowskiego, opierając się głównie na ostatnim okresie jego twórczości (irracjonalizm i nacjonalizm).

A my, socjaliści?

Z wyżej powiedzianego wynika niezbicie, że przyjąć i zaaprobować całości jego dorobku nie możemy i nie powinniśmy. Nie będzie on nam przewodnikiem po labiryncie dzisiejszej rzeczywistości społecznej. Odrzucamy bezwzględnie koncepcje ideowe Brzozowskiego-nacjonalisty, co więcej – czujnym krytycyzmem winniśmy się ustosunkować nawet do nie pozbawionych sprzeczności, niedomówień i wieloznaczności dzieł jego z okresu „materializmu dziejowego”. Ale – z drugiej strony – nie wolno nam zamykać oczu na niewątpliwe wartości, tkwiące w dorobku pisarza. Jakże aktualne np. jest dziś, w momencie orgii wstecznictwa i rozbyczonej ignorancji, hasło europeizacji myśli polskiej, jakże bliskie naszym czasom – aż nazbyt bliskie – są wspaniałe, krwią serca pisane, karty aktu oskarżenia przeciwko bezmyślności i obłudzie Polski posiadającej, jak żywy oddźwięk budzi w naszych sercach pełną piersią wyśpiewany hymn na cześć bohaterów rewolucji – w „Płomieniach”.

Jeśli pozytywne koncepcje Brzozowskiego – ideologa niewiele nam dać mogą, winni jesteśmy bardzo dużo Brzozowskiemu – filozofowi kultury i krytykowi literackiemu. Nikt głębiej od niego nie sięgnął w rdzeń struktury myślowej romantyzmu polskiego, nikt nie ujawnił wnikliwiej tragicznych sprzeczności wewnętrznych, tkwiących w postawie indywidualizmu romantycznego, nie scharakteryzował trafniej „Młodej Polski” i jej poszczególnych przedstawicieli. Młoda krytyka marksistowska w Polsce niejedno zawdzięcza autorowi „Głosów wśród nocy” i niejednego może się odeń nauczyć, mimo wielu jego błędów i niekonsekwencji.

A więc – jak najdalej idący krytycyzm wobec dorobku Brzozowskiego? Zapewne. Ale przy tym – wdzięczność intelektualna dla pisarza prawdziwie europejskiej miary, otwierającego przed nami tak rozległe perspektywy dla myśli śmiałej i rzutkiej, czujnej i wiecznie żywej.

Wiktor Erlich
__________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Myśl Socjalistyczna”, jednym z organów socjalistycznej partii Bund, nr 11, 1937. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Tekst na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i przygotował Piotr Grudka.

 

Na naszym portalu można przeczytać kilka tekstów Stanisława Brzozowskiego:

oraz dwa teksty o jego życiu i poglądach:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *