Bolesław Limanowski

O kwestii robotniczej

[1871]

Szanowni Słuchacze!

Znajomość dróg, jakimi postępuje europejska społeczność, ma dla nas niemałe znaczenie, ponieważ wskazując, że zwycięstwo reakcji może być tylko czasowym i krótkotrwałym, podtrzymuje wiarę w lepszą przyszłość i wzbudza nadzieję odmiany złowrogich dla nas okoliczności.

A to jest potrzebnym, abyśmy nie upadli pod ciężarem niepowodzeń i nie przypatrywali się biegowi rzeczy z założonymi rękami.

Kto albowiem stoi na miejscu, ten nie postępuje naprzód – a że inni wciąż idą coraz dalej i dalej, pozostaje przeto w tyle, pozostaje osamotniony, opuszczony, skazany na zatratę.

I skarżyć się nie ma prawa, bo mu powiedzą: a dlaczegoś nie szedł razem z nami? Czyż mamy dla ciebie zatrzymywać się i cofać? Zaprawdę, sam sobie jesteś winien.

Lecz szmer powstaje i słyszę głosy:

Idźmy, lecz nie idźmy ślepo za innymi: zastanówmy się i rozważmy, czy ta droga, którą idą społeczeństwa europejskie, nie zaprowadzi czasami do strasznej przepaści…

Zgoda! Zastanówmy się więc i rozważmy.

Dobrobyt społeczeństwa, jeżeli nie zupełnie, to w znacznej części zależy od nagromadzonego w nim bogactwa, a do wytworzenia bogactwa konieczne są trzy czynniki: ziemia, kapitał i praca.

Ziemia jest to matka – karmicielka nieustanna człowieka, bez której istnienie jego byłoby niemożliwym. Ziemia jest to grunt, z którego człowiek ciągnie wszystkie swoje soki. Ziemia nareszcie jest to wielki warsztat, na którym człowiek sporządza wszystko, bez czego obejść się nie może i co służy mu dla uprzyjemnienia jego bytu.

Kapitał jest to zaoszczędzona żywność, odzież, sprzęty, narzędzia, jest to zaoszczędzona praca ludzka. Tak, zaoszczędzona praca ludzka. Obrachowano, że w Anglii machiny parowe zastępują siłą swą 76 milionów robotników, to jest więcej niż 2 razy tyle, ile jest całej ludności w Anglii, Szkocji i Irlandii razem, a prawie połowa tej ludności, jaka się znajduje we wszystkich posiadłościach państwa brytyjskiego. Dobroczynność kapitału jest wielka. Możemy go porównać do nawozu, co rzucony do roli, zasiew bujnym plonem wieńczy.

Lecz jak plonu nie ma bez siewcy, tak nie ma kapitału bez pracy. Ona wydobywa wszystko z warsztatu, ona tworzy i zastosowuje kapitał. Przez pracę człowiek staje się panem przyrody, praca wiąże społeczeństwa, przez pracę zdobywa sobie człowiek obywatelstwo, a naród ojczyznę.

Wszystkie te trzy czynniki są ważne, lecz w dziejach społeczeństw europejskich każdy z tych czynników bierze kolejną przewagę.

Wilhelm Roscher, niemiecki ekonomista, powiada, że z początku panowała wyłącznie własność ziemska, następnie praca dała byt klasie średniej, która zawładnęła kierunkiem dziejowym, a obecnie wchodzimy do trzeciego okresu, w którym panowanie należy się kapitałowi.

Znowu Ferdynand Lassale, znakomity niemiecki socjalista, porządkuje w inny sposób kolejność przewagi czynników ekonomicznych: on stawia naprzód ziemię, później kapitał, a dopiero ma przyjść praca.

Że czynniki ekonomiczne w przebiegu dziejowym społeczeństw europejskich niejednakowy zachowują względem siebie stosunek, zaprzeczyć trudno.

Widzimy, że na początku władza wyłączna należy tylko do właścicieli ziemi. Były to czasy panowania rycerstwa, szlachty, zachodni feudalizm. Byli panowie i poddani. Jedni rządzili, drudzy im służyli. Pan na swoim kawałku ziemi, w swojej lenności był prawodawcą, sędzią i rządcą. Wszelkie zajęcie było zależnym, lennym; trzeba było uzyskać na nie prawo, czyli raczej przywilej. Pan udzielał prawa sprzedaży, prawa przewozu, prawa używalności młyna, piekarni, prawa polowania; jemu opłacano mostowe, myto itd.

Przywileje te dały możność zawiązać się i rozwinąć nowej potędze. Obok siedlisk możnych panów stawały miasta, gdzie się skupiała ludność przemyślna i zapobiegliwa; żyła ona głównie z pana i dla pana. Ona dostarczała potrzebnych mu rzemieślników; ona sprzedawała mu towary z daleka sprowadzone; ona pożyczała mu pieniędzy, gdy ich potrzebował. W ten sposób stała się potrzebną; a stawszy się potrzebną, nabywała znaczenia i siły. Aby uniknąć drapieżnego rządu swoich władców, kupowała dla siebie od nich prawo samorządu we własnym gnieździe. Okupiona wolność sprzyjała rozwojowi bogactwa, a zamożność wzbudzała pragnienie oświaty. Z miejskiej ludności zaczęli wychodzić ludzie uczeni, obeznani z prawem, tak zwani legiści, którzy rychło zyskali wpływ na sprawy państwa. Stało się to w XIII stuleciu, gdy z powodu sporu o podatki z duchowieństwem odwołał się do ich pomocy w Anglii Edward I, a we Francji Filip Piękny. Za tego ostatniego zaczęli oni tworzyć nowy stan, tak zwany trzeci (tiers-état), ponieważ szlachta i duchowieństwo stanowiły dwa stany. W XV stuleciu miasta dochodzą do wielkiej potęgi we Włoszech i Niemczech. We Florencji rządzi ród kupiecki, bankierski – Medyceuszów, a w Niemczech liga hanzeatycka, do której należało 80 miast, dumne stawia czoło rycerstwu. U nas w Polsce przewaga Niemców na handlowym pobojowisku, jak się wyraża Szajnocha, i napływ ogromny Żydów do miast stanęły silną tamą do rozwoju stanu trzeciego.

Rewolucja 1789 r. utwierdziła na zachodzie przewagę w społeczeństwie stanu trzeciego, pieniężnego, tak zwanej burżuazji. Z tym stanem przyszedł do przewodniczenia drugi czynnik ekonomiczny – kapitał. Już przed rewolucją szlachta utraciła dawniejsze swoje znaczenie. We Francji ona nadskakiwała królowi, próżnowała, bawiła się, błyszczała przy dworze, robiła nadużycia – ale nie stanowiła tego dumnego, groźnego stanu, przed którym dawniej kornie uchylano czoła. Jeżeli za Richelieu możnowładców nazywano jastrzębiami, to za Ludwika XV przyszły minister, margrabia d’Argenson, porównywał pogardliwie szlachtę do trutniów. W Anglii potęgę arystokracji ziemskiej złamała rewolucja 1648 r. Rewolucja z r. 1688 połączona z wygnaniem Stuartów nowy cios zadała arystokracji. Na początku XVIII stulecia znaczenie stanu pieniężnego szybko wzrasta, a za panowania Jerzego III kapitaliści przeważający wpływ na sprawy państwa wywierać zaczynają.

Rzecz oczywista i jasna, że stan panujący stara się wyzyskać na swoją korzyść to położenie, jakie zajmuje w społeczeństwie. Gdy na zebraniu Stanów Generalnych we Francji w 1614 r. stan trzeci przedstawił bardzo słuszne żądanie, aby i stany uprzywilejowane przyczyniały się do opłaty podatków, szlachta i duchowieństwo z oburzeniem odrzuciły ten wniosek; a tymczasem przed rewolucją 1789 r. połowa ziemi francuskiej należała do szlachty i duchowieństwa, wolna więc była od podatku. Gdy stan pieniężny następnie przewodniczyć począł, rozciągnięto czułą opiekę nad kapitałem. Utworzyła się cała szkoła ekonomiczna, która to usprawiedliwić usiłowała. Usuwano podatek od wartości tak zwanych kredytowych (weksle, obligacje, papiery bankowe, akcje itd.), ponieważ mówiono, iż przedstawiają przedmioty rzeczowe, gdzie indziej już podatkiem obłożone; natomiast uznano, iż najwłaściwiej skupić podatki w dochodach niestałych, uczynić podatek pośrednim. Tymczasem badania ścisłe przekonywają, że podatki od kapitałów nie są tak niesłuszne, jak się zdaje (J. Stuart Mill), a podatki pośrednie obciążają najwięcej biedną ludność (J. Stuart Mill, Batbie). Uwzględnianie dostatku tłumaczy nam niechęć obłożenia podatkiem przedmiotów zbytku. „Byłem zawsze zadziwionym – powiada jeden z nowszych ekonomistów francuskich, Batbie – widząc rozdrażnienie, jakie wywołuje propozycja obłożenia opłatą przedmiotów zbytku. Ludzie zamożni są systematycznie nieprzychylni opłacie od rzeczy zbytkowych” [1]. Tymczasem kwestia ta cała – uważa Batbie – głównie zawiera się w tym, czy lepiej wymagać tych samych sum od dostatku, czy od koniecznych potrzeb. Co więcej – równość, ogłoszoną w deklaracji praw człowieka 1789 r., późniejsze konstytucje ograniczyły ustanowieniem wyborczego cenzusu, dzieląc społeczność na stan rządzący z ludzi majętnych złożony i na stan podwładny biednych pracowników obejmujący.

Przewaga kapitału od końca XVIII stulecia jest widoczną. „Dotąd poważano ludzi tylko według ich pochodzenia – powiada Buckle, wykazując rozwój ducha kupieckiego w XVIII stuleciu – teraz zaczęto ich także poważać według posiadanych bogactw. Stara arystokracja zaniepokojona zmianą czyniła co mogła, aby przygnieść i stłumić młodych i niebezpiecznych współzawodników. I nie można się dziwić, że ją to bolało. Nowa dążność była zgubną jej uroszczeniom. Pytanie, kto kogo rodził, przemieniło się na pytanie: kto ma majątek?” [2]. Ziemska własność przestaje być dziedzictwem, pełnym pamiątek rodowych, gniazdem rodzin, a staje się warsztatem dorabiania się majątku. Ze zniesieniem poddaństwa, z uchyleniem służebnych stosunków, własność ziemska została na łasce kapitału.

Cóż powiemy o pracy? W jakimże ona była stosunku do innych czynników ekonomicznych?

Zaiste, stosunek ten nie był dla niej korzystny.

Była ona w służebnym, zależnym położeniu.

Czyż można bowiem mówić o niezależności pracy wobec stosunków poddańczych, jakie krępowały robotnika; wobec feudalnych zwyczajów, podług których czeladnik był domownikiem (domesticus) swego majstra, a więc mógł być prawnie przez ostatniego ukarany i odwoływać się w tym do sądu nie wolno mu było? Czyż sam majster nie znajdował się w niewolniczej zależności od cechów, które wtrącały się nawet do jego życia prywatnego? Józef Łukaszewicz, opisując miasta i wsi powiatu krotoszyńskiego, przytacza podobny wypadek z aktów miasta Kobylina. Niejaki Walenty Lęgicz, miejscowy krawiec, w dwa tygodnie po ożenieniu się został ojcem. Cech krawiecki uważał to za ujmę swego honoru i zabronił Lęgiczowi zajmować się krawiectwem. Magistrat, do którego apelował Lęgicz, uwolnił go od kary, ale żonę jego skazał na publiczną pokutę, przeproszenie cechu krawieckiego i na dostarczenie temu ostatniemu achtla wina. Wyrok ten zapadł na rok przed śmiercią Jana Sobieskiego. Czyż podobna mówić o wolności pracy wobec tych ścieśnień, jakie stawiły cechy i korporacje? Jakie zaś to były krępujące i niedorzeczne przepisy, opowiadają francuscy ekonomiści Batbie i Levasseur. Aby dostać wyzwolenie majsterskie, trzeba było chodzić, kłaniać się, prosić i dobrze się opłacić. Zmienić rzemiosła nie wolno było, jak również i przenieść się z miasta do miasta. Syn obowiązany był nieraz zajmować się tym, czym się zajmował jego ojciec. A kto się wyłamywał spod przepisów cechowych, tego karano, nieraz bardzo surowo, bo pręgierzem, a czasami nawet karą śmierci. Przy tym praca nie prowadziła do wzbogacenia się. Rozczytując się bowiem w pamiętnikach i życiorysach, przekonujemy się, iż źródłem wzbogacenia się jednostkowego nie była praca ani ręczna, ani umysłowa, ale przede wszystkim handel, spekulacje i zyskowne posady, a zwłaszcza zarządu skarbem i sądowe, do spełniania których trzeba było specjalnych wiadomości, a tych szlachta nie posiadała. Nie tyle przeto praca wzbogacała, ile umiejętne i zręczne wyzyskiwanie wszystkich korzyści swego położenia.

Rewolucja francuska, znosząc 4 sierpnia 1789 r. przywileje feudalne, a w marcu 1791 r. cechy, w zasadzie uznała wolność pracy. Wszakże w rzeczywistości pracę najwięcej obciążono podatkami. Z drugiej strony ogromny i szybki rozwój przemysłu wywołał współzawodnictwo, walkę kapitałów, w której mniejsze przez większe pochłonięte zostały; skutkiem zaś tego zmniejszyła się liczba pracodawców, a przez to samo zwiększyła się zależność ekonomiczna robotnika. Walka kapitałów i z innych względów odbiła się niekorzystnie na położeniu klasy robotniczej. Kapitał tym więcej brał górę nad innymi, im bardziej zdołał obniżyć cenę wyrobów; do tego zaś dochodził, obniżając płace robotników. Zwycięstwo jednych kapitałów pociągało za sobą upadek drugich, a z upadkiem kapitału łączyło się zwykle zawieszanie robót, co uczyniło byt klasy roboczej zależnym od rozmaitych wstrząśnień, kryzysów komercyjnych. Kapitał, pozostając w natężonym, że tak rzeknę, położeniu, do jakiego doprowadzało ciągłe współzawodnictwo, rzucał się do tych przedsiębiorstw, które obiecywały prędsze i większe zyski. Stąd równowaga pomiędzy produkcją rolną i przemysłową silnie zachwianą została. Gdy przed rewolucją 1789 r. produkcja rolna we Francji o 2 razy przeszło przewyższała produkcją przemysłową, w 1861 r. produkcja przemysłowa o 500 milionów franków przewyższała produkcją rolną. Następstwem tego było oderwanie ogromnej liczby rąk od roli, która w ten sposób zamieniła zarobek pewniejszy na mniej pewny; następstwem tego była wzrastająca drożyzna żywności nieodpowiednio do zarobku, co najdotkliwiej dało się uczuć klasie pracującej, jak to łatwo zrozumieć. Kapitał, korzystając ze swej przewagi w społeczeństwie, owładnął całym kredytem i nie dość, że się stawał panem całej oszczędności, ale zabierał nawet część tego, co do niezbędnych potrzeb należało (T. Guinier). Zgadzają się na to i ekonomiści, którzy wrogo przeciwko socjalizmowi występują, tak pomiędzy innymi, powiada Eugeniusz Villedieu:

„Praca uczciwa, praca odważna, praca bez bogactwa, atoli sama pierwsze bogactwo, obcą była dla kredytu.

Kredyt widział ją u dzieła, widział ją cierpiącą, opuszczoną, odrzuconą. Widział ją straconą w nędzy na dnie społecznym. Słyszał, jak ona wołała, by wydobył ją z przepaści. Słyszał – i cóż odpowiedział? Oto: nie znam cię!

A tymczasem bez kredytu cóż znaczy praca ludzka?

Pozostanie ona w ciągłym poddaństwie u oligarchii, trafnie feudalizmem przemysłowym nazwanym” [3].

I nie dość, że już sama przez się praca indywidualna, dlatego że indywidualna, jest słabszą zawsze wobec kapitału, który jest przedstawicielem usiłowań zbiorowo wykonanych; kapitaliści, pisząc prawa, skrępowali jeszcze robotnika, aby uczynić mu wszelką walkę z pracodawcami niemożliwą. Powiadano, że nie trzeba tamować swobody współzawodnictwa i nie wypada przeszkadzać naturalnemu stosunkowi pomiędzy podażą i popytem, z tego powodu zabroniono robotnikom sprzymierzać się w celu wyjednania korzystniejszych dla siebie warunków. Kapitał – wynik zbiorowych usiłowań, wykrętnie uznano za taką samą jednostkę, jak i pracę osobistą każdego. W Anglii już za Jerzego I postanowiono karać trzymiesięcznym więzieniem, które czasami łączono z ciężkimi robotami, sprzymierzania się tkaczy. Za Jerzego II zastosowano tę ustawę i do wielu innych przemysłów. Statut zaś organiczny w 1800 r. za Jerzego III ogłoszony surowe wyznaczył kary na wszelkie usiłowania robotników, które by miały na celu wspólnymi siłami wymóc od przełożonych lepsze dla siebie warunki. Również zabraniano wszelkiego stowarzyszania się robotnikom. To samo się powtarza i we Francji. Prawo z 1803 wyznaczyło kary na zmowy robotnicze, jeżeliby z niesprawiedliwością i z nadużyciem do obniżenia zapłat dążyły. Ma się rozumieć, iż łatwo było wykazać karygodność wszelkiego sprzymierzenia. Prawo to pozostawiało kapitalistom zupełną swobodę postępowania. Kodeks karny z 1810 r. nie zmienił powyższego prawa. W r. 1849 zabroniono wszelkich zmów; teraz wprawdzie zastosowano to prawo i do kapitalistów, lecz wyznaczenie wysokiej pieniężnej kary – najmniejsza wynosiła 10 000 franków, a więc 3750 zł – głównie skrępowało robotników.

Dopiero przed parciem nowego ruchu, jaki spostrzegamy w Europie, a który prowadzi do podniesienia znaczenia klasy pracującej w społeczeństwie, prawodawstwo angielskie w 1859 r., a prawodawstwo francuskie w 1864 r. dozwoliło spokojne sprzymierzanie się robotnikom.

Ruch rzeczony odbywa się w całej Europie, ale najdalej się posunął w tych społeczeństwach, które najwyżej stoją pod względem cywilizacji, tj. we francuskim i angielskim.

Od r. 1830 zaczyna on wyraźniej zarysowywać się.

Stan pracujący, użyty w rewolucji 1830 r. jako narzędzie, przychodzi w tym czasie do świadomości swego znaczenia i siły. Od r. 1848 panuje ruch ogromny w klasie robotniczej. Robotnicy wiążą się w stowarzyszenia, wydają czasopisma. Zwłaszcza wywiera wpływ ogromny czasopismo „L’atelier” (warsztat), do redakcji którego należą głównie robotnicy, a pomiędzy nimi wsławiony później mechanik Albert. Rewolucja 1848 r. była sprawą przeważnie klasy pracującej, lecz ta nie posiadała jeszcze dość siły, by obalić stary porządek. Stan pieniężny zagrożony w swej przewadze zdusił klasę robotniczą we krwi i wolał, ażeby despotyzm zapanował nad Francją, niżby miał nowy porządek na pracy oparty zastąpić dawniejszy, który dawał przewagę kapitałowi. Jakkolwiek bądź rewolucja 1848 r. ukazała nową potęgę, która dąży zająć odpowiednie stanowisko, a która wprowadzając powszechne głosowanie, wstrząsnęła potęgą stanu pieniężnego. Przytłumiony despotyzmem ruch zaczyna się znowu wzmagać od 1863 r. Prawodawstwo uchyla przeszkody zawiązywaniu się stowarzyszeń i dozwala w r. 1864 zmowy. Robotnicy paryscy podnoszą myśl wprowadzenia robotników do ciała prawodawczego.

W Anglii ruch pomiędzy robotnikami obudza się w czasie panowania Jerzego III. Rewolucja francuska wielki wpływ na nich wywarła. Parę razy ruch objawił się bardzo groźnie, lecz poczynione mu w porę ustępstwa złagodziły go. Zwłaszcza od r. 1832 pojawiają się coraz częściej prawa korzystne dla klasy pracującej. Wymienię tu tylko ważniejsze: w 1833 r. wyszły ważne prawa ograniczające wyzyskiwanie pracy dzieci; prawem 1850 roku usunięto trudności, jakie napotykano przy zawiązywaniu spółdzielczych stowarzyszeń; w 1859 roku dozwolono zmowy i sprzymierzania się robotnikom; w 1860 r. prawo rozciągnęło opiekę nad pracą kobiety w fabrykach; ostatnia nareszcie reforma wyborcza podnosi ogromnie wpływ robotników na wybory. Angielscy robotnicy ze świadomością dążą do uzyskania należnego im stanowiska. W 1869 roku zawiązali oni liczne stowarzyszenia polityczne, które postanowiły: 1) domagać się, aby szkoły początkowe przybrały charakter świecki i były dla wszystkich przystępne, a nauka dla dzieci obowiązującą, 2) pozyskać prawo powszechnego głosowania i 3) wprowadzić robotników do parlamentu. W przeszłym roku w Southwarku robotnika Odgera tylko 300 głosów zwyciężył przeciwnik, Odger miał głosów za sobą 4382.

Z przyjściem stanu pracującego do niezależnego stanowiska w społeczeństwie praca powinna również zdobyć sobie to uznanie, jakie się należy czynnikowi, który wszystko ożywia, wytwarza, który podnosi człowieka i społeczeństwo do wyższych stopni cywilizacji.

Przewaga tego lub owego czynnika ekonomicznego wpływa na wyobrażenia społeczne, pod wpływem których układają się odpowiednio stosunki ludzkie.

Własność ziemska połączona była z arystokracją. Nieruchoma wyrobiła pojęcie dziedzicznej godności rodu. Porządek opierała przede wszystkim na sile. Zbudowana na przywileju, odwoływała się do powagi Wyższej woli. Za prawo panowania poczuwała się do obowiązku opieki i wymierzania sprawiedliwości. Wojna, rycerskie rzemiosło jest jedynym zajęciem, a teologia główną nauką.

Kapitał ruchomy nadał wielką ruchliwość społeczeństwu. Stacza się w nim ciągła walka o pieniądz, który staje się niemal głównym celem wszystkich. Kapitał, potrzebując, aby jego obrotowi żadnych ścieśnień nie stawiano, dopomagał rozwojowi wolności. Łatwo przechodzący z rąk do rąk, nie wyrabiał tej wyłączności, jaką się otoczyła arystokracja, przeciwnie, roztwierał na oścież do znaczenia podwoje wszystkim, którzy, iż posiadają mienie, wykazać mogli. Posunąwszy współzawodnictwo do wysokiego stopnia, połamał przegrody stanowe w społeczeństwie. Przedsiębiorczy, rzutny – wygłosił zasadę: aby każdy śmiało, opierając się na pomocy własnej, dobijał się wszystkiego. Wyzyskując swoje położenie, a nie chcąc i nie mogąc powołać się na żadną powagę, starał się wszystko usprawiedliwić i wytłumaczyć. Stąd rozwinęło się doktrynerstwo, zarodek którego tkwił już w legistach. Wybujały w tym czasie metafizyka, tj. staranie się objaśnienia wszystkiego za pomocą mglistych teorii, i ekonomia polityczna, za pomocą której usiłowano uprawnić istniejący porządek.

Jakież przeobrażenie wywrze praca?

Na to pytanie trudno przed czasem odpowiedzieć, wszakże są pewne znamiona, które ułatwiają nam wnioskowanie o przyszłości.

Przede wszystkim zwrócę waszą uwagę, szanowni słuchacze, że gdy praca zajmie najwyższy szczebel, gdy stan pracujący otrzyma najzaszczytniejsze miejsce w społeczeństwie – praca wówczas stanie się koniecznością dla każdego, kto nie zechce pozostawać w poniżeniu i pogardzie. I stanie się to, że jak dawniej uważano za hańbę pracować, a próżniactwem ludzie się szczycili, tak teraz każdy będzie się szczycił pracą, a wstydził próżniactwa, jako występku podobnego do złodziejstwa i oszustwa.

Dlatego, aby urobić sobie mniej więcej pojęcie, jakim by mogło być przyszłe społeczeństwo, w którym praca przewagę pozyska, zwróćmy się do tej klasy, na którą ona największy wpływ wywiera, tj. do klasy robotniczej.

Nie należę do tych idealistów, którzy się unoszą nad wzniosłością uczuć prostego ludu. Tam, gdzie panują niedostatek i przesądy, tam o wyższość uczuć jest trudno. Nasz znakomity ekonomista, Józef Supiński, dobrze powiada: „Dobrobyt – to oświata i moralność; niedostatek – to opadnięcie na siłach, to ciemnota i występki, to niemoc i rozprzężenie, dlatego właśnie, że potęgą ludzkiego świata jest wiedza i praca – i tylko wiedza i praca. Dlatego też nie surowe kary, ale podniesienie ludu zmniejsza ilość zbrodni, upowszechnia moralność i zaprowadza dobrą wiarę w rozległych i najdrobniejszych stosunkach społecznych” [4]. Pozwólcie mi przytoczyć przykład. W zeszłym stuleciu w Szkocji, w New Lanark, była przędzalnia. Właściciel myślał tylko o własnych zyskach i osada fabryczna znajdowała się w okropnym położeniu. Królowała tam nędza, a jej towarzyszyły lenistwo, pijaństwo, kradzież, ciemnota, oszustwo. W takim stanie fabryka ta dostała się zacnemu przyjacielowi ludzkości, Robertowi Owenowi. Przystąpił on do jej zarządu z nową myślą. Dołożył przede wszystkim wszelkich usiłowań, by podnieść dobrobyt robotnika. Zmiana postępowania odmieniła najzupełniej usposobienie robotniczej osady. Gdy dawniej słynęła ze swojej niemoralności, później stała się przykładem uczciwego postępowania. I sama przędzalnia zyskała na polepszeniu bytu robotników. Poprzednio zaledwie wlokła nędzny żywot, teraz poczęła przynosić znaczne zyski.

Trudno więc, powiadam, żądać wzniosłości uczuć tam, gdzie ani dostatek, ani wiedza nie rozpostarły dostatecznie uzacniającego swego wpływu.

Pomimo tego wszakże każdy bezstronny spostrzegacz musi przyznać, że klasa robotnicza, jeżeli jej udział w dostatku i wiedzy porównamy z udziałem innych stanów, przewyższa wszystkie pod względem szlachetności swych uczuć i moralności swego usposobienia.

Czym się to dzieje? Zapewne tym, że praca to ją usposabia tak dobrze.

Każdy, kto się zbliżał po bratersku do pracującej klasy, znajdował pod gburowatą, nieraz szorstką, nieprzystępną zewnętrznością – wielkie i szlachetne uczucie.

Nasi tułacze w ostatnich czasach znaleźli najwięcej współczucia u robotników francuskich i w tym kraju, gdzie każdy pracę uważa za swój obowiązek, słowem w gościnnej Szwajcarii.

Bolesławita, ulubiony nasz pisarz, w jednej ze swoich powieści przedstawia jak Chrystus, oblekłszy się w szaty tułacza, szuka daremnie w Europie gościnności, odpychają go zewsząd, a celnik zgromił go nawet, że się błąka po świecie.

„Gdy to mówił celnik – opowiada Bolesławita – w sinej koszuli idący uznojony robotnik stanął, słuchał i, ująwszy żebraka za rękę, rzekł mu:

Pójdź ze mną. Sam nędzny jestem, przeto niedoli litować się umiem, a z oblicza twego poznaję w tobie brata wydziedziczonego, jakim ja jest.

Gdy słowa wyszły te z ust jego, Chrystus ręce złożył nad głową jego i mówił:

Nasieniem jesteście; gdy rozpusta i złość wytępią życie w ich trzewiach, z was odrodzi się naród nowy”.

Chwila ta może zbliży się prędzej, niż to mniemamy.

Nawet w angielskim narodzie słynnym ze swego egoizmu stan pracujący najwięcej ma poczucia braterstwa i sprawiedliwości.

Uczciwy i uczony Niemiec, Fryderyk Engels, kilka lat przebył w Anglii, by poznać tamtejsze społeczeństwo. Wyższe klasy oburzyły go swoim egoizmem, zbliżył się więc do robotników i, poznawszy ich dokładnie, tak do nich przemawia w swoim dziele:

„Widziałem, z jakim jesteście uczuciem dla każdego, kto swoje usiłowania szczerze poświęca postępowi ludzkości, czy jest on Anglikiem lub nie jest nim; widziałem, że wszystko co wzniosłe wy wielbicie, czy to powstało na waszej, czy też na cudzej ziemi. Przekonałem się, że nie jesteście tylko samymi Anglikami, ale że jesteście ludźmi, członkami wielkiej ogólnej rodziny ludzkości, którzy wiedzą, że wasz interes i interes całego rodzaju ludzkiego jest jednym i tym samym”.

I że w samej rzeczy tak jest, możemy poprzeć przykładami.
Żaden stan w Anglii nie ocenia z taką słusznością krzywdy Irlandczyków jak roboczy, a tymczasem najwięcej sam od nich cierpi – albowiem ci wypędzani przez głód z własnej ojczyzny tysiącami napływają do miast przemysłowych Anglii, przyzwyczajeni zaś do najnędzniejszego życia, sprzedają bardzo tanio swą pracę i tym obniżają zarobki miejscowych robotników.

Znowu gdy stany wyższe w Anglii, mając tylko na względzie korzyść własną, przechylały się w wojnie bratobójczej, jaka się toczyła w Stanach Zjednoczonych Ameryki, na stronę południowców – robotnicy Lancashire – pomimo okropnej nędzy, jaka pomiędzy nimi powstała wskutek przeszkód wywozowi bawełny przez stany północne stawionych, wytrwali w swym współczuciu dla walczących o zniesienie niewoli. Dzienniki i Izba naigrawały się z nich, ale oni wytrwali w swoim. Głodni zbierali się na zgromadzenia i słali prezydentowi Stanów Zjednoczonych, Abrahamowi Lincolnowi, podziękowania za zniesienie niewoli murzynów. Robotnicy nie darzyli siebie dyplomacją, oni jasnym okiem patrzyli na wielki czyn sprawiedliwości dziejowej.

Ludzie pracy nie wkładają na twarz maski obłudy, nie przeciągają ręki grzecznie każdemu bez względu, jakiego rodzaju jest to człowiek.

Jeżeli jest to człowiek, co się splamił okrucieństwem, jak Haunau, brutalstwem i obelgą spotykają go. Gdy ten ostatni był w Londynie – taczkarz co go poznał, nie mógł się powstrzymać, aby biczem nie uderzyć po twarzy tego kata. Przeciwnie, jeżeli jest to człowiek, co się zasłużył sprawie wolności, witają go radosnymi okrzykami. Tak witano Kossutha, a przyjęcie uroczyste Garibaldiego zaniepokoiło gabinety i lordów pieniężnych.

A w minionej wojnie kto pierwszy podniósł głos w Anglii na korzyść zdradzonej i usidlanej – nieszczęśliwej Francji?

Robotnicy.

A pomiędzy Niemcami zaślepionymi namiętnością kto otwarcie wystąpił ze słowami prawdy?

Stowarzyszenia robotnicze i wybrani przez robotników Bebel i Liebknecht.

Czyż mam mówić o zacności i dzielności francuskiego robotnika, a zwłaszcza paryskiego?

Zapytajcie nędznych tułaczy, których klasa robotnicza po bratersku przygarnęła.

Czytajcie opisanie rewolucji 1848 r., a znajdziecie tam pełno rzewnych przykładów najzacniejszego usposobienia klasy pracującej. Opowiem tu tylko jeden wypadek.

Podczas ulicznego boju jedna ze strażnic wojskowych stawiała silny opór. Lud, nim ją zdobył, drogę własnymi trupami usłał. Gdy pobrano żołnierzy do niewoli, krzyk zemsty rozlegał się nad ich głową. Lecz odezwały się głosy do uczucia ludzkości przemawiające, i tłum się uciszył. W tym jeden z tłumu wykrzyknął z zawziętością:

– Zemsta! Oni zabili mego brata.

Na to odpowiedział mu stojący obok niego robotnik:

– A kogóż chcesz zamordować, aby też nie był twoim bratem?!

Te szlachetne słowa rozbroiły ostatecznie gniew ludu.

Tak, szanowni słuchacze, każdy musi przyznać, że dla sprawy słuszności, swobody i braterstwa goręcej uderzają serca stanu pracującego niż innych stanów.

Przy tym odmienne są warunki, przy których stan średni dorabiał się znaczenia i przy których ludzie pracy mają otwarte pole do wywalczenia należnego sobie stanowiska.

Wobec feudalizmu, przed przemocą trzeba było bronić się i walczyć wybiegami, schlebianiem, przywilejami.

Wśród społeczeństwa, gdzie istnieje już swoboda słowa zgromadzeń i stowarzyszeń, najkorzystniej oprzeć się na słuszności, własnej pracy i wzajemnym wspomaganiu się. Środki te wyrabiają charakter poważny, niepodległy, brzydzący się wybiegiem, pełny poczucia własnej godności i siły, miłujący braterstwo i swobodę. Walka takim orężem toczona uwieńczy zwycięstwem to, czemu najsłuszniej zwycięstwo się należy.

Z przyjściem pracy do przeważnego stanowiska – praca ręczna wniesie nowy pierwiastek pożyteczny do życia społecznego. Dotąd praca ręczna przeważnie była mechaniczną, brakło w niej ożywczego ducha, jakim jest wiedza. Dzisiaj poczucie tego braku jest mocnym, dążenie do oświaty silnym, przewidywać więc można, iż nastąpi tak pożądane połączenie pracy mechanicznej z wiedzą. Będzie to bardzo ważny wypadek w społeczeństwie nie tylko dlatego, że podniesie znaczenie najliczniejszej i najpracowitszej klasy ludzi, ale jeszcze i z tego względu, że wpłynie na zmianę przekonań całego społeczeństwa co do sposobu życia i wychowania. Każdy prócz wykształcenia umysłowego będzie czuł potrzebę nabycia wprawy do jakiejkolwiek pracy mechanicznej. Rzemiosła i praca rolnicza wejdą stanowczo w skład przedmiotów domowego i szkolnego wychowania, ponieważ i przykłady już nawet dowiodły, jak to wykazał wielce zasłużony Anglii Edwin Chadwik, iż połączenie szkoły i warsztatu jak najpomyślniejsze przynosi wyniki tak ze względu umysłowego, jak i ze względu zdrowia i siły fizycznej. Podług spostrzeżeń Chadwicka dzieci zamożnych nawet rodziców nauczały się lepiej i więcej, gdy czas nauki dzielono pomiędzy warsztatem i uprawą umysłu. Zmiana ta w wychowaniu prócz zamiłowania pracy wyda jeszcze w przyszłości zdrowsze i mocniejsze pokolenia.

W wychowaniu weźmie z jednej strony przewagę pożyteczność nad wszystkim, co daje blask i układność w salonie; z drugiej strony zapanuje kierunek pozytywny, który niesłusznie przez wielu uważany jest za materialistyczny. Pozytywizm nie zaprzecza wyższych i szlachetniejszych dążności, nie odrzuca poezji, ale odsuwa wszystko z dziedziny badania, co jest mgliste, bałamutne, czego ścisłym rozumowaniem usprawiedliwić niepodobna. A już jeden z największych nowoczesnych filozofów Francuz, August Comte, wskazał, że rozwój przemysłu, rękodzieł, pracy mechanicznej idzie razem z rozwojem nauk przyrodzonych.

Lecz jeszcze ważniejsze przeobrażenie, szanowni słuchacze, powinno nastąpić w życiu społecznym, gdy praca zajmie przewodniczące miejsce.

Zasada wzajemnej pomocy przyjdzie do ostatecznego uznania.

Myśl wielka wzajemności, opierająca się na braterstwie ludzi i miłości ich wzajemnej ku sobie, powinna zastąpić sobkowski indywidualizm, którym się kierowano dotąd we wzajemnych stosunkach.

Myśl wielka wzajemności nie jest nową, ogłosi i ją światu pogańskiemu Boski Nauczyciel, a pierwsi jego wyznawcy nie tylko słowami, ale i uczynkami świadczyli jej wysokiemu pochodzeniu.

Myśl wielką wzajemności w ostatnich czasach podnieśli na nowo socjaliści, a byli to ludzie, o których bądź co bądź mówią, nikt wszakże temu nie zaprzeczy, iż gorąco kochali ludzkość i szczerze pragnęli jej szczęścia; a pierwszy, co myśl wzajemności otwarcie i jasno wypowiedział, był mąż wielkiego umysłu i wielkiego serca Anglik – Robert Owen.

Wielka ta myśl wzajemności zapadła głęboko do serca robotników.

I inaczej być nie mogło.

Łączność interesów i wzajemna organizacja od dawna odznaczały stosunki robotników. Podanie mówi, że murarze, którzy budowali świątynię w Jerozolimie za Salomona, zawiązali się w jedno ciało, korporacją. Taki, mówią, był początek cechów. W każdym razie sięgają one odległej przeszłości. Krawcy np. już stanowili zjednoczenia w XIII stuleciu za Ludwika Świętego, a Filip Piękny w r. 1293 zatwierdził ich statuty cechowe.

Cechy ukształtowane na wzór istniejącego porządku, przesiąknięte więc pojęciami feudalnymi, jakkolwiek opierały się na zasadzie pięknej, musiały jednak ustąpić przed swobodą, która zrywała wszystkie powijaki, krepujące wolę i czyny człowieka.

Swoboda postawiła robotnika w odosobnieniu wobec przemożnego kapitału. Uczuł wtedy biedny pracownik zupełną swą niemoc i bezsilność wobec tej potęgi.

Ażeby walczyć z kapitałem, nie pozostawało nic innego robotnikom, jak znowu połączyć się z sobą razem i, wytworzywszy swój własny kapitał, równoważyć wyzyskującą siłę.
Musiała więc myśl wzajemności znaleźć wielkie uznanie w stanie pracującym.

Już w początku bieżącego stulecia zaczęły się tworzyć stowarzyszenia, które miały cele li tylko, rzec można, dobroczynne. Stawiały one sobie jako zadanie: opiekę nad chorymi, wsparcie wdów i sierot, jednorazową pomoc członkom, których jakie nieszczęście dotknęło, i nareszcie pogrzeby zmarłych.

Dawniejsze bractwa religijne złożone przeważnie, a w wielu miejscach wyłącznie z rzemieślników, i cechy dawniejsze zamieniły się w towarzystwa wzajemnej pomocy, reorganizując się na podstawie swobody wzajemnych stosunków.

Laurent, francuski pisarz, powiada, że w samym Bordeaux przeszło 100 bractw i korporacji zamieniło się w towarzystwa wzajemnej pomocy.

W Anglii też istniały od dawna podobne stowarzyszenia pod rozmaitymi nazwami, jak „Old Fellows”, „Foresters”, „Druid?” itd.

Rządy z początku obojętnie patrzały na zawiązywanie się tych stowarzyszeń, lecz następnie stawiają rozmaite przeszkody ich rozwojowi.

Za pierwszego cesarstwa policja paryska wzbrania towarzystwom wzajemnej pomocy przyjmować na członków więcej niż 10 rzemieślników do jednego zawodu należących.

W Anglii w tym samym czasie mnożą się prześladowania, idące za uciążliwymi rozporządzeniami statutu organicznego. Wtedy panował Jerzy III, który przekonał, że i przy rozległej konstytucji można despotycznie rządzić.

Skoro tylko osłabła czujność policyjna, stowarzyszenia znowu zaczynają się mnożyć.

Do rewolucji, lutowej 1848 roku urosła ich liczba we Francji do 1584.

Po Anglii rozpostarły się siecią tak zwane „Friendly Societies”, które istniały bez dozwolenia rządowego, zawdzięczając tylko temu, że na nie niby nie zwracano uwagi.

Gdzie indziej robotnicy, wiążąc się w stowarzyszenia, ukrywali to w tajemnicy, za wyjątkiem może jednej Szwajcarii w Europie i Stanów Zjednoczonych w Ameryce.

Dopiero wszakże socjaliści francuscy tchnęli nowego ducha w stowarzyszenia.

Tak, nawet przeciwnicy socjalistów, ale bezstronni badacze rozwoju ekonomicznych stosunków w obecnym stuleciu, do jakich zaliczam wspominanego już profesora Batbie, przyznają, że ruch stowarzyszeń w tym kierunku i w tym kształcie, jaki obecnie się przejawia, zawdzięczyć należy socjalistom.

Pierwsze praktyczne próby stowarzyszeń takiego rodzaju widzimy około r. 1840.

Stowarzyszenia te mają na celu wzajemną pomoc stałą w usiłowaniach polepszenia swego dobrobytu. Tym się różnią od poprzednich towarzystw, że gdy tamte usiłowały zapobiegać nieszczęściu, te starają się utorować drogę do pomyślniejszej przyszłości.

W 1843 r. 17 członków zawiązało stowarzyszenie w Paryżu, które postanowiło wspólną pracą, wspólnymi środkami dorabiać się wspólnego kapitału.

Co do skutków, o wiele ważniejszym okazało się angielskie stowarzyszenie tkaczy, które zawiązało się w 1844 roku w Rochdale i znane jest pod nazwą Equitable Pioneers Store. Dwudziestu zrujnowanych tkaczy postanowiło ratować się, jednocząc swe mienie i swą pracę. Razem złożyli około 300 zł. A wiecie, szanowni słuchacze, jak stało to stowarzyszenie w r. 1866, a więc po 22 latach istnienia? Liczba jego członków urosła do 6246, a ponieważ w całym miasteczku jest 38000 mieszkańców i 7700 domów, członkami zaś są przeważnie ojcowie rodzin – więc można powiedzieć, że całe miasto weszło do tego stowarzyszenia. Związek ten osiąga znaczne zyski. Do niego należą młyn, przędzalnia i inne zakłady. Stowarzyszenie miało w r. 1866 czystego zysku około 320 000 zł. Szkoda tylko, że kapitaliści, stawszy się jego członkami, największe ciągną korzyści.

Lecz najsilniejszy popęd do organizowania stowarzyszeń na podstawie wzajemnej pomocy rozpoczyna się od czasu rewolucji 1848 r.

Ten nieszczęśliwy Paryż, który tak niedawno krzyżactwo zbójeckie głodem morzyło i bombami zasypywało, przodował wówczas wielkiej myśli braterstwa.

Nie za zyskami osobistymi goniąc, wiążą się paryscy robotnicy w stowarzyszenia, ale dlatego, że w nich widzą wielką myśl wzajemności, ale dlatego, że ich układ opiera się na zasadach słuszności.

Chcecie przykładów?

Stowarzyszenie krawców, które zawiązało się pod przewodnictwem zacnego i dzielnego robotnika Bérarda, zaledwie mogło wydołać własnymi środkami podtrzymywać swój zakład. W tym czasie zjawiają się do tego zakładu szwaczki, które znajdowały się w opłakanym położeniu, i ofiarują mu pracę niemal za darmo. Lecz krawcy nie chcieli wyzyskiwać nieszczęścia cudzego: oni naznaczyli płacę taką, jakiej te robotnice nie otrzymywały nawet w pomyślniejszych czasach.

Nie ubiegło jeszcze ćwierć stulecia od tego pamiętnego roku, a mamy w Europie i Ameryce stowarzyszeń robotniczych bez liku, u nas w Polsce tylko na nieszczęście – bardzo ich jest maluczko.

Stowarzyszenia te są rozmaitego rodzaju, wszakże spomiędzy nich wyróżniają się głównie: stowarzyszenia spożywcze, zaliczkowe i wytwórcze.

Pierwsze, których mamy na całej przestrzeni Polski zaledwie kilka, mają za zadanie obronić spożywcę (konsumenta) od wyzyskiwania kupieckiego.

Towarzystwa zaliczkowe, czyli pożyczkowe, ułatwiają kredyt osobisty. Jest ich trochę więcej w Polsce. Najwięcej w Prusach zachodnich i w Poznańskiem, rachują ich tam trzydzieści kilka, w Galicji jest z dziesiątek i w Kongresówce kilka.

O korzyściach ich, zdaje mi się, zbytecznym jest mówić. Znacie je.

Bez wątpienia, najpożyteczniejszymi dla przyszłości klasy pracującej są stowarzyszenia wytwórcze, tj. takie, w których robotnicy są sami właścicielami zakładu, w którym pracują. Kapitał tu nie wyzyskuje pracy, bo i kapitał, i praca należą tu do jednych i tychże samych osób. Powstawanie tych spółek niezmiernie jest trudnym, a to z powodu współzawodnictwa ogromnych kapitałów, które łączą się nawet, aby stłumić w zarodku usiłowania zjednoczonej pracy.

Co może jednak wytrwałość i silne postanowienie, przytoczę wam przykład przez znakomitego angielskiego myśliciela, Johna Stuarta Milla, opowiedziany.

Robotnicy, trudniący się wyrabianiem fortepianów, postanowili w r. 1848 założyć na własną rękę fabrykę. Po ścisłym obliczeniu przyszli do przekonania, że trudno rozpoczynać z mniejszym kapitałem jak 12 509 zł. Wybrali więc delegowanych i wysłali do rządu, prosząc u niego o pożyczkę, ponieważ rząd zdawało się wówczas popierał zawiązywanie się podobnych stowarzyszeń. Atoli nastąpiła odpowiedź odmowna. Czternastu robotników śmielszych nie zraziło się tym i postanowiło bądź co bądź próbować szczęścia. Kto co miał znosił do spółki, i zebrało się w ten sposób trochę narzędzi i materiału. Oceniono to wszystko razem na sumę mniej więcej ośmiuset zł. Trzeba było jeszcze zebrać na początek jakikolwiek kapitał. W tym celu postanowiono, ażeby każdy wspólnik wniósł po 4 zł. Kto nie miał, pożyczył, ale swój udział zapłacił. Znalazło się dość takich spomiędzy dawniejszych towarzyszy, którzy nie należąc sami do tego przedsiębiorstwa, pożyczkowym sposobem oddali spółce swoje groszowe oszczędności. Czyż znowu nie jest to piękny rys braterstwa? Koniec końców zebrano około 100 zł. I towarzystwo 10 marca 1849 r. ogłosiło się jako czynne. Stowarzyszenie musiało jeszcze nieraz uciekać się do drobnych pożyczek, a wspólnicy przez dwa miesiące żadnej płacy nie pobierali. Dopiero pierwszy obrachunek nastąpił dnia 4 maja. Po zapłaceniu co najważniejszych długów na każdego przypadło po 2 zł i 75 centów. Taki to był ciężki początek. Ta sama spółka w r. 1850 miała już 32 członków. Obszerne warsztaty i magazyny, za które płaciła czynszu przeszło osiemset kilkadziesiąt zł, już jej nie wystarczały. Kapitał niepodzielny i zapasowy stowarzyszenia wynosił około 14000 zł. W zakładzie budowano 76 fortepianów, a zamówienia były tak liczne, że im wydołać nie mogli wspólnicy. Spółka ta pomimo ścieśnień późniejszych zdołała przetrwać aż do ostatnich czasów.

Do jak świetnych wyników mogą doprowadzać wytwórcze stowarzyszenia, przekonywa ostatni kongres robotniczy w Stanach Zjednoczonych w Filadelfii. Zwróciła tam powszechną uwagę spółka kawalerów i panien św. Kryspina, który, jak wiadomo, jest patronem szewców. Towarzystwo to liczy członków na dziesiątki tysięcy. Istnieje zaledwie kilka lat. Zadaniem tego stowarzyszenia jest wzajemna pomoc i obrona, a również odebranie wyrobu obawia z rąk kapitalistów. Spółka ma swoje sklepy spożywcze, z których bierze żywność i surowy materiał. W St. Johns w Nowym Brunszwiku, a więc w filii, która znajduje się w angielskich posiadłościach, wspólnicy posiadają wzorową fabrykę butów i trzewików, gdzie najlepsze machiny są w użyciu. Prócz tej fabryki spółka ma jeszcze kilka innych.

W r. 1848 zawiązała się takich stowarzyszeń dość znaczna liczba we Francji, zwłaszcza w samym Paryżu. Nieprzyjazne atoli warunki napotykane ze strony rządu i kapitalistów zmusiły większą ich część rozwiązać się. Wszakże z 17 podobnych stowarzyszeń przetrwało do r. 1863. Od tego roku ze wzrastającą swobodą zaczynają się mnożyć znowu te stowarzyszenia. W samym r. 1863 utworzyło się w Paryżu 8 nowych spółek robotniczych wytwórczych, a do r. 1866 wzrosła ich liczba do 41. Na prowincji tak samo powiększyła się ich liczba w ostatnich czasach.

Proponowano jeszcze zespolenie interesu kapitalistów z interesem robotników przez dopuszczenie ostatnich do udziału w czystych zyskach. Zrobił to Leclaire w zakładzie swoim malarskim i powiada, że korzyść pieniężna podniosła się przeszło na 260 000 zł. W fabryce jego pracuje 300 robotników. Tak samo się chwali podniesioną korzyścią i pomyślnym skutkiem Bord, fabrykant fortepianów. To samo mówią Brigg, który ma kopalnie węgla kamiennego w Yorkshire; Crossly fabrykant dywanów; Fox i Heerd, którzy zastosowali ten system w zakładzie żelaznych wyrobów, jak również i Greening; Cobden, właściciel przędzalni; Blythe, Lloyd i Sommerfield w zakładzie garncarskim; Gocdall, właściciel drukarni w Leeds itd. Przypuszczenie robotnika do udziału w zyskach bardzo pomyślne skutki wykazało i w gospodarstwie wiejskim. Gurdon w r. 1830 założył w Anglii w hrabstwie Norfolk coś w rodzaju stowarzyszenia spółdzielczego rolników. Pomyślny rozwój tej organizacji wywołał i nowe próby tego rodzaju. U nas w Polsce próbę podobną zrobił w Poznańskiem przed paru laty zacny Karol Libelt. Jak mu się to udało, nie wiemy. Jakiego zaś rodzaju jest „Stowarzyszenie wzajemnej pomocy w rolnictwie i przemyśle rolnym”, założone jesienią przeszłego roku w okolicy Limanowy, nie mam bliższych szczegółów.

Stowarzyszenia robotnicze, które siecią ogarnęły miasta, osady fabryczne, a nawet wsi zachodniej Europy, nie wywierały tego wpływu, jaki by mogły mieć, gdyby ujęto je wszystkie w jeden organizm, gdyby kierowała nimi jedna wspólna myśl.

Rychło też rozpoczęły się krzątania na tym polu.

Połączeniem wszystkich stowarzyszeń w Anglii zajęły się Trades Unions, a we Francji Fédération des Sociétés Ouvrières. W Niemczech dla wspólności planu w działaniach stowarzyszeń założono w r. 1859 w Berlinie prokuratoria niemieckich stowarzyszeń zarobkowych i gospodarczych (Anwaltschaft der deutschen Erwerbs und Wirthschafts Genossenschaften) i oddano kierownictwo Schulzemu z Delitzsch, którego to głównie staraniom zawdzięczają Niemcy potężny rozwój stowarzyszeń zaliczkowych. W r. 1863 wystąpił wszakże przeciwko powolnym i zanadto oględnym działaniom prokuratorii z ostrą krytyką znakomity socjalista, Ferdynand Lassalle, i przyczynił się najwięcej do założenia „Ogólnego Stowarzyszenia Robotników Niemieckich” (Allgemeiner deutscher Arbeiter Yerein), które stanęło wkrótce na czele ruchu [5].

Lecz niebawem myśl łączności, zjednoczenia się wszystkich robotników przekroczyła granice narodowej odrębności. Już i dawniej robotnicy różnych narodowości wchodzili w bliższe z sobą stosunki – pierwszy atoli projekt stowarzyszenia międzynarodowego powstał w czasie wystawy powszechnej w Londynie w 1862 r. Francuzi jak zwykle, tak i teraz wystąpili z inicjatywą. W tymże jeszcze roku otworzono pierwszą kasę stowarzyszenia w Londynie, którą przeznaczono na wspieranie interesów robotniczych. W 1864 r. 28 września zjechali się do Londynu przedstawiciele rozmaitych stowarzyszeń angielskich, francuskich, belgijskich, włoskich i uchwalili założenie Stowarzyszenia Międzynarodowego (Association Internationale). Tamże postanowiono wypracować ogólną ustawę i pozakładać we wszystkich głównych przemysłowych miastach Europy i Ameryki komitety, czyli sekcje, dla kierowania którymi ustanowiono komitet centralny z miejscem pobytu w Londynie, ponieważ Anglia najrozleglejszą zostawia swobodę słowu i czynnościom. Prezesem w komitecie obrano Francuza Dupon. W 1865 r. stowarzyszenie to miało już filie w Paryżu. W 1866 roku w Anglii liczono członków tego stowarzyszenia 12000, spomiędzy których posiano dwóch na zjazd robotniczy do Sheffield, gdzie zebrali się przedstawiciele stowarzyszeń angielskich ogarniających razem do 200 000 członków. Na zjeździe tym owi wysłańcy przedstawili zgromadzonym plan swego stowarzyszenia i pozyskali dla niego bardzo wielu zwolenników. W tymże samym roku odbył się pierwszy kongres ogólny w Genewie. Rozprawy były bardzo ożywione. Uwydatniły się dwa stronnictwa: mutualistów (zwolenników szkoły socjalno-ekonomicznej) i kolektywistów (przychylnych bezwzględnie zasadom zbiorowej własności).

Z rozrostem stowarzyszenia potworzyły się komitety, czyli sekcje wyższe narodowe, które wszakże zależne są od komitetu centralnego. Komitety narodowe wybierały miejsca swego pobytu, o ile można bardziej zbliżone do własnych krajów. Tak sekcja francuska pod nazwą La Fraternité usadowiła się w Belgii, a niemiecka w Bonn.

Całe stowarzyszenie przedstawia się jako wielka rzeczpospolita. Dzieli się ona na prowincje podług narodowości, przedstawiciele których zjeżdżają się corocznie na kongres ogólny – i kongres tylko ma władzę stanowić prawa obowiązujące wszystkich. Prowincjom pozostawiona rozległa samodzielność: one miewają swoje oddzielne narodowe kongresy. Komitet centralny i komitety narodowe przedstawiają władzę wykonawczą.

Od roku 1867 odbywały się corocznie zjazdy ogólne po kolei: w Brukseli, Lozannie, Bazylei. Na kongresach czytano sprawozdania sekcji w rozmaitych językach.

Stowarzyszenie to rozrosło się potężnie. Członków jego liczą na miliony. Najwięcej upowszechniło się ono w Szwajcarii, gdzie niemal w każdym mieście istnieje komitet, i w Stanach Zjednoczonych. Środki pieniężne również są ogromne. Stowarzyszenie ma własne czasopisma, w których szerzy swoje przekonania: we francuskim języku – „Journal de l’Association Internationale”, „Voix de l’Avenir”, „Le socialiste” (pismo tygodniowe); w angielskim języku – „Commonwealth”; w niemieckim Zwiastun („Vorbote”) i Robotnik („Der Arbeiter”).

W miarę wzrastania liczby członków kolektywiści zaczęli przeważać, a nie tylko upadł wpływ mutualistów, ale bardzo wielu spomiędzy nich odstąpiło od poprzednich swych przekonań. Hasłem stowarzyszenia stało się: podniesienie stanu pracującego do zupełnej równości z innymi, rzeczpospolita bez granic, w której wszystkie narodowości bez wyjątku otrzymują jak najrozleglejszą swobodę i równouprawnienie ekonomiczne kobiety z mężczyzną. Co do własności, ostatecznie nie rozstrzygnięto kwestii, jakkolwiek zasada zbiorowej własności coraz większe uznanie na kongresach zdobywa.

Dopóki stowarzyszenie było w zawiązku, dopóty nie zwracało uwagi rządów na siebie. Lecz gdy okrzepło i spotężniało, rozpoczęło się prześladowanie jego. W kwietniu 1868 roku rząd Napoleonowski nakazał rozwiązanie sekcji tego stowarzyszenia we Francji. Pomimo tego wszakże sekcje pod innymi nazwami dalej istniały. A gdy w połowie marca zeszłego roku zebrał się kongres delegatów francuskich w Lyonie, w sali przy samym początku znajdowało się przeszło 6000 osób obojga płci. Korzystając z rozruchów paryskich przeszłorocznych, rząd Napoleonowski kazał aresztować więcej znanych członków Stowarzyszenia Międzynarodowego i wytoczyć im proces. Sprawa ta rozpoczęła się 2 lipca. Pomimo iż się wyjaśniło dokładnie, że Stowarzyszenie Międzynarodowe nie miało udziału w owych rozruchach – rząd chciał, by potępiono członków tego stowarzyszenia – i sędziowie potępili. Wtedy to z powodu zarzutów przez rząd Napoleonowski Stowarzyszeniu Międzynarodowemu czynionych, komitet centralny wystąpił publicznie ze swoim manifestem, na którym pomiędzy sekretarzami rozmaitych sekcji znajdował się podpis i sekretarza sekcji polskiej, Żabickiego. W tymże samym roku w Wiedniu, gdy się wykryły stosunki robotników ze Stowarzyszeniem Międzynarodowym, surowe wyznaczono kary na oskarżonych – i dopiero teraźniejsze ministerium ów akt niesprawiedliwy ogłoszeniem amnestii uchyliło. Nareszcie, gdy członkowie niemieckiej sekcji w manifeście wydanym w Wolfenbüttel oświadczyli się przeciwko najazdowi Francji, pruska żandarmeria na rozkaz Bismarcka rozpędziła sekcje, uwięziła głównych członków i osadziła ich w twierdzach.

Lecz, szanowni słuchacze, prześladowanie jest to chrzest krwawy, przez który przejść musi wszystko, co ma przed sobą potężną przyszłość.

Usiłowania i cel Stowarzyszenia Międzynarodowego zbliżają się do zadania przed kilku laty zawiązanej Ligi Wolności i Pokoju, w której brali gorliwy udział dwaj najwięksi nowocześni bohaterowie: Garibaldi i tak przedwcześnie poległy [Hauke-]Bosak.

Wiedza i praca spotkały się na drodze prowadzącej do wspólnego celu. Im ściślejsze nastąpi przymierze pomiędzy nimi, tym lepiej dla obydwóch.

W tym leży zadanie i taka jest przyszłość kwestii robotniczej.

Bolesław Limanowski

_______________________
Powyższy tekst to broszura wydana z podtytułem „Rzecz ułożona podług dwóch odczytów w »Gwieździe« z dnia 19 marca i 2 kwietnia”, nakładem autora, Lwów 1871. Od tamtej pory nie była wznawiana, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Przypisy:

[1]: Nowy wykład ekonomii politycznej przez A. Batbie – tłumaczył W. Strażyński, Kraków, 1870. T. II. Str. 190.

[2]: Historia cywilizacji w Anglii – Henryka Tomasza Buckle’a – przełożył Władysław Zawadzki. Lwów, 1868. T. III. Str. 294.

[3]: Des societes cooperatives de consommation et de crèdit – Eugen Villedieu. Paris et Prives, 1869. Str. 21.

[4]: Szkoła polska gospodarstwa społecznego. Lwów 1862. Str. 154.

[5]: W ostatnich dniach kwietnia utworzył się w Poznaniu Związek Spółek Zarobkowych Polskich. Szczęść Boże jego rozwojowi!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *