Feliks Gross

Pragmatyzm socjalistyczny

[1946]

Cel: Człowiek

Istotą socjalizmu nie jest więc wcale jakiś abstrakcyjny system socjalistyczny w gospodarce i administracji dla samego tylko systemu, sztuka dla sztuki. Ruch socjalistyczny ma zadania konkretne: poprawę bytu mas pracujących. Celem socjalizmu są więc określone zmiany społeczne w imię interesu jednostki. Pragniemy zmienić nasz obecny system gospodarowania i wprowadzić formy uspołecznione nie dla samej ekonomicznej czy społecznej inżynierii, ale po to, by robotnikowi, chłopu, inteligentowi było lepiej na świecie, by był szczęśliwszy, by świat był oparty na zasadach bardziej moralnych niż dotychczas. Miernikiem urzeczywistnienia tych ideałów jest przede wszystkim człowiek – nie sama zmiana systemu. Zbliżamy się do ideałów socjalistycznych, gdy reformy, zmiany społeczne prowadzą do poprawy bytu człowieka pracy, gdy dzień jego pracy jest krótszy, gdy zarabia tyle, że przyzwoicie utrzymać może swoją rodzinę, gdy ma przyzwoite mieszkanie i możliwość kształcenia dzieci. Postęp w dziedzinie duchowej, przede wszystkim moralnej – równoległy z postępem w dziedzinie naszych instytucji prawnych i państwowych, jest równie ważny jak poprawa bytu materialnego. Zbliżamy się do ideałów demokracji, gdy robotnik, człowiek prosty, naprawdę korzystać może z wolności osobistej, gdy poruszać się może swobodnie na obszarze swego państwa, gdy policjant i żandarm nie mają nad nim władzy dyskrecjonalnej, gdy domu jego nie nachodzi policja, mimo, że nie popiera rządu, gdy poborca podatkowy nie sprzedaje mu skromnego dobytku na licytacji, gdy w urzędach państwowych traktują go z szacunkiem, gdy sąd niezależny i system praworządny jest gwarantem jego osobistego bezpieczeństwa.

Przez pragmatyzm socjalistyczny rozumiemy więc uznanie za miernik postępu społecznego rzeczywistą poprawę bytu człowieka, ludzi, rozszerzenie zakresu wolności obywatelskich, doskonalenie ich zabezpieczenia oraz wzrost wpływu jednostki na rozwój spraw państwowych; sama zmiana systemu społecznego, państwowego czy gospodarczego, która nie pociąga za sobą poprawy bytu jednostek i wzrostu ich wolności, nie jest wcale dowodem postępu. Jeżeli zmiana formy gospodarowania na formę socjalistyczną sprowadza, przez nieudolność kierownictwa i żądzę władzy, nędzę i ucisk, niewolnictwo i dyktaturę, to oczywiście zmiana ta nie jest wcale postępem, ale cofaniem się.

Państwa Europy Wschodniej miały przed wojną wspaniałe konstytucje, w których wolność zagwarantowano w sposób równie wymowny jak w konstytucji francuskiej. Piękne frazesy nie przeszkadzały władcom i ich żandarmerii czy policji więzić opozycji i stosować metod przemocy.

Ważnym jest to, co się naprawdę, w rzeczywistości dzieje, a nie to, co na papierze wypisano. Sam wyraz, samo słowo, sam symbol „wolność” kryje w sobie niebezpieczeństwo dla prawdziwej wolności. Żadnego może wyrazu tak nie nadużyto, za żadnym symbolem tylu nie ukrywało się zbrodniarzy, co za tym słowem, za które tak wielu oddało swe życie, swą prawdziwą wolność i osobiste szczęście. Jakże łatwo popełniać zbrodnie polityczne w imię tego wielkiego symbolu, w imię „wolności” ludu.

Dyktator, który likwiduje swych przeciwników, dlatego tylko, że sam pragnie utrzymać się przy władzy, wmawia masom, że krew przelano dla obrony owej „świętej wolności”.

Hitler mordował najpierw swych przeciwników w imię wolności narodu niemieckiego, a potem w imię owej wolności rozpoczął najstraszliwszą, najokrutniejszą wojnę w historii ludzkości.

Żyjemy w okresie powszechnego załgania, okłamujemy się wzajemnie, nazywamy dyktaturę demokracją, demokratów faszystami, faszystów demokratami. Dyplomaci, którzy służyli dyktatorom jak pieski, zarzucają demokratycznym przywódcom, że są reakcjonistami; przedwojenni lichwiarze, którzy potracili majątki i chcą je odzyskać, stają się nagle sędziami systemów politycznych; śpiewacy, co śpiewali Hitlerowi i Goeringowi, ściskali ich zakrwawione łapy, fotografowali się razem z owymi dygnitarzami, wygłaszają dzisiaj gorące przemówienia przeciw faszyzmowi, za jednolitym frontem.

Oszuści polityczni kradną symbole, wyrazy – wyrzucają ich treść i zastępują zbrodniczą rzeczywistością. Takiego handlu i szachrajki treścią słów, haseł, idei jak w naszych czasach, trudno odszukać w historii.

Niewolę narzuca się wolnym kiedyś ludom w imię aż „czterech wolności”.

Ponure to widowisko. Dziś w okresie historycznym, który przejdzie może do historii pod nazwą „epoki załgania”, więcej trzeba pragmatyzmu, więcej realizmu, odważnego patrzenia w prawdę, rzeczywistość niż kiedykolwiek. Kto wie, może rzeczywiście kradzież wielkich symboli się uda, i zastąpić będzie trzeba stare symbole, stare słowa, nowymi. I wówczas „wolność” – oznaczać będzie niewolę, a miast wyrazu „wolność” używać będziemy tylko wyrazu swoboda. Już dzisiaj słowo „kolaboracja” stało się wyrazem znienawidzonym, symbolem zdrady, wyrazem, którego się wstydzimy. Czy inne symbole podzielą los słowa kiedyś pięknego „kolaboracja”, który stał się symbolem zdrady na ustach Lavala i Petaina.

Równoczesność w postępie

Program, frazeologia sama dla siebie nie świadczy jeszcze o socjalizmie, a gdy realizacja abstrakcyjnego programu przynosi pogorszenie położenia gospodarczego mas, pogorszenie praw, ograniczenie wolności, brutalizację życia społecznego, to takich zmian nie można zaliczyć ani do demokratycznych, ani do socjalistycznych. Zdrowy, chłopski rozsądek jest zawsze najlepszym sędzią społecznej rzeczywistości.

Postęp w jednej dziedzinie, np. gospodarczej, oderwany od postępu albo nawet równoczesny z cofaniem się w innej, może w sumie prowadzić tylko do upadku – równoczesność postępu w rozmaitych dziedzinach jest istotą postępu społecznego. Hitler mógł czasowo poprawić sytuację gospodarczą robotników niemieckich. W czasie okupacji niemieckiej, ludność niemiecka otrzymywała lepszą żywność i odzież niż pozostała ludność Europy, gdyż Niemcy żyli z jej rabunku. Lepsza strawa i odzież dla robotnika niemieckiego nie oznaczała wcale postępu, nawet w owym wąskim sensie, ograniczonym do terenu Niemiec. Bo wyższemu poziomowi życia towarzyszyło zupełne zbarbaryzowanie, zbrutalizowanie życia, bo suknie, które rozdzielano, ociekały krwią nieszczęsnych mordowanych w Majdanku i Oświęcimiu, a żywność pochodziła z kradzieży i rabunku. Robotnik niemiecki miał lepszą strawę – żył bowiem z łupu zbójeckiego, którym dzielili się zorganizowani mordercy z tymi, których potrzebowali dla produkcji narzędzi zbrodni. Oczywiście – dałem przykład skrajny, można by przytoczyć mniej skrajne przykłady. Włochy Mussoliniego – tu poprawa doli robotniczej kosztem utraty wolności równała się zbydlęceniu człowieka, była obniżeniem jego pozycji i roli społecznej.

Jeżeli nawet udało się Mussoliniemu pociągnąć za sobą część robotników blichtrem munduru, złudzeniem potęgi, czasową poprawą bytu (dla grup uprzywilejowanych) – to odbywało się to kosztem zatracenia przez nich istotnych wartości ludzkich. Jak owa czarownica z bajki, za cenę piernika, zamieniał Mussolini ludzi w bezmyślne, dobrze karmione woły robocze. Poprawa bytu gospodarczego tylko wówczas jest postępem, gdy jej towarzyszą wszystkie elementy postępu moralnego i politycznego, gdy człowiek nie sprzedaje swej osobistej wolności w zamian za strawę, gdy nie zaprzedaje zasad moralnych za kawał pieczeni.

Sam też postęp w dziedzinie uprawnień politycznych, bez równoczesnej poprawy gospodarczej doli mas nie jest ani wystarczającym, ani też długotrwałym. O ile mnie pamięć nie zawodzi, na bulwarze Saint Germain w Paryżu, na pięknym pomniku Dantona, wykuto jego wielkie słowa – „wolność jest tak ważną jak chleb, a chleb tak ważny jak wolność”. Człowiek, który umiera z głodu, nie może nacieszyć się wolnością. Ścisła współzależność między postępem gospodarczym i moralnym należy więc do cech najbardziej istotnych socjalizmu. Sprawa poprawy bytu człowieka jest ściśle związana z zagadnieniem demokracji, co więcej, zwyczaje demokratyczne przejawiają się również wyraźnie w elementach gospodarczych naszego życia.

Demokracja

Ludziom wydaje się często, może najczęściej, że demokracja to sprawa konstytucji, ustaw, systemu politycznego – że wprowadzenie zmian ustawowych, formalnych jest w stanie zmienić bezzwłocznie państwo dyktatorskie czy feudalne na państwo demokratyczne. Tymczasem demokracja to zagadnienie stylu życia, zwyczaju codziennego, instytucji społecznych, których na rozkaz wprowadzić nie sposób, których żadna konstytucja stworzyć nie może. Są one wynikiem długiego i trudnego procesu społecznego.

Gdzie leży istota demokracji amerykańskiej – czy tylko w konstytucji, w literaturze, w znakomitym systemie równowagi władzy, czy też także w rzeczywistości codziennego życia. Oczywiście w rzeczywistości.

Jadąc do Stanów Zjednoczonych, pamiętam, czytałem bodaj na statku jeszcze, w moskiewskim „Krokodylu”, wiersz uzdolnionego zresztą satyryka Marczaka, o Ameryce, „o tym kraju, w którym robotnik cierpi nędzę, a burżuj pali cygara i jada ananasy”. Statek nasz wreszcie przybił do brzegów Nowego Świata. Formalności były długie i zawiłe, po czym jakoś podświadomie skierowałem swe kroki do jakiejś małej portowej „Kafeterii”. Przy stołach siedzieli robociarze, palili cygara i jedli ananasy. Nie w cygarze i w ananasie istota demokracji, ale w jednym i tym samym rodzaju żywności, w podobieństwie diety dla całej ludności. W Europie właściciel fabryki jada inne potrawy a inne chłop czy robotnik. Podobnie w Sowietach: dieta klas uprzywilejowanych jest inna niż proletariatu. Dyrektor banku, zamożny lekarz czy adwokat np. w Polsce mógł sobie pozwolić na owe marczakowe, mityczne cygara (te same, które stanowią tak istotną część naszej pięknej pieśni rewolucyjnej „gdy Naród do boju wystąpił z orężem, Panowie cygara palili…”), na dietę opartą na mięsie, mleku i maśle, podczas gdy chłop odżywiał się przede wszystkim ziemniakami, a robotnik jadał w porze obiadowej kromkę chleba z wędzonką i popijał czarną kawę. Przemysłowiec jadał inne potrawy niż robotnik czy chłop, w sklepach, w których zaopatrywał się w żywność przemysłowiec, zamożny inteligent, wyższy urzędnik sprzedawano też inny rodzaj żywności, co innego niż w sklepach, w których kupował robotnik. W rzeczywistości było kilka rodzajów diet, nie było jednej polskiej narodowej diety – rozmaicie odżywiali się ludzie przynależni do różnych klas społecznych. Dieta miała charakter wybitnie klasowy.

W Stanach Zjednoczonych, szczególnie w stanach północnych, wszystkie klasy mają zupełnie podobną dietę. Na południu do dziś dnia pod tym względem różnice są większe. W Polsce, a w Rosji w większym jeszcze stopniu, jak już wspomniałem, nie było jednej diety, którą by można określić jako dietę narodową. Klasy społeczne, w zależności od swej sytuacji gospodarczej miały swoistą dietę.

Były oczywiście potrawy narodowe, specjalnie przyrządzane i narodowe trunki, ale były wielkie różnice w odżywianiu, w zasadniczym typie diety, i te różnice w konsumpcji miały charakter wybitnie klasowy. Były to różnice niedemokratyczne i pogłębiały niedemokratyczny charakter społeczeństwa polskiego. Oczywiście zrównanie społeczeństwa w dół, nie jest pożądanym rozwiązaniem. Co innego w Stanach – robotnik na „lunch” – polski „obiad”, jada w zasadzie takie same potrawy jak właściciel domu bankowego Morgan. W swojej „Kafeterii” kupuje on po ustalonych cenach sardynki, sery, mleko – spożywa chleb biały i czarny, ma dosyć masła, cukru, owoców i kompotów. Oczywiście jest to możliwe dzięki sfederowaniu Stanów, dzięki wielkim zasobom tego kraju – to wszystko prawda. Ale i w Europie poprzedzielanej granicami celnymi było pod dostatkiem żywności, a Rosja jest również krajem wyposażonym hojnie przez naturę i tego, tej równości, demokratyzacji w dziedzinie konsumpcji ani w Europie, ani w Rosji nie było. Faktem jest, że w Stanach Zjednoczonych dieta jest taka sama, że robotnik i przedsiębiorca jedzą takie same potrawy, co więcej, najczęściej – za wyjątkiem „interesowanych” lunchów, jadają w tej samej „Kafeterii”, siadają nieraz przy jednym stole. I w innych dziedzinach konsumpcji masowa produkcja doprowadziła nie tyle do wyrównania standardu życiowego, ile do upodobnienia go tak dalece, że wszystkie klasy społeczne mają podobny standard życiowy, że nie ma on tak silnie klasowego charakteru jak w Europie Wschodniej. Prawie że każdy robotnik, farmer – amerykański chłop, posiada w domu elektryczną lodownię, przeważająca większość posiada samochody, a kupno butów czy ubrania nie jest problemem rodzinnym jak para zelówek w rodzinie robotniczej czy chłopskiej w Polsce czy gdzie indziej we Wschodniej Europie i Rosji. Oczywiście rozpiętość cen ubrań jest znaczna, ale różnica w gatunku o wiele mniejsza niż różnica w Europie. Ubrania są wełniane, różnica jest tylko w kroju, w robociźnie. Samochód Morgana jest oczywiście bardziej luksusowy niż samochód robotnika miejskiego – ale istotnym jest fakt, że zarówno robotnik, jak i Morgan mają samochód, że mogą się swobodnie poruszać. Wszyscy niemal korzystają z taniego prądu elektrycznego, z urządzeń wodociągowych i kanalizacyjnych.

Demokratyzacja konsumpcji towarów przyczynia się więc do demokratyzacji obyczajów i życia. Podobnie i w innych dziedzinach zagadnienia demokratycznego zwyczaju, demokratyzacja życia codziennego występuje w najrozmaitszych postaciach. Przede wszystkim w języku, w tym prawdziwie narodowym systemie symboli, przejawia się także i duch demokracji.

Tu pragmatyzm socjalistyczny czy demokratyczny uczy, że miarą prawdziwej demokracji kraju nie jest wydrukowana konstytucja i ustawa, nawet fakt, że krajem rządzą demokratyczni ministrowie, że tam na górze, w rządzie ludzie wierzą w demokratyczne idee, nie świadczy jeszcze o tym, że społeczeństwo jest zupełnie zdemokratyzowane. Bo na górze mogą być przecież socjalistyczni i demokratyczni ministrowie, ale ich najlepsze wysiłki spotkać się mogą z oporem biurokracji i istniejącego systemu, bo wreszcie treść obyczajowa życia codziennego może być „feudalna”. Dowodem demokratyzacji jest przede wszystkim prawdziwie ludzki, życzliwy, właśnie „demokratyczny” stosunek człowieka do człowieka, stosunki między ludźmi różnych zawodów i grup społecznych, stosunek urzędnika do obywatela, przełożonego do podwładnego, a więc system stosunków, których nie da się ułożyć w prawa i przepisy, ale które są wynikiem wychowania i opinii społecznej.

Ani obyczajowość, ani codzienna dieta nie miały w Polsce charakteru demokratycznego. W życiu polskim przedwojennym wiele było niedemokratycznych elementów.

Oczywiście i w innych narodach są wady, niedemokratyczne obyczaje – przesądy rasowe; łatwo też zrzucić cały ten ciężar problemów jednym tylko porównaniem, losu ludności czarnej. Jest to jednak zagadnienie w innym zupełnie wymiarze; problem ten ciąży tragicznie nad rozwojem stosunków międzyludzkich w Stanach. Ale nie można usprawiedliwiać własnych wad problemami innych narodów, innych społeczeństw, tym bardziej, gdy w społeczeństwach tych widać ogromny wysiłek w kierunku postępu i poprawy sytuacji.

Forma i rzeczywistość

Wróćmy więc do naszej metody pragmatycznej. Trzeźwego obserwatora nie przekona ustawa, ani też traktat o panującym w danym państwie socjalistycznym czy demokratycznym systemie. Ten, który posługiwać się będzie metodą pragmatyzmu socjalistycznego i demokratycznego będzie się starał zbadać, czy robociarz ma uczciwe utrzymanie, dosyć chleba, czy ma odzież i mieszkanie, opiekę lekarską, zabezpieczenie przed bezrobociem, czy wreszcie prosty człowiek z ulicy ma zapewnioną wolność osobistą, czy też jest bezbronnym przedmiotem rządzenia, zastrachanym niewolnikiem, który co wieczór z niepokojem wysłuchuje, czy tajniak do drzwi jego nie puka, czy też uzbrojony milicjant drzwi nie otworzy i każe jechać w nieznanym kierunku, na zachód czy wschód pod przymusem, pod groźbą. Na papierze wypisać można wszystko, nazw używać można bezkarnie – dyktaturę przezwać można demokracją, niewolnictwo socjalizmem – ale przecież zmiany nazw rzeczywistości nie zmienią, a my walkę prowadzimy nie o słowa, nie dla propagandy, ale dla poprawy ludzkiej doli. Rzeczywistość a nie utopia jest celem socjalizmu.

Trzy zasady bezpieczeństwa

Wielkie hasła mają zresztą swój realny i bardzo ludzki odpowiednik w konkretnych pragnieniach jednostek. Nie przeczę, że wielkie idee, nawet utopie, mają swą wartość odrębną, jako motor postępu ludzkiego, jako cel końcowy, dla którego człowiek gotów jest składać największe ofiary, ale idee wielkie dadzą się też – jeżeli nie zawsze to przeważnie – przetłumaczyć na codzienny ludzki język. Gdy mówimy o niepodległości narodowej, to zapytać wypada, co ta niepodległość da prostemu człowiekowi – robotnikowi czy chłopu, czy zmniejszy jego wyzysk i uciemiężenie. Jeżeli niepodległość prowadzi do zmiany obcego bata na bat w narodowych kolorach, niewielka z tego korzyść dla ludu. Dlatego sprawa prawdziwej niepodległości związana jest ze sprawą demokracji i sprawiedliwości społecznej i bez tego niepodległość trwałą być nie może.

Wielkie hasła demokracji, trwałego pokoju i sprawiedliwości społecznej też się dadzą przełożyć na język interesu jednostki, człowieka prostego. Niepewność jutra jest dzisiaj powszechna, niepewność, obawa przed strasznym dniem jutrzejszym, dniem wojny, a może dniem dyktatury lub bezrobocia prześladuje dziś człowieka z ludu. „Czy jutro będę miał chleb, czy też bezrobotny? Czy wyrzucą mnie z mieszkania? Kto się mną zaopiekuje, gdy sił nie starczy, gdy się zestarzeję? Kto da mi wtenczas na chleb? Skąd wziąć pieniądze na opiekę lekarską gdy zachoruję?” – wszystkie te proste, ludzkie sprawy są częścią wielkiego zagadnienia sprawiedliwości społecznej. Bezpieczeństwo społeczne, polityczne i międzynarodowe, nie jest hasłem oderwanym czy utopią, ale ludzkim i istotnym zagadnieniem każdej jednostki. Przez bezpieczeństwo społeczne rozumiemy zapewnienie pracy, dachu nad głową, ubezpieczenie przeciw chorobie, nieszczęśliwemu wypadkowi, na wypadek inwalidztwa i na starość.

Bezpieczeństwo polityczne jednostki to w szerszym rozumieniu zagadnienie demokracji. Z punktu widzenia osobistego interesu jednostki, problemem jest przede wszystkim zabezpieczenie jednostki przed państwem, przed nadużyciem władzy przez państwo działające za pośrednictwem aparatu administracyjnego a w skrajnym wypadku zabezpieczenie jednostki przed dyktaturą i jej konsekwencjami – tajną policją polityczną i prześladowaniem. Ochrona prywatnej sfery życia przed ingerencją władzy jest zagadnieniem pierwszorzędnym. W systemie totalistycznym nawet życie rodzinne nie ostało się szpiclowaniu, donosom – syn donosił na ojca, brat nie wierzył bratu. Ochrona życia osobistego, prywatnego przed przemocą państwa – to zagadnienie istotne dla każdego człowieka, a w równej mierze i dla naszego systemu demokratycznego.

Piękne idee braterstwa międzynarodowego i współpracy narodów, plany federacji świata przetłumaczone na język ojca rodziny, robociarza, który mieszka gdzieś na przedmieściu Londynu, Moskwy czy Krakowa oznacza po prostu ochronę jego najbliższych i bliźnich przed bombardowaniem, przed śmiercią i cierpieniem, przed ujarzmieniem przez obcego zdobywcę. Bezpieczeństwo międzynarodowe dla jednostki, to zabezpieczenie jej przed ryzykiem wojny – to zabezpieczenie pokoju.

Jednym z mierników postępu społecznego jest nasz postęp w kierunku urzeczywistnienia tych właśnie trzech typów bezpieczeństwa; wyraz angielski „social security”, „international security and political security” lepiej może oddaje treść tego zagadnienia niż polskie „bezpieczeństwo”.

Nasze pragmatyczne podejście do zagadnienia socjalizmu i postępu społecznego jest więc związane z koncepcją humanistyczną socjalizmu. Skoro jednostka a nie państwo jest celem, skoro poprawa bytu jednostki, zachowanie jej praw demokratycznych jest celem socjalizmu, celem demokracji w najszerszym tego słowa znaczeniu, wobec tego rzeczywista poprawa człowieka decyduje o naszym postępie, nie zaś sama zmiana systemu. Samo wprowadzenie kolektywnej formy gospodarowania w naszym pragmatycznym podejściu socjalizmu, me oznacza urzeczywistnienia socjalizmu, skoro zmianie takiej nie towarzyszy poprawa bytu jednostek, zwiększenie ich bezpieczeństwa społecznego, wzrost wolności czy zagwarantowanie wolności obywatelskich – a więc bezpieczeństwo polityczne przed nadużyciem władzy państwa – ale przeciwnie, pogarszanie położenia robotnika czy chłopa we wszystkich kierunkach, to możemy co najwyżej mówić w takim wypadku o zastosowania formy socjalistycznej, ale nigdy o urzeczywistnieniu socjalizmu. W systemie sowieckim jednostka nie ma wolności, pozbawiona jest zupełnie bezpieczeństwa politycznego, co więcej, system pracy przymusowej jest szeroko stosowany, a praca przymusowa jest niczym innym jak daleko idącym ograniczeniem wolności jednostek. Praca w tzw. lagrach, jest nowoczesną formą państwowej pańszczyzny. Trudno więc mówić o urzeczywistnieniu socjalizmu w Sowietach, skoro istotą socjalizmu jest wolność, ta prawdziwa a nie załgana, rzeczywiste prawa obywatelskie a nie puste frazesy. Ponieważ zaś istotą socjalizmu jest także jego treść humanistyczna, zasady moralne – dlatego oparcie rządów na władzy tajnej policji, donosie i pozbawieniu wszelkich praw mniejszości politycznych, jest sprzeczne z socjalizmem. Mam podziw dla Rosjan, ale podziw nasz dla narodów, podziw dla ich rzeczywistych osiągnięć w dziedzinie postępu ludzkiego nie powinien jednak przyciemniać prawdziwego obrazu. Oczywiście trudności rządzenia wielkimi obszarami zmuszają niekiedy do użycia środków stanowczych, zdecydowanych, ale sposób i granice mogą być rozmaite. Sposób, w jaki Stany Zjednoczone rozwiązują sprawę Filipin, jest na pewno bliższy ideałom socjalizmu i demokracji niż technika kontrolowania przez Sowiety Europy Środkowej i Wschodniej i technika stosowana przez Anglików i Holendrów dla uśmierzenia powstania w Indonezji.

Cel końcowy

Daleki, utopijny obraz społeczeństwa socjalistycznego ma swą doniosłość społeczną i znaczenie w wychowaniu mas i w wytyczaniu drogi naszego postępowania, w ustalaniu naszych zasad, ma wpływ na kształtowanie naszych rzeczywistych programów. Nikt lepiej bodaj nie ocenił znaczenia utopii dla socjalizmu, jak Oskar Wilde. Utopia była dla niego ową daleką wyspą, do której zmierza nasz okręt postępu. Gdy statek przybije wreszcie do jej brzegów, to nie na długo, bo z wybrzeża ukazują się nowe horyzonty – i nowe odległe wyspy, do których nasz statek znowu w przyszłości podąży.

Cel końcowy jest więc częścią dynamicznej koncepcji socjalizmu; nie ma jakiegoś jednorazowego urzeczywistnienia socjalizmu, zakończenia naszej działalności aktem końcowym i ostatecznym. Socjalizm jest koncepcją dynamiczną – nie ma urzeczywistnienia socjalizmu, po którym nastąpiłby jakiś okres społecznego zastoju, zastoju w rozwoju naszych idei i w postępie społecznym, jest natomiast ciągłe i bezustanne urzeczywistnianie socjalizmu i demokracji, ciągłe doskonalenie stosunków międzyludzkich, ciągła walka o poprawę doli ludzkiej, o zabezpieczenie praw jednostki i wolności, a więc jest ciągła walka; bezustanny wysiłek, bezustanne zdobywanie. Nie ma jakiegoś końcowego rozwoju czy spoczynku na laurach.

Przez pragmatyzm socjalistyczny rozumiemy więc rozpoznanie, że istotą postępu społecznego i politycznego jest rzeczywista poprawa doli człowieka, poprawa w zakresie najszerszym, która obejmuje zarówno wartości gospodarcze i społeczne jak i polityczne i moralne, nie zaś sama tylko zmiana form gospodarowania, sama kolektywizacja, czy też zmiana form politycznych form rządzenia. I odwrotnie – skoro zmiana form rządzenia w myśl apriorystycznego – a więc z góry uplanowanego programu, nie przynosi owej zmiany na lepsze, to jest to tylko zmiana formy, (chociażby nawet zaprowadzono kolektywizację), która nie jest jeszcze dowodem postępu społecznego. Nasze pragmatyczne podejście do zagadnień społecznych jest prostym i koniecznym następstwem humanizmu socjalistycznego. Skoro bowiem ostatecznym celem naszej działalności jest człowiek, jednostka a nie państwo – to miarą postępu jest szczęście i doskonalenie się człowieka, a nie teoretyczna tylko doskonałość formy państwowej.

Nasza koncepcja pragmatyzmu socjalistycznego obejmuje tylko ograniczony zakres zagadnień. Nie leży bynajmniej w naszym zamiarze przeniesienie całości nauki Williama Jamesa do zagadnień socjalizmu. Naszej koncepcji pragmatyzmu zakreśliliśmy znacznie skromniejsze ramy. W filozofii Jamesa pragmatyzm jest teorią prawdy, zagadnieniem stosunku między ideą a przedmiotem. Wedle Jamesa, sprawdzianem prawdziwości idei jest rzeczywistość. Skuteczność idei jest równorzędna prawdzie, jej nieskuteczność równa się błędowi. Prawdziwe idee dla Jamesa to idee, które można sprawdzić, porównać. Prawda w jego filozofii jest wartością gotówkową, kasową (cash value) idei – a więc w zjawiskach społecznych o prawdziwości idei świadczy ich możliwość realizacji oraz ich praktyczność, zastosowanie w życiu rzeczywistym. „Prawda zdarza się idei” – powiada James – „idea staje się prawdziwą dzięki zdarzeniom”, a więc idea sama dla siebie w zupełnym oderwaniu nie jest jeszcze prawdą, a dopiero, gdy idea jako symbol znajdzie odpowiednik w rzeczywistości, wtenczas dopiero staje się prawdą. Skoro rzeczywistości takiej nie ma to nie ma też sprawdzianu prawdy.

My posługujemy się określeniem „pragmatyzm” w znaczeniu znacznie skromniejszym, bardziej ograniczonym, a także w innym nieco sensie. Nasza koncepcja pragmatyzmu jest niejako odwróceniem koncepcji Jamesa. James powiada – zbliżamy się do prawdy, gdy idea znajduje odpowiednik w rzeczywistości; dla nas, socjalistów – rzeczywistość, która odpowiada treści naszej idei, jest zbliżeniem się do naszych idei, jest realizowaniem programu, a ponieważ, powtarzam, istotą naszego programu jest dobro i doskonalenie się człowieka, dlatego też postęp w tym zakresie jest realizacją naszej idei. Dalecy jesteśmy natomiast od popularnej koncepcji „pragmatyzmu” – przed którą bodajże się bronił James, koncepcji, w myśl której właściwą metodą jest dostosowanie się do każdego systemu i poddanie się każdej przemocy. Pragmatyzm, szczególnie w stosunkach międzynarodowych, w tym zwulgaryzowanym pojęciu, jest równoznaczny z oportunizmem jako koncepcją sztuki życiowej. Wydaje mi się, że nic bardziej nie było obce Jamesowi jak taka właśnie koncepcja.

Koncepcji pragmatyzmu socjalistycznego obcy jest oportunizm. Istotą bowiem oportunizmu jest zaprzedanie zupełne lub częściowe zasad moralnych na rzecz doraźnych, natychmiastowych korzyści. Ponieważ istotną treścią socjalizmu humanistycznego są zasady moralne, dlatego też oportunizm jest zaprzeczeniem treści humanistycznej, moralnej socjalizmu, bo oportunizm jest sprzeczny z postępem moralnym. W tym sensie socjalizm demokratyczny, humanistyczny jest dalszy od oportunizmu niż inne kierunki pozornie „lewe”, pozornie „radykalne” i „czerwone”.

Feliks Gross

________________________

Powyższy tekst jest rozdziałem książki Feliksa Grossa „Socjalizm humanistyczny”, Nakładem Związku Socjalistów Polskich, Nowy Jork 1946, od tamtej pory nie wznawianej, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

 

Feliks Gross (1906-2006) – profesor socjologii, doktor prawa, badacz kultury robotniczej, działacz ruchu socjalistycznego. Przed wojną pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, działacz krakowskiego Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, kierował jego Szkołą Nauk Społecznych. Był wówczas autorem pracy naukowej „Proletariat i kultura” (1938) oraz inicjatorem i wydawcą – wraz z Z. Mysłakowskim – książki „Robotnicy piszą”, będącej zbiorem autobiografii robotników. W trakcie wojny wyjechał do USA, skąd nie wrócił do Polski. Związany z niepodległościowym, antysowieckim emigracyjnym ruchem socjalistycznym, nie uznawał legalności władz komunistycznych. Był pracownikiem naukowym kilku uniwersytetów, m.in. Columbia, badał społeczności rezerwatów indiańskich. Wszedł w skład jednego z ciał doradczych prezydenta Lyndona B. Johnsona. Współpracownik paryskiej „Kultury” i londyńskich „Wiadomości Literackich”, autor wielu rozpraw naukowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *