Maria Balsigerowa

Brak pracy i próby ubezpieczenia od jego skutków

[1903]

Bezrobocia należą bezsprzecznie do kwestii najbardziej palących w dziedzinie życia społeczno-ekonomicznego doby obecnej. Nic dziwnego więc, że groźne jego skutki, dotykające ciężarem swym nie tylko bezpośrednio swych ofiar, lecz zarazem wszystkich warstw społecznych – obudziły, w ostatnich zwłaszcza czasach, ogromne zainteresowanie zarówno w świecie ekonomistów, którzy kwestię tę badać się starają, jako też wśród sfer rządzących, które pragną drogą skutecznej polityki społecznej usunąć tę wadę obecnej organizacji gospodarczej. Niemałym był także wpływ bezrobocia na rozwój krytyki stosunków społecznych. Kierunek społeczno-reformatorski w polityce ekonomicznej widzi w bezrobociu najważniejsze dzisiaj zagadnienie społeczne.

Zanim mówić będę o próbach reform na tym polu, pragnę poświęcić kilka uwag przyczynom tego zjawiska.

Forma, w jakiej ono występuje, oraz wszystkie towarzyszące mu okoliczności, stanowią jeden z rysów zasadniczych dzisiejszej organizacji gospodarstwa społecznego: wraz z rozwojem przemysłu fabrycznego, występuje brak pracy jako objaw równoległy. Nie znaczy to, by epoki poprzednie wolne były od tego zła, lecz miało ono wówczas zgoła inny charakter i wypływało z innych przyczyn. Dzisiejsze bezrobocie pozostaje w ścisłym związku ze szczególnym znaczeniem pracy, która nie jest dzisiaj pracą niewolniczą, jak to było w starożytności, ani też monopolem jakiejkolwiek warstwy społecznej – jak w wiekach średnich, lecz towarem, który jak inne towary podlega przede wszystkim wahaniom popytu i podaży na rynku światowym. Istota wielkiego przemysłu polega na umiejętności przystosowywania się do wahań koniunktury, waluty, cen surowców itd. Konkurencja zniewala do stosowania coraz doskonalszej techniki w produkcji, to zaś staje się przyczyną usunięcia pewnej części robotników i zastąpienia ich maszyną, oszczędzającą pracę. Na rynku pracy pojawiają się wolne ręce robocze, do których przyłączają się nadto inne, zajęte przedtem w drobnym przemyśle, które wielki przemysł, w zwycięskim swym pochodzie, usunął z zajmowanej dotąd placówki. Nawet w czasach spokojnych istnieje zawsze pewna liczba najemników nie znajdujących zatrudnienia; istnienie tej armii rezerwowej daje przemysłowi niezbędną elastyczność, pozwalającą mu w czasach lepszej koniunktury zatrudniać więcej pracowników, w czasach zaś gorszych uszczuplać ich liczbę wedle zapotrzebowania.

Obok tego, normalnego niemal braku pracy, występuje bezrobocie w formie groźniejszej, w czasie przesilenia ekonomicznego. Wielka produkcja wytwarza dla rynku światowego, nieznanego; wytwarzanie nie pozostaje tu w żadnym związku ze spożywaniem, którego wielkość nie jest znana; wynikają stąd od czasu do czasu gwałtowne wstrząśnienia, dotkliwe dla przedsiębiorców i pracowników. Konkurencja zmusza przedsiębiorców wytwarzać możliwie tanio i wiele, wobec czego następuje po niejakim czasie przepełnienie rynku towarami z danej gałęzi przemysłu, a dalszym wynikiem tego być musi ograniczenie rozmiarów wytworzenia. Przesilenie, wywołane w jednej gałęzi przemysłu, z konieczności pociąga za sobą zastoje w innych, na czym przemysł całego kraju cierpieć musi. Nędza towarzysząca brakowi pracy nie pochodzi tedy z braku środków, które by tę nędzę usunąć mogły, lecz przeciwnie – z ich nadmiaru. W tym samym czasie kiedy produkty nagromadzone w wielkiej ilości nadaremnie oczekują nabywcy. Ludzie, którzy je wytworzyli, nie są w stanie nabywać ich i zaspokajać swoje potrzeby. Na tym właśnie polega owa olbrzymia sprzeczność współczesnej wielkiej produkcji, że jej nadmiar z konieczności musi rodzić nędzę.

Jest jeszcze inny rodzaj bezrobocia, pojawiającego się regularnie, tzw. sezonowy brak pracy, np. w przemyśle budowlanym, gorzelnictwie itp. Objaw tego rodzaju braku pracy nie jest właściwością jedynie naszych czasów, bo i dawniej istniały również roboty sezonowe.

Przejdę do stosowanych i projektowanych środków zaradczych. Wszystkie one mają charakter jedynie łagodzący skutki i nie dotykają rdzenia rzeczy. Nie mogąc regulować wytwarzania planowo, według istniejących potrzeb, nie możemy usunąć zła, lecz tylko je zmniejszyć; reformy zmierzają do usunięcia jedynie skutków bezrobocia, nie zaś samego zjawiska i z tego punktu widzenia oceniać je należy.

Środki zaradcze, objęte społeczno-reformatorską działalnością państw (względnie gmin) nowoczesnych, bywają dwojakie: są to albo środki pomocy doraźnej, stosowane w chwili wybuchu nędzy na skutek bezrobocia, albo też instytucje stałe, zakładane w przewidywaniu periodycznie powracającego bezrobocia. Do pierwszych należą: zbieranie składek dla pozostających bez pracy, udzielanie zapomóg w środkach spożywczych, filantropijne gospody, wreszcie dostarczanie pracy przez gminy lub państwo na czas trwania bezrobocia. Do drugich zaliczyć można: biura pośrednictwa pracy oraz instytucję ubezpieczenia pracowników na wypadek braku pracy.

O udzielaniu zapomóg mówić nie będę w tym miejscu, nie różni się ono bowiem niczym od innych czynów dobroczynności publicznej. Pod względem dostarczenia pracy na czas bezrobocia, gmina może oddać znaczne usługi przez ulepszanie biur pośrednictwa pracy oraz wynajdowanie nowych sposobów zarobkowania. W r. 1880 założyła gmina miasta Genewa tzw. warsztaty narodowe, chantiers nationaux; w których bezrobotni mogli znaleźć pracę; dzieło to nie mogło się długo ostać wobec tego, że roboty w warsztatach były przeważnie ziemne, robotnicy zaś, szukający pracy, składali się w znacznej części ze złotników, zegarmistrzów itp., którzy się zgłaszali niechętnie do takiej pracy. Okazało się, że polityka społeczna winna w tym względzie postępować planowo; nie wystarcza bowiem stworzenie sposobności do pracy, lecz praca ta powinna być przystosowaną do uzdolnienia bezrobotnych i ich zawodu, ażeby nie przynosiła szkody ich zręczności, nabytej kosztem nieraz długiej wprawy. Z tego względu za szczęśliwą uważać możemy myśl założenia w Zurychu w 1901 r. tzw. szkoły dla pisarzy, wspólnymi siłami kilku towarzystw dobroczynnych i gminy miasta. Instytucja ta pośredniczy między publicznością a pracownikami biurowymi, pozostającymi bez zajęcia, dostarczając im pracy, jak przepisywanie rękopisów, akt, pisanie adresów, tłumaczenia itp. bądź to w biurze Izby, bądź też u samych pracodawców. W pierwszym roku sprawozdawczym zajętych było blisko 19 pisarzy dziennie, płaca wynosi 3,5 franków dziennie przeciętnie. W ogóle praca dostarczana przez gminę powinna być istotnie potrzebną i użyteczną; kopanie ziemi lub tłuczenie kamieni, jeśli niepotrzebne, czyni z zarobku jałmużnę i zaciera jej znaczenie społeczno-polityczne. Każda gmina w zakresie swego gospodarstwa może znaleźć dość użytecznych robót; zawsze jednak dbać o to powinna, by roboty te prowadzone były planowo, tj. zwiększały się w miarę wzrostu podaży rąk roboczych i zmniejszały w chwili, gdy bezrobocie przybiera mniejsze rozmiary. Warunkiem niezbędnym jest oczywiście dokładna znajomość rozmiarów bezrobocia przez zbadanie stanu rynku pracy; w tym względzie biura pośrednictwa pracy oddać mogą znakomite usługi. Organizacja tych biur powinna być możliwie ześrodkowaną, ażeby wymiana sił roboczych skutecznie w całym kraju, nie tylko na miejscu, dała się przeprowadzić.

Na wielką skalę podjęły państwa Australii próbę rozwiązania kwestii bezrobocia, zniewolone do przeciwdziałania szerzącemu się brakowi pracy po kryzysie ekonomicznym z roku 1891. Pierwszym czynem na tym polu było wyszukanie pracy; w tym celu przeznaczyły państwa tamtejsze wielkie sumy na budowę dróg, wycinanie lasów i użyźnianie niezmierzonych przestrzeni niezamieszkałych. W miastach zorganizowano i wyposażono biura pośrednictwa pracy; oczywiście tam, gdzie państwo jest największym pracodawcą, z biur tych uczyniło swoje organy. Charakterystyczną cechą tych biur jest dawanie kredytu w formie zadatków pieniężnych lub narzędzi pracy; w Nowej Południowej Walii przeznacza rząd na ten cel 3 miliony franków rocznie. To samo państwo urządziło małe farmy rolne, na których osadza ludzi, bez pracy pozostających, obok tych zaś większe posiadłości np. dla 500 osób, przeważnie rodzin, które pod kierunkiem urzędników państwowych pracują na roli. W Nowej Zelandii istnieją podobne urządzenia; prócz tego zaprowadzono tu oryginalny system pracy spółdzielczej: robotnicy, tworząc grupy np. z 50 osób, otrzymują wspólnie pewną robotę od państwa (np. budowę drogi, kanału itp.). Idzie tu o pominięcie przedsiębiorcy jako pośrednika, który na obu stronach zwykł zarabiać. Obecnie blisko 2000 ludzi pracuje przy tych zrzeszonych robotach. Korzyści tego systemu są jasne zarówno dla państwa, jak i dla robotników. System ten połączono z osiedlaniem ludności na małych kawałkach roli wzdłuż nowych linii kolei żelaznych.

Wśród środków zaradczych przeciw skutkom bezrobocia zajmuje poważne miejsce zorganizowana pomoc własna warstw pracujących, bezpośrednio dotkniętych brakiem pracy. Na wielką skalę praktykują ją związki zawodowe w Anglii, już od r. 1851 (związek mechaników). Trades-uniony wspierają swych członków pozbawionych pracy tygodniowymi datkami, zmniejszającymi się w miarę przedłużania się braku zarobków. Jak wielkie usługi oddają w tej mierze trades-uniony, widzieć możemy z wielkości zapomóg wydawanych; w przeciągu lat pięciu (1892-1897) wydało 100 największych związków na cele zapomóg dla bezrobotnych – 542 000 funtów szt. Niektóre związki udzielają nadto zasiłków na podróże dla poszukujących pracy. Skromniej oczywiście, ale stosunkowo dość pokaźnie wyglądają rezultaty samopomocy robotników na lądzie Europy. Związek drukarzy niemieckich wydał na zapomogi dla bezrobotnych 2 miliony marek; również w Austrii i w Szwajcarii rozwinęli zecerzy bardzo skuteczną działalność samopomocy na wypadek bezrobocia swych członków. Drugie miejsce obok drukarzy zajmują pod tym względem związki rękawiczników, kapeluszników i metalowców niemieckich.

Ważnym krokiem naprzód na drodze usunięcia skutków braku pracy było niewątpliwie ubezpieczenie robotników na wypadek braku zajęcia; środek ten, pozbawiony wszelkich cech jałmużny, odpowiada też najbardziej współczesnym wymaganiom społeczno-politycznym. Ubezpieczenie na wypadek braku pracy jest ostatnim ogniwem w łańcuchu ubezpieczeń robotników na wypadek choroby, starości, niezdolności do pracy i od nieszczęśliwych wypadków. Zasada ubezpieczenia przeciw brakowi pracy okazała się jednak w praktyce o wiele trudniejszą do przeprowadzenia, aniżeli w innych dziedzinach, a to z następujących przyczyn: przede wszystkim trudno jest znaleźć sprawdzian do określenia czasu trwania i rozmiarów braku pracy, co dla obliczenia szkody ekonomicznej, którą pokryć należy, jest rzeczą niezmiernej wagi, następnie zaś, niełatwo czasem określić, czy w danym wypadku winy braku pracy nie ponosi robotnik, który może samowolnie porzucił pracę. Trudności te wszakże usunąć się dadzą przez umiejętnie prowadzoną statystykę bezrobotnych oraz dokładną znajomość rynku pracy.

Zasługa urzeczywistnienia tej myśli należy się w pierwszym rzędzie Szwajcarii, gdzie podjęto pierwsze próby ubezpieczenia robotników na wypadek braku pracy. Przykład dało miasto Berno, gdzie w r. 1893 na mocy uchwały rady miejskiej założono miejską kasę ubezpieczeń. Ubezpieczenie jest dobrowolne i nieobowiązkowe, to znaczy: każdy robotnik mieszkający w gminie może być członkiem kasy za opłatą 40 centymów miesięcznie. Za to, w razie braku pracy, otrzymuje w przeciągu dwóch miesięcy zapomogę dzienną w wysokości 1 fr., względnie 1,50 fr., jeśli ma rodzinę. Pracodawcy nie są obowiązani płacić wkładek w myśl zasady dobrowolności. Gmina pokrywała niedobór w wysokości 5000 fr. rocznie. Zarząd, złożony z 7 członków, składa się z dwóch pracodawców, dwóch robotników i trzech członków rady miejskiej. W r. 1900 podwyższyła gmina subwencję roczną do 12 000 fr., wkładki członków wzrosły do 70 centymów miesięcznie. Ubezpieczenie pozostało jednak i nadal nieobowiązkowym, dlatego rezultaty jego nie są zbyt wielkie; wszelkie projekty zaprowadzenia ubezpieczenia obowiązkowego, przekładane Radzie Kantonalnej, pozostały dotąd bez skutku. Miasto St. Gallen pierwsze zaprowadziło obowiązkowe ubezpieczenie na wypadek braku pracy; próbę tę uważać można jednak za nieudaną ze względu na wadliwą organizację. Obowiązek uiszczania wkładek rozciągał się tylko na robotników, pracodawcy wolni byli od przymusu, nadto oddano zarząd tej instytucji w ręce miejskiego sekretariatu dla ubogich, a to szkodziło zakładowi, który uchodził za instytucję dobroczynną. Po dwu latach ubezpieczenie istnieć przestało. Nader ciekawe były usiłowania w tym kierunku w Bazylei. W roku 1893 polecił departament spraw wewnętrznych, profesorowi ekonomii na uniwersytecie bazylejskim, J. Adlerowi, wypracowanie projektu ubezpieczenia. Projekt przewidywał obowiązkowe ubezpieczenie dla robotników przebywających od roku w kantonie, (miasto Bazylea stanowi oddzielny kanton). Wsparcie trwa przez 91 dni w roku, wysokość stosuje się do wysokości płacy ostatnio otrzymywanej według określonej skali. Do kasy obowiązani są płacić pracodawcy i robotnicy – kanton pokrywa koszty administracji i daje stałą subwencję 25 000 fr. rocznie. Projekt ten, opracowany z wielką znajomością rzeczy, napotkał ostrą krytykę w Radzie Kantonalnej, przechodził różne koleje, aż w roku 1900 w głosowaniu ludowym go odrzucono. Od tego czasu pojawił się nowy projekt, los jego jednak nie jest dotąd rozstrzygnięty. Zurych wystąpił również w r. 1895 w Radzie miejskiej z wnioskiem ubezpieczenia robotników na wypadek braku pracy, lecz wniosku nie przyjęto. Istnieje w tym mieście Komisja dla wspierania bezrobotnych, złożona z robotników, członków Rady miejskiej i przedstawicieli kilku instytucji dobroczynnych. Komisja działa tylko przez miesiące zimowe; zapomogi udzielane bywają w naturze. Środki płyną z datków prywatnych i subwencji miasta. Na tej drodze podejmują i inne miasta próbę zwalczania skutków braku pracy, z mniejszym lub większym powodzeniem.

Poza Szwajcarią idea ubezpieczenia na wypadek braku pracy nie wyszła ze sfery projektów w dziedzinę czynu, jakkolwiek nie brak zainteresowania w tej mierze. Sejm rzeszy niemieckiej przyjął w początkach roku 1902 uchwałę, w której zwraca się z prośbą do kanclerza, by zwołał komisję złożoną z członków parlamentu, przedstawicieli rządów związkowych oraz ludzi na tym polu doświadczonych, dla zbadania urządzeń poczynionych przez związki fachowe i gminy w kierunku ubezpieczenia od skutków bezrobocia; na tej podstawie komisja wypracowałaby projekt ubezpieczenia państwowego. W październiku r. 1902 wniosła skrajna lewica interpelację w sejmie, w której zapytuje kanclerza, jakie środki stosować zamierza przeciw szerzącemu się brakowi pracy, ograniczeniom produkcji, obniżeniu płacy itd. W odpowiedzi na te wnioski i zapytania poleciła Rada związkowa Rzeszy w jesieni 1902 cesarskiemu Urzędowi statystycznemu, względnie oddziałowi statystyki robotniczej, zebranie materiału dotyczącego podjętych już w państwie prób ubezpieczenia robotników na wypadek bezrobocia. Materiał ten może służyć za podstawę do ankiety w tym przedmiocie przeprowadzonej, nie czyni jednak bynajmniej zadość wymaganiom parlamentu.

Inne państwa uznały konieczność zaradzenia szerzącemu się złu; ministerstwa spraw wewnętrznych i zewnętrznych w Bawarii wydały jesienią zeszłego roku rozporządzenia dotyczące usunięcia braku pracy i poleciły mianowicie nie tylko ograniczyć wydalanie robotników do niezbędnych jeno wypadków, ale nadto poleciły dla wydalonych wyszukanie sposobności do pracy, zwłaszcza przy kolejach państwowych, przy budowie kanałów, regulacji rzek itd. Podobne rozporządzenie do związków kolei żelaznych wydało także ministerstwo spraw wewnętrznych w Prusach.

Obok tych bezpośrednich starań, kwestia ubezpieczenia robotników na wypadek bezrobocia nie schodzi z porządku dziennego wśród teoretyków. Zgodne są zapatrywania teoretyków ubezpieczenia na konieczność przymusu prawnego dla tego ubezpieczenia, różnią się zaś tylko pod względem zapatrywania na kwestię, kto ma ponosić koszty. Jedności celu przeciwstawić można różnicę dróg mających doprowadzić do niego.

Wymienię tu kilka istniejących projektów ubezpieczenia. Profesor J. Schanz opiera swój projekt na przymusowym oszczędzaniu ze strony robotników na czas bezrobocia. Pracodawca odciąga pewną kwotę z płacy każdego pracownika, sam dodaje 10%, kwota zebrana musi pozostać do wysokości 200 franków nienaruszoną i służyć ma na zapomogi w razie braku pracy. Inny projekt, dr. Wassiljewa, polega również na obowiązkowym oszczędzaniu, lecz Wassiljew uznaje nadto jeszcze dwa inne czynniki, które przy ubezpieczeniu współdziałać powinny, a mianowicie: państwo i gminę.

Opierając się na przykładach angielskich, polecono inny projekt ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, a mianowicie przy pomocy Kas należących do związków zawodowych, a subwencjonowanych przez państwo. W tym duchu wypowiedział się Kongres związków zawodowych w Niemczech, w czerwcu 1902. Przykład takiego ubezpieczenia widzimy np. w mieście Dijon, które od r. 1896 udziela związkom zawodowym zasiłku na cele ubezpieczenia. Miasto pokrywa tam deficyt związków, o ile nie przekracza w trójnasób wielkości wkładek członków. Z małymi odmianami istnieją kasy podobne w Gandawie.

Kongres związku niemieckich biur pośrednictwa pracy (w październiku 1902) poświęcił jeden dzień swych obrad sprawie ubezpieczenia. Z projektów omawianych, wysunął się na plan pierwszy projekt prof. Herknera. Wychodzi on z założenia, że ani związki samych robotników, ani też samych pracodawców nie nadają się do przeprowadzenia ubezpieczenia; związki zawodowe robotników nie nadają się chociażby z tego względu, że, jak np. w Niemczech obejmują tylko nieznaczną część klasy robotniczej (14%), miliony zaś pozostają poza spójnią zawodową. Za najodpowiedniejszą dźwignię ubezpieczenia uważa Herkner związki fachowe przedsiębiorców i pracowników, posiadające oparcie w organizacji ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków. Wtedy nastąpiłby tak ważny dla ubezpieczenia podział robotników według zawodów, a zarazem związki fachowe zyskałyby na żywotności dzięki temu, że ich fundusze zapasowe znalazłyby odpowiednie zastosowanie. Wkładki płacić mieliby tylko przedsiębiorcy, co zmusiłoby ich pośrednio do regularnego zatrudniania robotników na skutek odpowiedzialności finansowej. Jeśliby zwolnienie robotników od uiszczania wkładek wydało się komu niesprawiedliwym, to wyróżnianie owo dałoby się zmniejszyć w praktyce przez udzielanie wsparcia pracownikom dopiero po dłuższym trwaniu bezrobocia. Myśl główna projektu nie jest nowa. Simonde de Sismondi już w r. 1819 proponuje, by przedsiębiorcy organizowali się wedle zawodów w stowarzyszenia spółdzielcze, które by w razie potrzeby wzięły na siebie obowiązek utrzymywania robotników pozbawionych pracy. Projekt Herknera zawiera jedną wielką wadę, a mianowicie tę, że niepodobna ubezpieczenia robotników przeciw brakowi pracy oprzeć na organizacjach, w których te ostatnie, jako najbardziej zainteresowane, nic nie mają do powiedzenia. Usuwanie zaś pracowników od ponoszenia części kosztów ubezpieczenia, usuwa ich także od udziału w zarządzie, co nadaje instytucji cechę filantropijną. Związki fachowe w organizacji ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków są wyłącznie organami przedsiębiorców, którzy pewnie na udział pracowników w zarządzie zgodzić by się nie chcieli.

Pominąwszy słabe strony tego projektu, jedno w ogóle pod uwagę wziąć należy: połączenie tego ubezpieczenia z jednym z istniejących, np. z kasą chorych, kasą niezdolnych do pracy lub ubezpieczeniem od wypadków, natrafiłoby na trudności w przeprowadzeniu. Przy wszystkich innych ubezpieczeniach chodzi o zapomogi dla osób, których żądania oparte są na fizycznej niezdolności do pracy, wskutek czego i działalność tych kas polega bądź to na dostarczeniu pomocy lekarskiej, bądź też na usuwaniu skutków niezdolności do pracy, ubezpieczenie zaś na wypadek bezrobocia dotyczy osób zdrowych, którym należy dać pracę lub też udzielić wsparcia na czas jej braku. Urzędom innych ubezpieczeń brak przede wszystkim wiadomości zawodowych dla usunięcia braku pracy.

Z tego ostatniego względu, najbardziej powołaną instytucją do zadawalającego rozwiązania sprawy ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, są związki zawodowe pracowników, jako bezpośrednio zainteresowane. Rozwinięty związek zawodowy ma wszędzie, gdzie istnieje dana gałąź przemysłu, owe rozgałęzienia. Zarząd centralny związków otrzymuje nieustanne sprawozdania o stanie rynku pracy, rozporządza tedy najlepszą znajomością rzeczy; związki angielskie np. ogłaszają periodyczne sprawozdania o rynku pracy, zaczerpnięte z korespondencji z poszczególnymi stowarzyszeniami; stowarzyszenie zawodowe może też osądzić najlepiej, czy pracownik z własnej winy został pracy pozbawionym, przeciw oszustwom i podejściom posiada ono dotkliwą karę wykluczenia.

Wątpliwości prof. Herknera, wynikające z niedostatecznego dotąd rozwoju związków zawodowych, które poza Anglią tylko część robotników obejmują, nie są wielkiej wagi: ubezpieczenie na wypadek braku pracy może stać się właśnie bodźcem do dalszej organizacji zawodowej.

Ubezpieczenie przez związki zawodowe winno być także obowiązkowym w myśl zasady solidarności, która służyć winna za podstawę wszelkiej działalności społecznej. Poza tym i z tego jeszcze względu, że tylko tą drogą można większej liczbie robotników dać możność korzystania z dobrodziejstwa ubezpieczenia. Przy dobrowolnym ubezpieczeniu korzystają z niego tylko te odłamy robotnicze, którym najbardziej zagraża niebezpieczeństwo braku pracy, a to obciążałoby nadmiernie kasę ubezpieczenia. Prawdopodobne jest również, że niektórzy pracodawcy oddalaliby w czasach gorszych przede wszystkim ubezpieczonych robotników, co także niekorzystnie musiałoby wpływać na stan kasy.

Państwo, względnie gmina, winny związkom zawodowym, mającym kasy ubezpieczenia, przyjść z pomocą; uczynić to powinny chociażby ze względu na to, że pod wpływem rozumnie przeprowadzonego ubezpieczenia na wypadek braku pracy zmniejszy się niewątpliwie ciężar obowiązków państwowych i wypadków w innych dziedzinach.

Jak widzimy z krótkiego opisu powyższego, na drodze reform prawnych ku usunięciu braku pracy i jego skutków poczyniono zaledwie pierwsze kroki. Wiele jeszcze czasu upłynie, zanim w zakresie prawodawstwa społeczno-politycznego ta nowa budowa spocznie na trwałej podstawie.

dr Maria Balsigerowa

________________________________________
Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w dwóch częściach w tygodniku „Ogniwo”, nr 31 (12 lipca) i 32 (19 lipca) z roku 1903. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię według obecnych reguł. „Ogniwo” było jednym z najważniejszych ówczesnych polskich legalnych czasopism lewicowo-postępowych.

Publikowaliśmy już inny tekst Marii Balsigerowej: Społeczne skutki bezrobocia [1932]

Warto przeczytać także:

Zofia Daszyńska-Golińska: Ubezpieczenia społeczne [1929]

Bronisław Siwik: Dobrowolne i przymusowe ubezpieczenia społeczne [1923]

Konstanty Krzeczkowski: O nową formę ubezpieczeń społecznych [1923]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *