Jan Wolski

Podajmy sobie ręce (spółdzielnie pomocy domowej)

[1929]

Kobietom zarobkującym poza domem niezbędna jest pomoc domowa.

Mnóstwo mamy rodzin, w których prócz męża zmuszona jest do zarobkowania poza domem również i żona. Bo bardzo często mężowskie pobory nie wystarczają nawet na opędzenie najniezbędniejszych potrzeb zwłaszcza licznej rodziny.

Zjawisko to widzimy zarówno wśród inteligencji, jak i w sferze robotniczej.

Ale żona poza pracą zarobkową ma jeszcze mnóstwo spraw domowych. Sprzątanie, gotowanie, pranie, cerowanie, doglądanie dzieci i niezliczona ilość mniejszych i większych czynności, pochłaniających sporo czasu i pracy, a wymagających wykonania we właściwej porze.

Czy kobieta, która spędza poza własnym mieszkaniem cały dzień roboczy, jest w stanie podołać wszystkim tym zadaniom, jakie spadają na nią w domu?

Otóż – przede wszystkim – nie ma ona na to czasu. A w każdym razie absolutnie nie może spełniać szeregu najważniejszych czynności domowych we właściwej dla każdej z nich porze.

Poza tym tylko kobiety wyjątkowo silne i zdrowe mogą bez samobójczego przemęczania się wykonywać po ciężkiej pracy zawodowej nie mniej wyczerpującą pracę w domu.

Dlatego też kwestia pomocy domowej w rodzinach niezamożnych jest kwestią olbrzymiej doniosłości.

Jak u nas tę kwestię rozwiązują dotąd, i jak należy ją rozwiązywać w naszych stosunkach?

Posługiwanie się służącymi nie jest właściwym rozwiązaniem sprawy pomocy domowej w rodzinach niezamożnych.

W Polsce kobiety nie zdobyły się dotąd na właściwy sposób rozwiązywania kwestii pomocy domowej.

Jedyny stosowany u nas dotąd sposób załatwiania tej sprawy jest żywcem przejęty ze stosunków w świecie warstw posiadających, a mianowicie – sposób angażowania służących.

Sposób ten dla warstwy niezamożnej jest całkiem nieodpowiedni. I nie może w tej warstwie mieć szerszego zastosowania. A gdy bywa stosowany, daje wyniki wysoce niezadowalające.

***

Szerszego zastosowania nie może mieć przede wszystkim dlatego, że uboga rodzina (inteligencka czy robotnicza) nawet gdy mąż i żona oboje zarobkują – bardzo rzadko może sobie pozwolić na kosztowny wydatek utrzymywania w domu służącej.

Do tego jeszcze dochodzi tak powszechny u nas głód mieszkaniowy, uniemożliwiający wprost bardzo wielu nawet względnie dużo zarabiającym rodzinom na trzymanie służącej. Nie byłoby dla niej, jako osoby obcej w rodzinie, odpowiedniego kąta w ciasnym mieszkaniu. Wprawdzie głód mieszkaniowy zwalczany jest, chociaż bardzo powoli, przez budowę nowych domów. Jednak mieszkania w tych domach, o ile nie są przeznaczone dla zamożniejszych lokatorów, mają zwykle kuchenki nieduże i nie uwzględniają pomieszczenia dla służącej.

Posługiwanie się pomocą służących nie jest dogodne jeszcze i dlatego, iż zawodowa służąca ma osobliwy stosunek do rodziny swych zarobkodawców, i odwrotnie, co zresztą znajduje całkowite uzasadnienie w tym położeniu, jakie faktycznie zajmuje służąca przy rodzinie.

Stosunek ten jest wysoce niezdrowy i rażąco sprzeczny z duchem czasu oraz stosunkami panującymi w otaczającym życiu demokratycznego społeczeństwa naszych czasów.

Stosunek ten pomiędzy służącą a zarobkodawcami jest poniekąd zrozumiały w rodzinie zamożnej. Zresztą warunki życia w takim zamożnym domu układają się w sposób, gdzie niezdrowy charakter tego stosunku na ogół mniej boleśnie jest odczuwany, zwłaszcza przez rodzinę zarobkodawców.

Natomiast w rodzinie ubogiej stosunek ten jest zjawiskiem wprost dziwacznym. Jest w najwyższym stopniu przykry, a w przejawach swych niektórych wprost nieznośny dla jednej i dla drugiej strony. Zazwyczaj każda z obu stron ma swoje całkiem uzasadnione pretensje i żale. I co najgorsze – pretensje i żale, których nie można usunąć.

***

Stąd wspólny wniosek, że rozwiązania kwestii pomocy domowej w rodzinach niezamożnych należy dziś szukać w takim sposobie, który by uwzględniał trzy następujące warunki:

1. Pomoc domowa powinna kosztować niedrogo, a więc nie może to być praca osoby całkowicie zatrudnionej w rodzinie zarobkodawców.

2. Pomoc domowa nie korzysta z mieszkania w rodzinie zarobkodawców.

3. Stosunek pomiędzy rodziną zarobkodawców a pomocą domową musi być z gruntu inny, niż dotychczasowy stosunek między zamożną rodziną a zatrudnioną przy niej służącą. Stosunek ten powinien być w zgodzie z demokratycznym duchem czasu.

Pomocą domową mogłyby się trudnić kobiety potrzebujące zarobku, lecz nie mogące wychodzić do całodziennej pracy poza domem.

W wielu rodzinach robotniczych, chociaż zarobek mężowski nie wystarcza na utrzymanie, żona nie może chodzić do fabryki ani do innego całodziennego zajęcia, gdyż nie da się to absolutnie pogodzić z jej obowiązkami domowymi.

Natomiast chętnie wychodziłaby ona z domu dla zarobku na parę godzin dziennie lub raz, dwa czy trzy razy w tygodniu na całodzienne odpowiednie dla siebie zajęcie. A więc sprzątanie mieszkań, robienie zakupów na obiad, mycie podłóg czy okien, palenie w piecach, gotowanie obiadu, pranie bielizny itp.

W niejednej rodzinie ubogiej spotkamy starszą osobę, niezdolną już do cięższej pracy fizycznej, a więc do normalnego zarobkowania poza domem, która bardzo źle się czuje moralnie, że nie wnosi nic do domu na opędzenie wydatków rodzinnych.

Niejedna z takich staruszek bardzo chętnie by się zgodziła wychodzić codziennie na parę godzin do nieuciążliwego, odpowiedniego dla siebie zajęcia zarobkowego.

A więc zakupy na targu, ugotowanie obiadu, opiekowanie się dziećmi w czasie nieobecności matki, cerowanie itp.

Czemuż, jak dotąd, kobiety te nie szukają dla siebie pracy zarobkowej we wskazanym wyżej kierunku?

Otóż – po części – dlatego, że się nie domyślają tej drogi. Ale – przede wszystkim – dlatego, iż w stosunkach, panujących dotąd, praca taka, traktowana jako praca służącej, a więc odbywająca się przeważnie w warunkach upokarzających, jest wprost nie do pomyślenia dla kobiety z rozwiniętym poczuciem godności osobistej.

***

Nasuwa się przecież pytanie: czy by się jednak nie dało i w jaki sposób należałoby zorganizować wymianę usług pomiędzy dwiema tymi kategoriami kobiet pracujących?

Tak, aby jedne dawały drugim część swojego czasu i pracy w postaci pomocy domowej; drugie zaś w zamian za tę usługę dawałyby pierwszym część swoich zarobków (a więc też swojego czasu i pracy) w charakterze wynagrodzenia za wyświadczoną im pomoc w domu.

Oczywiście, taka wymiana usług musi być zorganizowana w sposób zapewniający każdej ze stron możliwie najwięcej pożytku i wygody, a wykluczający przyczyny tych niezdrowych stosunków, jakie panują pomiędzy zawodowymi służącymi a rodzinami ich zarobkodawców.

Najwłaściwszym sposobem zorganizowania pomocy domowej jest spółdzielnia pracy.

Sposobu organizowania takiej wymiany usług pomiędzy kobietami wynajdywać nie mamy potrzeby. Sposób taki bowiem jest znany, gdzie indziej poza Polską stosowany, wytrzymał próbę życiową i daje bardzo dobre wyniki dla stron obu.

Kobiety pragnące pewną część swojego czasu poświęcić pracy zarobkowej w zakresie pomocy domowej, zrzeszają się i zakładają w tym celu specjalną spółdzielnię pracy.

W spółdzielni tej członkinie powinny się dobierać z jak największą ostrożnością. Przyjmować do swojego grona tylko kobiety pewne, uczciwe, sumienne, porządne, pracowite, niekłótliwe. Nieostrożność w tym względzie może całą sprawę popsuć.

Każda z członkiń wypełnia kwestionariusz, w którym wynotowuje się, jaką robotę członkini umie i pragnie spełniać; jak często, w jakiej dzielnicy miasta, w jakich dniach i godzinach.

Na podstawie tych kwestionariuszy spółdzielnia układa odpowiednie ogólne wykazy.

Aby ułatwiać swym członkiniom ich pracę zarobkową, spółdzielnia posiada odkurzacze i froterki elektryczne, pasy używane przy myciu okien i podobne potrzebne przy pracy przedmioty.

***

Do spółdzielni zwracają się poszczególne rodziny, którym potrzebna jest pomoc domowa w tym czy innym zakresie. I spółdzielnia pomocy tej im dostarcza, wysyłając do roboty swoje członkinie.

Nieraz jedna rodzina korzysta z pomocy kilku członkiń spółdzielni. A więc – jedna członkini sprząta i odkurza mieszkanie, druga – gotuje obiady, trzecia – raz na tydzień myje podłogi, czwarta – przychodzi do prania bielizny, piąta – do mycia okien.

Z usług spółdzielni mogą również korzystać różne instytucje – biura, urzędy, lokale szkolne. Zwłaszcza instytucje społeczne i publiczne powinny stać się stałymi klientami takiej spółdzielni.

***

Spółdzielnia za pracę każdej ze swych członkiń bierze odpowiedzialność wobec zarobkodawcy. Spółdzielnia też umawia się o wysokość wynagrodzenia za pracę i sama pobiera od zarobkodawców opłaty.

A członkinie są opłacane już przez spółdzielnię. Nie jest więc członkini służącą tych, którym pomaga w pracy domowej, tylko przedstawicielką spółdzielni, spełniającą ściśle oznaczone czynności.

Rzecz prosta, że spółdzielnia podejmuje się tylko takich czynności i na takich warunkach, jakie odpowiadają jej członkiniom. Przyjmuje zaś na członkinie tylko te kandydatki, które dają całkowitą pewność, że dobrze i sumiennie będą wywiązywać się z podejmowanych czynności.

Wielkie korzyści dla stron obu.

Tak zorganizowana pomoc domowa jest bardzo dogodna dla stron obu. Toteż spółdzielnie te, gdy są dobrze prowadzone, mają olbrzymie zapotrzebowanie na swą pracę i wielką ilość zgłaszających się na członkinie kandydatek.

***

Przy systemie tym nie ma już kłopotów z wyszukiwaniem odpowiedniej służącej. Wystarczy zatelefonować do spółdzielni:

– „Prosimy o przysyłanie w takich a takich godzinach odpowiedniej osoby do takich a takich czynności. Poza tym w takich a takich odstępach czasu prosimy o przysyłanie odpowiedniej osoby do prania. Itd.

W spółdzielni zapotrzebowanie zanotują i odpowiednie kobiety będą przychodziły w umówionej porze do umówionych czynności.

***

Zawodowa służąca czuje się w ciasnym mieszkanku swoich zarobkodawców jak piąte koło u wozu. Skończyła swoją pracę – i nie ma dla siebie kąta. Ona innym zawadza, i jej inni zawadzają.

A przy nowym systemie – wykonała pomocnica domowa swoje czynności – i już jej nie ma.

Ona jest wolna, i od niej są wolni.

***

Pomiędzy zawodowymi służącymi a ich zarobkodawczyniami jakże często zdarzają się nieporozumienia, nawet awantury. Każde rozstanie się ze służącą na pewno nie jest przyjemne ani dla jednej, ani dla drugiej strony.

Przy nowym systemie, jeśli przychodząca kobieta nie odpowiada wymaganiom swej zarobkodawczyni lub odwrotnie, nawet mówić sobie o tym nie mają one potrzeby.

Wystarczy, iż niezadowolona zakomunikuje w biurze spółdzielni, że prosi o inną pomocnicę do domu lub o inną pracę. I już ze sobą mogą się nawet nie zobaczyć. Bo rozrachunki każda ma tylko ze spółdzielnią.

***

Między zawodowymi służącymi zdarzają się czasami kobiety niesumienne, nieuczciwe, niekiedy – nawet złodziejki. Ileż to niepewności, obaw i ryzyka ma rodzina zarobkodawców, biorąc do domu osobę nieznajomą w charakterze służącej.

Przy naszym systemie – ryzyka nie ma wcale.

Kobieta przychodząca do pracy jest przedstawicielką spółdzielni. Za jej sumienność i uczciwość odpowiada cała spółdzielnia.

A gdyby się nawet przytrafiło jakieś nadużycie, co jest prawie zupełnie wykluczone, spółdzielnia, a więc poważna instytucja społeczna, będzie musiała wynagrodzić szkodę swojej klientce czy klientowi.

Spółdzielnie pomocy domowej mogą pięknie się rozwijać.

Spółdzielnia pomocy domowej może bardzo pięknie działać w każdym mieście, gdzie są liczniejsze zastępy kobiet pracujących, zarówno takich, które potrzebują w swym mieszkaniu pomocy domowej, jak i tych, co tej pomocy mogą udzielać.

***

Spółdzielnia organizuje dla swych członkiń kursy sprzątania, gotowania itd.

Gromadzone zaś fundusze społeczne pozwalają spółdzielni na zakładanie kolonii wypoczynkowych dla członkiń i ich rodzin, na wydawanie bezprocentowych pożyczek, nawet w razie ciężkiego położenia członkini – bezzwrotnych zapomóg. Spółdzielnia staje się stopniowo dla swych członkiń coraz bardziej pożyteczną instytucją siostrzanej pomocy wzajemnej.

***

Gdy spółdzielnia będzie już miała większą ilość stałych klientek, wówczas można będzie i trzeba będzie zrzeszyć je ze sobą i utworzyć z nich rodzaj spółdzielni spożywców, korzystających z usług spółdzielni pracy.

A wtedy obie spółdzielnie będą układały się ze sobą co do wysokości opłat za usługi oraz będą załatwiać wszelkie nieporozumienia pomiędzy członkiniami jednej i drugiej spółdzielni.

Stanie się to z wielkim pożytkiem dla sprawy.

Kobiety pracujące, podajcie sobie ręce!

Opisany powyżej w krótkim zarysie spółdzielczy sposób wymiany usług pomiędzy dwiema kategoriami kobiet pracujących, jest już wypróbowany przez życie w paru miastach włoskich i, zdaje się, w kilku innych też krajach.

Czyż kobiety polskie nie powinny również wejść na tę drogę?

Czekamy więc inicjatywy z Waszej strony!

Podajcie sobie ręce!

 

 

Wszelkich wskazówek instrukcyjnych oraz pomocy przy organizowaniu spółdzielni pracy udziela Sekcja Kooperacji Pracy Polskiego Towarzystwa Polityki Społecznej (Warszawa, Nowogrodzka 21, front 1 piętro, tel. 257-30). Wydawnictw z zakresu kooperacji pracy żądać w Związku Spółdz. Spożywców (Warszawa, Mokotów, Grażyny 13), jego oddziałach oraz księgarniach.

Jan Wolski
___________________________
Powyższy tekst to cała broszurka, Wydawnictwo Sekcji Kooperacji Pracy Polskiego Towarzystwa Polityki Społecznej, Wydano z zasiłku Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, Warszawa 1929. Od tamtej pory nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

 

Warto przeczytać inne teksty o spółdzielczości pracy:

pozostałe teksty Jana Wolskiego:

a także teksty o Janie Wolskim:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *