Jarosław Tomasiewicz

Płomienie. Rzecz o Stanisławie Brzozowskim

„Widzę jego postać stojącą w zaćmieniu, widzę oblicze znędzniałe, oczy przykuwające do siebie. Nagle ta twarz zmieniła się, oczy zapłonęły, postać wyrastała, olbrzymiała, aby objawiać nowe prawdy sugestią głosu, gestu i patosem natchnienia. Patrzyłem na nieznanego człowieka, który przychodził z innych zaświatów. Nie słowa, ale rozognione bryły piętrzyły się wznosząc gmach-kolos. Gorzały usta, gorzało serce, cały gorzał!” – w ten sposób jeden ze słuchaczy wspominał wykład Stanisława Brzozowskiego, myśliciela, który choć zmarł w wieku 33 lat, bogactwem swoich pomysłów mógłby obdarować pół tuzina szkół filozoficznych.

Brzozowski urodził się 28 VI 1878 r. w Maziarni koło Wojsławic, w bogatej rodzinie szlacheckiej. Wybitnie uzdolniony (nauczyciel miał z nim niewiele pracy, „Stanisław bowiem wszystko umiał”) do 13 roku życia poznał całą polską literaturę romantyczną, która odcisnęła niezatarte piętno na jego światopoglądzie. Wychowany w duchu katolickim, już jako nastolatek jednak przeżywa w latach 1893-1894 głęboki kryzys wiary, po czym zachłystuje się modnymi ideami: darwinizmem, pozytywizmem, kosmopolityzmem…

W 1896 r. dla rodziny Brzozowskich zaczyna się trudny czas wywołany chorobą ojca. Nie przeszkadza to jednak Stanisławowi rozpocząć studiów na wydziale przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego. Nie tylko uczy się, lecz także angażuje w działalność legalnych i nielegalnych kół studenckich. Już w następnym roku bierze udział w tzw. ziłowszczyźnie – kampanii przeciw profesorom popierającym budowę pomnika „Wieszatiela”, nazwanej tak od trafionego przez studenta kaloszem prof. Ziłowa. Władze odpowiadają relegowaniem 128 studentów, w tym Brzozowskiego.

Zapoczątkowuje to serię dramatycznych wydarzeń w życiu przyszłego filozofa. Wybrany na prezesa Bratniej Pomocy zbierał pieniądze na stypendia dla relegowanych, zdefraudował jednak ok. 300 rubli na leczenie ojca chorego na raka. Sąd koleżeński w październiku 1898 r. skazał go zaocznie na 3 lata „wykluczenia z działalności społecznej”. Aresztowany w tym czasie Brzozowski składa policji „szczere i wylewne” zeznania, które, jak ocenił Bohdan Urbankowski, „nikomu nie zaszkodziły, potwierdziły jednak niektóre podejrzenia ochrany dając jej ogólną orientację w ruchu polskiej młodzieży”. W marcu 1899 r. umiera mu ojciec, równocześnie Stanisław zaczyna chorować na gruźlicę. Osamotniony popada w histerię, myśli o samobójstwie. Jak wspominał: „byłem nad przepaścią całkowitej zguby moralnej: absolutnej niewiary w siebie i ludzi”. Z dna rozpaczy podnosi go miłość do Antoniny Kolberg, którą poznał podczas pobytu w sanatorium w 1900 r. a po roku pojął za żonę. Stabilizacja życiowa pozwala Brzozowskiemu na działalność twórczą.

***

Początkowo, podążając tropami Nietzschego, Kanta i Fichtego, konstruuje idealistyczną „filozofię czynu”, która antycypowała Bergsonowski witalizm, a poniekąd i egzystencjalizm Sartre’a. Związawszy się jednak ze społecznikowskim kręgiem „Głosu” filozof coraz mocniej ciąży ku problematyce społecznej. W 1903 r. rozpoczął kampanię przeciw Sienkiewiczowi, krytykowanemu przezeń za szlachecki konserwatyzm, potem zwrócił się przeciw wyznawcom hasła „sztuka dla sztuki”. Zbliża się do socjalistów, od 1904 r. wygłasza prelekcje na kursach organizowanych w Zakopanem przez Polską Partię Socjalistyczną oraz Polską Partię Socjalno-Demokratyczną. Zrazu zachowuje dystans ideowy – jeszcze w „Filozofii romantyzmu polskiego” (1905) przeciwstawia marksizmowi heroiczny woluntaryzm Mickiewicza. Marksa krytykuje za przypisywany mu determinizm, gdy tymczasem „żelazna konieczność dziejowa” jest tylko fetyszyzacją zależności człowieka od tego, co sam stworzył, a co wymknęło się spod jego kontroli.

Przeczytawszy wszakże w początkach 1906 r. „Świętą rodzinę” Brzozowski odnalazł w niej potwierdzenie swoich poglądów – stwierdził, że Marks w odróżnieniu od Feuerbacha rozwijał koncepcję aktywnego podmiotu w poznaniu i tworzeniu rzeczywistości. Mimo iż nie znał wczesnych prac filozofa z Trewiru, intuicyjnie wyczuł w problemie alienacji filozoficzną esencję marksizmu. Brzozowski chce teraz połączyć prometeizm romantyków z produktywizmem marksistów w „filozofię pracy” – wersję marksizmu alternatywną wobec tych autorstwa Engelsa i Róży Luksemburg. Dokonana przez Brzozowskiego reinterpretacja Marksa antycypowała koncepcje Gramsciego i Lukacsa: przeciwstawiając scjentyzm Engelsa antropologizmowi Marksa [1], negując konieczność historyczną rozumianą jako prawo przyrody, postrzegając ruch klasy robotniczej jako szansę przezwyciężenia kryzysu kultury europejskiej…

Już nie Czyn, lecz Praca stała się centralnym punktem filozofii Brzozowskiego. Praca jest tu kategorią poznawczą, która wyznacza nie tylko granice wiedzy, ale też, kształtując czas i przestrzeń, znanej nam rzeczywistości (choć uznawał też istnienie niezależnej od nas, obiektywnej, ale nierozpoznawalnej tzw. I formy istnienia) [2]. Człowiek niejako stwarza świat w walce z przyrodą. Wszystko, co nas otacza, jest dziełem naszej pracy lub skamieniałą pracą poprzedników. Praca jest zatem kryterium prawdy, gdyż dostępna nam rzeczywistość jest tylko naszym wytworem (Andrzej Walicki określił to jako „aktywistyczny subiektywizm gatunkowy”). Z pracy rodzi się wszelka myśl, praca pozostaje jedynym źródłem wiedzy i światopoglądu – idee oderwane od pracy zamieniają się w wyalienowane, krępujące człowieka systemy rzekomo „obiektywnych” praw.

W parze z relatywizmem poznawczym nie idzie jednak, o dziwo, relatywizm etyczny. Brzozowski przekształcił ekonomiczną teorię wartości Marksa w ogólną teorię wartości: ponieważ praca wyróżnia człowieka spośród innych gatunków („jedyną podstawą człowieka we wszechświecie”), stanowi zarazem absolutne kryterium wartościowania. Jest to etyka ascetyczna, nakazująca żyć tragicznie, iść po linii największego oporu – a bez złudzeń. Czytamy: „Psychologia żołnierza, a więc człowieka traktującego swe życie jako posterunek, psychologia bojownicza i przedsiębiorcza, oparta na przenikającym wszystko poczuciu odpowiedzialności – jest zasadniczą siłą rozwoju i utrzymania kultury”.

Z wyjątkowego znaczenia pracy Brzozowski wyprowadzał szczególną rolę klasy robotniczej, stylizowanej na nowy stan rycerski, „arystokrację pracy” [3]. Podmiotem pracy jest bowiem już nie jednostka ludzka, ale Człowiek pojmowany kolektywnie, tj. społeczeństwo, a ściślej jego awangarda – proletariat. Poza światem człowieka rozpościera się nieokiełznana Przyroda, groźny i tajemniczy Byt, z którym trzeba walczyć, aby przetrwać. To klasa robotnicza bezpośrednio zmaga się z żywiołem. Zatem realizujący się w procesie pracy proletariat to uniwersalny strażnik egzystencjalnej pozycji człowieka w świecie, który nie tylko walczy o sprawiedliwość społeczną, lecz przede wszystkim zapewnia ludzkości biologiczne przetrwanie; jego zadania odnoszą się nie tylko do relacji człowiek-człowiek, ale też człowiek-przyroda.

„Wierzę – pisał Brzozowski – w zadanie dziejowe klasy robotniczej, to znaczy wierzę, że tu istnieje typ ludzki, który może stać się wzorem dla prawdziwie nowoczesnej myśli i woli”. Zarazem robotnicy muszą odkryć świętość pracy, zrozumieć, że „nie nędza i prawa do szczęścia są rękojmią przyszłości, ale wartość moralna pracy” – i narzucić sobie surową samodyscyplinę. Socjalizm bowiem to nie wyzwolenie od pracy, lecz wyzwolenie pracy – „przetworzenie pracy z musu w przedmiot miłości i swobody”; „socjalizm jest to światopogląd praktyczny pracowników, zrozumienie pracy, rozkochanie się w niej stanowi jego podstawę”.

Dlatego warunkiem brzegowym rewolucji musi być autonomia kulturowa proletariatu [4]: „klasa robotnicza będzie swobodna o tyle, o ile zdoła wyrobić w sobie moc woli, charakteru, obyczajów, myśli, pozwalającej jej bez kierownictwa z góry wytworzyć świat kultury, zdolny współzawodniczyć ze światem wytwarzanym na podstawie innego ustroju ekonomicznego”. Proletariat musi ustanowić własną moralność opartą o zasady zgodności twórcy z własnym wytworem tudzież zgodności interesu indywidualnego ze zbiorowym (acz na zasadzie harmonii a nie podporządkowania). „Socjalizm – puentuje Brzozowski – nie jest walką o władzę, tylko jest głębokim, świadomym procesem kulturalnym przetwarzającym /…/ człowieka samego, stwarzającym nowy typ człowieka i świadomego robotnika”.

***

Jesienią 1906 r. przybywa do Lwowa, by zaprezentować „nowy polski światopogląd pracy i swobody”. Przed wykładem 15 XI w westybulu Politechniki Lwowskiej rozrzucone zostały broszurki zatytułowane: „Materiały śledztwa żandarmskiego z roku 1898 w sprawie Towarzystwa Oświaty Ludowej. I Zeznania Leopolda Stanisława Leona (3 imion) Brzozowskiego”. Było to dzieło endeków, którzy znaleźli sposób na pognębienie swego bezlitosnego krytyka, przypominając epizod z defraudacją pieniędzy i złożeniem zeznań policji. Socjaliści wystąpili wprawdzie w obronie poputczyka, symptomatyczne było jednak milczenie kolegów po piórze – milczenie, w którym czuło się satysfakcję. Tylko sędziwy Aleksander Świętochowski miał odwagę porównać tę nagonkę do „haniebnego polowania zgrai psów”, kontrastując epitety „łajdak”, „złodziej” i „szpieg” z lekkomyślnymi czynami dziewiętnastolatka.

W grudniu Brzozowski wyjeżdża do Włoch, by podreperować nadwątlone zdrowie, i stamtąd korespondencjami dla „Naprzodu”, „Głosu Robotniczego” i „Promienia” kontynuuje swą wojnę z endekami.

Kolejny cios nadszedł wszakże z przeciwnej strony – od drugiej zwalczanej przez Brzozowskiego partii. 25 IV 1908 r. organ prasowy Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, „Czerwony Sztandar” opublikował listę policyjnych agentów, z Brzozowskim figurującym na pierwszym miejscu. Filozof żąda przeprowadzenia sądu honorowego, ale SDKPiL umywa ręce. W tych okolicznościach przeprowadzenia rozprawy podejmuje się PPSD. Głównym dowodem oskarżenia są zeznania b. agenta ochrany Michaiła Bakaja – według Urbankowskiego była to policyjna prowokacja. Brzozowski obalił większość zarzutów, lecz sąd partyjny ostatecznie od wydania wyroku się uchylił. Plotka o „zdradzie” Brzozowskiego żyła własnym życiem, potężniejąc coraz bardziej…

***

Głęboko rozczarowany do towarzyszy, Brzozowski oddala się od marksistowskiego, „partyjnego” socjalizmu [5]. Nasila krytykę deterministycznych wątków w marksizmie, które w jego oczach uosabiał Engels – ewolucjonista nie rozumiejący Marksa, zrównujący dialektykę społeczeństwa z dialektyką przyrody. W pracy „Anty-Engels” (1910) engelsizm został scharakteryzowany jako inteligencka, naturalistyczna deformacja marksizmu, podporządkowująca społeczeństwo prawom przyrodniczym i przez to zabijająca w proletariacie prometejskiego ducha rewolucji. Pojawia się tu nawet – czy nie po raz pierwszy? – przeciwstawienie „młodego” i „starego” Marksa. Zaostrza się zarazem krytyka inteligencji jako epigonów rozkładającego się mieszczaństwa, nastawionego na konsumpcję; źródła utrzymania inteligencji tkwią w nadbudowie, propaguje więc ona „obiektywistyczny” światopogląd oderwany od bazy, od produkcji, od realnego życia. W pewnym momencie Brzozowski formułuje tezę tożsamą z poglądami polskiego anarchisty Wacława Machajskiego: marksiści chcą rewolucji socjalnej, by przy pomocy proletariatu wynieść do władzy inteligencję.

Nową miłością filozofa stał się antyinteligencki syndykalizm. Z Georgesem Sorelem łączyła Brzozowskiego apoteoza heroizmu proletariatu, połączenie ideału samorządności pracy z postulatem maksymalnej produktywności, krytyka pacyfistycznego i konsumpcyjnego etosu liberalnej burżuazji. Zgodnie też obaj twierdzili, że rozwojem dziejowym kierują mity społeczne, będące wyrazem spontanicznej a przez to irracjonalnej witalności mas („Mit społeczny to budowanie życia w przyszłości, to przyszłość budująca samą siebie”). Z jednaką nieufnością traktowali państwo, które jako odgórnie zarządzany aparat przemocy zabija spontanicznego ducha społeczeństwa. Dlatego życie zbiorowe miało być oparte nie na organizacji politycznej, lecz na ekonomicznej – na wolnych, samorzutnie zawiązywanych syndykatach, współpracujących na zasadach wzajemnej ugody i dobrowolnej kooperacji. W ten sposób, marzył Brzozowski, Polska stanie się „pierwszym organizmem samorządnej pracy, ojczyzną prawdy, klasycznym krajem samorządu człowieka”. Wzywał: „Oprzyjcie naszą ideologię /…/ na idei człowieka swobodnego pracownika, odpowiadającego tylko przed samym sobą, klasycznie swobodnego wobec przyrody i duszy własnej /…/”.

Około 1909 r. następuje subiektywizacja i irracjonalizacja „filozofii pracy”, wyrażająca się m.in. w uznaniu za pracę każdej – nie tylko produkcyjnej – twórczości. Równolegle Brzozowski za Proudhonem uznał znaczenie dla procesu produkcyjnego przekazywanej z pokolenia na pokolenie obyczajowej dyscypliny, co prowadziło go do rehabilitacji religii, a przede wszystkim – do podniesienia roli narodu. Brzozowski już co najmniej od 1907 r. rozwijał ideologię narodową, teraz jednak jego syndykalizm został sprzężony ze specyficznym „nacjonalizmem proletariackim” (wedle określenia Bogdana Suchodolskiego).

Konstatacja, że twórczość, produkcja następuje w ramach narodu [6] prowadziła do nadania statusu ontologicznego podziałowi ludzkości na narody: „człowiek jest abstrakcją, a jedyną dotychczas ziszczalną formą duchowej twórczości – twórczość narodowa. Właściwą realnością duchową jest naród; jednostka jest już niejako wypływem i wnioskiem, poszczególnym aktem twórczym w tym ogólnym akcie zawartym” [7]. Narody walcząc z przyrodą, konkurują zarazem ze sobą w nieubłaganej rywalizacji ekonomicznej. Brutalny realizm zbliża w tym momencie Brzozowskiego do endeków – tak jak oni zauważa, że „żaden naród nie istnieje mocą tych cech, za które się go kocha po śmierci”.

Zarazem pojęcie narodu zyskiwało u Brzozowskiego specyficzną konotację. Naród to nie fakt zastany, ale dzieło wciąż stwarzane na nowo. Naród objawia się w pracy: „Naród /…/ to proces realnego pasowania się z żywiołem /…/ w codziennej, wielomilionowej pracy naród wytwarza sobie sam świat, w jakim żyje, ten świat przepojony jest samym procesem pracy /…/: on tworzy samą naszą podstawę psychiczną, konkretne dno wszystkich naszych abstrakcji, do niego wraca wszystko, co w naszym życiu jest istotne”. Świadomość narodowa, kultura jest wtórna wobec tego „organizmu pracy”, jest pochodną „mocy biologiczno-ekonomicznej”. Dlatego ideologia narodowa Brzozowskiego odbiegała od klasycznego nacjonalizmu: tu idea narodu podporządkowana była idei pracy, nie odwrotnie.

W konsekwencji „proletariacki nacjonalizm” Brzozowskiego okazywał się nacjonalizmem szczególnym, bo wrogim narodowej tradycji [8]. Narodu nie tworzy ciągłość kultury, lecz jednolitość działania. Pisał Brzozowski: „Tradycja polska! Snuje się ją dziś z niedołęstwa, głupoty, obojętności, z niewiedzy o najlepszych, najdzielniejszych i za jej pomocą usprawiedliwia się dzisiaj najohydniejszą szalbierkę, uprawianą przeciwko godności i przyszłości narodu. Tradycja prawdziwa, tradycja żywa walki i pracy pogrzebana jest przez przemoc obcych, przez służalstwo swoich, ich obłudę i tchórzostwo”. Jak również: „Jeżeli jest coś, czego nienawidzę całą siłą duszy mojej, to ciebie, polska ospałości, polski optymizmie niedołęgów, leniów, tchórzy. Saski trąd, saskie parchy nie przestają nas pożerać”. I wreszcie: „Nie na to mamy się oglądać, co istnieje, co istniało: lecz tworzyć rzeczy niebywałe: wolną niepodległą Polskę, kraj bohaterskiej tragicznej pracy /…/, musimy uczynić przynależność do naszego narodu przywilejem i godnością”.

Jedyną klasą zdolną podźwignąć brzemię narodowego bytu jest proletariat. „Tylko uświadomiony klasowo proletariat polski domaga się jak najintensywniejszego skupienia i wyzyskiwania wszystkich sił wytwórczych kraju /…/. Tylko proletariatowi potrzebna jest nowoczesna kultura w całym tym zakresie, tylko on niczego się w tej kulturze nie lęka, tylko dla niego wreszcie nie istnieje rozdwojenie pomiędzy interesem narodu i stanem posiadania”. Dlatego też „/…/ mit polski musi zawierać w sobie ideę klasy robotniczej, wychowującej samą siebie do samoistnej pracy na stopniu dzisiejszej techniki, wyrabiającej w sobie trwalszy od stali hart moralny, przekuwającej całe społeczeństwo w organizm samorządnej pracy i organizm ten przeciwstawiającej najeźdźcom /…/ Młoda Polska to jest właśnie ten mit ojczyzny swobodnej pracy”.

Sprawa narodowa i kwestia robotnicza są nierozerwalnie splecione: „Póki Polska będzie upośledzonym społeczeństwem, póty nasza klasa pracująca będzie nie czwartym, lecz piątym, szóstym, bezimiennym stanem nędzarzy, spychanym w nicość”. Nic więc dziwnego, że o Polskę „walczy dziś, wbrew zdradzie i niewierności wszystkich innych klas, jedynie syn ludu polskiego, robotnik polski /…/”. Nacjonalizm Brzozowskiego ujawnia się jako nacjonalizm narodu zależnego i zacofanego, narodu peryferyjnego.

W tym też czasie Brzozowski zaczyna odkrywać nowy dla siebie, metafizyczny wymiar filozofii. Najpierw zaakceptował katolicyzm jako element rzeczywistości społecznej: najdoskonalszą formę organizacji kultury narodowej a zarazem uniwersalną płaszczyznę porozumienia („wspólne dno”) narodów. Później doszedł do wniosku, że wprawdzie pojęcie Boga jest – jak każda idea – dziełem człowieka, ale samo jego powstanie może wskazywać na istnienie jakiejś rzeczywistej Transcendencji, niezależnej od człowieka. Znowu Brzozowski okazuje się być na ziemiach polskich prekursorem – tym razem modernizmu katolickiego, reprezentowanego przez J. H. Newmana, M. Blondela czy A. Loisy’ego.

***

Ostatnie miesiące życia filozofa były bardzo ciężkie. Zaczyna się próchnienie żeber i mostka, na piersiach tworzą się wielkie wrzody. Traci przytomność na długie godziny. Zmarł 30 IV 1911 r. przyjąwszy komunię, do ostatniej chwili się modląc. Jak napisał Urbankowski: „Uwierzył w Boga wbrew swemu antropocentryzmowi, uznał pokornie i po franciszkańsku, że owo Pozaludzkie, wielkie i tajemnicze X jest Bogiem Dobra i Sprawiedliwości”.

***

Stanisław Brzozowski należał do duchowych olbrzymów, niedostrzeganych przez współczesnych właśnie z racji swej wielkości. Ale i u potomnych nie doczekał się należnego uznania. Choć związany był z PPS, to w szeregach tej partii został zapomniany; socjalista Emil Haecker zarzucił wręcz Brzozowskiemu, że jest duchowo zrusyfikowany. Zdecydowanie wrogo do jego dorobku odnieśli się komuniści (ze znaczącym wyjątkiem Juliana Bruna-Bronowicza). Sięgali po Brzozowskiego jedynie ideolodzy wygasłych dziś nurtów: mesjanizmu (Jerzy Braun), syndykalizmu (Kazimierz Zakrzewski), sanacyjnego radykalizmu (Adam Skwarczyński). Witold Mackiewicz napisał w swej książce o Brzozowskim: „/…/ winniśmy sobie życzyć tego, by Stanisław Brzozowski mógł stać się myślicielem absorbującym uwagę międzynarodowego środowiska filozoficznego. By ten cel osiągnąć, należałoby sfinalizować rozpoczętą nową edycję wszystkich pism tego autora i zainteresować nimi zagranicznych wydawców”. Napisał to w 1979 roku…

Jarosław Tomasiewicz

____________________________________

 Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie “Obywatel” nr 1(33)/2007.

 

Przypisy:

1. Zdaniem wielu marksologów, Marks nadawał materializmowi dialektycznemu i historycznemu wymiar bardziej humanistyczny, jako centralny problem stawiając alienację człowieka (zwłaszcza w „Rękopisach ekonomiczno-filozoficznych z 1844 roku”). Natomiast Engels interpretował tę filozofię w duchu pozytywistycznego determinizmu i naturalizmu.
2. Warto zwrócić uwagę, że myśl, iż przyroda i środowisko naturalne to konstrukty społeczne, pojawiła się niedawno w kręgu amerykańskiej Nowej Lewicy.
3. Kontrastował z tym ostry osąd burżuazji: „Mieszczaństwo łudziło się czas jakiś, że reprezentuje swobodę ludzkości. Teraz zrozumiało, że reprezentuje ono tylko eksploatację pracy przez kapitał”.
4. Znów widzimy tu zbieżność z Gramsciańską koncepcją hegemonii kulturalnej proletariatu jako warunku rewolucji.
5. Gwoli ścisłości zaznaczyć trzeba, że symptomy zwrotu ku syndykalizmowi pojawiły się już wcześniej. W kwietniu 1907 r. Brzozowski napisał: „Czytałem dużo książek anarchistów i nabrałem ogromnej miłości, prawdziwego kultu dla Kropotkina. On i Jerzy Sorel są dla mnie najczcigodniejszymi z ludzi żywych”.
6. „Dzieła skończone (harmonijne) są zawsze wynikiem bezwiednego, wielowiekowego współpracownictwa mas. Wielowiekowa, długa praca narodu wytworzyć jedynie może formy składowe, całkowicie odpowiadające treści tego, co wiekuisty duch przez naród ten i dusze do niego przynależne stwarza”.
7. Por.: „Wyrzec się bytu narodowego /…/ to znaczy duszę własną unicestwić, bo ona żyje i działa tylko przez naród. /…/ Człowiek bez narodu jest duszą bez treści, obojętną, niebezpieczną i szkodliwą”.
8. Nasuwają się tu analogie z włoskim futuryzmem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *