Adam Próchnik

Ideologia spółdzielczości robotniczej

[1937]

Spółdzielczość ma podłoże klasowe. Nie wszyscy jednak spółdzielcy stoją na takim stanowisku. Obok spółdzielców socjalistów istnieją spółdzielcy tzw. neutralni, istnieje spółdzielczość mieszczańska, która łączy spółdzielczość ze zgoła innym światopoglądem. Należy sobie zatem uprzytomnić różnice między tymi sprzecznymi z sobą sposobami pojmowania spółdzielczości.

Należy przede wszystkim zaznaczyć, że spółdzielczość u samej kolebki była spółdzielczością klasową, spółdzielczością robotniczą. Twórcy spółdzielczości uważali ją za formę walki z wyzyskiem. Dopiero później wytwarzać zaczęła się spółdzielczość neutralna, bezklasowa, która zeszła z naturalnego podłoża interesów świata pracy i skutkiem tego zawisła w powietrzu.

Spółdzielczość neutralna tym różni się w pierwszym rzędzie od spółdzielczości robotniczej, że odrzuca zasadę walki klas. Spółdzielczość robotnicza prowadzi świadomą walkę z kapitałem, spółdzielczość mieszczańska walki tej się wyrzeka. Pragnie ona istnieć obok kapitału, równolegle z nim, a nie przeciw niemu. W ten sposób zatraca jednak spółdzielczość cały swój sens. Spółdzielczość bowiem jest to zasadniczo sprzeczny z kapitalistycznym system gospodarczy. Podstawą gospodarki kapitalistycznej bowiem jest chęć zysku, podstawą spółdzielczości zaś dążenie do zaspokojenia potrzeb.

Czy te dwie formy gospodarcze mogą istnieć spokojnie obok siebie, wcale sobie nie wchodząc w drogę? Jest to zupełnie niemożliwe. Jedną z zasadniczych cech kapitalizmu jest ekspansja, jest to dążenie do opanowania jak najszerszych rynków. Kapitalizm bez pogoni za rynkami zbytu i zyskiem przestałby być kapitalizmem. Kapitalizm nie tylko walczy o rynki zewnętrzne, zagraniczne, nie tylko stara się wciągnąć państwo na drogę polityki zdobywania tych rynków, ale walczy również o opanowanie całkowite rynku wewnętrznego. O ten sam rynek walczy również i spółdzielczość. Ekspansja kapitalizmu uderza zatem bezpośrednio w samo istnienie spółdzielczości. Jest to coś więcej jak walka konkurencyjnych sklepów czy przedsiębiorstw, jest to walka dwóch zgoła różnych systemów, systemu gospodarki indywidualnej i gospodarki społecznej. Ale spółdzielczość, jeżeli ma posiadać jakiś sens, musi nie tylko bronić się przed zaborczością kapitalizmu, musi odznaczać się sama ekspansją. Spółdzielczość nie jest to idea dla grupy wybranych, jest to idea, której celem jest upowszechnienie się, ogarnięcie całego świata. Spółdzielczość nie może polegać tylko na dobrym zagospodarowaniu swego własnego domu, ale jest walką o przekształcenie form gospodarczych dla całego społeczeństwa. Zresztą, gdyby spółdzielczość nawet chciała zamknąć się w swym ciasnym kółku, oddzielić się murem chińskim od reszty społeczeństwa i zostawić ją na pastwę gospodarki kapitalistycznej, nie mogłaby tego bez szkody dla siebie uczynić. Jako instytucja o charakterze gospodarczym żyje ona w społeczeństwie, jest z tym społeczeństwem związana tysiącem więzów, odczuwa doskonale na własnej skórze wszystkie jego bolączki i cierpienia, i odczuje wszystkie jego powodzenia i sukcesy. Ale spółdzielczość jest to przede wszystkim nowa forma gospodarcza i jej dążeniem musi być upowszechnić się, zdobyć dla siebie cały rynek.

Otóż dwa sprzeczne systemy gospodarcze, których teren działania nie jest rozgraniczony, które dążą do opanowania całości, które posiadają nieograniczoną prężność, muszą się z sobą zetrzeć. Zwycięstwo idei spółdzielczości może się dokonać tylko na gruzach ustroju kapitalistycznego. Każde wzmocnienie i utrwalenie tego ustroju, jest ciosem, który uderza bezpośrednio w spółdzielczość. Neutralność spółdzielczości równa się jej kapitulacji, równa się wyrzeczeniu ekspansji, równa się rezygnacji z własnego swego rozwoju. I dlatego też nie może wobec walki klasowej zachować się neutralnie. Błędem byłoby bowiem przypuszczać, że to jest jakaś walka, która toczy się na uboczu. A neutralnym można być tylko wtedy, gdy się nie jest samemu zainteresowanym. Tymczasem idea walki klas tkwi w samej idei spółdzielczości, jest dla niej kwestią życia i śmierci.

Jakąż ideę mogą zresztą neutralni spółdzielcy przeciwstawić idei socjalizmu, który opiera się na zasadzie walki klas? Za ideę spółdzielczości uznaje się często ideę solidaryzmu. Nie walka klas, powiadają, lecz powszechna solidarność.

Idea powszechnej solidarności, obejmującej całą ludzkość, jest niewątpliwie piękna. Nie może być dyskusji nad tym, czy jest ona pożądana. Istnieje tylko zagadnienie, czy jest ona w całokształcie panujących warunków ustrojowo-społecznych możliwa i osiągalna. Idzie o to, czy idea solidaryzmu może zostać osiągnięta przy zachowaniu tych warunków, czy też dopiero drogą ich zniesienia, drogą ich usunięcia. Traktuje się solidarność w oderwaniu od warunków. W praktyce prowadzi to do zatracenia istotnej roli spółdzielczości. Zamiast bowiem oprzeć spółdzielczość na idei solidarności świata pracy w walce z wyzyskiem, opiera się ją na idei obejmującej równocześnie i wyzyskiwanych, i wyzyskiwaczy. Trudniej o ideę bardziej sprzeczną z podstawowymi założeniami spółdzielczości. Kto proponuje solidaryzm w epoce, kiedy wilk posiada jeszcze kły, ten nie ułatwia, lecz utrudnia nadejście czasów powszechnej solidarności.

Zwolennicy oparcia spółdzielczości na idei solidaryzmu powołują się zwykle na ideę pomocy wzajemnej, na odwieczną ideę współdziałania, która ożywia przyrodę. W przyrodzie istnieją obok siebie oba czynniki, z jednej strony walka o byt, z drugiej pomoc wzajemna. Oba te czynniki współistnieją również w społeczeństwie ludzkim. Socjalizm, który opiera się na zasadzie walki klas, nie zaprzecza przez to bynajmniej idei współdziałania. Odwrotnie. Przecież operuje on pojęciem solidarności grupowej, solidarności klasowej, solidarności całego świata pracy. Nikt nie stawia tak wysoko idei solidarności jak socjalizm. Nie łączy on jednak ognia z wodą. Współdziałanie musi być oparte na istnieniu wspólnych czynników łączących. W ustroju kapitalistycznym istnieją natomiast czynniki przyczyniające się do zaniku idei pomocy wzajemnej, czynniki wynoszące interes indywidualny ponad interes zbiorowy. Socjalizm zaś, stojąc na stanowisku solidarności świata pracy, dąży do ustroju opartego na powszechnym współdziałaniu. Jest bowiem uproszczonym sposobem pojmowania socjalizmu, jeżeli się sądzi, że stoi on na stanowisku odwiecznej, nigdy nie kończącej się walki klasowej lub że uważa on walkę klasową za ideał.

Walka klasowa jest istotnie koniecznością, a nie jakimś diabelskim wymysłem marksizmu. Ale nie uważamy tej walki za konieczność społeczną. Solidaryści, którzy chcą się oprzeć na przyrodniczym prawie pomocy wzajemnej, wyświadczają niedźwiedzią przysługę samej idei solidaryzmu. Jeżeli bowiem uznać analogię przyrodniczą za bezwzględne prawo, wtedy zarówno pomoc wzajemna, jak i walka klas będą zjawiskiem naturalnym, uzasadnionym w przyrodniczym układzie rzeczy i odwiecznym, nigdy się nie kończącym. Analogie przyrodnicze na szczęście jednak nie stanowią prawa. W życiu ludzkim walka klas i współdziałanie są to zjawiska społeczne, wynikające z konkretnych warunków społecznych i zmieniające się w miarę, jak te warunki się zmieniają. W układzie stosunków społecznych zniesienie walki klas jest konkretną możliwością. Otóż socjalizm jest jedynym kierunkiem ideowym, który świadomie, konsekwentnie i skutecznie dąży do zniesienia walk klasowych. Zamknąć oczy, schować głowę w piasek i mówić, że nie ma walk klasowych, to do niczego nie prowadzi. Powtarzać raz za razem, że się nie chce walk klasowych, że ich być nie powinno, to również nie zmienia ani na jotę rzeczywistości. Usunąć źródła walk klasowych, stworzyć grunt umożliwiający powszechne współdziałanie, jest to jedyna polityka celowa.

Między zasadą walki klasowej a zasadą wzajemnej pomocy nie ma zatem żadnej sprzeczności. Walka klasowa opiera się na zasadzie solidarnego współdziałania świata pracy, a u kresu jej leży zasada powszechnego współdziałania. Spółdzielczość zatem, będąc formą współdziałania, uczestniczy w walce klasowej. Istotą spółdzielczości bowiem jest zastąpienie kapitalistyczno-indywidualistycznych form produkcji i podziału formami społecznymi. Spółdzielczość znosi zatem przyczyny przeciwieństw klasowych na pewnym odcinku. Powstaje więc pytanie, czy spółdzielczość ma dążyć do upowszechnienia swych form społecznych? Jeżeli tak, to spółdzielczość będzie musiała dążyć w konsekwencji do całkowitego usunięcia form gospodarki kapitalistycznej i do zupełnego zlikwidowania przyczyn walk klasowych. A więc spółdzielczość, będąca formą współdziałania, jest równocześnie formą walki. Rola spółdzielczości polega na przetworzeniu społeczeństwa, a więc jest rewolucyjna.

Wszelkie zatem próby pogodzenia spółdzielczości z kapitalizmem lub neutralności wobec walk klasowych uderzają w same zasady spółdzielczości, pozbawiają spółdzielczość jej najistotniejszej treści. Spółdzielczość klasowa musi być świadoma swych celów i dążeń, musi pamiętać o tym, że jest formą walki z wyzyskiem, musi być przekonaną o tym, że nie stanowi prostego uzupełnienia istniejącej rzeczywistości, że jest buntem przeciw niej. Spółdzielczość musi zająć stanowisko czynne w rozgrywającym się procesie przeobrażenia społecznego. A ten proces jest wszak walką, a w tej walce nic nie łączy spółdzielczości z porządkiem kapitalistycznej gospodarki. Nie ma tu więc miejsca na solidaryzm ani na jakiekolwiek sojusze z ginącym światem.

Nie oznacza to wcale, abyśmy chcieli uznać spółdzielczość za narzędzie rozgrywek politycznych. Żądamy od spółdzielczości wyraźnej platformy ideowej, wyraźnego uświadomienia sobie, gdzie jest jej miejsce w toczącej się walce, ale nie udziału w bieżącej walce politycznej. Musi być tylko przepojona dążeniem do przekształcenia całego życia wedle swych naczelnych zasad społecznych.

Szkodliwość złudzenia neutralności spółdzielczości jest więc jasna. Jest jednak jeszcze i drugie złudzenie, którego nie należy sobie lekceważyć. To drugie złudzenie stoi na przeciwnym krańcu. Jeżeli jedni twierdzą, że spółdzielczość w walce klasowej żadnego udziału brać nie powinna, to drudzy stoją znowu na stanowisku, że całkowite dzieło przekształcenia ustroju społecznego dokonać się może na terenie samej spółdzielczości. Skoro spółdzielczość wprowadza na pewnych odcinkach życia zasady gospodarki uspołecznionej, skoro urzeczywistnia na nich prawa nowego życia, to stopniowy rozwój spółdzielczości, opanowywanie przez nią coraz liczniejszych dziedzin i terenów, stanowi równocześnie likwidację kapitalizmu. W ten sposób spółdzielczość dorasta do roli drogi prowadzącej do socjalizmu. Konsekwencje tej teorii są jasne. Urzeczywistnienie socjalizmu dokona się na drodze stałego rozwoju spółdzielczości. Są to istotnie dwa krańce. Jedni powiadają, że ich socjalizm w ogóle nic nie obchodzi, drudzy znów twierdzą, że cała walka o socjalizm, o zasady nowego ustroju społecznego, rozegra się w obrębie spółdzielczości. Z chwilą, kiedy cały świat uzna zasady spółdzielczości, zmiana ustroju będzie automatycznie dokonana. Przez spółdzielczość zatem do socjalizmu.

Zastanówmy się chwilę nad tą drogą do socjalizmu, która jest niesłychanie ponętna i nęcąca. Jeżeli cały świat i wszystkie jego dziedziny zostaną ogarnięte spółdzielczością, jeżeli spółdzielczość spożywców obejmie całą organizację podziału produktów, jeżeli wszystkie fabryki i warsztaty pracy staną się spółdzielniami pracy, jeżeli spółdzielczość kredytowa wyprze banki kapitalistyczne, ludzkość wkroczy istotnie w erę spółdzielczego socjalizmu. Rzecz jasna, że to wszystko musiałoby zostać ujęte w ramy planowej gospodarki, podporządkowane ogólnemu planowi i kierownictwu. A stałoby się to bez wstrząsów, bez wielkich ofiar, bez rewolucji, bez wyczerpującej walki politycznej.

Jest to, niestety, zanadto piękne, aby mogło być prawdziwe. Złudzenia te należą do kategorii złudzeń utopijnego socjalizmu, który wyobrażał sobie, że na uboczu ustroju kapitalistycznego może powstać równolegle obok niego ustrój, który z wolna ogarnie cały świat. Drogi zbyt łatwe prowadzą rzadko do celu. Wielkie przełomy społeczne nie dokonują się bez zażartych, twardych walk i zmagań.

W pierwszym rzędzie należy zwrócić na to uwagę, że spółdzielczość w określonych warunkach ustroju kapitalistycznego nie ma wszechstronnych możliwości rozwoju. Potyka się ona na każdym kroku o trudności, które wypływają z całokształtu panujących stosunków. Okresy kryzysów, które są coraz dłuższe i coraz głębiej sięgają w życie, odbijają się niesłychanie szkodliwie na losach spółdzielczości. A dalej wyzysk kapitalistyczny, który zmniejsza zdolności konsumpcyjne najszerszych mas, ogranicza pośrednio możliwości rozwojowe spółdzielczości. Spółdzielnie mieszkaniowe nie są w stanie rozwinąć szerokiej działalności, która opanowałaby cały rynek mieszkaniowy przy poziomie płac świata pracy istniejącym w ustroju kapitalistycznym. Spółdzielnie spożywców z tych samych powodów nie mogą zebrać dostatecznych kapitałów własnych i nie mogą wydobyć się z błędnego koła, które stwarza osłabienie ekonomiczne konsumentów.

Ale spółdzielczość spożywczo-mieszkaniowa jest jeszcze stosunkowo w najlepszym położeniu. Ma ona szanse zdobycia przynajmniej dość znacznej części rynku. Ograniczenie konsumpcji ma swoje granice, a spółdzielczość spożywców operuje szybkimi i częstymi obrotami, nie wymaga zatem tak znacznych kapitałów.

Bez porównania gorsze są szanse spółdzielczości wytwórczej, spółdzielczości pracy. Ogranicza się ona z reguły do organizowania zespołów pracy bez własnych warsztatów pracy lub do tworzenia małych wspólnych warsztatów. W okresie kartelizacji, w okresie pochłaniania małych kapitalistów przez wielkich, w okresie kapitalizmu monopolistycznego, w okresie, kiedy rozwój techniki wymaga coraz większych i coraz częstszych wkładów kapitału, w okresie wielkich kryzysów gospodarczych, spółdzielczość pracy, opierająca się na zespoleniu słabych ekonomicznie jednostek, przeważnie bezrobotnych, nie może w najśmielszych nawet marzeniach być uważana za środek, za metodę wywłaszczenia kapitalistów z narzędzi pracy, za drogę do uspołecznienia produkcji.

Najsłabszym jednak punktem w tym planie obalenia ustroju kapitalistycznego przez samą spółdzielczość jest sprawa opanowania kapitału finansowego. Jego przewodnią rolę w dzisiejszej fazie ustroju kapitalistycznego już stwierdziliśmy. Sprawuje on poniekąd dyktaturę nad innymi formami kapitału i nad całym społeczeństwem. W jego ręku znajduje się również w znacznej mierze spółdzielczość. Spółdzielczość kredytowa zaś może odgrywać poważną rolę pomocniczego środka dla innych form spółdzielczości, ale nie ma najmniejszych warunków po temu, aby móc zmierzyć się z jakimi takimi szansami z kapitałem finansowym, który jest rezultatem wielkich procesów akumulacji kapitału (nagromadzenia kapitału) będących jedną z podstaw ustroju kapitalistycznego.

Niezależnie od tych wszystkich czynników, nie należy traktować kapitalizmu jako jakiejś siły biernej, która obojętnie i spokojnie patrzy na wzbierające przeciw niemu niebezpieczeństwo. Im większe będą postępy spółdzielczości, tym większy będzie odpór świata kapitalistycznego, który oprócz potęgi ekonomicznej, posiada szereg środków natury politycznej dla obrony swego stanowiska, posiada w pierwszym rzędzie wpływ na prawodawstwo i aparat państwowy współczesnych krajów. Podobnie jak postęp demokracji nie był przez kapitalizm biernie obserwowany, ale spowodował reakcję w postaci faszyzmu, tak i sukcesy spółdzielczości wywołują kontratak zagrożonego kapitalizmu. Te rzeczy zresztą idą w parze. W krajach demokratycznych spółdzielczość posiada większe możliwości rozwojowe, w krajach faszystowskich spółdzielczość jest ograniczona w swym rozwoju. (Niemcy, Włochy, Austria – np. zakaz otwierania nowych sklepów spółdzielczych). I u nas za rządów sanacyjnych warunki rozwoju spółdzielczości pogorszyły się, a od stuprocentowych faszystów endeckich spółdzielczość nie może oczekiwać niczego dobrego. Zdawało się, że namiętni antysemici, walczący z handlem żydowskim, powinni jeżeli nie dla konsekwencji, to przynajmniej dla demagogii popierać spółdzielczość. Nic podobnego. Endecja nie kryje się ze swą niechęcią dla spółdzielczości, a program jej polega na tym, aby pośrednictwo żydowskie zastąpić pośrednictwem polskim. Spółdzielczość musi się więc liczyć z tym, że jest ona atakowana nie tylko na terenie gospodarczym, ale również na terenie politycznym i że stamtąd może otrzymać nawet cios śmiertelny.

Wiara więc, że drogą wyłącznie spółdzielczą można zmienić całkowicie ustrój społeczny, jest utopią szkodliwą jak każda utopia. Spółdzielczość przestaje być utopią dopiero wtedy, gdy schodzi do roli sobie właściwej, to znaczy do roli jednej z gałęzi ruchu wyzwoleńczego klasy pracującej. Zadanie zmiany ustroju jest zadaniem, które może być wynikiem łącznej, zharmonizowanej działalności wszystkich form ruchu robotniczego, a nie tylko jednej z nich.

Największy nawet rozwój spółdzielczości i związków zawodowych nie złamie potęgi kapitalizmu. Koniecznością jest przewrót polityczny, który odda klasie pracującej władzę, i przewrót społeczny, który zniszczy podstawy gospodarcze potęgi kapitalistycznej. Niezbędną jest więc rola ruchu politycznego, który tę walkę prowadzi. Pisaliśmy o froncie gospodarczym, który skupia ruch spółdzielczy i ruch zawodowy. Obok niego jest drugi front, front polityczny, który atakuje główne pozycje ustroju kapitalistycznego. Jest wreszcie trzeci front, front wychowawczy, który skupia ruch kulturalno-oświatowy i sportowy klasy robotniczej, mający za zadanie oddziaływanie na uczucie, rozum i charakter szerokich mas w celu wychowania bojowników przeciw staremu światu i budowniczych nowego jutra.

Każda z tych form ma swoje zadania, które się wzajemnie uzupełniają. Jeżeli więc spółdzielczość nie może rościć sobie pretensji do roli czynnika, który dokona całego dzieła przebudowy społecznej, niemniej ma ona ważne zadania do spełnienia.

1) Spółdzielczość prowadzi w dobie dzisiejszej obronę gospodarczych interesów klasy robotniczej i całego świata pracy.

2) Tworzy nowe formy gospodarcze, oparte na odrzuceniu kapitalistycznej zasady działania dla zysku i na wprowadzeniu w życie socjalistycznej zasady działania dla zaspokojenia potrzeb.

3) Kształtuje w ten sposób zaczątki przyszłej gospodarki socjalistycznej i przeprowadza je przez ogniową próbę doświadczenia.

4) Wychowuje przyszłych działaczy gospodarczych, których zadaniem będzie przejąć w swe ręce cały mechanizm gospodarki uspołecznionej.

Tej roboty wychowawczej nie spełni żadna inna forma ruchu robotniczego, gdyż tylko przy warsztacie czynnej, pozytywnej działalności gospodarczej, tylko w zetknięciu z konkretnymi zagadnieniami, tylko przy pokonywaniu nastręczających się trudności, mogą wytworzyć się wartości niezbędne dla wydobycia na wierzch naszych zdolności twórczych.

Adam Próchnik
______________________
Powyższy tekst Adama Próchnika pierwotnie ukazał się jako specjalny dodatek do pisma „Życie Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej” maj 1937. W tym samym roku został wydany jako osobna broszurka przez Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego. Po latach został wznowiony w książce „Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja. Wybór pism”, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2014. Wersja publikowana teraz bazuje na pierwodruku w „Życiu WSM”, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Jeden komentarz nt. “Ideologia spółdzielczości robotniczej

  1. Pingback: Internetówka 266 | Skojarzenia. Bohdan Kaczmarek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *