Zygmunt Chmielewski

Walka o byt i współdziałanie

[1937]

,,Najwyższym szczęściem człowieka jest poznawać to, co poznawalne, a przed Niepoznawalnym korzyć się w milczeniu”.

 

1. Walka o byt jest prawem rozwoju w przyrodzie. Otaczająca przyroda zapewnia nam możność odżywiania się i rozmnażania, jednak jakby celowo zmusza ludzkość do stałych wysiłków, jest bowiem zarówno skarbnicą pożytków, jak i sprawczynią niebezpieczeństw i katastrof. Ludzkość przez wytrwały trud tysiącleci zdołała zabezpieczyć się częściowo lub nawet całkowicie od niektórych szkód wynikających wskutek działania żywiołów przyrody (na przykład tamy chroniące od napływu wód, nawodnienia i odwodnienia, odgromniki itp.), zdobyła umiejętność wykorzystywania niektórych sił przyrody (np. ciepła i światła słonecznego w cieplarniach, wiatru i parcia wody jako siły napędowej itp.), jednak jest dotychczas bezsilną wobec katastrof, sprawianych na przykład przez wybuchy wulkaniczne i huragany.

Świat roślin, żywiący się z ziemi i powietrza, jest główną podstawą, a zatem ofiarą odżywiania się zwierząt. Wiele gatunków zwierząt odżywia się mięsem innych gatunków. Człowiek czerpie swe pożywienie ze świata roślin i ze świata zwierząt. Tak oto w świecie żywym wre walka o byt i stanowi pierwsze prawo przyrody, którą znać musimy, by poznać siebie samych.

Przez długi czas panował pogląd, że walka o byt jest jedynym prawem przyrody, a stąd wniosek, że tylko gatunki i jednostki silne mogą utrzymać się przy życiu. Dokładne badania przyrodnicze udowodniły, że twierdzenie to nie jest całkowicie słuszne.

2. Walka o byt łączy w gromady. Walka o byt jest dla jednostki lub małżeństwa niepomiernie cięższą niż dla gromady, toteż wielka ilość gatunków zwierząt wiedzie żywot w gromadzie (skupisku, koloniach, stadzie).

Wymoczki, stanowiące najniższy szczebel państwa zwierząt, żyją w skupiskach. Polipy i mięczaki stanowią społeczeństwa odżywcze, posiadające komunikację naczyniową. Żaden na przykład polip nie może się obyć bez wspólnego pnia, od którego otrzymuje płyn odżywczy. Kolonie mięczaków posiadają wspólne narządy.

Spośród owadów osy i trzmiele, a szczególnie pszczoły, mrówki i termity żyją w gromadach, które słusznie zaliczono do społeczeństw doskonale zorganizowanych. Szarańcza przelatuje z miejsca na miejsce w gromadzie, której liczebność jest wprost przerażająca.

Wiele gatunków ryb odbywa wędrówki ławicami, szczególnie śledzie. Liczne gatunki ptaków żyją i odbywają przelot gromadnie. Spośród ssących nader wiele gatunków (jelenie, gazele, antylopy, bawoły, kozy, owce itp., dalej liczne odmiany gryzoni, dalej wilki i hieny, dalej dzikie konie, osły, zebry, wreszcie małpy) wiedzie żywot stadny.

Uderzającą cechą życia gromadnego jest opieka nad jednostkami słabszymi, zarówno podczas przebywania w tym samym miejscu, jak podczas wędrówek, uczucie większej pewności, a nawet odwagi u członków gromady, poczucie zbiorowego, łącznego działania i dobrowolne posłuszeństwo.

3. Współdziałanie wśród zwierząt. Współdziałanie bywa bądź to trwałe, bądź też doraźne.

Współdziałanie doraźne wynika wskutek najrozmaitszych przyczyn. Wzajemna sympatia i potrzeba zaspokojenia życia towarzyskiego sprawiają, że rano w zagajnikach i zaroślach zbierają się najrozmaitsze ptaki niedrapieżne, by powitać jutrzenkę, że wieczorem gromadzą się stada wron i, głośno kracząc, oddają się zabawom, że samce szpaki nad wieczorem opuszczają swe małżonki, zbierają się w gromadę i chórem śpiewają, że niekiedy psy gromadzą się jakby w umówionym czasie i miejscu dla wspólnych igraszek itd.

Poszukiwanie wspólnej korzyści łączy ptaki w gromady przy przelocie. Równocześnie występujący popęd płciowy łączy ryby w ławice, zdążające w tym samym kierunku.

Współdziałanie doraźne występuje u zwierząt nawet wówczas, gdy pożytek jest tylko po jednej stronie.

Piękny przykład takiego współdziałania widzimy u chrząszczy grabarzy. Do padliny zaśmierdłej kreta, myszy czy nornicy zbiegają się, wiedzione węchem niesamowitym, grabarze, łącznie przystępują do pracy i, wykonując ją z podziwu godną sprawnością i inteligencją, grzebią trupa na miejscu, by oczyszczony z sierści i odpowiednio dojrzały stał się grzejnikiem dla jaj i pokarmem dla gąsienic. Przy padlinie w ten sposób przygotowanej zostaje stadło małżeńskie, by złożyć jaja, które zmienią się w gąsienice, a pozostałe grabarze, po wykonaniu pracy pożytecznej nie dla nich, znikają.

Mrówki posiadają na pierścieniach brzusznych kanał pokarmowy, składający się z dwu części, z których tylna jest przeznaczona wyłącznie dla własnego użytku, a przednia przeważnie dla karmienia mrówek głodnych. Nakarmione zwracają się do innych, by im udzielić pożywienia. Spostrzegano mrówki karmiące mrówki wrogie poza polem bitwy. Chore mrówki są noszone przez swe towarzyszki.

Współdziałanie doraźne obejmuje zwierzęta nie tylko jednorodne. Strusie na przykład współżyją z antylopami lub zebrami, mają bowiem pożytek z chrząszczy i owadów obficie lęgnących się w ich kale i odwdzięczają się im za to czujnym ostrzeganiem przed niebezpieczeństwem. Mała lśniąca rybka – pilot – wskazuje na pół ślepemu rekinowi zdobycz, z której resztki przypadają jej w udziale. Ptaszek – pluvian – wybiera krokodylowi pasożyty z paszczy, którą potwór chętnie dla wykonania tej czynności otwiera, nie czyniąc krzywdy towarzyszowi.

Współdziałanie trwałe jest stałą współpracą, stałą organizacją wspólnej pracy. Pierwszą jej cechą jest poczucie tożsamości i chęć współpracy; nazywamy to koordynacją. Drugą – podział pracy. Trzecią – dobrowolne posłuszeństwo (subordynacja) bądź to wobec przewodnika, bądź też wobec zadań, które gromada ma do spełnienia.

Najwyżej rozwinięte jest współdziałanie u mrówek. Ich wspaniała organizacja jest nieomal zawsze zwycięska w walce: gdy wysypać na łące, obfitującej we wszelakie inne owady, worek mrówek, owady pośpiesznie opuszczają miejsce pobytu. W Ameryce Południowej i Afryce pochody mrówek są tak olbrzymie, że ludzie opuszczają na kilka godzin lub dni swe siedziby. Czynności mrówek są nieskończenie rozmaite: jedne kopią, drugie rzeźbią, niektóre gromadzą, wielka liczba poluje, inne torują drogi i budują mosty itp. Podział pracy jest rozwinięty w najwyższym stopniu, aczkolwiek w podjęciu czynności nie ma przymusu, a raczej przeważa upodobanie i potrzeba ogólna w danych okolicznościach. Wielką rolę w zachowaniu się i w pracach mrówek gra zapoczątkowanie przez jednostkę. Wystarcza, aby kilka mrówek okazało niepokój, uderzyło różkami swe towarzyszki i ruszyło w drogę, a zaraz wyjdzie za nimi ze wzburzonego gniazda całe wojsko. Gdy mrówka pragnie podjąć jakąś czynność, podchodzi do innych, uderza je swymi różkami i rusza w drogę. Widok jej ruchu wywołuje ruch: jedna lub dwie idą za nią, dają różkami znaki innym i tworzy się gromada pracownicza. Pierwsza mrówka podejmuje czynność, pozostałe jej dopomagają, przy czym, co jest ważne, pomocnice często zmieniają i udoskonalają plan pracy. Przez tę moc wynalazczą i pracę zbiorową zapanowały one nad znacznymi terenami, które należą do nich wszędzie, gdzie nie przeniknęła kultura. Cechuje je wielkie przywiązanie do potomstwa, znaczna inteligencja, rozwinięte naśladownictwo i ponad wszystko zazdrości godne uczucie gromadzkie. Uznajemy ich współdziałanie za najwyższe dlatego, że przejawia się w nim – obok chęci współpracy, podziału pracy i dobrowolnego posłuszeństwa – ofiarność dla innych, gorliwość wielka i podejmowanie inicjatywy osobistej.

Ul pszczeli stanowi tak ciekawe wobec swej doskonałości organizacji społeczeństwo, że zrozumiałym się staje przywiązanie do nich pszczelarzy. Podział pracy jest tam przeprowadzony wprost wzorowo. Królowa-matka jest zajęta tylko rodzeniem potomstwa, wolna od wszelkich trosk i prac dotyczących ich wyżywienia i wychowalnia. Robotnice są zatrudnione według ścisłego podziału czynności: jedne jako damy dworu obsługują matkę, inne są piastunkami i żywicielkami czerwi i poczwarek, inne czuwają nad zachowaniem w ulu czystego i dostatecznie ciepłego powietrza, inne trudnią się rzeźbieniem w wosku komór dla potomstwa i zapasów pokarmu, inne pracują, zbierając miód i pyłek kwiatowy, inne wreszcie pełnią obowiązki strażniczek. Według nowszych badań, pszczoły najmłodsze (1-3 dniowe) są zajęte czyszczeniem komórek i przygotowaniem ich na przyjęcie jajka, 3- do 5-dniowe karmieniem starszych czerwi pyłkiem i miodem, 6- do 10-dniowe karmieniem poczwarek, 10- do 20-dniowe budowaniem plastrów i utrzymywaniem czystości w ulu i od 20 dnia życia do śmierci zbieraniem miodu i pyłku kwiatowego. Wszystkie te prace są podzielone, toteż nader mało miejsca pozostaje dla inicjatywy osobistej, której istnienie w mrowisku jest jego wielką przewagą.

Organizacja os i trzmieli jest podobna do pszczelej, nie stoi jednak tak wysoko.

Wysoce wreszcie ciekawe są społeczeństwa termitów, żyjących głównie w Ameryce i Afryce, a niektóre gatunki w Europie Południowej. Budują one wielkie gniazda – kopce, dosięgające niekiedy kilku (do 5) metrów wysokości i 15-20 metrów obwodu w podstawie. W każdym kopcu są samce, samice, robotnicy i żołnierze, ci ostatni wyraźnie odznaczający się wielkimi głowami i długimi, silnymi żuwaczkami. Urządzenie gniazda, jak również umiejętność gromadzenia zapasów są wprost zdumiewające. Bezbronne te, z wyjątkiem żołnierzy, stworzenia ponoszą dobrowolnie w wielkich ilościach ofiarę swego życia, byle uchronić potomstwo od zagłady. Coś jednak – niezbadane to dotychczas dokładnie – jest ułomnego w pracy robotników, gdyż strzegą ich żołnierze, drgając całym ciałem i uderzając kleszczami o ziemię. U termitów, zdaje się, zachodzi nie dobrowolne, lecz przymusowe posłuszeństwo.

Liczne przykłady ze świata zwierząt udowadniają, że nie tylko walka o byt, ale i współdziałanie stanowią prawa rozwoju w przyrodzie.

4. Współdziałanie wśród ludów pierwotnych. Badania uczonych udowodniły ponad wszelką wątpliwość, że ustrój rodzinny w życiu ludzi został poprzedzony przez bytowanie w gromadach, zespolonych w społeczeństwa rodowe, w których ustalone obyczaje regulowały stosunki między jednostkami. Ludzie zatem w zaraniu swego istnienia, dla ułatwienia sobie walki o byt, łączyli się w gromady. Sprawiała to także właściwość człowieka, różniąca go od zwierząt: posiadanie mowy i uzdolnienie do przysposabiania narzędzi pracy, które stały się łącznikiem społecznym.

Zabytki szczątkowe bytowania gromadzkiego przechowały się do naszych czasów. Na południowych wyspach Oceanu Spokojnego spotykamy wielkie domy, zamieszkałe przez gromadę krewniaków, ród składający się z rodzin poszczególnych i posiadający – obok własności rodzin – także własność wspólną. Wspólnota mieszkaniowa istnieje także w Ameryce Południowej u niektórych ludów w dorzeczu Amazonki i Orinoko; niedawno istniała w Grenlandii.

I dzisiaj u niektórych ludów, nazywanych niesłusznie dzikimi, a w rzeczywistości nieobeznanych tylko ze zdobyczami cywilizacji, pola są własnością wspólną, uprawa i zbiory odbywają się zbiorowo, a plony dzieli się pomiędzy rodziny według liczby pracowników współdziałających podczas robót w polu. Bywa też i tak, że pola są podzielone, uprawa ich jednak odbywa się przy najdalej posuniętej wzajemnej pomocy, każdy gospodarz jednak część własnego zbioru oddaje do spichrza wspólnego i sam czerpie z niego w razie potrzeby. Spichrz ten jest spoidłem, które wiąże całe plemię w jednię: w potrzebie wódz udziela z niego pożywienia innym osiedlom, które odczuwają niedobór plonów, jako też gościom i przejezdnym, a także wojakom, gdy ciągną na wyprawę.

Łowiectwo i rybołówstwo odbywa się przeważnie zbiorowo i następuje podział plonów, niekiedy z pozostawieniem części jako rezerwy wspólnej.

U wielu też ludów, u których całkowicie ukształtowała się rodzina, przechowały się najrozmaitsze urządzenia wzajemnej pomocy, a szczególnie tłoka, to znaczy, że krewniacy lub sąsiedzi pomagają jednostce uporać się z wykonaniem trudniejszych robót w polu lub z wybudowaniem domu.

Na podstawie stwierdzenia tych licznych faktów badacze wysnuwają wniosek, że pierwotni ludzie żyli w gromadach, w społeczeństwach rodowych, których cechami były: brak rodziny i własność wspólna.

Wreszcie należy dodać, że obecnie żyjące gromadnie ludy „dzikie” odznaczają się gościnnością, ufnością i dobrocią.

5. Wspólnoty wiejskie. Nie wiemy dokładnie, kiedy i jak rodzina powstała ze społeczeństwa rodowego. Zebrano jedynie wiele dowodów świadczących, że następnym, po ustroju rodowym, okresem była rodzina wielka, to jest wspólne bytowanie prapradziada lub dziada z kilkoma pokoleniami, przy czym dziewczęta wychodziły za mąż do innej wielkiej rodziny.

Wielka rodzina przechowała się w niektórych krajach. Pozostałości jej pewne istnieją wśród naszych Bojków zamieszkałych w Karpatach, i na Litwie. W Słowiańszczyźnie południowej wielka rodzina, tak zwana zadruga, trzyma się dotychczas mocno. Zadruga liczy 50-80 osób, wspólnie zamieszkałych (czasami dla małżeństw są oddzielne izdebki), wspólnie jadających i wspólnie gospodarujących na wspólnej ziemi. Przeciętnie są to 4 pokolenia razem. Co kilka pokoleń wielka rodzina rozpada się, tworzą się małe rodziny, rozrastające się następnie w wielkie, jednak niekiedy utrzymuje się tylko mała rodzina (rodzice i synowie) pomimo tego, że wyniki jej gospodarcze są gorsze. Bojkowie mówią: „dopókiśmy w kupie, to wszyscy pracujemy i mamy z czego żyć, a jak się podzielimy, to wszyscy pójdziemy na żebraninę”, a Słowianie południowi są zdania, że „dom zadrużny ściąga bogactwo, a oddzielona rodzina ubóstwo”. Im zadruga jest większa, tym pożyteczniejsza. Każdy jej członek ma poczucie należenia do gromady.

Ojciec, gdy jest założycielem rodziny, rządzi najzupełniej bezwzględnie; jest to ustrój patriarchalny. Bywało i bywa tak, że po śmierci założyciela wielka rodzina przekształca się we wspólnotę rodzinną, w której bądź to najstarszy wiekiem, bądź niekiedy uznany za najgodniejszego jest kierownikiem, w rzeczywistości wykonawcą woli zbiorowej. Może on napomnieć każdego domownika, aby pełnił swoją powinność, reprezentuje rodzinę we wszelkich ważniejszych sprawach i zarządza wspólnym majątkiem. Bez zasięgnięcia jego przyzwolenia nikt nie może rozporządzać się w żadnej sprawie. On wydaje rozkazy dotyczące gospodarstwa, kupuje co potrzeba, sprzedaje, pożycza i w domu rozdziela robotę pomiędzy członków. Obok kierownika, zwanego w Słowiańszczyźnie południowej „domaczynem”, w zakresie robót kobiecych sprawuje rządy „domaczyca”.

Wielka rodzina trzyma się mocno przy gospodarce naturalnej, to jest gdy ma miejsce wymiana towaru tylko za towar; gdy zjawia się pieniądz, rozpoczynają się nadużycia i wielka rodzina rozłamuje się na małżeństwa poszczególne.

Tylko tu lub ówdzie, i to zazwyczaj przejściowo, rodziny wielkie lub małe żyły odosobnione. Były to jedynie wyjątki od zjawiska powszechnego zjednoczenia rodzin we wspólnocie wioskowej, która bądź to stanowiła, bądź też w niektórych krajach obecnie stanowi ustrój wiejski u wszystkich ras ludzkich. Oczywiście ustrój tych wspólnot był i jest najrozmaitszy, i dalej pokrótce opiszemy przeciętny prastary ustrój słowiański, który też kształtował się nader rozmaicie.

Wspólnota wioskowa była społecznością w sobie zamkniętą, której członkami byli jedynie w niej urodzeni. Jej podstawą było poczucie wspólności ziemi, zdobytej wspólnym wysiłkiem w walce bądź to z przyrodą, bądź też z wcześniej tutaj osiadłymi. Wspólnota, w przeciwieństwie do społeczeństwa rodowego, uznawała rodzinę i nie wtrącała się w jej wewnętrzne życie, czyniła jednak wszystko możliwe, by podtrzymać duch gromadzki i działanie w gromadzie.

Wspólnota wioskowa była związkiem rodzin, nadto często rodzin spokrewnionych. Wspólnoty wioskowe łączyły się w plemiona, a te w związki plemion, z których z biegiem czasu tworzyły się narody i państwa.
Ziemia stanowiła własność bądź to wspólnoty, bądź też rodzin. Gdy należała do wspólnoty, dzielono rolę i zazwyczaj łąki na zebraniu gromadzkim na części przypadające poszczególnym gospodarstwom do uprawy i zbierania plonów przez określony przeciąg czasu. Użytkowanie pastwisk, lasu, a niekiedy i łąk było zazwyczaj wspólne. Gdy ziemia stanowiła własność rodzin, użytkowanie jej było ograniczone bądź to obyczajami wspólnoty, bądź też uchwałami gromadzkimi, stojącymi na straży dobra ogólnego. Gromada, składająca się zazwyczaj z ogółu gospodarzy, była najwyższą władzą wspólnoty wioskowej. Władza wykonawcza należała do sołtysa (starosty), któremu przydawano kilku doradców wybranych. Wszystkich gospodarzy obowiązywał ten sam płodozmian, rozpoczynanie i kończenie robót było całkowicie ujednolicone, wszyscy korzystali z prawa wygonu na ścierniska i na pastwisko.

Wspólnota utrzymywała kosztem wspólnym pastucha wsiowego, leśnika dla nadzoru nad wspólnym lasem, a niekiedy stróża nocnego i kowala.

Obecna gromada wioskowa, stanowiąca najniższą jednostkę samorządu terytorialnego, jest pozostałością prastarego bytowania we wspólnocie.

 

Zygmunt Chmielewski
________________________
Powyższy tekst stanowi pierwszy rozdział książki Zygmunta Chmielewskiego pt. „Podręcznik spółdzielczości”, wydanie II uzupełnione nowymi danymi, Wydawnictwo Spółdzielczego Instytutu Naukowego, Warszawa 1937. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Jako ilustrację wykorzystano tylną okładkę zeszytu szkolnego, wydanego w II połowie lat 30. przez centralę polskiej spółdzielczości spożywców „Społem”.

 

Zygmunt Chmielewski (1873-1939) – z wykształcenia inżynier chemik, jeden z liderów i prekursorów nowoczesnej polskiej spółdzielczości. Od młodości związany z Polską Partią Socjalistyczną i kręgami postępowej inteligencji, działał w emigracyjnych strukturach socjalistycznych, pisywał artykuły do nielegalnej prasy lewicowej, w roku 1897 został na krótko aresztowany przez carską policję, ponownie zagrożony aresztowaniem dwa lata później uciekł do zaboru austriackiego. Po ukończeniu studiów w Niemczech pracował w Galicji w Krajowej Stacji Doświadczalnej Rolnictwa w Dublanach. Tam zetknął się i nawiązał współpracę z prekursorem i wybitnym działaczem spółdzielczości oszczędnościowo-kredytowej – Franciszkiem Stefczykiem. W połowie pierwszej dekady XX wieku odbył staże i praktyki w spółdzielniach rolniczych zagranicą (Dania) i w kraju. W Radziszowie pod Krakowem założył spółdzielnię mleczarską, w której wykonywał wszystkie prace – mleczarza, księgowego, magazyniera i sprzątacza – aby opracować metodą prób i błędów wzorcowy model takiego przedsiębiorstwa. Od roku 1906 kierował Biurem Mleczarskim Wydziału Krajowego we Lwowie, koordynując m.in. rozwój i działalność spółdzielczości mleczarskiej na ziemiach polskich zaboru austrowęgierskiego. Od maja 1908 r. przebywał w Warszawie, gdzie współpracował z Centralnym Towarzystwem Rolniczym (CTR) oraz z Warszawskim Ziemiańskim Towarzystwem Mleczarskim. Należał wówczas także do działaczy Towarzystwa Kooperatystów, które propagowało spółdzielczość. Odegrał w tym okresie ogromną rolę jako popularyzator, organizator i koordynator rozwoju spółdzielczości mleczarskiej na terenie zaboru rosyjskiego. Od 1908 r. kierował Biurem Wydziału Mleczarskiego CTR. W latach 1913-1916 był kierownikiem założonego przez siebie Biura Drobnych Stowarzyszeń Rolniczych. Podczas I wojny światowej był m.in. wiceburmistrzem Warszawy od roku 1916 do odzyskania niepodległości. Przez kilka miesięcy roku 1919 pełnił funkcję ministra rolnictwa w rządzie Ignacego Paderewskiego. W pierwszych latach niepodległości brał bardzo aktywny udział w pracach nad Ustawą o spółdzielczości, będąc jednym z jej głównych autorów. W roku 1922 zrezygnował z pracy jako urzędnik państwowy wysokiego szczebla i powrócił do działalności w ruchu spółdzielczym. Od roku 1922 kierował Centralą Spółdzielczych Stowarzyszeń Rolniczo-Handlowych. W latach 1924-1928 był – po śmierci F. Stefczyka – szefem Centralnej Kasy Spółek Rolniczych. Należał do grona współpracowników Spółdzielczego Instytutu Naukowego oraz był autorem licznych artykułów w prasie spółdzielczej – dotyczących kwestii popularyzatorskich, zasad ideowych oraz spraw organizacyjnych i instruktażowych. W latach 1930-1934 kierował założoną z własnej inicjatywy Państwową Szkołą Spółdzielczości Rolniczej w Nałęczowie; w okresie tym powołał i społecznie prowadził nieformalny Uniwersytet Rolniczy „Placówka” dla młodzieży chłopskiej z okolic Nałęczowa. Od roku 1932 był prezesem Zjednoczenia Związków Spółdzielni Rolniczych RP, którą to funkcję pełnił do końca roku 1934. Wykładowca Szkoły Głównej Handlowej i Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Autor wielu artykułów oraz kilku broszur i książek – jego najważniejsze dzieła to „Mleczarnie spółdzielcze w Królestwie Polskim”, „Zarys techniki mleczarskiej”, „Zakładanie i prowadzenie spółdzielni mleczarskich”, „Kasy Stefczyka a banki ludowe”, „Spółdzielczość rolnicza w rozmaitych krajach”, „Uspółdzielczenie rolników w Rzeczypospolitej Polskiej”, „Podręcznik spółdzielczości”, „Czynniki psychiczne spółdzielczości”, „Przyszły ustrój gospodarczy wsi w Rzeczypospolitej Polskiej”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *