Kazimierz Czapiński

Nowa rzeź socjalistów

[1924]

Nadchodzi znowu wieść o strasznej rzezi więźniów socjalistycznych w Rosji Sowieckiej.

Co prawda znęcanie się nad socjalistami, torturowanie i mordowanie nie ustawały ani na chwilę. Oto przed kilkoma tygodniami rozeszła się wieść o samobójstwie socjalisty-rewolucjonisty (esera) Morozowa, który przeciął sobie aortę, aby zaprotestować przeciwko nieludzkim warunkom, w których trzymano skazańców ze znanego procesu eserowskiego Centralnego Komitetu. Nadchodziły wciąż wiadomości o nieludzkich aresztowaniach i deportacjach socjalistów do Turkiestanu, do Narymskiego i Turuchańskiego kraju w Syberii itd. W roku 1922 na dalekim brzegu Morza Północnego utworzono słynny koncentracyjny obóz portamiński. Ale bolszewikom tego było za mało. I oto na dalekich Wyspach Sołowieckich, na Morzu Białym utworzono nową katorgę; nasz krakowski zjazd partyjny uchwalił specjalną rezolucję protestu przeciwko tym strasznym męczarniom na tych „Sołowkach”, odciętych śnieżną pustynią przez 8 miesięcy od całego świata. W domu, obliczonym na 70 osób, mieszka tam 200 socjalistów różnych odcieni, oddanych pod dyktaturę dozorców, nabranych ze zbrodniarzy kryminalnych i czekistów ukaranych za łapówki i okrucieństwa. W tych ciężkich warunkach żyjąc, a raczej powoli umierając towarzysze nasi popełniają samobójstwa jedno po drugim lub dostają obłędu. Oto ostatni berliński „Socjalisticzeskij Wiestnik” (nr 3) donosi, że esdek Jegorow dostał na Sołowkach obłędu po samobójstwie socjalistki Sandomir i został odwieziony do Moskwy, a teraz z powrotem jest eskortowany na Sołowki, jakkolwiek jest ciężko psychicznie chory. Cóż dziwnego, iż tak się dzieje z aresztowanymi socjalistami, jeżeli tenże „Wiestnik” donosi, iż nawet znany komunista Miasnikow, który pół życia spędził w carskiej katordze, został aresztowany za „opozycyjność” i popełnił zamach samobójczy w więzieniu bolszewickim.

Jeszcze gorzej niż socjalistom jest na Sołowkach „kontrrewolucjonistom” spośród inteligencji, która jest zamknięta w tzw. Kremlu. Według „Wiestnika” dozorcy biją kijami pracujących więźniów bez litości, a za karę wystawiają gołych latem „na komary”, albo też rzucają do ciemnego karceru, gdzie nie można się nawet położyć, lub do wieży, gdzie zimą wszystko lodowacieje od mrozu; kobiety są zmuszane do rozpusty i sprzedają się za porcję chleba; słowem prawdziwy obóz niewolników…

Otóż na tych przeklętych Sołowkach doprowadzono socjalistów do protestu, który spowodował nową rzeź. Poświęca jej wstępny artykuł cytowany „Wiestnik”, powiadając, iż nic w niej nie ma dziwnego, skoro w centrum bolszewickim zostało dane hasło „Wytrzebienie socjalistów”. Szczegóły tej rzezi znajdujemy w berlińskich eserowskich „Dniach” (15 lutego). Gdy socjaliści zesłańcy, mieszkający poza więzieniem, dowiedzieli się, że w szpitalu umiera trzech towarzyszy pokaleczonych przez żołnierzy przy odprowadzaniu do karceru – zaprotestowali, żądając sądowego zbadania wszystkich ostatnich wypadków, między innymi 7 grudnia powiesił się w celi samotny więzień, który przebył już w tej celi 9 miesięcy bez spacerów. Gdy katorżnicy się zebrali i protestowali przed więzieniem, wybiegli krasnoarmiejcy i zaczęli strzelać. W rezultacie zabito 8 zesłańców, a 19 ciężko raniono. Ilu zmarło od ran – nie wiadomo. Było to wszystko w początkach grudnia. Wiadomo tylko, że do 20 grudnia na Sołowkach popełniło samobójstwo 3 więźniów.

Tak się przedstawia nowa zbrodnia bolszewickich oligarchów, którzy, czując dobrze, iż w zrujnowanym przez nich kraju jedynym protestem przeciwko bezprawiu, a na rzecz demokracji jest protest socjalistów, dochodzą do szału w swej nienawiści przeciwko nim i nie cofają się przed żadną zbrodnią. Kapitaliści, spekulanci – „nepmani” – ci jakoś umieją współżyć z bolszewickim rządcami, ale socjaliści dalej się organizują i protestują. Za to też ich ściga niesłabnąca zemsta bolszewików!

Przysłano mi właśnie z Berlina nową książkę o bolszewickim terrorze: Mielgunow – „Czerwony terror w Rosji” (Berlin 1924 r.).

Mamy przed sobą jeszcze jedną historię straszliwych okrucieństw czerezwyczajki i następujących po niej instytucji z lat ostatnich.

Autor czerpie przeważnie materiały ze źródeł socjalistycznych i to nadaje im szczególną wagę. Rzeczy to są tak straszliwe, tak przerażające, tak – zdawałoby się – po prostu niemożliwe, nieludzkie, iż czytać tej książki prawie niepodobna. Uwagę naszą zwraca przede wszystkim to, iż terrorystyczny szał bolszewicki zwraca się bynajmniej nie tylko przeciwko burżuazji i inteligencji, lecz także (i to w ogromnym stopniu) przeciwko robotnikom, jeśli ci próbują występować niezależnie. Weźmy np. strajk robotniczy w Astrachaniu z r. 1919. Na mityngu robotniczym rozstrzelano 2000 robotników, a na skutek depeszy Trockiego („Załatwić bez litości”) zaczęto topić robotników, rzucając ich z parostatków do wody; tak np. z parostatku „Gogol” zrzucono około 180 ludzi (str. 44). Albo oto w r. 1920 w Kazaniu rozstrzelano 60 delegatów robotniczych za żądanie 8-godzinnego dnia pracy (str. 101). Oto w guberni permskiej w znanych zakładach „Motowilicha” rozstrzelano 100 robotników za protest przeciwko bolszewickim okrucieństwom.

Nie należy sądzić, iż to są tylko ekscesy poszczególnych katów bolszewickich z pierwszych lat bolszewickich rządów, bynajmniej. Tortury są stosowane wobec socjalistów nawet w ostatnich czasach. Oto np. esdek Trejger zostaje w Semipałatyńsku posadzony do „skrzyni” długości 3 kroków, gdzie przebywał razem z wariatem Chińczykiem mordercą; a było to w r. 1923. Oto lewy eserowiec Szebalin opisuje, jak go bito rękojeścią rewolweru, jak mu uciskano oczy i kaleczono organa płciowe – aż do utraty przytomności. W marcu r. b. w Irkucku przy badaniu starego rewolucjonisty Kulikowskiego bito go po głowie rękojeścią rewolweru, rozbito mu czaszkę i zamordowano.

Nawet oficjalne pisma bolszewickie od czasu do czasu są zmuszone przyznać, iż tortury istnieją, gdy przez pomyłkę trafi do oprawcy jakiś komunista. Tak np. „Izwiestja” opisały, że we włodzimierskiej guberni w Czeka przy badaniach „igłami kolą nogi”; albo że w pewnej moskiewskiej komisji śledczej biją aresztowanych z przerwami po 18 godzin. Straszne wiadomości (z r. 1923) dochodzą z Gruzji. Jak donoszą pisma socjalistyczne, w głębokich piwnicach czerezwyczajki są trzymani bez jadła, a często i bez wody całymi tygodniami gruzińscy socjaliści przeznaczeni do tortur. Na gołej ziemi, aż do kolan w krwawym błocie, stoją i siedzą ofiary, które nocami muszą staczać całe walki z głodnymi szczurami; w razie potrzeby aresztowanego prowadzą jeszcze niżej, do dalszych, zupełnie ciasnych lochów…

Straszne rzeczy opowiada nam Mielgunow o bolszewickim terrorze – o rozstrzeliwaniu dzieci trzyletnich (str. 112); o ściąganiu skóry z żywych więźniów; o masowym gwałceniu aresztowanych kobiet; o chińskiej torturze przy pomocy żywego szczura, wgryzającego się w ciało ofiary itp. Czytamy rzeczy tak potworne, że czytać możemy zaledwie z trudem. Oto np. na str. 117 czytamy o aresztowaniu niejakiej Dąbrowskiej, którą gwałcono kolejno, poczynając od czekisty Frydmana, potem ją torturowano nacinając ciało nożem i ściskając obcęgami palce, w końcu ją rozstrzelano. Cyfry są straszne – tak np. na Krymie przy likwidacji ruchu „białogwardyjskiego” rozstrzelano w sposób okrutny około 50 000 ludzi, przeważnie spośród spokojnych obywateli.

Do tej krwawej historii, opowiedzianej nam przez Mielgunowa, przez rosyjskich socjalistów mienszewików i eserów (patrz zwłaszcza okropną książkę zbiorową, wydaną przez eserów, pt. „Czeka”), dołącza się nowa wielka zbrodnia – opisana na wstępie rzeź bezbronnych, zmaltretowanych socjalistów na Wyspach Sołowieckich. Ci sami bolszewicy, którzy mają na eksport, dla krajów zachodnioeuropejskich, dla obłudnych celów taktycznych hasło jednego frontu, sami w krajach, gdzie rządzą, tworzą „jeden front” z kapitalistami i spekulantami, zaś socjalistów nie tylko aresztują i prześladują, nie tylko odbierają im wszelką możność legalnej pracy, nie tylko znęcają się nad nimi po okropnych lochach więziennych, lecz mordują ich w sposób wyrafinowany i okrutny. To jest ten „jeden front”…. Nikczemna, jezuicka obłuda na eksport! Rzucając dla naiwnych hasło „jednego frontu”, jednocześnie Zinowiew, jako wódz III Międzynarodówki, daje oficjalną instrukcję niemieckim komunistom przede wszystkim zwalczania niemieckiej socjalnej demokracji, i to zwłaszcza odłamu jej radykalnego (zob. „Prawda” z 7 lutego br.).

Zbrodniarz pozostaje zbrodniarzem, a fałsz – fałszem, w jakiekolwiek by szaty się ubrali. Najważniejsze tkwi w tym, aby od tej zbrodniczej metody morderców bolszewickich odgrodzić się jak najsilniej. Słusznie pisze tow. Kautsky w swym „Terroryzmie i komunizmie”: „Zadaniem europejskiego socjalizmu jest troska o to, aby moralna katastrofa metody komunistycznej nie stała się katastrofą socjalizmu w ogóle, ażeby została przeprowadzona ostra linia demarkacyjna i ażeby świadomość mas dobrze te różnice sobie uprzytomniła”.

Tu nie może być żadnej ugody i żadnego współdziałania. Rzeź sołowiecka, rzeź bezbronnych towarzyszy rosyjskich raz jeszcze, i to bardzo dobitnie, stwierdza słuszność tej naszej zasady: socjalizm a komunizm – to są dwie zasady całkowicie różne. Mac Donald, Jaures z jednej strony, a Zinowiew i Kamieniew z drugiej. Dwie metody nie tylko różne, ale wręcz sprzeczne i przeciwne!

Kazimierz Czapiński

_____________________

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w PPS-owskim dzienniku „Robotnik” nr 52/1924, 21 luty 1921 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle dzisiejszych reguł.

 

 

Warto przeczytać także dwa inne teksty tego autora:

a także teksty z działu Antykomunizm

 

Jeden komentarz nt. “Nowa rzeź socjalistów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *