Leon Wasilewski

Oryginalny jubileusz (pięciolecie „Robotnika”)

[1899]

Obywatele państwa konstytucyjnego tylko z wielkim natężeniem wyobraźni mogą przedstawić sobie warunki, w jakich musi się rozwijać ruch robotniczy w zaborze rosyjskim.

Zupełny brak jakichkolwiek bądź praw [istniejących w] Galicji, wolności zgromadzeń, możności istnienia prasy i literatury robotniczej, a zamiast tego szereg szpiclów, ustawiczne rewizje i aresztowania, świst nahajów kozackich i kul – oto tło, na którym rozwija się polski ruch robotniczy pod caratem. A droga rozwoju tego ruchu zaznaczona jest szubienicami członków „Proletariatu”, trupami robotników Żyrardowa, Łodzi, Dąbrowy…

Jednakże ruch tam istnieje bez przerwy, rozwija się, zatacza coraz szersze koła i nawet święci tryumfy nad tak przemożnym wrogiem jak władze potężnego caratu.

Jednym bodaj czy nie najbardziej podziwu godnym tryumfem jest pięcioletnie istnienie „Robotnika” warszawskiego – głównego organu Polskiej Partii Socjalistycznej. Właśnie w czerwcu 1894 r. ukazał się z tajnej drukarni partyjnej pierwszy zeszyt tego pisma i od tego czasu, pomimo wściekłej naganki żandarmów, pismo to regularnie opuszcza drukarnię krajową, tak samo regularnie rozszerza się po całym kraju, a obecnie mamy przed sobą już nr 31.

Jeśli w krajach konstytucyjnych, gdzie na usługi partii i jej agitatorów stoją liczne stowarzyszenia, wielkie zgromadzenia publiczne, nareszcie mównice parlamentów, pismo jest najsilniejszym i naturalnym sposobem wpływania na masy, to cóż dopiero mówić o kraju podbitym, rządzonym despotycznie i pozbawionym wszelkich praw politycznych?

Tu pismo odgrywa rolę główną, gdyż wszelkie tajne zebrania muszą z natury rzeczy być nader szczupłe co do liczby uczestników, a nawet najniżsi funkcjonariusze partyjni mogą się stykać osobiście tylko z zupełnie zaufanymi towarzyszami – wprost ze względów bezpieczeństwa.

W takich warunkach pismo jest łącznikiem pomiędzy masą robotniczą a ściśle zakonspirowaną organizacją partyjną.

Ale pismo, które by podołało wszystkim tym zadaniom, musi być organem nie jakiejś grupy nikłej, lecz silnej, wpływowej partii.

Za dowód najlepszy mogą posłużyć te pisma tajne, które od czasu do czasu powstają w Rosji, ale numeru drugiego prawie nigdy nie przekraczają. Nawet organizacja tak zasobna w środki i ludzi jak „Narodnaja Wola” zdołała wydać zaledwie 9 numerów swego organu, oddawszy przy tym w ręce policji cały szereg drukarń. Warszawski „Proletariat” wydał tylko 5 numerów.

Wobec tego fakt wydania 31 numeru „Robotnika”, i to z jednej i tej samej tajnej drukarni, jest czymś po prostu niesłychanym nie tylko u nas, ale w całym w ruchu rewolucyjnym w granicach caratu.

Jak wiadomo, od czasu rozbicia tzw. wielkiego „Proletariatu” aż do lutego r. 1893 nie istniała w zaborze rosyjskim żadna jednolita partia socjalistyczna, kierująca całym ruchem. Dopiero w roku 1893 nastąpiło połączenie istniejących grup w jedną partię – PPS. Ma się rozumieć, że słabe grupy i kółka nie mogły ani marzyć o wydawaniu organu. Dopiero kiedy powstała partia, można było o nim pomyśleć, ale rok upłynął, zanim stosunki wewnętrzne partii zostały uporządkowane o tyle, że nic już nie stanęło na zawadzie utworzeniu organu. Na drugim zjeździe PPS uchwalono niezwłocznie przystąpić do wydawania „Robotnika”.

Na początku lipca 1894 r. rozpowszechniono numer 1 „Robotnika” i odtąd pismo to wychodzi prawie regularnie co miesiąc aż do końca roku, kiedy Centralny Komitet Robotniczy postanowił przerwać na pewien czas wydawnictwo w celu ulepszenia go i wprowadzenia pewnych zmian.

Już po pierwszych sześciu numerach można było ocenić ogromne znaczenie pisma przyjętego przez ogół robotników z entuzjazmem. Należy uprzytomnić sobie, że wówczas istniała była jeszcze grupa secesjonistów, nazywająca się „Socjaldemokracją Królestwa Polskiego”, która posiadała dość liczne stosunki wśród robotników i bruździła gdzieniegdzie partii. Otóż z chwilą ukazania się „Robotnika” PPS zaszachowuje warchołów i przyciąga do siebie nawet tych z robotników, którzy zaliczali siebie w poczet zwolenników SDKP.

Młoda partia musiała wytężyć wszystkie swe siły na zabezpieczenie sobie bytu, musiała ostrożnie nowych dróg i sposobów walki próbować. Była więc pewna chwiejność i niejasność w samej działalności partii, co się też wyraźnie odbijało w pierwszych numerach „Robotnika”. Jakieś wahania się, czasami niechęć wyraźnego postawienia kwestii – oto co daje się w nich dostrzec.

Ale ten okres przejściowy długo trwać nie mógł. W numerach, które się znowu poczęły ukazywać po półrocznej niemal przerwie, wad powyższych już nie spostrzegamy. Treść urozmaica się, ale zarazem staje się całkiem jednolitą. We wszystkich artykułach i notatkach widać cel jeden: dążność do wyrobienia społecznego i politycznego klasy robotniczej i uczynienia jej siłą kierowniczą w społeczeństwie.

Nie ma kwestii obchodzącej masy robotnicze, której w „Robotniku” nie poruszono by ze stanowiska interesów proletariatu i z punktu widzenia programu partyjnego nie oświetlono. Czy to chodzi o wyjaśnienie podstaw walki klasowej u nas, czy kwestię rusyfikacji, czy o porównanie naszych stosunków z zachodnioeuropejskimi, czy o rolę rządu w różnych dziedzinach życia, czy o sprawę ugody, czy o kwestię żydowską, robotnik z ufnością może zwrócić się do swego organu, wiedząc, że zawsze znajdzie w nim wyjaśnienie spraw, które go najbardziej dotyczą. Oprócz artykułów wyjaśniających najbardziej aktualne sprawy robotnik znajduje tu i informacje o stosunkach i walce robotników zza kordonu i za granicą oraz mnóstwo korespondencji z najrozmaitszych zakątków kraju.

Jednym słowem walczący proletariusz polski znajduje w swym „Robotniku” i doradcę, i kierownika, i pocieszyciela, i źródło otuchy w walce, toteż nic dziwnego, że otacza swe pismo czułym przywiązaniem, którego dowody składa codziennie. Oto co pisze np. jedna z bliżej redakcji „Robotnika” stojących osób: W mnóstwie korespondencji, pisanych często ręką niewprawną, z fabryk nieobjętych organizacją partyjną, spotykamy naiwne nieraz, lecz szczere wyrazy przywiązania do „Robotnika”, do „Socjalnego Pisma”, jak go nazywają niekiedy w szerokich masach ludu roboczego. „Kochanemu Robotnikowi donoszę”, „nasze pismo”, są to słowa często w korespondencjach powtarzane. Redakcja otrzymała nawet wiersze układane na cześć „Robotnika”; forma utworów niezręczna być może, lecz z każdego wiersza bije uczucie radości i dumy. Ale jaka to bywa radość w warsztatach i fabrykach, gdy „Robotnik” złoży jaki dowód sprężystości i energii! A gdy z jakichkolwiek powodów „Robotnik” się opóźnia, zewsząd się sypią zapytania „cóż Robotnik kiedy wyjdzie?”, „czy się nie wsypał!” itd.

Wzrost siły i stosunków partii odbija się stale w „Robotniku”, który pomału przestaje z powodu nadmiaru materiału zadawalać wszystkie ogniska ruchu. Wytwarzają się obok niego inne stałe lub czasowe organy („Górnik”, „Radomianin”, „Białostocczanin”). Olbrzymi rozwój ruchu w stolicy kraju powoduje wydawanie specjalnych dodatków dla Warszawy. Powstaje „Kurier Robotnika”, który ma informować natychmiast o najważniejszych faktach.

W końcu roku 1897 „Robotnik” obchodził ukazanie się numeru 25., w którym znajdujemy ciekawy bilans pisma. Dowiadujemy się z niego, że 25 numerów rozpowszechniono w 32 000 egzemplarzy, na co wzięto 1700 funtów papieru, a cały komplet „Robotnika” obejmował 296 stron druku. Cyfry powyższe – mówi od siebie Redakcja „Robotnika” – odzwierciadlają rozmiary tajnie dokonanej pracy naszych zecerów i kolporterów, lecz nie dają jednak jeszcze całkowitego obrazu działalności związanej z „Robotnikiem”. Nie dość bowiem mieć tajną drukarnię i zabezpieczyć ją przez ten długi czas od poszukiwań wielotysięcznej zgrai carskich siepaczy – trzeba jeszcze zapewnić pismu dostateczną liczbę współpracowników z całego kraju, ażeby mogło ono godnie sprostać swemu zadaniu. Pod tym względem każdy numer „Robotnika” składa nowe świadectwo, jak rozgałęzione są nasze stosunki. Te setki korespondencji, kartek, druków, nawet opakowań od tytoniu, zapisanych niewprawnymi rękami, zasmolonych przy przechodzeniu z rąk do rąk, zanim doszły do redakcji; te setki kolporterów, spieszących bez względu na areszty rozdać numer towarzyszom; te tysiące stałych czytelników, dzielących się po kilku, kilkunastu jednym egzemplarzem; ten strach wreszcie wszelkich dusz podłych, gdy ujrzą swe czyny napiętnowane w „Robotniku” – wszystko to dowodzi, że pomimo swej tajności „Robotnik” jest najbardziej rozpowszechnionym wśród robotników pismem, jest jasnym wyrazicielem pragnień całej klasy robotniczej, budzącej się do samodzielnego życia, do walki o swe interesy i swe ideały. Istnienie „Robotnika” i jego szerokie rozpowszechnienie to nie tylko dowód energii i wytrwałości zatrudnionych przy nim jednostek, lecz zarazem wyraz siły tego potężnego ruchu socjalistycznego, który i u nas ogarnia coraz szersze koła ludności pracującej. I dlatego właśnie „Robotnik”, niosąc otuchę i wiarę tam, gdzie panowało przygnębienie i zwątpienie, stał się dla nas wszystkich ukochanym dzieckiem, naszą dumą. Tak, możemy z dumą wskazać na „Robotnika”, bo istnienie jego jeszcze raz potwierdza, że w całym narodzie polskim jest tylko jedna rewolucyjna klasa – klasa robotnicza; wbrew pętom niewoli politycznej potrafiła ona wyłonić z siebie tajną organizację dla obrony swoich interesów i na drodze nielegalnej zdobyć to, czego carat nie daje – wolność słowa.

St. Os…arz (Leon Wasilewski)
______________________________
Powyższy tekst, sygnowany pseudonimem, za którym krył się Leon Wasilewski, ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Krytyka”, lipiec 1899 r. Od tamtej pory prawdopodobnie nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł, ze zbiorów Remigiusza Okraski. „Krytyka” była postępowo-lewicowym czasopismem społeczno-kulturalno-literackim, sympatyzującym z niepodległościowym nurtem polskiego ruchu socjalistycznego. Na zdjęciu pierwsza strona pierwszego numeru „Robotnika” – reprodukcja za „Z dziejów prasy socjalistycznej w Polsce”, red. Feliks Perl i Zygmunt Zaremba, Warszawa 1919.

Tekst publikujemy w 120. rocznicę utworzenia Polskiej Partii Socjalistycznej.  

Wiele tekstów poświęconych Polskiej Partii Socjalistycznej można znaleźć w dziale PPS.

Warto przeczytać także:

•    Marian „Wojtek” Malinowski: O Wojtku i o tajnej drukarni [1919]
•    Feliks Perl: Wspomnienie z tajnej drukarni [1919]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *