Władysław Landau

Ośmiogodzinny dzień pracy

[1927]

Nieco z historii

Nie piszemy tu historii czasu pracy najemnej, nie zamierzamy odtwarzać walk na tym podłożu powstałych, poddawać rozbiorowi zwycięstwa i klęski. Byłaby to nieomal historia klasy robotniczej. W dziejach jej ta kwestia jest jedną z naczelnych, wiąże się nierozłącznymi więzami z mnóstwem spraw innych i byłoby niemożliwością wyłuskać spośród nich zagadnienia czasu pracy, oderwać je od tła przyrodzonego.

Warto jednak na niektóre szczegóły zwrócić uwagę.

Oto w r. 1856 zaprowadzono w Nowej Południowej Walii (Australia), na mocy umowy, w wielu zawodach 8-godzinny dzień pracy. Organ miejscowy „Morning Herald” taki wypowiedział wtedy pogląd: „Kilku ograniczonych, złośliwych głupców wszczęło tę agitację, której wynikiem będzie, że obecne świetne koniunktury będą wniwecz obrócone – 8-godzinny dzień pracy może być tylko triumfem jednodniowym”. Historia, jak się to nieraz zdarza, poparła „ograniczonych, złośliwych głupców”. Triumf jednodniowy trwa już blisko 70 lat i jakoś nie najgorzej dzieje się w Australii. Najlepszym dowodem, że ta reforma nie zaszkodziła, jest wprowadzanie obecnie ustawowego 44-godzinnego tygodnia pracy.

„Ograniczeni, złośliwi głupcy” nie tylko działali w Australii, ale wszędzie, gdzie istniał przemysł – w Anglii, w Ameryce, w Niemczech, Belgii itd. I wszędzie przeciwstawiono im te same argumenty, wszędzie straszono ruiną gospodarki, zalewem przez zagranicę, nastaniem bezrobocia. Nie warto chyba wyciągać zakurzonych, pożółkłych druków z protokołami mów konserwatywnych szefów rządów, posłów, agitatorów, ani odgrzebywać artykułów gazet reakcyjnych? Niech spoczywają w spokoju.

Jednak nie tylko słownymi argumentami odpierano atak na przydługi dzień roboczy. Walka szła ostra, obfitowała w epizody tragiczne. Amerykańska Federacja Związków dała robotnikom hasło, by nie czekając na ustawy rządowe wprowadzili sami z dniem 1 maja 1886 roku 8-godzinny dzień roboczy. „W dniu tym panowało wśród robotników wielkie wzburzenie. W różnych wielkich ośrodkach przemysłu wybuchały poważne, kilkodniowe zatargi. Dnia 4 maja doszło do starć między robotnikami i policją. Ponieważ rzucono bombę i padło kilka ofiar, aresztowano przywódców robotniczych. Pięciu z nich skazano na śmierć, trzech na dożywotnie roboty przymusowe. Z tych pięciu czterech poniosło w r. 1887 karę śmierci, mimo uporczywych zapewnień o swej niewinności. Później proces zrewidowano i uwolniono pozostałych skazańców”. Pod wrażeniem tych wypadków obradował kongres Międzynarodówki socjalistycznej w r. 1889 w Paryżu. Tu tkwi rodowód święta robotniczego 1 maja. Sprzęgnięcie manifestacji pierwszomajowych z hasłem 8-godzinnego dnia pracy dodało mu ogromnej siły żywotnej. Hasło to rozpostarło się po wszystkich krajach, dokąd docierał ruch socjalistyczny. Obnoszone na tysięcznych transparentach, sławione w krociach mów, podnoszone w niezliczonych okrzykach, przestało być jednym z wielu punktów programu minimalnego i stało się symbolem dążeń całej klasy robotniczej.

Albowiem chociaż hasło 8-godzinnego dnia pracy podniósł już był Owen, poparli je czartyści, a roznieśli szeroką falą socjaliści spod znaku Marksa, to dopiero po r. 1889 stało się własnością duchową całego proletariatu bez różnicy odcieni politycznych. Weszło do programów związków „chrześcijańskich”, „narodowych”, „hirsch-dunckerowskich” i innych.

Po uchwale kongresu paryskiego, również w Polsce hasło to poczęło coraz głośniej rozbrzmiewać. Według słów „Przedświtu”, polscy delegaci na tym kongresie złożyli oświadczenie, że głosować będą za uchwałą domagającą się międzynarodowego prawodawstwa pracy, zwracają jednak uwagę na szczególne warunki, w jakich się znajdują, i dlatego nie mogą wszystkich sił swych zwrócić na tę wyłącznie agitację oraz całości i bytu organizacji swej poświęcić w imię udania się manifestacji. Swoją drogą o 8-godzinnym dniu pracy wspomina odezwa „Komitetu Robotniczego” z 1890 r. Żąda go i odezwa Proletariatu z 1891 r., wydana z powodu nowej ustawy robotniczej, dopomina się oń Związek Robotników Polskich. Odtąd hasło to zjawia się każdego 1 maja, podczas wielu strajków, w rozlicznych odezwach, artykułach, broszurach, dostaje się do programu tak licznych u nas partii robotniczych, organizacji, związków, stowarzyszeń, kół i kółek. W latach rewolucji 1905-1906 nabiera rumieńców życia. Zwycięska rewolucja miejscami wciela to marzenie w czyn. Ale w następnych latach stopniowo, pisze „Wiedza”, „znoszono przerwy na śniadania i podwieczorki, skracano przerwy na obiad, wreszcie przedłużano wprost czas pracy”. I taki komentarz do tego dodaje to spokojne na ogół pismo: „Czyż można było zapomnieć dzieje 1904-06 roku? Czy wypadki lat ubiegłych niczego ich nie nauczyły? Obawy wrzenia już teraz są widoczne i niezadługo wystarczy jedna iskra, ażeby wywołać wybuch, którego skutki dla przemysłu mogą być okropne”. W wielu jednak zakładach 8-godzinny dzień pracy przetrwał aż dotychczas.

Na Zachodzie o wiele wcześniej urzeczywistniono to hasło. W Stanach Zjednoczonych już w r. 1868 zaprowadzono 8-godzinny dzień pracy w przedsiębiorstwach państwowych. Poszczególne stany naśladowały ten krok, ustalając dzień 8-godzinny bądź dla całego przemysłu, bądź dla niektórych gałęzi. W Anglii wprowadzono go w zakładach wojskowych i marynarki w r. 1893, w górnictwie zaś ustawą z r. 1908. Ponieważ jednak w zagłębiach Durhamu i Northumberlandu pracowano już wtedy tylko 7 godzin, albo nawet mniej, miała ta reforma znaczenie tylko dla górników Szkocji, Lancashire i Walii. We Francji wprowadzono go w górnictwie ustawowo w r. 1908.

Podaliśmy kilka faktów i dat historycznych, aby podkreślić, że hasło 8-godzinnego dnia pracy ani nie przyszło ze wschodu, ani nie zrodziło się dopiero w dniach zamętu powojennego. Mówimy to dlatego, ponieważ czytając różne głosy publicystyki można nabrać takiego właśnie przeświadczenia.

Ale co się jednak dziwić laikom! Oto nikt inny, jeno prof. H. Herkner, autor obszernej „Kwestii robotniczej”, który te sprawy winien znać lepiej od kogokolwiek innego, oskarża niemieckie związki zawodowe o to, że wystąpiły w dniach przewrotu listopadowego z hasłem, nie wysuniętym w programie, opracowanym przez nie podczas wojny. I jakież to wspaniałe widowisko, gdy mu L. Brentano zupełnie serio opowiada dzieje stuletnich walk o ośmiogodzinny dzień pracy i tłumaczy, że to nie jest hasło, które powstało dopiero po wojnie, że było częściowo już urzeczywistnione o wiele dziesiątków lat przed wojną.

Stan przed wybuchem wojny

Stan prawny w stosunku do czasu pracy przedstawiał się w ważniejszych państwach przed wojną w sposób następujący.

Rosja od 1897 r. ma maksymalny czas pracy 11½  godziny, Austria od 1885 r. – 11, Francja od 1904 r. – 10, Szwajcaria od 1877 r. – 11.

Prócz tych norm ogólnych, istniały znacznie dalej idące postanowienia dla kobiet i młodocianych oraz w niektórych gałęziach przemysłu: w górnictwie, w zakładach szkodliwych dla zdrowia itp.

Takie były ramy prawne. Nacisk robotników i dobrze zrozumiany interes własny światlejszych przemysłowców doprowadziły jednak do tego, że ramy te wielce odbiegały od stosunków faktycznych.

W Rosji, w guberni moskiewskiej normalnym był 9-10-godzinny dzień roboczy. Również 9-godzinny dzień obowiązywał od 1905 r. na kolejach państwowych i w marynarce. W przemyśle naftowym w Baku niektóre kategorie robotników pracowały 8 godzin. Także niektóre cukrownie szły na trzy zmiany ośmiogodzinne.

W Niemczech ankieta urzędowa, przeprowadzona bezpośrednio przed wojną, a obejmująca 1255 tysięcy robotników, dała takie rezultaty: do 8 godzin włącznie pracowało 3,44% ogółu robotników, 8-9    godzin – 34,19%, 9-10 godzin – 58,72%, ponad 10 godzin – 3,62%.

Co do Austrii brak wiarogodnej statystyki. Statystyka umów zbiorowych wykazuje, że przeciętny czas pracy wahał się między 9¼ a 9½ godzin dziennie.

We Francji z 277 000 zakładów zbadanych w 1912 r., 70,3% pracowało 10 godzin dziennie, 25,2% dłużej niż 10 godzin. Tylko więc 4,5% pracowało poniżej 10 godzin. Ciekawe są wyniki ankiety z 1891 r., oświetlające związek pomiędzy wielkością zakładu a czasem pracy. A mianowicie przeciętny czas pracy wynosił: 9¼ godzin w zakładach zatrudniających 1000 i więcej robotników, 10¾ godzin w zakładach zatrudniających 25-1000 robotników, 11 godzin w zakładach zatrudniających poniżej 25 robotników.

Im większy zakład, tym krótszy był czas pracy.

Dłuższy niż we Francji czas pracy był w Belgii, brak nam jednak bliższych informacji.

Wszystkie te państwa wyprzedzała Anglia. Czas pracy dłuższy ponad 9 godzin należał w tym kraju do rzadkości, czas krótszy był bardzo częsty, zwłaszcza w przemyśle budowlanym, drukarskim, meblowym.

W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej według statystyki z 1914 r. pracowało: do 8 godzin włącznie 11,8% ogółu robotników, 8-9 godzin – 13,4%, 9 godzin – 25,8%, 9-10 godzin – 22,1%, 10 godzin – 21,1%, powyżej 10 godzin – 5,8%.

Cóż wynika z tych liczb? Jakie państwa miały krótki czas pracy. Są to: Niemcy, Anglia, Stany Zjednoczone.

Jakie państwa znajdowały się w pełni gospodarczego rozwoju? Te same Niemcy, Anglia, Stany Zjednoczone. Rosja, Austria, Francja, Włochy, że nie mówimy już o państwach pomniejszych, miały względnie długi czas pracy. Nie one jednak przodowały rozwojowi przemysłowemu. I Niemcy obecne często zwracają słuszną uwagę na fakt, że u nich przed wojną pracowano krócej, niż np. we Francji.

Podczas wojny

Przyszła wojna. Przemysł prywatny w państwach prowadzących wojnę prawie zamierał – wojskowy nie dbał o wytwórcę-pracownika. Szło o największą ilość wytworzonych armat, pocisków, karabinów, bagnetów, szło o mundury, konserwy, przybory. Któż dbałby o zdrowie, siły, kulturę rzesz pracujących w czasach, kiedy nie dbano o życie.

Więc przedłużano czas pracy do 12, do 14, 16 godzin. Sfery rządzące myślały tylko o wrogu zewnętrznym, nie pamiętały zaś, że w dziesiątej, jedenastej, dwunastej godzinie fabrycznej, coraz mniej wykuwano luf, coraz więcej natomiast gniewu i nienawiści.

Jakże roztropni byli Anglicy i Amerykanie, skracając w czasie wojny, w fabrykach amunicji, czas pracy i zyskując serca ludzi, pracujących przy maszynach, ośmiogodzinnym dniem pracy.

Czasy rewolucji i powojenne

Rosja pierwsza zaprowadziła 8-godzinny dzień pracy 11 listopada 1917 r. Po Rosji niepodległa Finlandia. Potem Niemcy. Następnie Polska, Czechosłowacja, Austria, Jugosławia i po kolei wszystkie prawie inne państwa europejskie (poza Europą przedtem Panama – 1914; Urugwaj – 1915; Ekwador i Meksyk – 1917). Gdzie nie ustawą, tam umową zbiorową: gdzie nie umową, tam faktem. Albowiem klasa pracująca była w całej prawie Europie panem sytuacji i jednym z pierwszych czynów jej władzy było skrócenie czasu pracy.

Sfery kapitalistyczne nie wystąpiły wtedy ze swymi zastrzeżeniami. Wręcz przeciwnie! Posłuchajmy polskich mówców sejmowych z 1919 roku:

„Skrócenie dnia pracy jest najważniejszym warunkiem podniesienia moralnego i duchowego poziomu klasy robotniczej”, mówi ks. pos. Styczyński ze Związku Ludowo-Narodowego.

„I nie dlatego głosować będziemy za 46 godzinami tygodniowej pracy, iżbyśmy się obawiali pogróżek lewicy, ale dlatego, iż uważamy, że taka ilość godzin pracy tygodniowej jest słuszna”, głosi drugi poseł prawicowy, Szymczak.

„Dwa powody kierują nami, że głosujemy za ustawą. Po pierwsze skłania nas do tego, że się tak wyrażę, nadprodukcja robotnika, drugim powodem… że robotnika trzeba uobywatelnić, dać mu oświatę i czas na kształcenie”, mówi poseł Krajna ze Zjednoczenia Mieszczańskiego.

„Uważamy, że jeżeli robotnik należycie odpocznie, będzie mógł intensywnie pracować. Uważamy, że przez to zdrowie robotnika podniesie się także i siła jego, a wiemy, że siła naszego robotnika i zdrowie, to jest także pewna część majątku narodowego”, rzekł poseł Maślanka z „Piasta”.

Poseł Adam zakomunikował Izbie, że Komisja Przemysłowa-Handlowa przyjęła bez zastrzeżeń jednomyślnie zasadę ośmiogodzinnego dnia pracy.

Obecnie partie prawicowe starają się przypisać „winę” za skrócenie czasu pracy lewicy. Fakty powyższe mówią jednak za siebie. Godzi się przypomnieć również rozpoczęty wtedy przez prawicę spór o pierwszeństwo w tym względzie. Kładła ona nacisk w swoim czasie na stwierdzenie tego, że nie rząd Moraczewskiego był inicjatorem reformy, lecz Naczelna Rada Ludowa w Poznaniu, która pierwsza wystąpiła z dekretem odpowiednim.

Ks. poseł Styczyński, uzasadniając obecnie konieczność przedłużenia czasu pracy, powołuje się na kryzys i bezrobocie. Ale czyż nie gorszy kryzys, nie gorsze bezrobocie panowało w 1919 r., kiedy uzasadniał był konieczność 8-godzinnego dnia pracy? Kiedy jak kiedy, ale wtedy należało wytężyć wszystkie siły, aby odbudowywać kraj po zniszczeniu wojennym, dostarczać broni i zaopatrzenia walczącej armii. A może ks. Styczyński uznawał argument przytaczany przez posła Krajnę, tj. może skłaniała go do głosowania za ustawą „nadprodukcja” robotnika? Dlaczego jednak obecnie „nadprodukcja” ta wywołuje w nim inne refleksje? /…/

Stosowanie ustawy u nas

Z energią i wytrwałością godną lepszej sprawy nasi heroldowie przemysłu porównują czas pracy w Polsce i zagranicą. Nie biorą przy tym w rachubę najważniejszego czynnika – wysokości płac. Lecz o tym poniżej. Na tym miejscu chcielibyśmy podkreślić, że w porównaniach tych operuje się zazwyczaj normami prawnymi. Zagranicą litera prawa jest na ogół przestrzegana. Czuwa nad nią jako straż gęsta sieć inspekcji pracy, karzą opornych sądy przemysłowe. U nas zaś często prawo jest prawem, a życie – życiem. Można powiedzieć bez przesady, że ustawy z dn. 18 grudnia 1919 r. przestrzega tylko wielki przemysł, ale i ten nawet pozwala sobie na jawny sabotaż i drwi sobie z wyroków sądowych.

Gdzie jest kraj, w którym sąd, mimo wyraźnego brzmienia ustawy i orzeczenia Sądu Najwyższego, śmie uwolnić depczącego prawo fabrykanta, podając jako pobudkę, że ustawa jest zła. A skoro w łamaniu obowiązującego prawa bierze udział sąd, cóż dziwić się, że gwałcą je na każdym kroku zainteresowani?

Sprawozdania inspekcji pracy mrowią się po- prostu od faktów jawnego sabotowania ustawy. W Sprawozdaniach za rok 1923 czytamy:

„Ustawa z dnia 18 grudnia 1919 r. o czasie pracy w przemyśle i handlu oraz wydane na podstawie tej ustawy rozporządzenie nie znalazły dotychczas należytego poszanowania w obrębie Okręgu IX, zwłaszcza w miejscowościach usuwających się spod niezbędnej kontroli z powodu oddalenia i trudności komunikacyjnych” (woj. stanisławowskie).

„Ustawa z dn. 18 grudnia 1919 r. jak to wykazały inspekcje przedsiębiorstw przemysłowych i handlowych ani tu, ani tam nie jest przestrzegana zarówno z winy pracodawców jak i robotników” (woj. lwowskie i tarnopolskie).

„Wykroczenia przeciw przepisom tej ustawy zdarzają się dość często” (woj. białostockie i poleskie).

„Pięcioletnia wytężona praca inspektorów nie tylko nie osiągnęła choćby nieznacznej poprawy w zakresie wykonania przez pracodawców przepisów ochronnych, przede wszystkim zaś ustawy o czasie pracy, lecz przeciwnie porównanie ilości tych przekroczeń z poprzednim okresem wykazuje poważny ich wzrost o 809 wykroczeń w ogóle” (woj. łódzkie).

„Np. w młynach przeważała praca na dwie zmiany przy 12-godzinnym dniu roboczym, gdy zaś który z robotników był temu niechętny, otrzymywał zwolnienie” (woj. warszawskie).

W Sprawozdaniach za rok 1924 czytamy:

„Ośmiogodzinny dzień i 46-godzinny tydzień roboczy są ściśle przestrzegane w większych zakładach. W mniejszych, zwłaszcza stosujących płace godzinowe, przekroczenia czasu pracy stanowią zjawisko bardzo rozpowszechnione. Walka z tymi przekroczeniami jest bardzo trudna: z jednej strony drobni rzemieślnicy uważają, że ustawa o czasie pracy ich nie dotyczy, z drugiej sami pracownicy godzą się na taki stan rzeczy, pragnąc powiększyć zarobek” (woj. pomorskie).

Skarga na robotników powtarza się wielokrotnie. „Robotnicy chętnie pracują ponad 8 godzin, pragnąc poprawić nędzny byt wynagrodzeniem za pracę nadliczbową; skutkiem tego tają przedłużenie czasu pracy, a wnoszą skargi jedynie z okazji zatargów z pracodawcami na tle wynagrodzenia za godziny nadliczbowe” (woj. poznańskie).

„Dokładny nadzór nad stosowaniem przepisów o czasie pracy jest ogromnie utrudniony skutkiem tego, że robotnicy w porozumieniu z pracodawcami ukrywają rzeczywisty czas pracy, a dopiero przy zwolnieniu zgłaszają pretensję o dopłatę za godziny nadliczbowe. Inspektorzy pracy dochodzą ustalenia rzeczywistego czasu pracy nieraz okólnymi drogami. Nie będzie przejaskrawianiem twierdzenie, że prawie wszystkie zakłady mniejsze, zatrudniające do 16 lub 20 robotników, pracują dłużej niż 8 godzin na dobę. Rzeczywisty czas pracy wynosi tam 8½, 9, 10, nawet 12 godzin, jak w młynach, gorzelniach itp. Przedsiębiorstwa kolejowe w woj. wołyńskim pracują z reguły po 10 godzin na dobę. To samo czynią inne przedsiębiorstwa państwowe” (woj. lubelskie i wołyńskie).

Oto jak w świetle materiałów urzędowych przestrzega się obowiązujących ustaw. Wszyscy inspektorzy pracy stwierdzają fakt lekceważenia ustawy przez drobny i średni przemysł, który u nas jest typem przeważającym. A koroną wszystkiego jest lekceważenie ustawy przez sądy.

Fakt, że na przedłużenie czasu pracy godzą się robotnicy, nie jest argumentem przeciw ustawie. Należy zważyć, że robotnik w czasie kryzysu godzi się z konieczności na wszystko, byleby tylko nie utracić miejsca, i stara się za wszelką cenę zwiększyć głodowe zarobki, byle móc utrzymać siebie i rodzinę. Ustępliwość robotników pod tym względem wskazuje na niezmiernie niski stan płac i jest argumentem tylko przeciw nim, tym płacom, nie zaś przeciw 8-godzinnemu dniu pracy. /…/

Względy fizjologiczne, przemawiające za 8-godzinnym dniem pracy

Doświadczenia potwierdzają więc, że wydajność pracy w dziewiątej i dziesiątej godzinie jest na ogół niższa aniżeli w poprzednich. Stopień obniżenia jest zależny od mnóstwa czynników, w tej liczbie charakter pracy samej należy do rzędu najważniejszych wprawdzie, nie jest jednak czynnikiem jedynym.

Mówi się często, że praca np. w przemyśle włókienniczym nie jest ciężka. Ale należy wziąć pod uwagę dwa czynniki: hałas i postawę stojącą. Co się tyczy hałasu to dość utartą jest opinia, że człowiek się do niego przyzwyczaja. To jednak nie jest jeszcze dowodem jego nieszkodliwości. Według Heiliga (w „Medizinische Reform”) z 574 wypadków neurasteników robotników, którzy przebywali w Hans Schönow koło Berlina, aż w 11,2% etiologicznie hałas wchodził w rachubę. Co się tyczy postawy, to zauważyła p. Bernays, że np. „prządki nie skarżą się na bóle rąk, lecz na bóle w plecach, nogach i stopach, na bóle w ramionach i łopatkach. U przędzarzy i tkaczy przemęczenie pochodzące z takiego źródła jest zapewne mniejsze”.

Wkraczamy w nową dziedzinę, ściśle jednak związaną z poprzednią. Dlaczego wydajność opada pod koniec dnia? Oto organizm odmawia posłuszeństwa. Ciało buntuje się, choć umysł dąży do dalszej pracy, do nowych zarobków… „Znużenie jest jednym z objawów samoobrony organizmu i chroni go od nadmiernego wyczerpania, szkodliwego dla zdrowia osobnika”.

„Co się tyczy ośmiogodzinnego dnia pracy – pisze fizjolog francuski Jules Amar – jest on swego rodzaju przesądem stosowanym w przemyśle: dzień ten jest w rzeczywistości bądź to nadmierny, bądź to niewystarczający. Nie może być równomiernego czasu pracy, bo jakże różne są poszczególne zawody”.

„Czas pracy będzie oczywiście różny w poszczególnych zawodach. Prawodawca będzie go mógł ustalić według rodzajów [pracy], ale na podstawie materiałów naukowych”.

Higieniści i fizjologowie mają szlachetną ambicję, by ich nauki służyły za podstawę aktów ustawodawczych. Jest to ambicja znacznie godniejsza poparcia niż dążenie „ekonomistów”, by za podstawę służyła stopa zysku. Niestety przy obecnym stanie wiedzy jest rzeczą niemożliwą uzyskanie od tych specjalistów jednozgodnych orzeczeń i należy wątpić, czy to w ogóle kiedyś będzie realne.

Ale pomińmy wypadki skrajne. Wyrzućmy poza nawias rozważań pracę w szczególnie dla zdrowia niebezpiecznych warunkach oraz zajęcia zgoła lekkie.

W tych dwóch wypadkach medycyna łatwo będzie mogła orzec, czy czas pracy winien być skrócony lub bez szkody dla zdrowia przedłużony. Jednak i w tych warunkach należy powątpiewać, czy zdoła dać ścisły wyrok, że praca ta winna trwać właśnie np. 6 względnie 12 godzin.

Te trudności wzmagają się, gdy ma się do czynienia z pracą zwykłą, nie wpadającą w żadną krańcowość.

„Wyczerpanie wskutek przepracowania występuje doraźnie lub po upływie kilku dni tylko wyjątkowo, najczęściej zaś, zależnie od indywidualności pracownika, ujawnia się dopiero po tygodniach, miesiącach, a często i latach. Występuje stopniowo upadek ogólnego odżywiania, chudnienie, utrata łaknienia, niedokrwistość, osłabienie mięśnia sercowego, brak tchu, szybkie wyczerpywanie się, dalej zmniejszona odporność na zatrucia, choroby zakaźne, w sferze zaś nerwowej nadmierna wrażliwość na bodźce zewnętrzne (światło, dźwięk), bezsenność i ogólnie podniesiona wrażliwość nerwowa. Czas, w jakim występują u pracowników powyższe objawy jest wielce różny, zależy to od wieku, stanu, odżywiania ogólnego, energii życiowej i bezwarunkowo pewnego nastroju psychicznego”, pisze prof. dr A. Sokołowski. Podkreśla w ten sposób pośrednio niemożność naukowego ustalenia najodpowiedniejszego czasu pracy z punktu widzenia higieny. Podobnie ma się sprawa ze zmęczeniem w ciągu dnia.

Nie chodzi tu o poczucie podmiotowe, które może zupełnie odbiegać od rzeczywistego stanu rzeczy. Jest bowiem bardzo, a bardzo różnolite. /…/ Różnie, w zależności od sił, nastroju, warunków higienicznych, rodzaju surowców i maszyn itd., odczuwa robotnik zmęczenie. Zmęczenie owłada w różnym terminie, zależnie od warunków indywidualnych, ciało pracownika. /…/ Przyznajemy, że niektóre zawody powinny mieć krótszy czas pracy ze względów zdrowotnych. Jak jednak rzeczy się mają z zawodami o pracy lekkiej? Rozporządzenie z 26 stycznia r. 1922 zezwala na 12-godzinny dzień pracy odźwiernych, dozorców i stróżów placowych, parkowych, drogowych itp. Tu należy jednak mieć na uwadze wzgląd, podniesiony przez posła Z. Żuławskiego: „Gdy ktoś oddaje swój czas pracodawcy przez 8 godzin, to czy te 8 godzin na takiej czy innej pracy spędzi, to jest wszystko jedno. I na odwrót, kazać mu stać przez 14 godzin bezczynnie, to będzie dla niego taka sama udręka, a bodajże większa jeszcze, niż spędzenie tych samych godzin na pracy”. Twierdzenie to poprze każdy, kto np. w wojsku stał na warcie…

Ale nie można się godzić na dyktaturę higienistów nie tylko dlatego, że dyktatorzy byliby w kłopocie, ale również dlatego, że trzeba się liczyć również z innymi argumentami za 8-godzinnym dniem pracy, a przede wszystkim, z jego znaczeniem kulturalno-oświatowym. Wszyscy robotnicy bez względu na zawód, winni mieć równą możność uczestniczenia w ruchu społeczno-politycznym, w równej mierze winni móc korzystać z osobistego życia. Praca nie może być głównym celem ludzkiego życia.

Nie znaczy bynajmniej, że zachodzi obawa, że lekarze-higieniści zajmą wrogie zasadniczo stanowisko wobec 8-godzinnego dnia. Wręcz przeciwnie. Tak np. prof. dr Karaffa-Korbutt pisze: „Jako bardzo ogólnikowy wynik badań fizjologicznych i psychologicznych oraz spostrzeżeń statystycznych, możemy sformułować w ten sposób, że w większej części zakładów przemysłowych, w obecnych warunkach sanitarnych i przy znacznym napięciu podczas wojny – 8 godzin na dobę stanowi maksymalną granicę fizjologiczną pracy”. /…/

Czas pracy a kultura i oświata

W memoriale Zjednoczenia Niemieckich Związków Przemysłowców, zwalczającym w sposób gwałtowny 8-godzinny dzień pracy, na str. 23 czytamy: „Przemysłowcy niemieccy uznają kulturalne znaczenie 8-godzinnego dnia pracy… Z głęboką powagą traktują przemysłowcy niemieccy żądania stojących na gruncie państwowości kół robotniczych, aby wskutek przemysłowego czasu pracy nie ucierpiał sportowy i kulturalny rozwój niemieckiego ludu… Nie mniej poważnie zapatrują się przemysłowcy niemieccy na związek pomiędzy czasem pracy, etyką i religią”…

Tyle niemiecki Lewiatan…

Polscy przemysłowcy nie złożyli takiego credo.

W artykule p. Dmowskiego spotkać się można natomiast z opinią tego rodzaju: „…kraj nasz stał się widownią faktu niezwykłego w historii gospodarczej świata. Ludzie bez kapitału, żyjący z pracy, dostali tyle czasu, że nie wiedzą, co z nim zrobić”. W ten to sposób ujmuje wódz jednego z najwpływowszych stronnictw kulturalne znaczenie dokonanej reformy.

Jak w rzeczywistości „ludzie bez kapitału” wykorzystali swój nowy wolny czas, nie wiemy. Międzynarodowe Biuro Pracy przeprowadziło w związku z Siódmą Konferencją Pracy ankietę na ten temat. Ankieta nie została jednak u nas dość poważnie potraktowana. Inne państwa przesłały Biuru obszerne prace, omawiające wyczerpująco działalność stowarzyszeń kulturalno-oświatowych i sportowo-gimnastycznych. Odpowiedź zaś polska jest ogólnikowa. Nie przedsiębrano też poza tym żadnych prób zbadania wpływu skrócenia czasu pracy na rozwój kulturalny naszych warstw robotniczych.

Poglądy poszczególnych przemysłowców są dość sprzeczne. Dyrektor pewnej fabryki metalowej w Warszawie w ten sposób ujął zagadnienie: „Jeśli chodzi o 8-godzinny dzień pracy, to przede wszystkim uderza mnie rozprzestrzenienie prasy. Każdy robotnik czyta teraz w fabryce gazetę. Może to jednak wskutek wyższych zarobków. Każde skrócenie czasu pracy odbija się korzystnie na inteligencji robotników, weźmy chociażby obecny rozwój kinematografu. W interesie przemysłu leży jak największe wykształcenie robotników, analfabeta jest w fabryce pasożytem. Na pijaństwo nie uskarżamy się. Robotnicy obecnie nie piją tyle, co przed wojną. Nie przypuszczam jednak, by to było skutkiem 8-godzinnego dnia pracy. Odgrywa tu dużą rolą zakaz sprzedaży alkoholu w sobotę i święta i zmniejszenie ilości szynków”. Inny dyrektor fabryki metalowej, twierdzi, „że skrócenie dnia roboczego wpłynęło ujemnie. Wolny czas zamiast poświęcić nauce, robotnicy często spędzają w szynkach. Są oczywiście i u nas abstynenci i zdrowy prąd wstrzemięźliwości zaczyna się przejawiać”.

Głosy te uwydatniają trudności zachodzące przy rozstrzyganiu tej kwestii. Ustalenie przyczyn-skutków napotyka na poważne przeszkody. Podobnie jak przy sprawie związku pomiędzy czasem pracy a wydajnością, i tutaj trudno rozgraniczać sferę wpływów czynników poszczególnych. Duże trudności zachodzą przy ustaleniu skutków poziomu płac a czasu pracy.

Porównania dotyczące stanu kulturalnego rzesz pracujących przy dawniejszym dłuższym a obecnym krótszym dniu roboczym są zwłaszcza w Polsce utrudnione. Skrępowane przed wojną przez rządy zaborcze, związki zawodowe i stowarzyszenia oświatowo-kulturalne nie mogły rozwijać szerszej działalności. Obecnie, przeciwnie, pomoc państwa i samorządu w pewnym stopniu przyczynia się do wzrostu ich prac. W ogóle, w każdej prawie dziedzinie stosunki zmieniły się tak radykalnie, że niepodobna zestawiać obecnych cyfr z przedwojennymi. Nawet nie udało się nam określić np. wpływu zmniejszenia godzin pracy na rozwój czytelnictwa. Zmiany w organizacji bibliotek i czytelni publicznych całkowicie uniemożliwiają takie próby.

Niemożność liczbowego uwydatnienia zależności między zmniejszeniem czasu pracy a wzrostem kultury nie oznacza jednak bynajmniej, byśmy nie stawiali wyraźnie i stanowczo twierdzenia, że krótki czas pracy przyczynił się do wzrostu stanu kultury publicznej w Polsce. Pobieżny rzut oka na prace różnych instytucji przekonuje o tym niezbicie. Przedłużenie czasu pracy podkopałoby działalność wszelkich Kursów dla Dorosłych, TUR-ów, Pochodni, organizacji młodzieży robotniczej, klubów sportowych, gimnastycznych itp. Nie są to dowolne przypuszczenia. Jako fakt konkretny podać można, że na Śląsku Górnym po przedłużeniu dnia pracy w hutnictwie można było spostrzec nagły gwałtowny spadek uczęszczalności na wykładach urządzanych przez stowarzyszenia oświatowo-kulturalne dla robotników. Zważmy, że nie są to drobiazgi, że jest to działalność zakrojona na wielką skalę. Na kursy początkowe w Warszawie np. uczęszczało w latach szkolnych 1922-1925 nie mniej jak 17 000 osób, w tym około 9000 robotników i rękodzielników.

Na odczytach urządzonych przez miejskie kursy dla dorosłych, było w tym samym okresie około 33 000 osób, na wycieczkach około 35 000, na koncertach i przedstawieniach około 15 000 osób.

Przy rozpatrywaniu tego zagadnienia należy zwrócić uwagę na pracę kobiet i młodzieży. Praca kobiet jest w przemyśle bardzo rozpowszechniona, na 421 000 mężczyzn objętych spisami inspekcji, przypada 136 000 kobiet, czyli że kobiety stanowią 23% ogółu. W sprawozdaniu inspekcji pracy drugiego okręgu czytamy: „Ogólnie czas pracy kobiet o wiele przekracza ustawowy dzień roboczy, gdyż w odwiedzonych zakładach ponad 50% zatrudnionych kobiet są to kobiety zamężne, prowadzące własne gospodarstwo”… Najlepiej uwydatni wagę 8-godzinnego dnia roboczego dla kobiet prowadzących gospodarstwo następujący suchy opis zwykłego dnia: „Robotnica powinna się stawić o godzinie siódmej do pracy. Przedtem musi się ubrać, przygotować śniadanie dla rodziny, czuwać nad ubraniem się dzieci, spożyć śniadanie, pościelić łóżka i zrobić porządek w mieszkaniu. Na to wszystko oraz na drogę do fabryki potrzeba około 2 godzin, robotnica musi więc wstać o godzinie piątej. W czasie godzin pracy przedobiedniej jest pauza 15-minutowa na drugie śniadanie. O godzinie 12, albo 12.15 zaczyna się pauza obiadowa, która musi być określona na półtora godziny, zakładając że mieszkanie znajduje się w pobliżu fabryki i że kobieta znalazła wieczorem lub rano czas na przygotowanie obiadu. W tym czasie musi przebyć drogę tam i z powrotem, ugotować i spożyć obiad i zatroszczyć się o dzieci. O l3.45 rozpoczęłaby się znów praca w fabryce i przy 10-godzinnym dniu pracy i 15 minutach przerwy na podwieczorek trwałaby do 7 wieczór.

Ponieważ dla kobiety, która musi wstać o 5 i podczas dnia ciężko pracuje, 7-godzinny spoczynek nocny stanowi minimum, winna się ona kłaść o 10; pozostaje więc na drogę powrotną, na wszystkie czynności, których wymaga gospodarstwo i dzieci wieczorem, przygotowanie i spożycie kolacji, zmycie używanych naczyń, czyszczenie kuchni i ogniska, zaopatrzenie pieca i lampy, zakupy na następny dzień, położenie do snu, umycie itd. dzieci – trzy godziny od godziny 7 do 10”.

Szesnaście godzin pracy! Oto najzupełniej życiowy, wcale nie ubarwiony obraz proletariuszki. Jak tu wychowywać rozumnie dzieci, jak utrzymać łączność z mężem, kiedy rozerwać się i prawdziwie żyć? Pozostaje jedna jedyna niedziela, odkłada się jednak do tego dnia często różne roboty gospodarskie, tak że i ten dzień nie zawsze daje prawdziwy odpoczynek.

Skrócenie dnia pracy do 8 godzin nie tylko zmniejsza czas pracy o dwie godziny, ale umożliwia pracę w jednym ciągu. Jest to może ze stanowiska wydajności pracy i zmęczenia niewskazane, robotnicy jednak prą do tego. Nie będziemy się tej dążności dziwili mając przed oczyma rozkład dnia robotnicy, pamiętając o dalekich niekiedy przestrzeniach dzielących dom od fabryki i niemożności często opłacania tramwajów.

I przy 8 godzinach pracy los robotnicy-matki jest dostatecznie ciężki. Niechaj wszyscy przeciwnicy 8-godzinnego dnia pracy zechcą zastanowić się, ile czasu zabiera ich żonom dziecko i gospodarstwo domowe, niech doliczą do tego czas pracy służby! O tym zaś, by kobiety prowadzące gospodarstwa były usunięte z warsztatów pracy, nie może być w czasach obecnych poważnie mowy.

Nie można też zapominać o młodzieży robotniczej. W Biuletynie Ministerstwa Pracy pisano swego czasu, że Ministerstwo zrównawszy w dekrecie czas pracy dorosłych i młodocianych „zdawało sobie dokładnie sprawę z niewystarczalności takiego ograniczenia w stosunku do sił rozwijających się dopiero i skądinąd w upośledzone postawionych warunkach”. Art. 9 Ustawy w przedmiocie pracy młodocianych i kobiet przewiduje obowiązkową naukę dokształcającą z wliczeniem godzin nauki do czasu pracy. Rozporządzenie wykonawcze z dnia 31 XII 1924 r. mówi wykrętnie „o obowiązku zwolnienia młodocianego od pracy w granicach sześciu godzin tygodniowo celem uczęszczania do szkoły, jeżeli nauka odbywa się w szkole w godzinach pracy młodocianego”. W praktyce zaś musi młodzież uczęszczać do szkół wieczorem – w obawie utracenia pracy. Inspekcja pracy stwierdza, że w Warszawie „spośród zatrudnionych młodocianych dokształcało się zawodowo 45% chłopców i 11% dziewczynek. Przy tym tylko dwa zakłady spośród wizytowanych zwalniały chłopców o godzinę przed końcem pracy, a jeden z nich nie czynił potrąceń z zarobku uczących się chłopców”. „Robotniczy Przegląd Gospodarczy” stwierdza, że przepis wliczenia godziny nauki zawodowej do obowiązujących godzin pracy jest „najkonsekwentniej sabotowany przez przedsiębiorców i w niedostatecznym stopniu nadzorowany przez inspekcję pracy”. Wytwarza się więc sytuacja, że młody rozwijający się organizm musi pracować więcej, aniżeli dojrzały. Czyż można przedłużyć bardziej jeszcze czas pracy? Opinia publiczna, czuła na sprawę przeciążenia pracą młodzieży gimnazjalnej, niechaj zainteresuje się również znacznie poważniejszym przeciążeniem pracą młodzieży robotniczej, która dźwiga na sobie podwójny a często potrójny ciężar: pracę w fabryce czy w warsztacie (którą niejednokrotnie, według słów inspekcji, trzyma się cały warsztat), pracę w szkole i przygotowywanie się do niej oraz last not least pomoc rodzinie w domu.

Rozlega się donośnie po kraju wołanie o konieczności fizycznego wychowania młodzieży. Niewątpliwie wymaga ćwiczeń gimnastyczno-sportowych ciało zgarbionego nad książką gimnazjalisty. Ale w równej mierze potrzebuje ich organizm jednostronnie pracą pochłonięty – organizm młodego robotnika. Kto pragnie przysposobienia wojskowego całej młodzieży i przygotowania tą drogą siły obronnej kraju, ten winien młodzieży pracującej dać odpowiednie warunki, a przede wszystkim krótki czas pracy.

Łączność tę stwierdzono zagranicą niejednokrotnie. Międzynarodowe Biuro Pracy zaznacza, że „we wszystkich państwach spowodował 8-godzinny dzień pracy wzrost robotniczego życia sportowego”. Tak np. w Niemczech wzrosła liczba członków ściśle robotniczych organizacji sportowych ze 186 000 w 1914 r. na 382 600 w 1920 r. Wzrost wynosi 100%.

Zagranicą w ogóle zainteresowano się żywo wpływem 8-godzinnego dnia pracy na kulturę i zebrano, jak już była o tym mowa, dużo materiałów w tej sprawie. Międzynarodowe Biuro Pracy stwierdza ogólnie, że „oświata robotnicza od czasu ustanowienia 8-godzinnego dnia pracy rozwinęła się bardzo” i przytacza następnie dane z różnych państw.

Oto wzmogło się czytelnictwo. Np. Centralna Biblioteka Robotnicza we Wrocławiu wypożyczyła w 1914 r. 22 000 tomów, w 1919 r. – 42 000 tomów. Sześć wielkich bibliotek robotniczych w Wiedniu wypożyczyło w r. 1912/13 – 188 000 książek, w r. 1920/21 – 292.000 książek. W Oslo liczba wypożyczonych książek z Deichmanste Bibliotek wzrosła z 521 000 w r. 1913/14 na 776 000 w 1921/22 r.

Badacze zwracają uwagę na ogromny wzrost liczby ogródków robotniczych. Ankieta francuska dochodzi do wniosków następujących: liczba ogródków wynosiła w r. 1922 około 160 000, z czego około 72 000 powstało po 1919 r. Wzrost wynosi ponad 80%. Można więc powiedzieć, że „starania, idące w tym kierunku, aby pobudzić robotników do szukania w uprawianiu ogródków zdrowego i zyskownego sposobu zużytkowania czasu, który im zostawia 8-godzinny dzień pracy, został uwieńczony wielkim sukcesem”. Tłumaczy się to co prawda i biedą wojenną i powojenną. Leży jednak również w interesie zdrowotności publicznej, by robotnicy zajmowali się w wolnym czasie pracą w ogródkach.

U nas ogródki są po miastach dość rzadkie, należy jednak pamiętać, że wielu robotników ze Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego, Radomskiego itd. to małorolni, którzy nie mogąc wyżyć ani ze swego karłowatego gospodarstwa rolnego, ani z głodowej płacy, muszą łączyć oba te zajęcia. Na jazdę koleją zużywają wiele czasu. Przedłużenie dnia roboczego zmusiłoby ich do zaniedbania gospodarstwa rolnego, gdyż czasu swej dziennej pracy nie byliby już w możności więcej wydłużyć.

Przechodzimy do sprawy alkoholizmu.

Nie trzeba na tym miejscu chyba długo się rozwodzić nad zatrważającym stanem tej sprawy w Polsce. Jest to rzecz znana powszechnie, choć niestety nie wywołuje odporu silniejszego. Szczególnie wśród mas robotniczych nikły jest ruch abstynencki. Nie trzeba tu uzasadniać ani fatalnego wpływu alkoholu na zdrowotność, kulturę, budżet domowy, ani na wydajność pracy i wypadki nieszczęśliwe. Należy tylko podkreślić wpływ ustawodawstwa społecznego na spadek pijaństwa. Jednym ze środków walki z alkoholizmem jest bez wątpienia krótki czas pracy. Sprawa nie jest zupełnie prosta, gdyż poważną rolę odgrywa stan zarobków i ceny spirytualiów, ale jednak zdołano stwierdzić ujemny wpływ wczesnego końca pracy na uczęszczalność do szynków. Robotnik wychodząc późno, całkowicie zmordowany, podąża wprost do pobliskiego szynku, „zapija tam swoją biedę”. Wychodząc wcześnie widzi przed sobą czas na odpoczynek w domu, i następnie na spacer, teatr lub tp.

Potwierdziła to całkowicie specjalna ankieta francuska z 1923 r. W Paryżu spadła liczba szynków, zmniejszyła się liczba zatrzymywanych pijaków, spożycie wódki spadło o 20%, wina o 23%, piwa o 5%. Przemysłowcy są jednomyślni co do korzystnego wpływu działania ustawy. Jeden z nich twierdzi: „kiedy personel pracował napięcie 10 i 11 godzin, znajdował podnietę w napojach, podczas gdy przy obecnym ograniczeniu ten sam personel nie potrzebuje się uciekać do tego środka, jego własne siły wystarczają bez krótkotrwałych środków pobudzających”. Albo „8-godzinny dzień pracy przyczynił się do wzrostu abstynencji i ulepszył charakter robotników. Wolny czas poświęcony jest zajęciom osobistym: ogrodnictwu, gospodarstwu i utrzymaniu mieszkania”, lub też: „stwierdzono wypadki pijaństwa przed wprowadzeniem 8-godzinnego dnia pracy. To nie zdarza się już, wstrzemięźliwość jest zupełna. Nie ma wypadków opuszczania pracy w poniedziałki”. (Opuszczanie pracy w poniedziałki i u nas, zwłaszcza w budownictwie dość częste dawniej, przechodzi już do historii). W Niemczech pod działaniem częściowo przedłużonego dnia roboczego „z różnych części kraju mnożą się głosy, które wskazują, że spożycie alkoholu, mimo niskich zarobków nadzwyczajnie wzrasta” – tak pisze poważne niemieckie czasopismo naukowe.

W Belgii według słów min. Wautersa „poziom kulturalny proletariatu stale wzrasta… Można było stwierdzić spadek alkoholizmu”…

W Polsce odpowiednie badania nie zostały przeprowadzone. Na ogół spożycie alkoholu jest znacznie niższe, aniżeli przed wojną ale zapewne działają tu inne czynniki, przede wszystkim ogólne zubożenie kraju. Jednak jest jeszcze bardzo źle pod tym względem. Przedłużenie czasu pracy pogorszyłoby zaś niechybnie obecny stan rzeczy.

Zwrócić również należy uwagę na wydatny rozrost naszego życia publicznego i na konieczność uczestniczenia w nim reprezentantów robotniczych. Robotnicy pracują w partiach politycznych, związkach zawodowych, spółdzielniach, zarządach kas chorych, w radach miejskich i w różnych innych instytucjach i stowarzyszeniach, poświęcając bezinteresownie swój czas wolny od pracy. Leży to po linii demokratyzacji życia publicznego i zdrowej tej dążności w żadnym razie nie powinny być stawiane przeszkody. Wszak tak mało mamy jeszcze świadomych i umiejętnych pracowników społecznych i odczuwamy ich brak na wszystkich prawie placówkach!

Władysław Landau

_____________________

Powyższy tekst Władysława Landaua to fragmenty broszury „Ośmiogodzinny dzień pracy”, wydanej przez Instytut Gospodarstwa Społecznego jako pierwsza pozycja serii „Sprawy robotnicze”, Warszawa 1927. Od tamtej pory nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Pominięto liczne przypisy bibliograficzne, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *