Stanisław Brzozowski

Jerzy Sorel

[1907]

Jerzy Sorel jest niewątpliwie jedną z najczcigodniejszych i najmniej znanych postaci socjalizmu nowoczesnego. Najczcigodniejszy i najmniej znany. Niech nas to nie dziwi. Na Zachodzie niezbyt rzadkim już jest typ człowieka, który z socjalizmu żyje, rozpowszechnionym typ człowieka czerpiącego z socjalizmu zaspokojenie dla swej ambicji, dochodzącego przez socjalizm do stanowiska i sławy. Sorel żyje dla socjalizmu, nie z niego. Nie wie o nim nikt z tych, komu np. znanym jest aż do zbytku nieskończenie wymowny Jaurés. Sorel nie zajmuje żadnego społecznego stanowiska. On nie reprezentuje socjalizmu, on badaniem i analizą wykuwa i utrwala, ustala, hartuje – umysłowość socjalistyczną. Socjalizm parlamentarny go przemilcza, za to studiują go, uczą się u niego niezmordowani, wytrwali, nie ubiegający się za rozgłosem, twarde poczucie stanowiska klasowego z wielkim umysłem praktycznym łączący pracownicy i bojownicy ruchu zawodowego we Francji. Pisma Sorela nie mają w sobie nic ponętnego: pisarskiego talentu nie posiada on.

Nie ma nerwu publicystycznego. Razi u niego brak całkowity formy, konstrukcji. Studia jego, szkice i większe prace rozsnuwają przed nami nieustannie snującą się tkankę analizy. Nie znajdujemy oślepiających jasnością pozorną formuł, nie znajdujemy także pojęć pozbawionych rzetelnej i konkretnej treści. Chłodna i wytrwała wola prowadzi myśl naszą, pragnącą oprzeć się na jakiejś symetrycznej konstrukcji pojęciowej, ułatwić sobie drogę dedukcją – aż do zetknięcia z chropawą rzeczywistością doświadczalną. Sorel męczy i odstręcza, wydaje się niezrozumiałym, jak każdy umysł wykonujący rzeczywistą pracę, a więc zmuszający nas do przyswajania sobie prawdziwie nowych pierwiastków. Przy tym nasze przesądy socjalistyczne narażone bywają na ciągłe, a niemiłe próby. Musimy przecie przyznać, że jesteśmy na ogół niezmiennie dogmatyczną, pragnącą znaleźć uspokojenie umysłowe w jakiejś wierze, rzeszą. Gdy więc widzimy, że Sorel, mówiący tonem ostrej a umotywowanej, wzgardliwej nienawiści o Jaurésie, nie jest przecież wielbicielem Guesde’a, dość ironicznie mówi o Plechanowie, a z dużymi zastrzeżeniami o Kautskym, gdy czytamy jego jak bluźnierstwa brzmiące analizy przesądów i złudzeń nowoczesnej demokracji, zostajemy zdezorientowani, nie wiemy, z kim mamy do czynienia. Typ socjalistycznego badacza jest do dziś dnia wielką rzadkością. Obok Sorela może tylko jeden Ludwik Krzywicki reprezentuje go w tejże czystości. I my, Polacy, którzy posiadamy jedyne może w swoim rodzaju próby antropologicznego pogłębienia nowoczesnego światopoglądu socjalistycznego, w pismach Sorela znaleźć byśmy mogli szkołę uzupełniającą, również ścisłą i poważną, a ku innej stronie zagadnień zwróconą. Myśl przewodnia badań Krzywickiego, w przeważnej części ich przynajmniej – dałaby się może pokrótce scharakteryzować w ten sposób: dzieło wyzwolenia ludzkości pracującej musi być przez nią samą dokonane. Powtarzamy to wszyscy do znudzenia. Ale czym jest ta ludzkość; czym uczyniły i czynią ją wieki bezplanowej, okrutnej gospodarki historycznej? Zasób biologicznych właściwości człowieka jest jedyną jego siłą wobec wszechświata, jedyną podstawą, na której opiera się cała przyszłość ludzkości. Historia i życie obecne, takie, jakim jest, nie znają i nie mogą znać skutków, jakie wytwarzają urządzenia polityczne, społeczne na tej biologicznej podstawie. Gdyby nauka nawet bardziej była posunięta pod tym względem, przy dzisiejszym ustroju niewiele by się dało spożytkować z jej wskazań. Ludzkość historyczna i obecna nie dostrzegając tego, nie wiedząc o tym, marnotrawi najcenniejsze i niezastąpione skarby swej własnej mocy życiowej, wyhodowuje i rozwija w sobie właściwość i cechy, których powstania nie dostrzega, a które następnie męczą nas nią jak przeznaczenie. Można powiedzieć, że książka W. Lapouge’a o „Wyborach społecznych” była krytyką antropologicznych sprzeczności nowoczesnego społeczeństwa, jak krytyką sprzeczności ekonomicznych były pomnikowe dzieła Karola Marksa.

Krzywicki jednoczy w swych pracach obydwa punkty widzenia. Marks wskazywał, że myśl prawodawcza, polityczna nie mając sił wytwórczych, na jakie wpływa, wprawia w ruch moce nieznane dla siebie i ulega ich naporowi; wskazywał jak niepoznane i nieopanowane siły wytwórcze ciążą nad ludzkością jak fatum, jak staje się ona niewolnicą własnego dzieła, jak uciska, znieprawia i kaleczy ją ono. Lapouge, Ammon – ukazywali, jak te nieopanowane siły społeczne przeistaczają, przetwarzają, tworzą tę rzecz jedyną: same biologiczne właściwości człowieka. Brakowało jednak tym myślicielom zrozumienia tej sławnej machiny społecznej, której budowę i działanie z taką nieporównaną wizjonerską siłą przedstawił i ukazał nam Marks. Krzywicki wyszedłszy ze szkoły Marksa głębiej może wnikać w istotę antropologicznych przetworzeń; jego kwestionariusz antropologiczno-społeczny, jeżeli się tak wyrazić można jest hardziej zróżniczkowany, subtelniej rozwinięty. Umie on dostrzec czynniki bardziej wewnętrzne, umie spostrzegać i sumować zmiany zarodkowe, nieskończenie małe. Marksowska analiza obnażyła dla niego splot społecznych działań, pod nimi dostrzega on przekształcanie się nieustanne, przetwarzanie, powstawanie i znikanie właściwości i cech w ludzkości jako zbiorowości istot żywych. Umyślnie wspomniałem tu Krzywickiego. Sądzę bowiem, że oprócz niego w nowoczesnym socjalizmie nikt tak konsekwentnie nie pracuje nad wypełnieniem konkretną, doświadczalną treścią stworzonych przez Marksa form świadomości socjalistycznej, jak Jerzy Sorel. Nie uda mi się tu zapoznać czytelników z całością jego badań i ich wyników.

Jak każdego samoistnego myśliciela, Sorela streszczać trudno. Trudno szczególniej dzięki temu natłokowi myśli i spostrzeżeń, który jest cechą charakterystyczną jego pism. Nie pragnę zresztą poinformować czytelników polskich o Sorelu tak, aby mogli oni uspokoić się co do niego. Pragnę, przeciwnie, aby jego pisma studiowano. Dlatego tu zacznę od wyliczenia tych, które są dostępniejsze, gdyż istnieją w książkowych wydaniach; znaczna część pism Sorela składa się bowiem z artykułów rozproszonych po czasopismach socjalistycznych, socjologicznych, ekonomicznych, włoskich, francuskich, niemieckich. Z prac istniejących w wydaniu książkowym najcharakterystyczniejszymi są francuskie: „Wstęp do ekonomii nowoczesnej” (Introduction a l’économie moderne), „Przyszłość socjalistyczna syndykatów” (L’avenir socialiste des syndicats); włoskie „Szkice krytyczne o marksizmie” (Saggi dei critica del marxismo) i najnowsza praca Sorela o „Zwyrodnieniu kapitalistycznym i socjalistycznym” (Degenerazione capitalista e socialista) [1].

Istnieje także w języku włoskim wydanie książkowe drukowanych w roku ubiegłym w „Mouvement Socialiste” szkiców Sorela o „Strajku powszechnym” (Sciopero generale). Równie dużo cennych myśli i spostrzeżeń zawiera jego praca „La ruine du monde antique”. Książka ta powstała ze szkiców krytycznych Sorela o dziełach Gastona Boissier dotyczących upadku państwa i kultury rzymskiej oraz powstania chrześcijaństwa. Szkice te rozrosły się jednak i nabrały samodzielnego znaczenia jako jedna z najcenniejszych prób zademonstrowania in concreto stosunku pomiędzy przekształceniami społecznymi a marami ideologicznymi.

Chrześcijaństwo jest dla Sorela groźnym przykładem, jak wyrodnieją i giną mity klas społecznych, jeżeli nie zdołają wyrobić swojej własnej świadomości prawnej i świadomość tę w urządzeniach społecznych zrealizować. Chrześcijaństwo jest przecie największym, potwornie olbrzymim przykładem tego ocalenia w wyobraźni, o jakim mówi Marks w swojej pracy o walce klas we Francji. Ocalenie takie w wyobraźni, w ideologii tylko istniejące i nie dotyczące samej rzeczywistości społecznej, może mieć miejsce tam, gdzie świadomość klas społecznych nie przybrała jeszcze form prawnych, tj. nie skrystalizowała się w jasne i dokładne wyobrażenia o konkretnej organizacji społecznej, która ma powstać na miejsce istniejących. Zrozumiejmy różnicę – ma to być świadomość prawna, a więc rozczłonkowana i obejmująca całą sferę stosunków społecznych, a jednocześnie stanowiąca własność znacznej większości członków klasy zainteresowanej. W ostatniej swojej pracy Sorel pisze, że najpoważniejszym argumentem przeciwko możliwości zwycięskiej rewolucji proletariackiej w znaczeniu obecnym jest brak właśnie w klasie robotniczej takiej wyrobionej świadomości prawnej. Sorel widzi w walce klasy robotniczej nie tylko walkę o prawo, ale i źródło prawa, źródło samej świadomości prawnej, i z niepokojem patrzy na ruch socjalistyczny idący z góry, przekształcający milieu społeczne bez odpowiedniego przekształcenia samej świadomości prawnej klasy robotniczej. Tylko te zdobycze socjalizmu są trwałe, które korzenie mają w tej świadomości. Formuła: w walce zdobędziesz prawo swoje, nabiera u Sorela znaczenia głębszego jeszcze niż to, jakie jej się zwykle nadaje; walka nie tylko zdobywa realizację gotowych już, istniejących postulatów prawnych, lecz wykuwa samo prawo. Prawo wreszcie ukazuje się tu nam w jedynej dopuszczalnej dziś z punktu widzenia nauki postaci. Prawo zawiera w sobie dwa elementy: musi ono wytrzymywać kryterium swobody ludzkiej i musi wytrzymywać kryterium konieczności przyrodniczej. Musi być formą stosunku pomiędzy ludźmi, pozwalającą im utrzymywać się w walce z przyrodą i rozszerzać swoją nad nią władzę, a jednocześnie musi być w mierze największej, jaka jest możliwa, identyczne z wolą tych ludzi. Filozofia prawa Hegla sformułowała ten postulat w zwykły Heglowi sposób: sformułowanie myślowe utożsamiła z urzeczywistnieniem.

Marks ukazał, w jakiej drodze swoboda ludzka rodzi się w walce z. koniecznością przyrodniczą, przepaja ją sobą i z niej czyni treść swoją, rodzi prawo. Jednocześnie jednak ukazał Marks, że na każdym stopniu tej ewolucji prawnej pewne klasy społeczne czynią siebie wyrazicielkami tego pierwiastku konieczności, jaki jest w prawie. Na czym polega ten pierwiastek? Oto na tym: wola ludzka, myśl, świadomość ludzka – same przez się – nie są twórcze, tj. nie stwarzają rzeczywistości. Nie dosyć jest chcieć, aby coś było.

Trzeba, aby wola nasza miała organ urzeczywistniający ją, nakazujący posłuszeństwo przyrodzie. Organem takim jest praca. Ale praca jest zdobywaniem stopniowym i mozolnym władzy nad przyrodą, jest ciągłym wyzwalaniem się przez opanowywanie, przystosowanie jej. Praca jest przymusem, póki pracujący nie rozumie jej wymagań, póki myśl stwarzająca nowe drogi, nowe formy pracy, potężniejsze od dotychczasowych, nie jest myślą samej pracy.

Sorel pisze, że nie może być mowy o swobodzie, póki istnieje przedział pomiędzy „stanem myślącym” – a stanem pracującym. Ale pisze także, że wyzwolenie klasy pracującej wymaga jako warunku, aby mogła ona ideologii klas posiadających przeciwstawić swoją własną i to bardziej wartościową ideologię. Wartościowość ideologii polega na tym, że jest ona środkiem służącym organizacji pracy. Na tym zasadza się jej życiowe, praktyczne znaczenie. O tyle tylko jest ona siłą. Zatem ideologia klasy pracującej musi być środkiem organizacji pracy, bardziej celowym, bardziej wydajnym niż jakakolwiek z innych dotychczasowo istniejących ideologii. To jest warunek zwycięstwa klasy pracującej. Dzisiaj często można napotkać u nas i w Rosji świeżo zrekrutowanych na rzecz socjalizmu literatów, artystów, inteligentów, którzy lubią rozprawiać o konieczności duchowego pogłębienia socjalizmu. Tu mają oni określone ściśle, prawdziwe zadanie i charakter tego pogłębienia. Przy czym rzecz najważniejsza: ideologia klasy robotniczej musi istnieć jako własność większości jej członków, swobodna organizacja pracy musi istnieć zatem przynajmniej jako zarodek w dzisiejszym społeczeństwie. Na tym zasadza się wielkie znaczenie syndykatów robotniczych: są one kuźnicami socjalistycznej świadomości prawnej, tj. świadomości, która nie uznaje prawa poza celową organizacją czynności wytwórczych. W tym znaczeniu jest Sorel anarchistą, ale w tym znaczeniu byli nimi i Marks, i Engels, i Labriola. W stosunku do dzisiejszego stanu rzeczy jest on badaczem całkowicie oddanym śledzeniu natury i powstawaniu prawa, które by tylko prawem pracy było. Nie jest on fatalistą i nie wierzy, aby sama konieczność pracowała za nas: bada więc on niebezpieczeństwa grożące temu największemu dziełu ludzkości, ukazuje szkopuły i przeszkody; czuje się w nim wielką, tragiczną miłość dla tych zawiązków rzetelnej swobody, powagą moralną spokrewniającą w trudnych momentach tego prawdziwego myśliciela klasy robotniczej z filozofem, od którego tyle różnic go oddziela i z którym go ta jedna wielka wspólna cecha: myślowego oddania sprawom życia poza sobą, łączy. Jest coś z wielkiej, surowej, mężnej rezygnacji Benedykta Spinozy w pismach Sorela. Jest w nim coś także z powagi moralnej tego wielkiego, a zapomnianego tak niesłusznie socjalisty francuskiego, P. J. Proudhona, który również jak Sorel nigdy nie był pochlebcą klasy robotniczej ani jej demagogów i dworaków. Bo ma ich ona tam, gdzie nie jęczy w uciemiężeniu jak u nas. Wielką powagą i silą odznaczają się spokojne, unicestwiające analizy Sorela, gdy mówi on o tym zwyrodnieniu socjalizmu, który oglądać się każe robotnikom na państwo. Ukazuje, że cechą tego nowego, rodzącego się prawa musi być to, że nie jest ono tylko pojęciem uzupełniającym czyjejś powinności. Nikt nie ma obowiązku względem robotników, bo nikt nie może mieć środków wywiązania się. Oni sami tylko muszą się stać źródłem i twórcami prawa, które by nic było niczym innym, jak celową i rozumną organizacją pracy. Klasa robotnicza, która połączy największą zdolność pracy, chęć pracy, miłość pracy z największym wyrobieniom takiej samodzielnej świadomości prawnej, pierwsza odzyska swobodę.

Chciałbym, powtarzam raz jeszcze, aby nauczono się u nas czytać i rozumieć Sorela. Chciałbym, aby poważna myśl socjalistyczna wyparowała frazesy Bronisławskich, Zalewskich – aby zrozumianym zostało, że nadzieja socjalizmu w Polsce, jak i nadzieja całego naszego plemienia, polega na tym, aby te wielkie wartości pracy i umysłu, jakie istnieją w naszym ludzie, zrosły się i rozwinęły w zetknięciu z nowoczesnym życiem. Zrozumiejmy, że nie ma dla nas innej nadziei i innej podstawy prócz tego rodzenia się wolnego pracownika w masach ludowych. Nie mówmy robotnikom, że socjalizm to wyzwolenie od pracy, nie, to przetworzenie pracy z musu w przedmiot miłości i swobody. Młoda Polsko! młoda Polsko! rodząca się w dymie walki, w kurzawie krwi, zrozum to tylko, to jedno. I z tym zrozumieniem w lud idź, w lud wiejski i miejski, nie przeszłość odgrzebywać, lecz prawo pracy tworzyć, a jak sen rozleci się zgniła mgła dzisiejszej hańby. Miejcie odwagę czuć, miejcie odwagę myśleć, chcieć, wierzyć i niech jedno pokolenie tylko pracuje w znoju, w pocie, a nie poznacie tej Polski, która nas dziś otacza. Myśl trzeba u nas skojarzyć z pracą; niebywałe to na ziemi naszej byłoby małżeństwo i niebywałe wydałoby ono owoce. W ciężkiej walce duchowej i w zwątpieniu, były dla mnie pisma Jerzego Sorela prawdziwym zdrojem wody żywej, pokarmem naszej nowoczesnej, pracowitej, uznojonej mądrości. Zanim do nich powrócę, chciałbym tu raz jeszcze skojarzyć te dwa nazwiska, które powinny być drogimi dla każdego myślącego socjalisty: Ludwika Krzywickiego i Jerzego Sorela – tych prawdziwych wychowańców nowoczesnej świadomości ludzkości pracującej. I chciałbym, aby myśli Sorela stały się u nas tak popularnymi, jak nimi prace Krzywickiego być powinny.

Stanisław Brzozowski
_______________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Świt” nr 11, 1907, 30.04.1907. Następnie włączono go do poszerzonej – w stosunku do wydania oryginalnego, przygotowanego przez autora – wersji zbioru „Kultura i życie”, pod redakcją Mieczysława Sroki (I tom „Dzieł” Brzozowskiego), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1973. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem.

Przypis 1: Ostatnia ta praca Sorela kwalifikowała się przede wszystkim do przekładu na język polski. Najbardziej pożądanym byłoby jednak wydanie umiejętnie dokonanego i ugrupowanego wyboru jego pism. O Sorelu pisał w Polsce L. Krzywicki, ale wzmiankowo tylko, wątpię, aby dokładniej znał jego prace. Znajomość ta przekonałaby go bowiem, że Sorel jest badaczem socjologiem i że przez naklejenie etykietki „anarchizm” nic się właściwie o nim nie mówi.

 

Publikowaliśmy już cztery teksty Stanisława Brzozowskiego:
•  Materializm dziejowy jako filozofia kultury. Program filozoficzny [1907]
•  Ludzkość i naród [1907]
•  Ich rewizjonizm [1907]
•  Myśl i praca [1907]

oraz dwa o jego życiu i poglądach:

•  Kazimierz Zakrzewski: Filozofia narodu, który walczy i pracuje (nacjonalizm Stanisława Brzozowskiego) [1929]
•  Jarosław Tomasiewicz: Płomienie. Rzecz o Stanisławie Brzozowskim

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *