Za wolność i lud. Karty z dziejów Polskiej Partii Socjalistycznej. Na dzień 1 maja 1938 wydała Polska Partia Socjalistyczna

[1938]

…Dawno. Pamięć nie zginie.

Dniom chwil nie ubędzie.

Krwawą środą nie zaczął się

nasz krwawy diariusz.

Ulicom

nie da darmo zakrzepnąć w legendzie

wciąż żywą krwią tętniący

polski proletariusz.

 

W sierpniu 1882 r. powstaje partia socjalno-rewolucyjna „Proletariat”. Jej założycielem i przywódcą był Ludwik Waryński, zmarły w r. 1899 w „kamionnym worku” twierdzy szlisselburskiej. Czterej czołowi działacze „Proletariatu” zginęli na szubienicy, powieszeni z wyroku carskiego sądu 28 stycznia 1886 r. Spadkobiercą tradycji „Proletariatu” stała się wkrótce po tym Polska Partia Socjalistyczna.

PPS – gwiazda przewodnia polskiego pracującego ludu

Od chwili swego powstania Polska Partia Socjalistyczna prowadzi walkę nieustanną o całkowitą zmianę ustroju społecznego, o wyzwolenie mas pracujących z pęt przemocy i wyzysku.

Polska Partia Socjalistyczna, będąc wyrazicielką potrzeb i dążeń mas pracujących, stawia sobie za cel zniesienie wyzysku i ucisku wszelkiego rodzaju. W łączności z masami pracującymi całego świata, jako członek Socjalistycznej Międzynarodówki Robotniczej, Polska Partia Socjalistyczna dąży do utworzenia Polskiej Rzeczypospolitej Socjalistycznej z wszystkim ziem polskich złożonej, złączonej z innymi Republikami Socjalistycznymi węzłami stałego pokoju i ścisłej braterskiej współpracy gospodarczej, politycznej i kulturalnej.

Program PPS

 

Rozpowszechniło się w pewnych sferach w Polsce mniemanie, że współczesne młode pokolenie sprzyja prądom wstecznym, nacjonalistycznym, faszystowskim. Pogląd ten jest jednak trafny tylko w odniesieniu do grup młodzieży zamożniejszej, studiującej w szkołach wyższych. Dzieci chłopskich ani dzieci robotniczych wśród tej młodzieży akademickiej prawie że nie ma, a całe młode pokolenie pracującej klasy żyje w świecie zupełnie innych pojęć i pragnień niż grupy sytych i zasobnych paniczyków. Młodzież robotnicza i chłopska nie zna rzekomego przeciwieństwa pokoleń i walki „młodej” ze „starą” generacją, natomiast doskonale od wczesnych lat swego żywota zna walkę o PRACĘ, o CHLEB, o OŚWIATĘ – tę samą i taką samą walkę, jaką prowadzili i prowadzą nasi ojcowie i matki. Jest to walka KLASOWA, odwieczne przeciwieństwo klasy pracującej i wyzyskiwanej – z jednej strony, a klasy posiadającej – z drugiej strony!

W tej walce przewodniczką ludu pracującego była i jest POLSKA PARTIA SOCJALISTYCZNA. Partia to stara, bo założona jeszcze dnia 21 listopada 1892 r. Nowe pokolenie proletariatu polskiego nie przeżywało wszystkich tych trudów, jakie były udziałem pierwszych zastępów socjalizmu polskiego; częstokroć nawet nie zna ono wspaniałych dziejów PPS. A przecież nic bardziej naturalnego, jak pragnienie poznania przeszłości swej klasy społecznej i tego zespołu ludzkiego, który robotników polskich ujął w zorganizowane szeregi i szeregom tym po dziś dzień przewodzi! Temu to pragnieniu chcemy w skromnej mierze zadośćuczynić i dlatego przede wszystkim w RĘCE MŁODYCH ROBOTNIKÓW i ROBOTNIC składamy tę książeczkę… Jej zadaniem jest – nawiązać łączność „między dawnymi a nowymi laty”; podtrzymać TRADYCJĘ, bez której nie mógłby szukać sobie zdrowego rozwoju potężny i masowy ruch Socjalizmu polskiego.

Polska Partia Socjalistyczna jest JEDYNYM w Polsce stronnictwem, które od pierwszej chwili swego istnienia NIGDY nie zmieniało swej nazwy. Bo też PPS nie potrzebowała zacierać za sobą śladów, wypierać się swego dorobku i zmianą szyldu ratować swe nadwątlone istnienie – jak to wielokrotnie czyniły i czynią inne organizacje polityczne w Polsce. 45 lat pracy i walki to spory szmat czasu! W ciągu tych lat dokonały się na ziemiach polskich OGROMNE PRZEMIANY. Polska rozdarta na trzy zabory odzyskała swą niepodległość, klasa pracująca zdobyła sobie świadomość swych uprawnień ludzkich i obywatelskich i wywalczyła sobie rozliczne prawa. Wszystko to nie było jednak wynikiem przypadku, lecz było rezultatem ŚWIADOMEJ DZIAŁALNOŚCI LUDZKIEJ, okupionej nieraz wielkimi i krwawymi ofiarami. Nie bez przyczyny przecież nieomal wszyscy ludzie, którzy zabłyśli w dziejach ostatnich dziesiątków lat Polski, przeszli przez szeregi PPS. Wielkość socjalistycznego ideału: społeczeństwa wolnego, pracującego w równości i braterstwie dla powszechnego szczęścia – przyciągała do siebie wszystkie szlachetniejsze natury i wyciskała na nich swoje piętno.

Ale ruch socjalistyczny, który wydał z siebie wiele jednostek wielkiej miary – że wymienimy tylko mężów wiekopomnych, Bolesława Limanowskiego i Ignacego Daszyńskiego – nie był nigdy tworem jednostek tylko. Jest to WIELKI RUCH MASOWY, w którym miliony ludzi znajdują wyraz swych tęsknot i swej nadziei. W tym właśnie leży siła i moc niespożyta Polskiej Partii Socjalistycznej, że umiała ona wskazać niezawodną drogę SZEROKIM RZESZOM PRACUJĄCEGO LUDU. Umiała wydobyć je z poniżenia i niewiary, natchnęła je przeświadczeniem o potrzebie i możliwości usunięcia krzywdy kapitalistycznego ustroju, nauczyła budować wielkie organizacje zawodowe, oświatowe, spółdzielcze. Nauczyła, w doli dobrej czy złej, pielęgnować cnotę SOLIDARNOŚCI, która ze słabych i uciśnionych czyni POTĘGĘ. Polska Partia Socjalistyczna z klasy robotniczej uczyniła wszakże potęgę tak wielką, że klasa ta wysunęła się w ofiarności społecznej na czoło wszystkich innych grup społecznych na polskich ziemiach. Dzieło wywalczenia niepodległości Polski jest najlepszym świadectwem, ile trudu i ofiar potrafiła wydobyć z siebie klasa robotnicza kraju stosunkowo słabo jeszcze uprzemysłowionego.

Toteż z przeszłości Polskiej Partii Socjalistycznej możemy i musimy być dumni. NIC W TEJ PRZESZŁOŚCI NIE BYŁO POMYŁKĄ ANI BŁĘDEM, niczego z tej przeszłości nie można odrzucać – trzeba ją całą przyjąć i przyswoić sobie, jako pokarm duchowy na drogę całego życia. Przeszłość ta i jej nauki są bezustannie żywe, a doświadczenia minionych lat ułatwiają znalezienie drogi także i w przyszłości. Bo i to trzeba podkreślić, że PPS poruszała się zawsze w oparciu o zasady swego PROGRAMU, ucząc klasę pracującą wiary i wierności nie dla jednostek, ale dla IDEI i dla programu. A program ten oparty jest od 45 lat niezmiennie na zasadach niepodległości ojczystego kraju, wolności obywatelskiej i sprawiedliwości społecznej. Tych 45 lat minionej pracy i walk pozwala całej klasie pracującej obracać zawsze w ciężki chwilach oczy ku Polskiej Partii Socjalistycznej w pełnym ZAUFANIU, iż przewodniczka, która nigdy przez lat 45 nie zawiodła ludu pracującego, nie zawiedzie go i w przyszłości.

Czas biegnie i coraz to nowe zadania stają przed nami. Lata straszliwego kryzysu gospodarczego (od 1929 r.) nauczyły nas, że tylko CAŁKOWITA ZMIANA USTROJU GOSPODARCZEGO I SPOŁECZNEGO może zabezpieczyć szerokie masy na przyszłość od podobnych katastrof. Kapitalizm zawiódł i zbankrutował – jego miejsce zająć musi gospodarka społeczna i planowa. Lata naporu FASZYZMU, nowoczesnej niewoli, pognębienia godności ludzkiej i pohańbienia wolności – otwarły klasie pracującej oczy na nieodzowną konieczność ujęcia władzy państwowej w ręce robotników i chłopów. Są to zadania, które stoją przed młodym pokoleniem Polski pracującej – a spełnienie tych zadań oznacza WALKĘ, walkę, do której ruszamy pod starymi sztandarami PPS.

By walka nasza była zwycięska, musi być przeprowadzona w CAŁKOWITEJ SOLIDARNOŚCI I JEDNOŚCI klasy pracującej. Jedność ta nie może atoli polegać na sztucznym zesumowaniu różnorodnych żywiołów. Jedność – to wspólność myślenia, a po tym wspólność czynu. Jedność – to wspólny cel, wspólny program, wspólne kierownictwo, to wspólna organizacja – silna, karna, ofiarna w walce z wrogami, których nam nie zabraknie. Taka jedność prawdziwa może być urzeczywistniona tylko w szeregach i pod sztandarami POLSKIEJ PARTII SOCJALISTYCZNEJ!

Takie są warunki zwycięstwa mas pracujących. Znając dobrze trudności, jakie się piętrzą na naszej drodze, tym skwapliwiej podejmujemy walkę o Polskę nową, Polskę wolności i sprawiedliwości społecznej – walkę, która będzie nadal treścią działalności Polskiej Partii Socjalistycznej za naszych dni, tak jak była treścią pracy i walki Socjalizmu polskiego za czasów Daszyńskiego i Limanowskiego, za czasów Okrzei i Montwiłła, których sława wiecznotrwałym echem powinna rozbrzmiewać w duszach młodych robotników i robotnic!

Słuchajmy głosu przeszłości tej dawnej i tej niedalekiej: „POBUDKA GRA NAM JUŻ!”.

BOLESŁAW LIMANOWSKI

Urodził się w r. 1835. Już w r. 1861 za udział w antycarskiej manifestacji zostaje zesłany na Sybir. Wraca z zesłania do Warszawy dopiero po 7 latach. Wyjeżdża do b. Galicji i oddaje się tu całą duszą pracy wśród robotników. Wkrótce jednak zostaje przez austriackiego namiestnika, Polaka, hrabiego Potockiego z Galicji wygnany. Wygnanie to trwa 30 lat! Za granicą bierze jak najżywszy udział w życiu demokratycznych, a później socjalistycznych organizacji polskich. Przewodniczy pierwszemu zjazdom PPS w Paryżu w r. 1892 i odtąd aż po kres swego życia jest jej ofiarnym członkiem.

Dopiero w r. 1907 wolno mu było powrócić do Polski, gdzie w szeregach PPS nadal rozwija ożywioną działalność. Równocześnie przez całe życie służy sprawie Ludu swym piórem jako publicysta i znakomity pisarz – autor niezliczonej ilości książek.

Doczekał się wreszcie Polski Niepodległej – marzenia całego swego pracowitego życia.

Jako senator z ramienia PPS dalej walczy niezmordowanie o Socjalizm.

Bolesław Limanowski zakończył swoje bez granic ofiarne życie w r. 1935, przeżywszy 100 lat, do końca wierny sprawie Ludu Pracującego, wierny PPS.

Z minionych dni…

W mękach polskiego Ludu rodzi się PPS

Dnia 28 stycznia 1886 r. stanęły w Warszawie na stokach Cytadeli 4 szubienice, na których zawiśli pierwsi w Polsce męczennicy za wolność i socjalizm, członkowie socjalistycznej partii „Proletariat”: Kunicki, Bardowski, Pietrusiński i Ossowski.

Zdawało się, że car rosyjski tryumfuje: wystarczyło postawić kilka szubienic, wystarczyło osadzić w szlisselburskim więzieniu założyciela i przywódcę wyzwoleńczego ruchu robotniczego Ludwika Waryńskiego, aby ruch ten zamarł, by poszczególne jego ogniska dogasały.

Ale tryumf cara był krótki, bo już w kilka lat po męczeńskiej śmierci „Proletariatczyków” rodzi się w r. 1892 ta, która wzięła ich męczeństwo na swoje sztandary, która stała się dziedziczką ich walki i chwały, rodzi się

POLSKA PARTIA SOCJALISTYCZNA

Ostatni Kongres Polskiej Partii Socjalistycznej w r. 1937 odbywał się w wielkim gmachu Domu Robotniczego w Radomiu, a otwarcia Kongresu dokonano w obecności kilku tysięcy ludzi.

Pierwszy Kongres naszej Partii, przed 48 laty, to nie kilka tysięcy ludzi, ale kilkunastu działaczy robotniczych, i nie w wielkiej sali, ale w małym pokoiku wygnańczego mieszkania w Paryżu, pod przewodnictwem Bolesława Limanowskiego.

A jednak ta garstka zapaleńców dokonała historycznego zadania, wytyczyła na dziesiątki lat przyszły kierunek rozwoju i walki polskiej robotniczej klasy.

 

Niepodległość Polski i Wyzwolenie społeczne ludu pracującego

oto filary, na których opierał się program powstającej PPS. Jako hasło do akcji natychmiastowej w każdym warsztacie pracy, w każdej fabryce i kopalni rzucono hasło SKRÓCENIA CZASU PRACY, ośmiogodzinnego dnia roboczego.

Inaczej było bowiem wówczas niż dzisiaj: robotnik wyzyskiwany niemiłosiernie, zmuszany do pracy i po 16 godzin na dobę, dzielił swój czas pomiędzy ciężką, morderczą pracę a krótki wypoczynek. W nędzy, bez ubezpieczeń społecznych, bez związku zawodowego, robotnik całkowicie oddany na łaskę i niełaskę wyzyskiwaczowi – dla niego tylko żył, dla niego oddawał wszystkie siły swoje, bez życia własnego.

Trzeba było z nowo powstałej organizacji socjalistycznej uczynić narzędzie walki o wyzwolenie robotnika w każdym z trzech zaborów, na które wówczas była Polska rozdarta.

Inne były warunki polityczne i gospodarcze w każdym z tych zaborów i dlatego inaczej musiały się w nich układać boje i prace, walki i zwycięstwa PPS.

 

Pod knutem cara

PPS w zaborze rosyjskim

W rok po założeniu PPS w Paryżu powstaje PPS w zaborze rosyjskim. Pierwsi działacze PPS organizują placówki partyjne, nawiązują łączność z ludem roboczym Warszawy, Łodzi, Zagłębia Dąbrowskiego.

Przez zieloną granicę

Przemyt bibuły

Dla nowych kół i nowych towarzyszy trzeba odezw i broszur socjalistycznych. Drukuje się je w Paryżu, potem w Londynie. Ale to daleko od terenu działania PPS. Dziś na każdym wielkim zgromadzeniu lub odczycie kolporterzy partyjni sprzedają dzienniki i broszury. Wówczas bibułę socjalistyczną trzeba było przenosić w workach na plecach przez granicę między rozstawionymi pikietami kozackimi, czając się w ciemnościach i narażając wolność, a często i życie.

Ileż to trzeba było ofiarności, bohaterstwa i umiłowania sprawy, aby partia w krótkim czasie mogła święcić niebywały tryumf: oto 250 transportów bibuły przechodzi przez granicę i ani jeden nie wpada w ręce carskiej policji. Kierował tą robotą tow. Aleksander Sulkiewicz, który potem zginął na polu bitwy jako oficer legionowy. Rozprowadzaniem broszur i odezw po fabrykach, warsztatach i chałupach wiejskich zajmowała się tow. Maria Paszkowska, otoczona kilkunastoma nieznanymi z nazwiskami młodymi robotnicami. To były „nasze dromaderki”, które jak wielbłądy objuczone ciężarami przenosiły z miejsca na miejsce drukowane słowo socjalistyczne. Wiele z nich wpadło w ręce policji, wiele przesiedziało lata za kratami więziennymi, ale na miejsce uwięzionych przychodziły nowe i praca partii nie ustawała ani na chwilę.

„Robotnik” – centralny organ PPS

Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!

Partia rozszerza swoje wpływy, broszur i odezw już za mało. Narzuca się potrzeba wydawania własnej gazety.

W piwnicach strzeżonych przez uzbrojonych robotników PPS montuje tajną drukarnię. Pochylają się nad drukarskimi kasztami towarzysze i w lipcu 1894 r. ukazuje się pierwszy numer wydawnictwa PPS: „Robotnik”. Jego pierwszym wydawcą był Józef Piłsudski.

Egzemplarze tego pisma przenoszone w walizkach, ukrywane pod bluzą roboczą, czytane w nocy w ukryciu – świadczą wobec wszystkich, że gdzieś w podziemiach walczy i czuwa PPS.

Dziś, gdy patrzycie na olbrzymie stutysięczne nakłady prasy socjalistycznej, gdy gazetę socjalistyczną – często co prawda z białymi plamami – czytacie i kupujecie na zgromadzeniach, pamiętajcie, że ten rozwój prasy socjalistycznej zaczynał się kiedyś w ciemnych i mrocznych piwnicach, że oparł się, jak i rozwój całej PPS w początkach XX wieku, na bohaterstwie i poświęceniu tych żołnierzy nieznanych rewolucji, którzy pod okiem policyjnym, węszeni i tropieni przez carskich szpiclów drukowali, kolportowali i czytali pierwsze numery nielegalnego „Robotnika”.

1 maj!

Kongres Międzynarodówki Socjalistycznej obradujący w Paryżu uchwalił w 1889 r., że co roku dzień 1 Maja ma być dniem święta robotniczego. Robotnicy porzucić mają pracę, opustoszeć muszą w tym dniu fabryki, demonstrować mają za SKRÓCENIEM CZASU PRACY i za BRATERSTWEM WSZYSTKICH LUDÓW.

Byłoby poniżej honoru polskiej klasy robotniczej, gdyby w olbrzymiej gromadzie świętujących robotników wszystkich narodów zabrakło robotników polskich.

Już więc w roku następnym w szeregu miast Polski robotnicy porzucili pracę i wyszli na ulicę: w Warszawie, Lwowie i Białej. Polała się krew robotnicza, padły trupy, ale dzień 1 Maja z roku na rok coraz powszechniej świętowano. Zwłaszcza w zaborze krwawego cara straszliwe represje spadały na demonstrantów. TAK BUDZIŁ SIĘ Z UŚPIENIA POLSKI LUD.

Dziś w naszych pochodach przeciągają setki tysięcy ludzi. Nad masą ludzką powiewają dziesiątki łopoczących na wietrze czerwonych sztandarów, płyną ponad tłumem pieśni i okrzyki.

A pierwszy obchód 1-majowy zorganizowany przez PPS w Warszawie w roku 1898 to nie dziesiątki sztandarów, ale jeden sztandar czerwony z literami PPS i nie dziesiątki tysięcy ludzi, ale garstka robotników warszawskich skupiona koło tego sztandaru. Przed nimi zwarty mur szyneli sołdackich i lufy karabinów skierowane ku garstce demonstrantów. I co roku na 1 Maja padały ofiary od kul kozackich i co roku czerwieniły się ulice od robotniczej krwi, ale co roku mimo tych trupów, a może dlatego, że te trupy padały, szeregi nasze w dniu 1 Maja rosły, co roku było nas więcej, już nie tylko Warszawa, ale i Łódź, Zagłębie Dąbrowskie, i Wilno, i Zawiercie, i coraz więcej miast i miasteczek zakwitało w tym dniu czerwienią sztandarów zwiastujących bunt przeciw niewoli, głoszących walkę o wyzwolenie.

Pod czarno-żółtym zaborem

PPSD w b. zaborze austriackim

Polska Partia Socjalno-Demokratyczna (bo taką nosiła podówczas nazwę PPS w zaborze austriackim) była partią istniejącą legalnie.

Utrudniano co prawda zgromadzenia, konfiskowano wydawnictwa partyjne, aresztowano działaczy, nękano procesami, ale partia miała możność legalnego rozbijania swojej działalności. A działalność ta nabrała niesłychanego rozmachu, gdy na czele PPSD staje wielki trybun ludu:

Ignacy Daszyński

Nie było takiego miasta i miasteczka, gdzie by Daszyński nie przemawiał i nie zdobywał serc ludzkich dla socjalizmu.

Ale Daszyński to nie tylko mówca i agitator, to jednocześnie skrzętny organizator partii i związków zawodowych, to wydawca i redaktor tygodnika, a potem dziennika partyjnego „Naprzodu”, to wódz ruchu prowadzący robotników od walki do walki i od zwycięstwa do zwycięstwa.

Szturm na parlament

W walkach zahartowała się klasa robotnicza.

Z biernej niezorganizowanej, usypianej niewolą masy powstała dobrze zdyscyplinowana armia dążąca do swojego jasnego celu i zdobywająca dla siebie coraz to nowe pozycje.

W roku 1893 PPSD w zaborze austriackim postanawia zdobyć dla klasy robotniczej równe prawa obywatelskie, a przede wszystkim powszechne prawo wybierania przedstawicieli do parlamentu.

Walka ta była skuteczna. W roku 1897 po raz pierwszy w b. monarchii austriackiej cała ludność (z wyjątkiem jednak kobiet) zostaje wezwana do urn wyborczych, do wyborów co prawda jeszcze nie powszechnych, ale kurialnych.

W piątej kurii powszechnej wysunięto jako kandydata w okręgu krakowskim młodego, bo 30-letniego Ignacego Daszyńskiego. Po raz pierwszy na ziemiach Polski socjalista ubiega się o głosy w akcji wyborczej, po raz pierwszy robotnicy walczą o zwycięstwo dla swego własnego przedstawiciela.

Ale w piątej kurii obok robotników większość wyborców stanowią chłopi. Trzeba było zdobyć zaufanie ludności wiejskiej. Założony przez partię tygodnik ilustrowany „Prawo Ludu” rusza na wieś. Prawie każdy numer „Prawa Ludu” ulegał konfiskacie. Księża z ambon wyklinają to pismo i odmawiają rozgrzeszenia jego czytelnikom, pomimo to chłopi małorolni i bezrolni rozchwytują je. Partia odnosi tryumf na wielką miarę. Ignacy Daszyński zdobywa 74% oddanych głosów, we Lwowie zdobywa mandat Kozakiewicz, na Śląsku Cieszyńskim został wybrany posłem jeden z najwybitniejszych przywódców górników: Piotr Cingr. Mównica parlamentu wiedeńskiego, skąd na cały świat padać miały słowa obrony ludu pracującego i protestu przeciwko krzywdzie całego narodu polskiego, została zdobyta!

 

Przez strajk do zwycięstwa! Polepszyć byt! Skrócić czas pracy!

Choć mało efektowna, jednak trudna była i ciężka walka PPSD. Hasła poprawy bytu i skrócenia czasu pracy dla robotników rzucone przez założycieli partii trzeba było realizować. Przez długie lata toczy się bój o ośmiogodzinny dzień roboczy i podwyżki płac.

W roku 1900 wybucha strajk górników na Śląsku Cieszyńskim i trwa nieprzerwanie przez 12 tygodni. Główne żądanie to 8-godzinna szychta. Górnicy uginali się pod 11-godzinnym dniem pracy. Wszystkie złe następstwa tego jak pijaństwo, ciemnota, brak organizacji czyniły z górnika nieszczęśliwą istotę ludzką.

Rząd austriacki wysyła do górniczego rewiru kilka pułków wojska i chmarę policji. Socjaliści podtrzymują walczących zbieranymi z ofiarności robotniczej pieniędzmi, żywym i drukowanym słowem.

Po dwunastu tygodniach walki wytrwałej i twardej uzyskują górnicy cieszyńscy 9-godzinną szychtę.

W czerwcu 1902 r. stają w szeregach strajkujących robotnicy budowlani Lwowa. Wojsko wezwane przeciw strajkującym zabija na miejscu 5 robotników, bije kolbami, rąbie szablami, kłuje bagnetami, raniąc przeszło 200 osób. Konie wojskowe tratują kobiety i dzieci. Ulice Lwowa zostają zroszone krwią robotniczą. Cała opinia publiczna protestuje przeciw masakrze, „Koło Polskie” w parlamencie austriackim, przedstawiciele szlachty i magnatów polskich bronią policję i wojsko strzelające do bezbronnej ludności polskiej.

W tym samym roku strajk ogarnia 120 tysięcy chłopów wschodniej Małopolski. Żądają podwyżki płac małorolni i robotnicy rolni, ci najbiedniejsi z biednych, najbardziej wyzyskiwani i gnębieni. Strajkują w atmosferze, kiedy z ambony, jak to przytacza w swoich „Pamiętnikach” tow. Daszyński, padają słowa:

„Kto żąda więcej (zapłaty), ten grzeszy przeciw Chrystusowi Panu i będzie za to wiecznie w piekielnej smole gorzał. Strajk wymyślił wróg Chrystusa szatan, by Was od Boga odwieźć i do piekła zaprowadzić”.

Przed bezlitosnym wyzyskiem magnatów, nadużyciami i gwałtami policji, przed agitacją księży i najemnych pachołków pańskich bierze w obronę chłopa ruskiego PPS i Ignacy Daszyński w parlamencie austriackim.

 

Rok 1904

W lipcu 1904 na front walki ruszają robotnicy naftowi i wysuwają żądanie 8-godzinnego dnia pracy. Strajk przerzuca się z Borysławia na cały okręg naftowy. Bataliony piechoty „dla bezpieczeństwa” zajmują objęty strajkiem okręg. Dyscyplina robotników idealna, nastrój bojowy, wiara w zwycięstwo, zaufanie do kierownictwa – oto atmosfera tej wielkiej walki.

Ośmiogodzinna szychta w nafcie zostaje zdobyta, pomimo szykan i prześladowań. Naftowcy, ci, którzy do dzisiejszego dnia są dumą naszych szeregów, pierwsi spośród polskich robotników korzystają z dobrodziejstwa 8-godzinnego dnia roboczego. Trud i wysiłki nie poszły na marne.

Czas pracy skrócono w całym szeregu ośrodków, aż wreszcie w wolnej już Polsce 8-godzinny dzień roboczy staje się ustawową zdobyczą całej polskiej klasy pracującej.

Dzisiaj robotnicy znajdują się już na odcinku walki o skrócenie czasu pracy do 6 godzin na dobę. Wysunęli już to żądanie górnicy i robotnicy włókienniczy. Niejedna jeszcze ciężka chwila przejdzie zapewne, zanim 6-godzinny dzień pracy stanie się sukcesem naszego ruchu. Ale pamiętajmy, że i 8-godzinny dzień roboczy nie przyszedł łatwo.

Pożar na Dalekim Wschodzie
(Wojna rosyjsko-japońska)

Rok 1904. Rozpaliła się pożoga wojny rosyjsko-japońskiej. PPS rozumie, że walka z największym wrogiem ludu polskiego z caratem rosyjskim jest ułatwiona, gdy jest on zagrożony przez wojska japońskie, odnoszące niespodziewane zwycięstwa w Mandżurii. Postanawia więc PPS wyzyskać sposobność i wystąpić do czynnej walki. Z drukarni partyjnej ukazują się odezwy nawołujące do oporu przeciw mobilizacji, pod hasłem walki o Polskę Niepodległą.

Odezwy wołają: „Kto może, niech się nie stawia na wezwanie rządu. Niech wszyscy śmiało i głośno protestują przeciwko gwałtowi! Niech każdy pojedynczy zapasowy, każda gromada rekrutów rzucą siepaczom w twarz słowa nienawiści i pogardy!”. Odezwy nawołują do tłumnej manifestacji pod hasłami: „Precz z caratem! Precz z najazdem! Niech żyje socjalizm! Niech żyje Niepodległa Polska i Litwa robotnicza!”.

 

„Naprzód Warszawo na walkę krwawą!”

Manifestacja grzybowska

Ale nigdy działalność partii nie ograniczała się do odezw. Cała klasa robotnicza musiała ujrzeć, że PPS stawia opór wszechwładztwu cara. Toteż 13 listopada 1904 zostaje zorganizowana z polecenia partii przez Józefa Kwiatka wielka manifestacja na placu Grzybowskim w Warszawie.

Biorą w niej udział tłumy robotników warszawskich. O godz. 12.30, kiedy publiczność wychodziła z kościoła, ukazuje się nagle wśród tłumów czerwony sztandar z napisem: „Nie chcemy być żołnierzami cara! – PPS”, a śpiew „Naprzód Warszawo na walkę krwawą” rozlega się na placu. Policja z wydobytymi pałaszami rzuca się ku pochodowi. Z bram wypadają kozacy i wściekłą szarżą opróżniają plac. Mimo to tłumy formują pochód i z czerwonym sztandarem przechodzą przez miasto. Byli zabici i ranni.

Ale po raz pierwszy na huk kul karabinowych odpowiada huk strzałów brauningów robotniczych. To PPS kulami brauningów ogłasza, ze walka z caratem o Niepodległą i Ludową Polskę została rozpoczęta! Po raz pierwszy od czasu klęski powstania 1863-64 r. na ziemiach polskich podniesiony został sztandar walki czynnej z zaborcami. Uczynił to lud polski, uczynili to robotnicy pod przewodem PPS.

„Na barykady, ludu roboczy”

Rewolucja!
rok 1905-1906-1907

Wrzenie rewolucyjne rozpoczęte manifestacją grzybowską obejmuje całe Królestwo. Huk robotniczych brauningów dalekim rozszedł się echem po Polsce. Demonstracje przeciw caratowi ogarniają coraz większe masy ludności, aż wreszcie przeobrażają się w proklamowany przez PPS na dzień 27 stycznia 1905 r. strajk generalny w Warszawie.

„Towarzysze! Chwila jest wielka. W stolicy cara zaczęła się rewolucja. Musimy więc powiedzieć sobie: dziś albo nigdy!
Przy połączonym szturmie proletariatu spróchniały tron carski się nie ostoi… Precz z caratem!

Niech żyje Niepodległość!

Niech żyje socjalizm!”.

Tak brzmiała odezwa Komitetu Partyjnego PPS.

Strajk generalny natychmiast rozszerza się na prowincję, stają fabryki i warsztaty. Strajkowi towarzyszą demonstracje i walki robotników z policją i wojskiem.

Na rozkaz carskich władz wojsko wyszło na ulice miast objętych strajkami; padają na ulicach zabici i ranni.

Coraz większe klęski wojenne na froncie japońskim wzmacniają wewnętrzny terror władz w stosunku do burzącego się ludu.

W czerwcu 1905 r. w Łodzi na powracających z zebrania strajkowego robotników napadło wojsko rosyjskie. W krwawej masakrze padło kilkunastu robotników.

Podczas pogrzebu tych ofiar rozbestwione żołdactwo znowu strzela do konduktu pogrzebowego. Napotykają jednak carscy siepacze na opór ze strony robotników. Przez parę dni trwa w Łodzi krwawa masakra. Ofiarą pada przeszło 500 osób.

OB – ludzie podziemni

Jednocześnie Organizacja Bojowa PPS złożona z najdzielniejszych i najbardziej ofiarnych towarzyszy rozpoczyna swą pełną chwały działalność. Walka obfituje w bohaterskie epizody jak napady na więzienia celem uwolnienia więźniów, napady na pociągi, konfiskaty pieniędzy w kasach rządowych, demolowanie składów wódki carskiej – monopolki, zamachy na dygnitarzy carskich, szpicli i prowokatorów. Oddziały OB PPS walczą w całym kraju, rozbijając aparat państwowy rosyjski do tego stopnia, że każdego stójkowego pilnuje po dwóch żołnierzy rosyjskich przed kulą ukrytego socjalistycznego bojowca.

Śmierć satrapie!

Zamach na Margrafskiego

Pomocnik generał gubernatora warszawskiego, szef żandarmerii, krwawy generał Margrafskij, całą swoją żołdacką duszą oddany był walce z polskim ruchem rewolucyjnym. „Był to człowiek żelaznego systemu i uważał, że z chwilą gdy raz polała się krew rosyjskiego żołnierza, Polska przy Rosji musi pozostać, choćby nawet dla utrzymania jej pod rosyjskim panowaniem ponieść wypadło największe ofiary” – tak pisze o nim jeden z historyków.

Organizacja Bojowa wystąpiła z inicjatywą zamachu na krwawego generała-gubernatora, który szafował wyrokami śmierci na młodych bohaterskich bojowców.

Zamach organizował i kierował nim Tomasz Arciszewski, komendant OB, a dziś przewodniczący Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS.

Krwawy generał mieszka w Otwocku i na urzędowanie dojeżdża do Warszawy pociągiem. Towarzysze nasi przez długi czas przeprowadzają żmudne obserwacje mające na celu dokładne ustalenie godziny wyjazdu. Sieć naszego wywiadu zaciska się. Bojowcy stają na posterunkach. Zbliża się powóz wiozący satrapę. Ręce nieustraszone podnoszą brauningi.

Ale w powozie obok siepacza siedzą jego dzieci. Mogłyby w tej walce położyć życie. Nie strzela ręka bojowca socjalistycznego do tych, którzy niewinni, i nie padnie kula w serca dziecinne [1].

Tow. Arciszewski odwołuje akcję, dzieci zostają uratowane. Tow. Arciszewski i do dziś pozostał wierny swej miłości do dzieci. Obok swych ważnych funkcji politycznych jest prezesem Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

Ale generał paść musi. Po kilkunastu dniach nowych obserwacji udaje się bojowcom znów spotkać z powozem generalskim. Zagrzmiały wystrzały i Margrafski śmiertelnie ranny kilkoma kulami wypada z powozu na ziemię. Eskorta żandarmska przerażona rozbiega się w popłochu. Bojowcy po dokonaniu zamachu rozpoczynają odwrót pod kierunkiem Arciszewskiego. W drodze jeden z towarzyszy słabnie, nie może nadążyć w odwrocie, „zabijcie mnie” woła – „uciekajcie sami”! W odpowiedzi towarzysze biorą go na ramiona i ruszają dalej. Bojowcy z PPS nie pozostawiają na drodze osłabłego brata i towarzysza. Docierają z trudem do linii kolejowej i udaje im się dostać do pociągu bez zwrócenia niczyjej uwagi.

Ale im bliżej Warszawy, tym więcej wojska i policji zaalarmowanych strzałami w Otwocku. Wysiąść przed Warszawą nie mogą, bo wpadną w ręce siepaczy. W Warszawie razem z innymi pasażerami zostaną poddani rewizji, cela więzienna, a później szubienica byłaby kresem ich życia. Pociąg staje na dworcu w Warszawie. Arciszewski decyduje się w jednej chwili. Na jego rozkaz bojowcy biorą brauningi do ręki i wszyscy śmiało z bronią w rękach przechodzą przez tłum na oczach policji i wojska.
Odwaga i zimna krew Arciszewskiego ocala wszystkich uczestników zamachu. Przed dworcem każdy udaje się w innym kierunku i znikają w tłumie wielkiego miasta spokojni, opanowani, zwycięscy.

Pociąg w płomieniach

Było to pod Rogowem

Rok 1906 w Łodzi. W małym pokoiku odbywa się zbiórka instruktorów bojówki PPS. Przemawia Montwiłł-Mirecki:

„Czynem rewolucyjnym musimy dowieść, że nie pozwolimy, ażeby tu w naszym kraju ojczystym biurokracja cara Mikołaja sprawowała swoje rządy, dopomagając burżuazji polskiej i rosyjskiej do wyzysku klasy pracującej. Należy przygotować masy robotnicze do ostatecznej walki o Niepodległość i Socjalizm”.

Pochylają się głowy bojowców nad mapą. Czarną grubą kreską rysuje się na niej linia kolejowa od granicy do Warszawy. Tędy chodzą codziennie pocztowe pociągi z pieniędzmi, które carat zrabował w Polsce. Kółeczkiem niewielkim oznaczona jest na mapie mała stacyjka Rogów. To tu dokonany ma być przez Organizację Bojową PPS zamach na pociąg pocztowy.

„Za pieniądze ludu polskiego odebrane zaborcy – tłumaczy zebranym Montwiłł – my rewolucjoniści, członkowie PPS, będziemy otwierać nielegalne szkoły, by tam uczyć klasę pracującą nienawiści do wroga, który depcze codziennie naszą godność i niezależność. Za pieniądze te wydawać będziemy miliony odezw i broszur, nawołujących do walki z najeźdźcą. Za pieniądze odebrane rządowi zakupimy broń, by uczyć klasę pracującą walki aż do zwycięstwa”.

Akcja zostaje zadecydowana. Montwiłł omawia szczegóły i plan wyprawy z zastępcą swoim, młodym chłopcem, pełnym zapału i wiary w zwycięstwo socjalizmu. Jemu powierza skompletowanie oddziału i najbardziej odpowiedzialną część pracy – opanowanie parowozu. Młodziutki ten zastępca to tow. Jan Kwapiński, obecnie przewodniczący Centralnej Komisji Związków Zawodowych.

8 listopada 1906 r. rozdano broń. Radość wśród bojowców nie ma granic. Rozsypani po wagonach, zachowując czujność i ostrożność, wyruszają pociągiem do Rogowa. Korzystając z ciemności, wysiadają nie na peronie, ale w tyle stacyjki w okolicy rampy i ukrywają się między pokładami do szyn. Czołową grupę prowadzi tow. Kwapiński. W jego też grupie znajduje się sztandar zatknięty na kiju – sztandar czerwony z literami PPS. Zgodnie z planem wszystkie oddziały zajmują swe posterunki. Otoczono pierścieniem dziedziniec stacyjny, zajęto salę stacyjną, opanowano urząd telegraficzny, nie wypuszczono ze stacji żywej duszy. Żandarm został oddany pod czułą opiekę trzech towarzyszów.

W dali ukazuje się pędzący pociąg. Latarnie parowozu rzucają światło na tor, rozlega się przeraźliwy gwizdek. Oddziały stoją w pogotowiu, serca biją mocno. Z trzaskiem i hukiem wpada pociąg na stację. Z rewolwerem w ręku z błyskawiczną szybkością wskakuje tow. Kwapiński na parowóz. Atak zostaje rozpoczęty. Rozlegają się strzały brauningów, a potem ogłuszający huk bomby rzuconej ręką bojowca w stronę szwadronu żołnierzy ochraniających pociąg pocztowy.

Wagon staje w płomieniach, żołnierze rzucają się do panicznej ucieczki. Aby zwiększyć popłoch, bojowcy potęgują ogień mauzerów.

Do zakratowanego wagonu pocztowego wpadają petardy. Po ogłuszającym wybuchu urzędnicy otwierają drzwi wagonu. Do środka wpada ze swym oddziałem Montwiłł-Mirecki. Rzuca rozkaz oszczędzania rannych. Pieniądze i papiery wartościowe konfiskuje na cele rewolucji.

Bohaterska akcja trwająca 18 minut jest skończona. Trzeba jak najprędzej opuścić Rogów. Łuna pożaru może ściągnąć carską odsiecz. Nad odwrotem obejmuje komendę tow. Kwapiński. Śpiewem „Warszawianki” żegnają bojowcy palący się wagon. Pełni radości i dumy pod osłoną nocy udają się towarzysze w kierunku Łodzi. O świcie dochodzą do miasta. Rano każdy z tych żołnierzy rewolucji stoi już przy warsztacie w fabryce.

Nie wyczyta nikt z twarzy pracującego robotnika chwały jego nocnej wyprawy. Poszukiwania policji nie dały rezultatu.

Żadnemu z uczestników akcji rogowskiej sprawy o udział w niej nie wytoczono, bowiem nikogo nie ujęto.

Dziesięciu z Pawiaka

Ta pełna romantyczności, polotu i odwagi akcja uwolnienia dziesięciu na śmierć skazanych towarzyszy szeroko rozniosła sławę Polskiej Partii Socjalistycznej. Drobiazgowe przygotowania poprzedziły ten wielki wysiłek. Dobrano sześciu dzielnych, nieustraszonych, pewnych członków PPS. Wystarano się dla nich o płaszcze i mundury carskich policjantów, dostarczono szabel i broni, ćwiczono i zapoznawano z rolą policjantów, jaką mieli odegrać. W dniu akcji z miejsca zbiórki partyjnej wyszła gromadka „policjantów” pod dowództwem eleganckiego, przystojnego rotmistrza żandarmerii (tow. Jur-Gorzechowski). Dwiema dorożkami zajechali pod więzienie na Pawiak. W kancelarii więzienia zadźwięczał dzwonek telefonu.

Na dyżurnego urzędnika spada polecenie przygotowania karetki więziennej i wydania konwojowi żandarmów dziesięciu więźniów osadzonych na Pawiaku.

To towarzysz partyjny wydaje zlecenia, naśladując do złudzenia głos i akcent oberpolicmajstra Mejera. Dwiema dorożkami zajeżdżają pod więzienie „żandarmi”.

Nie wzbudzając żadnych podejrzeń, żądają oni wydania im więźniów. Ostro wyraża „rotmistrz” niezadowolenie z powodu zbyt długiego przeciągania sprawy, wreszcie podpisuje kwit „dziesięć czełowiek priniat. Rotmistrz baron von Budberg”.

Więźniów przeprowadzono do karetki, drzwiczki jej zatrzaśnięto, policjanci siadają na swoich miejscach, karetka wyjeżdża wolno na ulicę. Związanie i usunięcie do wnętrza karetki prawdziwego więziennego woźnicy trwało zaledwie kilka minut.

Tymczasem na Pawiaku administracja więzienna zaniepokojona, dlaczego karetka nie wraca tak długo, po bezskutecznych telefonach do Cytadeli i cyrkułów policyjnych zrozumiała, że więźniów wykradziono.

Zawiadomiono oberpolicmajstra Mejera, zaalarmowano wojsko, postawiono na nogi całą policję.

Nie znaleziono nikogo z uwolnionych, nie natrafiono na nikogo z uwalniających „żandarmów”. Aresztowano sześciu fałszywych baronów „Budbergów”, prawdziwy przepadł jednak jak kamień w wodzie.

Ulotki Centralnego Komitetu Robotniczego PPS ogłosiły nazajutrz szczegóły wykradzenia dziesięciu więźniów z Pawiaka.

 

Krwawa środa

Poszczególne zamachy, napady i akcje OB PPS podtrzymują atmosferę rewolucyjną i stan ciągłego wrzenia w kraju. Wydział bojowy postanawia spotęgować uderzenie w potęgę caratu.

Na dzień 15 sierpnia 1906 r. zostają wyznaczone masowe napady na przedstawicieli władzy rosyjskiej, rzucanie bomb na cyrkuły policyjne i atakowanie posterunków na terenie całego kraju. W miastach i miasteczkach, po wsiach i osadach elektryzuje bojowców rozkaz partyjny, stają karni, wyćwiczeni, gotowi do walki z bombą lub brauningiem w ręce, pełni pogardy śmierci i miłości do Czerwonego Sztandaru. Nie zawiodły kurki rewolwerów i nie zawiodły dłonie, oczy i serca bojowców. Huk strzałów i bomb wstrząsa krajem.

„Krwawa środa” pozostawiła głębokie ślady. 35 zabitych i 52 rannych funkcjonariuszy rządu carskiego – oto plon tego dnia grozy dla zaborcy.

Aparatowi państwowemu rosyjskiemu wsączono jad rozkładu. Dezercja przeżera szeregi policyjne, brak już chętnych do służby narażającej na takie niebezpieczeństwo. „Krwawa środa” wzmaga zemstę wroga, potęguje prześladowania ze strony wojska, ale podnosi godność społeczeństwa polskiego, prostuje zgięte niewolą karki, potęguje wolę walki o Niepodległość.

Podziw dla PPS i strach przed PPS – oto posiew „Krwawej środy” 1906 r.

W roku 1936 w wolnej już Polsce w szeregu miejscowości, gdzie w „Krwawą środę” padały trupy ciemiężców, lud wolnej Polski, a przede wszystkim młodzież wolnej Polski składały w olbrzymich manifestacjach hołd bohaterom dawnych lat, przysięgały wierność PPS i dalszej walce wyzwoleńczej.

Skrzypią szubienice…

Rząd carski odpowiada represjami. Skrzypią szubienice. Murawa stoków Cytadeli pokrywa coraz więcej szczątków bohaterskich żołnierzy rewolucji. Zapełniają się cele więzienne. Etapem idą ludzie podziemni gnani na Sybir.

Stefan Okrzeja

Przed sądem wojennym caratu stanął 18-letni robotnik warszawski Stefan Okrzeja, oskarżony o rzucenie bomby do cyrkułu policyjnego. Bez lęku i trwogi, tak przemawiał Okrzeja do sądzących go katów: Wszystkie okrucieństwa wojny stosowano do bezbronnych robotników, walczących w imię społecznych, ekonomicznych i politycznych ideałów ludzkości. Byłem na ulicy, kiedy tłum podstępnie wciągano w zasadzki, kiedy bez sygnałów i uprzedzeń żołdactwo strzelało do pochodu, kiedy żołdactwo tratowało kopytami końskimi trupy, a oficerowie gwardii, pędząc konno po trotuarach, dla popisu krzyżową sztuką płatali głowy kobiet, które nie zdołały się ukryć przed ich dzikością wskutek pozamykania bram z rozporządzenia policji. Widziałem, jak w mieszkaniach wyciągano strwożone dzieci spod łóżek i kłuto bagnetami, jak pastwiono się nad skrępowanymi ludźmi w cyrkułach, jak ich trupy wystawiano następnie w szpitalach na widok publiczny, jako poległych w buntowniczej walce, pomimo to, że rany mieli tylko w plecy pozadawane.

…Słyszałem, że wśród tępych uderzeń siepaczów, wśród okrzyków zgrozy, wśród nawoływań pomocy, wzywano także mścicieli!

Wstąpiłem do organizacji bojowej PPS, aby być tym mścicielem.

Rzuciłem bombę do cyrkułu!

W walce tej wiele ofiar zginie, ale ludzkość wyjdzie z niej zwycięsko, a ludziom słońce zaświeci. Wierzę, że socjalizm da ludziom szczęście. Ostatnim moim pragnieniem jest, ażeby ludzie byli dobrzy i szczęśliwi.

Okrzeja został skazany na śmierć przez powieszenie za rzucenie bomby do cyrkułu policyjnego.

Śmiercią swoją, która niewątpliwie poruszy umysły, zrobię więcej dla sprawy niż życiem.

Gdy zaś z rozmowy z obrońcą dowiedział się, że w dniu sądu nad nim zastrajkowała cała Warszawa, zerwał się z miejsca i chodził długo wzburzony.

Więc dzień wyroku śmierci był jednocześnie najpiękniejszym dniem w moim życiu. Mogę umrzeć – niech pan zechce asystować przy egzekucji i zaświadczyć towarzyszom, żem mężnie umierał.

Obrońca nie mógł być przy egzekucji, bo wyrok wykonano potajemnie. Ale Okrzeja swoją obietnicę spełnił. Gdy wyprowadzono go na plac stracenia (21 lipca 1905 r.), gdzie zgromadziły się władze forteczne, administracyjne i kat w masce, nie pozwolił sobie zawiązać oczu, odsunął kata i własnoręcznie zadzierzgnął stryczek na szyi z okrzykiem: „Precz z caratem!”, „Niech żyje socjalizm!”.

Źle umocowany stryczek ześlizgnął się. Okrzeja się oberwał. Egzekucja rozpoczęła się na nowo, powtórne przeżywanie grozy męczeńskiej śmierci z takim majestatem i męstwem, iż zdumieni oprawcy mówili: „To nie człowiek – to żelazo”.

Tak umierał Stefan Okrzeja.

Bez lęku przed obliczem śmierci…
Henryk Baron przed sądem

Wchodzimy z obrońcą na salę sądu wojennego.

Przed obliczem carskich sędziów i w obliczu widma szubienicy padają słowa członka bojowej organizacji PPS Henryka Barona.

Przyznałem się otwarcie do wszystkich czynów, które mi akt oskarżenia zarzuca, aby złożyć wam sędziowie dowód, że polski rewolucjonista bez lęku stanie przed obliczem śmierci i wzgardę swą w oczy Wam rzuci…

Zrobiło się poruszenie na sali, ale potężniejący głos Barona uśmierzył momentalnie wszystko.

Jestem członkiem Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej co z dumą stwierdzam.

Dzieckiem byłem, znienawidziłem was, boście ojczyznę moją najechali i splugawili.

A kiedym do rzemiosła wstąpił, poznałem ucisk pracującego ludu, widziałem jego krwawy pot, spływający po obliczu jego w ciężkiej pracy i znoju.

I ku wam najemne carskie sługi nienawiść mą i gniew zwróciłem.

A kiedy po całej Rosji i Polsce rozgorzał strajk powszechny, kiedy wstrzymało się całe pracowite życie na olbrzymich przestrzeniach państwa, przekonałem się, że mocen jest lud zwalić podwójne jarzma kapitału i najazdu, mocen jest nowy stworzyć ład i życie.

Wiem, że z wyroku waszego na szubienicy zawisnę. Ale idei nie powiesicie. Nie w waszej jest to mocy.

I zwycięży wielka idea wyzwolenia proletariatu.

W obliczu śmierci powiadam wam, nie upłynie wiele lat, jak na tej ławie zasiądziecie wy! Zasiądziecie jako podsądni; a sądzić was będzie zwycięski lud. I nic was przed jego gniewem nie obroni. I porazi was jego wyrok; was i waszego cara.

Sędziowie siedzieli jak przykuci do miejsca skazańcy, przygarbieni, bladzi, ze spuszczonymi oczyma.

Wyrok głosił, że jest skazany na śmierć przez powieszenie.

Baron pozostał nieugięty, o czym wyraźnie świadczy jego pożegnalny list, wyniesiony za mury przez jednego z więźniów.

Ginę pewny, że to, o co tak usilnie walczyliśmy i o co wy nadal walczyć będziecie, niedługo już się urzeczywistni.

Gdybym żył po raz wtóry, postępowałbym tak samo…
Montwiłł-Mirecki

Ze ściśniętym gardłem przerzucamy listy więzienne komendanta OB Montwiłła-Mireckiego. Był dumą Organizacji Bojowej, przewidującym wodzem i najofiarniejszym wykonawcą akcji bojowych. Listy te pisał Mirecki z celi 10 pawilonu do tow. Józefa Grzecznarowskiego, wtedy okręgowca OB, dziś wiceprezesa rady Naczelnej PPS i prezydenta czerwonego Radomia. Pisał 4 października 1908 roku:

Z moją sprawą bynajmniej źle nie jest. Wam się to dziwnym wyda, ale ja twierdzę, że jeżeliby mnie nawet powiesili, to chociaż w tych czasach każda egzekucja budzi niesmak i zniechęcenie, jednak stryk zarzucony na mą szyję miałby swoje bardzo dodatnie wrażenie. W tym, co piszę, nie ma ani krzty zarozumiałości. Patrzę na to tak obiektywnie, jakby tu mowa była nie o mojej, lecz o jakiejś trzeciej osobie. W społeczeństwie jest sporo ludzi, którzy gadają, że działacze pchają innych pod kule i na szubienicę, a sami chowają się za cudze plecy, żyją jak magnaci rozrzutnicy.

Zaś 6 października 1908 roku pisał:

…Mnie dziś dali stryk i to chyba tylko na podstawie mowy prokuratora. Jutro wieczorem wyrok się uprawomocni, a za dwa-trzy dni będę już tam, dokąd odeszło tylu naszych…

W ostatniej chwili nie będą wznosił żadnego okrzyku, gdyż i wrzasków nie lubię, gdybym jednak wzniósł jakikolwiek okrzyk, to żaden inny jak tylko: Niech żyje Niepodległa Polska. Idea Niepodległości zawsze była przewodnią myślą mojego życia i myśli tej nie zatraciłem nigdy… No, bywajcie, towarzyszu zdrowy.

Został skazany na śmierć za udział w zamachu na pułk wołyńców, znany ze swego okrucieństwa wobec bezbronnej ludności.

W rozmowie ze swym obrońcą Stanisławem Patkiem powiedział: Niech pan powie moim współtowarzyszom, że gdybym żył po raz wtóry, to postępowałbym tak samo, jak postępowałem, niezależnie od grożącej za to kary śmierci.

Wyrok został wykonany w nocy z 8 na 9 października 1906 r. O pierwszej w nocy zawieziono go na miejsce stracenia. Wśród dwóch szeregów wojska posuwał się śmiertelny wóz. Pod szubienicą zachował spokój. Ale gdy mu zarzucono sznur na głowę, zawołał donośnie:

– NIECH ŻYJE NIEPODLEGŁA POLSKA!

Wśród ciemnej nocy jesiennej rozlegał się ponury werbel.

„Ich walka jest naszą walką”!

Rewolucja w Królestwie oddziałała potężnie na robotników zaboru austriackiego. Tu chronią się towarzysze, którym grozi turma lub szubienica. Tu opracowuje się wszelkie plany rewolucyjne. Tu zbiera się składki pieniężne na czynną pomoc rewolucji. Tu otacza się najczulszą opieką sieroty i wdowy po żołnierzach polskiej rewolucji. Na huk bomb w Królestwie odpowiadają masowe demonstracje przeciw caratowi na rynku w Krakowie. 2 lutego 1905 r. pali się jasnym płomieniem portret cara na krakowskim rynku, a Ignacy Daszyński u stóp pomnika Mickiewicza w blasku tego płomienia głosi solidarność walki z PPS zaboru rosyjskiego o niepodległość i socjalizm. „Ich walka jest naszą walką”! – mówił tow. Daszyński. Policja rzuca się jak oszalała na tłum demonstrujących. Daszyńskiego ściągają policjanci za nogi ze stopni pomnika. W szarży policyjnej raniono kilkadziesiąt osób.

 

„Dziś albo nigdy możemy wywalczyć nasze prawo i wywalczymy je”

Ale PPSD musi też własną walkę w zaborze austriackim przeprowadzić. Żądanie powszechnego, równego, tajnego i bezpośredniego głosowania staje się celem tej walki. Rewolucyjny ruch w Królestwie ożywia życie klasy robotniczej w Austrii, wiadomości z placu boju z caratem potęgują podniecenie w b. Galicji. W parlamencie pojawiają się liczne wnioski o powszechne głosowanie, z trybuny parlamentarnej przenosi się to żądanie na ulicę. Ulica staje się odtąd widownią masowej walki robotników z rządem o wpływ na państwo. Gorące tchnienie walki przejawia się w olbrzymich demonstracjach robotniczych na ulicy. W październiku rozgrywają się orgie policyjne na ulicach Krakowa. W walce z robotnikami policjanci rąbią bezbronnych demonstrantów. Odpowiedź robotników brzmi: „Na następną demonstrację przyjdziemy z bronią w ręku!”.

Na demonstracji w Wiedniu, 2 listopada, obok idącego na czele pochodu Daszyńskiego pada 41 rannych.

5 listopada 1905 r. tłumne zgromadzenie w Krakowie wśród niebywałego entuzjazmu i wzburzenia uchwala rezolucję:

Zgromadzony lud krakowski przesyła towarzyszom i wszystkim bojownikom za wolność Polski i Rosji pozdrowienie. Padają w oczach naszych kordony, co dzieliły dotąd serca nasze, padną i te, które podła przemoc nakreśliła.

Zgromadzeni uznają, że w granicach Austrii czeka polski lud zadanie rewolucyjne: Walka o równe prawo wyborcze do parlamentu i sejmu.

Zgromadzeni ślubują w walce tej nie cofnąć się przed żadnymi ofiarami i gotować się do strajku masowego, dopóki walka nie skończy się zwycięsko dla ludu.

Akcja o powszechne prawo wyborcze ogarnia cały kraj; wszystkich robotników i chłopów. Zwołany na dzień 28 listopada parlament miał usłyszeć urzędowe stanowisko rządu w sprawie reformy wyborczej. Na dzień ten wyznaczono jednodniowy strajk demonstracyjny. Socjaliści poruszają wszystkie sprężyny, aby strajk był powszechny.

Zamarł ruch i życie w fabrykach i warsztatach w dniu 28 listopada. Kipiało za to na olbrzymich demonstracjach organizowanych przez PPS w Galicji. W Krakowie demonstruje na rynku 80 tysięcy ludzi. Przed pomnikiem Mickiewicza odbywa się olbrzymie zgromadzenie. Nie jedno właściwie. Z czterech trybun przemawiają mówcy do zgromadzonych.

Sprawozdania z miast prowincjonalnych brzmią tryumfalnie.

Uląkł się cesarz austriacki odgłosów burzy rewolucyjnej z Królestwa i zamarłych fabryk, mobilizacji mas robotniczych byłej Galicji.

Rząd zapowiada projekt ustawy o powszechnym, równym, tajnym i bezpośrednim głosowaniu. Przez cały rok 1906 nacisk partii nie ustaje. We wspaniałych swych mowach zwalcza w parlamencie Ignacy Daszyński przeciwników reformy.

W styczniu 1907 r. ustawa o reformie wyborczej zostaje ogłoszona.

Robotnicy i chłopi są znów dziś w ogniu walki o prawa obywatelskie, o powszechne prawo wyborcze.

Za Daszyńskim powtarzamy dziś słowa jego mowy parlamentarnej z r. 1905:

„Dziś albo nigdy musimy wywalczyć nasze prawo, i wywalczymy je!”.

Nic o nas bez nas!

Na całym obszarze państwa rosyjskiego ruch rewolucyjny wygasa pod obuchem prześladowań. Rząd carski likwiduje jedną zdobycz rewolucji po drugiej, zamach po zamachu spada na społeczeństwo polskie. Rewolucjoniści poszli na szubienicę, do więzień, na wygnanie lub tułaczkę. W Krakowie tworzy się sztab partii opracowujący plany dalszych jej walk.

Tymczasem sytuacja polityczna na południowym wschodzie Europy chmurzy się coraz bardziej. W obliczu tych chmur PPS dochodzi do wniosku, że po doświadczeniach rewolucji 1905 i 1906 roku trzeba zawczasu przygotować jeżeli nie armię rewolucyjną, to przynajmniej jej kadry. PPS wchodzi na tory mobilizacji sił do przyszłej walki z najazdem. Od roku 1912 każdy działacz robotniczy zdaje sobie sprawę z tego, że wojna Rosji z Austrią jest nieuchronna. Przeświadczenie to znajduje między innymi swój wyraz w wielkim zgromadzeniu ludowym w Krakowie, w ogromnym budynku pocyrkowym; sześć tysięcy ludzi zasiadło gęsto w ławy wzniesione aż po wysoki sufit.

W świetle potężnej pochodni naftowej staje na trybunie Ignacy Daszyński.

„W czasie wojny fabryki staną, setki tysięcy robotników z rodzinami pozostaną bez utrzymania i będą miały do wyboru: albo pod płotem konać z głodu, albo dostać broń i walczyć o wolność!

To musimy sobie już uświadomić, aby, gdy przyjdzie czas, spełnić swoje zadanie. Już dziś oświadczamy, że nie pozwolimy nikomu decydować o nas bez nas, że decyzja o naszym losie do nas należeć będzie”.

Kilka miesięcy potem rozlega się z trybuny parlamentu wiedeńskiego głos Ignacego Daszyńskiego:

„Nie prowokujemy wojny, z pewnością nie chcemy się stać podpalaczami Europy w tej ciężkiej chwili. Ale jeśli furia wojenna pustoszyć będzie naszą Ojczyznę, jeżeli się stanie ta rzecz najstraszniejsza, że się każe strzelać Polakom do Polaków, wtenczas panowie nie możecie się spodziewać, żeby Naród Polski pozostał obojętnym widzem zawieruchy wojennej na polskiej ziemi. Nie chcemy być bezwładnym łupem któregokolwiek mocarstwa wojującego ani też bezwładnym narzędziem jakiejkolwiek dyplomacji! Jeżeli ważyć się będą na polskiej ziemi losy Polski, to my wpłyniemy na rozstrzygnięcie wojny świadomie i z całą siłą… A jeżeli górne warstwy narodu polskiego przeżarte niewiarą i dziejowo rozbrojone miałyby tamować ten ruch, goniąc za bladym promykiem łaski cesarskiej, to polski lud pracujący sam stoczy tę walkę potężną, aż zmartwychwstanie zjednoczony i niepodległy, pośród drużyny narodów”.

Zgodnie z tym PPS organizuje Polski Skarb Wojskowy, Odezwa Wydziału Zagranicznego PPS z r. 1913 głosi:

„Dla nas klęska caratu jest wybawieniem Polski pod zaborem rosyjskim. Chcemy się do tej klęski przyczynić, wzywając polskich robotników i cały naród Polski do zbrojnego powstania w razie wojny. Oto dlaczego my – zasadniczy wrogowie militaryzmu – tworzymy wojskową organizację i ćwiczymy ją w używaniu broni”.

Wyrosły ze Związku Walki Czynnej ruch strzelecki opiera się o PPS. Zorganizowani robotnicy wstępują masowo do Związku Strzeleckiego, tworzą się odrębne koła robotnicze Strzelca. Posłowie socjalistyczni w parlamencie roztaczają opiekę nad ruchem strzeleckim, broniąc go przed szykanami i prześladowaniami władz.

Z inicjatywy PPS 10 listopada 1912 roku na konspiracyjnym zjeździe w Wiedniu powstaje „Komisja Tymczasowa Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych”. PPS staje się jej filarem, obejmuje w niej rolę przewodnią. Komisja stać się ma surogatem rządu powstańczego, przygotowującego środki na utworzenie siły zbrojnej i do walki z Rosją w razie wojny z nią innych mocarstw.

Wojna światowa
1914-1918

Z chmur, gromadzących się nad Europą, pada piorun. Zrywa się straszliwa burza wojny światowej. Z końcem lipca 1914 r. ziemie polskie stają się terenem krwawych zmagań wojennych.

PPS i PPSD ruszają do walki zbrojnej o realizację swego programu – o niepodległą Polską Republikę Ludową. Socjaliści polscy stanęli w pierwszym szeregu walczących i wytrwali tam aż do końca; najczynniejsi działacze partyjni zgłaszają się do służby bądź wojskowej, bądź cywilnej, w szeregach Legionów. Przywódcy partii biorą czynny udział w pracach Naczelnego Komitetu Narodowego (NKN), stając zawsze w obronie samodzielności i polskiego charakteru Legionów.

Robotnik-pepesowiec zamienia bluzę roboczą na szary mundur legionowy. W ręce nawykłe do młota chwyta karabin. W roku 1914 PPS i Legiony pulsują jedną krwią, maszerują w rytm serc polskiego ludu do wymarzonej Polski ludowej.

I znowu trzeszczą szubienice. Na rynku w Pilznie wojska rosyjskie prowadzą na szubienicę ujętego oficera Legionów, tow. Króla-Kaszubskiego. Proponują mu ocalenie, darowanie życia, pod warunkiem, że zwróci się do cara z prośbą o łaskę! Król-Kaszubski odmawia. Gdy na jego szyi zaciska się pętla, Król-Kaszubski wznosi okrzyk – taki sam okrzyk, z jakim ginęli Okrzeja, Montwiłł-Mirecki i tylu, tylu innych.

Długi, ciężki, krwawy szlak legionowych bojów znaczy się tysiącem mogił poległych. Niepodległa Polska jest coraz bliżej.

W wojennych warunkach trudno było myśleć o normalnej pracy partyjnej. Jednak w zaborze rosyjskim praca partii, sparaliżowana wybuchem wojny, już po kilku miesiącach na terenach zajmowanych przez wojska okupacyjne austriackie i niemieckie odradza się. PPS rozwija głównie agitację polityczną, gdyż w okresie wojny niemożliwym jest prowadzić robotników do walk ekonomicznych. PPS współdziała z innymi organizacjami niepodległościowymi, bierze czynny udział w tajnej organizacji POW (Polskiej Organizacji Wojskowej), działającej na tyłach armii carskiej.

I znów w podziemiach
PPS w walce z okupantami

Ale powoli PPS obraca ostrze swej walki i kieruje je przeciw okupantom. Po zajęciu Warszawy przez Niemców, PPS nie dowierzając nowym władcom kraju, prowadzi w dalszym ciągu pracę konspiracyjną w podziemiach. Represje ze strony władz okupacyjnych, aresztowania i wywożenia towarzyszów do obozów jeńców nie mogą złamać PPS. I gdy carat rosyjski zginął z powierzchni ziemi, zmieciony przez rewolucję rosyjską, gdy zginął ten największy wróg polskiej klasy robotniczej, PPS rozpętuje walkę z okupantami pod hasłem zjednoczenia trzech zaborów w jedną niepodległą republikę demokratyczną. Wszystkie wysiłki Partii idą w kierunku wywołania, powstania przeciwko Austrii i Niemcom, które niszczą i rabują ziemie Polski. W październiku 1918 roku oskarża Ignacy Daszyński władze niemieckie:

„Zrabowano wszystko: nasze lasy, nasze konie i krowy, nasze drzewo i żelazo, nasze maszyny, przemysł i handel, wszystko to zawleczono do Niemiec.

Ale to jeszcze nie wszystko. Ponieważ nie mogli zrabować ziemi, więc postanowili uczynić ją bezwartościową i wywieźli z kraju do Niemiec 700 000 robotników, jak murzynów, jak niewolników. W najbardziej łotrowski sposób urządzano polowania na ludzi, dawano przedstawienia kinoteatru na wsi, aby ciekawą ludność napaść i wywieźć do Niemiec, aby te biedne polskie dusze, tych niewolników, odstępować temu, kto więcej zapłaci”.

Jak przedtem przeciwko carowi Organizacja Bojowa PPS, tak teraz przeciwko Austrii i Niemcom stoi w walce

POGOTOWIE BOJOWE PPS

I znów młodzi ofiarni towarzysze biorą do ręki bombę i brauning. Tylko ci, do których strzelają, noszą teraz inne mundury, reprezentują inną, obcą, ale tak samo znienawidzoną władzę.

Za prześladowania… kula!
Zamach na Schultzego

Październik 1918 r. Naczelnikiem policji politycznej w Warszawie jest dr Erich Schultze. Sypią się z ręki naczelnika Schultzego represje na Polską Partię Socjalistyczną. Wyrywa p. naczelnik z ruchu robotniczego najlepszych działaczy, osadza ich za kratą więzienia i za zasiekami drutów kolczastych obozów jeńców wojennych. W obozie koncentracyjnym w Modlinie w straszliwych warunkach gniją działacze PPS, między nimi tow. Norbert Barlicki, późniejszy minister. Pod eskortą policji wędrują najczynniejsi towarzysze w głąb Niemiec, jak dawniej w głąb Rosji. Ale już śladem kroków naczelnika idzie wierny cień. Partia wydała wyrok śmierci. Bystro zza gazety obserwują go oczy członków Pogotowia Bojowego PPS. Zapatrzonym w cienie Okrzei i Mireckiego bojowcom z r. 1918 nie zabraknie odwagi i hartu. Pierwszego października 1918 roku tow. Antoni Purtal z rewolwerem w ręce przecina drogę panu naczelnikowi. Pada strzał celną ręką oddany. Wali się na ziemię w kałuży krwi dr Erich Schultze.

 

„Robotnicy, chłopi i żołnierze polscy”

Wrzenie ogarnia cały kraj. Każdy odczuwa, że państwa centralne zbliżają się do katastrofy militarnej. PPS i PPSD idą na czele całego ruchu niepodległościowego. Trzeba masom ukazać cel i sztandar walki. W drodze spisku rewolucyjnego powstaje 7 listopada 1918 r. w Lublinie Rząd Ludowy, pod przewodnictwem Ignacego Daszyńskiego.

Rząd ten nie miał dygnitarzy i aut, orderów i szarf, ale to był pierwszy w Polsce rząd, który brał władzę nie z łaski takiego czy innego cesarza, ale z własnej woli chłopów, robotników i żołnierzy polskich.

Do nich też zwracał się

MANIFEST RZĄDU LUDOWEGO:

„Ludu Polski! Wybiła godzina Twego czynu! Weź wielkie dzieło wyzwolenia Twej ziemi, przesiąkniętej potem i krwią twych ojców, praojców, w swe spracowane, mocne dłonie i przekaż następnym pokoleniom wielką i wolną zjednoczoną Ojczyznę!

Wstań jak jeden mąż do czynu, nie poskąp wielkiemu dziełu Wyzwolenia Polski i pracującego w niej człowieka ani mienia, ani ofiar, ani życia”.

Robotników, chłopów i żołnierzy nawoływał rząd tymczasowy do budowania niepodległej Ojczyzny na fundamencie wolności obywatelskiej, sprawiedliwości społecznej i braterstwa ludów.

Im zapowiadał urzeczywistnienie marzeń tych, co ginęli na szubienicach i katorgach, tych, co walczyli pod sztandarem PPS o

 POLSKĄ REPUBLIKĘ LUDOWĄ

opartą o Sejm ustawodawczy, wybrany w powszechnym głosowaniu.

Im dawał ośmiogodzinny dzień roboczy, wolność sumienia, druku, słowa, zgromadzeń, związku i strajku.

Dla nich jako program na najbliższe dni wysuwał reformę rolną i upaństwowienie kopalń, salin, ochronę pracy i obowiązkowe bezpłatne nauczanie.

Rząd ten trwał kilka dni, ale rzucił mocne fundamenty pod Niepodległe Państwo Polskie. Ustrój republikański państwa polskiego i rozbrojenie okupantów to dwie wielkie zdobycze Rządu Ludowego, przez które wchodzi on na zawsze do historii, skąd wykreślić nie potrafi go nikt.

Manifest Rządu Ludowego do dziś żyje w sercach robotników i chłopów Polski. Nie zmieniła się w masach pracujących wola realizacji jego haseł. Wytrwałą, nieubłaganą walkę o urzeczywistnienie Rządu Ludowego prowadzi PPS dziś, jak i dawniej.

Natychmiast po wypędzeniu zaborców PPS zaboru rosyjskiego, PPS zaboru pruskiego i PPSD zaboru austriackiego łączą się na kongresie w Krakowie 26-27 kwietnia 1919 roku w jednolitą partię pod wspólną nazwą Polskiej Partii Socjalistycznej. W niepodległej Polsce zmieniają się metody naszej walki. Brauning i bombę zastępują kartki wyborcze, PPS stawia sobie za zadanie wprowadzić Polskę na tory rozwoju nowoczesnego państwa demokratycznego. W tym celu rozwija szeroki ruch masowy, organizuje i uświadamia. Brauningi i bomby stają się natomiast narzędziem walki zamachowców endeckich, którym brakło odwagi i woli walki przeciw caratowi.

Klasa robotnicza Niepodległości nie da sobie wydrzeć!
Rok 1920

Pożoga wojny Rosji sowieckiej z Polską ogarnia kraj. Szczęście wojenne sprzyja, armia polska maszeruje na Kijów. PPS domaga się jak najszybciej rokowań pokojowych i zaprzestania akcji wojennych. Ale zmienia się tymczasem sytuacja na froncie. Wojska bolszewickie wkraczają na ziemie polskie i stają pod Warszawą. Zbyt wiele ofiar krwi i życia położyła PPS w walce o Niepodległość, by mogła pozwolić komukolwiek tej Niepodległości zagrozić.

Odezwa partyjna wydana w tym czasie głosi:

„Polska musi się bronić, klasa robotnicza Niepodległości nie da sobie wydrzeć”.

Uważała PPS wtedy i uważa dzisiaj, że socjalizm może być wywalczony i budowany tylko we własnym niepodległym państwie, rękami polskich robotników i chłopów, a nie może być przyniesiony na bagnetach obcej armii, chociażby nawet nazywała się ona armią czerwoną.

I dlatego PPS organizuje opór przeciw najazdowi bolszewickiemu. Z jej inicjatywy i pod jej kierownictwem powstają wszędzie Komitety Robotnicze Obrony Niepodległości, tysiące robotników wstępują dobrowolnie do szeregów wojskowych. Stają pod broń Robotnicze Bataliony Obrony Warszawy. Robotnicy biorą na swoje barki trud obrony wolności; Ignacy Daszyński wstępuje jako wicepremier do Rządu Obrony Narodowej, aby wolność i pokój uzyskać.

Znów PPS kładzie życie najlepszych swych ludzi w walce o wolną Polskę ludową. Tow. Aleksander Napiórkowski, przywódca robotników Łodzi, jedyny poseł sejmowy, który padł na polu bitwy z bolszewikami, to symbol stanowiska PPS, zawsze gotowej do ofiar w obronie państwa przez siebie wywalczonego. Po odparciu najazdu, gdy wojska bolszewickie w popłochu opuszczają ziemie polskie, PPS czyni wszystkie wysiłki, aby jak najrychlej doprowadzić do zawarcia godziwego traktatu pokojowego. Wolność i pokój zostają zdobyte, cel osiągnięty. Daszyński, spełniwszy swe zadanie, podaje się do dymisji. PPS obroniwszy Polskę, przechodzi znów na pozycje walki o wyzwolenie społeczne klasy robotniczej.

Zniewolony majestat Rzeczypospolitej
(Gabriel Narutowicz)

Dzień 11 grudnia 1922 r.

Uroczysty dzień w dziejach Polski Niepodległej. Pierwszy raz Polski Sejm wybiera polskiego prezydenta. Głosami większości posłów zostaje wybrany prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Gabriel Narutowicz.

Reakcja społeczna, endecja, ta, która nisko kłaniała się carowi, ta, która rzucała kwiaty pod kopyta generalskich carskich koni, przeciw własnemu zwierzchnikowi państwowemu podnosi bunt. Jedzie pan prezydent powozem przez ulice Warszawy do Sejmu. Składać ma przysięgę na wierność konstytucji. Bandy endeckich wyrostków lżą i znieważają przejeżdżającego. Tamują ruch, nie dopuszczając do Sejmu posłów i senatorów, aby uniemożliwić złożenie przysięgi.

Wieści o zajściach ulicznych dochodzą do fabryk. Świst syren fabrycznych przecina powietrze. Robotnicy warszawscy opuszczają warsztaty i spieszą na ulicę. Przepędzają rozwydrzone hordy endeckie. Spracowaną ręką ochraniają ręką głowę prezydenta od grud, błota i śniegu. Ale serca prezydenta od kuli endeckiej uratować nie mogą. Znienacka, z ukrycia, skrytobójczo zamordowany zostaje prezydent Gabriel Narutowicz.

Anarchię endecką powstrzymują nazajutrz zmobilizowane siły robotnicze. Rozbija się ona o mur twardych pięści ludzi pracy, o zwłoki zabitego w demonstracji robotnika stolicy tow. Kałużyńskiego.

Walka o wolność strajku!

(Kraków – Tarnów – Borysław)

Rok 1923 to okres ciągłego spadku marki polskiej i wzrastającej z dnia na dzień drożyzny. Płace robotników i pracowników państwowych spadają w szybkim tempie. Krzywda społeczna rośnie. Masy robotnicze popadają w nędzę, jednocześnie szaleje orgia spekulacji. PPS nie patrzy biernie na te zjawiska, rozwija szeroką akcję o podniesienie płac i konieczność stosowania tygodniowych zmian wskaźnika drożyźnianego. Na front walki idą kolejarze i pocztowcy, którzy w październiku 1923 r. porzucają pracę i stają w strajku. Rząd odpowiada represjami i ogłoszeniem militaryzacji, tzn. powołania strajkujących do szeregów wojskowych. Dekret ten spotyka się z biernym oporem pracowników – do wojska nikt się nie zgłasza. W Krakowie ukazują się wielkie płachty afiszów. Podpis pod nimi: komendant okręgu wojskowego, gen. Czikiel. Afisze zapowiadają sądy doraźne dla pracowników uchylających się od posłuchu dla militarystycznego dekretu. Kara śmierci zawisa nad głowami strajkujących przemienionych nagle w dezerterów wojskowych. Na chwałę strajkujących kolejarzy i pocztowców trzeba podkreślić, że nie ulękli się sądów doraźnych ani cienia śmierci – strajk trwa. PPS rozumie jednak dobrze, że dekrety te to nie tylko uderzenie w kolejarzy czy pocztowców, ale czai się w nich zamach na największą zdobycz klasy robotniczej – na wolność strajku.

Postanawia więc partia bronić tej zdobyczy, rzuca wszystkie swe siły na szalę, ogłaszając wraz z Centralną Komisją Związków Zawodowych strajk powszechny od dnia 5 listopada. Na apel partii staje olbrzymia część klasy robotniczej. W Małopolsce strajk ma przebieg imponujący. Robotnicy demonstrują na ulicach. Rząd wydaje zakaz zgromadzeń i wzmacnia siły policyjne. Ulice Tarnowa zalewają się krwią, ofiarą pada 7 robotników. W Borysławiu wojsko daje salwę do gromadzących się demonstrantów i dwóch z nich zabija. W Krakowie zajścia przybierają charakter gwałtowny. Policja i wojsko zamykają dostęp do Domu Robotniczego. Ze strony kordonu policyjnego, zamykającego ulice, padają strzały ku tłumom robotniczym. Robotnicy, zmuszeni do tego, bronią się. Kordony policyjne zostają przez robotników przerwane, ataki ułanów odparte, auta pancerne unieszkodliwione, a jedno z nich przechodzi w ręce strajkujących. Padają trupy i ranni po jednej i drugiej stronie! Wypadki krakowskie rozlegają się głośnym echem w całym kraju. Pod ciężarem krwi przelanej runęły sądy doraźne i militaryzacja. Walka kończy się zwycięstwem PPS. Ale zwycięstwo nie przyszło łatwo, drogo okupuje klasa robotnicza swoje zdobycze. Mogiły nowe na cmentarzach Krakowa, Tarnowa i Borysławia dokumentują po dziś dzień wolę walki PPS w obronie zagrożonych praw klasy robotniczej. Listopad 1923 r. pozostaje w dziejach Polski jako straszna tragedia – jako ostrzeżenie pamiętne, by bezmyślnie i lekkomyślnie nie rzucać polskiego żołnierza przeciw polskiemu robotnikowi. Klasa robotnicza opłakiwała zarówno mogiły swych braci, jak i mogiły poległych ułanów, jako ofiar złego rządu reakcyjnego.

W obronie prawa i wolności Ludu

W maju 1926 r. marszałek Józef Piłsudski dokonał zbrojnego przewrotu. Zapoczątkowany został w Polsce nowy system rządzenia, trwający od tego czasu po dziś dzień – system „sanacyjny”.

Na dzień 4 marca 1928 r. zostają rozpisane wybory do sejmu. PPS mobilizuje swe siły, przeciwstawiając rządowej jedynce BBWR swój jasny program przeciw kapitalistom i obszarnikom. Wybory odbywają się przy akompaniamencie nacisku administracyjnego. Ale wyborcy stają przy PPS – partia zdobywa około półtora miliona głosów i 63 mandaty, tworząc w nowym sejmie największy klub. Oblicze nowego sejmu o większości opozycyjnej grozi konfliktami z rządem będącym rezultatem przewrotu zbrojnego. Konflikt ten zadzierzgnął się na pierwszym posiedzeniu nowo obranego sejmu. Marszałkiem izby wbrew głosom sanacji zostaje Ignacy Daszyński. Staje on obecnie na najbardziej wysuniętym posterunku walki o demokrację, wolności obywatelskie i prawa parlamentu. Podnoszą się siły obozu demokracji. Osią akcji staje się realna kontrola budżetu i badanie nadużyć wyborczych. Z akcji tej wynika sprawa o przekroczenia budżetowe i oddanie ministra skarbu Czechowicza pod Trybunał Stanu za bezprawne wydanie 600 milionów zł. Wyrok trybunału, który brzmi „wyliczenie się z dokonanych wydatków stanowi zasadniczy konstytucyjny obowiązek rządu”, nosi w sobie zapowiedź rozgrywki między rządem dyktatury a parlamentem. Walka dochodzi do punktu kulminacyjnego. W dniu otwarcia sesji sejmowej na jesień 1929 r. Józef Piłsudski przybywa osobiście do sejmu, aby przemawiać. Przedsionki sejmu zapełniają się oficerami. Stają twarzą w twarz przeciw sobie: Marszałek Józef Piłsudski i Marszałek Ignacy Daszyński, z którego ust rozlegają się twarde, męskie słowa: „Pod bagnetami, karabinami i szablami izby ustawodawczej nie otworzę”.

Rozgrywa się dramatyczna scena. Mężna postawa Ignacego Daszyńskiego uratowała honor parlamentaryzmu polskiego. Dobrze było, że w najcięższych swych chwilach sejm polski miał na swym czele człowieka pełnego hartu i odwagi cywilnej. Sanacja organizuje atak prasowy na wielkiego wodza klasy robotniczej. Otrzymuje od Daszyńskiego w odpowiedzi słowo do waletów: „Nie wiem, jak długo żyć mi wypadnie, ale dopóki będę żył, będę siekł z ramienia oszustów i gwałcicieli wyborczych, karierowiczów, pasożytów, waletów, co się dobrali do pieniędzy państwowych, do władzy, do wpływów w służbie jednego człowieka, choćby ze szkodą, ze zubożeniem, z rozpaczą ogromnej większości pracującego ludu w Polsce”.

Walka z systemem dyktatury wychodzi poza progi izb parlamentarnych, w społeczeństwie całym szuka oparcia. Jej wyrazem staje się zwołany do Krakowa na dzień 29 czerwca 1929  r. przez sześć stronnictw lewicy i centrum

Kongres Centrolewu.

Przeciągają karne szeregi demonstrantów ulicami starego Krakowa i bratają się czerwone sztandary robotnicze z zielonymi chłopskimi, kilkadziesiąt tysięcy ludzi protestuje przeciw metodom rządzenia w Polsce.

W dwa miesiące potem następuje rozwiązanie opozycyjnego sejmu i senatu, rząd rozpisuje nowe wybory. Stronnictwa Centrolewu wspólną listą stają do wyborów. Rozpoczyna się nowy okres wyborczy, u którego progu stoi Brześć.

Brześć

W nocy z 9 na 10 września 1930 r. władze policyjne wywożą kilkunastu posłów opozycyjnych i osadzają ich w twierdzy wojskowej w Brześciu. Wśród aresztowanych znajduje się 5 posłów z Polskiej Partii Socjalistycznej z oskarżycielem ministra Czechowicza, tow. Liebermanem na czele.

Komendantem twierdzy jest pułk. Kostek-Biernacki, a szczegóły więzienia brzeskiego odsłoniła interpelacja sejmowa.

W tym okresie więzienia zapełniają dziesiątki działaczy, stosowane są represje prasowe, unieważnianie list kandydackich oraz napady bojówek.

***
Do lokalu partii w Częstochowie wpada sanacyjna bojówka i demoluje dobytek robotniczy, niszczy sztandary partyjne. I wtedy członek PPS robotnik Kostrzewski na własną rękę usiłuje pomścić krzywdę partii. W obronie honoru jej sztandarów napełnia brauning kulami, zabija tych, których uważa za sprawców napadu, i sam kładzie życie w ofierze. Bo honor PPS stawiał ponad życie.

***

Prześladowania nie ograniczają się tylko do działaczy partyjnych. Przed każdym zwykłym robotnikiem, członkiem partii staje problem: „praca albo PPS”.

Za wierność dla partii robotnik jest narażony na liczne szykany, a nawet na utratę pracy i chleba, przenosi się kolejarzy z jednego krańca Polski na drugi za przymierze z PPS.

I wtedy pada od władz naczelnych partii, rozkaz: Utrzymać pazurami każdą najmniejszą komórkę partyjną lub oddział Związku Zawodowego. Okopać się na posterunku walki i trwać, bo przyjdzie okres, w którym klasa robotnicza stanie do nowych akcji, musi wtedy mieć narzędzia walki i organizację.

Przetrwała PPS ten najstraszliwszy okres, wyszła z niego zwycięsko dzięki niesłychanej ofiarności i bohaterstwu tych, którzy mimo wszystko wytrwali w szeregach walczących, tych którzy w ciężkich dniach mówili „zdechnę z głodu, a nie zdradzę”, którzy patrząc na głodne dzieci, wołali „jestem z PPS, nie tylko w dobrej, ale i w złej doli”.

W dniu 8 września 1935, po uchwaleniu nowej Konstytucji i na podstawie nowej ordynacji wyborczej, kraj ma wybierać nowy Sejm. Lecz ordynacja wyborcza odbiera robotnikom i chłopom możność swobodnego stawiania swych kandydatów. W takich wyborach lud pracujący udziału brać nie może. Do urn wyborczych staje zaledwie piąta lub czwarta część uprawnionych. Robotnicy pozostają zdani tylko na swe własne siły, pozbawieni przedstawicielstwa w Sejmie i Senacie.

Prostują się karki

Rok 1936. Klasa robotnicza spychana w ciągu ostatnich lat na dno nędzy, umęczona ciągłymi obniżkami płac, prostuje karki. Chce się wreszcie najeść do syta, chce wreszcie obuć swe dzieci. Podwyższyć płace – rozlega się po wszystkich fabrykach i warsztatach, i kopalniach. Klasy posiadające bronią swych kieszeni, dobrowolnie podwyżki nie dadzą. Musi się walczyć, często i opornie, o kilkanaście groszy podwyżki. Bronią skuteczną staje się strajk okupacyjny, tak zwany polski strajk.

Na twardej betonowej podłodze, na stołach fabrycznych śpią zmęczone robotnice okupowanej fabryki „Semperit” w Krakowie. Nie wiedzą, że pan wojewoda Świtalski postanowił im tę skuteczną broń wyrwać i złamać. Przemocą i siłą zostają usunięte z murów fabrycznych te, które wołają „za siedem złotych na tydzień żyć nie potrafimy”. „Ciężka nasza praca w oparach gazów chemicznych warta jest więcej”. Nie pamięta pan wojewoda, wydając nakazy, że wolności strajku broni PPS. Zbyt wielką ofiarą prawo do strajku uratowała w r. 1923, by mogła ją oddać w roku 1936. PPS w Krakowie na znak protestu ogłasza 23 marca 1936 strajk powszechny. Obejmuje on 10 tysięcy robotników, którzy umieją ocenić wartość strajku okupacyjnego. I znów dzięki PPS prawo do strajku zostaje uratowane, podwyżka płac zdobyta. Pan wojewoda Świtalski Kraków, z rozkazu rządu, opuszcza. Żegna go, wyrosła na nowym cmentarzu w Krakowie, mogiła, kryjąca zwłoki 8 robotników.

Na pomniku tych bliskich nam ofiar widnieje napis, wyryty głęboko w duszach robotniczych:

„Życie przemija, wieczny jest lud i jego sprawa”.

Godło PPS pełni straż nad tym zbiorowym grobem. Fala walk robotniczych przenosi się z miasta do miasta.

Do Polski Ludowej!

Pod sztandarami PPS stają masy pracujące do nowej walki o powszechne prawo wyborcze, o Rząd robotniczo-chłopski, o Polskę Ludową!

W walce tej robotnik spod czerwonych sztandarów kroczy wspólnie z masami chłopskimi do Polski chłopów i robotników, do Polski sprawiedliwości i wolności!

 

Przeszłość zrodzi przyszłość!

Niech zmartwychwstaną w waszych sercach Okrzeja, Montwiłł-Mirecki, Baron i dziesiątki innych, niech przypominają wam w każdej chwili waszego życia, w momentach nieraz ciężkich i trudnych – głos tamtej przelanej już krwi, długich setek kilometrów marszu zesłańców na Sybir, długich, przeraźliwie długich lat beznadziejnego więzienia, strasznych mąk samotności.

Niech przypominają wam te demonstracje rozpędzane przez żołdactwo cara, przez cesarskich policjantów, że sztandar czerwony wolno wam z rąk wypuścić tylko razem z życiem!

Niech woła do was wielkim głosem historia, że szeregi walczących o wolność, o socjalizm, o prawa dla ludu wolno wam opuścić tylko wtedy, gdy już serce przestaje bić!

Niech tych kilka pożółkłych luźnych kart przeszłości pouczy was, że z najcięższych opresji, z najbardziej nierównych walk Polska Partia Socjalistyczna wychodziła zawsze wzmocniona, okrwawiona, ale zdolna do dalszej walki, do dalszego niepowstrzymanego marszu naprzód, do Polski Ludowej.

_______________
Powyższy tekst to cała broszura, wydał Okręgowy Komitet Robotniczy PPS, Kraków 1938. Od tamtej pory nie była wznawiana, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Jako grafikę wykorzystano w tekście ilustrację do książki Adama Ciołkosza „Ludzie P.P.S”, wydanej w Londynie. Autorką grafiki jest Krystyna Herling-Grudzińska, żona znanego pisarza Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.

Przypis:

[1]: Inaczej poczynają sobie w wolnej Polsce nasi krzykliwi patrioci, narodowcy, chwalący się swoim katolicyzmem – endecy. 1 maja 1937 roku zasypali strzałami rewolwerowymi pochód socjalistyczny w Warszawie. Na bruk padło niewinne dziecko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *