Maria Orsetti

Referat na Zjeździe Założycielskim Ligi Kooperatystek w Polsce

[1935]

Dziś, kiedy idea zrzeszenia kooperatystek w ich charakterze kierowniczek gospodarstw domowych w Polsce opanowała nie tylko umysły, ale też uczucia i wolę zgromadzonych tu przedstawicielek spółdzielczości i kiedy ma się wcielić w czyn, warto, być może, zastanowić się przez chwilę, czy powołanie do życia tej organizacji jest głębiej uzasadnione, czy nie stanowi lekkomyślnej inflacji stowarzyszeń, które, jak to mieliśmy niejeden przykład, po krótkim przejawie energii zamierają niezaszczytnie skutkiem uwiądu starczego.

Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie z pewnej perspektywy. Oderwijmy się na chwilę od tragizmu obecnych czasów przełomowych, kiedy Europa i cały świat stoi jak na wulkanie namiętności nacjonalistycznych i trudności społeczno-gospodarczych, wszędzie szaleje bezrobocie, wszędzie gnębi klasy pracujące miast i wsi niepewność jutra i niedostateczność elementarnych środków do życia, która w najbliższych dniach ma się jeszcze zaostrzyć u nas. Jednak pomimo to wszystko dostrzec można zarysowujące się możliwości rozwojowe, o jakich dotychczas śniło się jedynie najśmielszym z utopistów.

Po pierwsze, hasło „dobrobyt dla wszystkich” przestało być mrzonką [1] dzięki cudownym zdobyczom techniki i dalszym możliwościom rozwoju produkcji, pod warunkiem, że przestanie być kierowana egoistycznie oraz że przyrost ludności utrzymany zostanie w rozsądnych granicach. Po wtóre i w związku z tym: przymus ciężkiej fizycznej pracy dla zaspokajania potrzeb niezbędnych do życia, który to przymus nałożyła na człowieka przyroda, traci na ostrości w miarę, jak człowiek w coraz większym stopniu nauczył się wprzęgać siły przyrody w swą służbę. Wśród ogólnego chaosu i wstrząsów jednak wielkimi krokami zbliżamy się do czasów, w których przepowiednie Morusów, Godwinów, Kropotkinów o tym, że dostateczny będzie parogodzinny tylko dzień pracy, staną się rzeczywistością. Człowiek zyska dużo wolnego czasu jako konieczną przeciwwagę monotonnej, zabójczej dla umysłu przez swe zmechanizowanie dzisiejszej pracy przemysłowej. Rozumne zużytkowanie tego wolnego czasu stanie się w niedalekiej przyszłości centralnym zagadnieniem społeczno-kulturalnym o nieograniczonych możliwościach. Człowiek uwolniony w pewnym stopniu z troski o głód fizyczny, będzie miał możność pełnego rozwijania wszystkich swych sił i zdolności duchowych, otwiera się przed nim droga do prawdziwego człowieczeństwa i zapłodnienia twórczymi ideami wszystkich dziedzin życia.

Niejakie potwierdzenie powyższego poglądu daje nam rozpatrzenie charakteru obecnego przesilenia gospodarczego. Jest ono wszak całkiem odmienne od kataklizmów, które gnębiły ludzkość, powiedzmy, w średniowieczu. Dawniej były to katastrofy przyrodnicze: powodzie, pożary, pustoszące całe miasta, nieurodzaje i towarzyszące im głody, straszne epidemie dziesiątkujące ludność. Dziś to wszystko zostało, z wyjątkiem może trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów, opanowane prawie zupełnie. Skąpstwo czy żywiołowe wybuchy przyrody nie odgrywają już dawnej gnębiącej roli. Poglądowy obraz obecnego kryzysu daje następująca dykteryjka, zrodzona w Stanach Zjednoczonych. Pytanie: co by zrobiły małpy wobec niespodziewanego urodzaju orzechów kokosowych, które służą im za pożywienie? Czy pozwoliłyby swemu potomstwu degenerować się z tego powodu z wyczerpania i głodu? Powtórzmy to pytanie dla jakichkolwiek innych zwierząt. Zawsze odpowiedź wypadnie negatywna, aż nie dojdziemy do człowieka. Wówczas dopiero trzeba odpowiedzieć twierdząco: dziesiątki milionów ludzi głodnych i w łachmanach na tle masowego niszczenia pożytecznych dóbr, zmniejszania przestrzeni uprawy rolnej, sztucznego ograniczenia produkcji, są dowodem, że kryzys obecny jest właśnie paradoksalnym kryzysem z nadmiaru.

Dawniej stosunki gospodarcze były proste i przejrzyste. Dziś przy rozwiniętym podziale pracy, przy systemie gospodarki pieniężno-kredytowej, przy wszechwładzy wielkiego kapitału finansowego i spekulacji wszelkiego rodzaju – stały się niezmiernie zawiłe. Czasy obecne wymagają, aby każdy biorący udział w życiu gospodarczym, czy to jako wytwórca, czy jako organizator spożycia, postępował świadomie, aby się orientował w zagadnieniach społeczno-gospodarczych. Niezbędne jest dziś, aby z pojęciami gospodarczymi, jak cena, wartość, zysk, renta gruntowa, procent, każdy zżywał się tak od młodu, jak z czterema działaniami arytmetycznemu Tymczasem świadoma postawa najszerszych warstw ludności w sprawach gospodarczych nie była i nie jest w interesie kapitalizmu, opierającego się na wyzysku mas. Skutkiem tego szkolnictwo dzisiejsze, będące jeszcze zawsze pod wpływem klas posiadających, nie wprowadza do swych programów nauk ekonomicznych i wypuszcza ze swych murów młodzież zupełnie nieorientującą się w sprawach gospodarczych i bez twórczego nastawienia wewnętrznego do walki z istniejącym złem i paradoksalnym stanem rzeczy. Światopogląd swój na sprawy społeczne wyrabiają sobie ludzie współcześni z ulotek wyborczych i prasy brukowej, skutkiem tego skłonni są bezkrytycznie przyjmować narzucone doktryny, które zwalniają ich od potrzeby zastanawiania się głębszego nad sprawami gospodarczymi. Tym się tłumaczy między innymi fakt, że kapitalizm – wróg klasy robotniczej jest jednak w dużym stopniu przez nią zasilany jej zakupami w handlu prywatnym oraz oszczędnościami składanymi w instytucjach niespółdzielczych.

Pierwszym więc warunkiem ruchu, który, jak spółdzielczość, opiera się na dobrowolnym współdziałaniu i poddany jest w całej pełni zasadzie solidaryzmu, tj. uzależnienia pomyślności całości od wartości części składowych, jest budzenie świadomej postawy swych członków w sprawach społeczno-gospodarczych.

Jasne jest, że jakiekolwiek przedsięwzięcie społeczne mające ogarnąć masy, skazane jest z góry na niepowodzenie, jeśli nie obejmuje kobiet, które stanowią z górą połowę ludności (w Polsce przeszło 51%). A tym bardziej stosuje się to do ruchu gospodarczego, który podchodzi do reformy tego życia od strony organizowania spożycia, jako koniecznego warunku dostosowania wytwarzania do potrzeb społeczeństwa, przynajmniej w zakresie artykułów pierwszej potrzeby, oraz do uczynienia stosunków pomiędzy spożywcą i wytwórcą płodów rolnych przejrzystymi i sprawiedliwymi przez wyrugowanie długiego ogniwa pośredników.

Nie potrzeba już dziś chyba dowodzić, jakie znaczenie dla gospodarki kraju mają kierowniczki gospodarstw domowych, które rozporządzają siłą zakupu rodzin (w Polsce kwota przechodząca przez ręce kobiet oceniana jest na 6 miliardów złotych rocznie), rozdzielają ją według własnego uznania pomiędzy przedsiębiorstwa handlowe i przemysłowe i ponoszą odpowiedzialność za zdrowie, zdolność do pracy członków swej rodziny – są to rzeczy już dziś ogólnie uznane w teorii, zarówno jak i to, że na sprawy zakupów domowych wpływ mężczyzn jest minimalny.

W praktyce życiowej natomiast doniosłość i odpowiedzialność funkcji kierowniczki gospodarstwa domowego nie jest jeszcze należycie doceniana ani w opinii ogółu, ani co gorsza przez same kobiety. Pracy w gospodarstwie domowym odmawia się godności pracy zawodowej, często uważana jest niemal za pasożytnictwo zarobków mężczyzny. Dzieje się tak dlatego, że w naszych zmaterializowanych czasach ceni się tylko pieniądz, a więc praca, której nie mierzy równoważnik pieniężny, jest ogólnie lekceważona. Pamiętamy wszyscy, jak przy spisie ludności dołączona instrukcja pouczała gospodynie domu, że zawód ich jest „przy mężu!”. Dzięki temu – nawiasem mówiąc – nie wiadomo dokładnie, ile Polska liczy ognisk domowych.

Ta wielomilionowa, a więc najliczniejsza grupa zawodowa, nie jest dotychczas zorganizowana na szerszą skalę. Nikt nie broni jej interesów. Prawodawstwo ochronne pracy pomija ją, choć niewątpliwie niebezpieczniejszą dla kobiety przed porodem jest praca gotowania i prania dla licznej rodziny, wymagająca dźwigania znacznych ciężarów, niż np. zawijanie karmelków w fabryce.

Pracę swą spełnia gospodyni domu zazwyczaj bez żadnego przygotowania zawodowego, metodami prymitywnymi, odziedziczonymi po prababkach, zamknięta w czterech ścianach mieszkania, przepracowana tysiącem drobnych powtarzających się codziennie czynności; tym bardziej jeżeli równocześnie pracuje zarobkowo, nie ma możności interesowania się sprawami społecznymi, kształcenia się, wykorzystywania swych zdolności i umiejętności w szerszym społecznym zakresie.

Już przed stu laty wielki myśliciel, Karol Fourier, zwrócił uwagę na wielkie marnotrawstwo pracy ludzkiej, opału, produktów, jakie ma miejsce w gospodarstwach domowych. Ale każdy postęp w tej dziedzinie musi być zdobyty przez same kobiety, wszelki przymus z zewnątrz odczuwany jest jako tyrania. Charakterystyczny przykład daje ostatnio w Rosji budowa domów mieszkalnych ze wspólną kuchnią, które albo nie znajdują lokatorów, albo natychmiast zjawia się tyle „prymusów”, tj. kuchenek indywidualnych, ile rodzin. Niepodobna też wyobrazić sobie, aby ośmiogodzinny dzień pracy dla kierowniczki domu mógł być regulowany na drodze ustawodawczej.

Ruch spółdzielczości spożywców był poniekąd pionierem równych praw dla obu płci w czasach, kiedy jeszcze kwestionowano, czy kobieta ma w ogóle duszę i czy może myśleć w ten sposób co mężczyzna, ponieważ przeciętnie waga mózgu jej nie dorównywa wadze mózgu mężczyzn. Rozwiązał tę sprawę niechcący wielki filozof Emanuel Kant, którego mózg – po jego śmierć – okazał się jeszcze lżejszy, niż przeciętny mózg kobiety.

Pomimo tych pionierskich zasług ruchu spółdzielczego rzeczywiste równouprawnienie kobiet jest jeszcze w dużym stopniu na papierze. Dowodem tego jest przytłaczająca przewaga członków-mężczyzn i ich niemal wyłączny monopol w organach kierowniczych. I to jest największą przeszkodą dla pomyślnego rozwoju spółdzielni, wszystkie bowiem aktualne bolączki spółdzielni, jak sprzedaż nie-członkom, sprzedaż na kredyt, niedocenianie produkcji spółdzielczej, rozwiązać może tylko uświadomienie i aktywność kierowniczek podstawowych komórek spółdzielczych – ognisk domowych.

Przewodnicząca Międzynarodowej Ligi Kooperatystek tak charakteryzuje konieczne warunki do pozyskania kobiety dla spółdzielczości:

„Niejeden zapewne mniema, że wystarczy, aby kobieta zaczęła kupować w spółdzielni, aby później siłą przyzwyczajenia czyniła tam wszystkie zakupy dla swej rodziny. Wszakże tacy członkowie z przyzwyczajenia nie są dostateczną opoką, na której wielki ruch społeczny mógłby się oprzeć, zwłaszcza w dzisiejszych czasach ciężkich walk i odpierania wrogich ataków. Potrzeba członków oddanych, którzy by w każdej okoliczności czynili wszystko, co jest w ich mocy dla rozwoju i obrony swojej spółdzielni. Kobiety wówczas jedynie mogą stanąć na tym poziomie, gdy korzystają z zupełnego równouprawnienia i gdy uwzględnia się właściwości ich psychiki.

Długoletnie doświadczenie pokazało, że kobiety zdolne są czynić dla ruchu najwięcej wówczas, gdy są z nim, jako z całością, najsilniej związane. Wielki wpływ wywierają na kobiety funkcje, które zostają im powierzone. Jest bardzo wiele zdolnych kobiet w prywatnym życiu gospodarczym, Dlaczegóżby ruch spółdzielczy nie miał szukać tych talentów administracyjnych”.

Ponieważ kobiet niepodobna zdobyć inaczej niż przez wychowanie, ponieważ dopomóc sobie mogą jedynie własnym wysiłkiem też w pierwszym rzędzie przez wychowanie – konieczna jest organizacja samych kobiet, która by na wzór związków zawodowych te zadania podjęła. A ponieważ ochrona siły zakupu, którą rozporządza gospodyni domu, jest możliwa jedynie na drodze spółdzielczej, dokumentuje się to już w samej nazwie, którą organizacje na całym święcie przybierają – Ligi Kooperatystek.

Kiedy mowa o udziale kobiet w spółdzielczości, ma się zazwyczaj przede wszystkim na myśli spółdzielczość spożywców, gdzie gospodarcza potęga koszyka do zakupów szczególnie rzuca się w oczy. Ale również i w innych formach ruchu spółdzielczego kobieta ma duże pole do pracy.

Weźmy spółdzielnie rolników, W gospodarstwie rodziny rolniczej spożycie nie jest jaskrawo oddzielone od wytwarzania, a praca mężczyzny od pracy kobiety, gdyż to gospodarstwo stanowi elementarną komórkę zarówno spożycia, jak i produkcji. Ale zważywszy, że ludność wiejska podlega jeszcze dotkliwszemu wyzyskowi ze strony pośredników przy każdym akcie kupna, sprzedaży czy operacji kredytowej, zważywszy, że spółdzielnie rolników organizują przede wszystkim zbyt jaj, przetworów mleka, lnu itp. działów, które są przeważnie powierzone kobietom, że przepracowanie, warunki prowadzenia gospodarstwa domowego są niesłychanie ciężkie, przyznamy, że koła czynnych kooperatystek mają tu też bardzo doniosłe zadanie do spełnienia. Udział w niniejszym Zjeździe przedstawicielek spółdzielczości rolniczej oraz „Stowarzyszenia Gospodyń Wiejskich” jest tedy objawem bardzo pożądanym.

Nie mniej ważne zagadnienia znajdzie Liga Kooperatystek na terenie spółdzielczości pracy, ruchu dążącego do podniesienia godności i radości pracy drogą zastąpienia najemnictwa przez samorządnie zorganizowane grupy pracowników. Wspomnę tu tylko o dwóch niezmiernie aktualnych dziedzinach. Praca chałupnicza w dziale konfekcji damskiej nieludzko wyzyskiwana. Gdyby te pracownice znalazły się w szeregach Ligi i zorganizowały się w spółdzielnie pracy z zapewnionym zbytem w rozwiniętych spółdzielniach spożywców, wówczas Anglia nie miałaby powodu, jak obecnie, do usiłowania włączenia importu taniej konfekcji chałupniczej z okolic Łodzi, na równi z towarami z Japonii, do kategorii zabronionych ze względu na niehumanitarne warunki produkcji [2].

Inne zagadnienie – to paląca sprawa pomocnic domowych (służby domowej), trącąca jeszcze niewolnictwem, równie bolesna dla obu stron, a która może być jedynie rozwiązana na drodze wymiany usług równych z równymi, tj. zorganizowanych spółdzielczo i fachowo przygotowanych specjalistek, jak to opisuje Jan Wolski w broszurze „Podajmy sobie ręce”.

Parę słów o spółdzielczości mieszkaniowej. Ani racjonalne planowanie mieszkań, a zwłaszcza części gospodarczych, ani harmonijne współżycie lokatorek nie da się pomyśleć bez czynnego udziału kobiet.

Rolę drożdży poruszających bierną masę czy koła rozpędowego drzemiących energii podjąć musi w tych wszystkich dziedzinach Liga Kooperatystek.

Wreszcie ogólna polityka gospodarcza kraju, która dotychczas lekceważyła interes konsumenta i potrzeby rynku wewnętrznego. Ton jej nadają nowotwory wielkiego kapitału – kartele, będące karykaturą stowarzyszeń ze względu na swe egoistyczne cele: dążenie do stanowiska monopolowego dowolnego dyktowania cen. Jest to szczególnie rażące w Polsce, gdzie przeciętne spożycie, przypadające na jednego mieszkańca, jest śmiesznie niskie w porównaniu do rzeczywistych potrzeb i w porównaniu do innych krajów. Na przykład spożycie cukru jest 5 razy niższe niż w chłopskiej Danii. Ceny cukru nie są w żadnym stosunku do kosztów wytwarzania, gdyż konsument polski opłacać musi wpływ krzepiący cukru na angielską trzodę chlewną. A sprawa mydła, tego wskaźnika kultury narodu, którego spożycie na głowę spada z roku na rok i wynosi ostatnio niecały kilogram na głowę, kiedy normalne użycie wymaga co najmniej 6 kilo, a wobec utrudnień przywozu surowców cena jego już się podnosi. A sprawa cen drożdży?

Doświadczenie zagranicy pokazuje, że Ligi Kooperatystek mogą wywierać wpływ i na te sprawy. Nie mówiąc już o wpływie potężnej Angielskiej Ligi Kooperatystek, np. ostatnio w Austrii Liga tamtejsza przeprowadziła kampanię przeciwko projektowanej zwyżce cła na kawę, która jest tam artykułem konsumpcji masowej, motywując, między innymi, że zmniejszone spożycie kawy odbije się niekorzystnie na spożyciu mleka, a więc pokrzyżuje plany rządu pomocy rolnictwu.

Konstytucja nasza przewiduje samorząd gospodarczy, który pozostaje tymczasem na papierze. Spożywca musi w nim przyjść do głosu. Ale interes spożywcy powinni reprezentować nie tylko przedstawiciele związków centralnych opierający się na statystykach, wielkościach przeciętnych i tym podobnych niezbędnych, ale abstrakcyjnych danych, lecz również bezpośredni przedstawiciele spożycia, odczuwający krzywdę spożywcy bezpośrednio na własnej skórze, a więc o tyle żywiej. Co innego jest np. biadać, że przeciętne spożycie cukru wynosi coś 10 kilo na głowę, a co innego stwierdzić, jak czynią to niektórzy autorzy „Pamiętników chłopów”, że używają cukru tylko parę razy do roku na wielkie święta.

Wpływ Ligi Kooperatystek na ceny kartelowe może ujawnić się też w inny sposób. Przy jej pomocy ruch spółdzielczy zdobyć bowiem może taką potęgę, że będzie w stanie zmagać się zwycięsko z kartelami za pomocą własnych cukrowni czy drożdżowni, jak niejeden wymowny przykład tego daje ruch szwedzki.

Za założeniem Ligi Kooperatystek w Polsce przemawiają też względy międzynarodowe. Jak każda wielka idea, spółdzielczość nie zna granic narodowych, jest własnością całej ludzkości; również zadania wielkiego ruchu społeczno-gospodarczego nie mogą być rozwiązane w ramach krajowych – wymagają współpracy międzynarodowej, Z tego względu zarówno ruch spółdzielczy jak i Ligi Kooperatystek posiadają własne międzynarodówki.

Międzynarodowa Liga Kooperatystek stawia sobie poczwórny cel:

1. Szerzenie ducha spółdzielczego.

2. Rozpowszechnianie zasad spółdzielczych i ich realizację.

3. Podniesienie gospodarstw domowych.

4. Dążenie do pokoju świata.

Pod względem międzynarodowym byliśmy w Polsce dotąd zapóźnieni; posiadając tylko oddzielne koła kooperatystek nie mogliśmy wejść organizacyjnie w skład Ligi Międzynarodowej, której członkami mogą być tylko organizacje narodowe; wyprzedziły nas nie tylko kraje anglosaskie, północnej, zachodniej Europy, nasz wschodni sąsiad, chłopska Bułgaria, ale nawet Liga Ukraińska w Polsce, wchodząca w skład ogólnej organizacji kobiecej „Sojuz Ukrainok”, która od paru lat jest członkiem Ligi i swą energiczną działalnością w obecnych trudnych warunkach była dla nas pouczającym przykładem.

Pomimo to utrzymywaliśmy żywy kontakt z Ligą Międzynarodową i nawet jeden z głównych referatów na Konferencji Międzynarodowej w roku 1930 w Wiedniu był powierzony przedstawicielce polskiej spółdzielczości. Obecnie z chwilą przystąpienia na członka, jak to przewiduje projektowany statut naszej Ligi, będziemy mieć możność współpracowania organizacyjnie, gdyż jedna przedstawicielka każdej ligi narodowej wchodzi automatycznie w skład Komitetu Centralnego Ligi Międzynarodowej, której budowa jest federacyjna. Będziemy więc mieć sposobność dźwigania współodpowiedzialności za dalsze losy Ligi w trudnych warunkach, w jakich się znalazło z powodu niespodziewanej śmierci swej niezmiernie zasłużonej i utalentowanej sekretarki, Honory Enfield.

***

Ten krótki, z konieczności niepełny, wobec ograniczonego czasu, przegląd dziedzin, które gromkim głosem domagają się świadomej pracy kierowniczek gospodarstw domowych, daje jednak, sądzimy, dostatecznie jasną odpowiedź na pytanie, które postawiliśmy na wstępie.

Zapytajmy dalej, od czego będzie zależeć powodzenie tej akcji, którą rozpoczynamy w tak trudnych warunkach, w czasach największego chaosu, sprzeczności i niepewności jutra świata.

Przede wszystkim, zdaniem naszym, od tego, czy uda się pozyskać dla tych celów całą duszę kobiety, całego człowieka, nie zaś tylko jej dążenia, z pewnością całkiem uprawnione i zrozumiałe, niemniej jednak egoistyczne, do korzyści doraźnych, które daje spółdzielczość. Trzeba, aby w naszych szeregach zapanowała świadomość, że ani ruch spółdzielczy, ani żadne reformy gospodarcze, choćby najmądrzej pomyślane, nie są celem same w sobie, są jedynie środkiem, środkiem w walce o nowego człowieka, w walce o wyzwolenie jego strony duchowej, Jeżeli się to nam uda, to działalność naszą przeniknie ta iskra boża, zwana entuzjazmem, która zdolna jest zdziałać cud. A wtedy nie będzie nam już trudno wykrzesać w sobie te cechy, które są warunkiem pomyślności każdego poważnego ruchu społecznego: gorącej odwagi, zimnej rozwagi i żelaznej wytrwałości.

Maria Orsetti
_______________________
Powyższy referat Marii Orsetti ukazał się pierwotnie w czasopiśmie spółdzielczym „Społem” nr 22, 1935 r., od tamtej pory nie był wznawiany; poprawiono pisownię według obecnych reguł. Przygotował i udostępnił Wojciech Goslar.

Przypisy:

1. „Hasło „dobrobyt dla wszystkich” przestało być mrzonką” – to niemal dosłowny cytat z książki „Zdobycie Chleba” Piotra Kropotkina, przełożonej na język polski przez autorkę powyższego artykułu. Orsetti była gorącą orędowniczką i popularyzatorką myśli Kropotkina w Polsce [przypis redakcji Lewicowo.pl].

2. Tytus Filipowicz, Czy Polsce jest potrzebna gospodarka planowa, Warszawa 1935, s. 32.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *