Instytut Spraw Społecznych

„Młodzież sięga po pracę” (zakończenie)

[1938]

Rozważania nasze dobiegły końca. Spróbujemy teraz w najogólniejszych rzutach zestawić wnioski, do jakich nas te rozważania doprowadziły.

W warunkach obecnych sytuacja młodzieży na rynku pracy jest bardzo trudna. Ogromne bezrobocie panuje w jej szeregach, częściowo w postaci braku pracy wskutek utraty posiadanego poprzednio zajęcia, ale przede wszystkim w postaci coraz bardziej wydłużających się okresów poszukiwania pierwszego zajęcia. Zdobywanie pracy jest stosunkowo łatwiejsze tylko w drobnych przedsiębiorstwach typu rzemieślniczego, będących w najgorszych warunkach, a do przemysłu, do służby publicznej itd. dostaje się młodzież dopiero w starszym wieku i to oczywiście tylko w ograniczonej liczbie. Już w czasie spisu ludności 1931 r. stwierdzono, że wśród młodzieży w wieku 15-17 lat przeszło połowa chłopców i dziewcząt mających już szkołę za sobą nie zaczęła jeszcze normalnie pracować, nie mówiąc o tych, którzy, uzyskawszy pracę, po pewnym czasie ją utracili. Nawet wśród starszej młodzieży osoby czekające jeszcze na pierwszą pracę nie były rzadkimi wyjątkami. Od tego czasu stan zatrudnienia młodzieży uległ dalszemu stosunkowemu zmniejszeniu. Taki jest obraz sytuacji młodzieży miejskiej.

Jeszcze w gorszym położeniu jest młodzież chłopska, siedząca w gospodarstwach rodziny bez możności wykorzystania swej zdolności do pracy, traktowana w ogromnej części przez siebie samą i przez otoczenie jako „zbędni”, obciążający bezużytecznie gospodarstwa. Młodzież ta dąży do przedostawania się do miast w tym stopniu, w jakim tylko jest to możliwe. Napotyka przy tym jednak nie tylko na trudności wynikające z położenia na rynku pracy, ale i na tę przeszkodę, że wykształcenie, jakie otrzymuje na wsi, nie obejmuje pełnej szkoły powszechnej, a bardzo często przerywa się nawet przed ukończeniem nisko zorganizowanej szkoły jednoklasowej. Młodzież wiejska zjawia się więc na rynku miejskim jako żywioł bardzo słabo wykwalifikowany.

Przygotowanie zawodowe młodzieży jest zresztą w ogóle bardzo niedostateczne. Poza szkołę powszechną przechodzi zasadniczo młodzież z rodzin zamożniejszego mieszczaństwa i pracowników umysłowych, a tylko w nieznacznej części młodzież robotnicza i drobnomieszczańska, która zdobywa kwalifikacje zawodowe dopiero w drodze praktyki.

Trudności, z jakimi spotyka się młodzież na rynku pracy, mają źródło w splocie różnych czynników, o różnym stopniu trwałości działania.

Czynnikiem o najbardziej przejściowym w zasadzie charakterze jest wpływ kryzysu gospodarczego. Zazębiając się jednak z działaniem czynników strukturalnych, takich jak stały dopływ sił ze wsi na rynek miejski, skutki kryzysu przedłużają się i słabną dopiero stopniowo po wejściu w fazę poprawy. Jak widzieliśmy w rozdziałach poświęconych tej sprawie, bezrobocie masowe bynajmniej nie znikło wraz z ustąpieniem kryzysu. Oczywiście najbezwzględniejszy wpływ na zatrudnienie młodzieży – jak i na sytuację ludności w ogóle – wywierał kryzys w latach 1930-1933, w okresie ciągłego redukowania załóg fabrycznych. I w dalszych jednak latach kryzys nie minął bez śladów. Przede wszystkim produkcja rosła początkowo bardzo wolno. W 1936 r. tempo jej stało się szybsze, ale dopiero w 1937 r. poziom produkcji w przemyśle osiągnął rozmiary przedkryzysowe. Nie zlikwidowało to jednak od razu bezrobocia. Wzrost produkcji nastąpił w pewnej części na skutek wzrostu wydajności pracy (i dzięki niemu) – w tej części spadek zatrudnienia pozostał niewyrównany. Większe znaczenie ma fakt, że jeśliby nawet zatrudnienie powróciło w całości do rozmiarów przedkryzysowych, to na rynku pracy pozostałby niezatrudniony cały przyrost ludności z lat kryzysowych; i to zarówno przyrost miejski, jak i ta część przyrostu wiejskiego, która przywędrowała do miast. Wędrówki ludności bowiem, oczywiście zahamowane w swych rozmiarach przez kryzys, nie ustały zupełnie ani na chwilę.

W rezultacie mimo poprawy koniunktury pozostaje na rynku wielka armia bezrobotnych, która dotąd konkuruje z wchodzącą na rynek młodzieżą, utrudnia zdobywanie pracy i pogarsza warunki, na których młodzież ją uzyskuje. W szczególności zaś zmniejszają się w tej sytuacji widoki młodzieży na dostawanie się do przemysłu, a zwłaszcza do większych zakładów, znajdujących wśród bezrobotnych dostateczną ilość tanich sił. Wyjątek stanowią tylko nieliczne grupy osób wykwalifikowanych. Dotyczy to zwłaszcza tych zawodów, w których przy szybszym tempie poprawy koniunktury zapotrzebowanie na pracowników nagle wzrosło (np. w przemyśle metalowym). Poza tymi wyjątkami, raczej przejściowej natury, młodzież z trudem tylko dostaje się do przemysłu.

Czynnikiem strukturalnym, który zadecydował o tym przedłużeniu się trwania skutków kryzysu, jest wielki przyrost sił zdolnych do pracy. W chwili obecnej liczba osób zdolnych do pracy wzrasta w Polsce corocznie o 300 tysięcy – już po uwzględnieniu zastępowania przez młodzież powstającego corocznie ubytku sił wskutek śmierci, starości itp. W takiej więc liczbie powstawać muszą corocznie nowe stanowiska, aby bezrobocie nie rosło w tej czy innej postaci.

Liczba ta nie jest mniejsza obecnie niż w okresie najwyższej stopy urodzeń. Wydaje się to niezrozumiałe: przecież już od początku bieżącego stulecia ujawniała się w Polsce tendencja zmniejszania się stopy urodzeń, stopniowo rozpowszechniająca się na całym świecie. Przyrost ludności, a wiec i zapotrzebowanie na nowe miejsca pracy powinny się więc zmniejszyć, ułatwiając w ten sposób rozwiązanie trudności gospodarczych. Dlaczego nie dzieje się tak w rzeczywistości?

Duży przyrost ludności w wieku zdolności do pracy wywołany jest przez czynniki nie mające wprawdzie charakteru stałego, ale których działanie obciążające rynek pracy ustawać zacznie dopiero pod koniec następnego dziesięciolecia. Dopiero wtedy mianowicie oddziaływanie obniżonej stopy urodzeń znajdzie swój wyraz w zmniejszonych liczbach przyrostu ludności w wieku zdolności do pracy. Obecnie natomiast ujawnia się jeszcze wpływ innego czynnika demograficznego, oddziaływającego w odwrotnym kierunku, a mianowicie zmniejszania się umieralności. Zjawisko to wystąpiło na ziemiach polskich w dużych rozmiarach już w końcu XIX wieku, ale pewne jego skutki ujawniają się właśnie teraz. Ówczesne zmniejszanie się umieralności, obejmując zwłaszcza młodsze roczniki, spowodowało, że fale dochodzące do wieku dojrzałego stawały się coraz liczniejsze. Te zwiększone fale jeszcze nie dotarły do wieku wysokiej liczby zgonów (powyżej 50 lat) – obecnie więc wymierają starsze, mniej liczne generacje – a wobec tego w stosunku do całej ludności liczba zgonów jest bardzo niska. Gdy wiek 50 lat zaczną przekraczać te nowe, zwiększone fale, liczba zgonów zwiększy się – wzrośnie więc wyjątkowo mała dziś liczba otwierających się wakansów. Zarazem zaś w wiek zdolności do pracy zaczną wkraczać zmniejszone zastępy młodzieży, roczniki z okresu ostatniej zniżki stopy urodzeń (po roku 1930). W ten sposób około roku 1950 stosunek liczb kandydatów do pracy spośród młodzieży do liczb zwalniających się miejsc pracy będzie się silnie obniżał, poprawiając sytuację młodzieży na rynku i wymagając od gospodarstwa społecznego mniejszej liczby nowo powstających warsztatów pracy.

Dziś natomiast, mimo działania czynników zmniejszających przyrost naturalny ludności, liczby przyrostu sił w wieku produkcyjnym pozostają zupełnie niezmniejszone. Przyrost ten, składający się aż w 70% z młodzieży chłopskiej i bezrolnej – wobec większej niż w innych warstwach stopy urodzeń wśród ludności chłopskiej – napiera nieustannie na rynek pracy, zwłaszcza w postaci ciążącego do miast strumienia młodzieży wiejskiej. Ten nacisk młodzieży na rynek pracy będzie w najbliższych latach wzrastać. Jeśli bowiem w chwili obecnej jesteśmy w okresie przejściowo zmniejszonego nasycenia rynku pracy młodzieżą, gdyż wśród roczników młodzieżowych znajdują się wszystkie zmniejszone roczniki „luki wojennej” w urodzeniach, to już w najbliższym czasie roczniki te wyjdą poza wiek młodzieży, zastępowane liczniejszymi rocznikami normalnymi. W poprzednich latach zaś, od roku 1930 począwszy (kiedy rocznik wojenny 1915 wkraczał w wiek zdolności do pracy), nie odczuwaliśmy tej ulgi, gdyż wtedy działał najsilniej kryzys, zacierając całkowicie wpływ przejściowego zmniejszenia się dopływu młodzieży na rynek.

Tak więc w okresie najbliższego dziesiątka lat kraj nasz stać będzie przed koniecznością tworzenia wielkiej liczby nowych miejsc pracy. Gdyby przy tym struktura gospodarcza kraju miała pozostać niezmieniona, stanowiska te musiałyby się otwierać przede wszystkim w rolnictwie. W tym zakresie jednakże możliwości są bardzo małe. Ogromnemu tempu przyrostu ludności na ziemiach polskich w drugiej połowie XIX i w początkach XX wieku towarzyszyło – obok wędrówek ludności ze wsi do miast i za granicę – coraz dalej idące rozdrabnianie się własności ziemi. Przyrastająca i pozostająca na wsi ludność dzieliła ziemię na coraz drobniejsze gospodarstwa, mimo równoczesnego powiększania się ogólnego obszaru własności chłopskiej w drodze intensywnego procesu prywatnej parcelacji. Rozdrobnienie gospodarstw doszło w ten sposób do punktu, w którym dalsze jego postępy zaczęły już być odczuwane jako prowadzące do nędzy z jednej strony, a do bezużytecznego marnowania sił ludzkich z drugiej. Taki stan rzeczy zastała Polska powojenna. Procesy parcelacyjne, ujęte w ramy „reformy rolnej”, nie poprawiły w sposób istotny sytuacji, nie dochodząc nigdy do rozmiarów pozwalających na tworzenie większej liczby nowych gospodarstw, okresami zaś zanikając niemal zupełnie. Możliwości znalezienia w gospodarstwach rolnych produkcyjnego zatrudnienia dla przyrostu rąk na wsi skurczyły się więc silnie. Równocześnie zaś zamknęło się ujście dla części tego przyrostu, które w okresie przedwojennym stwarzała emigracja. Nie mówiąc już o emigracji sezonowej, dającej przed wojną zatrudnienie przeszło półmilionowej armii ludzi, a po wojnie nie dosięgającej stu tysięcy – co oznacza jak gdyby jednorazowe unieruchomienie kilkusettysięcznego zakładu pracy – zanikła prawie zupełnie emigracja do Ameryki, a na krótki tylko czas w większej mierze zastąpiła ją emigracja francuska.

W ten sposób wieś stała się w wyższym jeszcze stopniu niż dawniej zbiornikiem sił napierających na rynek miejski. Nie znajdując w wielkiej części możliwości pracy na wsi i nie mogąc emigrować za granicę, musiała młodzież wiejska skierować wszystkie swoje wysiłki na przedostanie się na rynek miejski w kraju. Na tym rynku spotyka się zatem młodzież miejska z przybywającą zawsze w nadmiarze młodzieżą wiejską. Ta właśnie sytuacja jest podstawą przedłużania się trwania objawów kryzysowych, trwania masowego bezrobocia młodzieży.

Ale nawet ta część młodzieży, która zdobywa zatrudnienie, zdobywa je w postaci najmniej pożądanej, w postaci pracy najcięższej i najgorzej wynagradzanej. Decyduje o tym struktura gospodarcza Polski.

Jej cechą istotną z interesującego nas teraz punktu widzenia jest niejednolitość stosunków na rynku pracy, brak jednakowej ceny pracy, a współistnienie obok siebie bardzo różnych poziomów cen. Wynika to z częściowego dopiero objęcia kraju gospodarką kapitalistyczną i współczesnymi metodami produkcji. Istnieją w kraju zakłady wyposażone w nowoczesny aparat produkcyjny – ale zakłady te wchłaniają zaledwie część ludności miejskiej, nie mówiąc już nawet o wsi. Obok tego znaczna część ludności zatrudniona jest w prymitywnych zakładach rzemieślniczych, drobnego przemysłu i drobnego handlu. Otóż istnienie obok siebie zakładów nowoczesnych i prymitywnych, a więc zakładów pracujących z bardzo różną wydajnością, łączy się ze stosunkowo bardzo dużymi różnicami płac i w ogóle warunków pracy. Przedsiębiorstwa nowoczesne bowiem mogą dawać znacznie lepsze warunki od rzemiosła i drobnego przemysłu, zachowując pomimo to wysoką stopę zysków. Za tę cenę jednak dążą do jak najdalej idącego wyselekcjonowania materiału ludzkiego, do posiłkowania się robotnikami najlepiej wykwalifikowanymi, najsilniejszymi. W tych warunkach zakłady te korzystają w małej tylko mierze z pracy młodzieży, czerpiąc z rezerwuaru osób w pełni zdolności do pracy. Młodzież więc znajduje głównie zatrudnienie w drobnych, prymitywnych zakładach, pracując za wyjątkowo nędzne wynagrodzenie. Dopiero w miarę dorastania młodzież z zakładów tych stopniowo wychodzi, wchodząc do przemysłu lub tworząc samodzielne, tak samo nędzne warsztaty.

Polepszenie się tego stanu rzeczy uzależnione jest od postępów uprzemysłowienia kraju, od zwiększenia się owej lepszej części aparatu wytwórczego. Niestety nie jest to łatwe do osiągnięcia. W krajach takich jak Polska, niezamożnych, będących w trakcie uprzemysławiania się, szybsze tempo postępu było dotychczas osiągane normalnie dzięki dopływowi kapitałów zagranicznych, kapitałów z krajów dalej posuniętych w rozwoju gospodarczym. Otóż w warunkach powojennych ruchy kapitałów osłabły w ogóle, a w szczególności zwolnił się ich dopływ do krajów położonych we wschodniej części Europy. Jeśli przypomnieć ponadto, że w pierwszych latach powojennych wielkie kapitały musiały być zużyte na odbudowę po zniszczeniach wojennych, to otrzymamy w ogólnych zarysach obraz trudności, z jakimi spotkała się Polska na drodze postępu gospodarczego.

Wszystkie te trudności odbijają się na możliwościach, jakie ma przed sobą wchodzące w wiek pracy młode pokolenie. Pewna poprawa na rynku pracy nastąpi, gdy ustanie wpływ przejściowo działających czynników takich jak konsekwencje kryzysu lat 1929-1932, jak specyficzna struktura wiekowa ludności. Ta automatyczna poprawa nie będzie wystarczająca. Toteż trzeba sobie jasno zdawać sprawę z sytuacji, być może trudnej, lecz która powinna pobudzać do wysiłków.

Osiągnięcie rzeczywistej poprawy bytu młodzieży, zdobycie dla niej miejsc w dobrym, nowoczesnym, wydajnym aparacie wytwórczym, uzależnione jest od zasadniczej przebudowy życia gospodarczego Polski, a zwłaszcza od przyspieszenia uprzemysłowienia kraju. Przebudowie tej towarzyszyć powinno szybkie podnoszenie stopnia wykształcenia szerokich mas młodzieży.

_____________________
Powyższy tekst to końcowy rozdział (zatytułowany w oryginale „Zakończenie. Wnioski”) pracy zbiorowej „Młodzież sięga po pracę”, Instytut Spraw Społecznych, Sprawy zatrudnienia i bezrobocia nr 13, Warszawa 1938. Była to fachowa, obszerna (ok. 250 stron dużego formatu) rozprawa poświęcona sytuacji młodzieży na rynku pracy i jej perspektywom. W skład zespołu redakcyjnego książki wchodziło kilkunastu pracowników ISS, jednak głównymi autorami byli Henryk Kołodziejski, Kazimierz Korniłowicz, Ludwik Landau i Edward Strzelecki – naukowcy i społecznicy związani z różnymi nurtami polskiej lewicy. Od tamtej pory książka nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Warto przeczytać także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *