Stanisław Brzozowski

Myśl i praca

[1907]

W ciągu swojego historycznego samodzielnego życia Rzeczpospolita Polska brała bardzo mały realny, a mniejszy jeszcze idealny udział w wytwarzaniu nowoczesnego typu życia. Rozwój nowoczesnej ludzkości polega na nieustannym wzrastaniu władzy człowieka nad przyrodą i na nieustannym wyzwalaniu się tej sfery stosunków, tj. dziedziny ludzkiej pracy, spod władzy i opieki innych, nie związanych z pracą form życia. Treścią nowoczesnej historii jest nieustanne rozrastanie się pracy, rozwój jej potęgi, a jednocześnie łamanie tego wszystkiego, co pracą nie jest, lecz istnienie swoje ludzkości narzuca. Rozwój realny i rozwój idealny nowoczesnej ludzkości idą nieustannie i nieodpornie w tym jednym kierunku: stworzyć społeczeństwo jako organizację swobodnych pracowników, normowaną wyłącznie przez ich wolę i świadomą myśl. Utrzymuje się i pozostaje w życiu ludzkości tylko to, co służy pracy, wszystkie inne typy istnienia są uwarunkowane przez pracę, nie posiadają w samych sobie rękojmi swojej samoistności wobec przyrody. Można chyba uznać za pewnik, że wzmaganie się władzy człowieka nad przyrodą oraz wzmaganie się w masach zdolności brania udziału w świadomym sprawowaniu tej władzy są najważniejszymi sprawdzianami, gdy idzie o rozstrzyganie kwestii postępowości danego społeczeństwa. Jest to niezawodne, niezaprzeczalne, nieodparte, co nie znaczy, aby to obowiązywało dzisiejszą polską inteligencję i reprezentujących ją myślicieli i pisarzy. Gdy się chce bowiem zrozumieć cośkolwiek z tego, co dzieje się dziś w polskich inteligentnych głowach i polskiej literaturze, należy zapomnieć o logice, wynikach naukowej i filozoficznej myśli europejskiej, wymaganiach swoistego myślenia. Więc bardzo być może, że znajdzie się nawet jakiś polski socjalista w rodzaju p. Bronisławskiego lub Nowiny, którzy zechcą w twierdzeniu tym widzieć jedynie źle zrozumianą doktrynę.

Pomimo to jednak twierdzić nie przestanę, że rozwój nowoczesnej ludzkości zasadza się na tych właśnie rysach, że więc realnie postępowym staje się społeczeństwo w miarę, jak wyrabia się i wzrasta w nim: 1° sama władza nad przyrodą; 2° zdolność pracujących do samodzielnego brania udziału w organizacji wytwórczej, rozwijającej się na tle tej władzy. Innymi słowami, postępowość polega: 1° na stopniu potęgi organizacji wytwórczej danego społeczeństwa; 2° na tym, w jakiej mierze organizacja ta jest samodzielnym wytworem samych pracujących, a w jakiej jest im narzucona z góry.

Nie potrzebuję mówić, że tylko istnienie tych realnych podstaw postępu jest rękojmią dla postępów dokonywanych przez myśl.

Myśl może być świadomością, jakiej potrzebuje samoistnie i bez żadnej z góry narzuconej organizacji wytwarzający materialną i moralną kulturę świat pracy, lecz jeżeli będzie ona na tym nawet stopniu doskonałości swej myślą jakiejś jednostki lub koła, jeżeli nie będzie przyswojona przez warstwy pracujące lub nie będzie w danym społeczeństwie warstw zdolnych ją przyswoić, będzie ona miała niezmiernie znikome znaczenie. I odwrotnie, w jakimś społeczeństwie mogą istnieć warstwy pracujące w wysokim nawet stopniu zdolne już do przyswajania sobie nowoczesnej świadomości odpowiadającej ich stosunkowi do świata, potrzebujące tej świadomości i szukające jej – a pomimo to sama ta świadomość może istnieć w stanie niezmiernie zaczątkowym, może dzięki specjalnemu charakterowi rozwoju danego społeczeństwa obfitować w pierwiastki zasadniczo niezgodne z nią i wprost wrogie. W takim położeniu znajdujemy się właśnie my: posiadamy klasę robotniczą stojącą już na bardzo wysokim poziomie i jedną z najuboższych, najlichszych, najmniej samoistnych i najpłytszych ideologii tej klasy, jakie istnieją. Poziom naszej myśli jest rozpaczliwy i inny być nie może.

Mówiłem już, że Rzeczpospolita Polska brała bardzo mały udział w wytwarzaniu samej podstawy nowoczesnej kultury: w wielkim dziele zawojowania przyrody przez technikę i pracę.

Nauki przyrodnicze i cały światopogląd odpowiadający ich wysokiemu rozwojowi, opierający się na nim, są tylko wynikiem rozwoju techniki pracy. Wiedza przyrodnicza to świadomość władzy nad przyrodą. Gdzie sam proces zawojowania przyrody przez pracę napotykał wielkie przeszkody, gdzie typ pracującego, a nawet kierującego pracą innych przedsiębiorcy nie miał społecznego znaczenia, tam i nauka nie mogła zyskać dla siebie podstaw. Światopoglądy nie są wybierane dowolnie, są one zawsze sposobem myślenia uwarunkowanym przez życie danego typu społecznego. Zmiana w światopoglądzie danego społeczeństwa możliwa jest tylko wtedy, gdy typ dotychczas przemagający w nim ustąpi miejsca innemu. Historia mechaniki nawet i astronomii jest wiernym odbiciem walk klasowych. Myśl wyrasta zawsze z życia. Myślimy nie tylko mózgiem, lecz całym ciałem, wszystkimi nałogami, zwyczajami, stosunkami rodzinnymi, z jakimi jesteśmy zrośnięci. Nauka nowoczesna i jej rozwój w XVI, XVII, XVIII wieku jest skutkiem dokonanego w XV i XVI stuleciu przewrotu ekonomicznego, który sprawił, że obok innych typów życia ludzkiego typem społecznie ważnym stał się kupiec, przedsiębiorca, technik – słowem, ludzie o takim sposobie istnienia, który sam przez się rozwijając się i uświadamiając musiał stwarzać naukę, gdyż rozwój życia był bezpośrednio związany z wzrostem władzy nad przyrodą, a przynajmniej z wzrostem zdolności do kierowania wytwarzającą tę władzę pracą. W miarę, jak nabierał znaczenia ten przemysłowy, techniczny typ, nabierało znaczenia też wszystko, co dla typu tego stanowiło przedmiot zainteresowania. Dopóki dany typ istnienia jest w danym społeczeństwie niesamodzielnym i upośledzonym – dotąd też upośledzenie to przywiera do tego wszystkiego, co jest związane z interesami danego typu. Wpływ na ukształtowanie teoretycznej myśli jest też już wynikiem pewnej hegemonii społecznej lub przynajmniej społecznego równouprawnienia. Takie rzeczy pojmował już nasz wielki mistrz i nauczyciel, Hegel, gdy pisał swoją fenomenologię (rozdział o służebnej i samodzielnej samowiedzy), ten sam Hegel, u którego z taką pobłażliwością wykrywa arogancki grafoman dr Stanisław Garski – ziarenka prawdy [1].  Dzisiaj zdania takie są niezrozumiałe dla ludzi, którzy wiedzą, że ich teoretyczne przekonania nie pozostają w żadnym ścisłym stosunku z ich życiem i którzy dlatego są skłonni myśleć, że taki związek w ogóle nie istnieje, uznając tym samym za normę sposób życia i odczuwania współczesnego filistra i stwierdzając w ten sposób pośrednio zasadę, której chcą zaprzeczać.

Ponieważ w Polsce typ przemysłowy w całym historycznym istnieniu Rzeczypospolitej nie doszedł nigdy do przeważającego wpływu, a gdy zaczął stawiać pierwsze kroki, było już zbyt późno – więc też nauka nowoczesna, niezależna nowoczesna myśl nie odgrywały żadnej zasadniczej roli w rozwoju umysłowym Polski, nie wyżłobiły trwałych dróg, nie stały się nałogiem. Dla przeciętnego Polaka dziś łatwo jest niezmiernie wyłamać się wewnętrznie spod władzy nauki. Władza nauki opiera się zawsze na wpływie, jaki wywrzeć zdołał nowoczesny rozwój wytwórczości na charakterze, usposobieniu kulturalnych warstw. Rozwój nowoczesny wytwórczości był u nas zawsze czymś importowanym, przedmiotem naśladownictwa, nie zaś czymś samoistnie i mozolnie wytwarzanym, stąd też z nauką związani jesteśmy intelektualnie, nie zaś moralnie, całą istotą. Jest ona zawsze cudzoziemką: czymś szlachetnym w najlepszym razie, ale obcym. Na dnie duszy nowoczesnego nawet Polaka jest zawsze coś z Panie Kochanku, produkującego pioruny za pomocą maszyny elektrycznej; rozdziawiającego nad nią w podziwie pijaną gębę. „Tak, to jest tak, a w gruncie rzeczy, kto wie, co siedzi na dnie tego niemieckiego wymysłu”. Proszę wziąć do ręki książkę angielską lub amerykańską i polską i porównać, w jakiej mierze w pierwszej nauka jest żywiołem, a w drugiej czymś sztucznym, narzuconym, przybłąkanym. Brak wyrobienia naukowego, naukowych nawyknień, potrzeb zaważył i na rozwoju społecznej myśli polskiej. Jeżeli na całym świecie myśl społeczna ulegała zmiennym wpływom, gwałciła nieustannie wymagania ścisłości i logiki, to w kraju, gdzie rozmysł naukowy, ścisłość pojęciowa i analityczna uprawa myśli nie miały żadnych korzeni, żadnych tradycji – musiało to wystąpić w stopniu nieskończenie potężniejszym. Historyków i publicystów polskich na ogół trudno czytać, tak nieustannie zdumiewać się potrzeba nad ich naiwnością, nad lekkomyślnością wniosków, płytkością rozumowań [2]. Brak nawyknień naukowych w myśleniu musiał zaważyć na rozwoju naszej myśli społecznej tym więcej, że potrzebowaliśmy, aby zrozumieć, co dzieje się z nami, naokoło nas, o wiele więcej pracy niż jakiekolwiek inne społeczeństwo. Jeżeli rozwój ludzkości aż do schyłku XVIII wieku opanowany był przede wszystkim przez walkę nowoczesnej wytwórczości kapitalistycznej przeciwko wszystkiemu, co wewnętrznie i zewnętrznie tamowało jej rozwój, to w tej chwili równorzędnie z tym procesem, równorzędnie z nieustannie narastającą władzą człowieka nad przyrodą, tj. potęgą wytwórczą ludzkości, rozwija się i nabiera coraz większego znaczenia inny proces: proces tworzenia się człowieka zdolnego władać samoistnie tą potęgą, proces tworzenia się swobody ludzkiej i jej walki przeciwko uciskowi. Sensem całej obecnej historii jest tworzenie się w łonie nowoczesnych społeczeństw typu ludzkiego nieznoszącego nad sobą przemocy i zdolnego wytwarzać swoje własne istnienie za pomocą tej władzy, jaką ludzkość zdobyła nad przyrodą. Proces ten ma, jak „widzimy, różne strony. Mamy tu przeistoczenie samego typu ludzkiego biernego i pracującego jedynie pod przymusem w samoistny, zdolny do samoistnego kierowania swą pracą, mamy różne formy organizacji, w których typ ten poznaje sam siebie, skupia się, dojrzewa i prowadzi walkę przeciwko temu, co staje na drodze tej jego samodzielności. Trzeba było długiej pracy myślowej i wielu krwawych walk, wielu porażek, wysiłków, zawodów, aby wreszcie zrozumianym było, że swobodnym staje się człowiek naprawdę w tej tylko mierze, w jakiej jest w stanie pracować samoistnie, bez reglamentacji, na poziomie uwarunkowanym przez stopień ludzkiej władzy nad przyrodą, oraz o ile jest w stanie być niezależnym w swym życiu płciowym nie narażając na niebezpieczeństwa rasy. Zrozumienie tych zasadniczych warunków swobody jest zasługą pracy całej plejady myślicieli i uczonych. Wszyscy wielcy przyrodnicy, ekonomiści, działacze społeczni, cały bezmiar cichych bezimiennych wojowników proletariatu, cały rozwój wreszcie nauki złożyły się na to zjednoczenie w jednej myśli idei prawa i idei przyrodniczego istnienia. Karol Marks dzięki niepospolitej, niezrównanej organizacji umysłu, znakomitej szkole myślowej, jaką była filozofia Hegla, dzięki sile woli i charakteru ujął tę myśl najgłębszą najpełniej, łącznie z całym systemem związanych z nią określeń i pojęć. Dzięki niemu rozumiemy, że rozwój danego społeczeństwa zależy od jego potęgi wytwórczej, od stopnia rozwoju technicznego, ekonomicznego, kulturalnego i politycznego jego klasy robotniczej. Im bliższe dane społeczeństwo jest stanu, w którym byłoby ono tylko organizacją pracowników, stwarzających organizację tę samoistnie, celowo i świadomie i zdolnych pracować na możliwie najwyższym, dopuszczalnym przy osiągniętym poziomie władzy nad przyrodą stopniu potęgi wytwórczej, o tyle wyższą jest ogólnoludzka wartość danego społeczeństwa. Myśl społeczna polska wykolejona z toru utratą politycznej samoistności, rozwijająca się w warunkach nienormalnych, niestałych, miała przed sobą zadanie szczególniej skomplikowane i trudne. Musiała ona zrozumieć, że celem jej dążeń ma być przetworzenie własnego społeczeństwa w taki swobodny ustrój pracy. Myśl polska nazbyt była zajęta zagadnieniem restauracji politycznej, aby była w stanie ujrzeć ten problemat. Wszystkie kwestie rozpatrywała ona z punktu widzenia tego jednego: czym są one w stosunku do niepodległości. Dzięki temu pośród rozwoju nowoczesnej ludzkości, pośród nieustannych katastrof i przewrotów zajmowała ona stanowisko dwuznaczne, wątpliwej szczerości, i sama siebie pozbawiała możności zrozumienia jasno czegokolwiek bądź z losów własnego społeczeństwa związanego ściśle z życiem całej Europy.

Suma doświadczeń historycznych danego społeczeństwa stanowi dla niego tę siłę umysłową i moralną, przy pomocy której rozwiązuje ono wszystkie nowe zagadnienia stawiane mu przez życie. Niewątpliwie nowe warunki życia stwarzają wraz z nowymi formami i typami istnienia nowe formy myśli, nowe typy celowego regulowania i koordynowania wysiłków. Przystosowanie to nie odbywa się jednak całkiem automatycznie i bez przerw. Było to optymizmem Heglowskim przypuszczać, że myśl i życie ludzkie zlewają się z sobą tak absolutnie. Zasługą przede wszystkim Sorela jest zrozumienie, że pomiędzy rozwojem myśli, a rozwojem życia zachodzą znaczne pauzy, przerwy, dysharmonie. Myśl wytwarza się nie w całej społecznej masie: do dziś dnia jest ona przywilejem. W wytwarzaniu jej biorą udział tylko ludzie należący do klas posiadających, a w każdym razie ludzie nie utrzymujący się z pracy fizycznej. Olbrzymi przedział, jaki dzisiaj ludzkość musi w całym swym świadomym życiu wyrównać, na tym właśnie polega, że człowiekiem myślącym był w niej zawsze człowiek utrzymujący się na powierzchni cudzej pracy, a więc nie samoistny wobec przyrody. Myślały i wytwarzały myśl typy ludzkie nie posiadające samoistnego znaczenia wobec przyrody i stąd świadomość człowieka jest do dziś dnia niezgodna z jego prawdziwym stanowiskiem w świecie, z istotą jego życia. Zachodzą jednak bardzo poważne różnice w wartości oddzielnych tradycji kulturalno-historycznych rozpatrywanych z tego punktu widzenia. Tradycja polska, jako wytworzona przez historię całkiem prawie z rozwojem materialnej władzy człowieka nad przyrodą i pracy nie związaną, zawiera niezmiernie mało pierwiastków zdolnych wytrzymać miarę tu wskazaną. Tradycja ta wytworzona została przez doświadczenia dziejowe nic wspólnego nie mające z rozrostem i rozwojem pracy. Stąd, z punktu widzenia nowoczesnego życia, cechuje ją czczość, jałowość, bezwzględna niemal. Niezmiernie mało ma ona elementów, na których mogłaby się oprzeć myśl nowoczesnego człowieka. W miarę im większy jest wpływ tej tradycji na życie umysłowe warstw czy jednostek, tym trudniejszym dla nich staje się wypracowanie świadomości nowoczesnej. Jeżeli uznać za świadomość narodową zespół myśli, uczuć, wartości, pozwalających danej grupie narodowej brać samoistny udział w życiu ludzkości, to pragnąć należy, aby tradycja polska utraciła u nas wszelki wpływ nad umysłami. Powiedzą nam, że w obłudnej formie zaprzeczamy narodowości. Ustanawiamy ją tylko. Pragniemy, aby myślą polską była myśl pracujących milionów, aby one, pracą swą z dniem każdym coraz bardziej zrośnięte z organizmem nowoczesnej ludzkości, zerwały zgniłe pęta przeszłości, w której nie ma czym żyć. Dlatego też władza polskiej tradycji nad umysłami tej budzącej się masy to czynnik ich nieustannego upośledzenia, degradacji moralnej i umysłowej.

Władza tradycji polskiej nad umysłami naszymi była i tak przyczyną nieobliczalnych krzywd i strat w ciągu całego stulecia po upadku Polski. Myśl polska w ciągu XIX wieku nie sprzymierzyła się nigdy szczerze z życiem, nie zrozumiała, że polityczny upadek państwa nie wstrzymuje procesów życiowych w samym społeczeństwie. Po upadku państwa polskiego społeczeństwo nasze, pomimo przeszkód i klęsk, zdołało jednak wypracować w sobie nowoczesne formy życia. Po upadku państwa polskiego ani na jedną chwilę nie przestało żyć polskie społeczeństwo, nie przestał się przetwarzać, i to pomimo wszystko, w kierunku nowoczesności jego ustrój wewnętrzny. Stało się wreszcie jasnym, że w łonie tego społeczeństwa narodziła się klasa pracująca tak wysoce już rozwinięta, iż odtąd żaden już ważniejszy zwrot w dziejach tego społeczeństwa jest niemożliwym bez świadomego udziału tej klasy. Nowoczesna Polska istnieje jako fakt. Myśl pozostała w tyle za tym faktem. W zestawieniu z kulturalnym poziomem polskiego robotnika, polska literatura jest nędzarką, polska inteligencja skorupą pasożytniczą tamującą życie. Inteligencja ta wzrosła na tych modyfikacjach, jakim uległa tradycja polska w zestawieniu i zetknięciu z nowoczesnym życiem. Pomiędzy tą tradycją, będącą produktem feudalno-rycerskich form życia, a życiem nowoczesnej Europy, zasadzającym się na przezwyciężaniu tych form, istniała głęboka rozbieżność. Dopóki tradycja ta nie została przezwyciężona, złamana w samych podstawach swego duchowego panowania, dotąd nie mogło być swobodnego obcowania pomiędzy myślą polską a nowoczesnością. I istotnie obcowania tego nie było. Inteligencja polska nigdy nie przyjmowała form życia nowoczesnej ludzkości w dobrej wierze, były one dla niej czymś niezrozumiałym, obcym jakimś, fatalnym przeznaczeniem. Nigdy własną treścią.

Zagadnienie kulturalne naszej epoki polega wszędzie na tym: wytworzyć kulturę, to jest system wartości myśli, pojęć tego rodzaju, aby za jej pomocą mogło kierować samym sobą, całym swym życiem społeczeństwo świadomych robotników, nie ulegających żadnej reglamentacji ani w procesie wytwórczości materialnej, ani w swym życiu rodzinno-płciowym. Wytworzenie takiej kultury jest jedyną ideą centralną, pozwalającą znaleźć sens, kierunek w obecnym umysłowym życiu. Wartość inteligencji danego społeczeństwa zasadza się na tym, w jakiej mierze zdolna jest ona podjąć się tego wielkiego dzieła.

Polska inteligencja pod tym względem przedstawia obraz więcej niż smutny. Po pierwsze, zdolności jej i chęć pracy jest minimalna, po drugie, wysiłki jej skierowane są zgoła w innym kierunku, po trzecie, ulegając tradycji polskiej nie mającej nic wspólnego z tak postawionym zadaniem, dyskwalifikuje i degraduje siebie inteligencja ta bezustannie.

Zastanówmy się, co to jest inteligencja? Zobaczymy, że najznaczniejsza część warstw „myślących” jest związana z interesami wręcz sprzecznymi interesom klasy pracującej. Gdybyśmy nawet zapomnieli o tym, że przewaga tych ostatnich interesów musi wywierać wpływ ogromny i na pozostałą mniejszą część inteligencji, to i tak jeszcze, niezależnie od tego, charakter tej mniejszości przedstawi się nam bardzo wątpliwie. Na mniejszość tę będą składały się pewne odłamy i jednostki inteligencji zawodowej oraz inteligentny proletariat. Ten ostatni wywiera przeważny wpływ na tworzenie się nowych kierunków w literaturze i w życiu ideowym. Pod względem warunków życiowych, w jakich znajduje się ta warstwa ludzi, nie trzeba zapominać, że ulega ona tak samo jak proletariat przemysłowy zmiennym warunkom życia, a pozbawiona związku z procesem wytwórczym, porozbijana na oddzielne jednostki czuje podwójnie i potrójnie swoją bezsiłę wobec życia, którego nie pojmuje. W literaturze polskiej znajduje ona mało elementów, które mogłyby jej dać oparcie; przeciwnie, aż nazbyt dużo poetyzujących niemoc, bezsilne rozmarzenie. Nowoczesna literatura polska z tych właśnie wyrasta socjologicznych podstaw. Jest to literatura wydziedziczonych maminych synków, stanowiąca jako czynnik rozwoju społecznego ferment rozkładu, niemocy i zguby.

Czy jest jasnym teraz, że my w Polsce w sferze inteligencji, literatury, risum non teneatis – filozofii polskiej, polskich prądów kulturalnych, ruchów etycznych, zjazdów kobiecych, katolickich wolnomyślicieli, nietzscheanistów, buddystów, próżniaków wszelkich odmian i odcieni, altruistów, moralistów, możemy mieć tylko wrogów.

W samej rzeczy. Inteligencja polska potrzebuje zabawy, inteligencja polska – to raut mesjaniczny, to gawiedź czekająca, aby za pomocą tej lub innej etykietki usprawiedliwić swe leniwe istnienie. Czym możemy my być dla niej? My nie przynosimy cudotwórczych formuł, my nie mówimy: wymawiajcie te lub owe wyrazy, a zbawieni będziecie, lecz tylko domagamy się pracy nieustannej, surowej; nie przynosimy formuły pozwalającej pozostawać tym, czym się jest, a wydawać się sobie czym innym. Nie mówimy, że utrzymywacze domów publicznych stają się aniołami przez rozczytywanie się w Lutosławskim. Nie mówimy, że jest dość płakać na „Wyzwoleniu”, aby tymi łzami okupić mord nieustanny spełniany przez nas wszystkich na milionowych, pracujących masach ludu polskiego. Policzcie tych wszystkich Polaków, te niezliczone miliony, które giną bez jednej myśli ludzkiej, oddane na żer klechom i znachorom. Policzcie, zważcie ten ciężar straszliwy pracy, nędzy, to wszystko, po czym my depczemy jak po ziemi. Usprawiedliwienie nasze wobec tego to, że my wytwarzamy myśl narodu, my nie bierzemy lekko słów. Każda myśl, każde słowo wypowiedziane w polskim języku, każdy dzień przeżyty przez Polskę próżniaków, darmozjadów i Polskę bezsilnie szamocących się dzieci szlacheckich mierzymy tą straszliwą miarą. Nasza podstawa to głodzony, ginący w ciemnocie, nędzy polski lud pracujący. Nasz cel to uczynić ten lud współobywatelem wielkiej, wszechpotężnej ludzkości pracującej. Co nie jest etapem, środkiem, momentem na tej drodze, jest przeszkodą. Czas nie czeka. Nie zatrzymuje się ani na jedną chwilę, nie przestaje kosić śmierć, ani na jedną chwilę nie przestaje strącać w nicość niezliczonych tłumów istot, które ludźmi z imienia tylko były. I ani na jedną chwilę nie przestaje rosnąć potęga ludzkości naokoło nas, ani na jedną chwilę nie ustają zdobycze nauki, techniki, pracy.

Co godzinę staje się dziś trudniejszą rzeczą być człowiekiem, gdyż co godzinę rośnie, wzmaga się siła, myśl człowieka. Z otchłani swojego potępienia widzi nowoczesna ludzkość szczyty coraz wyższe, pierś jej oddycha coraz potężniej. Lud polski nie zginie. W czeluściach swoich wydobędzie on sam z siebie tę myśl, której mu inteligencja dać nie chce. Dać nie chce, powtarzam, bo do dziś dnia świadomość pracującego swobodnego człowieka nie odgrywa prawie żadnej roli w życiu Polski kulturalnej. Więc nie o lud tu już idzie; idzie o te wszystkie młode umysły i dusze, które skazane są na pustkę, zgubę, zmarnienie, jeżeli nie zrozumieją, że nie ma przed nimi innej drogi, jak ta tylko: wytwarzać myśl, prawo, kulturę polskiej pracy. Nie oglądać się nigdy poza siebie. Każdy przytułek przeszłości jest więzieniem. Naszą siłą jest to, wszystko nasze jest przed nami, nic nas nie odciąga wstecz, nie budujemy nic innego prócz tego gmachu, jaki wznosi sama ludzkość pracując i myśląc. Nie przynosimy żadnych pociech ani obietnic, ale dla myśli, dla duszy dajemy życie pełne trudu i znaczenia, życie, w którym żadna godzina nie mija bez wartości. Nędzarze i bezdomni, jesteśmy jedynymi, którym życie nie odbiera nic, a wszystko daje. Naszą jest każda zdobycz nauki, naszym jest każde drgnienie duszy ludzkiej budzące w niej swobodę i siłę. Naszą jest każda zdobycz techniki i pracy. Nie mamy środków na nieśmiertelność. Życie nasze przemija, jak wszystkich innych, ale pragniemy, aby z żadnej naszej chwili nie wyrastało nic prócz tego, czym ludzkość swobodna sobą rządząca żyć będzie.

Stanisław Brzozowski

__________________________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Społeczeństwo” nr 1 i 2, 26 października i 2 listopada 1907 r. Następnie włączono go do poszerzonej – w stosunku do wydania oryginalnego, przygotowanego przez autora – wersji zbioru „Kultura i życie”, pod redakcją Mieczysława Sroki (I tom „Dzieł” Brzozowskiego), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1973. Przedrukowujemy go za tym ostatnim źródłem.

 

Przypisy:

1. Ton każdego mojego sądu ma motywy. Piszę tak, jak piszę, o dr. Garskim dlatego, że skleciwszy z cytatów tom „Systemu filozofii”, który stwierdza, że dr Garski ani cytować, ani rozumieć  nawet łatwiejszych rozpraw filozoficznych, np. Durkheima, nie jest w stanie, pozwala on sobie w sposób powyżej wzmiankowany odzywać się o Heglu, którego nie czytał, a jeżeli czytał, jest to tym gorzej dla niego, lub też nazywać „Krytykę praktycznego rozumu” – książką zdumiewająco płytką. Ani Heglowi, ani Kantowi nie szkodzi to, ale szkodzi łatwowiernym i potrzebującym gruntownych studiów filozoficznych czytelnikom polskim.

2. Istnieje u nas jakiś przesąd co do zacofania i lenistwa Włoch: otóż katalogi wydawnictw naukowych włoskich na przeciętnym Polaku muszą sprawiać wrażenie oszałamiającej, przygnębiającej wprost intensywności pracy. Czytanie pism polskich obok włoskich jest upokorzeniem. W mediolańskim „Corriere della Sera” można było czytać artykuły o położeniu w Królestwie [Polskim] o wiele głębsze niż te, jakie drukowała prasa warszawska lub galicyjska. Nie znam stosunków hiszpańskich, ale lękam się, że nawet wznowienie Lelewelowskiej paraleli doprowadziłoby nas do upokarzających wyników. Na ogół tracimy z dniem każdym zdolność brania udziału w kulturalnym życiu Europy. Nie tylko jesteśmy lekceważeni, ale staramy się na to lekceważenie zasłużyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *