Kazimierz Zakrzewski

Przezwyciężanie marksizmu

[1935]

Socjalizm w państwie liberalnym

Ewolucja państwa liberalnego nie zatrzymała się na r. 1848 ani na r. 1871. Oblicze jego zmieniło się ogromnie przede wszystkim pod wpływem realizacji głównego postulatu liberalnej demokracji, jaki stanowiło powszechne głosowanie. Fakt ten wprowadził do wnętrza państwa liberalnego masy pracujące. Z przeciwników „republiki burżuazyjnej” stały się one współtwórcami jej losów.

Socjalizm, jedyny w połowie XIX wieku reprezentant opozycji ustrojowej głoszący potrzebę rewolucji antyliberalnej, bardzo szybko dostosował się do zmienionej sytuacji. Z doświadczeń r. 1848 Marks wyciągał wniosek, że „najdrobniejsza poprawa losu proletariatu jest utopią wewnątrz republiki burżuazyjnej, utopią, która staje się przestępstwem, gdy ją się chce urzeczywistnić”. W r. 1895 natomiast sędziwy Engels, komentując studium Marksa o r. 1848, stwierdzał, że „powstanie dawnego typu, walka uliczna z barykadami – jest już przestarzała”. „My rewolucjoniści, przewrotowcy wygrywamy więcej na środkach legalnych, niż na nielegalnych i przewrotowych”, wołał zadowolony Engels, gloryfikując powszechne prawo wyborcze. Socjalizm zerwał z tradycyjnymi metodami rewolucji, zalecając „rewolucję kartek wyborczych” i obóz rewolucyjny zmienił się w stronnictwo parlamentarne. Stronnictwo, niepodobne zrazu do innych, posiadające bowiem zawsze jeszcze program rewolucyjnej renowacji świata. Lecz z chwilą, kiedy socjaliści stanęli na gruncie państwa liberalnego, akcji wyborczej i polityki parlamentarnej, nastąpiła szybka i zupełna ich asymilacja do środowiska, w które dobrowolnie weszli. Socjalizm stał się socjalizmem liberalnym.

Zarzucając taktykę rewolucyjną, żeglując po mętnych wodach demokracji parlamentarnej, zaczął odczuwać konieczność rewizji swej ideologii, porzucenia rewolucyjności czysto zresztą werbalnej, będącej w zbyt głębokim rozdźwięku z płaszczyzną codziennego życia. Na miejsce odrzuconych marzeń o rewolucji kierunek rewizjonistyczny postawił (jak syndykalista Berth mówi o Bernsteinie) „zwykłą ewolucję reformistyczną i demokratyczną, ewolucję gospodarczą i polityczną…, spodziewając się osiągnąć wyzwolenie proletariatu przez doprowadzenie aż do końca liberalizmu burżuazyjnego w podwójnej postaci całkowitej demokracji: politycznej i gospodarczej”. Jeszcze w r. 1891, w dwudziestą rocznicę Komuny Paryskiej, Engels gromił elitę polityczną, występującą na pierwszym planie państwa liberalnego, potępiając ją na przykładzie Stanów Zjednoczonych, gdzie w obu partiach grupują się ludzie, „którzy z polityki robią sobie interes, którzy spekulują na posiedzeniach zgromadzeń prawodawczych, lub którzy żyją z agitacji na rzecz swej partii i po jej zwycięstwie otrzymują posady”. Wszedłszy na arenę republiki parlamentarnej, obóz socjalistyczny, pod wpływem smutnej konieczności, przekształcił się w koterię zawodowych polityków, deklasując działaczy robotniczych uczestniczących w jego agitacji.

Szybki rozwój partii robotniczej należącej do Drugiej Międzynarodówki w Anglii, gdzie dopiero z początkiem XX wieku pojawiła się na arenie politycznej Labour Party, przypieczętował tę ewolucję, wprowadzając do międzynarodowej rodziny socjalistycznej siły, które zwłaszcza po r. 1918 objęły w niej hegemonię; siły te reprezentują najdoskonalej socjalizm liberalny, związany na śmierć i na życie z demokracją parlamentarną i głoszący koncepcje ewolucji reformistycznej, tym bardziej, że obce i antypatyczne są mu wszystkie tradycje walk rewolucyjnych XIX wieku, a nawet ideologii marksistowskiej – socjalizm np. fabianistów i Macdonalda, potępiający wszelki syndykalizm, tj. wszelką rewolucyjność, i pouczający, że „socjalizm przyjdzie przez parlament, albo nie przyjdzie wcale” (Ramsay Macdonald)!

Socjalizm, godząc się z państwem liberalnym, przyjął je z całym aparatem jego instytucji, jako państwo słabe i pozbawione autorytetu, a natomiast rozszerzające zakres swoich agend przez organizację nowych służb społecznych. Pouczał Antoni Menger, że „funkcje władcze rządu przejdą całkiem na drugi plan i państwo rychło przybierze charakter przedsiębiorstwa cywilnego typu przede wszystkim ekonomicznego, w rodzaju dzisiejszych administracji kolejowych lub pocztowych”.

Starając się jak najbardziej rozszerzyć zakres agend państwa, pojmowanego jako administracja lub jako przedsiębiorstwo, a nigdy jako wyposażona w imperium nad ludźmi organizacja moralna, socjalizm liberalny dezorganizował zarazem to państwo przez samo swe istnienie i oddziaływanie wewnątrz burżuazyjnej demokracji; wskazując, że proletariat może tak samo eksploatować aparat państwowy, jak to czyni jego dotychczasowa posiadaczka, burżuazja, uczynił z państwa przedmiot szarpany na wszystkie strony przez sprzeczne siły, którym aparat państwowy musi służyć, nie mogąc ich wszystkich równocześnie zadowolić i nasycić. „Złote czasy” parlamentaryzmu skończyły się z chwilą, kiedy na widowni parlamentów pojawiły się prowadzone przez polityków socjalistycznych grupy robotnicze. Skończyła się bowiem możność rządów parlamentarnych – przeciwko i wbrew proletariatowi – „większości mieszczańskich, uprawiających własną, wyraźną politykę klasową; natomiast – jak dotąd w żadnym wypadku – nie można im było przeciwstawić stworzenia w parlamencie homogenicznej większości robotniczej. Na tym polu powstają nieraz najdziwaczniejsze, niemoralne i drastyczne koalicje parlamentarne. Do władzy dochodzi najczęściej typ polityka lawirującego między socjalizmem a liberalizmem mieszczańskim, zwłaszcza we Francji, stanowiącej najdoskonalsze wcielenie republiki parlamentarnej, w której rządy sprawują przeważnie „byli socjaliści”, jak Briand lub Millerand, albo „niezależni socjaliści”, jak Laval lub Painlevé, opierający się o „zamienne” większości, przesuwające się od wypadku do wypadku. Równie znamienny fakt stanowi niemal powszechny objaw, że na czele parlamentów, jako ich prezesi, kierujący techniką ich pracy, stają zwykle socjaliści, najdoskonalsi obrońcy i rzecznicy demokracji parlamentarnej; każdy z nich stanowi dla swego parlamentu jak gdyby drugiego prezydenta republiki, postawionego obok prawdziwego prezydenta; Fernand Bouisson obok Lebruna, swego czasu Loebe obok Hindenburga, a nawet po przewrocie majowym p. Daszyński obok Prezydenta Mościckiego. W tym momencie utożsamienie socjalizmu z politycznym liberalizmem staje się całkowite.

Naprzeciw socjalizmowi liberalnemu wychodzi demokratyczny odłam panującego mieszczaństwa, czyli socjalizujący liberalizm. Jest to kierunek bardzo dawny; na gruncie francuskim wywodzi się od socjalnej demokracji z r. 1848, skupionej przy Ledru-Rollinie, a po r. 1871 kontynuowanej przez partię radykalną pod wodzą Clemenceau. Na gruncie angielskim wywodzi się on teoretycznie od nie byle kogo, bo od tego pisarza, z którym liberalna szkoła ekonomiczna, zwana manczesterską, osiągnęła swój punkt kulminacyjny: od samego Stuarta Milla, który u schyłku swego życia przechylił się na stronę idei socjalistycznych (um. w r. 1873). Przykład jego wprowadził licznych liberałów angielskich na tory socjalizmu reformistycznego. W r. 1888 liberalny kanclerz skarbu sir William Harcourt rzucił charakterystyczne zdanie: „my wszyscy jesteśmy socjalistami”. Z współczesnych liberałów Lloyd George uprawia „liberalizm kolektywistyczny”, najściślej pokrywający się z etatyzmem socjalistów, pogodzonych z państwem liberalnym, a Herbert Samuel pisze: „Ze wszystkich przeszkód, jakie stoją na drodze człowieka ku poprawie bytu i ze wszystkiego zła, jakie można zwalczać przy pomocy polityki, najstraszniejszym i najpoważniejszym jest nędza; nasza pierwsza zasada prowadzi jasno i prosto do polityki reformy społecznej”.

Zatarcie granic między socjalizmem a liberalizmem otwarło dostęp do partii socjalistycznych dla wszelkiego rodzaju łowców kariery i ambitniejszych działaczy mieszczańskich, szukających na tym terenie korzystnej przyszłości. W szeregi stronnictw socjalistycznych zaczęli napływać bankierzy, przemysłowcy, wpływowi adwokaci i dziennikarze i wszelkiego rodzaju arywiści. W ten sposób stały się one ośrodkiem demoralizacji środowisk robotniczych, na jakie szeroko oddziaływały.

Rozszerzenie agend państwa liberalnego ujawniło wszelkie jego defekty, słabość, nieudolność, korupcjonizm. Koncepcje głoszone przez Vanderweldego i innych teoretyków rewizjonistycznego socjalizmu szły po linii przekształcenia go w państwo techniczne, w „administrację rzeczy”, w „organizację techniczną rozmaitych interesów ogólnych” (Saverio Merlino). Ale zarazem wszystkie te służby społeczne zostały poddane nieudolnej biurokracji, zawisłej od klik i koterii, panujących nad państwem za pośrednictwem parlamentu.

Państwo przestało być narzędziem w walkach klasowych, a stało się aparatem do robienia kompromisów międzyklasowych za pośrednictwem polityków parlamentarnych, profesjonałów tego rzemiosła. Wszechwładność partii, rywalizacja zawodowych polityków, uczyniły to państwo ochlokracją, czyniąc koniecznym dla utrzymania się na powierzchni politycznej schlebianie najniższym instynktom mas, posługiwanie się wszelkiego rodzaju mętami społecznymi. Ta sytuacja okazała się najdogodniejsza dla zakulisowych potęg finansowych, panujących, jak to widzieliśmy, nad produkcją, a przy tym bez trudu kontrolujących działalność aparatu państwowego. Ochlokracja staje się niezbędnym uzupełnieniem plutokracji, jej drugą stroną. Nic łatwiejszego dla grup kapitalistycznych, pozornie atakowanych przez demagogów liberalnego socjalizmu i socjalizującego liberalizmu, jak sfinansować wybory, a potem dyskretnie czuwać nad grą parlamentarną w gmachu przepełnionym swymi agenturami.

Bunt syndykalistów

Z początkiem XX w. socjalizm, wciągnięty w orbitę państwa liberalnego, zbacza na tory rewizjonizmu i odrzuca drogi wiodące do antyliberalnej rewolucji. Równocześnie jednak na gruncie francuskim powstaje nowa szkoła ideowa.

Szkoła ta opiera się o zawodowy ruch robotniczy, przeciwstawiający się robocie politycznej i parlamentarnej, potępiający wszelkie wkraczanie na grunt istniejącego państwa, a tym samem zwalczający z konieczności polityczne partie socjalistyczne i wzajemne przez nie zwalczany. Ruch ten nadaje sobie nazwę syndykalizmu (syndykatami nazywają się we Francji związki zawodowe robotnicze) i tą samą nazwą określa się nowa formacja ideologiczna, powstająca dokoła „Mouvement socialiste”, pierwszego syndykalistycznego organu we Francji.

W r. 1895 kongres robotniczy w Limoges powołał do życia ogólną reprezentację zawodową klasy robotniczej francuskiej pod nazwą Generalnej Konfederacji Pracy. Ta nowa organizacja zaczęła odgrywać większą rolę dopiero w pierwszych latach XX wieku, odkąd połączyła się z Giełdami Pracy. Kongres w Amiens w r. 1906 ostatecznie ustalił podstawy ruchu syndykalistycznego, uchwalając deklarację zwaną „kartą z Amiens”, w której zostaje odrzucony wszelki związek ruchu zawodowego ze „szkołami” politycznymi. Odrzucając akcję polityczną, syndykaliści zalecali „akcję bezpośrednią”, tj. ustawiczną walkę ekonomiczną z kapitałem na gruncie każdego przedsiębiorstwa: rozszerzając tę koncepcję, ustalili hasło „strajku generalnego” jako sposobu obalenia systemu kapitalistycznego i zastąpienia go w nowym ustroju przez system znoszący pracę najemną i zapewniający grupom robotniczym samodzielną pracę w „bezpańskich” przedsiębiorstwach.

Idee te, w świadomości robotników wyłaniające się w dosyć niejasnej formie, pogłębili teoretycy, a nawet filozofowie syndykalizmu, nadając im pełną nośność i przełomowe znaczenie; skupili się oni dokoła Jerzego Sorela, prawdziwego twórcy „nowej szkoły”, obok którego występują jednak Hubert Lagardelle, redaktor „Mouvement Socialiste”, Edward Berth, Guyesse we Francji, a we Włoszech Artur Labriola, Pannunzio, Leone, Olivetti, Rossoni.

Czym był w swej istocie ten syndykalizm rewolucyjny? Był buntem grup ideowych w marksistowskim ruchu robotniczym przeciwko fuzji socjalizmu z państwem liberalnym, przeciwko demokracji parlamentarnej i partii socjalistycznej. Atakując z całą gwałtownością państwo liberalne, syndykaliści przeciwstawili mu związek zawodowy, jako „nową, proletariacką zasadę polityczną”. Związek zawodowy, istotny organ społeczeństwa wytwórców, powołany jest do opanowania wszystkich pozaprodukcyjnych funkcji społecznych, do ich resorbcji w nowym ustroju, opartym wyłącznie na funkcjach produkcyjnych.

Odrzucając ewolucję reformistyczną, odbywającą się na gruncie państwa liberalnego, syndykaliści pragnęli również ewolucji, ale „tworzącej nowe formy, ewolucji rewolucyjnej” (określenie Bertha). Jako prawdziwi niesprzedajni wyznawcy rewolucji socjalnej, uważali się za jedynych autentycznych spadkobierców filozofii marksowskiej, ale zarazem widzieli dobrze rozkład marksizmu i pracowali nad syntezą między spuściznami Marksa i Proudhona. Przeciwnicy racjonalizmu usuwali z marksizmu to wszystko, co w nim było racjonalistyczne, co go łączyło z liberalizmem, co w rewolucji antyliberalnej było balastem. Natomiast zwrócili swoje zainteresowania na tereny zupełnie obce Marksowi; narodziny nowego prawa, nowej moralności, oto były główne problemy, postawione przez Sorela i jego otoczenie.

Każdy młody ruch znamionuje pewna przesadność, egzageracja sądów i koncepcji, które stara się on wyrazić w jak najjaskrawszej formie. Odgradzając się od zawodowych polityków, syndykaliści ze szkoły sorelowskiej wystąpili jak najgwałtowniej przeciwko inteligencji, zarzucając jej deprawowanie klasy robotniczej. Odgradzając się od państwa liberalnego, zwalczali idee narodu i patriotyzmu jako idee burżuazyjne, wyrażające klasowe władanie burżuazji nad proletariatem. Byłoby jednak wielkim błędem przywiązywać większą wagę do tych egzageracji, a nawet dopatrywać się w nich istoty rewolucyjnego syndykalizmu. Państwo, demokrację zwalcza on jako państwo liberalne, demokrację liberalną, przeciwstawiając im syndykaty wytwórców jako podstawę nowego ładu; logicznym rozwinięciem tego negatywnego stanowiska jest pozytywna koncepcja nowego państwa jako emanacji syndykatów, ich więzi i nadbudowy; jakoż ta zasada nie jest obca syndykalizmowi już w jego początkach, w okresie sorelowskim. Uderzenie w inteligencję należy rozumieć jako uderzenie w sposób myślenia racjonalistyczny, w cywilizację ery „oświecenia”, którą wiek XVIII przekazał XIX, a XIX naszemu, a mieszczaństwo za pośrednictwem socjalizmu przeszczepia na klasę robotniczą. Postawie racjonalistycznej wobec życia, optymistycznej i hedonistycznej syndykalizm przeciwstawił postawę epiczną, postawę walczących i pracujących środowisk ludzkich. „Idea społeczna może być tylko żołnierska, lub robotnicza” – powiedział Berth. – „Są tylko dwa szlachectwa, szlachectwo szpady i pracy; mieszczanin, sklepikarz, negocjant, bankier i kupiec, pośrednik i jego kumoter inteligent, również pośrednik, obaj obcy światu broni zarówno jak światu pracy, skazani są na nieuleczalną płytkość myśli i serca”.

Rewolucja socjalna w pojęciu „nowej szkoły” ma to być przede wszystkim rewolucja moralna, przynosząca odrodzenie duchowe ludzkości przez obalenie racjonalistycznego, stosującego moralność wyzysku i użycia, świata mieszczańskiego i ustanowienie moralności bojowników i pracowników, moralności bezinteresownego, twórczego wysiłku, odpowiedniego dla społeczeństwa swobodnych wytwórców. Tę rewolucję przeprowadza klasa robotnicza przez związki zawodowe; zamykając swe działania w obrębie syndykatów walczących bez miłosierdzia ze światem liberalnym we wszystkich jego odmianach, dokonuje ona secesji z „ojczyzny” mieszczańskiej do nowej ojczyzny, której oddaje się ciałem i duszą; tylko to znaczenie ma antypatriotyzm szkoły sorelowskiej. Klasę robotniczą pojmuje syndykalizm jako klasę heroiczną powołaną do całkowitej renowacji świata.

Jasną jest rzeczą, że tak pojęta rewolucja przeciwko państwu liberalnemu nie miała w sobie żadnych pierwiastków anarchistycznych; anarchizm szkoła sorelowska zwalczała zresztą na całej linii, jako ostatni refleks racjonalistycznego liberalizmu i najskrajniejsze jego ujęcie. Dalszy rozwój tej rewolucji musiał przynieść sprostowanie pewnych wypowiedzeń twórców ideologii syndykalistycznej, szczególnie w dziedzinie zagadnień narodowych i państwowych. Na drodze do sprostowania koncepcji odrzucającej państwo pod każdą jego postacią, był najwyraźniej sam Sorel, kiedy przed r. 1914 współdziałał z młodzieżą rojalistyczną z „Action Française”, aby wspólnie z nią obalić Trzecią Republikę; jeszcze więcej po r. 1918, kiedy bez zastrzeżeń akceptował rewolucję sowiecką, ustanawiającą nowy autorytet państwowy typu antyliberalnego. Najciekawiej istota ruchu syndykalistycznego wyraziła się w jego stosunku do grup nacjonalistycznych. Tuż przed wojną uczniowie Sorela we Francji tworzą pod wodzą Edwarda Bertha i Jerzego Valois „koło Proudhona” (cercle Proudhonien), w którym stykają się ze sobą młodzi syndykaliści z młodymi rojalistami. W r. 1914 we Włoszech rewolucyjni syndykaliści pod wodzą Mussoliniego (był to wówczas rewolucyjny działacz socjalistyczny, zbliżony do sorelistów) wraz z nacjonalistami zmuszają rząd włoski do wydania wojny państwom centralnym, stawiając mu alternatywę: „albo wojna, albo rewolucja”. Rozumieli bowiem oni, że wojna światowa może stać się ekwiwalentem strajku generalnego, inaugurując ogólną rewolucję, w której nastąpiłaby realizacja idei syndykalistycznych.

Na lekturze Sorela wychowali się ludzie, którzy poszli na wojnę nie jako bierne ofiary „kapitalistycznej rzezi”, ale jako świadomi swych celów kombatanci, dobrowolnie obierający tę drogę dla odnowienia ludzkości i wprowadzenia jej na nowe tory. Prawie wszyscy uczestnicy dyskusji toczonych w „kole Proudhona” znaleźli na tej wojnie śmierć walecznych, podobnie jak znalazł ją Filip Corriboni, przywódca rewolucyjnego proletariatu mediolańskiego. Syndykalistyczny kult bohaterstwa nie był próżną frazeologią.

Lenin i rewolucja sowiecka

Praktyka socjalizmu rosyjskiego (podobnie zresztą jak polskiego) była wielce odmienna od praktyki socjalistycznych partii Zachodniej i Środkowej Europy, ponieważ Rosja aż do r. 1917 pozostała despocją, która nadała sobie tylko powierzchowne cechy demokracji liberalnej. Socjalizm nie mógł tutaj dokonać przejścia na teren państwa liberalnego, nie mógł zasymilować się do lewicy mieszczańskiej. Aczkolwiek nie brakło i w Rosji socjalistów liberalnych, tzw. legalnych marksistów, byli oni bezsilni wobec faktu rewolucji, która z natury rzeczy musiała przybrać inne formy, aniżeli rewolucja liberalna. W r. 1905 doszło w Rosji do powstań robotniczych z walkami ulicznymi, pierwszych od czasów komuny paryskiej i werdyktu Engelsa wykluczającego ten sposób walki na rzecz głosowania powszechnego. Robotnicy rosyjscy nawiązali zerwaną nić tradycji rewolucyjnej, podejmując nowy cykl walk klasowych, prowadząc je w sposób wielce jednak odmienny, aniżeli syndykaliści francuscy.

Socjalistom innych krajów wydawały się dziwaczne i jałowe te zaciekłe spory, jakie między sobą toczyli socjaliści rosyjscy, zarzucając sobie wzajemnie herezję i ciskając na siebie anatemy. Dla nas, oceniających historię ruchu socjalistycznego w Rosji z perspektywy, nie są one bez znaczenia, ponieważ w ogniu tych dyskusji uformowała się bolszewicka elita rewolucyjna, która w r. 1917 wystąpiła na widownię nie tylko Rosji, ale świata, jako jedna z sił kierowniczych.

Dyskusje te, w przeciwieństwie do wystąpień ideologicznych szkoły sorelowskiej, obracały się zresztą wyłącznie dokoła zagadnień taktycznych w walce z caratem i nie zapowiadały powstania nowego obozu ideowego, mającego odegrać przełomową rolę w dziejach rewolucji antyliberalnej. Socjaliści rosyjscy wyznawali marksizm ortodoksyjny, nie chcąc zmieniać przecinka ani litery w księgach mistrza; zarzut odstępstwa od Marksa jest najważniejszy z tych, jakie Lenin ma w swym dyskusyjnym arsenale i w oczach jego ma wagę decydującą, zwalniając wodza grupy bolszewickiej od obowiązku dostarczania na rzecz swego stanowiska innych argumentów. Bolszewicy nie posunęli też przez szereg lat naprzód ideologii rewolucyjnej. Sam Zinowiew, jako historiograf partii bolszewickiej podniósł, że bardzo długo nie zdawali oni sobie sprawy z konieczności ustanowienia państwowości pod postacią odmienną od republik demokratycznych (tj. parlamentarnych i liberalnych): jeszcze tezy Lenina z r. 1916 stoją na gruncie republiki demokratycznej i dopiero w r. 1917, po rewolucji marcowej bolszewicy ostatecznie ustalili program „socjalistycznej rewolucji proletariackiej”, ustanawiającej nowy typ państwa.

Teorię nowego państwa sformułował Lenin w swym studium pt. „Państwo i rewolucja”, rozwijając przejętą od Marksa koncepcję dyktatury proletariatu. Rząd robotniczy nie może, jego zdaniem, przejąć na swój użytek aparatu państwowego stworzonego przez mieszczaństwo, ale musi zdruzgotać państwo liberalne z wszystkimi jego organami. Zawiązek państwowości nowego typu stanowi Komuna Paryska, a także rady robotnicze, sowiety, które pojawiły się na gruncie rosyjskim w r. 1905, a potem w r. 1917. Nowy aparat państwowy musi być bezpośrednią emanacją klasy pracującej i nie może się przekształcić w aparat nowej władzy panującej nad proletariatem. Aby zapewnić trwałość takiej formie rządu, Lenin wysuwał trzy postulaty: obieralność delegatów robotniczych powołanych do rządzenia i usuwalność ich w każdym momencie, kiedy proletariat zechce ich usunąć, wynagrodzenie nie przekraczające zarobków robotnika (tę zasadę Lenin przejął od Komuny Paryskiej), bezpośredniość kontroli sprawowanej nad rządem przez całą klasę robotniczą.

W ten sposób Lenin jako teoretyk rzucił pierwszą pozytywną koncepcję państwa powstającego w wyniku rewolucji antyliberalnej i realizującego samorząd wytwórców. Pomiędzy Leninem a Sorelem istnieje znaczne pokrewieństwo myśli. Obaj oni równie gwałtownie potępiają socjalizm „oportunistów” pogodzony z państwem liberalnym, obaj odrzucają demokrację parlamentarną i występują przeciwko kłamstwu powszechnego głosowania. „Długi okres kapitalizmu pokojowego od r. 1871 do 1914 uczynił ze stronnictw politycznych zarażonych oportunizmem prawdziwe stajnie Augiasza pacyfizmu, głupoty i zdrady” – są to słowa Lenina, ale równie dobrze mógłby je napisać i Sorel. Obaj uważają, że rewolucja robotnicza musi być rewolucją antyliberalną, usuwającą dotychczasowy aparat państwowy na rzecz samorządu wytwórców, nieco odmiennie ustalają natomiast pozytywną zasadę tego samorządu; dla sorelistów stanowi ją syndykat, lub związek syndykatów, jako rząd techniczny likwidujący wszelkie funkcje polityczne; dla Lenina jest nią sowiet, czyli rada robotnicza lub związek syndykatów jako rząd polityczny realizujący dyktaturę proletariatu. Dopiero po pewnym czasie, kiedy wszelkie szczątki obalonego ustroju zostaną usunięte, rząd polityczny będzie niepotrzebny i wejdzie w fazę obumierania, przy czym Lenin nie wskazywał, jakie formy organizacji społecznej wyłonią się na jego miejsce.

Sorel przyznał zresztą rację Leninowi. On sam i niektórzy jego uczniowie powitali Sowiety jako prawdziwą republikę robotniczą i popierali tych działaczy w ruchu zawodowym francuskim, którzy pragnęli wejść z kontakt z Trzecią Międzynarodówką, nie cofając się przed rozbiciem Generalnej Konfederacji Pracy, pogodzonej z Trzecią Republiką. „Bolszewizm nie jest nowym aspektem socjalizmu” – pisał Berth – „jest jego odrodzeniem” i zastrzegał się, że „panowanie nad światem jest obiecane syndykalizmowi rewolucyjnemu”, zarazem jednak dodawał, że w okresie wojny klas otwartej przez wybuch rewolucji bolszewickiej syndykalizm musi ustąpić miejsca komunizmowi. Rzeczywistość rychło rozproszyła te złudzenia, wykazując całkowitą niemożność współdziałania między socjalistami a Trzecią Międzynarodówką.

Komunizm wojenny

Dochodząc do władzy, Lenin i jego przyjaciele byli całkowicie pochłonięci rozwiązywaniem zagadnienia likwidacji wojny światowej. Wyobrażali ją sobie oni w ten sposób, że proletariat krajów walczących wystąpi czynnie przeciwko rządom, przekształcając „wojnę narodów” w „wojnę klas”. Do takiego wystąpienia wzywała robotników partia bolszewicka, wzywały też nieliczne utrzymujące kontakt z Leninem grupki socjalistów innych krajów. Liczyli oni na to, że rewolucja może mieć do dyspozycji olbrzymie masy żołnierskie, które skierują broń przeciwko swym dotychczasowym generałom i użyją jej do walki o „ogólne wyzwolenie wszystkich niewolników” (zwrot z deklaracji konstytucyjnej sowieckiej republiki rosyjskiej z dn. 17 lipca 1918 r.). Wojna domowa we wszystkich krajach jako finał wojny światowej – to była wizja, która niepokoiła umysły grupy Lenina przez cały czas wojny, oddziałując na jej politykę w momencie, kiedy rewolucja marcowa umożliwiła im powrót do Rosji i objęcie kierownictwa nad rewolucyjnymi grupami proletariackimi.

Rzeczywistość zawiodła te oczekiwania. Upadek monarchii centralnych przyniósł triumf rewolucji liberalnej, a nie socjalnej; tylko w Rosji rewolucja rozwinęła się w myśl przewidywań i wskazań Lenina. Wojna domowa została zlokalizowana. Miast przenieść rewolucję na Zachód i prowadzić „wojnę klas” nad Renem czy nad Dunajem, obóz rewolucji światowej musiał prowadzić ją nad Dnieprem i nad Wołgą, będąc stroną atakowaną, a nie uderzającą. Przeniesienie rewolucji sowieckiej poza granice Rosji etnograficznej udało się tylko w stosunku do narodów byłego caratu, do Ukrainy i Kaukazu, gdzie powstałe po upadku imperium carskiego republiki liberalne okazały się za słabe, aby stawić opór komunizmowi niesionemu na bagnetach czerwonych armii. Wbrew swoim intencjom bolszewicy stali się „zbieraczami ruskich ziem”, aczkolwiek nie marzyli oni wcale o odbudowie pod nową postacią dawnego państwa rosyjskiego, lecz jako prawdziwi internacjonaliści chcieli wojnę z kapitalizmem o oblicze świata prowadzić w skali światowej i w imieniu wszystkich proletariatów.

Rok 1919 przyniósł upadek komunistycznych powstań w Niemczech i w krajach naddunajskich i okazało się tam, że rewolucjoniści nie mogą liczyć na pociągnięcie za sobą mas ludowych i stanowią zbyt nieliczne mniejszości, aby skutecznie odegrać rolę awangardy dla rządu rewolucji światowej, borykającego się równocześnie z białymi armiami w swej własnej siedzibie. Rok 1920 definitywnie rozstrzygnął o przegranej komunizmu wojennego. Decyzja zapadła na polskich polach bitew, „rewolucja od zewnątrz” napotkała na skuteczny opór Polaków, nie mogąc dotrzeć do terytoriów niemieckich, gdzie liczyła na renesans poprzedniorocznych akcji powstańczych. Gdyby wojskom sowieckim udało się opanować Polskę, silniejszy opór – według powszechnej opinii – mogłyby znaleźć dopiero nad Renem; tak wielki sukces wojennego komunizmu mógłby pociągnąć proletariat francuski i włoski do uderzenia w mieszczańskie rządy tych krajów. Bitwa warszawska przesądziła więc niepowodzenie komunizmu wojennego. Zwyciężył on tylko na terenie byłego caratu, okazując się niezdolny do przekroczenia jego granic. Po r. 1921 bolszewicy nie podjęli też żadnej poważniejszej próby, aby się usadowić na Zachód od dzisiejszej granicy państwowej ZSRR. Komunizm wojenny załamał się. Jego linia była wprawdzie jeszcze kontynuowana w Azji, głównie na terenie Chin. Ale Chiny nie przyniosły mu więcej powodzenia, aniżeli Europa Zachodnia.

Jakież były powody tych niepowodzeń? Niewątpliwie nastąpiła „zdrada” znacznej części proletariatu, który nie dał się rzucić na arenę powszechnej wojny domowej. Czy jednak zjawisko to daje się w całej pełni sprowadzić do wpływów Drugiej Międzynarodówki, która przeciągnęła część mas robotniczych na grunt państwa liberalnego? Można by spróbować odwrócić ten związek przyczynowy i postawić twierdzenie, że raczej przeciwnie, odczuwając komunizm wojenny jako niebezpieczeństwo, żywiąc niechęć i brak zaufania do tego zjawiska, klasy pracujące Zachodniej i Środkowej Europy pozostały pod sztandarami Drugiej Międzynarodówki, pomimo wszystkich braków, słabości i odchyleń tego kierunku. Komunizm wojenny była to rewolucja, która wpierw burzy, nim buduje. Poza „nową zasadą polityczną” rządu sowietów, do której tak wielką wagę przywiązywał sowietofilski odłam kręgu sorelowskiego, rewolucja komunistyczna nie przynosiła żadnych realnych i przemawiających do przekonania idei konstrukcyjnych. Wskazywała tylko jeden sposób tworzenia nowego ustroju i jedyną wiodącą do niego drogę: wojnę domową. A takie wskazanie było niedostateczne, tym bardziej, że przykład Rosji sowieckiej w okresie komunizmu wojennego wyraźnie przemawiał za odrzuceniem tego rozwiązania. W Rosji gwałtowne starcie rewolucji bolszewickiej z dowódcami starego porządku, na których stronę przeszły także dawniejsze stronnictwa socjalistyczne, jak mienszewicy i eserzy, spowodowało straszliwe zniszczenie kraju, ruinę produkcji, krwawe masakry dokonywane przez obie strony, przy czym jednak terror czerwony przewyższył biały, oraz rozliczne inne klęski społeczne. Tak było w Rosji, gdzie stare społeczeństwo było stosunkowo słabe, gdzie system kapitalistyczny nie był rozwinięty, warstwy mieszczańskie i drobnomieszczańskie słabe liczebnie i materialnie, a włościaństwo stanęło w masie po stronie Sowietów, które mu dały ziemię. Jakżeż wobec tego wyglądałby przebieg komunistycznej wojny domowej w społeczeństwach Zachodu, gdzie natknęłaby się ona na znacznie silniejszych przeciwników, z którymi musiałaby toczyć dłuższą, ciężką i bardziej zaciekłą walkę? Wynik tej walki byłby niepewny, pewnym byłoby natomiast, że przyniosłaby ona o wiele większe zniszczenie aniżeli w Rosji, mogąc się skończyć ogólną katastrofą cywilizacji zachodniej i pogrzebaniem pod jej gruzami nie tylko liberalnej przeszłości, ale i społecznego jutra.

Koncepcja powszechnej wojny domowej, wojny klas przeciwko narodom upadła, bo nie dawała ludzkości żadnego wyjścia, nie ukazywała oblicza przyszłości. Pociągnęła ona jednak za sobą brzemienne następstwa, deformując wyniki rewolucji antyliberalnej, jaką przeprowadziła Rosja pod wodzą Lenina.

Dla światowego pożaru i dla wojny klas powstała międzynarodowa organizacja założona przez bolszewików. Mówimy tu, rzecz oczywista, o Trzeciej Międzynarodówce. Miała to być formacja wszystkich sił rewolucyjnych podejmujących w każdym kraju wojnę domową z organami starego ustroju. Kierownictwo objęła Moskwa. W Moskwie nie objęły władzy sowiety jako „nowa zasada polityczna” rewolucyjnego proletariatu, jako samorząd wytwórców, skupionych w radach robotniczych. Władzę tę objęła kompartia jako kadra wojenna, jako organ destrukcyjnej „wojny klas”. Nowe państwo, pojmowane jako związek rad robotniczych, pozostało tylko zewnętrznym, formalnym wyrazem nowego ładu. Organizacja partyjna, odrywająca się od proletariatu i zamieniająca dyktaturę proletariatu w dyktaturę nad proletariatem, stała się jedynym istotnym czynnikiem nowego okresu dziejowego.

Następstwem oderwania się partii rządzącej od proletariatu pojętego jako samorząd wolnych wytwórców, jest nowa niewola mas pracujących. Nie są one już w jarzmie systemu kapitalistycznego. Panuje nad nimi nowa biurokracja, ekwiwalent nowej burżuazji. Postulaty Lenina zostały zarzucone. Obieralność i usuwalność rządzących delegatów proletariatu przez proletariat zastąpiło mianowanie i odwoływanie ich przez rządzącą organizację partyjną; kontrola partyjna zastąpiła kontrolę rządu przez robotników.

Tym bardziej oderwanie się sił rewolucyjnych zogniskowanych w Trzeciej Międzynarodówce od żywych mas pracujących musiało nastąpić poza obrębem Sowietów, gdzie siły te nie kształtują życia, a tylko uderzają w dawny ustrój. Stały się one agenturami cudzej państwowości, służebnicami obcej racji stanu. Dla członków Trzeciej Międzynarodówki jedyną i prawdziwą ojczyzną jest federacja sowiecka. Ale ten fakt nie łączy ich z masami stanowiącymi rewolucyjną klasę robotniczą ich krajów, ale ich od mas dzieli i odróżnia. Masy chcą zmian w granicach własnych ojczyzn, to jest własnego życia.

Komunizm wojenny, który miał podsycać i organizować rewolucyjne energie uderzające w ustrój liberalny, w ostatecznym bilansie zmarnował je i zaprzepaścił. W końcu r. 1918 rewolucja antyliberalna ogarniała całą Europę. Panowało powszechne przekonanie, że stary ustrój nie odrodzi się już po doświadczeniach wojny światowej i że nastąpi odnowienie świata. W tym sensie i we Francji mówi się o révolution de 1918, określając w ten sposób stan umysłów i sumę możliwości momentu armistice. Chybione uderzenia wojennego komunizmu, miast obalić stary ustrój, powodowały jego regenerację. Trzeba było dziesięciu łat, aby rozwinęły się następstwa wojny światowej pod postacią ogólnego przesilenia społecznego. Ale nie wróciła fala komunizmu wojennego. Rewolucja antyliberalna szuka nowego cyklu idei, wyraża się w odmienny sposób. Trzecia Międzynarodówka, pozostając siłą destrukcyjną w stosunku do wczorajszego społeczeństwa, nie kształtuje dziejów świata i nie kieruje jego przemianami.

Wyniki rewolucji sowieckiej

Komunizm wojenny nie obalił ustroju liberalnego na świecie i nie zniszczył cywilizacji burżuazyjnej. Natomiast pozostawił po sobie twór państwowy, trwały i żywotny, istniejący w otoczeniu państw zachowujących odmienne formy ustrojowe, jaki stanowi Federacja Sowiecka.

Państwo to, a raczej związek państw, posiadających jednak silną władzę wspólną, określa się jako organizacja państwowa klasy robotniczej, powołana do życia przez wiążące się w jego nadbudowie rady robotnicze, czyli sowiety; sfery mieszczańskie pozbawione są praw politycznych. Faktycznym jednak władcą jest partia komunistyczna. Jest to rodzaj zakonu wojującego, posiadając wszelkie cechy organizacji tego typu: wspólną religię i moralność, ścisłą dyscyplinę, prawo dysponowania życiem członków i wyznaczania im misji, jakie kierownictwo uzna za stosowne. Organizacja tego rodzaju nie jest demokratyczna, podczas gdy system sowiecki w teorii jest demokratyczny, poza tym, że niektóre kategorie ludności wyłącza z udziału w życiu publicznym, co zresztą bywało praktyką również niejednej innej demokracji. Lokalne kierownictwa partyjne, podobnie jak naczelne kierownictwo partii, prowadzą sprawy publiczne za pośrednictwem organów wykonawczych, rozwiniętych w szeroki system administracji. Temu kierownictwu partii podporządkowane są władze państwowe, nawet gabinet ministrów, czyli rada komisarzy ludowych. Dyktatura partyjna przybiera formy osobiste; wciela się więc w postać Stalina na szczycie piramidy państwowej, albo jego rozlicznych narzędzi w terenie. Opozycja jest możliwa tylko wewnątrz partii; wszelka niezależna, pozapartyjna opozycja jest niemożliwa. Ta opozycja partyjna jest dosyć żywa, ale dopuszczona tylko w granicach, jakie spodobają się kierownictwu partii; przekraczając je, naraża się na represje, które powodują konieczność rewokacji błędów, jakby w jakimś nowym kościele.

Ta machina państwowa spełnia bez porównania liczniejsze funkcje, aniżeli państwo liberalne. Przede wszystkim kształtuje całe życie gospodarcze. Przedsiębiorstwa są własnością państwa, które prowadzi je, starając się w miarę możności kontynuować system kapitalistyczny. Praca najemna nie została zniesiona, proletariat zmienił tylko pracodawcę. Wpływ robotników na kierownictwo procesów wytwórczych, wywalczony w erze komunizmu wojennego, w systemie zorganizowanego gospodarstwa sowieckiego zniknął niemal zupełnie. Socjalizm sowiecki określa Swianiewicz jako etatyzm posunięty do form najbardziej krańcowych, kiedy państwo stało się wyłącznym kierownikiem procesów produkcyjnych oraz wyłącznym kupcem, lecz szereg innych warunków gospodarki kapitalistycznej został zachowany. Dodajmy, że wprawdzie formalnie to państwo jest organizacją klasy robotniczej, faktycznie jednak rządy sprawuje w nim elita oderwana od klasy robotniczej.

Zasługą Swianiewicza (w pracy pt. „Lenin jako ekonomista”) było wykazanie, że Lenin nie dążył bynajmniej do natychmiastowej realizacji społecznych i gospodarczych postulatów komunizmu, uważając, iż wstępnym warunkiem do stopniowego ich wprowadzania w życie będzie ustanowienie przez rewolucję robotniczą kapitalizmu państwowego, jako ostatniego ogniwa w rozwoju systemu kapitalistycznego. Kapitalizm państwowy jest tym samem, co my nazywamy dziś gospodarką planową; jest to system, w którym państwo organizuje życie gospodarcze, kontrolując i regulując wszelkie procesy wytwarzania oraz wymiany. Kapitalizm państwowy nie usuwa prywatnych inicjatyw, ale je wiąże dla usunięcia tej chaotyczności i anarchiczności, jaka była koniecznym następstwem gospodarczego liberalizmu. Tuż przed rewolucją październikową Lenin wymieniał następujące akty urzeczywistniające przejście do takiego systemu: nacjonalizacja banków, kontrola robotnicza w przedsiębiorstwach, przymusowa kartelizacja szeregu gałęzi przemysłu, monopol zbożowy, rozpowszechnienie organizacji spółdzielczej spożywców. Najważniejszy jest pierwszy z tych postulatów. Wiemy już, że w szczytowej fazie systemu kapitalistycznego finanse panują nad produkcją; przejście banków w ręce państwa umożliwiłoby mu zupełną kontrolę i dowolne regulowanie rozwoju produkcji. Nie zapominajmy przy tym, że zadania te miało przeprowadzić państwo nowego typu, przejawiające się pod postacią rządów robotniczych, sprawowanych przez wykonawcze organy sowietów.

Rewolucja gospodarcza w okresie komunizmu wojennego poszła znacznie dalej, aniżeli pragnąłby tego sam Lenin. Pociągnęła ona za sobą destrukcję produkcji kapitalistycznej, a tym bardziej destrukcję warstwy kapitalistów. Nastąpiło wydziedziczenie wszelkich posiadaczy i to wbrew Leninowi, który bardzo szczerze stawiał swój postulat „zaprzęgnięcia kapitalistów do pożytecznej pracy pod kontrolą robotników”. Ich zupełne rozgromienie było zresztą nieuchronnym następstwem rewolucji komunistycznej pojętej jako wojna klas. Lecz zaraz po zakończeniu ery wojennej Lenin wrócił do swoich, poprzednio wyrażonych koncepcji współdziałania z kapitalistami w ramach systemu splatającego gospodarkę socjalistyczną (tj. etatystyczną) z przedsiębiorstwami kapitalistycznymi. Takie a nie inne było znaczenie „NEP-u”, dzięki któremu inicjatywa prywatna odzyskała w Rosji szerokie pole działania.

Nowa polityka gospodarcza nie mogła jednak odbudować zniszczonego kapitalizmu rosyjskiego, ani nie zdołała zachęcić kapitalizmu zewnętrznego do większych inwestycji na gruncie sowieckim. W następstwie „NEP-u” nie pojawił się w Sowietach wielki kapitalista, organizator produkcji, w którym Lenin chciał widzieć współpracownika bolszewików, w pewnych wypadkach nawet ich sojusznika, a zawsze – ich nauczyciela. Odrodził się natomiast w wielkich masach drobny przedsiębiorca, rzemieślnik, kupiec, spekulant – albo więc konserwatywny i niezdolny do popchnięcia na nowe tory gospodarstwa krajowego drobny kapitalista, albo też pośrednik, reprezentujący najbardziej prymitywny i niemoralny typ kapitalisty. Aczkolwiek więc „NEP” udał się o tyle, że przyniósł znaczne ożywienie życia gospodarczego, to próba odbudowy wielkiego kapitalizmu i pozyskania go do współpracy z państwem sowieckim odniosła zupełne niepowodzenie.

Dopiero „piatiletka” wprowadziła na właściwe tory rewolucję gospodarczą realizowaną przez Sowiety. Ten okres przyniósł bowiem pełny rozwój gospodarki planowej, uwieńczonej dużymi sukcesami. Z kraju gospodarczo zacofanego Rosja sowiecka stała się krajem podnoszącym swą produkcję na najwyższy poziom techniczny i organizacyjny, jaki produkcja osiągnęła w środowiskach wielkokapitalistycznych. Ale kapitalizm państwowy okresu piatiletki idzie dalej aniżeli program Lenina, po linii etatyzmu, zarzuciwszy splatanie w jednym systemie przedsiębiorstw prywatnych i państwowych i opierając się tylko na tych ostatnich. Prywatne przedsiębiorstwa w Sowietach stalinowskich nie są znane; etatyzm albo socjalizm państwowy (określenia te są mniej więcej synonimami) doszedł do momentu szczytowego. Wreszcie najważniejszą cechą ostatniego, współczesnego stadium rewolucji sowieckiej jest przerzucenie rewolucji gospodarczej na wieś i kolektywizacja znacznej części włościaństwa wschodniej Europy.

Chcąc jak najkrócej określić wyniki rewolucji sowieckiej, stwierdzimy, że w organizacji życia gospodarczego poszła ona znacznie dalej, aniżeli chciał tego Lenin jako teoretyk, łącząc kapitalizm państwowy ze skrajnym etatyzmem i usuwając zupełnie prywatnego przedsiębiorcę i pośrednika z pola działalności gospodarczej. Ale zarazem nie osiągnęła ona tych celów, które stawiała sobie jako rewolucja społeczna, tylko fikcyjnie urzeczywistniając zasadę rządów klasy robotniczej. W federacji sowieckiej pod firmą dyktatury proletariatu sprawuje rządy partia – zakon, czyli zorganizowana elita, wyraźnie oddzielona od proletariatu, która, władając wszystkimi przedsiębiorstwami wytwórczymi i całym systemem wymiany, rozwija gospodarkę planową, starając się jej nadać tempo jak najszybsze, aby uczynić Rosję jednym z krajów uprawiających imperializm gospodarczy i ubiegających się o udział w hegemonii, jaką kapitalistyczne imperia gospodarcze sprawują nad światem. „Socjalizm w jednym kraju” stał się – bardzo jaskrawym i radykalnym – faszyzmem rosyjskim, zajmującym miejsce wśród reżimów, które opanowały Środkową Europę.

Kazimierz Zakrzewski
_______________________
Powyższy tekst Kazimierza Zakrzewskiego pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Droga” nr 4, 1935. Było to kulturalno-polityczne czasopismo bliskie lewemu skrzydłu inteligencji piłsudczykowskiej. Od tamtej pory tekst prawdopodobnie nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Więcej tekstów Zakrzewskiego i na podobne tematy można znaleźć w dziale Syndykalizm.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *