Feliks Gross

Apel ideologiczny Polskiej Partii Socjalistycznej

[1958]

Na Uniwersytecie Yale powstał specjalny tzw. projekt badania apelu idei. Prof. Charles Micaud, inteligentny, wnikliwy specjalista od zagadnień politycznych Francji, zapytał mnie kiedyś, czym wytłumaczyć wielkie wpływy Polskiej Partii Socjalistycznej, która dominowała w ruchu robotniczym w Polsce. Odpowiedzi na to i podobne pytania nie sposób udzielić bez gruntownego zbadania właśnie owego „apelu idei”. Z tego też punktu widzenia staram się tu dać odpowiedź na postawione mi pytanie, przenosząc problem do wcześniejszej epoki, do formacji poprzedzających ruch komunistyczny. A więc dlaczego Socjal Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy – z której zrodziła się Komunistyczna Partia Polski – nie miału tego wpływu, co PPS?

Idei nie można oderwać od podłoża społecznego. Apel idei można badać tylko w związku z historycznymi, gospodarczymi i społecznymi warunkami. Między ideą a społeczeństwem istnieje ścisły, nierozerwalny związek, którego rozdzielić nie sposób. Idee nie rodzą się same, nie mają życia odrębnego, poza ramami społeczeństwa. Co więcej, idei bez społecznego podłoża, bez związku ze społeczeństwem zrozumieć nie można. Nie można też zrozumieć wpływu ideologii, koncepcji politycznych, bez przedstawienia form organizacyjnych ruchów społecznych, które daną ideologię reprezentowały, bez analizy kierownictwa ruchu, jego działalności konkretnej i rezultatów.

Dzisiaj z perspektywy wielu lat na odpowiedź czeka też inne zapytanie: w czym leżała siła apelu idei i ruchu historycznego, który symbolizowały trzy litery – PPS, trzy słowa – Polska Partia Socjalistyczna. Apel tej idei dźwięczał niezwykle. Był to ruch, który żądał poświęceń w imię wielkich celów. Tajemnica tej siły mieści się w idei, ale nie tylko w niej samej, bo również w charakterze całego ruchu, w jego taktyce, polityce, nierozdzielnie z ideą związanej.

Teza, że istotą siły ideologii PPS było połączenie pierwiastka narodowego i społecznego, jest powszechnie przyjęta i znana. Polska Partia Socjalistyczna przeciwstawiała się zarówno krzywdzie narodowej – niewoli, jak i krzywdzie społecznej – wyzyskowi. Apelowała więc do uczuć moralnych, do poczucia sprawiedliwości w szerokim sensie w sposób jasny i niedoktrynerski. Niewola narodowa była rzeczywistością, ucisk narodowy, zwłaszcza w zaborach rosyjskim i pruskim, odznaczał się brutalnością, cierpiały pod nim szerokie rzesze ludności. Wyzysk społeczny był również ciężki i dokonywany przy poparciu najeźdźcy.

Podczas gdy Socjal Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy zajęła w sprawach narodowych stanowisko sprzeczne z tęsknotami mas, które pragnęły własnej, demokratycznej republiki, Polska Partia Socjalistyczna dawała żywy wyraz tych właśnie uczuć.

Ale nawet w sprawach społecznych SDKPiL nie umiała wywołać oddźwięku w masach. Przywódcy jej – Róża Luksemburg, Tyszko, Marchlewski, Dzierżyński – nie mieli kontaktu z ludem, z robotnikiem w tej mierze, co działacze PPS. Nie wyczuwali dążeń, nie rozumieli ludzkich żywych uczuć. Do zagadnień społecznych podchodzili w sposób teoretyczny i oderwany. Operowali językiem technicznym, marksowskim, frazeologią ciężką, niezrozumiałą. Mówili po prostu językiem obcym, dalekim. Była to jakaś teologia polityczna, która zupełnie do ludu nie trafiała. Wyżywali się w niej rozteoretyzowani inteligenci. Nie było też w tych teoriach prostego normalnego języka, nie dawały one wyrazu uczuci ludzkich, protestu przeciw krzywdzie; tego protestu, który odradza się w historii i stanowi motyw moralno-polityczny działalności ludzkiej.

Zarówno ideologia, jak też sam charakter ruchu PPS po 1918 roku rozwinęły się pod wpływem połączenia dwu potężnych kierunków i dwu różnych doświadczeń.

Galicyjska Polska Partia Socjalno-Demokratyczna przyniosła w wianie bogate doświadczenie demokratyczne. W Galicji ruch był legalny, warunki pracy legalnej – powiedzmy szczerze – były dobre. Rozwinęły się tam potężne organizacje zawodowe, organizacje oświatowe, jak Uniwersytet Ludowy, powstały jawne, demokratyczne ośrodki partyjne. Parlament austriacki, sejm galicyjski, rady miejskie, ubezpieczenia społeczne, stały się doskonałą szkołą demokracji, w której PPS prowadziła walkę o sprawiedliwość społeczną. Z szeregów galicyjskiej PPSD wyszli znakomici przywódcy parlamentarni, jak Daszyński, Marek, Diamand, Lieberman i wielki trybun ludowy, orędownik demokracji, Zygmunt Żuławski.

Kongresówka miała tradycję rewolucyjną i powstańczą. PPS była spadkobierczynią bohaterskich kart powstańczych. Dlatego przyciągnęła w Kongresówce elementy powstańcze. Powstania polskie kończyły się klęską. Ani jedno powstanie nie potrafiło przyciągnąć szerokich rzesz chłopskich, nawet Powstanie Kościuszkowskie nie było powstaniem ludowym w pełnym tego słowa znaczeniu. Manifest Połaniecki pańszczyzny nie zniósł, lecz tylko ograniczył. Powstania skończyły się klęską, jednym zaś z powodów tej klęski był fakt, że nie można bohaterskimi zrywami nielicznych grup porwać szerokich mas. Powstanie 1831 roku miało lepsze szanse, bo było to powstanie wojskowe, ale też mas włościańskich nie pociągnęło. Czyż powstania nie upadły także dlatego właśnie, że nie przemieniły się w wielkie i groźne powstania ludowe, że nie pociągnęły za sobą najszerszych mas?

PPS, która łączyła czynnik społeczny z narodowym, tworzyła warunki wielkiego ludowego powstania, swą siłę polityczną opierała na masach, i wreszcie, była jedynym stronnictwem, które prowadziło otwartą, na poły militarną walkę z caratem, apelowało silnie do ludzi, jak Józef Piłsudski, którzy przede wszystkim reprezentowali myśl powstańczą, a dopiero potem koncepcję społeczną.

PPS Kongresówki miała tradycje rewolucyjne, odznaczała się wielkim dynamizmem. Wśród jej członków dominowały silne uczucia, ogromne przywiązanie do idei, do zasad moralnych z ideą związanych. Tam, w tradycji rewolucyjnej, kształtowała się wierność nie dla suchej litery teorii, ale dla fundamentalnych demokracji, sprawiedliwości, wartości ludzkich, wolności społecznej i braterstwa międzynarodowego. Z tych szeregów wyszli Montwiłł-Mirecki, Okrzeja, Pużak, Arciszewski.

Kompromis i zasady ideowe stanowią dwa ważne elementy polityki demokratycznej. Kompromis jest ważnym elementem w łączeniu grup bliskich, w rozwiązywaniu zagadnień społecznych i politycznych, w znajdowaniu drogi w ciężkich sytuacjach. W państwach demokratycznych wyrobiła się również umiejętność operowania kompromisem. Mistrzami w kompromisie są Anglicy i Amerykanie. Ale kompromis ma swe granice, zbyt daleko posunięty oznacza zaprzedanie zasadniczych wartości, zasad politycznych. Kompromisy kolaboracjonistów były zaprzeczeniem, zdradą zasad demokratycznych. Zasady ideowe stanowią zarówno kompas polityczny, jak i granice kompromisu.

Podczas gdy PPS Kongresówki przyniosła zrozumienie zasady, wartości zasadniczych, PPS Galicji wniosła także i zrozumienie demokratycznego kompromisu w granicach zasad ideowych; podczas gdy PPS Kongresówki dała zrozumienie walki nieprzejednanej, PPS Galicji uczyła współpracy twórczej dla wyników konkretnych, dla poprawy bytu robotnika. Galicyjska PPS dała wzory ubezpieczeń społecznych, budownictwa robotniczego, kooperatyw, pracy samorządowej, pracy oświatowej.

Z połączenia tych dwóch wielkich strumieni doświadczenia, cierpienia, myśli, dyskusji i idei powstało po roku 1913 zjednoczone wielkie stronnictwo robotnicze niepodległej Polski – PPS. Połączenie Galicyjskiej PPSD i PPS Kongresówki wytworzyło prawdziwą kombinację stronnictwa demokratycznego, zdolnego do współpracy i demokratycznego kompromisu, które nie zapomina o przeszłości bojowej i rozumie, że zdarzają się sytuacje wymagające walki nieprzejednanej; stronnictwa, w którym proste ludzkie uczucia i ludzka dola, cierpienie, silniejszym przemawiają tonem niż tomy teorii. I w tym była jego siła. W tym była siła walki o demokrację w Polsce niepodległej i umiejętność tworzenia bohaterskiego oporu, bohaterskiej walki przeciw najeźdźcy, przeciw barbarzyństwu.

Polska Partia Socjalistyczna była jedynym historycznym stronnictwem robotniczym w Polsce. Oczywiście istniały również inne stronnictwa robotnicze, jak Socjal Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy, Narodowa Partia Robotnicza, Chrześcijańska Demokracja i drobniejsze ugrupowania.

Ale innym stronnictwom zabrakło albo ciągłości, lub też masowości i w końcu treści i składu niezbędnego społecznego, by móc stronnictwo nazwać i historycznym i robotniczym.

Aby stronnictwo było historyczne, trzeba ciągłości, czasu, trwałości. Koniecznym czynnikiem „historyczności” stronnictwa jest umiejętność przetrwania przez ciężkie czasy walki i kontynuacji. Przeciwstawieniem stronnictw historycznych są stronnictwa efemeryczne, chwilowe. Stronnictwa takie, jak na przykład Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, są zjawiskami przejściowymi, które nie znajdują odpowiednika w trwałych prądach społecznych narodu.

Chrześcijańska Demokracja, Narodowa Partia Robotnicza, wreszcie Partia Pracy, która jest kontynuacją obu kierunków – Chrześcijańskiej Demokracji i NPRu – niewątpliwie posiadają pewną ciągłość, ale nie miały i nie mają tak głębokiego podkładu ideowego, ani tak potężnego oddźwięku mas robotniczych, jak PPS; były one przede wszystkim stronnictwami rzemiosła i drobnomieszczaństwa. Nie wytworzyły też obszerniejszej ideologii, filozofii, podejścia, które nadałoby tym stronnictwom jakiś wyraz odrębny, charakterystyczny w odróżnieniu od innych stronnictw centrum.

Socjal Demokracja Królestwa Polskiego i Litwy u początków była przede wszystkim stronnictwem teoretyzujących inteligentów, nie mającym głębszych korzeni w masach; i takim stronnictwem SDKPiL pozostała i wówczas, kiedy zmieniła swą nazwę na Komunistyczną Partię Polski.

Komuniści polscy mieli sporadyczne wpływy w pewnych ośrodkach robotniczych Łodzi, Warszawy, Zagłębia. Wpływy te jednak nie rozszerzały się i porównać ich nie można z wpływem np. komunistycznej partii w Czechosłowacji, w Niemczech czy Francji. Komunistyczna partia była jednak przede wszystkim partią inteligentów pewnego pokroju. Pod tym względem komuniści polscy nie różnili się od swych rosyjskich kuzynów.

Taki a nie inny skład społeczny wynikał poniekąd z samej teorii ruchu komunistycznego, z założeń zasadniczych awangardy rewolucyjnej. Awangardyzm zaś jest przeciwieństwem demokratycznych partii masowych.

Oczywiście w pewnych warunkach masowość ruchu robotniczego jest niemożliwa. Na przykład w okresie walki podziemnej, terroru, partie demokratyczne podkreślają charakter przejściowy awangardyzmu. Ale awangardyzm w ruchu bolszewickim nie zatrzymuje się na koncepcji „przejściowej” tylko organizacji ruchu politycznego; jest on koncepcją zasadniczą organizacji i prowadzi do „elitaryzmu”, do wytworzenia arystokracji politycznej.

SDKPiL, a dzisiaj komuniści polscy, obojętne pod jaką nazwą ukrywają swe niepopularne idee, stanowią taką właśnie partię elity politycznej, są partią plebejskiej szlachty. W kierownictwie partii komunistycznej przed Wielką Wojną trudno doszukać się robotników. Nie był nim Lenin, ani Trocki, ani Cziczerin czy też Krassin. Podobnie działo się i w ruchu komunistycznym Polski. Róża Luksemburg, Marchlewski, Dzierżyński, Tyszko – to inteligenci; z wyjątkiem Kasprzaka trudno doszukać się wybitnych przywódców pochodzenia robotniczego.

PPS od początku było stronnictwem, w którym kierownictwo spoczywało zarówno w rękach robotników, jak i inteligentów. Oczywiście nie czyniono nigdy rozróżnień klasowych pod tym względem. Ale mechanizm socjologiczny tworzenia przywództwa partyjnego był taki, że robotników od kierownictwa nie eliminował, przeciwnie – ułatwiał im obejmowanie miejsc kierowniczych. W stronnictwach, gdzie teoretyzowanie i doktrynerstwo przerasta zagadnienia życia i doli ludzkiej, zagadnienia konkretne codzienne, gdzie doktryna staje się celem samym w sobie, a nie środkiem w dążeniu człowieka o lepsze jutro, tam z konieczności doktrynerzy przy biurku mają przewagę nad ludźmi czynu i ludźmi prawdziwej myśli.

Wystarczy przerzucić stronice Księgi Pamiątkowej PPS, wydanej z okazji 40-lecia. W długim rejestrze nazwisk przywódców zesłanych na Sybir, do więzień, na liście straconych znajdziemy nazwiska robotników i inteligentów, którzy razem walczyli i razem cierpieli.

Masy robotnicze zaś w wolnej Polsce ciążyły przede wszystkim do PPS. I kiedy po roku 1926 Józef Piłsudski zdołał od PPS oderwać część przywódców, którzy za nim poszli, masy pozostały wierne PPS. Nawet w sanacyjnych wyborach ci, co od ruchu odeszli, nie pociągnęli za sobą głosów. Generałowie niektórzy tylko odeszli, masy pozostały przy sztandarach PPS. Tak więc w pewnym sensie dzięki Piłsudskiemu – ruch robotniczy oczyścił się a elementu oportunistycznego i zyskał ponownie na mocy i prężności. Tak zwany „rozłam” lat trzydziestych nie rozbił ruchu robotniczego; opuściło o niewielu: niektórzy z żądzy władzy lub zaszczytów, inni dla sentymentu, który dla Piłsudskiego żywili, czy też z wiary.

Kiedy Piłsudski odszedł od demokracji i od sprawy robotniczej – robotnik, masy robotnicze nie poszły za nim. Kiedy wydał walkę demokracji, robotnik i chłop zaprotestował. Kiedy niektórzy wodzowie poszli za Piłsudskim, masy zaś przy sztandarach zostały, dały one dowód, że PPS jest właśnie ich robotniczym sztandarem. Komuniści i inne stronnictwa w masach robotniczych grały rolę podrzędną.

Stronnictwo robotnicze socjologicznie tylko wówczas jest stronnictwem robotniczym, kiedy robotnicy znajdują się w jego szeregach i za programem i hasłami tego stronnictwa stoją. Jeżeli przywódcy nadadzą partii nazwę „robotniczej”, przez samo słowo nie stanie się ona robotniczą, gdy w składzie jej członków, w składzie społecznym stronnictwa robotników nie ma. Polska Partia Socjalistyczna była właśnie w sensie socjologicznym historycznym stronnictwem robotniczym Polski.

Radykalna, demokratyczna myśl polska, nie miała charakteru dogmatycznego. W Niemczech, w Austrii socjalizm trzymał się niewolniczo linii wytyczonej przez Marksa; podobnie też było z komunizmem rosyjskim. Lenin, Trocki czy Plechanow rzucali gromy potępienia na tych, którzy odważyliby się chociaż na krok od uznanego tekstu „Kapitału” czy innych pism Marksa i Engelsa odstąpić. Nazywali ich zdrajcami i renegatami i szydzili z pisarzy, których myśl była szczera, wolniejsza i którzy wychodzili koncepcjami swymi poza ramy wyznaczone przez Marksa. Gdy dzisiaj czytamy pisma Lenina, trudno oprzeć się wrażeniu, że ten sposób pisania nie odbiegał daleko od wywodów fanatycznych pisarzy religijnych z czasów średniowiecza i inkwizycji.

W polskiej myśli socjalistycznej i radykalnej tego stylu i tego tonu było na szczęście niewiele. Marksiści polskiego obozu demokratyczno-socjalistycznego czytali K. Marksa, ale pisma jego interpretowali bez namiętności i emocji, jak przystało myślicielom i demokratom. Złożyły się na to różne przyczyny. Trudno było przecież w kraju o ogromnej większości chłopów, stosować niewolniczo doktrynę, której głównym, właściwie wyłącznym, tematem była sprawa robotników przemysłowych, a nie sprawa chłopów. Dlatego też pisarze socjalistyczni, demokratyczni czy chłopscy, szukać musieli rozwiązań nowych, do warunków polskich dostosowanych.

Marks gorącą sympatią darzył zawsze sprawę polskiej demokracji i jej walkę. Nie kto inny tylko właśnie Marks w „Neue Rheinische Zeitung” bronił ideologii insurekcji krakowskiej roku 1846, koncepcji demokracji agrarnej, jako właściwej w kraju chłopskim. Marks poparł też powstanie styczniowe 1863 roku. Bo Marks był człowiekiem szerokiego horyzontu, myśli swobodnej, stronił od dogmatycznych „marksistów”.

Do czołowych przedstawicieli szerokiej, wolnej myśli socjalistycznej i demokratycznej należy Zygmunt Żuławski. Gdyby Marks żył dzisiaj, bliższy byłby duchem Żuławskiemu niż setkom dygnitarzy „marksistowskiego” autoramentu.

W czasie okupacji niemieckiej w ukryciu, w podziemiu Żuławski idee swe i myśli spisał, tworząc oryginalny system socjalistyczny, system socjalizmu liberalnego, humanitarnego. W swej pracy „Bogactwo, Wolność, Moralność”, wydanej w Krakowie w roku 1947, Żuławski rozważa zarówno zagadnienia ekonomiczne, jak i moralne, polityczne i społeczne. Z odwagą analizuje problem pieniądza i wymiany, rozbija siłą faktów i logiki klasyczną doktrynę złotego pieniądza, wysuwa koncepcje oryginalne, których socjaliści polscy i związki zawodowe broniły jeszcze przed drugą wojną światową, a dopiero potem sformułowane zostały w słynnych doktrynach ekonomisty angielskiego Keynesa i wyśmiewane były podówczas przez większość ekonomistów polskich.

Istota dzieła Żuławskiego leży w jego klasycznej tezie człowieka jako celu socjalizmu i demokracji. Nie wystarczy samo zniesienie własności prywatnej – pisze Żuławski – „jeżeli nie wprowadzi się wśród ludzi równości praw, to mimo zmiany formy własności pozostanie nadal nędza i przemoc jednych nad drugimi”. „Szkodzi człowiekowi nie tyle własność prywatna, ile prawo śmigania batem, które zrobiono z własności, a kto ten bat ujmie w swe ręce, to dla społeczeństwa, dla ludzi jest rzeczą zupełnie obojętną”. Myśl Żuławskiego jest jasna. Bat taki ująć może także i państwo w uspołecznionych przedsiębiorstwach.

„Prywatna własność jest przyrodzoną cechą – czytamy dalej – i nie szkodzi nikomu, o ile nie godzi w wolność i bezpieczeństwo drugiego, ograniczona też winna być tylko względami na interes ogółu. Kapitał nie jest żadną wartością materialną, lecz systemem panowania jednego człowieka nad drugim…”.

Socjalizm nie jest więc, w koncepcji Żuławskiego jakąś oderwaną ideą, słuszną jako koncepcja sama w sobie. Nie, socjalizm jest jedynie instrumentem wyzwolenia człowieka.

„To złuda – czytamy dalej – że myśl socjalistyczna obraca się około zagadnienia materii, materialnej własności i materialnego kapitału. Zajmuje się ona stosunkiem człowieka do człowieka, stosunkiem, który jeśli się nie opiera na równości praw, stwarza zawsze dla jednego władzę, bogactwo, zysk, wyzysk, kapitał. To złuda, że socjalizm prowadząc walkę klas, prowadzi ją tylko o własność, o uspołecznienie środków produkcji i materialne korzyści. Jest on najświętszą formą walki o wolność człowieka, o jego uniezależnienie i wyzwolenie z jarzma niewoli, która jest jedna, bez względu na to, czy nazwie się ją polityczną, narodową czy ekonomiczną”.

Piękna książka. Tchnie z niej wiara w człowieka, wiara w demokrację, „która jest tylko jedna – albo istnieje, albo jej nie ma. Nie ma demokracji »rozbechtanej«, »kierowanej«, »liberalno-masońskiej« i »karnej«, »politycznej« i »gospodarczej«, »formalnej« i »społecznej«”. Wyśmiewa Żuławski terminologię tych, którzy pod demokracją się podszywają. „Istnieje ona wówczas, gdy cały lud, wszyscy jego członkowie mają możność wyrażenia swej woli”…

„Bogactwo, Wolność, Moralność” nie jest dziełem odosobnionym. Nie sposób oderwać jego myśli, które, jak sam we wstępie pisze, kształtowały się od lat dziecinnych w atmosferze rodzinnej, atmosferze wielkiego kultu dla wolności i poszanowania człowieka, od tego wielkiego ruchu wyzwoleńczego, ruchu humanistycznego, który odnowił się w przeszłym pokoleniu pod nazwą socjalizmu i którego przemoc obca zniszczyć nie mogła i nie może, którego przemoc własna zmóc nigdy nie zdoła, który zawsze jest żywy, silny, zawsze odradzający się, a na ziemie polskie zawitał wcześniej, niemalże wtedy już, gdy padały mury Bastylii. A jest też w myślach Żuławskiego i charakter oryginalny pisarza, nad którego kołyską – jak powiada – wiał od Tatr wiatr orlej swobody.

Feliks Gross
_________________________
Powyższy tekst to cały rozdział książki Feliksa Grossa „Druga rewolucja przemysłowa. Zagadnienia współczesnego socjalizmu”, Bibliotek Społeczna tom I, Wydawnictwo Światło, Paryż 1958. Jako ilustrację wykorzystano rysunek autorstwa Józefa Bolesława Jerzego Soszyńskiego (pseudonim Ostoja), współpracownika ruchu socjalistycznego i robotniczego. Pochodzi on z reprodukcji pocztówki  wydanej ponad 100 lat temu przez Polską Partię Socjalno-Demokratyczną.

Wiele tekstów poświęconych Polskiej Partii Socjalistycznej można znaleźć w dziale PPS.

Warto przeczytać inne teksty Feliksa Grossa:
•    Zalążki nowego totalizmu
•    Dwa ustroje
•    Pragmatyzm socjalistyczny
•    O miejsce dla ludu
•    Nowe doświadczenia oświaty robotniczej
•    Rodzina robotnicza

Feliks Gross (1906-2006) – profesor socjologii, doktor prawa, badacz kultury robotniczej, działacz ruchu socjalistycznego. Przed wojną pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, działacz krakowskiego Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, kierował jego Szkołą Nauk Społecznych. Był wówczas autorem pracy naukowej „Proletariat i kultura” (1938) oraz inicjatorem i wydawcą – wraz z Z. Mysłakowskim – książki „Robotnicy piszą”, będącej zbiorem autobiografii robotników. W trakcie wojny wyjechał do USA, skąd nie wrócił do Polski. Związany z niepodległościowym, antysowieckim emigracyjnym ruchem socjalistycznym, nie uznawał legalności władz komunistycznych. Był pracownikiem naukowym kilku uniwersytetów, m.in. Columbia, badał społeczności rezerwatów indiańskich. Wszedł w skład jednego z ciał doradczych prezydenta Lyndona B. Johnsona. Współpracownik paryskiej „Kultury” i londyńskich „Wiadomości Literackich”, autor wielu rozpraw naukowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *