Cezary Miżejewski

Izba Samorządowa zamiast Senatu

[1989]

 W kwietniu 1989 PPS-Rewolucja Demokratyczna, wezwała do bojkotu wyborów w czerwcu 1989 r. W stanowisku przyjętym 10 kwietnia 1989 r. jako uzasadnienie bojkotu, wskazano na trzy przesłanki takiej decyzji:

„Demokracji nie mierzy się w procentach, albo jest i wtedy wybieramy Sejm, który nas reprezentuje, albo jej nie ma i wtedy jedyną odpowiedzią może być bojkot. 35% w Sejmie wystarczy, aby uwiarygodniać farsę wyborczą, to jednak za mało, by wpływać na losy kraju.

Utworzenie Senatu o bliżej niesprecyzowanych i niewielkich kompetencjach nie zmieni układu sił parlamentarnych. Powstanie w ten sposób archaiczny twór, coraz rzadziej spotykany w nowoczesnych rozwiązaniach konstytucyjnych. Zamiast Senatu domagamy się powrotu do Programu »Samorządnej Rzeczpospolitej«, uchwalonego na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ »Solidarność« i utworzenia Izby Samorządowej bezpośrednio reprezentującej w Sejmie interesy załóg pracowniczych.

Wprowadzenie urzędu prezydenta zapewnia ciągłość panującego systemu. Prezydenta wybiera kontrolowany przez PZPR parlament, a nie ogół wyborców. Urząd ten daje możliwość podejmowania arbitralnych decyzji, mocą których można wprowadzić stan wojenny czy zmieniać ustawy”.

Poniżej prezentujemy tekst zamieszczony w „Robotniku” odnoszący się do kwestii Izby Samorządowej.

***

Jednym z argumentów przemawiających za bojkotem czerwcowych wyborów jest fakt utworzenia Senatu zamiast postulowanej – m.in. przez I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” – Izby Samorządowej. By wyjaśnić nasz punkt widzenia musimy cofnąć się w czasie.

1921: Początki

Problem izby parlamentarnej reprezentującej interesy pracowników pojawił się już u zarania Niepodległości. PPS-owski projekt Tymczasowej Ustawy Konstytucyjnej RP, przygotowany przez Mieczysława Niedziałkowskiego, przewidywał utworzenie w nowym parlamencie Izby Pracy. Miała ona funkcjonować dla „reprezentowania i obrony potrzeb wszystkich obywateli Rzeczpospolitej utrzymujących się z pracy najemnej”. Oprócz opiniowania szeroko rozumianych praw pracowniczych, Izba mogła postawić ministra pracy w stan oskarżenia czy też żądać poddania każdego aktu prawnego pod referendum, jeżeli „w wynikach głosowania sejmowego widzi szkodę oczywistą dla interesów pracy”. Projekt jednak upadł i przez ponad pół wieku pozostał w sferze idei. Pojawił się znów po 60 latach…

1981: Samorządna Rzeczpospolita

Utworzony w wyniku sierpniowych strajków 1980 r. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” wśród swych najważniejszych zadań postawił budowę autentycznego samorządu pracowniczego, będącego właścicielem lub współwłaścicielem zakładów pracy. W wyniku starcia koncepcji rządowych i związkowych w sierpniu 1981 roku zawarty został kompromis, którego skutkiem była Ustawa o samorządzie załogi przedsiębiorstwa państwowego z 25 września 1981 r. Ustawa dopuszczała możliwość zrzeszania się samorządów na szczeblu ponadzakładowym. Wkrótce zaczęły powstawać porozumienia regionalne, a 17 października 1981 roku powstał w Warszawie Komitet Założycielski Krajowej Federacji Samorządów. Powróciła też koncepcja pracowniczej izby parlamentarnej. Na I KZD NSZZ „Solidarność” w Gdańsku problem ten znalazł się na forum dwóch zespołów programowych – V (stabilizacja gospodarcza, reforma gospodarki, samorząd pracowniczy) i XI (Związek wobec władz państwowych i PZPR). Wszyscy zgadzali się co do tego, iż należy taką izbę powołać. Spory budziły jej uprawnienia. Grupa skupiona wokół Bugaja, Janasa i Kuczyńskiego proponowała nadanie izbie charakteru konsultacyjnego (Społeczna Rada Gospodarki Narodowej). Konkurencyjny projekt przygotowany przez Adamczyka, Karwowskiego, Palkę i Kurowskiego zakładał powołanie do końca 1982 roku izb samorządowych w radach narodowych i Izby Społeczno-Gospodarczej (do tego czasu funkcję jej pełniłaby Rada Gospodarcza). Innym spornym punktem była sprawa składu Izby. Według jednego projektu miała ona reprezentować wyłącznie samorządy pracownicze (Izba Samorządowa), według drugiego także związki zawodowe, organizacje konsumentów itp. (Izba Pracy). Ostatecznie w programie NSZZ „Solidarność” pojawił się zapis stwierdzający m.in.: „Uważamy za celowe rozpatrzenie powołania ciała o charakterze samorządowym (izby samorządowej lub izby gospodarczej) na szczeblu najwyższych władz państwowych (…)” – Teza 22 ust. 3.

Podobne pomysły pojawiły się także w rządowej Komisji ds. Reformy Gospodarczej. W jej znanym dokumencie Teza 23 stwierdzała: „W związku ze zgłaszanymi propozycjami dotyczącymi utworzenia Izby Samorządowej jako drugiej Izby Sejmu komisja uważa, iż decyzja w tej sprawie powinna jak najpełniej uwzględnić potrzeby ruchu samorządowego, a zwłaszcza nowo utworzonych samorządów załogi przedsiębiorstwa. Proponuje się, aby tę kwestię rozstrzygnąć w terminie późniejszym w oparciu o doświadczenia organizacji samorządowych, przy ich udziale i z ich inicjatywy”. Realizację tych projektów przerwał 13 grudnia 1981 roku.

1982-1988: Ewolucja

Samorząd jest elementem demokracji politycznej państwa, żyje i umiera wraz z nią. Tak też było i w tym przypadku. Już w styczniu 1982 roku na posiedzeniu sejmowej Komisji ds. Samorządu Pracowniczego uznano porozumienia regionalne rad pracowniczych i krajową federację samorządów za „nielegalne” i „sprzeczne z prawem” (mimo treści art. 35 Ustawy o samorządzie załogi). W pośpiechu (26 marzec 1982) powołano przy Sejmie Radę Społeczno-Gospodarczą o bardzo ograniczonych kompetencjach opiniodawczych. W jej skład weszli „przedstawiciele” załóg przedsiębiorstw, PGR-ów, spółdzielni organizacji zawodowych wybrani spośród kandydatów przez wskazane przez prezydium Sejmu załogi i organizacje (sic!). Podziemne struktury NSZZ „Solidarność” po początkowym bojkocie postanowiły poprzeć wchodzenie w skład samorządów pracowniczych jako struktury, która dawała (mimo wojennych ograniczeń) możliwość wpływu na sprawy pracownicze. Jednak praktycznie współpraca była bardzo sporadyczna, bądź nie istniała wcale. Powoli przywódcy Związku wchodzili w programowy etap, który zawiera się w słowach: wolny rynek. Mówiło się jeszcze o samorządach, ale jeszcze więcej o spółkach z o.o. Izba Samorządowa odchodzi w niepamięć. W 1987 roku, w dokumencie „Stanowisko NSZZ »Solidarność« w sprawie sytuacji i kierunków przebudowy gospodarki polskiej” pisano, że „ogólna reprezentacja samorządów pracowniczych powinna współuczestniczyć w podejmowaniu decyzji gospodarczych”. Tego pomysłu jednak nigdy nie skonkretyzowano. Porozumienia samorządów jednak powoli powstawały. Dzisiaj istnieją już porozumienia regionalne w Gdańsku, Opolu, Wrocławiu, Warszawie. Po gorącym sierpniu ‘88 przychodzi czas negocjacji przy okrągłym stole.

1989: Nic nie wnoszące porozumienia

Wynikiem pewnej koncepcji, a nie przypadku był fakt, że przy „stoliku gospodarczym” znalazł się tylko 1 (słownie: jeden) działacz samorządowy. Doszło do sytuacji, w której o gospodarce nie mogli mówić ludzie najbardziej w tym zainteresowani i kompetentni. Jaka przyczyna, taki skutek. W dokumencie końcowym obie strony zgodnie stwierdzają, iż należy umożliwić ukonstytuowanie się ogólnopolskiego przedstawicielstwa samorządów uprawnionego do zgłaszania „dezyderatów” i „opiniowania”. Strona rządowa poszła jeszcze dalej. W jej wersji należy umożliwić utworzenie wojewódzkich (regionalnych) i krajowej izby samorządowo-gospodarczej (złożonej z działaczy samorządów i dyrektorów) uprawnionych do opiniowania etc. Krótko mówiąc, wracamy do wersji rady (izby) konsultacyjnej.

Nasze propozycje

PPS-Rewolucja Demokratyczna proponuje utworzenie Izby Samorządowej jako drugiej izby w parlamencie. Dlaczego właśnie w takim charakterze?

1. Będzie to przejaw bezpośredniej podmiotowości politycznej pracowników. Powstałby w ten sposób niezależny nurt przedstawicielstwa pracowniczego, nie korzystający z pośrednictwa systemu partyjnego.

2. Służy to integrowaniu środowiska, wyrażaniu i reprezentowaniu w szerszej, ogólnopolskiej skali interesów, opinii i stanowisk samorządów (a więc załóg) w istotnych dla przedsiębiorstw i gospodarki sprawach. Izba scalałaby ich dążenia i postulaty oraz wytwarzała ogólnopracowniczy punkt widzenia na politykę społeczno-gospodarczą.

3. Wszystkie poprzednie sprawy można oczywiście załatwiać poza parlamentem, oprócz jednej – decydowania. Tworzenie ciała, które będzie miało możliwość tylko „opiniowania” i „wysuwania dezyderatów”, nie rozwiązuje problemu. Załogi nadal będą bezsilne, jeżeli nie wyposaży się ich w prawo decydowania o gospodarce. Jeżeli tego nie będzie na terenie poszczególnych przedsiębiorstw, nadal będą wybuchać konflikty zastępcze.

4. Decydowanie poprzez Izbę Samorządową umożliwi działanie w gospodarce wyłącznie z motywów ekonomicznych. Ułatwiłoby to znakomicie odpolitycznienie polskiej gospodarki, czyli usunięcie jej grzechu pierworodnego. Mielibyśmy wreszcie tę pewność, że dany zakład zostaje rozwiązany nie dlatego, że nie lubi go premier, ale że wymagają tego prawa ekonomiczne.

Nie ma potrzeby wchodzić tu w szczegóły czy omawiać kompetencje Izby. Kształt nadadzą jej sami zainteresowani. Decyzja Sejmu PRL o utworzeniu Senatu uniemożliwia powstanie Izby. Władze wolą mieć twór pozbawiony praktycznie szerszego znaczenia, niż reprezentację pracowników decydujących o sprawach gospodarczych, mogących zarazem realnie wpływać na kształt reformy, jakiej dziś potrzebujemy. Tak więc następne cztery lata mamy Senat… chyba, że robotnicy postanowią inaczej.

Cezary Miżejewski
_________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się 1 maja 1989 r. w piśmie „Robotnik – centralne pismo PPS-Rewolucja Demokratyczna”, nr 142. Od tamtej pory nie był wznawiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *